Ostatnia pasterka była dla mnie niezwykłym przeżyciem. Byłem na niej sam. Bez dzieci. Usiadłem w ławce i dotarło do mnie, że nie musiałem nikogo uciszać, tłumaczyć „ile jeszcze” ani wyjaśniać co to znaczy melchizębek. Cóż za odmiana 😉

Dorosły idący na rodzinną Mszę św. musi być bowiem przygotowany na to, że raczej trudno będzie mu skoncentrować się na tym, co na Mszy jest najważniejsze, bo jego główna uwaga mimowolnie skierowana będzie na interakcje między najmłodszymi uczestnikami tego wydarzenia.

Przedstawiam 5 rodzajów dzieci, które znasz z rodzinnej Mszy świętej:

1. Poduszkowiec

Czasem potrafi już chodzić, a czasem dopiero doskonali raczkowanie, ale jego ulubioną metodą przemieszczania się jest kręcenie się w kółko po lśniącej posadzce. Efekt poduszkowca najlepiej widać zimą, gdy gdzieś w bocznej nawie mkną ku sobie niebieskie, różowe, a potem już prawie same szare i brązowe kombinezony bezboleśnie odbijające się od odgradzających je od świata rodziców.

Proboszczu! Nie zapomnij położyć pasty nabłyszczającej przed Msza dla dzieci. I poślizg lepszy, i posadzka bardziej błyszcząca. Klasyczne win-win.

2. Król ciszy

Znasz zabawę w Króla ciszy? To dziecko też ją zna, ale ma swoje zasady.

Zasada nr 1:
Gdy tylko usłyszysz ciszę, krzycz!

Nieprzerwany modulowany krzyk podczas całego podniesienia: gwarantowane miejsce w parafialnej Galerii Sław.

3. Kultywator tradycji

Już na lekcjach religii w podstawówce dzieci uczą się, że Msza św. jest pamiątką Ostatniej Wieczerzy.

A wieczerza, to przecież kolacja. A jak kolacja…. to smacznego 😉

Chrupki. Piciu. Biszkopty. Piciu. Chlebek ryżowy. Piciu.

O!? Już nic nie ma?

No to wychodzimy!

4. Oddany czciciel św. Tereski.

Podobno św. Tereska zarzucała sobie, że zasypia podczas modlitwy. Naśladowca tej patronki zupełnie nic nie robi sobie takich wyrzutów.

Równo z chwilą przejścia przez ciemną sień kościoła zapada w sen twardszy niż ławki podczas przydługiego kazania, zupełnie nie przejmując się dzwonkami, fałszującym organistą czy przebiegającym właśnie konkursem na króla ciszy.

Magiczna bariera sieni zdejmie z jego oczu sen wtedy, gdy rodzice będą chcieli wybrać się na popołudniowy spacer w ciszy i spokoju.

5. Tam dom mój, gdzie zabawki moje

Oglądałeś Toy Story? Swoich zabawek nigdy się nie zostawia. I nieważne czy wyjeżdżasz na studia, czy znikasz na szybką godzinkę do kościoła. Nigdy nie zostawiasz tych, których kochasz.

Samochodziki, dinozaury, lalki czy grzechotki – w tym wypadku im zabawka głośniejsza, tym lepsza.

A jeśli akurat padły baterie?

Żaden problem, przecież wiesz jakie dźwięki wydaje z siebie dinozaur!?

Wrrrrrrrraaaaaaaaarrrrrrrr

Gramy w króla ciszy?

A Twoje dziecko? Do której grupy się zalicza? 😉

Zdjęcie: 1899441 | Pixabay

Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go innym. Dzięki poniższym przyciskom zajmie Ci to dosłownie chwilę.

Dzięki