Rodzicielski katalog złotych myśli służący do motywowania dzieci do wysiłku, pokonywania własnych granic czy też uczenia się nowych rzeczy jest niezwykle obszerny i zróżnicowany:

Nie poddawaj się

W ten sposób nic nie osiągniesz

W życiu trzeba walczyć

Nic się nie starasz

Nie ma nic za darmo

Ciśnij stary, bo odpadniesz

Więcej zaangażowania

Skup się na tym co robisz, bo tracimy tu tylko czas

Chcesz czy nie chcesz?

Płacimy za te zajęcia, a ty stoisz w miejscu

Innym jakoś się chce

Spójrz na starszą siostrę, ona…

Powyższe cytaty nie są wymyślone – w ciągu kilku ostatnich lat słyszałem je na basenie, w szkole muzycznej, na imprezach biegowych, nawet na placu zabaw. Co gorsza, padły one też w naszym mieszkaniu, samochodzie i pokoju córek.

My, rodzice, oprócz szerokiego zakresu słów mamy też pełen wachlarz sposobów na wyrzucenie z siebie nagromadzonej frustracji – niektórzy szybko, gniewnie i bez ceregieli, osiągając wyższy poziom stosujemy drobną przemoc fizyczną popychając lekko malucha, czy ściągając mu gumowy czepek ze złością. Inną taktyką jest wymowne milczenie przeszywające powietrze swoją ciszą. Póki co najwyższą rangę mają u mnie na pozór pozbawione emocji wyrzuty o traceniu czasu i pieniędzy połączone z przekazem o beznadziejnej postawie i okraszone szantażem emocjonalnym.

Nie żartuję.

To się dzieje codziennie.

Przy świadkach.

Wobec własnych, kilkuletnich dzieci.

Motywowanie nie jest łatwe

Nikt nigdy nie uczył mnie jak poprawnie motywować. W szkole mówili, że trzeba być zmotywowanym, w pracy motywacji wymagali, a nikt nie pokazał mi jak zmotywować siebie samego, a już tym bardziej kogoś. Jeśli jesteś w podobnej sytuacji do mnie, to istnieje duża szansa, że niestety robisz to źle.

Bardzo łatwo jest pomylić zachęcanie z wywieraniem presji, motywowanie z przymuszaniem czy w końcu ocenianie z mieszaniem z błotem. Każde dziecko jest inne, każdy z nas, rodziców ma inne doświadczenia, ale jeśli nasze słowa obrażają, nasze działania ranią, nasze myśli powodują złość na dziecko, to najwyższy czas, by zatrzymać się i zastanowić nad sobą.

Biję się w piersi – tak jak pisałem wyżej, sam, w dobrej wierze (sic!) motywowałem dziewczyny w ten sposób do wysiłku i cięższej pracy, a widząc ich zmęczenie i brak postępów dawałem wyraz swojej frustracji. Na szczęście zmieniło się to, a może raczej zmienia, bo nie jest to proces jednorazowy.

Jeśli zauważasz u siebie takie krzywdzące zachowania i chcesz je zmienić – możesz zacząć to w tej chwili. Spróbuj, to zajmie Ci tylko chwilę:

Postaw się na miejscu dziecka

Przypomnij sobie moment, w którym zafundowałeś swojemu dziecku mowę motywacyjną – może to był basen, może sala gimnastyczna, może szkoła, może dom. Przypomnij sobie i odtwórz w głowie całą sytuację.

Gdy już tam będziesz, to zmień perspektywę – postaw się na miejscu dziecka, wejdź w jego skórę.

Poczuj zmęczenie po całym dniu szkoły czy treningu, rozmasuje bolące ręce, nogi, kark, ziewnij przeciągle i odsapnij – jesteś w końcu głodny i śpiący.

W głębi serca wiesz, że się starasz, chciałbyś robić to lepiej, chciałbyś żeby mama i tata byli z Ciebie dumni.

A teraz usłysz głos DOROSŁEGO. Powiedz sam sobie to, czym karmisz swoje dzieci.

Czy jest Ci miło, czy jest Ci dobrze? Czy takiej reakcji się spodziewałeś? Czy takiego wsparcia oczekujesz?

Jeśli, podobnie jak ja, masz negatywne odczucia, postanów już nigdy nie robić tego dziecku.

Nigdy.

Od teraz.

Zastanów się czemu tak robisz?

Gdy już wiemy, co czuje dziecko, czas spojrzeć w drugą stronę – na siebie. To jest trochę trudniejsze, ale równie potrzebne. Spokojnie pomyśl i zadaj sobie kilka pytań dotyczących Ciebie samego.

Dlaczego niepowodzenia czy brak postępów dziecka budzą w Tobie taką frustrację?

Czy sam przeszedłeś przez podobne doświadczenia?

Czy sam chciałeś być świetnym sportowcem, muzykiem czy artystą, ale nie miałeś takiej możliwości?

Czy wkurza Cię, że inne dzieci radzą sobie lepiej niż Twoje?

Czy uważasz że robisz dla dziecka wszystko, a ono dla Ciebie nic?

Odpowiedzi na te pytania mogą Cię zaskoczyć, ale pamiętaj, że osoba, dla której to robisz, to Twoje dziecko, które kochasz i które póki co kocha Cię i ufa Ci bezgranicznie.

Czy za rok, pięć, dziesięć lat będzie wspominało ten czas z przyjemnością? Czy gdy tylko będzie mogło, to ucieknie?

Zastanów się jeszcze raz i obiecaj sobie nie wylewać swojej frustracji na córkę czy syna.

Powiedz Przepraszam

I to jest chyba najtrudniejsza część układanki, ale jeśli uczciwie przebrnąłeś przez dwa poprzednie kroki, to będziesz chciał dokończyć to, co zacząłeś.

Jeszcze dziś, po powrocie ze szkoły, przed kolejnymi zajęciami, usiądź z dzieckiem na osobności i spokojnie z nim porozmawiaj. Powiedz, że wiesz, że nie zawsze byłeś miły i że czasem Cię ponosiło. Podkreśl, że chciałeś dobrze, ale niestety nie wychodziło tak jak chciałeś.

Mów spokojnie, jeśli dziecko będzie chciało powiedzieć, wypłakać się, wykrzyczeć pozwól mu na to, a jeśli zareaguje ciszą, przytulcie się. Dla niego to też trudna i niezwykła sytuacja.

Powiedz „Przepraszam” – jeśli nigdy tego nie robiłeś w stronę swojego dziecka, może to być trudne, ale uwierz mi – jest to niezbędne, by rozpocząć naprawę Waszej relacji w tej dziedzinie.

Emocje, które towarzyszą takiemu pojednaniu są bardzo silne. Wiem o tym z własnego doświadczenia. Ich siła jest tak wielka, że gdy zapomnisz się i znów będziesz chciał się dać ponieść złości zatrzymasz się w pół zdania i przypomnisz sobie wszystko co do tej pory zrobiłeś.

Twoje dziecko będzie Ci za to wdzięczne. Ty także.

Zacznij coś robić z sobą

A na koniec – rzecz najprzyjemniejsza, choć znowu – czasem niełatwa, o czym się przekonasz z mojej historii.

Od dwóch miesięcy chodzę na naukę pływania – razem z kolegą raz w tygodniu wynajmujemy tor razem z instruktorem na 45 minut. Ćwiczymy razem – dwóch ojców, 9-latka, 10-latka i 13-latka i każdy z nas otrzymuje polecenia według swojego poziomu.

Przed pierwszymi zajęciami wydawało mi się, że oprócz delfina ogarniam pływanie. Cytując klasyka – nic bardziej mylnego.

Z całej grupy, jako jedyny dwa razy wychodziłem z wody, żeby poćwiczyć pracę rąk na sucho – przed całym basenem. Niezłe widowisko. Ale efekty powoli widać – po dwóch miesiącach zajęć zaczynam doganiać najmłodszą.

To doświadczenie skutecznie wyleczyło mnie z tekstów „Nic się nie starasz” czy „Słuchaj instruktora i rób co Ci mówi”. Sam dobrze wiem, że się starałem, słuchałem, powtarzałem pod wodą jego ruchy, ale po 25 metrach okazywało się, że tylko tak mi się wydawało. I uwierzcie mi, ostatnią rzeczą jaką chciałem usłyszeć była mowa motywacyjna mojego taty. Marzyłem tylko o tym, żeby jak najszybciej usłyszeć gwizdek kończący zajęcia.

Polecam takie doświadczenie wszystkim zaangażowanym rodzicom. Bezsprzecznie.

Nauka nowych rzeczy uczy pokory, a nauka wraz z dziećmi skutecznie wybija nam z głowy moralizujące pomysły.

Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go innym. Dzięki poniższym przyciskom zajmie Ci to dosłownie chwilę.

Dzięki