5 sposobów okazywania miłości w rodzinie

5 sposobów okazywania miłości w rodzinie

Miłość objawia się w działaniu i jak powiedział Leszek Możdżer nie ma Ona charakterystyki liniowej, ale sferyczną, rozchodząca się we wszystkie strony wraz z każdym uderzeniem serca.

Jak zatem sprawić, by Miłość każdego dnia rozchodziła się po całej naszej rodzinie?

1. Bądź cierpliwy

Google przyzwyczaił nas do otrzymywania błyskawicznych odpowiedzi na każde pytanie, Facebook do tego, że w kilka sekund możemy dowiedzieć się co słychać u setek naszych znajomych i nieznajomych, a Allegro do tego, że wszystko możemy kupić niemal od ręki. I to na raty.

Ale (na szczęście) naszymi relacjami w rodzinie żądzą inne prawa.

Przez długi czas bowiem możemy nie widzieć efektów tego co chcemy przekazać naszym dzieciom, i to pomimo wielokrotnych prób rozciągniętych na miesiące lub nawet lata.

Zaufania, niezbędnego do dzielenia się swoimi przeżyciami i emocjami, nie zbudujemy z dnia na dzień, lecz konsekwentnym poświęcaniem uwagi i słuchaniem tego, co dzieci chcą nam powiedzieć.

Wiele rzeczy możemy kupić, ale to co najcenniejsze w życiu zdobywa się latami, a walutą jest zaufanie, czas i właśnie cierpliwość.

Efektów wychowawczych nie widać następnego dnia, ale dopiero po pewnym czasie, dlatego nie poddawaj się, jeśli na pozór nie widzisz efektów swoich starań.

2. Bądź wdzięczny

Mój mąż nie jest już tak uczuciowy jak tuż po ślubie, żona już się tak nie stara jak kiedyś, a seks to nie jest już to samo co przed dziećmi.

Dziecko wciąż budzi się w nocy, nie chce jeść warzyw, a nocnikowanie trwa już kilka miesięcy.

Mamy za małe mieszkanie, przydałby się ogródek, okolica jest za głośna.

Cieszę się, że mam żonę/męża.

To wspaniale, że mam dziecko.

Dobrze, że mam gdzie spać.

Na te same rzeczy możemy patrzeć z różnych stron i w większości przypadków to od nas zależy wybór perspektywy.

Tej, która będzie nas codziennie przygniatać i budować frustrację, czy tej, dzięki której z uśmiechem spojrzysz rano w niebo.

3. Wspieraj

Życie wystarczająco wiele razy pokaże naszym dzieciom, że są beznadziejne, dlatego my, rodzice, możemy czuć się zwolnieni z tego obowiązku

powiedział mi podczas naszej rozmowy na ojcowskim forum Paweł Sopkowski.

Chwalmy dzieci i współmałżonków za włożony wysiłek i trud, wspierajmy w realizacji planów i zamierzeń i pozwólmy sobie czasem wzajemnie odpocząć.

Bo każdy z nas potrzebuje wsparcia i jeśli nie dostanie go w rodzinie, to poszuka go gdzie indziej.

4. Wykorzystuj okazje

Nigdy nie wiesz, kiedy po raz ostatni dziecko złapie Cię za rękę na ulicy, usiądzie Ci na kolanach czy poprosi o przeczytanie bajki na dobranoc.

Ale jednego możemy być pewni – ten ostatni moment na pewno nadejdzie.

Dlatego pielęgnujmy wzajemną bliskość i przyjmujmy z radością i wdzięcznością te drobne gesty miłości od dzieci, bo dopiero gdy ich zabraknie, zdamy sobie sprawę jak bardzo były one dla nas ważne.

5. Rozmawiajcie ze sobą

Gdy rozmawiam ze specjalistami zajmującymi się dziećmi, wychowaniem czy rodziną i pytam się jak chronić swoją rodzinę i budować silne relacje, każdy sprowadza podstawowe działania do jednej podstawowej kwestii:

rozmawiajmy ze sobą.

I to od małego.

Dzielmy się swoimi przeżyciami, nie przepytujmy, ale słuchajmy i opowiadajmy o swoich doświadczeniach oraz nie umniejszajmy dziecięcych problemów, tylko z uwagą wysłuchujmy tego co przeżywają pomagając im znaleźć ich własną drogę.

Bonus

Codziennie mówcie sobie, że się kochacie.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Jak pomóc sobie w realizacji postanowień (nie tylko) noworocznych

Jak pomóc sobie w realizacji postanowień (nie tylko) noworocznych

Czy zdarzyło Ci się kiedyś nie dotrzymać postanowienia noworocznego?

Czy zastanawiałeś się dlaczego tak się stało?

Zrzuciłeś wszystko na brak silnej woli czy przeszło Ci przez myśl, że to może postanowienie było źle sformułowane?

W dzisiejszym odcinku, na własnym przykładzie, pokazuję jak podejść do postanowień, by zwiększyć szansę ich realizacji. I tyczy się to nie tylko tych noworocznych, ale wszystkich które podejmujemy, gdyż sposób ich działania jest praktycznie taki sam.

Wierzę, że jeśli zastosujesz tych kilka pomysłów, najbliższe Twoje postanowienie zakończy się sukcesem 😉

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Postanowienia noworoczne w wersji SMART

Przygotowałem dla Ciebie arkusz, dzięki któremu zwiększysz szanse realizacji swoich postanowień

Pobierz prezent

Dołącz do newslettera Ojcowskiej Strony Mocy, a już za chwilę otrzymasz go na swojego mejla

Postanowienia noworoczne w ersji SMART. Transkrypcja

Blue Monday

Za oknem sypie śnieg, a już za parę dni Święta Bożego Narodzenia, więc w domu panuje stan lekkiego napięcia przedświątecznego, który apogeum osiągnie w poniedziałek 24 grudnia gdy w domach rozgości się zapach gotowanego barszczu, przyprawianych na setki sposobów ryb, aromat suszu owocowego i ciast, który przemiesza się z pełnym lasu zapachem choinki i ciepłym, rozgrzewającym aromatem pierników.

Taaak. Wigilia to zdecydowanie jeden z najwspanialszych momentów życia rodzinnego i mam nadzieję, że udało CI się ją spędzić w rodzinnej, spokojnej i niespiesznej atmosferze. Tak jak już wspomniałem, gdy to nagrywam, do świąt jeszcze kilka dni, a odcinek ten opublikuję w przerwie świątecznej, jeszcze przed pierwszym stycznia, ponieważ dotyczy on tematu, na punkcie którego już za chwilę oszaleje mnóstwo ludzi.

Postanowienia noworoczne, czyli mniej lub bardziej realne plany schudnięcia, podróżowania, czytania, uprawiania sportu, znalezienia nowej miłości, spędzania więcej czasu z przyjaciółmi czy też rodziną.

Ile ludzi, tyle pomysłów na noworoczne postanowienia i niestety prawie tyle samo niezrealizowanych postanowień kończących się kolejnym postanowieniem że za rok znów się za siebie wezmę i tym razem na pewno będzie inaczej.

Jeśli więc do tej pory z dotrzymywaniem postanowień było u Ciebie różnie, a być może nawet słabo, to nie jesteś sam. 15 lat temu został ukuty nawet pseudonaukowy termin Blue Monday, określany najbardziej depresyjnym dniem roku, który przypada na trzeci poniedziałek stycznia, a w 2019 będzie to 21 stycznia.

Jednym z powodów, dla których, pomimo początkowego entuzjazmu towarzyszącemu sylwestrowym fajerwerkom, tak szybko dopada nas dół, jest właśnie niedotrzymanie postanowień noworocznych.

Dlatego dziś opowiem Ci dlaczego postanowienia noworoczne nie są najlepszym pomysłem, co jest od nich lepszego i co możesz zrobić wzmocnić i zwiększyć szansę na sukces przy realizacji postanowienia. I do tego przyda Ci się także prezent, który jest do tego odcinka dołączony.

Ale po kolei

Postanowienia a emocje

Ponad dwa lata temu, gdy urodziła się Sara, nasza trzecia córka, przy wzroście 165cm ważyłem 94kg.Nigdy nie byłem specjalnie szczupły ani wysportowany więc nie do końca mi to przeszkadzało, ale całe to emocjonalne uniesienie wywołane narodzinami córki spowodowało, że patrząc w lustro, a także łapiąc zadyszkę na schodach doszedłem do wniosku, że chyba nadszedł czas coś ze sobą zrobić.

Po pierwsze żeby lepiej się czuć, a po drugie żeby moje córki jak najdłużej mogły cieszyć się zdrowym tatą.

W miesiąc po narodzinach, czyli w październiku 2016 wrzuciłem sobie dietę, a w listopadzie rozpocząłem bieganie. Na początku były to krótkie, 2 kilometrowe przebieżki. Przez cały miesiąc, dwa, trzy razy w tygodniu wychodziłem wieczorem by przebiec się kilometr tam i kilometr z powrotem.

I już wtedy postanowiłem sobie, ze w lutym, czyli po trzech miesiącach przebiegnę pierwsze 10km. Tak narodził się cel Od grudnia zacząłem więc zwiększać stopniowe dystanse, tak by pierwsza dyszka wypadła podczas Biegu Urodzinowego w Gdyni, który odbywa się zawsze w okolicach 10 lutego.

I gdy nadszedł ten dzień byłem bardzo, bardzo podekscytowany. Trzy miesiące przygotowań minęły bardzo szybko i okazało się, że stopniowe podnoszenie dystansu nie odbiera mi oddechu, a zrzucenie 10kg sprawiło, że czułem się o wiele wiele lepiej.

Bieg ten zakończył się sukcesem, z czasem 55.44 przekroczyłem linię mety, i od tamtego dnia stanąłem na starcie 9 biegów na 10km, a po 2 latach od pierwszego kroku przebyłem trasę półmaratonu podczas Biegu Dwóch Zamków ze Sztumu do Malborka.

I jestem niemal pewien,  że nic z tego by się nie wydarzyło, gdyby nie narodziny Sary. Moja decyzja o zmianie trybu życia, zrzuceniu zbędnych kilogramów i rozpoczęciu biegania jest nierozerwalnie złączona z chwilą, gdy trzymałem ją na rękach w szpitalu. Wyryła się we mnie emocjonalnie. Jest we mnie cały czas obecna i choć musze sobie co jakiś czas odświeżać tamten moment, to za każdym razem, gdy zakładam buty do biegania i ruszam na Bulwar wiem po co i dlaczego to robię.

I to jest właśnie podstawowa różnica między moim postanowieniem, a postanowieniem noworocznym – emocje.

Nowy Rok, czy tez Sylwester to jest tylko data. Ktoś kiedyś ustalił, że oto tego dnia będziemy zmieniać kolejny numer roku w kalendarzu, ale umówmy się, równie dobrze mogłoby to się dziać tydzień wcześniej, w przesilenie zimowe, ale również dwa tygodnie czy 100 dni później.

Zwykła data, bez bagażu emocjonalnego sprawia, że postanowienia podjęte na jej podstawie nie są tak naprawdę „nasze”. Dodatkowo jakiś społeczny pęd, czy też przekonanie o tym, że oto w nowy rok trzeba wejść z postanowieniem sprawia, że są one podejmowane pod presją.

I żeby było jasne – jak najbardziej jestem za tym, by się zmieniać, by stawiać sobie cele, by pracować nad sobą, ale być może zamiast łączyć to z datą w kalendarzu, lepiej zrobić to z jakichś osobistych powodów. Takich, które będą nas motywować wtedy gdy zapał z dnia podjęcia postanowienia już opadnie.

I żeby nie było, że jest to tylko mój wymysł, to zastanów się czy słyszałeś o ludziach, którzy rzucili palenie po ciężkim zapaleniu płuc albo zawale. A może sam takich znasz?

Albo o osobach, które zmieniły swoje podeście do życia, wznowiły kontakty z rodziną lub zaczęły spełniać marzenia pod wpływem śmierci kogoś bliskiego lub wypadku, w którym sami uczestniczyli.

Znów pojawiają się tutaj emocje.

Przy czym emocje, mają to do siebie, że prędzej czy później nas opuszczą. Mają charakter nagły i gwałtowny i od nas zależy czy będziemy umieli dalej je wykorzystać pracując nad sobą i realizując zmianę przypominając sobie to wydarzenie i odnawiając je w swojej głowie.

Czy więc trzeba przeżyć silne wydarzenie pełne emocji, by zrealizować postanowienie? Nie, można zacząć każdego dnia, ale żeby uświadomić sobie dlaczego chcemy coś zrobić warto odpowiedzieć sobie na pytanie „Dlaczego chcę to zrobić” W pięciu punktach, pięciu krótkich zdaniach.

To dość proste ćwiczenie może wywołać u nas pewne emocje, które będą nam przypominać dlaczego chcemy coś osiągnąć. Najlepiej też gdyby każda z kolejnych odpowiedzi była coraz bardziej konkretna i szczegółowa.

SMART lekarstwem na zbyt ogólne postanowienia

Drugim powodem dla którego większość postanowień się nie realizuje jest ich zbytnia ogólność i nieoznaczoność.

Będę się zdrowiej odżywiał. Będę spędzał więcej czasu z rodziną. Schudnę. Zacznę podróżować.

To są wszystko postanowienia tak ogólne, że można pod nie podciągnąć bardzo dużo i jednocześnie szybko je zakończyć, bo nie jesteśmy w stanie określić czy udało nam się je zrealizować czy jeszcze nie.

No bo jeśli postanowimy schudnąć, to czy chodzi nam o 1kg czy 10kg? Czy postanowienie o spełnianiu marzeń o podróżach można uznac za zrealizowane po jednym wypadzie na domek na Kaszuby, na weekend do Londynu czy też dopiero po 6 wyprawach na każdy kontnent?

I tutaj, ogromną pomocą jest analityczne podejście do naszego postanowienia.

Na pozór zabija ono romantyzm całej idei, ale trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie – czy chcesz, żeby było fajnie, czy skutecznie?

W tym celu należy rozebrać  postanowienie na części pierwsze, określić co ono dla nas oznacza i skąd będziemy wiedzieć, ze jesteśmy na dobrej drodze do jego spełnienia lub że w końcu że udało nam się je zrealizować

Narzędziem, które jest w tym miejscu przydatne jest metoda czy też podejście SMART. Słowo to po angielsku oznacza sprytny i od razu oznacza że nasze postanowienie, nasz cel ma takie być.

Ale SMART rozwija się też jako akronim, gdzie każda litera w języku angielskim oznacza jego część składową. I idąc po kolei

  • S –  jak Specific, czyli określone, dokładne, sprecyzowane
  • M – Measurable, czyli mierzalne, takie którego efekt da się policzyć czy też określić
  • A – Achievable, czyli osiągalne
  • R – Relevant, czyli ważne
  • T – Time Bound czyli określone w czasie.

W jaki sposób można przystawić taką miarę do naszych postanowień? Weźmy przykład mojego biegania.

  • S – Specific – zacznę biegać 2 razy w tygodniu,
  • M – Measurable – biegając i przechodząc na dietę schudnę 10kg i przebiegnę 10km,
  • A – Achievable – mam 35 lat, nie mam większych problemów zdrowotnych, więc przy odpowiednim nastawieniu i pracy jestem w stanie to zrobić,
  • R – Relevant – jest to dla mnie ważne, bo chcę by moje córki miały zdrowego tatę,
  • T – Time bound – za 3 miesiące jest urodzinowa dyszka, więc muszę się sprężać.

Jak już wiesz z wcześniejszej części mojej opowieści – cel został osiągnięty. Pojawia się wówczas pytanie: i co dalej?

Co robić po tych trzech miesiącach? Na bazie zrealizowanego celu stworzyłem kolejny jakim było wzięcie udział w całym cyklu Grand Prix Gdyni co udało mi się rok później. W październiku pokonałem też dystans półmaratonu.

Idąc za ciosem czas podnieść sobie poprzeczkę. Co więc szykuję w tym roku z tej dziedziny?

Zejść poniżej 50 minut na 10km w Biegu Niepodległości w listopadzie (póki co życiówka to 54minuty), zejść z powrotem do 80kg do czerwca, bo znów nieco mi brzuch podskoczył przez dietę bogatoresztkową oraz zbytnią miłość do słodyczy. Pod koniec roku przebiec półmaraton w czasie poniżej 2h – obecnie jest to 2h i 03 minuty  i chyba największe wyzwanie – wziąć po raz pierwszy udział i ukończyć  triathlonowy sprint w sierpniu w Gdyni.

Triatlonowy sprint to 750m pływania w wodach Zatoki (czyli inaczej mówiąc 30 basenów, a następnie 20km na rowerze i 5km biegania po ulicach Gdyni. Pływanie może nam zająć maksymalnie 30 minut, a rower i bieganie 90 minut.

Jak więc widzisz, wszystkie te postanowienia spełniają założenia SMART. Są Konkretne, Mierzalne, Osiągalne, Ważne i określone w czasie. Biorę się więc do roboty.

Dlatego też jeśli planujesz podjąć jakieś postanowienie, czy to z okazji Nowego Roku czy innego wydarzenia to zastanów się jak je sformułować, by móc powiedzieć za rok – tak udało mi się lub zobaczyć czego się nie udało zrobić, by podjąć wyzwanie być może jeszcze raz, ale mądrzej.

O wiele lepiej jednak rozbić je na krótsze okresy. Na przykład postanowienie schudnę można zamienić na : do 1 czerwca zrzucę 5kg, a do 1 grudnia 10kg i na bal sylwestrowy wybiorę się w sukience lub garniturze, w który teraz nie jesteś w stanie wejść.

Zamiast: będę więcej czasu spędzać z rodziną można powiedzieć: Przez cały rok raz w miesiącu będziemy chodzić na 2h spacery do lasu, w każda niedzielę będziemy grać w planszówkę, przez miesiąc będę codziennie czytał na dobranoc (a po miesiącu sprawdzisz czy dajecie radę i czy warto kontynuować (a na pewno warto)).

I tak dalej, i tak dalej. Zobaczysz, że do takiego postanowienia podchodzi się zupełnie inaczej. I jak wielką zmianę i radość wywoła realizacja tak ujętego postanowienia

Trzymanie postanowień w tajemnicy

Trzecim powodem, dla którego spora część postanowień nie wypala jest to, ze jest trzymana w tajemnicy. Nie mówimy o nich nikomu i zatrzymujemy je dla siebie. I ja to doskonale rozumiem, bo sam jestem taką osobą, która nie lubi chwalić się swoimi planami. I nie wiem czy to bardziej z powodu, że nie chcę ludziom zawracać głowy moimi sprawami, czy też boję się zapeszyć. A może boję się porażki. To co powiedziałem przed chwilą o planach sportowych naprawdę mnie trochę kosztowało i wiem, że będę musiał się z tego rozliczyć.

Trzymanie postanowień w  tajemnicy zwiększa szansę ich niepowodzenia. Po pierwsze w razie problemów z ich realizacją, spadkiem motywacji nasi bliscy nie są w stanie nas motywować, bo nie wiedzą do czego.

Dwa, być może nieświadomie będą nam to utrudniać. Dajmy na to postanowisz, że do 21 marca nie zjesz żadnych słodyczy, a tu co chwila żona, mąż, dzieci, koledzy z pracy podtykają Ci ciasteczka. Odmawiasz, denerwujesz się, oni nie wiedzą o co chodzi. I w końcu się poddajesz.

Dlatego powiedz swoim bliskim o postanowieniu , a uzyskasz więcej wsparcia i pomocy ze strony bliskich.

Nagradzanie siebie

Dobrym pomysłem na zwiększenie szansy na realizację postanowienia jest wyznaczenie sobie nagrody jaką sobie wręczymy gdy uda nam się zrealizować postanowienie. Czasem wejście we wspomnianą wcześniej sukienkę lub garnitur jest nagrodą, ale można to połączyć z tym, że na przykład udam się na bal lub imprezę, na którą w tej chwili się nie wybiorę, bo głupio mi pokazać się z opiętym.

Ale mogą być też inne nagrody, jak wyjście na koncert, dobra kolacja, jakiś zakup – coś specjalnego co pomoże Ci podtrzymać się w postanowieniu, gdy emocje już opadną. A te opadną na pewno. Nie ma się co łudzić.

Spisanie postanowień

Ostatnim pomocnym sposobem, do którego chciałbym Cię dziś zachęcić jest spisanie postanowienia i jeśli to możliwe powieszenie sobie w widocznym miejscu np. na lodówce lub schowanie tak, byś często miał do niego dostęp, np. w kalendarzu jeśli takiego używasz lub książce, którą czytasz.

Forma pisemna z założenia jest dla nas ważniejsza. Spisując coś i podpisując się pod tym aprobujemy to i traktujemy poważniej niż słowa, które łatwo rzucić na wiatr. A słowo spisane przypomni się. Gdy emocje opadną, to i nasze postanowienie, i jego analiza, i powody, dla których chcemy to robić będą trwać, pod warunkiem, że będą miały formę fizyczną.

I do tego bardzo gorąco Cię zachęcam – spisz swoje postanowienie.

Korzystając z linku góry strony możesz ściągnąć gotowy formularz w PDF, który możesz wypełnić i zacząć realizować choćby dziś.

Żeby jeszcze bardziej oddać moje intencje i rzeczy, które osobiście uważam za ważne, podzieliłem postanowienia na  trzy typy: jedno dla siebie, jedno dla żony, męża i jedno dla dzieci. Czemu tak? Bo każdemu w rodzinie należy się szacunek, nad każdym trzeba popracować i nie można zaniedbywać siebie kosztem innych ani relacji małżeńskiej kosztem dzieci.

Jest tam też miejsce na wpisanie cech tego postanowienia według metody SMART, a wiec przypomnę Konkretne, Mierzalne, Osiągalne, Ważne i Określone w czasie.

Na początek polecam wpisać krótki okres – ja w moim wpisałem do pierwszego dnia wiosny. Wtedy to, po 21 marca zobaczę jak mi idzie i podejmę decyzję co dalej, bo po 70 dniach postanowienie być może będzie zrealizowane i nie będzie już potrzebne a może trzeba je będzie zmodyfikować.

Co więc wybrałem – jeśli chodzi o dzieci, to postanawiam czytać im codziennie Trochę się z tym zaniedbałem, a czytanie zawsze sprawiało mi dużo frajdy. Tak wiec codziennie będę czytał dzieciom po 10 minut na dobranoc.

Jeśli chodzi o sprawy małżeński, to raz w tygodniu, najlepiej w niedzielę wieczorem zrobimy sobie z Jolą czas zarezerwowany dla nas – spotkanie Zarządu rodzinnego czy też dialog, rozmowę małżeńską. I wtedy omówimy na spokojnie, bez krzyków i hałasów, bo dzieci będą już spać, sprawy na nadchodzący tydzień, żeby mieć świadomość co kto ma do zrobienia, gdzie musi się pojawić i jak sobie wzajemnie pomóc. Ale oprócz tego, po rozdzieleniu zadań, załatwieniu planów i logistyki, które za cel mają ułatwienie codziennego funkcjonowania,  porozmawiamy też o naszych uczuciach, emocjach, pomysłach. Na spokojnie, bez konieczności przekrzykiwania się przez walczące o uwagę dzieci. Przypomnimy sobie czas, gdy jeszcze jako narzeczeni albo chłopak i dziewczyna mieliśmy czas, by po prostu ze sobą rozmawiać.

A co dla siebie? Odczuwam dużą potrzebę powrotu do przyrody, więc raz w miesiącu spędzę jedną noc poza domem, na łonie przyrody. Zdaje sobie sprawę, że styczeń w naszym klimacie nie jest najlepszą porą na rozpoczynanie takich historii, ale nie chcę zwlekać, bo potem znajdę pewnie inną wymówkę

Jak więc widzisz, nie wpisałem na tę listę niczego o czym wspomniałem wcześniej jeśli chodzi o bieganie. Można mieć wiele celów, czasem wzajemnie się uzupełniających, związanych z życiem zawodowym, duchowym, fizycznym czy rodzinnym, ale w tym formularzu jest miejsce na jedno. I to najlepiej takie, które wpływa pozytywnie na naszą rodzinę i nasze relacje.

A tymczasem dziękuję CI za wysłuchanie tego docinka, zachęcam do podzielenia się nim z innymi oraz do wystawienia recenzji w itunes, ale przede wszystkim życzę Ci udanego 2019 roku, byś jak najwięcej czasu mógł spędzić z rodziną, byś mógł rozwijać swoje pasje, realizować marzenia i byś zawsze, każdego dnia wywoływał uśmiech na twarzach swoich dzieci.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Spis treści

Więcej w temacie

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Miłość i szacunek. X Forum Tato.Net

Miłość i szacunek. X Forum Tato.Net

Miłość i szacunek. W jaki sposób rozwijać w sobie te dwie wartości by stawać się lepszym ojcem?

Na to pytanie próbowali znaleźć odpowiedź mężczyźni zgromadzeni na X Międzynarodowym Forum Tato.Net, które odbyło się 17 listopada 2018 roku w Warszawie. Biorąc udział w tym licznym (ponad 550 uczestników) wydarzeniu, postanowiłem spytać prelegentów o ich podejście do miłości i szacunku w ojcostwie i drodze do stawania się coraz lepszy tatą.

Oto, czym się ze mną podzielili:

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Czym jest dla Ciebie miłość i szacunek?

Przygotowałem dla Ciebie krótki formularz w PDF, który pomoże Ci określić jak możesz okazywac miłość i szacunek w swojej rodzinie.

Pobierz prezent

Dołącz do newslettera Ojcowskiej Strony Mocy, a już za chwilę otrzymasz go na swojego mejla

Miłość i szacunek w ojcostwie. Transkrypcja

1. Dariusz Cupiał.

Pomysłodawca i założyciel Tato.Net

Tematem dziesiątego, międzynarodowego Forum Tato.Net jest miłość i szacunek. Skąd pomysł na akurat te dwie wartości?

Dariusz Cupiał: Inicjatywa Tato.Net od kilkunastu już lat zbiera mężczyzn, którzy do ojcostwa chcą podchodzić jako do ważnej albo najważniejszej roli swojego życia. Tacy mężczyźni spotykają się, by się wzajemnie inspirować, by się wzajemnie ubogacać swoimi doświadczeniami i wiedzą.

Jest to niezwykły czas, niezwykła siła, kiedy to właśnie patrzymy w tym samym kierunku, właśnie lepszego ojcostwa, to jest taka prawdziwa przyjaźń się rodzi. Męska przyjaźń. Mój ulubiony pisarz kiedyś mówił, że przyjaźń to nie patrzeć na siebie, ale w tym samym kierunku. I to jest chyba ta męska przyjaźń.

A co mogę powiedzieć o temacie naszego forum? No corocznie z wielu spotkań inicjatywy tato.net to jest najważniejsze spotkanie, które gromadzi setki, jak widzieliśmy tutaj, setki mężczyzn, którzy z wypiekami na twarzy poszukują spełnienia się w ojcostwie. Naszym obszarem, który podpowiadamy są ważne wartości, w męstwie, w ojcostwie takie jak wolność, jak odwaga, jak rozwaga, jak dyscyplina, jak przywództwo, słuchanie.

Tym razem wybraliśmy temat miłości i szacunku. Dlaczego ten temat? To jest temat fundamentalny, podstawowy. Tak naprawdę na pytanie jak być lepszym ojcem nie ma lepszej odpowiedzi jak ta, gdy mówimy: kochać.

Na pytanie jak ojciec może swoja wieź ojcowska budować, także w ta druga stronę, jak może być traktowany, żeby był jeszcze lepszym ojcem, to jest szacunek. Szacunek do siebie, do innych, do bliskich, ale do wszystkich także. Także do tych, którzy myślą inaczej, także do wrogów. I tego szacunku ojcowie uczą swoich dzieci, swoje rodziny. Szacunek jest fundamentem prawdziwej miłości, której każde dziecko naprawdę potrzebuje.

2. Kazimierz Korab

Męska i ojcowska miłość, której potrzebujemy. Dlaczego miłość bez szacunku nie może przetrwać?

Jedną z głównych myśli Pana wystąpienia było, że miłość bez szacunku nie może przetrwać. Jak mamy to rozumieć?

Kazmierze Korab: No weźmy pod uwagę konkretną sytuację: zakochali się, to jest ślub i zaczynają życie. Pełna miłość. Ale zgodnie z pewnym modelem, jaki w mediach występuje i tak dalej, okładają się różnymi wyrażeniami. I to niby jest dowcipne, ale w pewnym momencie może zaboleć. Raz, drugi i rodzi się nieufność. Miłość jest, tu nic się nie zmieniło.

No więc albo wtedy taka żona do koleżanek powie on mnie nie szanuje, ja mam tego dosyć. Odchodzę. Więc miłość bez szacunku w jednej sytuacji może być taka, że żona odchodzi, a druga sytuacja może być formą uzależnienia i będzie jego niewolnicą. Idę o zakład, naprawdę, nawet o milion złotych, bo wiem, że wygram, że jeżeli nie ma miłości, przepraszam, nie ma szacunku, na którym miłość jest budowana, to taka miłość musi uschnąć. Takie małżeństwo musi się skończyć.

Ja porównuję szacunek do skały, na której się buduje dom. To jest ewangeliczne porównanie. Jeżeli na piaskach, czyli nie wiadomo na uczuciach, bo tu piasek będzie odpowiednikiem uczuć, jeżeli na uczuciach, na fascynacji chwilowej zbuduje się, to no siłą rzeczy takie są nasze uczucia – wygaśnie i koniec. Porównuję też do, no każdy w domu ma doniczkę, kwiaty i jeżeli piasek się tam wsypie, to nie będzie rósł żaden kwiat. Musi być dobra ziemia. Dlatego szacunek jest takim odpowiednikiem dobrej gleby, na której dopiero miłość rośnie.

W okresie międzywojennym Władysław Grabski, ten od złotówki jak to się mówi, on robił badania w dworkach szlacheckich i na wsi. I też stwierdził, że całe środowiska trzymały się tego, że nawet jeśli miłości nie było, to dramatu nie było. Ale jeżeli szacunku nie było, to był ostracyzm społeczny, to znaczy całe środowisko, czy wiejskie w stosunku do jakiegoś pana, co nie szanował żony, to była zdecydowana krytyka, rozliczano, tak samo w dworkach szlacheckich, rozliczano ludzi z szacunku. I to było bardzo mądre, rzeczywiście wiele małżeństw było kojarzonych na różnych zasadach, więc miłości niekoniecznie było od początku, ale szacunek w związku z tym był warunkiem, od którego nie było odstępstwa, to znaczy było potępienie moralne i jeżeli szacunku brakowało.

Szacunek to jest to minimum absolutne, które zastępuje nawet wszystkie prawa człowieka razem wzięte, dlatego że to jest wtedy fundament, ochrona dla godności człowieka, dla godności kobiecej. Wydaje mi się, że największym przestępstwem mężczyzny jest brak szacunku dla kobiecości. Ty, jako kobieta, jesteś, prawda ten argument, dlatego że jest kobietą to ona robi różne wg niego złe rzeczy. To jest niedopuszczalne. To jest taki grzech, chyba pierworodny w zakresie braku szacunku.

Jeżelibym radził mężczyznom zwrócenie uwagi na taka rzecz podstawową, to nigdy nie powinno paść oskarżenie, że żona coś robi niedobrego, dlatego że jest kobietą. Taka prawdziwa miłość oparta na szacunku to jest wtedy, kiedy mężczyzna przeżyje zachwyt nad kobiecością. Od zachwytu nad kobiecością, właśnie kobiecością, która jest inna, zupełnie inna od nas i potrafi być wspaniała. I dopiero wtedy stajemy się mężczyznami, takimi prawdziwymi, kiedy przeżyjemy ten zachwyt nad kobiecością. To wtedy ja jestem spokojny o szacunek dla kobiecości, dla kobiety. Potem to już się układają inne rzeczy dobrze.

Miłość bez szacunku nie ma szans. To już kwestia tylko obliczenia dobrze, czy to będzie rok, dwa czy trzy, to się musi skończyć.

3. Krzysztof Filarski.

Jak dbać o swoją ojcowską formę? Przemyślenia taty-maratończyka.

W swoim wystąpieniu mówiłeś, że budowanie szacunku w rodzinie, w ojcostwie należy zacząć od siebie. Dlaczego?

Krzysztof Filarski: Bo chyba nie ma innej drogi. Najprostsza odpowiedź. Mogę ją rozwinąć, natomiast no nie dasz rady, jak się mówi, zapalać kogoś do działania. No to, jeżeli nie płoniesz, no to nie zapalisz nikogo do działania, tak.

Inspiruj, no jeżeli nie jesteś zainspirowanym człowiekiem, nie dasz tego co nie masz. W związku z tym bardzo fajny kierunek, w takich dwóch mocnych strefach, tak. Szacunek do siebie, szanuję innych, kiedy szanuję siebie. Miłość, mamy dwa tematy naszego forum, kochamy siebie, więc wtedy kochamy dojrzale innych.

No to jest kierunek zacznij od siebie a potem pójdzie dalej. To to bardzo jestem co do tego przekonany i akurat wyjątkowo precyzyjnie mówiłem o tym, czy o sferze ojciec w formie, więc jakby zadbaj o swoją formę, swój taki energetyczny power, a wtedy będziesz miał energię dla innych. No więc to był ten kierunek, dlatego mówię zacznij od siebie.

Dużo biegasz, robisz maratony. Mówiłeś o 7 maratonach. W jaki sposób uprawianie sportu jest w stanie podnieść Twój poziom ojcostwa?

Opowiadałem i opowiadam w ogóle dalej chętnie ojcom o takich powodach dość strukturalnych, tak. Pierwsze, że zadbania o tą strefę biegania czy to może być rower, może być pływanie, czy w ogóle strefy ciała, czyni cię w ogóle ciekawe facetem. No facet, który mówi słuchaj tu jest córko mój medal, zobacz, jak go zdobyłem, czyli z ciekawym facetem.

W tym znaczeniu ciekawy ojciec jest, może być w obszarze sportu ojcem, na którego syn, córka mogą się porównywać i to jest tak jakby pewniak. Także akurat sport w dzisiejszych bezpiecznych nam czasach bardzo, jest takim obszarem, w którym się ojciec może sprawdzić i pokazać innym, na przykład swoim dzieciom, czy swojej rodzinie, samemu sobie, robię coś więcej, mam ciekawe osiągnięcia.

Druga bardzo ważna rzecz w sporcie jest to, że on zmusza do nawyku. Samo bieganie, akurat ja jestem jego zwolennikiem, porządkuję różne sfery życia, no mało biegaczy pali i mało biegaczy się źle odżywia, bo mam porządkuje tę strefę ciała. Więc no panowie, no bierzemy się za siebie, najnormalniej w świecie jesteśmy to winni dzieciakom i sobie samym. Mówiłem o tym, że trochę to ciało, które mamy dzisiaj, trochę niesiemy w przyszłość dzieciom, więc to słowo, które powiedziałem na forum, że jeżeli będziesz ty dobrze traktował swoje ciało przez pierwsze 40 lat życia, ono cię będzie dobrze traktowało przez drugie 40 lat życia.

To jest motto dla ojców, bo to drugie 40 lat życia naszego, ojcowskiego, po prostu życia człowieka, ono będzie już bardziej, będziemy już zdani bardziej na dzieciaki nasze, więc dajmy je, to ciało, w dobrym stanie. Zadbajmy o nie dzisiaj. Jesteśmy przyspawani do trzech foteli. Do trzech foteli, dosłownie, czyli wielu z nas po prostu spędza życie w fotelu samochodu, w fotelu przy biurku, w pracy i w fotelu przed telewizorem. I to nie jest dobre życie, to wiemy, wyczuwamy, trzeba się od tego odspawać, też pokazać dzieciom, że potrafimy się oderwać od telewizora, od komputera, od samochodu, wsiąść na rower, iść na spacer. Jesteśmy też to winni dzieciom.

Badania mówią, że nasze dzieciaki są po prostu kondycyjnie o 30-40% słabsze niż pokazanie wcześniejsze, z przyczyn różnych, no komunikacja, samochody, mniej pracy fizycznej. Więc dajemy dobry przykład i też jesteśmy ciekawymi towarzyszami. No po prostu technicznie możemy z tymi dziećmi zdążyć, przebiec. Biegam ze swoją córką, robię pompki z moją córką na 100 dla Niepodległej, więc po prostu możemy być towarzyszami dla naszych młodych dzieciaków i dawać przykład, że życie zrównoważone to też życie takie właśnie sportowe, aktywne.

4. Grzegorz Grochowski

Wyzwanie ojca: kochać siebie, takiego, jakim jestem. Dlaczego akceptacja to punkt startu efektywnego ojcostwa?

Mówił pan, na swoim wystąpieniu, o samoakceptacji. Dlaczego ona jest tak ważna, żeby być dobrym, efektywnym ojcem?

Grzegorz Grochowski: Dlatego, że będziemy aktywnym ojcem, gdy będziemy ojcem realnym. Ojciec realny to jest ktoś, kto po prostu istnieje. A ojciec jaki sobie wyobrażamy, że nim jesteśmy, no po prostu ponosi porażkę, bo jest fantomem, nie istnieje, jest urojony.

I dlatego zachęcam siebie przede wszystkim, bo to jest nauka przez cale zżycie, żeby znosić, po prostu, najpierw lapach kontakt, a potem dźwigać, zwłaszcza to, co jest trudne, bo to jest ten warsztat, na którym pracujemy, to są te zasoby które posiadamy. I jeżeli zaakceptujemy ten punkt wyjścia w jakim jesteśmy, to możemy robić jakieś kroki w samorozwoje.

Od czego zacząć te próby drogi do samoakceptacji?

Na pewno od poznania siebie. Poznajemy siebie nie poprzez zwykle zaprogramowany proces, ale przy okazji. Czyli życie stawia nas w takich sytuacjach, w których sami siebie zaskakujemy niejednokrotnie na plus, ale także na minus. Możemy odkrywać w sobie jakieś niespożyte siły, zasoby, możemy tez widzieć, że upadamy tak nisko, jakbyśmy się tego nie spodziewali.

W obu wypadkach i na górze i na dole, jest istotne, żeby zachować ogląd i uznać, zdecydować ze uznajemy, że właśnie w takich czasami niespodziewanych ekstremach jesteśmy w stanie operować i możemy z nimi mieć kontakt i ze one nie są tak naprawdę takie groźne, jak mówi ludowe przysłowie, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Po prostu gdy przyjrzymy się temu co w nas jest, nawet trudnego, będziemy mieli te odwagę, zobaczymy, że nie jest tak aż źle.

I tak na koniec, jakby Pan miał jedną radę dla człowieka, który jest ojcem tak jak ja, tak jak wielu tutaj obecnych, jak z dnia na dzień stawać się lepszym tatą?

Nie wiem, tak westchnąłem trochę, bo nie wiem, czy to jest możliwe z dnia na dzień stawać się lepszym tata. Można robić kroki i się z tych kroków cieszyć, ale czasami ich nie widać. I one i nie zawsze to co się robi przynosi taka radość i satysfakcje od razu. A więc chyba tym co mógłbym poradzić sobie i innym ojcom, to jest po prostu wytrwałość i trzymanie się drogi, nawet wtedy, kiedy wydaje się, że jest to droga w tunelu.

5. Paweł Sopkowski

Ojcowski coaching. Narzędzia dla lidera w rodzinie.

Co to znaczy, że ojciec może być coachem w swojej rodzinie?

Paweł Sopkowski: Niestety trzeba zacząć od tego, żeby zdefiniować pojęcie w ogóle rolę coacha, bo my mamy z języka angielskiego dwa takie rozumienia, coach to jest taki trener jak w koszykówce, który ustawia zespół, dobiera, po polsku byśmy byli selekcjoner, dobiera zespół tak, żeby osiągnął maksimum swojego potencjału no i no nie gra za tych zawodników. No on ma taką rolę, żeby to jakoś tak ułożyć, tak doradzić, tak wesprzeć, żeby to wszystko miało dobry skutek.

Ten coaching, o którym ja mówię, to jest jeszcze troszeczkę co innego, bo to jest nawet nie bycie na boisku razem z zawodnikami, to jest praca trochę offline, tak, czyli prowadzenie osoby czy wspieranie osoby nad tym, żeby ona coraz bardziej świadomie funkcjonowała. Czyli żeby miała swoją mapę terenu i nie działa po omacku, a z drugiej strony, żeby umiała coraz bardziej wziąć odpowiedzialność za to, co się wokół niej w jakich łatwych, trudnych tematach dzieje, nie. Czyli odpowiedzialność i świadomość, nawet na samym końcu o to chodzi.

Świat coachingu to jest 25 lat doświadczeń, tam jest bardzo dużo wiedzy zebranej na temat tego, jak aktywnie wspierać ludzi i jeden na jeden w tym, żeby oni żyli świadome i odpowiedzialny życie, nie. Tam szkół coachingu w całej Polsce jest pewnie setka w tej chwili. Większość uczelni wyższych ma studia podyplomowe, to jest bardzo bogate środowisko, jak we wszystkim jest sporo dobrych rzeczy, wiarygodnych, zweryfikowanych, no i jest jak we wszystkim, są też różne inne rzeczy. Natomiast jakby wziąć ten trzon, tych dobrych rzeczy, tych 25 lat dorobku coachingu globalnie, bo my jesteśmy ośrodkiem współpracującym i kształcącym coachów według globalnych standardów, a oprócz tego mamy całą grupę ogólnopolską, zespół taki który pracuje nad różnymi ogólnie biznesowymi tematami

Jakby to skroplić w takie trzy tematy z punktu widzenia roli ojca, czyli roli ojca, który ma doprowadzić dziecko swoje dziecko od niesamodzielności do samodzielności. Ja nawet nie wiem jak ten stan, kiedy dziecko się rodzi nazwać, bo nie umiem go nazwać, więc powiem od zera do oficera, nie. Jakby do momentu, w którym ten dzieciak już jest w stanie samodzielnie kreować cele, mobilizować zasoby, planować, przychodzi do działania, przeżywać porażki i sukcesy, uczyć się z tego, mieć rację z ludźmi i tak dalej, i tak dalej

Jeżeli to jest naszym celem, to z tych coachingowych lekcji można ściągnąć co najmniej trzy takie główne i o tym mówimy na Tato.Net, trzy takie główne konkluzje.

Pierwsza konkluzja jest taka, takie rady, to jakby są grube rady, to jest troszeczkę tak jakbyś miał przed sobą dziurkę od klucza, przez tą dziurkę niewiele widać z zewnątrz, ale jak się przejdzie na drugą stronę tam jest bardzo dużo. Więc pierwsze dziurka od klucza, to jest umiejętność rozdzielenia efektów, rezultatów, wyników tego co dziecko robi, od tego kim ono jest. I jaką drogą do tego doszło. Przykład, przychodzi dzieciak dostaje ocenę x z przedmiotu. I można wiedzieć dobrze, niedobrze, fajnie, cieszę się, nie cieszę. Trik polega nie na tym, żeby wyrazić aprobatę lub dezaprobatę dla tego co się stało realnie.

Nie dla stopnia.

Nie dla stopnia albo nie tylko dla stopnia, ale powiedzieć:

Hej, kim ty jesteś?

Jak ci to wyszło?

Co zastosowałeś?

Jaką drogą doszedłeś do tego, że byłeś tu, gdzie byłeś?

I co z tego bierzesz dalej?

Co chcesz wzmacniać?

A co trzeba zostawić, albo zapomnieć, albo na inną okazję, po prostu wziąłeś nie to narzędzie co trzeba, chciałeś narysować, ale wziąłeś pędzel, no i właśnie się nie udało. W związku z tym, właśnie jak tak podejdziesz do relacji z dzieciakiem, wiesz, wyniki są ważne, ale pytanie jest takie, co on robi, czego nie robi, że wychodzi tak wychodzi, to wtedy uczysz dziecko świadomości, on wtedy jakby poznawczo, on buduje tą mapę terenu, rozumie, że są czynniki na które oddziałując w sobie i w otoczeniu, jest w stanie wywoływać określone skutki. I to jest jakby jedna rzecz.

Druga rzecz, o której tutaj mówiliśmy na tato.net, to to, że dzieciom nie trzeba mówić jak bardzo są niedobre i jak im nie wychodzi, dlatego że świat zasadniczo się tym zajmie. My czasem mówimy: nie trzeba ludziom mówić, jak są do dupy, bo oni się o tym dowiedzą, jak się nie dowiedzą o tym na skrzyżowaniu, bo ktoś ich otrąbi, to się dowiedzą od policjanta, w pracy, często w kościele się dowiadują jacy są bardzo niedobrzy, znaczy w kościołach.

No generalnie mamy takie środowisko, które jest dosyć nieprzyjazne, tak byśmy powiedzieli. Więc my jako rodzice, jako ojcowie, matki też zresztą, my możemy się zupełnie zwolnić z tej odpowiedzialności. I dziecko ma prawo wiedzieć, że jak przyjdzie do domu to nie będzie wiesz przecież III Rzeczpospolitej, w sensie, że wszystko dobrze i wspaniale, propaganda sukcesu, nie. Ale my umiemy w tym dziecku dostrzec to co jest dobre. I umiemy też dostrzec to co jest niedobre.

I być z nim w tym, co się udaje, co się nie udaje. Ale generalnie z naszej strony on ma pewne oparcie, nie w tym sensie, że pomożemy, zrobimy za niego, tylko po prostu kibicujemy, gramy na niego, to jest ten dobry trener koszykówki, od którego zaczęliśmy, który jest na tej linii, mówi dawaj, dawaj, nie kretynie! Znowu ci nie wyszło! To jest taka postawa, to jest defacto postawa przywódcza, wynika z wiary, z przyjętego pewnego założenia, nie że ci wyjdzie cokolwiek założysz, nie o to chodzi, żeby teraz, na przykład, zamierza polecieć na księżyc, bo wiesz, bo nie o to chodzi.

A ten rodzic ma stać i mówić: Tak, tak! Dajesz, dajesz! Tak na pewno to osiągniesz. Jakby nie o to chodzi, nie?

Ale chodzi o to, żeby umieć zobaczyć wysiłki tego młodego człowieka niezależnie od wyników. Umieć zobaczyć wtedy, kiedy on też nie wkłada wysiłku i też mu powiedzieć: Hej, wkładasz mniej niż możesz, co się dzieje? To jest taka umiejętność coachingowa, byśmy powiedzieli, że się nazywa curiosity, czyli ciekawość i zamiast oceny, ewaluacji włączasz ciekawość.

Nie pościeliłeś łóżka, jak to się stało, że nie pościeliłeś łóżka? Przecież wiesz, że łóżko jest dobrze pościelić, bo A to, to, to, to, to, poczucie dyscypliny i tak dalej. Ty to wiesz, a mimo to nie zrobiłeś.

Czyli ja nie przychodzę do ciebie, żeby ci mówić, wiesz, z lewej czy z prawej, tak, nie robię ci awantury, nie mówię: a jesteś leniwy, nie, czyli jakby przyjmuję tę negatywną optykę, tylko mówię z ciekawości, no jak to się stało?

Powiedz. Ja wiem, że jak ty mnie szanujesz, ja szanuję ciebie, ty wiesz, że to jest twój obowiązek, wiesz, że ogólnie to ci dobrze robi. To co się dzieje? To jest ta dziurka od klucza numer 2.

Dziurka od klucza numer 3 to jest kreowanie rozwiązań. Chodzi o samodzielne kreowanie rozwiązań. Nie umiesz rozwiązać butów, okej, ja ci pokażę, ty przy ćwiczysz, nauczysz się sam. Czyli najpierw demonstracja, potem ćwiczenie, potem sam

A może zrobić odwrotnie, jaki byłby twój pomysł? Znajdź swoją drogę, porozmawiajmy o tym jak można byłoby to zrobić? Skąd uzyskać dostęp do, na przykład, wiedzy na temat tego jak to zrobić? I dzieci dzisiaj wiedzą, że jest internet i tak dalej.

Jeżeli widzę, że gdzieś dochodzisz do ściany, to wtedy siądźmy nad tym razem, to zastanówmy, ale zastanówmy się razem, a dopiero na koniec, jak to nie wychodzi, to dopiero, no ja bym ci sugerował spróbuj w ten sposób. Czyli najpierw od ty, twoje rozwiązania, potem my, wspólne rozwiązania, a na samym końcu ja.

Takie, byśmy powiedzieli, są trzy główne rzeczy jak myślimy o coachingu w odniesieniu do roli ojca, nie. Oczywiście tam w szczegółach jest dużo, dużo, dużo więcej. Każda z tych rzeczy, jak się wejdzie w głąb, bo ona, żeby móc faktycznie ją robić, trzeba trochę poprzestawiać swoje własne schematy, trochę nagiąć swój charakter, na przykład mieć więcej cierpliwości, nie. Niektórzy by nawet powiedzieli, że trzeba byłoby się z Duchem Świętym, jakoś podobno, podobno cierpliwość jest owocem Ducha Świętego.

Więc jakby jedni to robią właśnie dyscyplinują, drudzy się modlą, tak czy inaczej jest potrzebna cierpliwość. No i są potrzebne też umiejętności, po prostu świadomość taka czysta, interpersonalna, też ja coś mówię i widzę, że to wywołało jakiś efekt. Umiem ten efekt odczytać.

Obserwuję, zadaję pytanie, wiem, czy dostałem odpowiedź na pytanie, czy nie. Umiem przeczytać to, co jest w liniach, w słowach, to co jest pomiędzy liniami. Umiem też zobaczyć mowę ciała tego dzieciaka, co on, jak on reaguje siadając do polskiego i matematyki. Czy to jest jakaś różnica, jeżeli jest to, gdzie jest ta różnica. Czyli ogólnie jakbyśmy powiedzieli większa uważność, nie?

6. Shane P. Barkley

Aktywne słuchanie: klucz do miłości i szacunku w relacjach rodzinnych.

Shane, co oznacza bycie aktywnym słuchaczem w rodzinie?

Shane: To oznacza nie spieszyć się i pokazywać dzieciom i żonie, że zależy nam na nich koncentrując się na tym co mówią i nie ulegając wówczas rozproszeniom.

I dlaczego jest to takie ważne?

Jest to ważne, ponieważ jeśli oni nie widzą, że Ci na nich zależy, to nie zależy im, żebyś ich wysłuchał. Więc potrzebujemy, by nasza rodzina wiedziała, że nam na niej zależy i właśnie jednym z najlepszych sposobów na pokazanie żonie, że ją kochasz, jest słuchanie.

Jeśli Twoja żona ma jakiś problem, to nie musisz od razu znajdować dla niego rozwiązania, to czego ona potrzebuje, to byś ją wysłuchał.

Bazując na Twoim międzynarodowym doświadczeniu, czy dostrzegasz różnicę w podejściu do ojcostwa w Stanach Zjednoczonych i Polsce lub szerzej patrząc w Europie?

Generalnie patrząc, ojcowie w Polsce są bardzo dobrzy. Myślę, że największym wyzwaniem jest to, że patrząc przez pryzmat historii ojcowie szli do pracy, a to matki zostawały w domu opiekując się dziećmi.

I ojcowie, tak samo w Polsce i w Stanach, byli o wiele mniej zaangażowani w życie dzieci niż by chcieli. Czy to z powodu braku czasu, czy z powodu kultury tego, że to matka głównie zajmuje się dziećmi, a ojcowie nie są zaangażowani.

I myślę, że to właśnie musimy zmienić, aby ojcowie byli mocno zaangażowani w życie swoich dzieci i by mogli w ich życiu być obecni.

Masz trzy córki, ja również, choć moje córki są młodsze niż Twoje. Jaką największą rzecz możesz przekazać córkom jako ojciec?

Bezpieczeństwo. Córki odnajdują swoją tożsamość przez ojca. Jeśli ojciec będzie je kochał, wówczas nie będą szukać tej miłości gdzie indziej.

7. Janusz Wardak

Dlaczego mężczyzna w domu bywa bezradny, choć w pracy nigdy do tego nie dopuszcza? Metody na wzmocnienie ojcowskiego autorytetu

Dlaczego ojcowie, którzy tak często w firmach dokonują wielkich rzeczy, w domu czują się zagubieni?

Tak, to jest takie zjawisko ciekawe, które ja od pewnego czasu obserwuję właściwie nawet że jest coraz większy rozjazd, to znaczy kompetencji, kompetencji takich sprawczości, sprawności zawodowej praktycznej i kompetencji rodzicielskich, bo mamy kompetencji rodzicielskich sporo teoretycznych i na pewno wiemy dzisiaj, kiedy więcej niż nasi ojcowie, ale obawiam się, że z praktyką jest gorzej.

Więc myślę, że przyczyn jest kilka. Jedną z nich jest to, że błędnie rozumiemy pojęcie work-life balance, czy work-family balance. Rozumiemy to w taki sposób, że to są dwa zupełnie rozdzielne obszary życia, które nie powinny się stykać i w rezultacie trochę zaczynamy prowadzić podwójne życie i nie myślimy o tym, brakuje nam takiej refleksji, że sporo kompetencji, które wydają się tylko zawodowe, po prostu się przydają w naszym życiu.

To znaczy brakuje takiej wizji jedności życia, że jak ja jestem sprawny w komunikacji z klientami to również jestem sprawny, albo mam potencjał bycia sprawnym w komunikacji z żoną i z dziećmi. Jeśli potrafię negocjować, to potrafię też przeprowadzać skuteczne rozmowy z dziećmi. Jeśli potrafię zarządzać projektami, to w domu też są małe projekty, które trzeba przeprowadzić i ta moja sprawność może się przydać.

Także zachęcam do takiego, do takiej zmiany myślenia, to znaczy, że możemy myślisz w taki sposób, że jestem dobrym pracownikiem w wykwalifikowanym sprawnym, o ile w jaki sposób możemy to pomóc być lepszym ojcem.

Posiadasz razem ze swoją żoną 10 dzieci w wieku od 2 do 22 lat. Naprawdę robi to wrażenie. Czy rodzina jest takim małym przedsiębiorstwem?

Oczywiście, myślę, że rodzina zawsze jest małym, zawsze jest przedsiębiorstwem, bo nawet jeżeli to jest małżeństwo czy rodzina z jednym dzieckiem, to jednak trzeba zarządzić jakimś budżetem, jakimś czasem jest jakaś logistyka, jakieś zasoby, prawda.

I tutaj znowu jest kwestia tego, że my czasami pozostawiamy to, niektórzy nawet mówią w taki sposób, od planowania jest praca, a w domu to ja odpoczywam.

Tylko efekt jest słaby, to znaczy, jeżeli nawet chociażby tak, planowanie czasu, czas rodzinny wymaga planowania, oczywiście nie tak restrykcyjnego, to nie o to chodzi.

Ja mogę wstać później niż w dzień roboczy w weekend, ale jeżeli wstaję o 12 no to już tracę dużą szansę, żeby coś efektywnego zrobić z dziećmi. Więc ten czas trzeba zaplanować, trzeba zapanować nad budżetem domowym, nad pewnymi rzeczami, nad pewnymi projektami które się dzieją

Czasami w domu proste rzeczy, nie wiem chociażby to po stronie ojców często jest, jakieś proste naprawy domowe są odkładane miesiącami, no bo to nie jest takie ważne.

Nie trzeba co pół roku przypominać.

No tak tak. Właśnie wtedy tak jak w tym powiedzeniu, że jak mąż powiedział, że zrobi, to zrobi nie trzeba co pół roku przypominać, prawda. I tu możemy się śmiać, ale jeżeli takie rzeczy się gromadzi wiele, tak że to to nie zrobione, to nie zrobione.

Ale w pracy no trzeba, dość rzadko mamy takie rzeczy, takie trupy trochę mamy pewnie, tak. Ale takie zbyt wiele trupów w szafie kończy się bardzo źle i też jest szybko weryfikowane. Tutaj kłopot polega na tym, że rodzina jest bardzo cierpliwa i efekty naszych błędów ojcowskich i też małżeńskich dopiero widać czasami po latach i one często już nie są do skorygowania, bo są bardzo trudne do skorygowania.

A w pracy to następuje szybka weryfikacja. Więc po prostu myśl bardziej proaktywnie, czy to jak działamy w tej chwili jak ojcowie i mężowie, czy to dobrze, czy to pomaga naszej rodzinie, czy to pomaga, żeby ona była lepsza

8. Joaquin Molina

Kim jest mężczyzna?

Dziś w Warszawie mówimy o miłości i szacunku ojców. Jak mądrze okazywać je naszym dzieciom?

Joaquin: Na długo zanim człowiek nauczy komunikować się przez słowa, to zachowanie jest tym, co przemawia. Dziecko zaczyna mówić swoimi słowami dopiero w wieku 2, 3 lat. Jeśli chcemy przetłumaczyć czym jest miłość i szacunek, to właśnie jest nim zachowanie, o wiele bardziej niż słowa.

Pochodzisz z Kuby. Czy widzisz jakąś różnicę między ojcostwem tutaj i na Karaibach?

Wyzwania ojców na całym świecie są takie same, ponieważ nasza egoistyczna natura jest taka sama wszędzie – w Indiach, w Afryce, w Europie, w Stanach Zjednoczonych.

Napisałeś książkę „What is a man”. O czym ona jest?

„Kim jest mężczyzna” ma swoje korzenie w moim życiu prywatnym. Mój ojciec jest neurochirurgiem, zajmuje się otwieraniem mózgu, usuwaniem guzów, ale nie wiedział co to znaczy kochać. Nie wiedział co to znaczy służyć swojej żonie i dzieciom.

Obserwowałem go przez 20 lat życia i doszedłem do wniosku, że nie chcę być taki jak on.

Był osobą zgorzkniałą, złą, gniewną i zmęczoną życiem. Miał problemy małżeńskie i problemy z dziećmi. Patrząc na to wszystko zacząłem się zastanawiać kim jest mężczyzna?

I poszedłem do mojego o 5 lat starszego brata i on powiedział mi „Chodź Joaquin, ja Ci pokażę” i zabrał mnie do domu publicznego.

Jakże smutne.

Jakże smutne, że jego koncepcją męskości jest odbywanie stosunków seksualnych z kobietą. Więc powiedziałem mu „Nie dziękuję. Dziś wiem już dwie rzeczy – tata nic nie wie i Ty też nie.”

I przez 32 lata poszukiwałem odpowiedzi na pytanie kim, w swojej istocie, jest mężczyzna. I zdałem sobie sprawę, że mężczyzna jest dziełem Boga.

Na początku Bóg mówi „uczyńmy człowieka na nasz obraz i podobieństwo” i to jest prawdziwy człowiek. To osoba, która potrafi żyć według przymiotów boskich: zamiast bycia egoistą, być kochającym, zamiast bycia skąpcem, być hojnym.

Wiele osób przybyło tu dziś by znaleźć odpowiedź na pytania jak być lepszym ojcem. Gdybyś miał dać jedną poradę w tym temacie?

Słowo ojciec (padre) pochodzi od słowa wzór, przykład (angielskie pattern). Bądź przykładem, aby Twoje dziecko mogło obserwować Twoje życie.

Moje dzieci, a mam ich czworo, zawsze podpatrują co myślę, co mówię, jak się zachowuję i jak stawiam czoła trudom i przeciwnościom.

Dwa lata temu piorun spalił nasz dom i zostałem z niczym. Dzieci obserwowały. „Wow, nie wściekł się, nie zasmucił, jeszcze mocniej zaufał Bogu i zachował pokój.”

Będąc świadkami kryzysu, który spadł na moje życie, w odpowiedzi zobaczyli postawę pełną pokoju, nadziei i miłości. I to właśnie znaczy być mężczyzną.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Goście odcinka

Prelegenci X Forum Tato.Net

Ojcowie z różnych krajów i środowisk,  wspólnie zachęcający  do aktywnego angażowania się w ojcostwo.

    

Spis treści

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

5 metod wspierania małżonka na urlopie macierzyńskim

5 metod wspierania małżonka na urlopie macierzyńskim

Gdy na świat przychodzi dziecko, to w zdecydowanej większości przypadków kobieta korzysta z wszystkich przysługujących z tej okazji świadczeń i urlopów. Nie inaczej było i u nas, ale w związku z moją sytuacją zawodową, były w naszym życiu okresy, kiedy to główny ciężar zajmowania się domem i dziećmi spoczywał na mnie.

Bezpośrednie doświadczenie dwóch twarzy rodzicielskiej codzienności pokazało mi, że bez aktywnego wsparcia małżonka, łatwo jest ugrzęznąć w rutynie pieluch, butelek i spacerów.

Dlatego zachęcam Cię, drogi Tato, byś zobaczył co możesz zrobić, by pomóc Twojej żonie, (a jednocześnie całej Waszej rodzinie), podczas jej urlopu macierzyńskiego, rodzinnego lub wychowawczego

1. Pomóż jej wrócić do dawnych aktywności

Pamiętasz jeszcze co Twoja żona lubiła robić przed zajściem w ciążę i poświęceniem się opiece nad dziećmi?

Pływanie, bieganie albo jakaś inna aktywność fizyczna? Klub dyskusyjny, wolontariat albo warsztaty rozwojowe? A może relaks przy książce lub podczas samotnych spacerów po lesie?

Przy małym dziecku trudno jest znaleźć czas dla siebie. Nie dość, że maluchy są angażujące, a plan dnia podporządkowujemy do ich rytmu, to dodatkowo wyrzuty sumienia często nie pozwalają zająć się sobą.

W końcu wszyscy dookoła podkreślają, że to dziecko jest najważniejsze.

Po okresie połogu przypomnij swojej żonie o tym, co lubiła robić, co sprawiało jej przyjemność i zachęć ją do powrotu do aktywności. Kup jej karnet na pilates, jeśli lubiła się wyginać, zapisz na wydarzenie organizowane w okolicy albo poproś koleżanki o wyciągnięcie jej na wieczorną zabawę.

Wyjście z domu i powrót na własne wydeptane ścieżki przypomni jej, że też jest ważna i że sama także potrzebuje czerpać przyjemność z życia.

2. Wspieraj ją w karmieniu

Karmienie piersią jest dla mężczyzny bardzo wygodne. Nie możemy przecież zastąpić matki w jej wyjątkowej roli, w związku z czym nasza rola jest znikoma. Ale nie jest to powód, by zostawić ją z tym samą. Wbrew pozorom, Ty także możesz wspierać karmienie piersią.

Z kolei gdy Wasz maluch jest karmiony KPI, czyli mlekiem matki podawanym w butelce, to wachlarz Twoich możliwości pomocy realnie się zwiększa.

A jeśli matczyne mleko poszło w odstawkę, to tak naprawdę oboje macie równe szanse i równy udział w karmieniu dziecka. Niezależnie czy butelką mleka, czy łyżeczką, której zawartość regularnie ląduje na policzkach zamiast w buzi, czy to przy angażującej galaktyczne ekipy sprzątające metodzie BLW.

Do dzieła 😉

3. Nie zapominajcie o starszych dzieciach

W wirze troski o maluszka łatwo jest zapomnieć o rodzeństwie. Poniekąd słusznie uważamy, że skoro są starsi, to wymagają mniej uwagi i powinni zrozumieć, że teraz najważniejszy jest dzidziuś i mama.

Ale celowo dodałem tam słowo „poniekąd”, ponieważ starszy brat czy siostra też potrzebuje uwagi. Być może już nie tej pieluszkowej, ale bardziej dojrzałej, wymagającej – po prostu innej, dostosowanej do jego wieku, a także do faktu, że oto nie jest już jedynym oczkiem w głowie rodziców.

Pamiętaj, by spędzać czas ze starszakami. Czytanie książek, puzzle, gry, plac zabaw, rower…. Kontynuujcie to, co robiliście wcześniej, bawcie się razem, by dalej budować Waszą relację i by nie wywołać u nich niechęci do młodszego terrorysty, który odebrał im rodziców.

Jeśli to mama sprawuje główną opiekę nad maluszkiem, a Ty ogarniasz starsze dziecko, to co jakiś czas zamieńcie się rolami. Niech mama spędzi czas wyłącznie ze starszymi, podczas gdy Ty zajmiesz się maleństwem.

Taka zamiana ról będzie korzystna dla każdego.

4. Idźcie na randkę

A dokąd?

Wszędzie tam, gdzie nie ma Waszych dzieci. Może to być niespieszny spacer po lesie bez wózka, wyjście do kina na film, którego bohaterowie nie są narysowanymi zwierzętami mówiącymi ludzkim głosem albo kolacja w restauracji podczas której nie musicie martwić się niczyim płaczem.

Na tak długo, na ile uda Wam się znaleźć opiekę dla dziecka, na tyle dajcie sobie czas, by spędzić go tylko we dwoje.

Nie denerwuj się jednak, gdy wszystkie tematy rozmowy Twojej żony będą zmierzały ku dziecku. Jest ono teraz całym jej światem. Sukcesywnie i spokojnie przytakuj z uśmiechem, a potem zmień temat.

To wystarczy.

5. Pokaż, że jest nie tylko matką, ale też kobietą

Nic tak nie zabija romantyzmu i erotyki jak brutalnie powtarzająca się codzienność, której symbolem staje się codzienne niewyspanie i podkrążone oczy oraz wyciągnięte dresy i poplamiona od jedzenia bluzka.

Taki stan wcale nie pomaga poczuć się atrakcyjnie, a chroniczne zmęczenie zupełnie nie zachęca do miłosnych igraszek pomimo tego, że po pewnym czasie abstynencji gdzieś w sercu zaczyna nawet tlić się ochota.

I jeśli nie chcesz, by seks stał się przez dłuższy czas nieosiągalnym tabu lub niesatysfakcjonującym obowiązkiem, to musisz zakasać rękawy

Pokaż swojej żonie, że widzisz w niej nie tylko matkę, ale przede wszystkim kobietę. Tę, z którą chcesz iść przez życie i (z) którą chcesz (się) kochać pomimo kilku nowych kilogramów lub pomarańczowej skórki.

Żeby to zrobić nie musisz zdobywać się na Himalaje popkulturowego romantyzmu. Wystarczy że każdego dnia przypomnisz jej o tym, że ją kochasz. Możesz też skorzystać z 5 domowych sposobów na codzienne rozpalanie miłości.

A jakie są Twoje doświadczenia z czasów urlopu macierzyńskiego lub wychowawczego?

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Urlop ojcowski w praktyce, czyli jak zostałem panią domu ;)

Urlop ojcowski w praktyce, czyli jak zostałem panią domu ;)

Czy mężczyzna może zatrzymać swoja karierę zawodową, by opiekować się dziećmi i zająć się domem w ramach tak zwanego urlopu tacierzyńskiego?

Nie jest to łatwe, bo choć odbiór społeczny ojca przejmującego rolę tradycyjnie przypisaną matce powoli się zmienia, to jednak decydując się na pozostanie w domu spotkasz się z wieloma pytaniami, niedowierzającymi spojrzeniami, a czasem nawet złośliwościami, ze strony tych, którzy takiej możliwości nigdy nie wzięli pod uwagę.

Pomimo tego, mam nadzieję, że już za chwilę przekonasz się, że warto na dłużej przejąć opiekę nad swoimi dziećmi i zostać z nimi w domu. Zapraszam Cię do wysłuchania historii o tym jak zostałem panią domu.

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Urlopy przysługujące ojcom w Polsce

Czy wiesz, że po narodzeniach dziecka przysługują Ci świadczenie pełnopłatne, częściowopłatne i bezpłatne. Zebrałem je w jednym ebooku, żebyś wiedział z czego możesz wybierać.

Pobierz prezent

Dołącz do newslettera Ojcowskiej Strony Mocy, a już za chwilę otrzymasz go na swojego mejla razem z dwoma dodatkowymi prezentami.

Urlop ojcowski w praktyce, czyli jak zostałem panią domu. Transkrypcja odcinka

Moje urlopy ojcowskie

Dziś podzielę się z Tobą moimi doświadczeniami ojcostwa i małżeństwa, które zdobyłem gdy zostałem z dziećmi w domu.

Nie na dzień, nie na weekend. Ale na ponad pół roku. Dwa razy

Pierwszy raz miał miejsce jeszcze przed narodzeniem trzeciej córki. Na początku wakacji zakończył się projekt, przy którym byłem zatrudniony. Jeśli prowadzisz jednoosobową działalność gospodarczą i firma, której oferujesz swoje usługi ma przestój kontraktowy, wówczas podajecie sobie ręce na do widzenia i współpraca się kończy. Na chwilę lub na stałe.

Moja żona wówczas pracowała i postanowiliśmy, że na czas wakacji nie będę szukał nowej pracy, zacznę na jesień, żeby spędzić więcej czasu z dziećmi.

Po krótkim okresie przejściowym z trybu praca na tryb dom przejąłem większość obowiązków domowych. Lato przeciągnęło nam się do lutego, więc łącznie spędziłem w domu 7 miesięcy, podczas których zacząłem ogarniać zwyczajne codzienne tematy jak posiłki dla całej rodziny, sprzątanie mieszkania, mniejsze i większe zakupy, odwożenie dzieci do szkoły i przedszkola, wyjścia na plac zabaw czy wywiadówki. Krótko mówiąc, przeistoczyłem się w pełnoetatową panią domu.

Moja sytuacja zawodowa i pobyt w domu idealnie zbiegły się z rozpoczęciem pierwszej klasy przez naszą najstarszą córkę. Dzięki temu, że nie pracowałem, zaoszczędziłem jej wielu godzin spędzonych na szkolnej świetlicy. Było to ważne zwłaszcza w początkowych tygodniach szkoły, podczas procesu aklimatyzacji. Dodatkowo w tym samym czasie ruszyła też pierwsza klasa szkoły muzycznej i czasem między końcem zajęć w podstawówce o 14.25 a początkiem teorii w muzyku mieliśmy tylko 15 minut na przebycie kilku kilometrów. Gdybyśmy oboje pracowali, byłoby to bardzo trudne do realizacji, choćby z tego powodu, że nasi rodzice nie mieszkają w Trójmieście i nie są w stanie nam w tym na co dzień pomóc.

Po pół roku pobytu w domu, pod koniec stycznia wróciłem do pracy. Dwa lata później, w związku z zakończeniem kolejnego projektu, w którym brałem udział, znów znaleźliśmy się w podobnej sytuacji, ale tym razem znacząco zmieniły się nasze warunki domowe.

Rodzina powiększyła się o trzecią córkę Sarę, a Jola w międzyczasie rozpoczęła intensywne studia zaoczne. Te dwie rzeczy sprawiły, że moje drugie doświadczenie bycia panią domu było o wiele bardzie wymagające i co tu mówić, o wiele trudniejsze.

Coweekendowe zjazdy spowodowały, że weekend stał się czasem intensywnej harówki przy trójce dzieci, bo o wiele łatwiej było mi złapać oddech, gdy starszaki znikały w szkole od poniedziałku do piątku.

Większość weekendów ostatnich dwóch lat była dla mnie intensywnym doświadczeniem ojcostwa. Opieka nad rozwrzeszczanym maluchem, krążenie z wózkiem pod uczelnią, by wbić się na karmienie, a potem samodzielne karmienie z butelki ściągniętym mlekiem solidnie dały mi w kość. Zwłaszcza, że oprócz małej Sary, trzeba było zająć się też starszakami, które też mają swoje potrzeby.

Sobotnia nauka pływania, wspólne spacery i zabawy, odrabianie prac domowych. Był to tak intensywny okres, że gdy teraz to wspominam, to od razu robię się zmęczony.

Tym razem przerwa w pracy trwała 11 miesięcy i skończyła się 3 miesiące temu. Dziś, gdy z rana znikam z domu i w ciągu dnia mam chwilę by w spokoju napić się kawy albo skorzystać z toalety bez świadków, zaczynam powoli dostrzegać jak wiele dało mi to, że miałem możliwość pozostania z dziećmi w domu, jak bardzo zmieniło to moje podejście do bycia ojcem, a także, co może jeszcze ważniejsze, do bycia mężem.

 

Co się zmieni, gdy zostaniesz w domu

Zacznijmy od tego, że mój szacunek do kobiet, matek zostających w domu z dziećmi i przejmujących główny ciężar opieki nad domem i dziećmi poszybował bardzo mocno w górę.

W dużej mierze dzięki temu, że doświadczyłem na własnej skórze jak wyczerpująca jest to robota, ilu oczekiwaniom trzeba sprostać i jak niski jest poziom wdzięczności i uznania za codzienne wypełnianie domowych zadań i obowiązków ze strony otoczenia.

Codzienne zajmowanie się domem to często walka z niewyspaniem, chronicznym zmęczeniem, poczuciem niedoczasu i naprzemiennymi falami miłości do ukochanych maluszków i chęci ucieczki od tych samych wstrętnych bachorów. Serio.

A najgorszym elementem tej rodzicielskiej codzienności jest frustracja. Frustracja nad tym, że nie wszystko wychodzi idealnie tak, ja sobie zaplanowaliśmy, nad tym że nie udało nam się znaleźć choćby godziny na to, żeby popracować nad czymś niezwiązanym z dziećmi i nad tym, że pomimo szczerych chęci nie potrafimy zrealizować nawet najprostszych planów czy zamierzeń.

Bycie panią domu nie jest łatwe. Ani tą doskonałą, ani tą chujową. A jeśli oprócz niańczenia dzieci masz jakieś ambicje czy pomysły, chcesz się rozwijać, popracować, to jeśli nie dostaniesz pomocy z zewnątrz, to zapomnij o czymkolwiek i utop się w swojej frustracji, bo nawet wtedy gdy zaplanujesz sobie jakąś aktywność na godziny nocne, kiedy dzieci śpią, to akurat tej nocy będą zasypiać 3 godziny zamiast zwyczajowej jednej. W końcu zaczęło się ząbkowanie.

Różnica między opieką nad dziećmi przez weekend a na codzień

Co jakiś czas w mediach społecznościowych, a czasem też rozmowach rodzicielskich pojawia się wątek ojca, który na jeden dzień lub nawet weekend zajął się dziećmi, bo akurat żona gdzieś wyjechała lub miała ważne spotkanie.

I takie 24, czy nawet 48 godzin to dla dzieci i ojca świetna okazja do zabawy, przełamywania codzienności i budowania hardkorowych wspomnień. Lody na śniadanie. W piżamie do południa, a potem ubieramy się w co chcemy. Pizza na wynos na obiad, a na kolację popcorn i film do późna. Rano na śniadanie odgrzewana pizza, potem zmiana ciuchów z poprzedniego dnia, zabawa czymbądź i gdziebądź i tworzenie totalnego chaosu w pokoju, podczas których dumny z siebie tata ma czas, by sobie odpocząć, zająć się chwilę sobą i najważniejsze – obwieścić światu (a w tym i matce swoich dzieci), że oto mija najszczęśliwszy weekend w życiu dzieci i że nie rozumie o co chodzi kobietom, które narzekają na zmęczenie macierzyństwem i na niesłuchające się dzieci.

Już prawie dwa dni jesteśmy razem i nikt nawet nie zapłakał. Wszyscy szczęśliwi, najedzeni, ubrani, no dobra zapomnieliśmy o umyciu zębów, ale nikt nie jest doskonały. Zresztą mleczaki i tak wypadną.

Więc oto, drogie panie jest właśnie święty Graal macierzyństwa. Uczcie się ode mnie. Wyluzujcie nieco, nie bądźcie takie spięte i zestresowane, dajcie się ponieść fantazji, a wszystkie rodzicielskie problemy znikną.

I żeby było jasne, nie wyssałem tego wszystkiego tylko z internetu, bo gdy dziewczyny były młodsze i Jola wyjechała kiedyś na 4 dni z koleżankami na damski wyjazd, to naszymi posiłkami był popcorn, lody, pierogi z Lotosu, McDonald, odgrzewana pizza. Gdy rano był moment na ubranie się, to otwierałem szafę i mówiłem: „Wybierzcie sobie co chcecie”. Dziewczyny ubierały co popadnie według własnego uznania, więc wyglądały jak kiczowate gwiazdy lat 80. Wszyscy się świetnie bawiliśmy.

Do czasu aż… no właśnie. W niedzielę wieczorem wróciła mama i trzeba było posprzątać, ubrać się normalnie, a w poniedziałek zjeść zwykłego kotleta z ziemniakami. Nuda. A z tatą było przecież tak fajnie.

Wróćmy więc na chwilę do taty obwieszczającego wszystkim, że świetnie się zajmuje dziećmi i nie wie o co tym wszystkim matkom chodzi. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę jaki bolesny sygnał wysyłasz swojej żonie mówiąc coś takiego, bo w jednym momencie sprowadzasz całą jej codzienną pracę i wysiłek do nic nie wartego malkontenctwa.

A skąd to wiem? Bo sam tego doświadczyłem. Nieważne czy jesteś kobietą czy mężczyzną. Gdy zajmujesz się dziećmi na co dzień, to siłą rzeczy wypracowujecie pewne rutyny i zachowania, dzięki którym jesteście w stanie w miarę bezkolizyjnie i bezpiecznie przetrwać dzień. Są to proste rzeczy. Co i gdzie jemy na śniadanie. Gdzie się bawimy, jak dbamy o porządek, o której wychodzimy na spacer, i tym podobne.

Każda codzienność się kiedyś nudzi i gdy mi się wydawało, że mam świetnie ogarnięty rozkład dnia i córki są naprawdę zadowolone, bo mają ojca, który ogarnia system i prawie nigdy nie ma spalonego obiadu na stole, każdego dnia jest czas na wspólną zabawę, żarty i czytanie książek, to gdy w pewien weekend Joli odwołali zajęcia i wróciła szybciej ze słowami

Dobra, chodźcie na obiad na miasto, nie będziemy tak w domu siedzieć

a dziewczyny zaczęły piszczeć z radości, to ja zareagowałem wprost przeciwnie. Ręce mi opadły.

Ale zaraz, zaraz. Mam już zmielone mięso, makaron się gotuje. Poza tym trzeba jeszcze sprzątnąć łazienkę i lekcje odrobić.

Oj przestań, przecież nic się nie stanie. Mięso zjemy jutro, a lekcje się zrobi wieczorem. Na sprzątanie zawsze znajdzie się czas. Szkoda dnia. Idziemy.

I nagle to Jola była tym super rodzicem, który ratuje dzieci z szarzyzny dnia codziennego niszcząc przy okazji nasz system i ustalony plan. Ona była tym świeżym powiewem i ona wniosła do domu świętego Graala rodzicielstwa, który tak często to my ojcowie przypisujemy sobie.

A ja. Cóż. Pozostało mi tylko wyluzować. Na szczęście przed wyjściem zdążyłem rozwiesić pranie.

Frustracja rodzicielska z bliska

Wspominałem już o frustracji. I tak patrząc wstecz, to właśnie frustracja, wymieszana z bezsilnością, była najczęstszym negatywnym uczuciem, jakie towarzyszyło mi podczas miesięcy pozostawania w domu.

Weźmy na ten przykład tak prozaiczną czynność jaką jest skorzystanie z toalety. Dopóki nie zostaniesz z dziećmi w domu na dłużej nie będziesz w stanie docenić możliwości samotnego oddania się wiadomym czynnościom. Gdy dziecko ma kilka miesięcy, to wiadomo że nie ma z tym problemu, ale gdy raczkuje, albo już chodzi, to zapomnij o intymności. Jeśli zamkniesz drzwi toalety przed ciekawym i pełnym miłości wzrokiem malucha, to możesz przygotować się na ryk w stylu Janis Joplin.

Możesz co prawda kontynuować i załatwiać swoje sprawy samemu, ale po kilku dniach zorientujesz się, że lepiej dać za wygraną i posiedzieć na toalecie w towarzystwie, ale przynajmniej we względnej ciszy. Taka klasyczna sytuacja win-win. Podobnie sprawa wygląda z prysznicem, który w spokoju możesz wziąć wtedy gdy dziecko śpi. Ale wtedy przeważnie masz inne ważniejsze rzeczy na głowie.

W obu przypadkach istnieje jednak możliwość odciągnięcia dziecka od drzwi łazienki gdy jesteście sami w domu. Tym sposobem jest bajka w telewizji czy na telefonie. Musisz się jednak zastanowić, czy chcesz rocznemu czy półtorarocznemu maluszkowi puszczać bajki, żeby mieć chwilę spokoju.

Ja postanowiłem przecierpieć.

I takie łazienkowe przygody, choć po czasie wywołują uśmiech, to kiedy naprawdę potrzebujesz chwili spokoju, są niemałą udręką. A frustrację powodują głównie dlatego, że występują codziennie. Po kilka razy. Przez kilka miesięcy.

Drugą rzeczą, która wywołuje rodzicielską frustrację są pomysły na to co będziesz robić, gdy dziecko już zaśnie. Czytanie książki z kubkiem gorącej kawy w ręce, założenie bloga, otwarcie domowego biznesu, praca zdalna. Chociaż dwie, trzy godziny każdego dnia. Przecież doba ma 24h, na pewno uda się znaleźć na to czas.

I dopóki dziecko przesypia pół dnia, to wszystko super, ale po kilku miesiącach życia, gdy sen zaczyna się sukcesywnie skracać, to czasu na realizację pomysłów też jest coraz mniej. Dodatkowo często pora spania wypada podczas spaceru powrotnego z placu zabaw, podczas którego robi się zakupy, załatwia sprawy na mieście i wówczas po powrocie do domu czasu zostaje niewiele. A jeśli odjąć od tego jeszcze to, że musisz przygotować obiad pozostałym członkom rodziny, wstawić pranie, zdjąć suche ubrania z suszarki, uporządkować rzeczy w pokoju swoim i maluszka, to gdy już skończysz wszystko robić i zasiadasz to pracy to… Masz rację. Dziecko się budzi i wszystko zaczyna się od nowa.

Załóżmy jednak, że masz wszystkie zakupy zrobione, prania akurat na dziś nie ma w planach (choć przy małych dzieciach to rzadko się zdarza), a na dworze leje i ze spaceru też nici, więc czujesz, że to jest ten dzień. Dziś, za chwilę położysz o 12 dziecko spać i będziesz mieć 3 godziny na zajęcie się swoimi długo odwlekanymi sprawami.

Będziesz mieć te 3 godziny, pod warunkiem, że akurat nie trafisz na ząbkowanie, skok rozwojowy, trzydniówkę, kolkę lub wyjątkowo dobry humor spowodowany niespodziewanym wyspaniem się w nocy. Każda z tych rzeczy prowadzi bowiem do jednodniowego zaburzenia dziecięcego rytmu, który zgodnie z Prawem Murphy’ego wypadnie właśnie wtedy, gdy pozostałe warunki są idealne.

I gdy już po 2 godzinach walki dziecko zaśnie, nie o 12, ale o 14, będziesz tak wykończony, że ostatnią rzeczą, o której będziesz myślał to opracowanie biznesplanu Twojej firmy, która ma Ci zagwarantować dochód pasywny i nowe życie. A jedyną rzeczą, na jaką będzie Cię dziś stać, jest dołączenie do umęczonego dziecka, i zaśnięcie na łóżku obok.

Bardzo długo zajęło mi zaakceptowanie tego, że przy małych dzieciach, bez dodatkowej pomocy innych osób, nie sposób realizować wielu zamierzeń, osiągalnych w bezwysiłkowy sposób dla kogoś, kto nie ma dzieci na głowie. I pewnego dnia, gdy moje plany rozpoczęcia bloga po raz kolejny legły w gruzach, uświadomiłem sobie jak niesprawiedliwie oceniałem Jolę, gdy kilka lat wcześniej wracałem z pracy do domu do sfrustrowanej żony, która będąc więźniem malucha nie miała czasu dla siebie.

Jest taki dowcip, może go znasz?

Mężczyzna wraca do domu i widzi taki oto obrazek: pięcioro dzieci szaleje, umorusane, mieszkanie wygląda jakby przeszło przez nie tornado, zabawki i ciuchy porozrzucane, telewizor wyje, pies szczeka, gazety porozrzucane…

A w kuchni… Lepiej nie mówić, jedzenie na podłodze, na kuchence spalone garnki, w zlewie stosy naczyń, brudna podłoga, drzwi od lodówki otwarte…

Mężczyzna szuka żony, gdy znalazł, ona go pyta z uśmiechem, jak minął mu dzień. On patrzy na nią i pyta zdezorientowany:

Co tutaj dzisiaj się wydarzyło?”.

Żona na to: „Wiesz, każdego dnia, gdy wracasz z pracy do domy, pytasz, co ja robiłam przez cały dzień?”.

Tak” – potakuje mąż.

Na co żona: „No właśnie, to dzisiaj nic nie zrobiłam”.

I wiesz co. To tak naprawdę nie jest dowcip. To samo życie.

Przyjemne strony pozostania w domu

Ale nie chcę, by wyszło na to, że przebywanie w domu z dziećmi to nie tylko niewyspanie i frustracja. Negatywne emocje są bardzo silne, ale z czasem blakną, a ich szczegóły się zacierają. W tej najbliższej pamięci pozostaje jedynie ślad, że no tak, było ciężko, ale już wszystko za nami. Było, minęło.

I tak prawdę mówiąc, to zauważam że po pewnym czasie w głowie zostają mi tylko te przyjemne chwile i wspomnienia, których być może nigdy bym nie miał szansy doświadczyć, gdyby nie ciągła obecność z dzieckiem w domu.

Po pierwsze jesteś świadkiem kamieni milowych w rozwoju dziecka: pierwszy śmiech, pierwsze słowo, pierwszy krok. Ale co ważniejsze, zauważasz też rozwój, starania, drogę to tego pierwszego kroku. Poprzez codzienną zabawę, próby i starania widzisz efekt dziecięcego wysiłku i tak naprawdę ta radość z pierwszego kroku jest dzięki temu jeszcze większa.

Dodatkowo o wiele bardziej znasz swoje dziecko. Jesteś w stanie rozpoznać jego stan. Wiesz kiedy jest zmęczone, kiedy głodne i co mu w danej chwili potrzeba do szczęścia. Nie zastanawiasz się jak je przebrać, tylko po prostu to robisz. Nie myślisz o tym, jak dać mu jeść, tylko po prostu je karmisz. Wypracowujecie własny system i na tyle na ile to możliwe porozumiewacie się bez słów.

Z kolei gdy pojawi się okazja i wyjdziecie razem z żoną i dzieckiem do ludzi, to Twoje ojcowskie ego zostanie mocno połechtane w momencie gdy onieśmielone lub płaczące dziecko zamiast standardowo rzucić się w ramiona mamy, przyjdzie wtulić się do Ciebie. W końcu to z Tobą spędza więcej czasu. Pełne niedowierzania spojrzenia Twoich znajomych są wtedy świetną okazją do rozmowy i obalania mitu, że mężczyźnie nie potrafią zajmować się dziecmi.

Mocno powiększy się także grono Twoich znajomych kobiet. Widok mężczyzny na placu zabaw w środku dnia jest raczej rzadki, co jest naturalną konsekwencją tego, że ojcowie o wiele częściej zajmują się dziećmi popołudniami lub wieczorami po powrocie z pracy.

Zawsze lubiłem kobiece towarzystwo, choć przyznam, ze nigdy nie był ze mnie żaden podrywacz ani łamacz niewieścich serc. Myślę, że jest to związane z tym, że mam starszą o 5 lat siostrę i w dzieciństwie dużo czasu spędzałem z nią i jej koleżankami.

Lubię poznawać damski, tak inny od naszego punkt widzenia na rodzicielstwo, na wychowanie dzieci, na przeżywanie smutków i radości, a murek piaskownicy to świetne miejsce do prowadzenia rozmów. Wszyscy czują się tam bezpiecznie. I jeśli tylko nikt akurat nie ryczy, a dzieci pochłoną się zabawą, można spokojnie poruszyć wiele tematów.

I na bazie tych doświadczeń widzę, jak wiele może ułatwić w życiu właśnie rozmowa. Prosta komunikacja o lękach, obawach, radościach, doświadczeniach i potrzebach. Każdy z nas ma swój świat. Osobny mężczyzn i osobny kobiet. Osobny dorosłych i osobny dzieci. Jeśli zaczniemy tworzyć wspólną przestrzeń dialogu, zwyczajnej rozmowy bez narzucania swojego zdania i swojej wizji jako tej lepszej i nadrzędnej, to zaczniemy się lepiej rozumieć. W konsekwencji będziemy się mniej kłócić i obrażać i wtedy uda na się zbudować mocną i silną relację na długie lata.

Jakie urlopy przysługują ojcom po narodzeniu dziecka?

W naszym przypadku, decyzja o moim pozostaniu w domu była konsekwencją zakończenia projektów, przy których byłem zatrudniony. Będąc pracownikiem kontraktowym prowadzącym jednoosobową działalność gospodarczą, gdy nie masz nowych zleceń, automatycznie zostajesz w domu. I wtedy najczęściej szukasz nowego miejsca pracy.

My postąpiliśmy inaczej, ale było to poprzedzone rozmową analizującą wszystkie za i przeciw, a także wyliczeniami, czy podołamy finansowo pozbawiając się moich przychodów. W większości przypadków, z automatu zakładamy bowiem, że to kobieta zostanie w domu, a mężczyzna będzie kontynuował pracę.

Najczęstszym uzasadnieniem jest to, że to kobieta jest stworzona do zajmowania się dziećmi, a mężczyzna do utrzymywania rodziny, ale wydaje mi się, że częściej wygrywają kwestie ekonomiczne oraz społeczne.

Po pierwsze to ojciec częściej zarabia więcej niż matka, więc rezygnacja z jego przychodów spowoduje zmniejszenie wpływów do rodzinnego budżetu i taka kalkulacja musi być wzięta pod rozwagę.

A z kwestii społecznych dominuje na pewno wieloletnie przyzwyczajenie, że to kobieta zostaje w domu i ona zajmuje się dziećmi. Ojciec zostający w domu dalej jest dziwnym zjawiskiem. Gdy zostałem w domu nie zdawałem sobie sprawy, że będzie to wywoływało takie zdziwienie, a czasem nawet żarty z mojej osoby. Musisz się na to przygotować, ale po czasie będziesz miał ju z opracowane odpowiedzi na pytania „gdzie zostawiłeś fartuszek” lub „czy dużo dostajesz kieszonkowego”.

Ważnym powodem jest także niska świadomość praw i możliwości, jakie przysługują ojcom pozostającym w domu.

Na szczęście ostatnie lata przyniosły spore zmiany, jeśli chodzi o rozwiązanie prawne umożliwiające ojcom w pozostaniu w domu i wspieraniu opieki nad dziećmi w pierwszych latach ich życia. Gdy rodziła się moja pierwsza córka, określenie urlop „tacierzyński” pojawiło się dopiero na horyzoncie.

Gdy na świat przyszła druga, mogłem w świetle prawa skorzystać z tygodniowego urlopu ojcowskiego, który przysługiwał tylko mi, jako ojcu, niezależnie od urlopu, który wykorzystała moja żona. Dziś, młodzi ojcowie mają już do dyspozycji dwa tygodnie, podczas których mogą spędzić czas dla rodziny zachowując w tym czasie prawo do wynagrodzenia.

Przy czym warto pamiętać o tym, że samo określenie „urlop tacierzyński”, tak naprawdę nie istnieje i często jest zamiennie używane dla trzech różnych świadczeń: urlopu ojcowskiego, urlopu macierzyńskiego wykorzystanego przez ojca i urlopu rodzicielskiego wykorzystanego przez ojca.

Jaka jest różnica między nimi?

Urlop ojcowski, tak jak już wspomniałem wcześniej, to 14 dni kalendarzowych, które przysługują ojcu w związku z narodzeniem dziecka. Masz 2 lata od chwili narodzin, żeby je wykorzystać.

Urlop macierzyński, jak sam nazwa wskazuje, przysługuje matce. Jego długość jest zależna od ilości dzieci, które przyszły na świat podczas porodu. Przy ciąży pojedynczej jest to 20 tygodni, przy podwójnej 31 i aż do pięcioraczków urlop zwiększa się o 2 tygodnie. Kobieta musi wykorzystać 14 pierwszych tygodni, a pozostałą częścią może się z Tobą podzielić. Ale nie musi.

Urlop rodzicielski to nieobowiązkowy urlop, który następuje po zakończonym urlopie macierzyńskim. Dla ciąży pojedynczej są to 32 tygodnie, a dla mnogiej 34. I tu następuje ciekawa rzecz, mianowicie urlop ten może wykorzystać matka, ojciec, ale możecie też wykorzystać go wspólnie, np. spędzając razem 16 tygodni w domu, zachowując w tym czasie prawo do wynagrodzenia, ale w niepełnym wymiarze.

Oprócz tych trzech urlopów, aby wydłużyć czas spędzony z rodziną w domu możesz skorzystać też z urlopu okolicznościowego w wysokości 2 dni płatnych 100%.

A zaraz po porodzie, jeśli lekarz stwierdzi, że jest taka potrzeba, może wypisać Ci zaświadczenie, na podstawie którego skorzystasz z zasiłku opiekuńczego na osobę bliską. Możesz wówczas zostać w domu przez 14 dni pobierając wynagrodzenie w wysokości 80%.

Urlop wychowawczy z kolei, to bezpłatne świadczenie, które można wykorzystać, gdy już wszystkie inne świadczenia się wyczerpią. Może on trwać maksymalnie 36 miesięcy, ale także możecie podzielić się nim na pół i jeśli sytuacja Wam pozwala, korzystać z niego jednocześnie, spędzając 18 miesięcy w domu. W większości przypadków oczywiście, z takiego świadczeni korzysta jedna osoba.

Jest tego trochę i szczegółowe wyliczanie warunków każdego z tych urlopów zajęłoby bardzo dużo czasu i dlatego przygotowałem ściągawkę ze szczegółowym opisem wszystkich tych świadczeń razem z wariantami, terminami, których należy dochować i podstawami prawnymi.

Urlopy przysługujące ojcom w Polsce

Czy wiesz, że po narodzeniach dziecka przysługują Ci świadczenie pełnopłatne, częściowopłatne i bezpłatne. Zebrałem je w jednym ebooku, żebyś wiedział z czego możesz wybierać.

Pobierz prezent

Dołącz do newslettera Ojcowskiej Strony Mocy, a już za chwilę otrzymasz go na swojego mejla razem z dwoma dodatkowymi prezentami.

Jak sam widzisz, możliwości jest wiele. Istnieją świadczenia zarezerwowane dla kobiet, te przysługujące ojcom, ale też takie, którymi możecie się wymieniać lub korzystać z nich wspólnie w tym samym czasie. Najważniejsze, byście wspólnie przedyskutowali ten temat, zobaczyli jakie w Waszym konkretnym przypadku macie możliwości i wykorzystali je tak, byście oboje się z nimi zgadzali i byście ostatecznie nie stracili możliwości jakie daje Wam polskie prawo z okazji narodzin dziecka.

A na dziś to już prawie wszystko. jeśli wahasz się czy warto skorzystać z możliwości jakie dają urlopy tacierzyńskie, to powiem Ci, że czasu, który spędziłem z dziećmi w domu nic nie zastąpi i nic mi go nigdy nie odbierze, więc jeśli tylko macie z żoną taką możliwość, to ją wykorzystajcie, bo życie jest tylko jedno, a dzieci są małe tak naprawdę tylko przez chwilę.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Spis treści

Więcej w temacie

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

5 ojcowskich sposobów wspierania KPI

5 ojcowskich sposobów wspierania KPI

KPI, czyli Karmienie Piersią Inaczej, to jedna z tych tajemnic macierzyństwa, która bardzo powoli odkrywa swoje podwoje przed ojcowskim okiem. Sam, dopóki nie zostałem ojcem, nie wiedziałem że można karmić piersią…bez piersi, a tym właściwie jest to KPI – karmienie dziecka mlekiem matki z pominięciem oryginalnego opakowania na rzecz połączonych sił laktatora i butelki.

Przejście na ten sposób karmienia otwiera nowe możliwości matce, ale daje też większe pole do popisu ojcowi, który może bardziej zaangażować się w karmienie swojego dziecka. Oto jak możesz pomóc, by Karmienie Piersią Inaczej było łatwiejsze dla wszystkich zainteresowanych:

1. Porozmawiajcie o powodach

Czasem decyzja o KPI jest dobrowolną decyzją matki, ale częściej jest wymuszona okolicznościami, takimi jak choroba dziecka, wcześniactwo, aktywność życiowa lub brak odpowiedniego wsparcia specjalisty przy próbach klasycznego karmienia piersią.

KPI może być też etapem przejściowym (przymusowa czasowa  rozłąka), częściowym (np. tylko w weekendy) albo wygaszającym podawanie naturalnego pokarmu dziecku.

Niezależnie od powodów, warto byście wspólnie przedyskutowali ten temat, bo choć ciało kobiety należy do niej samej, to karmienie dziecka jest już kwestią wspólną i jak najszybciej powinieneś się w nią zaangażować. Dodatkowo musicie zdawać sobie sprawę, że wg badań karmienie wyłącznie mlekiem odciągniętym zwiększa ryzyko wczesnego zakończenia karmienia mlekiem matki w porównaniu do karmienia bezpośrednio z piersi.

W naszym przypadku laktator poszedł w ruch w związku ze studiami mojej żony, kiedy co tydzień  znikała na cały weekend, a ja w tym czasie ogarniałem domową rzeczywistość z trójką dzieci i nie byłem zawsze w stanie krążyć z wózkiem wokół uczelni, by przystawić małą na żądanie.

Szczera, choć czasem trudna rozmowa o przyczynach, wątpliwościach i oczekiwaniach pomoże Wam obojgu wdrożyć się w nową rzeczywistość, Ciebie wprowadzi w matczyny świat i da Wam punkt odniesienia, gdy przyjdą trudniejsze momenty.

2. Zaprzyjaźnij się z laktatorem

Ze wszystkich ojców, z którymi rozmawiałem, jedynie jeden powiedział, że ściąganie mleka i laktator napawają go obrzydzeniem, bo zamieniają jego żonę w krasulę dostarczającą mleko do mleczarni.

Mam nadzieję, że ogólny odsetek mężczyzn negatywnie nastawionych do KPI jest jeszcze mniejszy niż moje doświadczenia.

Ale jeśli zdarzyło Ci się kiedyś pieścić piersi swojej żony, to pamiętaj, że one dalej są jej częścią. Nierozerwalną i nieodłączną.

A teraz, przez pewien czas, oprócz przyjemnych walorów estetycznych spełniają dodatkowo jeszcze ważniejszą funkcję.

Zaprzyjaźnij się więc z laktatorem, naucz się go myć, pakować i przygotowywać do działania. Dbaj o zapas baterii czy woreczków na mleko.

Wiadomo, że mleka sobie nie ściągniemy, ale jako mężczyźni możemy ułatwić ten proces prostymi czynnościami technicznymi.

3. Zacznij karmić dziecko

Gdy kobieta karmi tylko piersią, siłą rzeczy Twoje zaangażowanie ograniczone jest do wsparcia psychicznego i pomocy logistycznej, o której pisałem w artykule 5 ojcowskich sposobów wspierających karmienie piersią.

Natomiast przy KPI do głosu dochodzi równouprawnienie – brak mlekodajnych piersi przy ustach dziecka przestaje być wymówką i wachlarz męskich możliwości poszerza się o karmienie dziecka z butelki.

Każde dziecko ma nieco inny rytm i w zależności od wieku oraz temperamentu domaga się mleka co chwila lub co kilka godzin. Niektórzy podobno widzieli dzieci, które w nocy śpią, a jedzą tylko w dzień. My nie mieliśmy takiej przyjemności i wszystkie nasze córki do 18-24 miesiąca stołowały się 24h/7.

Gdy podejmiecie decyzję o podawaniu mleka z butelki, przejmij część karmień. Oczywistym jest to, że będziesz butelkował dziecko, gdy Twojej żony nie będzie (studia, praca….), ale przejmij też jakieś karmienia w domu. A jeśli czasem weźmiesz na siebie nocne dyżury dając tym samym wyspać się żonie, będzie Ci ona bardzo, bardzo wdzięczna.

4. Pocieszaj gdy trzeba

Dla wielu kobiet karmienie piersią jest wyznacznikiem bycia dobrą matką. I nawet jeśli obiektywne przyczyny na to nie pozwalają a decyzja o KPI jest świadoma i przemyślana, to z tyłu głowy co jakiś czas mogą pojawiać się głosy typu:

  • A może powinnam bardziej się starać
  • Nie zbuduję odpowiedniej bliskości z dzieckiem
  • Poświęcam dziecko dla kariery

Jeśli uczciwie przepracujecie punkt nr 1 będziesz mógł być dla swojej żony prawdziwym oparciem w takich chwilach utwierdzając ją, że miłość, bliskość i macierzyństwo nie ograniczają się do metody karmienia piersią.

5. Odbudujcie życie towarzyskie

Naturalne karmienie piersią bez technik wspomagających przywiązuje kobietę do dziecka na długi czas, utrudniając dłuższe, samodzielne wyjścia z domu. Jeśli więc stosujecie KPI, wówczas możecie wykorzystać to, by wyjść do ludzi częściej.

I na dłużej.

Zaproponuj swojej żonie wspólne wyjście z koleżankami na kilka godzin, a jeśli znajdzie się inny śmiałek, który nakarmi Wasze dziecko, wówczas to Wy możecie udać się na randkę, przypominając sobie jak to było żyć bez dzieci.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

5 ojcowskich sposobów wspierających karmienie piersią

5 ojcowskich sposobów wspierających karmienie piersią

W ostatnich dniach Internet zawojował Maximilian Neubauer z USA, który karmił piersią swoją nowonarodzoną córkę. I o ile cieszę się, że istnieje taka możliwość, i mam nadzieję, że w podobnych okolicznościach zrobiłbym to samo,  to właśnie ze względu na okoliczności (komplikacje u matki po cesarskim cięciu) nie życzę tego nikomu.

Ale swoją żonę i dziecko możesz wspierać w karmieniu piersią także w zupełnie inny sposób:  codzienny, być może nieprezentujący się tak atrakcyjnie w blasku fleszy, ale równie ważny jak to, co w pierwszych chwilach życia swojej córki zrobił Maximilian.

Zobacz 5 sposobów, dzięki którym wesprzesz swoją żonę w karmieniu piersią:

1 Wiedza

Nie musisz mieć doktoratu z laktacjologii, ale warto by Twój zasób wiedzy wyszedł poza umiejętność rozróżnienia lewej piersi od prawej 😉

Musisz jednak zdawać sobie sprawę, że wchodząc na wyboistą drogę zrozumienia fenomenu laktacji, bardzo szybko natkniesz się na dwie zasadnicze przeszkody:

  1. sprzeczne informacje płynące z różnych stron,
  2. pobłażliwe traktowanie ze strony środowiska medycznego (przecież jesteś mężczyzną i nie karmisz).

Jak sobie z tym radzić?

Po pierwsze zadawaj pytania. Na szkole rodzenia, łapiąc na korytarzu laktacyjnego doradcę czy przepytując położną lub doulę jeśli korzystacie z ich usług.

Dopytuj o szczegóły. Nie dawaj się zbyć krótkim „tak ma być”, ale domagaj się wyjaśnienia mechanizmów laktacyjnych. Łatwiej Ci będzie wówczas zrozumieć i pomóc swojej żonie w trudnych momentach.

Agata Aleksandrowicz z bloga Hafija.pl, będącego świetnym kompendium wiedzy o karmieniu piersią, w artykule Rola ojca w karmieniu piersią pisze:

W 2005 roku przeprowadzona analiza pokazała, że w grupach kobiet, w których ojcowie ich dzieci posiadali wiedzę na temat laktacji, na temat problemów i trudności, oraz sposobu ich rozwiązywania, kobiety karmiły piersią nie tylko dłużej w pierwszych dwunastu miesiącach życia dziecka, ale i wyłączne karmienie piersią częściej trwało zalecane 6 miesięcy.

Jak sam widzisz, Twoje nastawienie do tematu karmienia piersią jest ważne. Pod tym adresem znajdziesz odpowiedzi na najważniejsze pytania. Do dzieła

2 Przygotuj się na każdą ewentualność

Jeśli nie chcesz w środku nocy szukać całodobowego sklepu, żeby łagodzić nawał albo szukać wyzwalaczy laktacji, to już zawczasu, jeszcze przed wyjazdem do szpitala na poród, przygotuj sobie w domu:

  • główkę białej kapusty w lodówce,
  • herbatkę Bocianek,
  • czteropak Karmi,
  • Femaltiker,
  • koper włoski, [edit: kopru włoskiego nie powinny pić dzieci do 4. roku życia ani mamy karmiące piersią bo może być toksyczny – nadesłane przez Hafija 😉 dzięki]
  • anyż.

Przeszukując internet lub pytając tych, którzy ten okres maja już za sobą, usłyszysz zarówno pozytywne, jak i negatywne opinie na temat powyższych specyfików (no może z wyjątkiem kapusty, która jest chyba uznawana prze wszystkich).

Osobiście uważam, że tak jak każdy z nas jest inny, tak niektóre specyfiki mogą różnie działać, a dodatkowo efekt placebo w tym wypadku także odgrywa ważną rolę. Powyższy zestaw pozwoli Ci jednak gasić pożary, a do codziennej pracy u podstaw, bezsprzecznie przyda się punkt 1.

3 Nie porównuj

Słuchaj, a Gosia mówiła, że karmi na leżąco raz na jednym boku, a raz na drugim i że jest super, może też spróbujesz?

Tak. Masz dobre chęci. Ty to wiesz i ja to wiem. Ale porównywanie do koleżanek, którym w tej chwili karmienie idzie jak z płatka, podczas gdy Twoja żona walczy o każda kroplę nie jest najlepszym pomysłem.

Wyobraź sobie reakcję Twojej żony na słowa:

Słuchaj, jak uprawialiśmy seks z Gosią to próbowaliśmy raz na jednym boku, a raz na drugim. Mówiła że było super, może też tak spróbujemy?

Jeśli sądzisz, że potrzebne są zmiany w sposobie karmienia, to powołaj się raczej na autorytet szkoły rodzenia, położnej lub douli, która Wam pomagała.

Reakcja i skutki będą zupełnie inne.

4 Pomóż jej wrócić do życia

Karmienie piersią może na długi okres przykuć Twoją żonę do łóżka i zamknąć w Waszych czterech ścianach. W dużej mierze od Ciebie zależy, czy pomożesz swojej ukochanej powrócić do świata ludzi.

Miesiąc po urodzinach naszej najmłodszej córki, rozpoczął się rok akademicki, a wraz z nim moje weekendowe przygody z kursowaniem wózkiem wokół uczelni w oczekiwaniu na przerwę, a z czasem także z rozmrażaniem pokarmu i karmieniem ściągniętym mlekiem z butelki.

Ale nie musisz cały dzień jeździć wokół budynku, w którym przebywa matka karmiąca. Wystarczy, że w ciągu dnia, po swojej pracy weźmiesz dziecko na spacer w wózku. W większości wypadków bujanie działa na dzieci w sposób usypiający.

A ten czas Twoja żona może wykorzystać na co tylko zechce. Chociażby na spokojne odespanie, ciepły prysznic, zajęcie się domowymi czynnościami albo internetowo-telefoniczny kontakt ze światem bez wyrzutów sumienia.

A jeśli macie też starsze dzieci – pamiętajcie, by poświęcić także im trochę uwagi, bo po narodzinach malucha starszaki mocno odczuwają zmniejszenie ilości wspólnie spędzanego czasu z rodzicami.

5 Powiedz jej, że jest piękna

Nie wiem czy to kwestia szalejących hormonów czy społecznych oczekiwań do tego, by nieustannie być piękną, ale zapewniam Cię, że nadejdzie taki dzień, gdy Twoja żona ze smutkiem w oczach zacznie zauważać, że jej ciało nie jest już tak jędrne jak choćby przed rokiem, a jej brzuch, nogi czy piersi nie prezentują się tak rewelacyjnie jak podczas Waszej pierwszej wspólnej nocy.

A w skrajnym wypadku usłyszysz przez łzy, że zamieniła się w baniak na mleko.

Zawczasu zapewnij ją więc, że jest piękna, że macierzyństwo dopełnia jej kobiecość, a Ty wciąż widzisz w niej swoją najwspanialszą kochankę.

Delikatnie dotknij jej piersi, obejmij i pocałuj je zapewniając, że widok jej, karmiącej Wasze dziecko, w Waszym domu jest wspanialszy niż wszystkie wschody i zachody słońca, które widziałeś do tej pory i że za żadne skarby nie zamieniłbyś tej chwili na nic innego.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

5 wkurzających rzeczy w byciu rodzicem

5 wkurzających rzeczy w byciu rodzicem

Gdy na świat przychodzi Twoje dziecko, świat się zmienia. Fantastycznemu uczuciu bycia tatą, któremu nic nie jest w stanie dorównać, towarzyszą też frustrujące sprawy, które sprawiają, że zaczynasz odliczać dni do momentu, kiedy dzieci w końcu się wyprowadzą.

Oto lista pięciu spraw, które zmieniły się w moim życiu po narodzinach dzieci i które najmocniej wkurzają mnie niemal każdego dnia.

1. Poranne wstawanie

Zanim nadeszła epoka dzieci byłem praktykującym wyznawcą filozofii „Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje”. Wczesne wstawanie dodawało mi entuzjazmu i uwielbiałem załatwić wszystkie sprawy do południa. Dziś, po niezliczonych nockach pełnych szarpanego snu i dniach z szaloną rodzinną logistyką dołączyłem do odłamu

„Kto rano wstaje a nie musi, ten jest niespełna rozumu”.

Wschód słońca? Jeszcze 5 minut… Poranna przebieżka? Jeszcze 5 minut… A może śniadanie w ciszy i spokoju? Jeszcze 5 minut…

Praca, szkoła i płacz niemowlęcia.

Już tylko te trzy wiszące nad głową baty są w stanie wyciągnąć mnie rano z łóżka. I muszę przyznać, że najsłabszym z nich jest właśnie szkoła, bo jeśli akurat sam nie muszę nic zrobić, a moje powieki są ulepione z ołowiu, to kusząca wizja zafundowania dzieciom spontanicznego dnia dziecka czasem wygrywa.

2. Cichy seks z łóżeczkiem w tle

Kojec lądujący w rodzicielskiej sypialni ma wspaniałą zaletę – gdy trzeba nakarmić dziecko lub gdy płacze w nocy, od razu jesteś na miejscu.

Ogromną wadą jest natomiast to, że musisz być cicho i mieć zgaszone światła. Także wtedy, gdy w środku nocy chcesz trochę pohałasować.

I nawet gdy już nabierzesz wprawy w bezszelestnej grze miłosnej, to wystarczy jedno skomlenie płynące z głębi łóżeczka, by ostudzić to, co z trudem udało Ci się rozgrzać.

Ćśśśśś. Bo się obudzi.

I wtedy lepiej już pójść spać 🙁

3. Dieta bogatoresztkowa

Paróweczki, kanapeczki i mięsko.

Gdzie najczęściej lądują rzeczy, które dzieci zostawiają na talerzu po posiłku?

Tak, w Twoim brzuchu, dzięki któremu z każdym dniem coraz bardziej przypominasz tatę misia z dziecięcej bajki.

Kilka lat zajęło mi uświadomienie sobie, że nie muszę dojadać resztek po dzieciach i że wyczyszczenie talerzy po nich nie jest niczyim obowiązkiem.

Zostało?

Jeśli samemu się najadłeś, to nie wrzucaj w siebie resztek. Odłóż na później, a w ostateczności wyrzuć.

Trudno.

Trudną, ale skuteczną metodą na pokonanie bogatoresztkowej diety jest zwracanie uwagi na ilości znikającego jedzenia i przygotowywanie mniejszych posiłków, dzięki czemu oddalisz się od momentu przekroczenia własnej masy krytycznej.

4. Bałagan w samochodzie

Nieważne ile będziesz odkurzał i sprzątał.

Zagracenie wnętrza samochodu dzieciom nie zajmie dłużej niż chwilę.

To co okrutnie mnie drażni to fakt, że nie jestem w stanie nad tym zapanować i po pewnym czasie sam się dziwię, że samochód jest aż tak pojemny.

A przy kolejnym sprzątaniu odkrywam, że skórki od banana i ogryzki po jabłkach mogą leżeć tak długo nie dając znaku życia 😉

5. Samotność w łazience

Dopóki nie miałem dzieci nie wiedziałem, że mycie zębów, spokojne wzięcie prysznica czy załatwianie podstawowych spraw fizjologicznych bez świadków może być dobrem reglamentowanym.

Ty też wiesz coś o tym?

Wizja spokojnego, samotnego kwadransa w łazience o poranku mogłaby być batem, który wyciągnąłby mnie rano z łóżka i przełamał niemoc z punktu pierwszego.

Mogłaby, ale po kilku latach rodzicielstwa to jednak sen jest tym, za czym tęsknię najbardziej.

Do sikania przy świadkach już się przyzwyczaiłem 😉

U Ciebie taka lista wygląda podobnie? Zachęcam Cię, byś przyjrzał się sobie i zastanowił się, co Ciebie wkurza w Tobie od czasu, gdy zostałeś rodzicem. I nie chodzi o to, by się nad sobą użalać, ale o to, by znaleźć te miejsca, które powodują, że jesteś zły, wkurzony czy nieszczęśliwy i zacząć nad nimi pracować, żeby rodzicielska codzienność przynosiła więcej radości niż frustracji.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Moja ukochana została matką. Co teraz? – książka dla młodych ojców

Moja ukochana została matką. Co teraz? – książka dla młodych ojców

Po urodzeniu dziecka już nic nigdy nie jest takie samo. I jakkolwiek trywialnie brzmi to zdanie, to każdy, kto miał to szczęście zostać ojcem lub matką, wie że to prawda i zupełnie nie mamy na to wpływu.

Tym, na co mamy wpływ jest natomiast to, czy po narodzinach dziecka nasze wzajemne małżeńskie relacje pójdą w dobrą stronę, a tworzenie rodziny scementuje nasz związek, czy też nowo narodzony człowiek wbije między nas klin nieporozumienia.

W swojej krótkiej książce-poradniku dla młodych ojców Moja ukochana została matką. Co teraz? Karolina Staszak opowiada o emocjach, potrzebach i nieporozumieniach, jakie towarzyszą tym pięknym, ale także trudnym momentom w życiu, jakim są pierwsze miesiące rodzicielstwa.

Nieprzespane noce, różne oczekiwania czy wymuszona seksualna wstrzemięźliwość oddziałują na kobietę i mężczyznę w różny sposób, a brak zrozumienia może doprowadzić nie tylko do frustracji, ale też i do kryzysu małżeńskiego.

Autorka na bazie doświadczeń trzykrotnego macierzyństwa daje sześć wskazówek, dzięki którym nam, mężczyznom może być łatwiej zrozumieć kobietę, która nagle sama staje na miłosnym rozdrożu:

Dziecko i mąż. Kogo wybrać?

Świadoma męska postawa oparta na szczerości, miłości, ale także świadomości własnych potrzeb na pewno pomoże przebrnąć przez ten czas w rodzicielstwie, gdy opadną już emocje po porodzie i zwyczajnie zatęsknimy za tym, by choć część rzeczy była jak dawniej. Po lekturze tego poradnika o taką postawę na pewno będzie o wiele łatwiej.

Książka Moja ukochana została matką. Co teraz? została już wydana w formie e-booka. Pierwszy rozdział możesz przeczytać na stronie księgarni, a jeśli treść Cię zainteresuje, w tym samym miejscu znajdziesz też link do kupna książki.

Autorka pragnie dotrzeć ze swoim przesłaniem do ojców również w tradycyjny sposób poprzez książkę drukowaną. W tym celu uruchomiła akcję na portalu PolakPotrafi, gdzie już niewiele brakuje, by zbiórka osiągnęła sukces.

Zostały jeszcze 3 dni na wsparcie akcji, więc jeśli temat jest bliski Twojemu sercu i chcesz pomóc kolejnym rodzicom w trudach pierwszych miesięcy macierzyństwa, odwiedź stronę Moja ukochana została matką i zobacz co możesz uzyskać za swoją pomoc.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

5 szybkich pytań poprawiających komunikację w rodzinie

5 szybkich pytań poprawiających komunikację w rodzinie

Zanim coś powiesz, najpierw pomyśl.

Czy zastanawiałeś się kiedyś co to w ogóle znaczy?

Ja sam dopiero niedawno zrozumiałem o co w tym chodzi, gdy kolega pokazał mi

rozwinięcie pierwszych liter angielskiego słowa THINK,

które wznosi ten wytarty frazes na całkowicie wyższy poziom.

Od tego dnia, gdy chcę wygłosić płomienną mowę do dzieci lub żony staram się odpowiedzieć na 5 krótkich pytań, dzięki którym moje słowa mniej ranią, a nasza rodzinna komunikacja jest bardziej skuteczna i zwyczajnie milsza.

1. T jak True.

Czy to co chcę powiedzieć jest prawdziwe?

Dzieci są z nami codziennie, bacznie nas obserwują i szybko wyłapią fałsz i nieszczerość naszych słów.

Zwłaszcza jeśli wykręcając kota ogonem próbujemy unikać mówienia o własnych błędach, trudnych niejednoznacznych sprawach lub maskować swoją niewiedzę.

Zamiast ściemniać, powiedz dziecku prawdę, bo choć naginanie rzeczywistości sprawdzi się na krótką metę, to w dłuższej perspektywie może oznaczać, że dzieci zwyczajnie przestaną Ci wierzyć.

2. H jak Helpful

Czy to co chcę powiedzieć jest pomocne?

Kiedyś złapałem się na tym, że zawzięcie tłumaczyłem córce skutki niesłuchania rodziców, wylewając przy tym z siebie siódme poty i wznosząc się na wyżyny erystyki. I gdy już dopłynąłem do brzegu i łapałem oddech, usłyszałem z jej ust „Tato, nie rozumiem. O co Ci chodzi?”

Czasem tak się zapętlamy w tłumaczeniu naszym dzieciom szczegółów, że zapominamy o tym, co jest ważne: że naszym zadaniem jest pomóc im zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość oraz nas samych.

I im prościej to zrobisz, tym lepiej dla Was obojga.

3. I jak Inspiring

Czy to chcę powiedzieć jest inspirujące?

Zastanów się sam – czy wolisz słuchać kogoś kto buduje Twoją wiarę w siebie pokazując Ci Twoje mocne strony czy kogoś kto udowadnia Ci że nic nie potrafisz?

A jak myślisz, kogo będą chciały słuchać Twoje dzieci?

Masz tysiące słów do wyboru. Porzuć więc w niepamięci te, które ciągną w dół, a uzbrój się w te, które dodadzą Twoim dzieciom skrzydeł.

Do dzieła!

Potrafisz!

4. N jak Necessary

Czy to co chcę powiedzieć jest konieczne?

Słowa nie zawsze są najlepszym sposobem komunikacji.

Czasem puszczenie w niepamięć jest większym dowodem miłości i lepszym środkiem wychowawczym niż próba doskonałego naprawienia sytuacji.

Czasem przytulenie przekaże więcej niż gorąca dyskusja.

Czasem milczenie mówi więcej niż tysiąc słów.

5. K jak Kind

Czy to co chcę powiedzieć jest miłe?

Nie musisz rzucać piorunami jak Zeus, żeby dziecko Cię zrozumiało.

Gdy najdzie Cię taka ochota, zamień srogi wyraz twarzy na uśmiech, raniące słowa w pokrzepienie serca, a wybuchową atmosferę w otwartą i szczerą rozmowę.

Jeśli nie wiesz od czego zacząć, to po prostu:

Bądź miły.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉