Stereotypy są wygodne, ale na szczęście życie wbija nam co jakiś czas szpilę, by przegonić naszego mentalnego lenia. Zobacz, które neurony warto jeszcze poruszyć, by codzienność stała się ciekawsza.

1. Mężczyźni nie potrafią gotować

Jeśli Twoim popisowym daniem jest ugotowanie wody na herbatę, a szczytem cukierniczych możliwości posypanie cukrem kromki chleba z masłem, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość.

Jesteś w najlepszym punkcie startowym, by stać się nowym wcieleniem Gordona Ramsaya, Jamiem Oliverem swojego domu czy rodzinną wersją Karola Okrasy.

Każdy przypalony kotlet, niedoprawiona bezsmakowa zupa czy glutowaty zakalec przybliżą Cię do wspaniałego momentu, w którym Twoja żona zaczerwieni się podczas zbierania pochwał za kolację tysiąclecia, zastanawiając się jak to powiedzieć, że to jednak nie ona mieszała dzisiaj w garnku.

Podczas prób kulinarnych nie ma nic bardziej irytującego niż przepisy z bani wzięte, dlatego odradzam wszelkie gazety dla pań czy przepiśniki, gdzie motywem przewodnim są bohaterzy z bajek.

Głównym źródłem nowości na naszym stole jest Kwestia Smaku. Do tej pory tylko jeden z kilkunastu zrealizowanych przepisów mi nie wyszedł.

2. Zaplatanie warkoczy jest dla kobiet

W przedszkolu moich córek, nauczycielki z drugiej zmiany zawsze wiedziały kto z rana był odpowiedzialny za ogarnięcie i dostarczenie dziewczynek. Jeśli miały na głowie warkocz, choćby najprostszy, była to mama, a jeśli kucyk lub artystyczny nieład, to dziś wypadła kolej taty.

Metoda „na fryzurę” była niezawodna, bo chociaż sam miałem wówczas długie włosy, to moje umiejętności ograniczały się do rozczesania piór i spięcia ich gumką.

I zupełnie mi to nie przeszkadzało, ale poranne narzekania córek zmusiły mnie w końcu do poszukiwań rozwiązania, które objawiło się w formie prostego, darmowego e-booka 10 warkoczy krok po kroku dostępnego na blogu Hair by Jul.

I zapewniam Cię, że wystarczy opanowanie dobieranego francuskiego lub holenderskiego, by poczuć się jak stylista gwiazd przed galą oskarową. A gdy nauczysz się kłosa i warkocza syreny, to zaczniesz się zastanawiać jak by tu zapleść coś takiego na swojej brodzie

3. Mężczyzna nie przyszyje sobie nawet guzika

Moja teściowa jest krawcową. Każda dziurawa skarpetka, nadtargany rękaw czy koszula bez guzika, wszystko to przez wszystkie lata naszego małżeństwa lądowało na kupce, która z czasem zamieniała się w Górę św. Teresy i czekała by przekazać ją rodzinnemu guru władania igłą i nitką.

Można więc powiedzieć, że to życie zmusiło mnie do tego, by zainteresować się co to jest fastryga, ścieg za igłą czy ścieg na okrętkę, bo dwu lub trzytygodniowe czekanie na wyjazd do babci, by móc znowu założyć ulubioną koszulkę, okazało się zbyt wymagające dla mojej nieanielskiej cierpliwości.

Opaski, które później zszyłem dla moich dziewczyn, czy ozdoby ponaszywane na kaptury czy bluzy do tej pory są ich, i moją, chlubą 😉

Jest jednak coś, co do tej pory zawsze mnie stresuje. To zakończenie szycia. Nie mogę pozbyć się lęku, że po kilku dniach, to co zszyłem zacznie się pruć i moje końcówki to zazwyczaj paskudny zlepek pęków.

4. Przebieranie się jest dla dzieci

Do takich wniosków można dojść patrząc na frekwencję przebranych rodziców na rodzinnych balach karnawałowych w przedszkolach. Nie lepiej jest domówkach czy sylwestrach spędzanych w kilkurodzinnym gronie, pomimo tego, że gospodarze zapraszają do przebieranek wszystkich gości.

Jesteśmy przecież dorośli. I poważni.

Po urodzeniu dzieci tryb beztroskiej zabawy zostaje przełączony w tryb

bawię się tylko, gdy nie ma dzieci obok i najlepiej gdyby to była zabawa na siedząco przy stole.

Jednym z najfajniejszych wspomnień sylwestrowych naszej rodziny było wspólne przebranie się 2 lata temu za rodzinę wikingów. W ciucholandzie kupiliśmy kilka ciuchów za grosze. Trochę je przerobiliśmy (przydaje się tu umiejętność z punktu nr 3), zrobiliśmy tarcze z kartonu i ruszyliśmy na podbój Nowego Roku w najeźdźczym stylu.

Przez kilka lat eksperymentowania z transformacjami byłem już: królem, błaznem, Świętym Mikołajem, amiszem, Bestią z Pięknej i Bestii, kelnerem, żydowskim panem młodym, Panem Snem, Jezusem, neandertalczykiem i jeszcze kilkoma postaciami, których już nawet nie zliczę. I nie mam zamiaru przestawać 😉

Jeśli nie masz smykałki do tworzenia strojów, to w wielu miastach są wypożyczalnie strojów. Można też próbować poprosić o wypożyczenie stroju w teatrze. U nas w Gdyni polecam wypożyczalnię strojów Arlekin.

Stań się na chwilę kimś innym i zobacz ile frajdy to daje. Naprawdę.

5. Chłopaki nie płaczą

Jest to chyba jedno z najbardziej szkodliwych zdań, które przez lata kształtowało mnie, i pewnie miliony chłopaków w Polsce i na świecie.

Okazanie emocji zarezerwowanych dla kobiet i dzieci (tak, tak) traktowane jest jak opuszczenie gardy podczas bokserskiej walki. I rzeczywiście, odsłanianie się przed szarżującym przeciwnikiem nie jest zbyt rozsądnym działaniem. Ale czy rzeczywiście codziennie walczysz?

Rok temu spędziłem kilkanaście minut rycząc i zalewając się łzami w samochodzie. Sam. Bez nikogo. Zaparkowałem pod domem i puściły mi wszystkie emocje ostatnich dni. W nozdrzach aż nazbyt mocno czułem zapach prochu, przed oczami majaczyły mi urywki wydarzeń sylwestrowej nocy, a w uszach brzmiał płacz przerażonej córki.

Flashbacki naszej dwójki, leżącej w oszołomieniu po niespodziewanym wybuchu noworocznych rzymskich ogni w rękach, wracają co jakiś czas, ale tamten oczyszczający płacz pomógł mi zmyć z siebie poczucie winy, wstydu, żalu, złości, bezsilności i samooskarżenia.

Najpierw płakałem ze złości nad bezmiarem swojej głupoty, która mogła doprowadzić do utraty dłoni. Potem płakałem z radości i wdzięczności, że wciąż mogę przytulać dzieci obiema rękami, że mogę dalej zachwycać się grą mojej córki na skrzypcach i grać z nią w onse-madonse-flore.

Kierownica, mokra od łez, była niemym świadkiem aktu przebaczenia samemu sobie, a tamto wydarzenie stało się także jednym z motywatorów do założenia tego bloga.

Bo wtedy uświadomiłem sobie, że nigdy nie będę ojcem idealnym i że zawsze będę popełniał błędy. Ale zobaczyłem też, że moje dzieci zasługują na to, bym się nie poddał, wstał i szedł dalej. Każdego dnia.

Gdyby nie tamte łzy, nie czytałbyś tych słów, nie obejrzałbyś filmów ani nie usłyszał podcastów.

Dlatego nie bój się płakać.

Nawet w samotności.

Zdjęcie własne według aranżacji moich córek z niekończących się pokładów zabawek Playmobil.

Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go innym. Dzięki poniższym przyciskom zajmie Ci to dosłownie chwilę.

Dzięki