Gdy w III klasie podstawówki nasza najstarsza córka zaczęła sama wracać ze szkoły do domu i z tej okazji daliśmy jej telefon, nie spodziewaliśmy się, że staniemy się uczestnikami małego horroru.

Ku naszemu zaskoczeniu telefon, który wcześniej nie zdradzał wrogich zamiarów zaczął naszą córkę prześladować.

Łaził za nią wszędzie:

Do pokoju, na podłogę, na biurko, a nawet do łóżka. I to (prawie) przy rodzicach.

Aż w końcu, gdy spróbował wkroczyć z naszą 9-latką do łazienki, musieliśmy powiedzieć krótkie, lecz stanowcze „Dość”.

Basta.

Co za dużo to niezdrowo.

I gdy mieliśmy już zarekwirować córce komórkę, najmłodszy w rodzinie telefon podniósł raban:

Jakim prawem zabraniacie mi tego, co robią wszystkie inne telefony w tym domu?

To niezgodne z konstytucją!

zawtórowały nasze rodzicielskie smartfony

I gdy tak staliśmy przecierając oczy ze zdumienia, dotarło do nas, że całe to zamieszanie nie było winą telefonu. Ba, nie było także winą naszej córki. To my, rodzice, swoim przykładem i postępowaniem doprowadziliśmy do tego, że nasza córcia i telefon nie rozstawali się nawet na krok.

W tym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli sami się nie poprawimy i nie zmienimy naszego sposobu korzystania z telefonu w domu, to chociażbyśmy obwarowali córkę legionem zakazów i nakazów, to nic to nie da. Bo w przypadku higieny korzystania z telefonu komórkowego przykład naprawdę idzie z góry.

Pierwszym krokiem, który wykonaliśmy w celu uporządkowania zasad korzystania z komórek w domu było znalezienie, jeszcze tego samego dnia, oddzielnego i łatwo dostępnego miejsca przeznaczonego na wszystkie nasze telefony – i te rodzicielskie, i dziecięce.

Na poniższym zdjęciu możesz zobaczyć nasze trzy telefony leżące na szafce, która od tego dnia stała się ich stałym miejscem dziennego pobytu z chwilą naszego powrotu do domu w ciągu dnia, a także miejscem odpoczynku i ładowania w ciągu nocy.

Ten prosty krok rozpoczął cały proces porządkowania zasad korzystania z telefonów w naszym domu, którym dzieliłem się we wcześniejszych wpisach. Dodatkowo córka widząc, że po powrocie do domu konsekwentnie odkładamy telefony na miejsce, po pierwszym lekkim oporze szybko dołożyła swoją komórkę do zestawu.

I w tym miejscu nasz mały rodzinny horror mógłby zakończyć się słowami:

I żyli długo i szczęśliwie

Mógłby.

Niemniej jednak rozwój technologii, a także rozwój potrzeb naszej rodziny spowodował, że po upływie roku nakręciliśmy sequel pod tytułem

Stacja ładująca USB

Jednak tym razem w rolę czarnego charakteru nie wcielił się już telefon, ale komplet ładowarek i kabli do trzech telefonów, zegarka, tabletu i powerbanka, który pomimo naszych starań i szczerych chęci coraz mocniej wyłaził z wyznaczonej strefy.

W głównej mierze było to spowodowane zmniejszającą się ilością dostępnych gniazdek, a co za tym idzie, z mniejszą ilością urządzeń, które mogły być ładowane w wyznaczonym przez nas miejscu.

Na powyższym zdjęciu wyraźnie widać z czym musieliśmy się zmierzyć oraz jak na tle pogmatwanego zarządzania kablami wypadł nasz nowy protagonista – stacja ładująca USB Unitek.

W obecnych czasach bardzo łatwo jest się zagracić technologicznie. Każdego dnia rynek oferuje nam nowe „niezbędne” urządzenia, które według haseł reklamowych mają poprawić nam jakość życia, a w praktyce zaśmiecają nam przestrzeń i z czasem stają się kolejnym niepotrzebnym gadżetem.

Dlatego też staram się mocno ograniczać ilość sprzętów elektronicznych w domu i wizja montowania dodatkowego urządzenia przeznaczonego do ładowania komórek wydała mi się mocno przesadzona, zważywszy na to, że przecież po szufladach ciągle wala się kilka nadliczbowych kabli i wtyczek.

I tak jak z początku byłem sceptycznie nastawiony do tego pomysłu, tak po kilku tygodniach użytkowania stwierdzam, że wykorzystanie stacji ładującej stało się kolejnym krokiem na naszej drodze do mądrego i efektywnego korzystania z mediów cyfrowych w domu.

Dlaczego?

Najważniejszym powodem jest to, że nasze dedykowane miejsce na szafce, w którym ładowaliśmy telefony nabrało nowego kształtu. Dalej trzymamy komórki w tym samym miejscu, ale nie jest to już tylko wirtualna strefa, ale przemyślana i skutecznie zarządzana przestrzeń.

Dzięki specjalnym, przestawianym przegródkom na wierzchu stacji ładującej telefony (a także zegarek i powerbanki) dokładnie wiedzą gdzie mają trafić i podłączenie ich do ładowania zajmuje tylko chwilę.

Puste przegródki natomiast same zachęcają do tego, by zdeponować w nich telefon, przypominając się zapominalskim.

Kolejną zaletą jest to, że zamiast sześciu wtyczek potrzebnych do naładowania całego wymienionego sprzętu, korzystamy z jednego gniazdka elektrycznego, a kable podpinamy bezpośrednio do portu USB. I nie ma większego znaczenia czy nasz telefon to iPhone, smartfon zasilany klasycznym microUSB lub najnowszą technologią USB-C. Do stacji ładującej podepniesz każdy kabel z końcówką USB.

Aby w jeszcze większym stopniu ujarzmić zajmowaną przestrzeń można też wyposażyć się w krótkie 30-centymetrowe kable ładujące, które dzięki temu, że zajmują miejsca, nie plączą się i wyglądają lepiej niż te dostarczane przez producentów:

Kolejnym plusem jest przycisk wyłączający stację (taki sam jak do lampki na biurku) dzięki czemu wychodząc z domu można wyłączyć zasilanie stacji bez potrzeby wyciągania wtyczki z gniazdka.

Producent, firma Unitek, deklaruje dodatkowo, że ładowanie z wykorzystaniem stacji wpływa pozytywnie na żywotność baterii, gdyż zapobiega ciągłemu ładowaniu baterii po osiągnięciu 100% pojemności.

Nie jestem elektronikiem i nie posiadając aparatury pomiarowej nie jestem w stanie tego potwierdzić. Ale coś jest chyba jednak na rzeczy, gdyż urządzenia ładowane przez stację, w porównaniu do zwykłych ładowarek, są po kilku godzinach mniej nagrzane.

Jeśli więc chcesz wskoczyć na kolejny poziom uporządkowywania korzystania z telefonów komórkowych w swojej rodzinie, stacja ładująca jest inwestycją, która pomoże Ci rozwiązać wiele z Twoich problemów, o których wspomniałem wyżej. A zważywszy na to, że ilość sprzętu codziennego użytku, który wymaga ładowania przez USB raczej rośnie niż maleje, będzie ona jednym z najintensywniej wykorzystywanych gadżetów w domu.

Dość powiedzieć, że w chwili obecnej w naszym domu przez USB ładujemy między innymi:

  • telefony,
  • zegarki,
  • powerbanki,
  • tablety,
  • słuchawki,
  • głośniki,
  • buty!!

Popularność stacji ładujących z każdym rokiem wzrasta i w tej chwili nie ma większych problemów z zakupieniem ich w większości marketów z elektroniką użytkową oraz sklepach internetowych, a model Unitek Y-2181, który używamy w naszym domu, jest obecnie dostępny w  sklepie X-kom z dodatkowym rabatem 30zł.

I tym optymistycznym akcentem kończy się druga część naszych rodzinnych przygód z uporządkowaniem zasad korzystania z telefonów komórkowych w domu.

Czy będzie część trzecia? Myślę, że rozwój technologii za kilka lat wprowadzi jakieś nowe ciekawe rozwiązania, ale póki co, wydaje mi się, że stacja ładująca jest optymalnym i najbardziej praktycznym rozwiązaniem, które pomaga utrzymać odpowiedni poziom higieny technologicznej w domu.

Uporządkuj swoje komórkowe życie z Unitek: Konkurs

Ty też możesz mieć stację ładującą USB Unitek Y-2181 – wystarczy, że weźmiesz udział w konkursie na Fanpejdżu Ojcowskiej Strony Mocy i odpowiesz na pytanie:

Wyznaczenie miejsca na przechowywanie telefonów w domu to pierwszy krok do uporządkowania domowych zasad korzystania z komórek. Jaki kolejny krok możesz wykonać by mądrze, bezpiecznie i świadomie korzystać z technologii w swojej rodzinie?

Umieść swoją odpowiedź pod tym wpisem do niedzieli 25 listopada 2018 do godz 23: 59 i wygraj:

  1. stację ładującą USB Unitek Y-2181 (nagroda I stopnia)
  2. potrójny przewód ładujący Unitek C4049: microUSB, Lightning, USB-C (nagroda II stopnia).

Pełen regulamin konkursu Uporządkuj swoje komórkowe życie z Unitek

Uporządkuj swoje komórkowe życie razem z Unitek