Sam się dziwię, że to mówię, ale tak właśnie ustaliliśmy przed chwilą z Jolą. Na szczęście wcześniej podchodziliśmy do tego tematu inaczej i dzięki temu, będąc w ciąży, pokonaliśmy kilkadziesiąt tysięcy kilometrów na czterech kontynentach.

Pierwsza ciąża złapała nas niespodziewanie w czasie podróży poślubnej. Wszystko szło zgodnie z planem, gdy nagle w czwartym miesiącu wędrowania, podczas pobytu w Sydney Jola zaczęła zauważać u siebie pewne niespotykane dotąd objawy….

Taki moment zdarza się tylko raz w życiu i choćbyś przeczytał dziesięć poradników i obejrzał cały zestaw tutoriali „Jak przetrwać ciążę”, to gdy będziecie razem patrzeć na dwie kreski, automatyczna aktualizacja systemu wymaże Ci pamięć i włączy tryb awaryjno-podekscytowany z rozregulowanym trybem podejmowania przemyślanych decyzji.

Dlatego też, jeśli ta radosna nowina złapie Was gdzieś w trasie, musicie podjąć natychmiastową decyzję o powrocie do domu. Zapomnieć o ekscytujących planach, niesamowitych atrakcjach i niezwykłych widokach, przekreślić marzenia i szykować się do codzienności, w której na Facebooku zobaczycie jak inni realizują Wasze marzenia. Bez dzieci.

Jeśli jednak ta wizja nie spełnia Waszych oczekiwań i zdecydujecie się kontynuować podróż w powiększonym składzie, z przyjemnością służymy Wam pomocą i naszymi doświadczeniami:

Niezbędnik podróżowania w ciąży

Ubezpieczenie podróżne – jeśli nie zrobiliście tego przy podpisaniu umowy (ale bądźmy poważni, kto zakłada takie rzeczy), to zanim wybierzecie się do lekarza, sprawdźcie jeszcze raz Ogólne Warunki Ubezpieczenia (OWU), czy wydatki związane z ciążą są z niego pokrywane (i jeśli tak, to jakie konkretnie).

My mieliśmy wówczas ubezpieczenie ISIC i Euro26. Żadne z nich nie miało pakietu ciążowego, więc gdy zobaczyliśmy ceny konsultacji lekarskich w szpitalu w Sydney (100$ za wejście do gabinetu + drugie tyle za każde badanie) to miny nam zrzedły.

Znajdźcie odpowiednią klinikę – i gdy tak siedzieliśmy w poczekalni szpitala podeszła do nas pielęgniarka pytając się o przyczynę naszego zdołowania. Gdy przedstawiliśmy jej naszą historię, ze zrozumieniem pokierowała nas do znajdującej się tuż obok kliniki uniwersyteckiej.

Jej największą zaletą była cena usług – Jola otrzymała pełen pakiet badań za darmo, no prawie, bo oboje musieliśmy wypełnić kilkunastostronicowe ankiety do celów statystycznych i naukowych, ale nie zostawiliśmy tam ani centa.

Reasumując – jeśli ubezpieczenie Wam nie pomoże, a nie śmierdzicie groszem jak wówczas my, to szukajcie kliniki uniwersyteckiej – może Wam pomogą.

Zrewidujcie plan dalszej podróży – wbrew pozorom są jeszcze takie miejsca na świecie, gdzie czysta bieżąca woda jest luksusem, a niektóre choroby tropikalne jak malaria czy żółta febra stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia dziecka i matki. Musicie sobie jasno to wytłumaczyć i wrócić do domu albo zrezygnować z miejsc, które mogą być niebezpieczne – my zrezygnowaliśmy z Amazonii i Ameryki Środkowej i skróciliśmy planowaną podróż o 4 miesiące. Jeszcze tam wrócimy 😉

Pod żadnym pozorem nie wchodźcie na internetowych fora o ciąży – po lekturze tych miejsc, zabroniłbym żonie zachodzić w ciążę – kiedykolwiek. Czytanie o czyichś problemach, wynikach badań i wątpliwościach momentalnie wpędzi Twoją żonę w lęk i przesadną troskę o zdrowie malucha. Sam fakt, że jesteście w tak nowej sytuacji w podróży, z daleka od domu, jest już wystarczającym stresem.

Jeśli podejmujecie decyzję o dalszej podróży, to spotkajcie się z położną – jeśli do tej pory podróżowaliście bez dzieci, to jest to najprawdopodobniej Wasza pierwsza ciąża i Twoja żona ma w głowie tysiące pytań. I słusznie – Wasz świat właśnie wywraca się do góry nogami i musicie się w nim odnaleźć. My spotkaliśmy się z niesamowitą położną w Santiago de Chile. Udało nam się z nią skontaktować przez Hospitality Club, ale teraz w erze Facebooka takie rzeczy załatwia się pewnie szybciej i prościej.

Wysłuchała wszystkich naszych wątpliwości, przejrzała wyniki, zbadała i nie znajdując żadnych przeciwwskazań do kontynuacji podróży udzieliła nam kilku rad, z których najważniejsze były te:

  • jeśli czujesz, że coś jest nie tak i chcesz się zatrzymać, to zrób to – do Joli,
  • mówcie do dziecka, opisujcie mu to, co widzicie, pokazujcie mu piękno tego świata Waszymi oczami, słowami i gestami – do nas obojga,
  • a ty – opiekuj się nimi najlepiej jak potrafisz – jesteś już ojcem.

To spotkanie wzmocniło naszego ducha i po badaniu lekarskim ruszyliśmy w dalszą drogę, ale czekało na nas już kilka niespodzianek, które spotkają i Was – niezależnie od tego czy o pasażerze na gapę dowiedzieliście się po drodze, czy też świadomie ruszacie w podróż w powiększonym składzie.

Przyzwyczaj się do noszenia dwóch plecaków – Jola miała przy sobie tylko małą torbę na aparat i suchy prowiant pierwszej potrzeby.

A skoro już poruszamy temat jedzenia – jestem głodna – oznacza, że masz znaleźć jakiś bar tu i teraz, bez oglądania się na cenę kotleta czy kolor ceraty. Zdziwisz się także, gdy zobaczysz, że już nie dostajesz połówki jej porcji, a czasem musisz się podzielić swoją – kobieta w ciąży ma naprawdę wilczy apetyt. Zawsze miejcie przy sobie extra wodę i banany.

Kupcie suplementy dla kobiet w ciąży – tabletki z tysiącem super hiper minerałów niezbędnych dla prawidłowego rozwoju dziecka i zdrowia mamy. Używa się ich w domu, w podróży tym bardziej. Paczka zapasowych wkładek higienicznych w plecaku też nie zaszkodzi.

W hotelu – zawsze śpij z wiadrem lub miednicą obok łóżka – będzie mniej sprzątania i nie będziecie ponosić opłaty za wymianę wykładziny 😉

Jeśli do tej pory podziwialiście wspólnie wschody słońca, to możesz być prawie pewien, że od teraz będziesz miał więcej czasu na samotne rozmyślania – kobieta w ciąży co prawda nie zapada w sen zimowy, ale potrafi zasnąć zawsze i wszędzie – najczęściej tam, gdzie nie powinna.

Wszelkie daty i cele Waszej dalszej podróży muszą być elastyczne – w każdej chwili może się zdarzyć, że w jakimś miejscu zabawicie kilka dni dłużej niż planowaliście, bo akurat wypadł czas postoju.

Przyzwyczaj się, że będą jej przeszkadzać zapachy, których Ty nawet nie czujesz. Najgorzej, gdy wydarzy się to podczas jazdy autostopem gdzieś pośród australijskiego outbacku.

Zawsze miej w zanadrzu paczkę chusteczek higienicznych – nigdy nie wiesz kiedy jakieś kompletnie irracjonalne zdarzenie wywoła morze łez, którego Twoje chusteczki nie osuszą, ale przynajmniej sprawisz pozory przygotowanego na kataklizm.

Unikajcie tłocznych miejsc – po pierwsze duszno, po drugie łatwo oberwać w brzuch i może się to skończyć bólem, omdleniem albo czymś bardziej poważnym.

Jeśli nie chcecie naśladować Tony’ego Halika i urodzić po drodze, to zaplanujcie powrót do Polski na szósty, najpóźniej siódmy miesiąc ciąży. Co prawda linie lotnicze wpuszczają nawet do dziewiątego, ale nie macie żadnej gwarancji, że ciąża będzie donoszona, a poza tym – czas już przygotować gniazdo rodowe 😉

A gdy już to wszystko zrobicie, to nie pozostaje Wam nic innego niż rozkoszować się podróżą – razem z Jolą odwiedziliśmy podczas ciąży jedne z najpiękniejszych miejsc na świecie, poznaliśmy mnóstwo ludzi i do dziś pielęgnujemy wspaniałe wspomnienia.

Szerokości 😉

Zdjęcie: Jola w pierwszej ciąży w Wielkim Kanionie Kolorado. A.D. 2008

Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go innym. Dzięki poniższym przyciskom zajmie Ci to dosłownie chwilę.

Dzięki