Uwertura

Mała, niewinnie wyglądająca dziewczynka o perłowych włosach, która zapewne uciekłaby na widok myszy czy pająka, nieporadnie macha mieczem. I choć z początku wygląda jakby odganiała się nim od much, to w rzeczywistości próbuje naśladować wprawne i wyćwiczone ruchy swojego opiekuna, po którym widać że zapach krwi nie jest mu obcy.

W tle, do rytmicznej i narastającej muzyki, sekunduje im kilkanaście postaci wykonujących synchroniczny balet z bronią, co podkreśla wyjątkowe zespolenie dwóch pierwszoplanowych postaci. Postaci, które na pierwszy rzut oka dzieli wszystko: wiek, doświadczenie i umiejętności.

A łączy jedno.

Przeznaczenie.

Finałowa scena musicalu Wiedźmin jest wspaniałym dopełnieniem trzygodzinnego spektaklu, podczas którego w kolejnych retrospekcjach poznajemy historię Geralta z Rivii i jego drogi do Ciri, legendarnego Dziecka Niespodzianki.

Geralt jest wiedźminem, pozbawionym uczuć mutantem, płatnym zabójca potworów i wszelkich plugastw, który w wyniku przebytych w dzieciństwie zabiegów jest trwale bezpłodny. Czy taki człowiek może być dobrym ojcem dla 10-letniej dziewczynki?

Zanim w finale Geralt zacznie uczyć Ciri wszystkiego co wie i umie, musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy przeznaczenie wystarczy by być ojcem Cirilli? Czy może potrzeba czegoś jeszcze?

Na pierwszy rzut oka Geralt nie zapowiada się na dobrego ojca. Na drugi z resztą też nie.

Akt I. Nauka

Wędrując przez ostatni las driad, legendarny Brokilon, Geralt z ciężkim sercem znosi humory małej księżniczki. Nie dość, że musi ją nosić na plecach, obmyślając przy tym plan wyrwania jej z rąk driad i odstawienia do domu, to wieczorem, szykując się w tej nieprzeniknionej gęstwinie do snu, musi odpowiedzieć jej bajkę.

Bajkę!? Zaraz zaraz, człowiek, który został wychowany przez nieznających litości starszych wiedźminów, który od małego musiał walczyć by przeżyć, którego empatia została wymazana razem z innymi uczuciami podczas licznych mutacji ma opowiedzieć dziecku bajkę!?

Niby jak? Niby o czym?

Pierwsza próba wymyślonych na szybko przygód kota i lisa wypada blado i kończy się po kilku zdaniach, gdy Geralt ogłasza koniec obracając się na drugi bok.

Ale Ciri nie ustępuje, wierci mu dziurę w brzuchu i prosi o więcej. Pokazuje Geraltowi co ma robić i uczy go sztuki snucia fantazyjnych opowieści. I dopiero gdy wiedźmin zaczyna popuszczać wodze dawno nieużywanej fantazji, scena ożywa w rytm wesołej dobranocki z kotem i lisem w roli głównej.

Ale nauka nie kończy się na opowieści. Po ostatniej kropce, gdy Geralt po raz kolejny odwraca się na bok marząc o zasłużonym odpoczynku, księżniczka domaga się morału. Przecież każda bajka musi mieć morał! Każdy to wie. Każdy komu opowiadano bajki.

Morał jest dość prosty. Kot przeżył, bo chowając się przed otaczającymi go licznymi psami, uciekł na drzewo, a lis, który udawał chytrzejszego niż był, został przerobiony na mufki.

I nie trzeba długo czekać, by słowo staje się ciałem. Chwilę później Ciri mając jeszcze w uszach ostatnie słowa bajki ratuje swoją skórę wspinając się właśnie na pobliskie drzewo.

A jaki morał płynie dla nas z tego aktu?

Że warto opowiadać dzieciom bajki?

Że możemy się też czegoś od nich nauczyć?

Czy że nawet jeśli twierdzisz że nie umiesz być ojcem, to możesz się tego nauczyć, jeśli będziesz tego pragnął i próbował?

Z driadami lepiej nie zadzierać.

Akt II. Wybór

Wizyta u Calanthe, władczej babki Ciri jest bardzo trudna. Królowa Cintry na dniach straciła podczas morskiej burzy córkę i zięcia. Co gorsza zdaje sobie sprawę, że Geralt przyjechał zabrać ze sobą małą dziewczynkę na mocy odwiecznego prawa niespodzianki.

Jej rozum wie, że choć jest potężną władczynią to musi podporządkować się prawom rządzącym światem. Z kolei jej serce nie zgadza się, by Białowłosy Wilk odebrał jej sześcioletnią wnuczkę, ostatnią radość jej życia i ostatnią nadzieję na przedłużenie królewskiego rodu.

Silna i przebiegła królowa stosuje sprytny wybieg, pokazując mu grupkę dzieci i każąc wybierać.

Które z nich to Ciri?

Które z dziesięciu uśmiechniętych, radosnych i bawiących się beztrosko dzieci pojedzie z wiedźminem?

Które będzie wystawione na prawie pewną śmierć podczas mutacji, treningów i prób w murach wiedźmińskiego siedliszcza Kaer Morhen?

Zrezygnowany Geralt odchodzi z pustymi rękami.

Czy przekonał go płacz Calanthe?

Czy wybrał, jak lubi podkreślać, mniejsze zło?

Czy może jak stojący przed dramatycznym wyborem ojciec, postanowił zostawić Ciri tam, gdzie będzie najbezpieczniejsza?

Calanthe nie jest najłatwiejszym partnerem do rozmowy.

Akt III. Pewność

Wojna. Nikt nie może być pewien jutra. Giną chłopi, rycerze i królowie. Sieroty wszystkich stanów błąkają się od wsi do wsi szukając dachu nad głową i kromki chleba, by zaspokoić wilczy głód. Do jednego z domów w Dolnym Sodden trafia niepozorna mała dziewczynka o perłowych włosach.

Nie przedstawia swojego imienia, nie rozmawia, ale uczciwie pracuje i pomaga w obejściu. Pomimo aury tajemniczości, zaradna gospodyni o dźwięcznym imieniu Złotolitka traktuje ją jak dar od bogów, którzy pomimo gorących modlitw zesłali jej dotychczas dwóch synów zamiast upragnionej córki.

W końcu, pewnego słonecznego dnia przed dom zajeżdża wóz, z którego zeskakuje biedny kupiec Yurga wracający po wielu przygodach do domu. Całuje żonę, tuli synów i ze zdziwieniem patrzy na córkę, której nigdy nie miał. Której się nie spodziewał. Która jest niespodzianką.

I wtedy wszystko zaczyna składać się w jedną całość. Z wozu schodzi jego towarzysz podróży, leczący rany po walce z potworami Geralt z Rivii, któremu Yurga obiecał to, co ludzie zwykle obiecują wiedźminom za niespodziewane uratowanie życia.

Że odda mu to co zastanie w domu, a czego się nie spodziewa.

Lecz zanim Yurga zdążył choćby otworzyć usta, by zacząć tłumaczyć się ukochanej żonie, zza Złotolicej spódnicy wybiega dziewczynka i rzucając się Geraltowi w ramiona krzyczy

„Wiedziałam, że po mnie przyjdziesz. Wiedziałam.”

To nie my czynimy się ojcami.

To nie fizyczny akt spłodzenia potomstwa czyni Cię tatą.

To one, dzieci, nadają nam ten tytuł i naszym, moim i Twoim zadaniem jest po prostu tego nie spieprzyć.

Geralt i Ciri nareszcie razem. Na jak długo?

Owacja na stojąco

Chciałem napisać recenzję, ale gdy zacząłem spisywać świeże wrażenia po sobotnim spektaklu, zdałem sobie sprawę z oczywistego faktu, że przecież nie jestem krytykiem teatralnym.

Jestem ojcem. I emocje jakie obudził we mnie Wiedźmin Musical są z tym nierozerwalnie związane. Gdy oczy zachodziły mi łzami nie liczyło się to, że przecież wiedziałem jak to się skończy, bo przeczytałem wszystkie części sagi i na dodatek przeszedłem wszystkie części gry.

Klaskałem i płakałem, a w uszach miałem słowa Yurgi wypowiedziane kilka minut wcześniej do Geralta:

Dobra nam trzeba panie Geralt, dobra nam trzeba.

A osobistą laurką jaką wystawiam twórcom i aktorom niech będzie to, że pod koniec żałowałem, że sam nie jestem jednym z nich i nie mogę wzbudzać tak pięknych emocji u widzów oglądających spektakl.

Wiedźmin Musical – polecam całym ojcowskim sercem.

Zdjęcia pochodzą z galerii spektaklu: Wiedźmin w Teatrze Muzycznym

Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go innym. Dzięki poniższym przyciskom zajmie Ci to dosłownie chwilę.

Dzięki