Czy mężczyzna może zatrzymać swoja karierę zawodową, by opiekować się dziećmi i zająć się domem w ramach tak zwanego urlopu tacierzyńskiego?

Nie jest to łatwe, bo choć odbiór społeczny ojca przejmującego rolę tradycyjnie przypisaną matce powoli się zmienia, to jednak decydując się na pozostanie w domu spotkasz się z wieloma pytaniami, niedowierzającymi spojrzeniami, a czasem nawet złośliwościami, ze strony tych, którzy takiej możliwości nigdy nie wzięli pod uwagę.

Pomimo tego, mam nadzieję, że już za chwilę przekonasz się, że warto na dłużej przejąć opiekę nad swoimi dziećmi i zostać z nimi w domu. Zapraszam Cię do wysłuchania historii o tym jak zostałem panią domu.

Ten odcinek jako pierwszy zawiera transkrypcję, czyli możesz nie tylko go wysłuchać, ale też przeczytać 😉 Ale ostrzegam – zrób sobie wpierw kawę, bo tekst ma około 23000 znaków 😉

Subskrybuj podcast w: iTunes, Android, Youtube, Spotify, Spreaker, RSS.

Pobierz (prawy przycisk myszy i zapisz element docelowy jako…). Rozmiar pliku: 29MB

W tym odcinku:

  • Dlaczego zostałem z dziećmi w domu?
  • Jakie są rodzaje urlopów tacierzyńskich?
  • Na czym polega różnica między urlopem ojcowskim, macierzyńskim i rodzicielskim?
  • Czego doświadczysz zostając w domu jako ojciec?
  • Jakie są największe frustracje podczas przebywania z dziećmi w domu?
  • Dlaczego warto, aby ojcowie korzystali ze świadczeń wychowawczych?

Notatki, linki i ciekawostki z tego odcinka:

Dziś podzielę się z Tobą moimi doświadczeniami ojcostwa i małżeństwa, które zdobyłem gdy zostałem z dziećmi w domu.

Nie na dzień, nie na weekend. Ale na ponad pół roku. Dwa razy

Pierwszy raz miał miejsce jeszcze przed narodzeniem trzeciej córki. Na początku wakacji zakończył się projekt, przy którym byłem zatrudniony. Jeśli prowadzisz jednoosobową działalność gospodarczą i firma, której oferujesz swoje usługi ma przestój kontraktowy, wówczas podajecie sobie ręce na do widzenia i współpraca się kończy. Na chwilę lub na stałe.

Moja żona wówczas pracowała i postanowiliśmy, że na czas wakacji nie będę szukał nowej pracy, zacznę na jesień, żeby spędzić więcej czasu z dziećmi.

Po krótkim okresie przejściowym z trybu praca na tryb dom przejąłem większość obowiązków domowych. Lato przeciągnęło nam się do lutego, więc łącznie spędziłem w domu 7 miesięcy, podczas których zacząłem ogarniać zwyczajne codzienne tematy jak posiłki dla całej rodziny, sprzątanie mieszkania, mniejsze i większe zakupy, odwożenie dzieci do szkoły i przedszkola, wyjścia na plac zabaw czy wywiadówki. Krótko mówiąc, przeistoczyłem się w pełnoetatową panią domu.

Moja sytuacja zawodowa i pobyt w domu idealnie zbiegły się z rozpoczęciem pierwszej klasy przez naszą najstarszą córkę. Dzięki temu, że nie pracowałem, zaoszczędziłem jej wielu godzin spędzonych na szkolnej świetlicy. Było to ważne zwłaszcza w początkowych tygodniach szkoły, podczas procesu aklimatyzacji. Dodatkowo w tym samym czasie ruszyła też pierwsza klasa szkoły muzycznej i czasem między końcem zajęć w podstawówce o 14.25 a początkiem teorii w muzyku mieliśmy tylko 15 minut na przebycie kilku kilometrów. Gdybyśmy oboje pracowali, byłoby to bardzo trudne do realizacji, choćby z tego powodu, że nasi rodzice nie mieszkają w Trójmieście i nie są w stanie nam w tym na co dzień pomóc.

Po pół roku pobytu w domu, pod koniec stycznia wróciłem do pracy. Dwa lata później, w związku z zakończeniem kolejnego projektu, w którym brałem udział, znów znaleźliśmy się w podobnej sytuacji, ale tym razem znacząco zmieniły się nasze warunki domowe.

Rodzina powiększyła się o trzecią córkę Sarę, a Jola w międzyczasie rozpoczęła intensywne studia zaoczne. Te dwie rzeczy sprawiły, że moje drugie doświadczenie bycia panią domu było o wiele bardzie wymagające i co tu mówić, o wiele trudniejsze.

Coweekendowe zjazdy spowodowały, że weekend stał się czasem intensywnej harówki przy trójce dzieci, bo o wiele łatwiej było mi złapać oddech, gdy starszaki znikały w szkole od poniedziałku do piątku.

Większość weekendów ostatnich dwóch lat była dla mnie intensywnym doświadczeniem ojcostwa. Opieka nad rozwrzeszczanym maluchem, krążenie z wózkiem pod uczelnią, by wbić się na karmienie, a potem samodzielne karmienie z butelki ściągniętym mlekiem solidnie dały mi w kość. Zwłaszcza, że oprócz małej Sary, trzeba było zająć się też starszakami, które też mają swoje potrzeby.

Sobotnia nauka pływania, wspólne spacery i zabawy, odrabianie prac domowych. Był to tak intensywny okres, że gdy teraz to wspominam, to od razu robię się zmęczony.

Tym razem przerwa w pracy trwała 11 miesięcy i skończyła się 3 miesiące temu. Dziś, gdy z rana znikam z domu i w ciągu dnia mam chwilę by w spokoju napić się kawy albo skorzystać z toalety bez świadków, zaczynam powoli dostrzegać jak wiele dało mi to, że miałem możliwość pozostania z dziećmi w domu, jak bardzo zmieniło to moje podejście do bycia ojcem, a także, co może jeszcze ważniejsze, do bycia mężem.

Zacznijmy od tego, że mój szacunek do kobiet, matek zostających w domu z dziećmi i przejmujących główny ciężar opieki nad domem i dziećmi poszybował bardzo mocno w górę.

W dużej mierze dzięki temu, że doświadczyłem na własnej skórze jak wyczerpująca jest to robota, ilu oczekiwaniom trzeba sprostać i jak niski jest poziom wdzięczności i uznania za codzienne wypełnianie domowych zadań i obowiązków ze strony otoczenia.

Codzienne zajmowanie się domem to często walka z niewyspaniem, chronicznym zmęczeniem, poczuciem niedoczasu i naprzemiennymi falami miłości do ukochanych maluszków i chęci ucieczki od tych samych wstrętnych bachorów. Serio.

A najgorszym elementem tej rodzicielskiej codzienności jest frustracja. Frustracja nad tym, że nie wszystko wychodzi idealnie tak, ja sobie zaplanowaliśmy, nad tym że nie udało nam się znaleźć choćby godziny na to, żeby popracować nad czymś niezwiązanym z dziećmi i nad tym, że pomimo szczerych chęci nie potrafimy zrealizować nawet najprostszych planów czy zamierzeń.

Bycie panią domu nie jest łatwe. Ani tą doskonałą, ani tą chujową. A jeśli oprócz niańczenia dzieci masz jakieś ambicje czy pomysły, chcesz się rozwijać, popracować, to jeśli nie dostaniesz pomocy z zewnątrz, to zapomnij o czymkolwiek i utop się w swojej frustracji, bo nawet wtedy gdy zaplanujesz sobie jakąś aktywność na godziny nocne, kiedy dzieci śpią, to akurat tej nocy będą zasypiać 3 godziny zamiast zwyczajowej jednej. W końcu zaczęło się ząbkowanie.

Co jakiś czas w mediach społecznościowych, a czasem też rozmowach rodzicielskich pojawia się wątek ojca, który na jeden dzień lub nawet weekend zajął się dziećmi, bo akurat żona gdzieś wyjechała lub miała ważne spotkanie.

I takie 24, czy nawet 48 godzin to dla dzieci i ojca świetna okazja do zabawy, przełamywania codzienności i budowania hardkorowych wspomnień. Lody na śniadanie. W piżamie do południa, a potem ubieramy się w co chcemy. Pizza na wynos na obiad, a na kolację popcorn i film do późna. Rano na śniadanie odgrzewana pizza, potem zmiana ciuchów z poprzedniego dnia, zabawa czymbądź i gdziebądź i tworzenie totalnego chaosu w pokoju, podczas których dumny z siebie tata ma czas, by sobie odpocząć, zająć się chwilę sobą i najważniejsze – obwieścić światu (a w tym i matce swoich dzieci), że oto mija najszczęśliwszy weekend w życiu dzieci i że nie rozumie o co chodzi kobietom, które narzekają na zmęczenie macierzyństwem i na niesłuchające się dzieci.

Już prawie dwa dni jesteśmy razem i nikt nawet nie zapłakał. Wszyscy szczęśliwi, najedzeni, ubrani, no dobra zapomnieliśmy o umyciu zębów, ale nikt nie jest doskonały. Zresztą mleczaki i tak wypadną.

Więc oto, drogie panie jest właśnie święty Graal macierzyństwa. Uczcie się ode mnie. Wyluzujcie nieco, nie bądźcie takie spięte i zestresowane, dajcie się ponieść fantazji, a wszystkie rodzicielskie problemy znikną.”

I żeby było jasne, nie wyssałem tego wszystkiego tylko z internetu, bo gdy dziewczyny były młodsze i Jola wyjechała kiedyś na 4 dni z koleżankami na damski wyjazd, to naszymi posiłkami był popcorn, lody, pierogi z Lotosu, McDonald, odgrzewana pizza. Gdy rano był moment na ubranie się, to otwierałem szafę i mówiłem: „Wybierzcie sobie co chcecie”. Dziewczyny ubierały co popadnie według własnego uznania, więc wyglądały jak kiczowate gwiazdy lat 80. Wszyscy się świetnie bawiliśmy.

Do czasu aż… no właśnie. W niedzielę wieczorem wróciła mama i trzeba było posprzątać, ubrać się normalnie, a w poniedziałek zjeść zwykłego kotleta z ziemniakami. Nuda. A z tatą było przecież tak fajnie.

Wróćmy więc na chwilę do taty obwieszczającego wszystkim, że świetnie się zajmuje dziećmi i nie wie o co tym wszystkim matkom chodzi. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę jaki bolesny sygnał wysyłasz swojej żonie mówiąc coś takiego, bo w jednym momencie sprowadzasz całą jej codzienną pracę i wysiłek do nic nie wartego malkontenctwa.

A skąd to wiem? Bo sam tego doświadczyłem. Nieważne czy jesteś kobietą czy mężczyzną. Gdy zajmujesz się dziećmi na co dzień, to siłą rzeczy wypracowujecie pewne rutyny i zachowania, dzięki którym jesteście w stanie w miarę bezkolizyjnie i bezpiecznie przetrwać dzień. Są to proste rzeczy. Co i gdzie jemy na śniadanie. Gdzie się bawimy, jak dbamy o porządek, o której wychodzimy na spacer, i tym podobne.

Każda codzienność się kiedyś nudzi i gdy mi się wydawało, że mam świetnie ogarnięty rozkład dnia i córki są naprawdę zadowolone, bo mają ojca, który ogarnia system i prawie nigdy nie ma spalonego obiadu na stole, każdego dnia jest czas na wspólną zabawę, żarty i czytanie książek, to gdy w pewien weekend Joli odwołali zajęcia i wróciła szybciej ze słowami

Dobra, chodźcie na obiad na miasto, nie będziemy tak w domu siedzieć”, a dziewczyny zaczęły piszczeć z radości, to ja zareagowałem wprost przeciwnie. Ręce mi opadły.

Ale zaraz, zaraz. Mam już zmielone mięso, makaron się gotuje. Poza tym trzeba jeszcze sprzątnąć łazienkę i lekcje odrobić.”

Oj przestań, przecież nic się nie stanie. Mięso zjemy jutro, a lekcje się zrobi wieczorem. Na sprzątanie zawsze znajdzie się czas. Szkoda dnia. Idziemy”

I nagle to Jola była tym super rodzicem, który ratuje dzieci z szarzyzny dnia codziennego niszcząc przy okazji nasz system i ustalony plan. Ona była tym świeżym powiewem i ona wniosła do domu świętego Graala rodzicielstwa, który tak często to my ojcowie przypisujemy sobie.

A ja. Cóż. Pozostało mi tylko wyluzować. Na szczęście przed wyjściem zdążyłem rozwiesić pranie.

Wspominałem już o frustracji. I tak patrząc wstecz, to właśnie frustracja, wymieszana z bezsilnością, była najczęstszym negatywnym uczuciem, jakie towarzyszyło mi podczas miesięcy pozostawania w domu.

Weźmy na ten przykład tak prozaiczną czynność jaką jest skorzystanie z toalety. Dopóki nie zostaniesz z dziećmi w domu na dłużej nie będziesz w stanie docenić możliwości samotnego oddania się wiadomym czynnościom. Gdy dziecko ma kilka miesięcy, to wiadomo że nie ma z tym problemu, ale gdy raczkuje, albo już chodzi, to zapomnij o intymności. Jeśli zamkniesz drzwi toalety przed ciekawym i pełnym miłości wzrokiem malucha, to możesz przygotować się na ryk w stylu Janis Joplin.

Możesz co prawda kontynuować i załatwiać swoje sprawy samemu, ale po kilku dniach zorientujesz się, że lepiej dać za wygraną i posiedzieć na toalecie w towarzystwie, ale przynajmniej we względnej ciszy. Taka klasyczna sytuacja win-win. Podobnie sprawa wygląda z prysznicem, który w spokoju możesz wziąć wtedy gdy dziecko śpi. Ale wtedy przeważnie masz inne ważniejsze rzeczy na głowie.

W obu przypadkach istnieje jednak możliwość odciągnięcia dziecka od drzwi łazienki gdy jesteście sami w domu. Tym sposobem jest bajka w telewizji czy na telefonie. Musisz się jednak zastanowić, czy chcesz rocznemu czy półtorarocznemu maluszkowi puszczać bajki, żeby mieć chwilę spokoju.

Ja postanowiłem przecierpieć.

I takie łazienkowe przygody, choć po czasie wywołują uśmiech, to kiedy naprawdę potrzebujesz chwili spokoju, są niemałą udręką. A frustrację powodują głównie dlatego, że występują codziennie. Po kilka razy. Przez kilka miesięcy.

Drugą rzeczą, która wywołuje rodzicielską frustrację są pomysły na to co będziesz robić, gdy dziecko już zaśnie. Czytanie książki z kubkiem gorącej kawy w ręce, założenie bloga, otwarcie domowego biznesu, praca zdalna. Chociaż dwie, trzy godziny każdego dnia. Przecież doba ma 24h, na pewno uda się znaleźć na to czas.

I dopóki dziecko przesypia pół dnia, to wszystko super, ale po kilku miesiącach życia, gdy sen zaczyna się sukcesywnie skracać, to czasu na realizację pomysłów też jest coraz mniej. Dodatkowo często pora spania wypada podczas spaceru powrotnego z placu zabaw, podczas którego robi się zakupy, załatwia sprawy na mieście i wówczas po powrocie do domu czasu zostaje niewiele. A jeśli odjąć od tego jeszcze to, że musisz przygotować obiad pozostałym członkom rodziny, wstawić pranie, zdjąć suche ubrania z suszarki, uporządkować rzeczy w pokoju swoim i maluszka, to gdy już skończysz wszystko robić i zasiadasz to pracy to… Masz rację. Dziecko się budzi i wszystko zaczyna się od nowa.

Załóżmy jednak, że masz wszystkie zakupy zrobione, prania akurat na dziś nie ma w planach (choć przy małych dzieciach to rzadko się zdarza), a na dworze leje i ze spaceru też nici, więc czujesz, że to jest ten dzień. Dziś, za chwilę położysz o 12 dziecko spać i będziesz mieć 3 godziny na zajęcie się swoimi długo odwlekanymi sprawami.

Będziesz mieć te 3 godziny, pod warunkiem, że akurat nie trafisz na ząbkowanie, skok rozwojowy, trzydniówkę, kolkę lub wyjątkowo dobry humor spowodowany niespodziewanym wyspaniem się w nocy. Każda z tych rzeczy prowadzi bowiem do jednodniowego zaburzenia dziecięcego rytmu, który zgodnie z Prawem Murphy’ego wypadnie właśnie wtedy, gdy pozostałe warunki są idealne.

I gdy już po 2 godzinach walki dziecko zaśnie, nie o 12, ale o 14, będziesz tak wykończony, że ostatnią rzeczą, o której będziesz myślał to opracowanie biznesplanu Twojej firmy, która ma Ci zagwarantować dochód pasywny i nowe życie. A jedyną rzeczą, na jaką będzie Cię dziś stać, jest dołączenie do umęczonego dziecka, i zaśnięcie na łóżku obok.

Bardzo długo zajęło mi zaakceptowanie tego, że przy małych dzieciach, bez dodatkowej pomocy innych osób, nie sposób realizować wielu zamierzeń, osiągalnych w bezwysiłkowy sposób dla kogoś, kto nie ma dzieci na głowie. I pewnego dnia, gdy moje plany rozpoczęcia bloga po raz kolejny legły w gruzach, uświadomiłem sobie jak niesprawiedliwie oceniałem Jolę, gdy kilka lat wcześniej wracałem z pracy do domu do sfrustrowanej żony, która będąc więźniem malucha nie miała czasu dla siebie.

Jest taki dowcip, może go znasz?

Mężczyzna wraca do domu i widzi taki oto obrazek: pięcioro dzieci szaleje, umorusane, mieszkanie wygląda jakby przeszło przez nie tornado, zabawki i ciuchy porozrzucane, telewizor wyje, pies szczeka, gazety porozrzucane…

A w kuchni… Lepiej nie mówić, jedzenie na podłodze, na kuchence spalone garnki, w zlewie stosy naczyń, brudna podłoga, drzwi od lodówki otwarte…

Mężczyzna szuka żony, gdy znalazł, ona go pyta z uśmiechem, jak minął mu dzień. On patrzy na nią i pyta zdezorientowany:

Co tutaj dzisiaj się wydarzyło?”.

Żona na to: „Wiesz, każdego dnia, gdy wracasz z pracy do domy, pytasz, co ja robiłam przez cały dzień?”.

Tak” – potakuje mąż.

Na co żona: „No właśnie, to dzisiaj nic nie zrobiłam”.

I wiesz co. To tak naprawdę nie jest dowcip. To samo życie.

Ale nie chcę, by wyszło na to, że przebywanie w domu z dziećmi to nie tylko niewyspanie i frustracja. Negatywne emocje są bardzo silne, ale z czasem blakną, a ich szczegóły się zacierają. W tej najbliższej pamięci pozostaje jedynie ślad, że no tak, było ciężko, ale już wszystko za nami. Było, minęło.

I tak prawdę mówiąc, to zauważam że po pewnym czasie w głowie zostają mi tylko te przyjemne chwile i wspomnienia, których być może nigdy bym nie miał szansy doświadczyć, gdyby nie ciągła obecność z dzieckiem w domu.

Po pierwsze jesteś świadkiem kamieni milowych w rozwoju dziecka: pierwszy śmiech, pierwsze słowo, pierwszy krok. Ale co ważniejsze, zauważasz też rozwój, starania, drogę to tego pierwszego kroku. Poprzez codzienną zabawę, próby i starania widzisz efekt dziecięcego wysiłku i tak naprawdę ta radość z pierwszego kroku jest dzięki temu jeszcze większa.

Dodatkowo o wiele bardziej znasz swoje dziecko. Jesteś w stanie rozpoznać jego stan. Wiesz kiedy jest zmęczone, kiedy głodne i co mu w danej chwili potrzeba do szczęścia. Nie zastanawiasz się jak je przebrać, tylko po prostu to robisz. Nie myślisz o tym, jak dać mu jeść, tylko po prostu je karmisz. Wypracowujecie własny system i na tyle na ile to możliwe porozumiewacie się bez słów.

Z kolei gdy pojawi się okazja i wyjdziecie razem z żoną i dzieckiem do ludzi, to Twoje ojcowskie ego zostanie mocno połechtane w momencie gdy onieśmielone lub płaczące dziecko zamiast standardowo rzucić się w ramiona mamy, przyjdzie wtulić się do Ciebie. W końcu to z Tobą spędza więcej czasu. Pełne niedowierzania spojrzenia Twoich znajomych są wtedy świetną okazją do rozmowy i obalania mitu, że mężczyźnie nie potrafią zajmować się dziecmi.

Mocno powiększy się także grono Twoich znajomych kobiet. Widok mężczyzny na placu zabaw w środku dnia jest raczej rzadki, co jest naturalną konsekwencją tego, że ojcowie o wiele częściej zajmują się dziećmi popołudniami lub wieczorami po powrocie z pracy.

Zawsze lubiłem kobiece towarzystwo, choć przyznam, ze nigdy nie był ze mnie żaden podrywacz ani łamacz niewieścich serc. Myślę, że jest to związane z tym, że mam starszą o 5 lat siostrę i w dzieciństwie dużo czasu spędzałem z nią i jej koleżankami.

Lubię poznawać damski, tak inny od naszego punkt widzenia na rodzicielstwo, na wychowanie dzieci, na przeżywanie smutków i radości, a murek piaskownicy to świetne miejsce do prowadzenia rozmów. Wszyscy czują się tam bezpiecznie. I jeśli tylko nikt akurat nie ryczy, a dzieci pochłoną się zabawą, można spokojnie poruszyć wiele tematów.

I na bazie tych doświadczeń widzę, jak wiele może ułatwić w życiu właśnie rozmowa. Prosta komunikacja o lękach, obawach, radościach, doświadczeniach i potrzebach. Każdy z nas ma swój świat. Osobny mężczyzn i osobny kobiet. Osobny dorosłych i osobny dzieci. Jeśli zaczniemy tworzyć wspólną przestrzeń dialogu, zwyczajnej rozmowy bez narzucania swojego zdania i swojej wizji jako tej lepszej i nadrzędnej, to zaczniemy się lepiej rozumieć. W konsekwencji będziemy się mniej kłócić i obrażać i wtedy uda na się zbudować mocną i silną relację na długie lata.

W naszym przypadku, decyzja o moim pozostaniu w domu była konsekwencją zakończenia projektów, przy których byłem zatrudniony. Będąc pracownikiem kontraktowym prowadzącym jednoosobową działalność gospodarczą, gdy nie masz nowych zleceń, automatycznie zostajesz w domu. I wtedy najczęściej szukasz nowego miejsca pracy.

My postąpiliśmy inaczej, ale było to poprzedzone rozmową analizującą wszystkie za i przeciw, a także wyliczeniami, czy podołamy finansowo pozbawiając się moich przychodów. W większości przypadków, z automatu zakładamy bowiem, że to kobieta zostanie w domu, a mężczyzna będzie kontynuował pracę.

Najczęstszym uzasadnieniem jest to, że to kobieta jest stworzona do zajmowania się dziećmi, a mężczyzna do utrzymywania rodziny, ale wydaje mi się, że częściej wygrywają kwestie ekonomiczne oraz społeczne.

Po pierwsze to ojciec częściej zarabia więcej niż matka, więc rezygnacja z jego przychodów spowoduje zmniejszenie wpływów do rodzinnego budżetu i taka kalkulacja musi być wzięta pod rozwagę.

A z kwestii społecznych dominuje na pewno wieloletnie przyzwyczajenie, że to kobieta zostaje w domu i ona zajmuje się dziećmi. Ojciec zostający w domu dalej jest dziwnym zjawiskiem. Gdy zostałem w domu nie zdawałem sobie sprawy, że będzie to wywoływało takie zdziwienie, a czasem nawet żarty z mojej osoby. Musisz się na to przygotować, ale po czasie będziesz miał ju z opracowane odpowiedzi na pytania „gdzie zostawiłeś fartuszek” lub „czy dużo dostajesz kieszonkowego”.

Ważnym powodem jest także niska świadomość praw i możliwości, jakie przysługują ojcom pozostającym w domu.

Na szczęście ostatnie lata przyniosły spore zmiany, jeśli chodzi o rozwiązanie prawne umożliwiające ojcom w pozostaniu w domu i wspieraniu opieki nad dziećmi w pierwszych latach ich życia. Gdy rodziła się moja pierwsza córka, określenie urlop „tacierzyński” pojawiło się dopiero na horyzoncie.

Gdy na świat przyszła druga, mogłem w świetle prawa skorzystać z tygodniowego urlopu ojcowskiego, który przysługiwał tylko mi, jako ojcu, niezależnie od urlopu, który wykorzystała moja żona. Dziś, młodzi ojcowie mają już do dyspozycji dwa tygodnie, podczas których mogą spędzić czas dla rodziny zachowując w tym czasie prawo do wynagrodzenia.

Przy czym warto pamiętać o tym, że samo określenie „urlop tacierzyński”, tak naprawdę nie istnieje i często jest zamiennie używane dla trzech różnych świadczeń: urlopu ojcowskiego, urlopu macierzyńskiego wykorzystanego przez ojca i urlopu rodzicielskiego wykorzystanego przez ojca.

Jaka jest różnica między nimi?

Urlop ojcowski, tak jak już wspomniałem wcześniej, to 14 dni kalendarzowych, które przysługują ojcu w związku z narodzeniem dziecka. Masz 2 lata od chwili narodzin, żeby je wykorzystać.

Urlop macierzyński, jak sam nazwa wskazuje, przysługuje matce. Jego długość jest zależna od ilości dzieci, które przyszły na świat podczas porodu. Przy ciąży pojedynczej jest to 20 tygodni, przy podwójnej 31 i aż do pięcioraczków urlop zwiększa się o 2 tygodnie. Kobieta musi wykorzystać 14 pierwszych tygodni, a pozostałą częścią może się z Tobą podzielić. Ale nie musi.

Urlop rodzicielski to nieobowiązkowy urlop, który następuje po zakończonym urlopie macierzyńskim. Dla ciąży pojedynczej są to 32 tygodnie, a dla mnogiej 34. I tu następuje ciekawa rzecz, mianowicie urlop ten może wykorzystać matka, ojciec, ale możecie też wykorzystać go wspólnie, np. spędzając razem 16 tygodni w domu, zachowując w tym czasie prawo do wynagrodzenia, ale w niepełnym wymiarze.

Oprócz tych trzech urlopów, aby wydłużyć czas spędzony z rodziną w domu możesz skorzystać też z urlopu okolicznościowego w wysokości 2 dni płatnych 100%.

A zaraz po porodzie, jeśli lekarz stwierdzi, że jest taka potrzeba, może wypisać Ci zaświadczenie, na podstawie którego skorzystasz z zasiłku opiekuńczego na osobę bliską. Możesz wówczas zostać w domu przez 14 dni pobierając wynagrodzenie w wysokości 80%.

Urlop wychowawczy z kolei, to bezpłatne świadczenie, które można wykorzystać, gdy już wszystkie inne świadczenia się wyczerpią. Może on trwać maksymalnie 36 miesięcy, ale także możecie podzielić się nim na pół i jeśli sytuacja Wam pozwala, korzystać z niego jednocześnie, spędzając 18 miesięcy w domu. W większości przypadków oczywiście, z takiego świadczeni korzysta jedna osoba.

Jest tego trochę i szczegółowe wyliczanie warunków każdego z tych urlopów zajęłoby bardzo dużo czasu i dlatego przygotowałem ściągawkę ze szczegółowym opisem wszystkich tych świadczeń razem z wariantami, terminami, których należy dochować i podstawami prawnymi. Możesz ją pobrać zapisując się na newsletter.

Jak sam widzisz, możliwości jest wiele. Istnieją świadczenia zarezerwowane dla kobiet, te przysługujące ojcom, ale też takie, którymi możecie się wymieniać lub korzystać z nich wspólnie w tym samym czasie. Najważniejsze, byście wspólnie przedyskutowali ten temat, zobaczyli jakie w Waszym konkretnym przypadku macie możliwości i wykorzystali je tak, byście oboje się z nimi zgadzali i byście ostatecznie nie stracili możliwości jakie daje Wam polskie prawo z okazji narodzin dziecka.

A na dziś to już prawie wszystko. jeśli wahasz się czy warto skorzystać z możliwości jakie dają urlopy tacierzyńskie, to powiem Ci, że czasu, który spędziłem z dziećmi w domu nic nie zastąpi i nic mi go nigdy nie odbierze, więc jeśli tylko macie z żoną taką możliwość, to ją wykorzystajcie, bo życie jest tylko jedno, a dzieci są małe tak naprawdę tylko przez chwilę.

Jak słuchać podcastów?

Dopiero zaczynasz swoją przygodę z podcastami? To świetnie. Przed Tobą otwiera się nowy, wspaniały świat, który możesz eksplorować biegając, jadać samochodem lub spacerując z wózkiem po parku 😉

Z poniższego artykułu i filmów dowiesz się w jaki sposób możesz słuchać podcastów.

Z kolei w tym artykule i filmie dowiesz się jak wystawić recenzję Twojego ulubionego podcastu.

Zostaw recenzję

Zostawiając recenzję podcastu pomożesz innym rodzicom dowiedzieć się o Ojcowskiej Stronie Mocy. W jaki sposób? Recenzje i opinie podwyższają pozycję podcastu w katalogu, dzięki czemu więcej osób może go zobaczyć.

Skontaktuj się ze mną

  • Chcesz podzielić się swoją opinią o stronie?
  • Masz pytanie?
  • Chcesz skomentować odcinek?

Napisz komentarz w polu na dole strony lub

Zasubskrybuj podcast

Mogą Cię również zainteresować inne moje treści:

Twoim zdaniem:

Co najbardziej podobało Ci się w tym odcinku?

Czy dowiedziałeś się czegoś nowego? A może odkryłeś coś nowego o sobie?

Które wskazówki wydają Ci się najbardziej pomocne?

Podziel się swoją opinią w komentarzu na dole strony, a jeśli podobał Ci się ten podcast skorzystaj z poniższych przycisków, by udostępnić ten wpis na portalach społecznościowych.