Rodzicielstwo RIE i idealny wiek by zostać ojcem: Tomasz Smaczny

Rodzicielstwo RIE i idealny wiek by zostać ojcem: Tomasz Smaczny

Na czym polega szacunek wobec dziecka według filozofii RIE?
Jak zachęcać dziecko do samodzielnej zabawy?
Czy lepiej zostać ojcem w wieku 25 czy 40 lat?

Dzisiejszym gościem jest Tomasz Smaczny – autor bloga Tasty Way of Life, będący propagatorem filozofii rodzicielskiej RIE, którą staramy się w tej rozmowie przybliżyć. Drugim naszym tematem jest natomiast różna perspektywa ojcostwa w zależności od wieku, w którym zostajemy ojcem, gdyż w naszym wypadku różnica ta wynosiła aż 15 lat.

Zapraszam do wysłuchania tego odcinka:

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Gość odcinka

Tomasz Smaczny

Tata, coach i bloger. Z córką Tosią na urlopie tacierzyńskim spędził niemal rok. Jako pierwszy w Polsce konsekwentnie promuje filozofię rodzicielską RIE (czytaj „raj”), opartą na zaufaniu oraz głębokim szacunku rodzica do dziecka i samego siebie.

    

Spis treści

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Gość odcinka

Tomasz Smaczny

Tata, coach i bloger. Z córką Tosią na urlopie tacierzyńskim spędził niemal rok. Jako pierwszy w Polsce konsekwentnie promuje filozofię rodzicielską RIE (czytaj „raj”), opartą na zaufaniu oraz głębokim szacunku rodzica do dziecka i samego siebie.

    

Książka dla rodzica

Polecana przez Tomasza

Janet Lansbury

Elevating Child Care: A Guide to Respectful Parenting

Kup na Amazon

Spis treści

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Polskie podcasty dla rodziców 2019

Polskie podcasty dla rodziców 2019

Podcasty coraz śmielej wkraczają do polskiej przestrzenie internetowej oraz do świadomości internautów, którzy z czytelników przeistaczają się także w słuchaczy.

Większość podcastów publikowanych w Polsce dotyczy spraw okołobiznesowych: przedsiębiorczości, marketingu, finansów, IT, prawa czy rozwoju osobistego.

W gąszczu audycji można jednak znaleźc  także audycje o ekologii, grach, książkach czy też rozmowach z ciekawymi ludźmi. Coraz liczniejszą kategorię stanowią też podcasty dla rodziców, w iTunes określane jako familijne, a potocznie jako podcasty parentingowe.

Rok temu opublikowałem pierwsze zestawienie polskich podcastów rodzicielskich, a dziś z przyjemnością stwierdzam, że liczba gości podcastu się podwoiła 😉 Zapraszam zatem do wysłuchania odcinka, w którym podcastowi autorzy przedstawiają siebie oraz swoje audycje:

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Goście odcinka

Polscy podcasterzy parentingowi

Rodzicielskie głosy w polskim świecie podcastów. Edukacja. Rozwój. Wychowanie. Do wyboru, do koloru 😉

Polskie podcasty parentingowe 2019. Lista.

  • Poniższe zestawienie zostało ułożone według liczby odcinków na dzień 8 kwietnia 2019.
  • Możesz sortować tabelę według innych kryteriów lub użyć opcji szukaj.
NrNazwaGospodarzLiczba odcinkówPremieraW trzech słowachLink
1tylko dla mam podcastAnna Jankowska772016.08.15Wychowanie. Porady. WsparcieTylko dla mam
2co się czyta podcastJoanna Furdal
Krystian Zych
762017.03.24Książki. Rozmowy. Opowieści.Co się czyta?
3Historia polski dla dzieci. PodcastPiotr Borowski552018.01.08Historia. Dzieci. Edukacja.Historia Polski według dzieci
4Więcej niż Edukacja. PodcastAnna Marszałek
Agnieszka Pleti
502016.02.17Edukacja domowa. Homeschooling. Rodzina.Więcej niż edukacja
5EduGadki podcastMarcin Zaród
Jacek Staniszewski
492017.09.09Szkoła. Edukacja. Nauczyciele.EduGadki
6Od nauczania do uczenia się. PodcastAnna i Robert Sowińscy442017.06.13Szkoła. Edukacja. Nauczyciele.Od nauczania do uczenia się
7tato na wyspach podcastPiotr Zagórowski372016.05.21Ojcostwo. Rozwój. Emigracja.Tato na Wyspach. Magis
8tata mariusz podcastMariusz Rzepka342019.03.05Bajki. Dzieci. Opowieści.Czyta: #TataMariusz
9Anna Komorowska312017.10.31Przyroda. Natura. Edukacja.Nieplac zabaw
10Godmother Podcast Angelika TalagaAngelika Maria Talaga292017.01.19Edukacja. Neurodydaktyka. Rozwój.Godmother Podcast
11Ojcowska Strona Mocy PodcastJarek Kania282018.01.14Ojcostwo. Wsparcie. Technologia.Ojcowska Strona Mocy
12Andrzej Jankowski262017.10.07Sport. Ojcostwo. Bieganie.Tata na wybiegu
13Katarzyna Szklarz, Malwina Pawińska, Marta Łapacz242018.09.18Rozmowy. Rodzicielstwo. Dzieci.Nie Matkuj
14hejmama podcastNatalia Łuczak182018.12.04Rozmowy. Rodzicielstwo. Rozwój,Hej Mama! - otwarcie o macierzyństwie
15blablamamatata podcastKatarzyna Suliga Wasielewska172018.10.17Rozwój. Coaching. Rodzicielstwo.Bla Bla Mama Tata
16Marta Andreasik132016.12.13Podcast nieaktualizowanyMama Subiektywnie Sleepcast
17Magdalena Far132017.07.20Rodzicielstwo. Rozmowy. Rozwój.Podcast dla rodziców
18rodzicem jestem podcastSylwia Blum-Gregorczyk
Ola Rother
102018.12.09Rozmowy. Rodzicielstwo. Wsparcie.Rodzicem jestem
19mamy wracamy podcast marta waszczukMarta Waszczuk92018.05.23Macierzyństwo. Rozwój. Praca.Mamy, wracamy
20dobra relacja podcastMałgorzata Musiał,
Joanna Dardzińska
92014.10.27Podcast nieaktualizowanyDobra relacja
21Podcast Sto monetŁukasz Grygiel82018.02.06Finanse. Edukacja. Pieniądze.Sto monet
22Joanna Bzdzion72018.02.07Coaching. Rozwój. Wsparcie.Rodzic lider
23Katarzyna Frenczak-Sito62017.09.07Montessori. Wnętrza. DIY.Kukumag. Przyjazna przestrzeń
24mamowskaz podcastMagdalena Komsta32018.06.19Rodzicielstwo Bliskości. HigH Need Baby. WsparcieMamowskaz
25Małgorzata Stańczyk22014.12.14Podcast nieaktualizowanyRozmowy o dzieciach (itunes)

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Goście odcinka

Polscy podcasterzy parentingowi

Rodzicielskie głosy w polskim świecie podcastów. Edukacja. Rozwój. Wychowanie. Do wyboru, do koloru 😉

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Na czym polega rodzicielstwo bliskości? – Agnieszka Stein

Na czym polega rodzicielstwo bliskości? – Agnieszka Stein

Co kryje się pod nazwą rodzicielstwo bliskości?
O jaką bliskość tutaj chodzi?
I kto jest ważniejszy w rodzinie – dzieci, czy rodzice?

O rodzicielstwie bliskości rozmawiam z Agnieszką Stein, autorką książek i warsztatów omawiających i pokazujących jak stosować rodzicielstwo bliskości w praktyce.

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Gość odcinka

Agnieszka Stein

Psycholog specjalizująca się w nurcie Rodzicielstwa Bliskości. Pomaga rodzicom zagubionym w gąszczu obecnie dostępnych, często wzajemnie sprzecznych porad i zaleceń i pomaga im czerpać radość z rodzicielstwa i osiągać równowagę między potrzebami wszystkich członków rodziny.

Spis treści

Na czym polega rodzicielstwo bliskości? Transkrypcja.

Czym jest rodzicielstwo bliskości?

Jarek Kania: Cześć Agnieszka!

Agnieszka Stein: Cześć!

Spotkaliśmy się dzisiaj tutaj, żeby porozmawiać o rodzicielstwie bliskości i dzisiaj zadałem na moim fanpageu pytanie o to i podobno mnóstwo ciekawych i odpowiedzi czym jest, czym nie jest dla ludzi rodzicielstwo bliskości. Natomiast jedna odpowiedź mi się bardzo spodobała i ją tu zacytuję: “To jest taki mały test projekcyjny. Każdy rozumiem pod tym coś innego. Rzuć hasło, a od razu się dowiesz. Jedni utożsamiają to jest bezstresowym wychowaniem, karmieniem do 18 i pozwalaniem dziecku na wszystko, a dla innych to synonim zwykłość i codzienności, dla innych nieosiągalne źródło kompleksów, bo często jest źle rozumiane. „Muszę karmić piersią, muszę stawiać dziecko na pierwszym miejscu. Jeszcze dla innych coś konkretnego, współspanie i chustowanie.” Jak to jest, czym tak naprawdę jest rodzicielstwo bliskości?

To nie jest proste pytanie do odpowiedzenia, ponieważ myślę, że jak nawet różni profesjonaliści się zajmują rodzicielstwem bliskości, to różnie mogą trochę to rozumieć, no mam poczucie że w Stanach Searsowie mają trochę prawo do tego żeby mówić czym jest rodzicielstwo bliskości, bo wymyślili ten termin, ale jest coś takiego, co się nazywa API, czyli Attachment Parenting International i oni się w pewnym momencie jakoś trochę ich drogi z Searsami rozeszły i na przykład nie jest tak, że wszystko oni co mówią i Searsowie to jest tak samo, mam poczucie że Searsowie bardziej się zajmują małymi dziećmi, na przykład, a to API jednak też i starszymi, więc to nie jest proste powiedzieć tak dokładnie.

Natomiast no ja trochę mam poczucie, że ja trochę mogę mówić o tym, co się dzieje w rodzicielstwie bliskości w Polsce i jak to to wygląda, jakby tu ci ludzie, którzy się tym zajmują, to jakby co się dzieje, nie, bo to jest taki obszar, o którym najwięcej wiem i najlepiej go znam. To trochę tak jest jakbyśmy brali nie wiem, jakieś podejścia terapeutyczne, nie wiem terapia systemowa, terapia jakaś tam, to też jest tak że jest jeden autor i jeden twórca tego, przeważnie ktoś kto wymyślił tą nazwę, no ale potem się ta dziedzina, jakby wiedzy, czy to podejście rozwija i no nie wiem, są różne odnogi, szkoły i nie jest tak, że wszyscy dokładnie idą za tym, co ta pierwsza osoba powiedziała i robił dokładnie wszystko to, co ta osoba powiedziała, bo wtedy wy wszyscy stali w miejscu.

Zwłaszcza jak mówimy o jakimś podejściu, które jest na tyle długo, że ten autor już na przykład, ta pierwsza zaprzestaje już na przykład coś wymyślać, nie, zawsze się taki proces dzieje. Czasem powstają jakieś stowarzyszenia międzynarodowe, które się danym podejściem opiekują i wtedy one mają trochę taki element, że to my tutaj trochę decydujemy, nie, my tu oddzielamy co jeszcze jest tym właściwym podejściem, a co już nie jest, nie, jest takie proste.

To zadam jeszcze wtedy jeden cytat z tej dzisiejszej rozmowy, że “rodzicielstwo bliskości stosuje 80% rodziców, większość nieświadomie, bo jest to rodzicielstwo miłości. Jeśli kochasz i dbasz o swoje dziecko, to siłą rzeczy je stosujesz.”

No to trochę dane naukowe pokazują, że bezpieczny styl przywiązania ma 50-60% ludzi.

Co to znaczy bezpieczny styl przywiązania?

To znaczy taką więź, która jest oparta na zaufaniu do rodzica i poczuciu, że rodzic jest dostępny i odpowiada na potrzeby dziecka.

Czyli to, że rodzicielstwo bliskości nie ogranicza się tylko do tej bliskości fizycznej, to ważniejsza jest bliskość emocjonalna?

Powiedziałabym, że bliskość fizyczną, dziecko małe zwłaszcza, trochę wymusza, bo się go nie da obsługiwać bez fizycznej bliskości, to zdecydowanie nie jest wystarczające do takiego rozwoju emocjonalnego dziecka. Ja też myślę sobie, że

rodzicielstwo bliskości to nie jest takie podejście, które się zajmuje ocenianiem rodziców i szufladkowaniem ich

ty to masz prawo się tak nazywać, ty to nie masz prawa się nazywać.

I jak przychodzi rodzic na warsztaty, nie wiem, chce się rozwijać, uczyć to w ogóle ja nie stosuję takiej kategorii, żeby komuś mówić, że to ty możesz tutaj, albo jesteś wystarczająco jakieś tam bliskościowy a ty nie, nie? Że to nie chodzi o to, żeby ludzi dzielić i oceniać, no ale że tak jakby obiektywnie patrząc na różne dane, to no nie wiem, my dorośli, jak byliśmy wychowywani, to widać, jak dostawaliśmy w różnych rzeczach wsparcia, albo jak często nie dostawaliśmy wsparcia i jak dużo jest rzeczy, które dzisiejsi rodzice się uczą jako dorośli ludzie, ponieważ nie dostali ich od rodziców. A nie dostali, bo nie było takiej wiedzy.

Jak rozpocząć rodzicielstwo bliskości?

To, gdyby ktoś teraz, rodzic, rodzi się dziecko, bądź jest tuż przed porodem i stwierdza: “Okej, kiedy ja byłem małym dzieckiem nie dostałem, na przykład, wystarczająco dużo uwagi emocji i od moich rodziców i chcę robić to inaczej.” to od czego powinien zacząć, jeżeli myśli o tym, że rodzicielstwo bliskości może być drogą dla niego?

To trochę to jest tak, że ja mogę powiedzieć o tym, co bym zrobiła jako pierwsze, ale to nie jest takie proste, że dla wszystkich to będzie wystarczające. Pierwsze poszukam wspólnoty, czyli

poszukałabym innych rodziców, którzy podobnie podchodzą do dzieci, chociażby po to, że rodzicom bardzo jest potrzebne, żeby nie czuć się samym, żeby móc o swoich emocjach, o tym co jest dla nich trudne, co jest dla nich ważne, gdzieś z kimś pogadać

i to jest taka sytuacja, w których takie to jak to jest w przyrodzie, że tak powiem, że takie międzypokoleniowe i wewnątrzrodzinne wsparcie nie działa, ponieważ właśnie jakby nie było tego w poprzednim pokoleniu.

Ale grupę wsparcia taką bardziej realną, gdzie się można spotkać, czy taka internetowa wystarczy?

Mi się wydaje, że to zależy od zasobów i możliwości ludzi i jakby znowu nie chce trochę mówić co wystarczy, bo najlepiej jest jak się ma i takie, i takie, ale nie każdy ma taką możliwość.

A takich grup jest dużo? Takich realnych? Nie mówię o internecie, takich na przykład w każdym większym mieście, czy jak to działa?

Taka grupa to jest czasem dwójka czy trójka, czy czwórka rodziców, którzy mieszkają gdzieś koło siebie, gadają ze sobą, pomagają sobie, to są bardzo różne sytuacje. Ja nie mówię to tylko takie zorganizowanych grupach, ale takie rozejrzenie się dookoła i zobaczenia, czy nie ma wokół ludzi, rodziców, z jakimś takim podobnym podejściem, z którymi można o czymś pogadać, których się można o coś spytać, albo można nawet sobie pobyć razem.

Rodzicielstwo jest bardzo taki momentem, kiedy się szuka takiej wspólnoty. I tu jest taki kawałek, że jeżeli ja, na przykład, jako taki młody rodzic opowiadam mojej matce, że nie spałam, bo dzisiaj się dziecko 15 razy budziło w nocy, no to kłopot jest taki, że tak wygląda nasza tradycja i doświadczenie, że ta matka moja powie mi albo po co żeś sobie to zrobiła, trzeba było go nauczyć zasypiania, albo mi doradzi, albo mnie skrytykuje, albo powie o matko droga, ja z wstawałam dałam radę, ale czemu ty nie dajesz?

Czyli że zrobi takie rzeczy, które nie do końca są wspierające i ja nie mówię tutaj o tym, że nie ma takiej matki, która powie no tak, słyszę, że ci ciężko, jak ci mogę pomóc? Ale statystycznie to się bardzo rzadko zdarza.

Czyli wspieranie nie tylko w takich metodach wychowawczych, ale też w tych trudach?

No ja bym powiedziała, że przede wszystkim wspieranie, takie ludzkie wsparcie to jest takie słowo, które oznacza po prostu bycie przy drugim człowieku. I to jest coś czego naprawdę często nasi rodzice nie potrafili i czego my się uczymy dopiero, kiedy się rodzą dzieci i kiedy nam jest trudny i zaczynamy szukać dla siebie wsparcia i pomocy, i zaczynamy sobie jakoś to w głowie porządkować, o co w ogóle w tym chodzi, czego my potrzebujemy od innych, czego może takie dziecko od nas potrzebować?

Wspomniałaś o spaniu i to jest chyba jedno z takich rzeczy, które najbardziej elektryzuje rodziców i dzieli też, bo no nie ma rodzica wyspanego, tak mi się wydaje i każdy z nas przez to przeszedł.

No też bez przesady…

Ale no każdy z nas przyszedł przez jakieś tam nocne wstawania.

No tak wstawania oczywiście.

I część z nas odkrywa, że jeżeli rzeczywiście weźmiemy to dziecko do łóżka, to ono mniej płacze, mniej jest, powiedzmy drażliwe, ale z kolei powstaje to ryzyko, no przyzwyczaimy je i będzie z nami spało zawsze, pozbawiamy się intymności małżeńskiej.

I naprawdę poważnie, że będzie zawsze spało.

Przed osiemnastką się wyniesie, natomiast jak to jest z tym spaniem? Czy to jest na plus, że dziecko śpi z nami, czy jednak na minus?

Spanie z kimś jest dla naszego gatunku normą biologiczną, czyli tak nasz gatunek wyewoluował, że ludzie spali razem, nie spali sami. Bo kto spał sam, na sawannie, czy gdzieś tam, gdzie ludzie w plemiennych warunkach spali, ten się nie budził.

No tak, ale czasy się zmieniły.

I było to bezpieczne, ale nasza biologia nie i dziecko nie wie, że się czasy zmieniły, więc rozumiem, że to jest taka sytuacja, w której to różnie bywa i różnie to działa w każdej rodzinie, ale mówi się też o tym, że do szóstego miesiąca życia dziecko powinno spać w zasięgu zmysłów rodzica, czyli fizycznie blisko, nie mówię na tym samym łóżku, ale co najmniej w tym samym pomieszczeniu, ze względu na bezpieczeństwo.

No tak, to bezpieczeństwo i szybkość reakcji, to jestem to jak najbardziej. Natomiast właśnie to jest kwestia tego długiego spania w łóżku, to bardzo mocno dzieli rodziców, czyli to jest, za czy przeciw?

Ja bym powiedziała, że to jest trochę taka, nie wiem, czy chcesz to puszczać, gównoburza, dlatego że większość rodziców śpi z dziećmi, tylko się do tego nie przyznają. Jak nawet nie śpię regularnie, to śpią od czasu do czasu, jak dziecko do nich przychodzi albo choruje, albo się źle czuje.

Są badania, które pokazują, że nawet jak się ludzi na gra na kamerę, to co się w nocy dzieje, to oni mówią, że nie śpią, a potem się okazuje w nocy, że chodzą do dzieci, albo dzieci do nich przychodzą i że śpią.

A to ciekawe, czyli nie przyznajemy się do tego?

Nie, bo się wstydzimy, wydaje, że to jest takie be. I też jesteśmy jedyną kulturą, zostało zbadane chyba 190 kultur różnych na świecie, jesteśmy jedyną, która w ogóle ma taki pomysł, żeby dziecko spało w odległości takiej dużej od matki.

Znaczy kulturą, to mówimy o naszej, europejskiej w tej chwili?

Tak, zachodnia Europa i Stany Zjednoczone. Wszystkie pozostałe i ile zostało zbadane i we wszystkich, przynajmniej, przez pierwszy rok życia, półtora, dziecko śpi bardzo blisko rodzica, bardzo blisko matki.

Czy dziecko musi być z nami cały czas?

Okej, bliskością też jest chustowanie I to jest też kolejna rzecz, która się pojawia w tych komentarzach, że to jest jednym z filarów rodzicielstwa bliskości. I teraz już nie wchodząc w temat, czy to jest dobre dla kręgosłupa, bioderek i tak dalej, bo to jest to kwestia bardziej ortopedyczna, to czy rzeczywiście to dziecko musi być z nami cały czas? Czy ono też nie potrzebuje trochę czasu dla siebie? I my również?

No ale ja bym chciała powiedzieć, że to nie jest tak, że rodzice dziecko w chuście naszą całą dobę.

No tak można by czasami zrozumieć, że dobrze z dzieckiem bliskość zachować, to no to 24 na dobę musi być.

No to jak ono by się nauczyło raczkować, jak by jadło? Jak by się można było wykąpać? Nie jest całą dobę. Znaczy ja bym też chciała powiedzieć, że chustują nie tylko rodzice, którzy rodzicielstwo bliskości stosują, bo są rodzice, którzy się jak wyłącznie kawałkiem chustownia zainteresowali i jakby się ich spytać, to oni po prostu używają chusty. Ale chcę też powiedzieć, że każdy rodzic nosi dziecko na rękach.

Tak, mniej lub więcej tak.

No właśnie, no to rodzice, którzy noszą dziecko w chuście, no to nie muszą trzymać go rękami, bo jest chusta.

Czyli tu wchodzi kwestia, czyli już takiej wygody i taka pragmatyczność, że to jest to bardziej praktyczna. My chustowaliśmy całą trójkę naszą.

Oczywiście, że jak się ma taką łatwą opcję, że jak wsadzę do chusty, to za 3 minuty zaśnie, czy tam coś. No to jak zamiast wozić w wózku, ja pamiętam jak mój syn był mały i sąsiedzi opowiadali, że trzeba było tak dziecko bujać w wózku, że się te paski od wózka rwały, bo tak dziecko potrzebował bujania. No to jak se pomyślę o rodzicu, który tak buja wózkiem, albo rodzicu, który wkłada dziecko do chusty i za chwilę to dziecko śpi, to to naprawdę jest czysta wygoda.

Dobra, a trzecią rzeczą, która się często pojawia przy rodzicielstwie bliskości, znaczna część się przewijała w tych komentarzach, to jest karmienie piersią. Dla mnie dość naturalna rzecz taka, że dzieci potrzebują tego i jest to naturalne, natomiast czy jest jakiś, powiedzmy, wiek określony, że się powinno, albo potem to już może zaszkodzić?

WHO mówi o tym, żeby karmić dziecko do drugiego roku życia i dalej tak długo jak matka i dziecko tego potrzebują i o tym, żeby powyżej 6 miesiąca życia rozszerzać dietę o pokarmy uzupełniające. Czyli do szóstego miesiąca życia wyłącznie piersią, potem dalej podana jest ta granica dwóch lat, no ale jak dziecko w wieku półtora roku zrezygnuje samo z karmienia piersią, co się zdarza, to go nikt do tego nie zmusza. I mówię, tak długo jak matka i dziecko tego potrzebują. To są ogólnoświatowe zalecenia WHO, czyli światowej organizacji zdrowia, to nie są zalecenia rodzicielstwa bliskości.

Ja bym chciała powiedzieć, w ogóle, że w tym tak zwanym rodzicielstwie bliskości nie ma praktycznie rzeczy, które są stricte wymyślone w rodzicielstwie bliskości. To są wszystko rzeczy, które wiadomo z wiedzy, nauki, z badań naukowych, z różnych podejść terapeutycznych, z tego co ludzie na terapii mówią o tym co ich boli, nie wiem z neuropsychologii.

Nie ma czegoś takiego jak jakaś wiedza, która jest tylko rodzicielstwem bliskości jako takim, tylko to jest wszystko, tak to się robi, że ja na przykład, nie wiem, patrzę, śledzę co mówią różne badania, co mówią różni specjaliści na temat rozwoju, na temat potrzeb, na temat potrzeb człowieka, na temat emocji, na temat regulacji i to wszystko zbieram tak jakby, żeby pokazać rodzicom co mogą robić i jak się mogą wspierać.

Rodzicielstwo bliskości dla dorosłych

Mówiliśmy o rzeczach fizycznych, czyli to na karmienie piersią, chustowanie, spanie.

I o rzeczach, które dotyczą małych dzieci.

A później to dzieci dorastają i jak to wygląda ze starszymi, czyli powiedzmy, wiek przedszkolny a później nastolatki. Czy rodzicielstwo bliskości aplikuje się też, czy też ma jakieś wytyczne swoje własne założenia do tego wieku starszego, który nie jest już takim romantycznym fragmentem życia, gdzie jest mały pucołowaty bobasek, który się wiecznie uśmiecha?

Ja myślę, że ma do wszystkich, do każdego wieku, bo też rodzicielstwo bliskości to jest właśnie taki kłopot, że używamy nazwy rodzicielstwo bliskości, a robimy różne rzeczy, które tak naprawdę dotyczą nie tylko relacji z dzieckiem, ale w ogóle bycia w relacji i bycia w relacji ze sobą, ja bym powiedziała głównie.

Ja jak prowadzę warsztaty, to ja się głównie zajmuję uczeniem dorosłych tego, jak ogarniać siebie.

To znaczy?

No jak sobie radzić ze sobą, że swoimi emocjami, jak dbać o swoje potrzeby, jak rozpoznawać swoje granice, jak dbać o swoje poczucie własnej wartości, jak akceptować i kochać siebie, jak się wyrażać tak jasno, żeby ludzie rozumieli.

Czyli to nie dzieci potrzebują wsparcia tylko my, rodzice?

Rodzice się wspierają i rodzice się ogarniają, to oni sami potrafią dzieciom dawać wsparcie, nie trzeba ich tego uczyć.

Bo to co mówisz jest bardzo fajne i ciekawe, ponieważ jednym z kolei też z zarzutów, które padły wobec i które też słyszałem wcześniej już wobec rodzicielstwa bliskości, jest to, że ono się na maksa koncentruje na dziecku i całkowicie pomija potrzeby rodzica.

No to ono się koncentruje na maksa na rodzicu, dlatego że jak się zadba o rodzica, to rodzic będzie w naturalny sposób umiał zadbać o dziecko. Także w ja się zajmuję naprawdę w 90% zajmuje się uczeniem dorosłych jak zadbać o siebie. I oni sami jakby wiedzą, przez analogię, do tego czego sami potrzebują, co im samym służy, co służy dzieciom.

Trochę gadamy o rozwoju, trochę szukamy jakichś pomysłów na konkretne sytuacje, czy rozwiązań, ale głównie zajmuje się tym uczeniem rodziców jak zadbać o siebie.

A z czego wynika ten brak wiedzy, czy też umiejętności tego zadbania takiego psychicznego, emocjonalnego o siebie?

Dlatego, że my jako dzieci byliśmy głównie uczeni jak dbać o wszystkich dookoła i uczeni byliśmy, że sami jesteśmy nieważni.

Okej, czyli teraz, żeby powiedzmy, nie zafundować dzieciom naszym tego samego, to powinniśmy przekazywać coś, no 180 stopni odwrotnego, czyli że tylko ty jesteś ważna, a cała reszta nie? Przejaskrawiam i mam nadzieję, że się mylę.

Pierwsza rzecz, która mi przyjdzie do głowy, to że ja jestem dla siebie najważniejsza, bo

nikt nie ma tak bliskiej relacji ze mną jak ja sama ze sobą, więc ja jestem najważniejsza dla siebie, a moje dziecko jest dla siebie sobie najważniejsze, a mój partner dla siebie i to jest jakby pierwszy kawałek i drugi kawałek jest taki, że jeżeli ja dbam o siebie, to nie oczekuję od dziecka, że mi w tym pomoże i że mnie w tym wesprze,

bo to myślę, że jest kłopot i nieporozumienie związane z rodzicielstwem bliskości.

Jak się mówi o dbaniu o dzieciach, to ludzie mają takie wyobrażenie, no że to dziecko powinno się jakoś odwdzięczyć odwzajemnić za to i że ono powinna jakoś wziąć pod uwagę rodzica. I to jest dla mnie jasne, że to jest niemożliwe. I że jak uczę się dbać o siebie jako rodzic, to uczę się dbać w relacji, na przykład, z innymi dorosłymi, uczę się jak sobie sieć wsparcia tworzyć, a nie oczekuje od malutkiego dziecka, że ono będzie robić tak, żeby mi było dobrze.

Czyli muszę zacząć od siebie jako rodzic?

No nie muszę, ale to myślę, że to jest najskuteczniejsze.

Czy rodzicielstwo bliskości, NVC i pozytywna dyscyplina to jest to samo?

Na początku wspomniałaś jeszcze takie coś jak NVC, czyli porozumienie bez przemocy i jeszcze jest coś takiego jak pozytywna dyscyplina. To się wszystko jakoś tam przenika. Czy to są bardzo duże różnice? Czy to jakoś, wchodząc w jeden temat, automatycznie bierzesz kolejny, czy to jest tak, że można wziąć jeden, a tych pozostałych dwóch nie?

To znaczy pozytywna dyscyplina, ja trochę nie chcę, bo czuję że ona jest trochę z innej bajki, nie. Natomiast z porozumieniem bez przemocy jest tak, że myślę że to jest jakieś takie podejście, które jest bardzo bliskie rodzicielstwu bliskości, tylko jakby trochę focus jest na czymś innym, dlatego że w porozumieniu bez przemocy focus jest na, no jakby na takim kawałku, że ludzie są wszyscy do siebie podobni, mają podobne potrzeby, podobne emocje, a w rodzicielstwie bliskości Focus jest trochę bardziej na takim kawałku rozwojowym, czyli na takim, że jednak z rozwojem różne rzeczy się dzieją takie, które powodują że małe dziecko się różni od dorosłego, ale tak naprawdę mówimy o tej samej rzeczywistości, bardzo często tym samym językiem, bardzo często właśnie używając tych samych narzędzi.

Więc takie integrowanie jakby jednego z drugim, tego kawałka związanego z rozwojem i tego kawałka związanego z komunikacją bardziej, kontaktem, tak, czyli to jest to jest gdzieś taki kawałek, który w porozumieniu bez przemocy jest najbardziej obecny. No to to jedno z drugim jakoś tworzy dla mnie taką spójną całość.

No tutaj też pojawiło się jeszcze jedno pytanie, które zacytuję, na tym moim wpisie, “czy wychowanie bez kar i nagród to też rodzicielstwo bliskości? Czy komunikacja bez przemocy też, bo mi się to już trochę u chrzani.” Więc jak to jest?

Znowu myślę sobie, że jakby rodzicielstwo bliskości jest dla mnie pewnym sposobem myślenia o rzeczywistości, o relacjach z ludźmi, natomiast rzeczywiście rodzicielstwo bliskości chyba dalekie jest takie podejście oparte na karach i nagrodach, dlatego że kary i nagrody to jest podejście oparte na władzy i przewadze siły.

Rodzicielstwo bliskości oparte jest na założeniu o jakieś podstawowej równości godności wszystkich ludzi.

Ale jak to jest, ja rozumiem, że jako ludzie wszyscy jesteśmy równi i ten szacunek nam się wspólnie należy. Natomiast w rodzinie jednak jest tak, że jest to małe dziecko półroczne, roczne, niemowlak, które nie ma żadnego doświadczenia i nie potrafi sobie poradzić i jest 30-letni rodzic, który to doświadczenie już ma życiowe, utrzymuje całą rodzinę, więc no tutaj chyba nie może być takiej równości, że każdy ma takie same prawa i obowiązki, no bo jednak to się różnimy.

Ja bym się w ogóle nie zajmowała prawami i obowiązkami, bo to też jest z takiego podejścia, jakiegoś z poziomu władzy, ja bym powiedziała, że każdy w rodzinie ma inne kompetencje i każdy tych swoich kompetencji innych może używać. Dziecko ma na przykład takie kompetencje, że rozpoznaje swoje potrzeby i sygnalizuje je.

I wtedy naszą kompetencją co jest?

No wtedy ja mogę skorzystać ze swoich kompetencji, żeby to dziecko wesprzeć. Trochę mam poczucie, że jak mnie nie wesprę, to dostanę tego konsekwencje później i efekty.

A jeżeli nie umiem ich wesprzeć, jeżeli to nie jest moją kompetencją? Bo zakładam, że kompetencje to jest umiejętność, którą posiadamy.

No dobra, nie umiem wesprzeć potrzeb dziecka, to mogę, na przykład, mogę szukać pomocy, na przykład u innych dorosłych.

Czyli dalej wracamy do tego, że to my rodzice musimy się rozwijać?

Nie musimy, bo są ludzie, którzy się nie rozwijają.

Znaczy w skrócie musimy, czyli jeżeli chcemy dawać to dziecku, no to musimy jednak rozwijać się

No tak, no

trudno jest komuś dać coś, czego się nie ma. Trudno jest nauczyć kogoś czegoś, czego się nie umie. Więc jak rodzice mówią: chcę nauczyć dziecko radzić sobie z emocjami, no to jest pytanie, a jak ty sobie radzisz z emocjami?

Nie da się pominąć tego kawałka kontaktu ze sobą, relacji ze sobą, uczenia się siebie i tak dalej.

Bardzo, bardzo mi się to podoba to co właśnie taki wniosek, do którego doszliśmy.

No mi też się podoba.

Że to właśnie nie jest tylko skupianie całej swoje uwagi na dziecku, ale że bardzo dużo, no bardzo dużo też pracy nad samorozwojem, czy też nad rozwojem rodzica. To jest bardzo, bardzo fajne.

Ja myślę, że taki pomysł skupiania uwagi na dziecku, to jest takiego tradycyjnego podejścia, które mówi, że właśnie nieważne co ja mam w sobie i co się ze mną dzieje, tylko jest pewna procedura do wykonania i metoda do zastosowania, jak się to procedurę właściwie wykona, to będzie dobrze.

No i jak ktoś przechodzi od procedury pod tytułem kara, nagroda i tak dalej, do procedury karmienie, spanie i nie wiem, i noszenie, to dostaje właśnie takie coś. Tylko to nie o to w tym chodzi, że to nie chodzi tylko o wykonanie jakiejś odpowiednich zachowań i zastosowanie odpowiedniej metody, też trochę jak ja w tej relacji jako rodzic, jak ja się właśnie mogę odnaleźć.

Rodzicielstwo bliskości przy wielu dzieciach

A ostatnie pytanie odnośnie do dzieci mam. Taki powrót mały. Jak jest jedno, to jestem w stanie sobie wyobrazić, że da się to zastosować w stu procentach wszystko, natomiast w momencie, kiedy pojawia się więcej dzieci w domu, pojawia się też więcej konfliktów, pojawia się troszkę więcej jakich emocji i ten czas, powiedzmy, no musimy troszkę rozdzielić między dzieci. Jak zacząć, powiedz, kiedy pojawia się kolejne dziecko w rodzinie, jak dość gładko, wiadomo, że to jest bardzo trudne, ale jak w miarę płynnie przejść do tego, żeby no objąć siebie, wszystkich tym rodzicielstwo bliskości tak i mądrym, mądrym podejściem?

Kilka rzeczy mi przychodzi do głowy po pierwsze przychodzi mi do głowy to, że dzieci się w rodzinie nie pojawiają, tylko że się je robi, tak? Czyli że ktoś się zdecyduje na kolejne dziecko, ponieważ czuje, że ma przestrzeń i zasoby na to, żeby kolejnego człowieka w tej rodzinie przyjąć. I bierze za to odpowiedzialność, że taką podjął decyzję. Jeden ma przestrzeń na jedno dziecko, a drugi na pięcioro.

Tak samo jak się zastanawia jak te dzieci wykarmi, tak samo się zastanawia jak te dzieci będzie w stanie wspierać emocjonalnie. Oczywiście zdarzają się różne losowe wypadki, tak, ale to nie jest tak, że te dzieci same się pojawiają.

Nie no tak, oczywiście, natomiast jest tak, że mam dobre chęci i chce i świadomie podejmuje się drugiego dziecka i sprowadzamy je wspólnie na świat, no ale tu zaczyna się właśnie taka codzienność, kiedy to wszystkie te nasze założenia siadają, jest trudno.

No oczywiście, że jest trudno i

rodzicielstwo w ogóle jest takim zadaniem, które jest najtrudniejszym zadaniem na świecie, bo wychować człowieka od urodzenia, od malutkiego dziecka do dorosłego człowieka, to jest ogromne wyzwanie. No i też takie w którym nie ma właściwie gotowych wzorców, nie ma gotowych recept, każda relacja jest unikalna,

oprócz tego każdej z jakoś poraniony, tak jakby poza wszystkim, że to jest trudne zadanie, to jeszcze każdy jest prawie poraniony.

Więc to naprawdę jest niełatwa sytuacja. Ja bym też powiedziała, że jakby patrząc po tym jak ludzie, którzy się zajmują rodzicielstwem bliskości, nie wiem, doule, doradczynie laktacyjne, ludzie, którzy uczą chustonoszenia, nie wiem, ludzie, których spotykam, którzy na przykład prowadzą taką edukację dla rodziców, jakbym popatrzyła jaka tam jest średnia ilość dzieci w rodzinie, no to no naprawdę jest 2,3,4 dzieci. Oni mają kupę dzieci.

Czyli da się to zastosować.

No rozumiem, że to nawet by pokazywało dla mnie, że jak ja gadam z tymi ludźmi, to mam poczucie, że właśnie rodzicielstwo bliskości dało im taką przestrzeń i narzędzia do tego, żeby to kolejne dziecko przyjąć i się nim zaopiekować. Też jest tak trochę, że ja mam jedno dziecko pierwsze, to się przy pierwszym dziecku uczę różnych rzeczy, potem rodzi się kolejne dziecko i to, co ja się nauczyłam przy tym pierwszym, ta relacja, którą zbudowałam, są jakieś tam owoce są tego co zbudowałam do tej pory.

Więc raczej mam poczucie po tym co widzę dookoła siebie, że raczej rodzicielstwo bliskości się sprawdza ludziom z dziećmi, kilkorgiem rozumiem, jak po czwartym decydują się na piąte, tak, czy po trzecim, nie wiem, czy po drugim na trzecie zależnie od tego, na co kto ma przestrzeń i zasoby.

Na początku Wspomniałaś o Searsach, o autorach…

…którzy mają ośmioro dzieci swoich plus dziewiąte adoptowane.

To mi rozbili bank.

Ci najstarsi są lekarzami, więc mają po 40 parę, mają swoje dzieci, bo oni wszyscy tam family business prowadzą, także to też jest tak, że oni nie są tacy malutcy. Można zobaczyć co z nich wyrosło.

Ale gdybyśmy chcieli, gdyby ktoś chciał, na przykład, zgłębić ten temat, bo nawiązałem do nich odnośnie do książki, to czy jest sens czytać te książki amerykańskie? Czy lepiej jednak przeczytać coś polskiego, czy to byłaby twoja książka, czy jakieś inne opracowania?

Bardzo dużo jest różnych książek i ja myślę, że można czytać i wybierać, też te książki się trochę różnią tym trochę o czym są, nie wiem, Searsów książki są bardziej o małych dzieciach. Jest też Gonzalez, który jest Hiszpanem, on pisze o małych dzieciach, więc jakby nie jest to tylko amerykańskie, jest Gosia Musiał, która pisze też o dzieciach w Polsce, są moje książki, nie, jak to się czytać coś polskiego, o starszych dzieciach są specjaliści też którzy, nie wiem, jak Alfie Kohn jest który pisze o rodzicielstwie bez nagród i kar, jest Daniel Siegel jest sporo jego książek jest Juul, który jest Danii, który też pisze o starszych dzieciach. Więc jest tego naprawdę dużo i myślę, że trochę można wybierać co komu, nie wiem, jak to powiedzieć, co komu lepiej wchodzi, co komu lepiej pomaga, lepiej służy, można szukać książek na konkretny temat, zależnie od tego czego ktoś potrzebuje. No jest myślę dużo możliwości teraz jak o siebie zadbać.

Twój syn jest już chyba pełnoletni o ile mnie pamięć nie myli?

No jest nastolatkiem

I to, kiedy on stanie się sam rodzicem, jaką książkę o rodzicielstwie ty byś mu poleciła?

Nie wiem, tak naprawdę podobnie zresztą jak z rodzicami, ja nie jestem pewna czy tak jest, że tylko przez czytanie książek wszyscy muszą, są nie są blogi, są różne kursy online, są filmy na YouTubie, nie wiem czy on akurat będzie człowiekiem, który będzie chciał akurat czytać książki na ten temat.

Jest taka możliwość, żeby mieć właśnie wspólnotę i myślę, że takie dzieci, które rosną w takich wspólnotach, bo są częścią tych wspólnot jako dzieci, to ja mam taką nadzieję, że jak ci ludzie będą w dorosłe życie wchodzić i mieć swoje dzieci, to oni jakby, że stanie się coś takiego, że ta wspólnota będzie miała taką ciągłość i taką wielopokoleniowość.

Że on się nie będzie potrzebował pytać tylko ludzi w swoim wieku o różne rzeczy, tylko będzie mógł też gadać z ludźmi, którzy są, no nie wiem, takimi teraz dorosłymi, albo trochę starszymi dorosłymi od niego. Ja liczę na to cały czas się fantastyczne książki ukazują, więc ja liczę na to, że będzie czytał takie książki fantastyczne, które się jeszcze ukażą i że tych książek jeszcze nie ma.

To już tak na koniec, gdyby ktoś chciał dowiedzieć się czegoś więcej o rodzicielstwie bliskości, a także o tobie, to gdzie w internecie można te informacje znaleźć?

Jest fanpage Agnieszka Stein i jest strona, są grupy rodzicielstwo bliskości na Facebooku, są ludzie inni, którzy o rodzicielstwie bliskości różne rzeczy robią, piszą, nie wiem, jest Gosia Stańczyk, jest Gosia Musiał, jest Anita Janeczek-Romanowska, takiego bloga ma Być bliżej. Jest coraz więcej tych rzeczy, mam poczucie i też są takie osoby, które się zajmują jakim konkretnym kawałkiem, konkretną dziedziną, nie wiem, wspierają w karmieniu piersią, albo właśnie, nie wiem, jakiś takim szkolnym obszarze, każdy troszeczkę się czymś innym zajmuje, także myślę, że teraz już jest tylko całkiem sporo.

Wszystkie te miejsca, które wymieniłaś będą podlinkowane w notatkach do tego odcinka i dziękuję ci serdecznie za rozmowę, za twój czas.

Dzięki.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Gość odcinka

Agnieszka Stein

Psycholog specjalizująca się w nurcie Rodzicielstwa Bliskości. Pomaga rodzicom zagubionym w gąszczu obecnie dostępnych, często wzajemnie sprzecznych porad i zaleceń i pomaga im czerpać radość z rodzicielstwa i osiągać równowagę między potrzebami wszystkich członków rodziny.

Książka dla rodzica

Napisana przez Agnieszkę

Autor

Tytuł książki

Link do księgarni

Spis treści

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Wychowanie wspierające i rola pedagoga w szkole: Anna Jankowska

Wychowanie wspierające i rola pedagoga w szkole: Anna Jankowska

W jaki sposób rodzice mogą wspierać rozwój swoich dzieci?

Jaka jest rola szkolnego pedagoga i psychologa?

Czy jako rodzice też potrzebujemy wsparcia?

W 27. odcinku podcastu Ania Jankowska z bloga Tylko dla mam pokazuje nam na czym polega wychowanie wspierające. A bazując na swoich doświadczeniach zawodowych opowiada o roli, jaką ma do spełnienia szkolny pedagog i czy powinniśmy się bać, gdy wzywa nas na rozmowę do swojego gabinetu.

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

10 książek dla rodziców

Specjalnie dla słuchaczy podcastu Ania przygotowała listę książek, które warto przeczytać, a które nie sa typowymi poradnikami rodzicielskimi.

Pobierz prezent

Dołącz do newslettera Ojcowskiej Strony Mocy, a już za chwilę otrzymasz go na swojego mejla

Gość odcinka

Anna Jankowska

Pedagog, autorka książek dla nauczycieli, rodziców i dzieci, promotorka wychowania wspierającego. Mama, blogerka i podcasterka.

   

Spis treści

Wychowanie wspierające i rola pedagoga w szkole. Transkrypcja.

Czym jest wychowanie wspierające

Jarek Kania: Cześć Aniu!

Anna Jankowska: Cześć Jarku!

Na swoim blogu i podcaście promujesz i bardzo dużo mówisz o wychowaniu wspierającym. I tak sobie myślałem, czytając te twoje teksty, słuchając, a także czytając twoje książki, czy tak naprawdę nie jest to tak, że każde wychowanie polega na tym, że wspieramy nasze dziecko, że każdy rodzic, z założenia, czy to podtrzymując je, kiedy ono sobie zaczyna chodzić, czy potem tłumacząc mu świat wspiera dziecko w rozwoju, czy jednak jest jakaś większa różnica, większa jakaś część która zespala to, że jakiś zespół metod możemy nazwać wychowaniem wspierającym?

Bardzo dobrze to ująłeś, bo tutaj chodzi o to, że każde wychowanie może nazwać wychowaniem wspierającym. Absolutnie nie zależy mi na tym, żeby mówić o jakimś takim wiesz zawężonym rodzaju wychowania, albo żeby wrzucać do wychowania wspierającego jakieś takie idee, które dzisiaj są aktualne, a jutro już niekoniecznie będą, więc idealnie praktycznie w pierwszym zdaniu to ująłeś, to jest każdy rodzaj wychowania , bo nam jako rodzicom chodzi o to, żeby wspierać nasze dzieci i tyle.

I tak naprawdę gdybym miała zdefiniować czym dla mnie jest to wychowanie wspierające, to mogłabym mówić o takich ogólnych wartościach i zawsze mi się wydawało, wiesz co, że jak ktoś tak mówi o takich ogólnych wartościach, takich wiesz które są zawsze aktualne, typu szacunek i odpowiedzialność, to mi się wydawało że to będzie nudne, że to nie tak powinno wyglądać, ale z perspektywy pedagoga, który jest w zawodzie już prawie 13 lat, wydaje mi się że to właśnie to do tego wszystkiego to się sprowadza. Czyli do tych ogólnych wartości i tak to, z mojej perspektywy, wychowanie wspierające jest dokładnie tym.

Czyli w jaki sposób możemy to określić tak naprawdę, że my wspieramy dziecko, jakie rzeczy musimy robić, albo czego nie powinniśmy robić, żebyśmy mogli tak naprawdę powiedzieć, że dobrze wspieramy nasze dziecko w rozwoju?

Dobrze wspieramy nasze dziecko w rozwoju wtedy, kiedy obserwujemy to dziecko i podążamy za tym dzieckiem, ale nie tak ślepo jak to czasami dzisiaj robią rodzice.

To znaczy, jeżeli obserwujesz swoje dziecko i uczysz się jak żyć z tym małym człowiekiem od samego początku, to tak naprawdę wiesz, jesteś w stanie powiedzieć co jest dla niego dobre, a co nie jest dobre.

Więc wsparcie tutaj polega na tym, że podążasz za nim i sprawdzasz i zobacz, że znowu tutaj jeżeli mówimy o wychowaniu wspierającym mówimy o takim szerszym kontekście, jeżeli chodzi o rodzicielstwo, bo jeżeli sprawdzasz różne rzeczy, no to tak naprawdę możesz sprawdzać to czy rzeczy które podpowiadała babcia, albo mama, albo twój tato, czy one się sprawdzają, czy to co robili nasi rodzice jest dobre dla naszego dziecka, dla naszej rodziny tu i teraz, czy może właśnie to co proponuje, nie wiem, jakaś słynna celebrytka, mówiąca o tym jak wychowywać dziecko, czy może jeszcze 5 innych rzeczy.

Sprawdzasz i czasami rodzice mówią, że tak nie do końca chcą sprawdzać na swoim dziecku i na swojej rodzinie najróżniejsze metody i to co może być dla nich ważne, ale ja z kolei jestem za tym i też często a propos właśnie wychowania wspierającego mówię o tym, żeby dać sobie wybór, to znaczy jeżeli założysz na samym początku, że będziesz wychowywać w jakiś konkretny sposób, no to możesz się zdziwić dlatego, że po pierwsze jeżeli nawet założysz, to bardzo często rodzice mówią coś takiego, że na niby miałam dziecko ja dokładnie wiedziałam jak chcę je wychowywać.

Najwięcej się wie o wychowaniu dzieci zanim się je ma.

Tak, tak. Najwięcej się o tym wie, dokładnie, masz takie super wyobrażenia i wiesz, jak to będzie. I masz jakieś założenia, tak naprawdę i najczęściej są to założenia wynikające z tego jak zostałeś sam wychowany, to znaczy są dwie drogi, albo idziesz w kierunku takim, że powielasz to, bo ci się to podobało, bo uznajesz, że to było dobre i chcesz, żeby twoja rodzina mniej więcej też tak żyła, albo z kolei, jeżeli ktoś miał trudne doświadczenia jako dziecko i chce coś zmienić to bardzo często właśnie idziemy w zupełnie odwrotnym kierunku.

Oczywiście zdarza się też tak że żyjemy w takim środowisku, gdzie nie mamy szansy stwierdzić, że to co nam było robione na przykład bardzo często tak jest z przemocą psychiczna, że to jest złe. A my to uznajemy za takie naturalne za coś zupełnie normalnego i powielamy natomiast właśnie najlepsze co możemy zrobić to jednak sprawdzić to znaczy dać sobie wybór i dać dziecku wybór i tu też nie chodzi mi o to żeby wiesz w tym tygodniu wychowywać używając metody pozytywnej dyscypliny, a jutro idziemy w kompletnie w self-reg a jeszcze pojutrze w coś tam innego, tylko powoli wprowadzać zmiany które uważasz że są dobre dla twojego dziecka i takie które widzisz że wprowadzają pozytywne zmiany, bo zmiana to jest też coś o czym bardzo często mówię a propos wychowania, bo z kolei my tak też wyobrażając sobie nas jako rodziców, bardzo często zakładamy że wymyślimy coś i to będzie sprawdzone albo nawet jak już jesteśmy rodzicami i coś nam się sprawdza to chcemy się tego trzymać.

Bardzo często ludzie życzą sobie, żeby wszystko było tak jak jest. Ja też bardzo często właśnie od mojej teściowej dostaje takie życzenia, nie zmieniaj się, bo jesteś fajna, tak, jesteś fajną synową więc się nie zmieniaj. I ja zawsze od lat jej powtarzam, że ja się chcę zmieniać, że

zmiana to jest coś dobrego i uważam to za coś bardzo, bardzo pozytywnego i właśnie ciężko będzie wspierać dziecko w momencie, kiedy my się nastawimy na to, że to nasze życie będzie takim stałym elementem ze stałymi zasadami i że nic nie będziemy zmieniać,

dlatego że jeżeli uznamy zmianę za coś trudnego i niedobrego, tak naprawdę, w wychowaniu, no to trochę jesteśmy na równi pochyłej do konfliktu, do najróżniejszych konfliktów.

Więc zmiana to jest fajna rzecz. Więc widzisz w tym moim wychowaniu wspierającym chodzi o testowanie różnych możliwości, o otwarcie na zmianę, bardzo dużo też mówię o szacunku, bo uważam, że to są rzeczy które wspierają, a zobacz, że nie jest to nic takiego wiesz wydumanego.

To są takie trochę takie rzeczy, jak się doczyta, na przykład, czy słucha, że niemalże oczywiście, że okej, no przecież to normalne, że powinniśmy ten sposób postępować, czyli okazywać szacunek, albo zrozumienie, albo posłuchać dziecka, które no jest odrębnym człowiekiem, należy mu się szacunek samo przez się, ale jednak jedno jest ta potrzeba mówienia o tym, więc o tym wiedzą.

 Wiesz co, ja myślę, że my o tym wiemy I teorię bardzo dobrze znamy, ale od wiesz rozmawiania sobie tak jak my sobie tutaj rozmawiamy, że o, zmiana jest fajna, super, od takiej teorii do

do dziecka ryczącego na korytarzu w Ikei.

No dokładnie, albo tej histerii w tej słynnej na podłodze w supermarkecie, to są dwie różne rzeczy, ale no od czegoś trzeba wyjść. To znaczy to też nie może być tak i ja bardzo często to też, że powtarzam w rozmowach z rodzicami, że my po prostu rzucamy się jako rodzice i tak płyniemy z falą i tak rzucamy się na wiatr i po prostu co będzie, to będzie, niech się dzieje wola nieba.

Bo dużą działką w tym moim mówieniu o wychowaniu wspierającym jest odpowiedzialność również i dla mnie to jest niezmiernie ważne, żeby stając się rodzicem wziąć odpowiedzialność za małego człowieka, co jest oczywiste, no jakby nie masz wyjścia, ale też za to jak z nim rozmawiasz, jak właśnie wychowujesz, jak podchodzisz do wychowania i też wziąć odpowiedzialność za siebie, to znaczy nie płyniesz z prądem i zobaczymy co się stanie, tylko nawet jeżeli testujesz różne możliwości, jeżeli wprowadzasz najróżniejsze zmiany, to masz to przemyślane w jaki sposób. I jasne, że nie da się wszystkiego zaplanować i nie o to chodzi, żeby sobie wiesz tutaj znów usiądziemy, pogadamy, rozpiszemy plan jak to zrobić i na pewno to się da wprowadzić w życie, bo ludzie są ludźmi, życie jest życiem, a dziecko zawsze gdzieś tam ma te swoje potrzeby i nam zakomunikuje o tych potrzebach prędzej czy później.

Niemniej jednak ta

odpowiedzialność, moim zdaniem, polega na tym żebyśmy planowali i świadomie wprowadzali najróżniejsze zmiany, czy to w komunikacji, czy to w naszych codziennych relacjach, czy to właśnie w drobiazgach.

I a propos zmian to też bardzo mocno wspieramy nasze maluchy w momencie, kiedy te zmiany wprowadzamy drobnymi krokami. Zresztą siebie też wspieramy wtedy jako rodzice. Bo pewnie Sam dobrze wiesz, że jak chcesz coś zmienić w swoim życiu, nie wiem, niech to będzie rzucanie papierosów, chociaż nie, ten przykład rzucanie papierosów jest taki, że niech to, że to robią tak z dnia na dzień, a niektórzy coraz mniej, coraz mniej, coraz mniej, ale ogólnie są coś zmienić w życiu

Jak chcesz przestać podjadać słodycze, na przykład to jest właśnie mój konik, znaczy nie konik, tylko raczej właśnie moja pięta achillesowa.

Że próbujesz, ale się nie udaje?

Zawsze przychodzi taki moment, że jednak

Że jednak sięgasz. No widzisz, witaj w klubie. Po co się mądrzymy o wprowadzanie zmian, a sami wiesz, tylko patrzymy, gdzie jest czekolada.

Dobrze jest dzieciom powiedzieć słuchaj, nie wolno tyle jeść i tak dalej, kiedy dzieci idą spać, to trzeba tylko bezszelestnie ten papierek otworzyć.

Dobra, dobra. To jest bardzo dobra metoda, ale jak już jesteśmy przy tych słodyczach, to bądźmy i zobacz, że jeżeli chcesz, żeby twoje dzieci jadły mniej słodyczy, to trudniej będzie do tego doprowadzić, kiedy im powiesz okej, dobra, to jest ostatnia czekoladka, pożegnaj się z nią, naciesz się, od jutra zero słodyczy.

O wiele łatwiej wprowadzić takie zmiany, czyli zmniejszenie ilości tam, nie wiem, cukru, czy właśnie łakoci, kiedy będziesz dawkować i coraz mniej dawał każdego dnia. Kiedy umówicie się na konkret, no dobra, po obiedzie jedna tam jakaś czekoladka czy cukierek, więcej nie. Do tej pory jadłaś po kolacji jakieś tam słodycze, bo miałaś ochotę, od dzisiaj tego nie robisz. Rozumiesz, mniejszymi krokami łatwiej to zrobić i tak jest ze wszystkim.

Tak jak niemal codziennie prowadzę konsultacje, takie online z rodzicami i powiem ci, że większość spraw sprowadza się do tego, że wprowadzamy zmiany małymi krokami, że najczęściej rodzice wiedzą co chcą zmienić, bo jeżeli ktoś zgłasza się do pedagoga z problemem, no to po pierwsze już widzi ten problem, po drugie podjął już decyzję, że chcę coś zmienić, to już jest fajne, odpowiedzialne i takie przemyślane, tylko teraz właśnie jak to zrobić, czyli od tej teorii o której sobie tutaj pogadaliśmy, tak, trzeba przejść do praktyki i dla mnie te małe kroki, to jest podstawa.

Jeżeli chcesz dziecko zachęcić do tego, żeby jadło więcej warzyw i owoców, bo twoje dziecko kompletnie tego nie robi, a wiesz, że powinno, że to dla niego zdrowe, no to też nie może, znaczy teorię znacie oboje, tak sobie myślę, natomiast też nie możesz do niego przyjść i powiedzieć ,no dobra ,od dzisiaj marchewka i ogórki na śniadanie, ale to co możesz zrobić, to przemyśleć sprawę i jak wprowadzić zmiany małymi krokami w moim życiu i to co możesz zaproponować dziecku, to na przykład wspólne gotowanie. Wspólne spędzanie czasu w kuchni, gdzie kompletnie nie musi jeść tej marchewki, ale obiera ją jakoś tam kroicie na różne fajne rzeczy, układzie jakieś stwory na kanapkach i po prostu bawicie się tym, co chcesz brzydko mówiąc oswoić, tak. Jeżeli są to owoce i warzywa, to też ta zmiana nie nastąpi z dnia na dzień, ani chwili na chwilę, bo dziecko nie, co to jest, nie zna tego smaku i kompletnie nie chce tego poznać.

Natomiast jeżeli małymi krokami, właśnie przez zabawę wprowadzicie samo poznanie tego, czyli oswojeniu materiału, powiedzmy sobie, niech to będzie marchewka czy ogórek, to jest naprawdę spora szansa, że za jakiś czas, kiedy ty poprosisz dziecko o to, żeby spróbował, o mały plasterek, może wypluć, nic na siłę, ono chętniej to spróbuje, bo to zna, bo już wie, to już jest oswojony, to już nie jest obce. Więc o takich małych krokach mówię i uważam, że to jest największe wsparcie, jakie możemy dać i sobie, i swoim dzieciom.

I potwierdzam to, bo mam taki mały sukces wychowawczy, co prawda nie na dziecku, tylko kiedy jeszcze razem mieszkaliśmy w akademiku z moją obecną żoną Jolą, ona schodziła dwie łyżeczki herbaty, dwie łyżeczki cukru w herbacie, ja piłem gorzką kompletnie i kiedy raz się po niej napiłem to stwierdziłem, że to jest to niemożliwe, co ona pije, więc zacząłem jej robić tę herbatę, kiedy mamy Prosiła i sukcesywnie zmieszałem jej te dawkę i kiedyś tam akurat tak wypadło, że nie mogłem jej zrobić, doszedłem chyba do jednej łyżeczki i ona sobie wsypała dwie i mówiła Boże, jakie słodkie. No i trochę mi się oberwało, ale pomogło.

Widzisz, to jest taki sukces, ale nie chcę Cię tu sprowadzać na ziemie   

I już działa sobie 15 lat.

Rozumiem, że działa, natomiast jeżeli chodzi o dzieci, to może jednak lepiej zamiast takie wiesz, robić podchody i tak się przyczajać, nie twierdzę że nigdy nie można tego zrobić, no bo różnie w życiu bywa, ale jednak lepiej z dzieckiem porozmawiać i pokazywać i niech to będzie jawne, bo sam sobie nie dajesz wsparcia w tym momencie, no bo zauważ, że musiałeś żonie robić herbatę przez cały czas, przez jakieś tam długi czas, żeby osiągnąć ten sukces i tak naprawdę to wszystko spadało na ciebie,

No miłość wymaga poświęceń,

No ja rozumiem, natomiast lepiej jednak jak już mówimy o wspieraniu w wychowaniu, niech dzieci wezmą na siebie tą odpowiedzialność. Ja wiem że odpowiedzialność to jest duże słowo, ale naprawdę jeżeli no już jesteśmy przy temacie oswajania marchewki z trzylatkiem, jeżeli dajesz dziecku taką odpowiedzialność, oczywiście robimy to w czasie zabawy, tak jak mówiliśmy gdzieś tam spędzamy razem czas w kuchni, to to w przyszłości da lepsze efekty, to znaczy to wszystko będzie jawne, więc z dorosłymi, a zresztą z dziećmi też można czasami coś takiego zrobić, ale dla ciebie będzie lepiej jak będziesz to robił jawnie, dlatego że bawiąc się tak z trzylatkiem i pokazując jak doprowadzasz do zmiany małymi krokami, zawsze warto brać pod uwagę że ten trzylatek za chwilę będzie 6 latkiem, potem 9 latkiem, a potem 15 latkiem, więc no już tutaj wiesz robienie tej herbaty za jego plecami trochę się mija z celem, prawda?

Jak zmienia się wychowanie, gdy dziecko staje się nastolatkiem?

Zgadza się, a skoro wspomniałaś już 15 latków, to tak zauważyłem taką tendencję, że bardzo dużo książek, artykułów, blogów, również jest o maluszkach i to też o tych maluszków wyszliśmy, a im dzieci robią się starsze, tym tych pozycji jest coraz mniej, domyślam się dlatego też, że to jest to coraz trudniejszy temat i jest coraz też mniej przyjemny, bo jednak półroczny berbeć no to jest fajny. Możemy z nim gadać, gaworzyć, wrzucać ładne zdjęcia, a z 15 latkiem jednego, że jest trudno. Moja córka co prawda ma 10 lat, ale już widzę, to najstarsza ma 10 lat, już widzę, no że będzie ciężko za lat parę. Jak w tym momencie wygląda wspieranie takiego nastolatka w rozwoju? Jak to robić dobrze? Żebym ja to przetrwał i żona to przetrwała i żeby cała nasza rodzina nie osiwiała.

Wiesz co, powiem ci tak, podoba mi się jedna taka teoria już nawet nie pamiętam czyja, gdzieś to kiedyś przeczytałam, że dziecko wychowujesz tak bardzo mocno wychowujesz, czyli wpływasz na nie do 12 roku życia, a potem po 12 roku życia już tylko zbierasz żniwo i to wiesz, nie chodzi o to, że tego 15-latka już w ogóle nie wychowujesz, że po 12 roku życia mówimy dobra, no dzięki, to ja zrobiłem co mogłem, a teraz jakoś musimy dotrwać do osiemnastki, chodzi o to i ja bym się zgodziła z tą teorią, że to co włożysz, prawda, do tego 12 roku życia, to co włożysz do tego wychowania, do głowy tego dziecka, to co wypracujesz, potem już tylko zbierasz żniwa, owoce, jakkolwiek to nazwiemy i naprawdę bardzo, bardzo podoba mi się ta teoria, bo faktycznie tak jest, że jeżeli wychowujesz dziecko przez, powiedzmy sobie, te 12 czy 13 lat i naprawdę macie dobrą relację, dobrą komunikacje, może są wzloty i upadki, no jasna sprawa, ale potem dziecko wchodzi w ten wiek, powiedzmy sobie, dojrzewania i już wtedy ta komunikacja z rodzicem ona wygląda zupełnie inaczej.

Jeżeli chodzi o nastolatki, to tak naprawdę komunikacja z rodzicami oparta jest na konflikcie,

pewnie może pamiętasz ze swojego gdzieś tam nastolatkowego czasu, ja ze swojego pamiętam bardzo dobrze te konflikty, zresztą pracując w szkole jako pedagog no też mierzyłam się z tymi konfliktami, jeżeli chodzi o starsze klasy i uczniów właśnie starszych klas, którzy przychodzili do mnie na tak zwany dywanik z rodzicami, więc faktycznie to tak wygląda, z tym że konflikt, no my się boimy tego słowa, no bo boimy się tego buntu nastoletniego i jak to będzie wyglądało. Ale jak się nad tym zastanowić i tak zgłębić tą całą sytuację rozwojową, no to to, gdzie ma to dziecko nauczyć się samodzielności, gdzie ma powiedzieć, co myśli tak od początku do końca, gdzie ma być sobą, gdzie mają mu puścić nerwy, jak nie właśnie w domu?

Więc to jest ten moment, kiedy rodzice są tymi, brzydko mówiąc, workami treningowymi. No i tutaj od naszej dojrzałości emocjonalnej, naszej, rodzicielskiej, zależy to jak będzie wyglądała wasza, nasza relacja z dziećmi w wieku nastoletnim. Ja też mam 10 letnią córkę i też widzę, że będzie ciężko, ale ja się z tego cieszę, dlatego że ja ją uczę tego, żeby potrafiła mówić nie, żeby umiała argumentować, jeżeli na czymś jej zależy, żeby szukała najróżniejszych rozwiązań, jeżeli wkładasz to dziecku do głowy przez 12 – 13 lat, a potem ono się staje nastolatkiem, a ty mówisz nie, nie, no to teraz to nie, bo ja się obawiam, że będą jakieś wybryki, no to nie da się tak.

Albo chcemy mieć to dziecko właśnie takie, które jest odważne i odważnie stawia czoło światu, albo chcemy mieć dziecko potulne i używamy tutaj już zupełnie innych metod, więc to co możesz zrobić, to stawać w szranki, to znaczy być sparingpartnerem.

I mi tutaj nie chodzi o to, żeby dziecko przyszło i po prostu na tym treningu boksowało ciebie, a ty się kulisz w narożniku, tak, czyli, nie wiem, może cię wyzywać, może być dla ciebie jakieś super niemiłe, a ty powiesz okej, okej, bo ty jesteś tam w okresie dojrzewania, spoko.

Wręcz przeciwnie, tłumacz, cały czas komunikuj, już rozmawiaj tak jak rozmawiasz z równymi sobie. I z 15 latkiem ja uważam, że spokojnie można porozmawiać o odpowiedzialności i szacunku na zupełnie innym poziomie, niż wiadomo, z dzieckiem ośmio czy siedmioletnim i tak to powinno wyglądać, to znaczy no ścieracie się i jesteście w konflikcie i teraz znowu wracamy do tego akceptowania zmiany, bo jeżeli nie to nie klikniemy sobie w głowie nie poustawiamy klocków i nadal będziemy chcieli mieć w domu takiego, wiesz słodziaka ośmioletniego, dziewięcioletniego, który ma swoje zdanie, ma jakieś tam swoje widzimisię, ale jeszcze nadal rodzice są całym światem, są ogromnym autorytetem i ta komunikacja trochę inaczej wygląda i jeżeli my się sami dla siebie buntujemy, kiedy nasze dziecko wchodzi w ten okres dojrzewania i nie chcemy się z tym pogodzić i nie pozwalamy się też jemu z tym pogodzić, no to wszystkim będzie ciężko, a jeżeli uznamy że tą zmianą, która nas czeka w tym momencie jest konflikt i życie w konflikcie, ale takim właśnie ogarniętym, przemyślanym i odpowiedzialnym i tą odpowiedzialność za konflikt jakby biorą w dużej mierze rodzice na siebie.

Znaczy ja wiem, że bardzo często dzieci, praktycznie za każdym razem, dzieci będą zarzewiem tego konfliktu i one będą zaczynały w jakiś sposób, ale to jest takie zrozumiałe, to jest ich sposób na to, żeby dojrzały, żeby się oderwały od nas i emocjonalnie i właśnie w tej swojej samodzielności. Bo jak tak się nad tym zastanowimy no to wiesz, no wyobraź sobie, że chcesz mieć samodzielne dziecko i co i ono przychodzi do ciebie mając lat 16 czy 17 i mówi mamo, tato jesteście kochani, ale od dzisiaj ja idę na swoje.

Raczej tak to nie wygląda, raczej ona musi się zbuntować przeciwko temu wszystkiemu, czego my zazwyczaj oczekujemy, żeby sprawdzić co jest po tej drugiej stronie, więc ja bym się cieszyła, że twoja córka tak się zapowiada na taki trudny, buntowniczy moment, bo ja się z tego co mnie w tym momencie tak też trochę przeraża, no bo wiem że będzie ciężko, staram się, wiesz już przygotować i już cieszyć, bo chcę być właśnie przygotowana do tego, że będziemy w konflikcie i ja już zresztą o tym z nią rozmawiam i ostatnio jej nawet powiedziałam, ona ma wiesz teraz 10 lat, więc trochę jej się to w głowie nie mieści, nie możesz też dziecka 10-letniego przygotować na to, że będzie nastolatkiem, więc jej powiedziałam, że przyjdzie taki moment, że absolutnie nie będziesz się ze mną zgadzać, że będziesz się ze mną kłócić i że w ogóle uznasz że za każdym razem, albo w większości przypadków ja mówię jakieś tam bzdury i faktycznie widziałam po jej reakcji, że ale jak, ale co ty, no a no ale co ty, więc super, jeszcze nie jesteśmy w tym momencie kiedy ona się zaczęła buntować, no ale trzeba się na to przygotować i warto nawet jeżeli dziecko w tym momencie kompletnie tego nie ogarnia, ja jej to mówię nie po to żeby ją w jakiś sposób, wiesz poruszyć, zdenerwować czy sprawić że ona się poczuję zakłopotana, tylko ja chcę, żeby ona wiedziała, że to będzie normalne i to będzie w porządku. że jak będzie wyglądało nasze życie przez jakiś czas i okej ja nie mam z tym najmniejszego problemu i uważam, że to jest też jakiś tam pewien rodzaj odpowiedzialności i przygotowania na zmianę.

Jaka jest rola pedagoga w szkole?

Wspomniałaś już o tym, że byłaś pedagogiem w szkole, ja mam takie wspomnienie, mojego pedagoga z podstawówki jako pana, który miał prawie 2 metry wzrostu, chodził w szarym garniturze, wszyscy się go bali, bo kiedy tylko się odezwał to wszystkim ciarki przechodziły po plecach, więc jaka jest rola pedagoga w szkole, czy on ma nas wspierać? No bo z naszej perspektywy to on nas straszył. Czy coś się zmieniło w tej kwestii, czy no właśnie, kim jest pedagog w szkole?

Piękny opis dałeś pedagoga. Dla mnie to jest tak i dlatego między innymi już nie pracuję w szkole, że moje wyobrażenie o tym jak powinien wyglądać pedagog, w sensie pracy prawda, trochę mijało się z tym, co było w tej mojej pracy i co było praktyką i tak dla mnie bycie pedagogiem to jest bycie takim trochę łącznikiem, jeżeli chodzi o komunikację między właśnie światem dzieci, a światem dorosłych, czyli światem uczniów, jeżeli mówimy o pedagogu szkolnym, a światem nauczycieli i rodziców, bo nauczyciele są skupieni na edukowaniu i to jest prawda, z którą się zgadzam, że szkoła nie jest od tego, żeby wychowywać nasze dzieci, szkoła jest od tego żeby nasze dzieci uczyć, tak ogólnie mówiąc i zrzucanie całego tego właśnie wychowania na szkołę, ja się z tym nie zgadzam.

Więc nauczyciele skupieni na tym, żeby też to trochę zmuszeni przez system, na tym, żeby uczniowie mieli odpowiednią ilością ocen, odpowiednią ilość tam wiesz sprawdzianów i tak dalej, sam wiesz, jak to jest to jest. To jest trochę co innego, niż pedagog który jest, a właściwie powinien być skupiony głównie na tym, żeby pomóc się komunikować w trudniejszych przypadkach, bo jeżeli nie ma trudności między ludźmi, jeżeli ta komunikacja w żaden sposób nie jest zaburzona, no to ten pedagog nie jest do niczego potrzebny, jako taki pomost, natomiast no właśnie u pedagoga, sam wiesz jak to jest, że nie przepadałeś za chodzeniem, przepuszczam, do pedagoga, bo do niego się chodzi z jakiegoś powodu konkretnego i najczęściej 

Jest to źle.

Tak, najczęściej są to kłopoty. No i takim popularnym powiedzeniem jest to, że się ląduje na dywaniku u pedagoga, albo u psychologa szkolnego. Czyli bardzo często w tej praktyce, którą ja miałam w szkole, może trafiłam na taką szkołę, nie wiem.

W każdym razie to było tak, że dzieciaki lądowały u mnie za karę. W takim sensie, że wszyscy rozumieli, że idziemy do pedagoga w momencie, kiedy jest jakiś problem, ale jeżeli te dzieci wiedziały, że idą do mnie za karę, zanim w ogóle jeszcze weszły do mojego gabinetu, zapukały, otworzyły drzwi i cokolwiek jakiekolwiek jedno słowo zamieniliśmy, no to już ja byłam na takiej trochę straconej pozycji prawda, no bo jak ktoś przychodzi do mnie za karę, to jest już wycofany, bo on się stresuje, on się czasami boi, nawet bardzo często, on nie wie co się wydarzy, więc tak to nie powinno wyglądać, a w praktyce no mniej więcej tak to wygląda i to wyobrażenie o pedagogu szkolnym myślę, że w wielu przypadkach, nie chcę generalizować, no bo wiadomo, że w różnych szkołach jest różnie, ale w wielu przypadkach, których nadal tak, że jest właśnie to wyobrażenie tego dwumetrowego faceta, który jest gburem i po prostu przychodzisz, a on ci tam palnie jakąś pogadankę, ty odsiedzisz swoje. Bardzo często dzieciaki właśnie tak miały, że one były przygotowane na to, że przyjdą nikt im nawet nie zaproponuje, żeby usiadły, ja tam im powiem co mam do powiedzenia.

Takie przesłuchanie?

Nawet nie przesłuchanie, czasami. No bo nawet jakby co tu przesłuchiwać, no kolega rzucił w kolegę tam nie wiem, papierkiem albo cię tam wygłupiał, albo przeklinał na lekcji, więc został wysłany do pedagoga no pogadankę. I te dzieciaki są przygotowane na to, że tak to właśnie będzie wyglądało, więc jak próbowałam z nimi rozmawiać, to były w szoku.

Nie poddawałam się, oczywiście i bardzo fajnie już tam sobie wypracowałam i fajnie mi się pracowało tymi dziećmi, ale faktycznie, i z rodzicami, ale faktycznie trzeba sobie było by dreptać ścieżkę, trzeba było otworzyć te drzwi i nie zamykać ich, to znaczy one faktycznie w pewnym momencie były ciągle otwarte w moim gabinecie szkolnym i wszyscy byli w szoku, że po pierwsze że mi to nie przeszkadza, a po drugie że zawsze tam można wejść i to jest taki drobiazg, taki znowu mały krok, taki mały zabieg, ale faktycznie tak było, że jak ja miałam cały czas otwarty ten gabinet, to te dzieci choćby z ciekawości zajrzały i to było super.

Do jaskini lwa.

Tak, do jaskini lwa, dokładnie i to było super i teraz zobacz jak to pięknie nam się to złoży do tej historii z marchewką, one sobie oswoiły mnie, bo wiedziały, jak wyglądam, choćby tylko przez to, że dojrzały do mojego gabinetu przebiegając na przerwie przez korytarz, prawda, tylko zerknęły. Ja nic do nich nie miałam, nawet na niej nie patrzyłam, ale one wiedziały, jak ja wyglądam, one wiedziały co ja robię, więc to już było trochę łatwiej jak do mnie przychodziły, no bo umówmy się, no jak szkoła ma tam nie wiem, 500 uczniów, to nie wszyscy znają pedagoga szkolnego, taka jest prawda, no nie stoisz na środku i nie przedstawiasz się jako pedagog szkolnym więc naprawdę znają pedagoga bardzo dobrze tylko te dzieci, które mają problem.

Więc jak miało do mnie przyjść jakieś nowe dziecko, ono od razu się stresowało, bo wchodzi do gabinetu obcej osoby, więc to otwieranie drzwi, czy to takie naprawdę dosłowne, czy to takie symboliczne, że po prostu pokazujesz się, jesteś, nie gryziesz, idziesz do ludzi, rozmawiasz, no to ja uważam, że to jest rewelacyjne i faktycznie próbowałam być tym pedagogiem otwartym na różne sposoby. Jako pedagog byłam też odpowiedzialna na przykład za gazetkę szkolną, to są takie techniczne sprawy nauczycielskie, które trzeba wykonać.

Za gazetkę taką, wiesz wiszącą przed moim gabinetem, nie że za jakąś tam drukowaną i ja na tej gazetce któregoś razu zostawiłam taką informację, że dzisiaj rozmawiamy o tolerancji, taki duży karton i możecie wpisywać co chcecie i oni mogli tam wpisywać jakie chcą hasła i jasne jest, że czasami zdarzyły się jakieś śmieszne hasła, a czasami jakieś głupkowate hasła, czasami jakieś bardzo mądre hasła, tam jakieś rysunki, które wkurzały innych nauczycieli i znowu zdarzyło się tak, że kazali mi zdjąć ten plakat, bo tam uczniowie za dużo mówią, czujesz to?

Tak to mniej więcej wygląda, że masz jakieś wyobrażenie, idziesz i musisz przecierać szlaki, no ale też nie zawsze, nie wszędzie te szlaki da się przetrzeć, no i nie zawsze nie wszędzie każdy ma na to ochotę, więc z mojej perspektywy pedagog szkolny powinien być łącznikiem między dorosłymi, a dziećmi, no i powinien robić wszystko, żeby szukać takich dróg, więc to też nie jest tak, że wiesz ja jestem tylko po stronie dzieci i to co mówią dorośli, około nauczyciele, jako no ogólnie kadra, ciało pedagogiczne, czy tam rodzice, którzy się ze mną kontaktowali, że ja ich nie słucham, bo ja chcę być po stronie dzieci, bo ja chcę, żeby mnie dzieci polubiły, no nie do końca tak to działa właśnie.

Trudność polega na tym, że musisz znaleźć ten kompromis i tutaj wypracować sobie nie to, to coś innego. Więc jeżeli faktycznie, wiesz ja zrobiłam plakat, na którym dzieciaki się wypowiadały, ale przeszkadzało to wielu nauczycielom, no to też nie ma się co upierać, że i a ja tupnę nóżką i niech zostanie, bo znowu nie o to chodzi, więc tutaj szukanie tego kompromisu, gotowość na zmianę i szacunek dla zdania każdego, tak naprawdę, człowieka, to jest chyba to jest moim zdaniem wychowanie wspierające.

Różnice między psychologiem i pedagogiem szkolnym

Wspomniałaś jeszcze jedną osobę, przed chwilą, psychologa szkolnego. Czym się różni albo Jakie są inne kompetencje psychologa i pedagoga? Czy można to połączyć w jedno?

Wiesz to jest tak, że bardzo często jest albo psycholog, albo pedagog w szkole, więc tak to wygląda. Psycholog najczęściej zagłębia się w tematy emocjonalne i rozbija problem na części, żeby dotrzeć do jego źródła i wiesz, do tego potrzeba bardzo dużo czasu, natomiast z mojego punktu widzenia, praca pedagoga, zresztą bardzo często nawet nauczyciele, bardziej niż uczniowie mówili mi o tym, że jejku jak super, że właśnie ty działasz w ten sposób.

Widziałam, że to im było potrzebne bardziej niż rozmowa z psychologiem, to znaczy pedagog działa tu i teraz. Czyli jeżeli jest jakiś problem, ja staram się dać jakieś narzędzie, podpowiedzieć konkretne rozwiązanie, nie doszukując się tego, jakie ty miałeś relację ze swoją matką, że w tym momencie tak się zachowujesz, bo jak pracujesz jako pedagog szkolny no to tak naprawdę powinieneś rozwiązywać problemy tu i teraz.

I oczywiście że nie zawsze się da i bardzo często zdarzało się tak, że jak już wiesz, jakby ugasiłam pożar, no od tego jest pedagog, że ugasi pożar, to bardzo często wysyłałam ludzi do psychologa, jak nie było szkolnego, to jakiegokolwiek innego, odsyłam ich do poradni psychologiczno-pedagogicznej, żeby dostali więcej, żeby ktoś jeszcze im pomógł, bo widziałam że ten problem jest ogromny, ale ogólnie tak w największym skrócie pedagog szkolny różni się od psychologa tym, że pedagog musi zadziałać tu i teraz, musi dać ci konkretne narzędzie, żeby ugasić konkretny pożar, żebyś ty przetrwał najbliższe chwilę albo żebyś nauczył się rozwiązywać jakąś sytuację, no i w momencie kiedy ta sytuacja, czy ten twój problem jest na tyle trudny, że potrzebny ci jest psycholog, no to idziesz do psychologa i już dalej pracujesz jakby dłużej, a pedagog tak jak mówię, no raczej taki krótki dystans, tak to przynajmniej wyglądało jak ja pracowałam w szkole i właśnie zmierzam do tego, że nauczycielom to się bardziej podobało, to znaczy oni w większości nie potrzebowali jakiejś długiej terapii, oni nie chcieli rozkładać swoich problemów na czynniki pierwsze, oni chcieli dostać konkret, narzędzie, które na przykład zmotywuje moją klasę do tego, żeby zrobiła coś tam, czy wprowadziła właśnie jakąś zmianę, a nie do rozkminiania każdego ucznia z mojej klasy, jaką ma sytuację i tak dalej.

Nie wiem, czy to jest dobre, czy złe, w każdym razie no nauczyciele dawali mi takie sygnały, że to dla nich było bardzo użyteczne i że właśnie tego oczekiwali, więc no to starałam się im dać.

Jeszcze takie pytanie jedno mam, odnośnie do pedagoga, bo nie miałem jeszcze takiej sytuacji, ale to różnie się może zdarzyć, że przychodzi córka, czy też sen do kogoś “mamo, musimy iść do pedagoga szkolnego” i próbuję sobie teraz wyobrazić jakie myśli mogą się pojawić w głowie rodzica. Po pierwsze takie kurczę, nie daje sobie rady, coś zawaliłem, pójdę do jakieś teraz babki, czy też faceta, który będzie mnie pouczał, jak ja mam wychowywać swoje dziecko. I z punktu widzenia rodzica po pierwsze taki wstyd, że kurczę, że aż takie jakieś, muszą przejść reperkusje. Po drugie obawa, że zaraz ktoś mnie będzie pouczał. W jaki sposób powinniśmy się nastawić, jeżeli taka no taka rzecz, że się zdarzy, że pedagog szkolny i czy to w ogóle jest obowiązkowe, że musimy się stawić, jeżeli pedagog szkolny mówi proszę przyjść z mamą, czy tam jeszcze z tatą?

Nie, nie musisz się stawić. Pedagog szkolny cię zaprasza, to nie jest policja, żeby dać ci jakiś nakaz, więc oczywiście możesz się nie stawić, ale no powiedzmy sobie w 95% przypadków jest tak, że jednak ci rodzice przychodzą, chyba że są to rodzice nie wiem z problemem alkoholowym, czy jakimkolwiek innym, którzy w tak naprawdę olewają swoje dziecko i kompletnie ich nie obchodzi, że mają jakieś tam wezwanie do szkoły, ale faktycznie masz rację, że nawet ja też, będąc tutaj w Anglii, też dostałam takie zaproszenie na rozmowę z pedagogiem szkolnym i dokładnie przeżywałam te same emocje, które teraz tutaj opisałeś, że co się stało, coś zawaliłam, że wiesz masz stres, masz nerwy, nie wiesz co będzie.

I tutaj cała odpowiedzialność jest po stronie pedagoga, odpowiedzialność za to jak będzie wyglądała ta rozmowa, dlatego że no jakby będą z tym rodzicem, który nie wie, nie zna i idzie do obcego, ty faktycznie masz prawo czuć to wszystko co czujesz i nie negować tego w sobie.

Masz prawo do tego stresu, natomiast moim zadaniem, jeżeli chce cokolwiek wskórać w tej rozmowie, jest wprowadzenie takiej atmosfery, żebyś ty się poczuł dobrze, to znaczy po pierwsze kameralnie, to jest najważniejsze. Bo czasami zdarzało się nierzadko, szczerze mówiąc, że wiesz tu czekają rodzice, tutaj rozmawiamy, zresztą często tak jest na wywiadówkach, że ktoś ma jakiś problem z dzieckiem i nauczyciel opowiada o tym problemie przy wszystkich, albo przy tam jednym, czy dwójce obcych ludzi, nie powinno tak być.

Więc kameralna atmosfera jest po mojej stronie, żebyśmy mieli prywatność, no i po drugie, jakby zdjęcie tej nierównowagi pomiędzy nami, bo faktycznie najczęściej tak jest że ten rodzice się czuje, że idzie na dywanik, bo został wezwany, a ja jestem tą osobą która ma informacje, która wie, że dziecko coś przeskrobało, czyli ten na tej takiej lepszej pozycji wyjściowej i nie ma się co oszukiwać i właśnie moją rolą jest to, żebyśmy się zrównali, żebyśmy byli partnerami w tej rozmowie i jeżeli ja do tego nie doprowadzę tym, żeby ci powiedzieć żebyś, usiadł, że wporzo, że wszystko dobrze, że to nie jest wielki problem, że coś tam coś tam, rozumiesz.

Żeby wziąć ciebie ten stres, zaproponować ci herbatę, często mi się zdarzało i to jest mój taki patent, który miałam jak pracowałam w szkole, że miałam takie ciastka, którymi mogłam poczęstować rodziców, bo bardzo często wzywany rodzic przybiega do pedagoga szkolnego po pracy zaraz, czyli jest głodny i tym bardziej wkurzony i tym bardziej zestresowany. Więc ja mogłam ich poczęstować i powiem ci, że to działało czasami cuda, że to rozładowywało atmosferę. No ale wracając do twojego pytania, to jest wszystko po mojej stronie.

To jest moja odpowiedzialność, żeby rodzic poczuł się dobrze. Ja muszę sprawić, że będziemy różnymi partnerami. Wtedy możemy zacząć rozmowę i wtedy rodzic może się otworzyć, choć nie musi. I ta rozmowa oczywiście też powinna wyglądać w określony sposób, nie na zasadzie tak jak tutaj w tych swoich obawach powiedziałeś, że ktoś cię będzie pouczał, jak masz wychowywać swoje dziecko, bo właśnie w tym momencie, w tych takich rozmowach z rodzicami bezpośrednich, zresztą robię to podczas konsultacji również, ja się jak najwięcej dowiedzieć o rodzinie, bo skąd ja mogę w ogóle wiedzieć jak kogokolwiek pouczać na jakikolwiek temat i ogólnie nie mam ochoty nikogo pouczać na żaden temat.

Skąd ja to mogę wiedzieć, jeżeli ja nie znam ciebie, nie wiem kim jesteś, nie wiem, gdzie pracujesz, nie znam środowiska w jakim żyjesz. Co ja mogę ci powiedzieć? Także tutaj to wspieranie, to wychowanie wspierające to jest też właśnie wspieranie się rodziców, w sensie dorosłych, no bo to nie chodzi tylko o rodziców, pedagog szkolny może nie mieć dzieci i też może być świetnym pedagogiem, tak jak ginekolog nigdy nie rodził dziecka, może być wspaniałym ginekologiem.

Więc wiesz, tutaj chodzi o to, żeby znaleźć ten moment w komunikacji, to jest to szczerze mówiąc, to jest ciężka praca. To nie przychodzi tak po prostu, no bo ludzie są różni i też mają różne historie za sobą i jeżeli nie poznasz tej historii i nie poznasz kontekstu, no to tak naprawdę nie macie ze sobą o czym rozmawiać, bo no tak jak na początku mówiliśmy o tym, że teoria teorią, prawda, a w praktyce to wygląda bardzo różnie.

A mogę ci to powiedzieć na takim przykładzie, że właśnie czasami nam się wydaje, że my mamy teorię i wygarniemy komuś tą teorię i wszystko będzie dobrze, że ten ktoś po prostu to przyjmie, wprowadzi w życie i już. I zobacz, że ja miałam kiedyś taką sytuację, jakieś 2 lata temu, kiedy zobaczyłam, jak odbierałam córkę ze szkoły, tutaj już też właśnie w Anglii jest tak, że wszyscy kończą o jednej godzinie i rodzice nie wchodzą do szkoły, nie pękają się, nie pamiętają się tam po szkole, tylko wszyscy stoją na boisku szkolnym o tej 15:00 i czekają aż dzieci wyjdą. Więc o 15:05 są i rodzice, i dzieci na tym boisku szkolnym i na tym boisku szkolnym jeden tata zaczął tam tak popychać, uderzać w głowę tak wiesz, tak wiesz, tak strzelać, żeby doprowadzić do porządku, że tak powiem swojego 11-latka. No i powiedz mi teraz, Jarku, jak widzisz taką sytuację, co robisz?

No, patrzę się z niedowierzaniem i szczypie się chyba, czy to na pewno nie jest prawda, ale no chyba podszedłbym do tego taty, ale ewentualnie potem, chyba nie wiem, czy miałbym na tyle odwagi zareagować w trakcie.

Ale potem, przepraszam, że ci przerwę, potem, czyli kiedy?

Jak nie będzie już z tym synem, nie no jakoś znaleźć tą sytuację. Ewentualnie mu powiedzieć, to jest bardzo idealistyczne, no bo raczej, kiedy on, no chyba że leje to dziecko,

Tak wiesz, uderza w głowę.

Wiem, że powinienem się, że powinienem się sprzeciwić temu, wiem.

Ale robisz coś, czy po prostu pozostajesz na tym, że wiesz? I pamiętaj, że jesteś w tym momencie pedagogiem szkolnym i gasisz pożar, czyli musisz podjąć jakąś decyzję szybko.

Ja podchodzę i się pytam, może, co się stało? Próbuję zagadać.

No dobra, tu jest jakaś reakcja, tak. No i w teorii wszyscy mamy taką gdzieś tam właśnie z tyłu głowy, że dobra facet bije dziecko, więc ja muszę zareagować.

Ale sam zobacz, że jak cię zapytałam i postawiłam się przed tą sytuacją, a tak naprawdę jest to tylko teoria i wirtualnie, i wcale to się nie działo, to już się tak długo zastanawiasz, no ale dobra wiemy i musimy jakoś zareagować i ja w tej sytuacji podeszłam i powiedziałam, no bo wiesz, no teoria jest taka, no dorosły jesteś, nie bij dziecka, tak, więc podeszłam i powiedziałam mu, zwróciłam uwagę, że bije dziecko, żeby tego nie robił, że nie powinno się bić dzieci. I co się wydarzyło?

Ten gość uspokoił się, po czym odszedł 5 metrów dalej i zaczął jeszcze bardziej krzyczeć na to dziecko i powiedział mu, że w domu się policzą. Więc widzisz ja zareagowałam tak jak powinnam, zgodnie z teorią, no trzeba zwrócić uwagę, bo inaczej będzie go bił na oczach, wiesz tam 150 innych rodziców.

Nikt więcej nie zareagował, ale to inna sprawa, może mieli rację, może nie, nie wiem. W każdym razie, nie wiem czy on się tam z nim policzył, czy nie policzył, czy tam mu przeszło, jak jechali do domu. Nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, że czasami jak działamy zgodnie z teorią, nie znając historii i szerszego kontekstu, to niechcący możemy zrobić krzywdę i bardzo często to wychowanie wspierające właśnie też polega na tym, że ja bardzo często rodzicom powtarzam już w takich, gdzie rozmawiamy w dużych grupach, że dajcie sobie spokój.

Jeżeli ktoś nie prosi was o poradę, już abstrahuję od tego dziecka, które no jakby nie mogło nikogo poprosić o pomoc, ale jeżeli was nikt nie prosi o poradę to nie dzielcie się tą teorią. Tak po prostu, jeżeli ktoś na przykład tylko mówi, że “oooo mam problem, bo moje dziecko nie chce robić siku do nocnika, już powinno, bo niedługo idzie do przedszkola”, to po prostu wysłuchajmy czasami, to jest największe wsparcie, a nie mówmy co ja bym na twoim miejscu zrobiła albo nie mówmy “o, takie duże a jeszcze robi siku do nocnika”, albo nie mówmy “a moje to już w wieku siedmiu miesięcy świetnie sobie radziło”.

Na tym też wsparcie polega. Nie tylko teoria, ale też cały ten kontekst, który stoi za sytuacją. Powiem ci jeszcze, żebyśmy nie zostali tak z tym nieuratowanym dzieckiem, jak zobaczyłam, że ten facet ma zamiar się mścić, poszłam po prostu do właśnie pedagoga szkolnego, bo tam zawsze jest też otwarty gabinet i powiedziałam kto, co, jak i jak wygląda sytuacja i zostawiłam to w rękach fachowców. I to jest najlepsze co można zrobić w tym momencie, bo no już dzisiaj to wiem, bo no co no, jak zaczepisz kolejny raz faceta no to się kolejny raz zemści na swoim dziecku albo wiesz, no może różnie zareagować.

Może też tobie przyłożyć, różnie bywa, a myślę, że jeżeli zajmą się nim ludzie, którzy go znają, no jakby mają go w papierach i znają historię jego rodziny, no to coś z tego może być. Może zostanie wezwany na, został wezwany na dywanik prawda łóżku pedagoga szkolnego tutaj w tej szkole.

Niezłe

No niezłe, bo to właśnie tak jest z tą teorią, że my wszyscy znamy teorię i dzieci najczęściej też znają teorię, w sensie jak się powinny zachowywać, czego my od nich oczekujemy i tak dalej. No ale teoria jest zawsze teorią, a jak nie stoi za tym wiedza o tym co się dzieje z tym drugim człowiekiem, no to teoria tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia. I tutaj też w tym kontekście nie ma znaczenia czy wychowujesz tak czy siak, czy podążasz takim torem czy innym, czy karmisz wiesz tam 6 miesięcy czy 2 lata, czy ile, bo jak ktoś, no jakby mówię o karmieniu, bo to jest też taki pewnie wiesz, bo działasz w parentingu, to jest taki temat zapalny tak samo jak szczepionka i cokolwiek innego.

Ale faktycznie no, jak nie znasz tego kontekstu i usłyszysz “ona karmi tylko 6 miesięcy” czy “karmiła tylko 6 miesięcy”, to rany, no powiedz coś takiego na odpowiednim forum to będziesz przez 4 dni dostawał wiadomości, prawda? Ludzi nie interesuje najczęściej jaki jest kontekst, to znaczy, jeżeli nie zdobędą tego w toku doświadczenia, tak jak ja ci opowiadam teraz o tym gościu, który był dziecko, ja już wiem, że 50 razy się zastanowię zanim zwrócę uwagę osobie, która bije swoje dziecko. A tak naprawdę jak zapytasz kogokolwiek “Co zrobisz jak zobaczysz, że ktoś bije dziecko?”, każdy ci powie “zareaguję”.

Tylko że to jest teoria, sam się też zastanawiałeś nad tą reakcją, prawda? Czy byś zareagował czy nie, czy od razu. Zanim byśmy się tak zastanowili oni już by dawno doszli do tego samochodu i w ogóle można by było nie reagować, nie? 

Potem bym tylko żałował, że czegoś nie zrobiłem.

No właśnie, ale jak nic nie robisz to chyba najbardziej żałujesz, więc ja zawsze jestem za tym, żeby jednak coś spróbować zdziałać.

Jak wspierać samych siebie w byciu rodzicem?

A trzymając się jeszcze tego ojca, tylko z innej perspektywy na to patrząc. Mówimy o wspieraniu dzieci, ale tak naprawdę, jeśli my dorośli, którzy nie jesteśmy przeszkoleni w wychowywaniu dzieci, w pewnym momencie no pali nam się grunt pod nogami, czasami nie wiemy co zrobić, nie wiemy, jak zareagować, dziecko się zmienia, tu o zmianie też dużo mówiłaś, to gdzie my możemy szukać wsparcia? W jaki sposób wychowanie wspierające możemy odwrócić tak, żebyśmy to my byli również wspierani, a nie zostawieni samymi sobie? Bo możemy, z pustego no nawet i Salomon nie naleje. 

Jasne. To właśnie super, że o tym też powiedziałeś dlatego, że ta odpowiedzialność i to wsparcie to jest też szukanie informacji. To co ci mówiłam na początku, nie płyniemy z prądem, bo to się źle skończy. Dla dziecka głównie się to źle skończy, ale dla naszych nerwów również. To co możemy dla siebie zrobić, to szukać informacji, z tym, że dzisiaj, jeżeli chcielibyśmy mówić o tym co było kiedyś, a co było dzisiaj, a co jest dzisiaj, to dzisiaj współcześni rodzice mają naprawdę, jest taki wybór informacji, że do absurdu jest to doprowadzone i tak naprawdę szukając informacji nie masz nic.

Bo jeżeli wychodzisz od zera i zadajesz pytanie, powiedzmy sobie, że nie wiem, na jakiejś grupie parentingowej, grupie wsparcia. Ja próbowałam taką grupę kiedyś na Facebooku prowadzić, bardzo kameralnie, i powiem ci, że zrezygnowałam właśnie dlatego, że było tyle odpowiedzi na jedno pytanie, że tak naprawdę ja wiedziałam, że ten pytający nie dostał takiej pomocy jakiej by oczekiwał. Znaczy nasz problem, współczesnych rodziców, polega na tym, że jest za dużo informacji i my nie wiemy co jest prawdą. Nie możemy też uciec, wiesz no może powiedzieć tak: “Dobra jest tyle informacji i jest taki szum informacyjny, że ja nie wiem co zrobić, więc ja będę wychowywać tak jak wychowywali mnie moi rodzice”.

Z tym, że to było, zakładam 30,40 lat temu i nasi rodzice nie mieli absolutnie szansy do poznania współczesnych badań nad nie wiem, rozwojem mózgu, rozwojem psychiki. Ogólnych badań dotyczących człowieka, tak? Więc to nie jest droga. Więc tutaj też mamy to zamknięte, to znaczy można spróbować w ten sposób wychowywać, ale wtedy świadomie odcinasz się tego wszystkiego do czego możesz mieć dostęp i co może pomóc twojemu dziecku, bo dzieci dzisiaj, a dzieci 40 lat temu to jest przepaść.

To jest kompletnie inny świat, od mediów zaczynając, a kończąc właśnie na tych wszystkich informacjach, które rodzice mają i jednocześnie nie mają. To co ja zawsze podpowiadam, bo często mnie ktoś pyta “Gdzie ja mam zacząć? Stoję i nie wiem, gdzie mam zacząć”.

Kup sobie jakąkolwiek książkę, która przeprowadzi cię przez rozwój dziecka od zera, do powiedzmy tam sobie dziesięciu lat. Potem sobie, jak już mamy ogarnięte tych pierwszych dziesięć lat, to już jest łatwiej, bo jesteśmy doświadczonym rodzicem i już tam w te nastolatkowe sprawy jakoś się też przygotujemy do tych spraw. Ja nie proponuję żadnych poradników. Ani wychowania wspierającego, ani jakiegokolwiek innego, tylko normalny taki, no nie chcę powiedzieć naukowy, ale jakikolwiek tytuł, który ci mówi: “Z twoim dzieckiem na przestrzeni tego czasu dzieje się to, to, to i to”.

Zaczynając od tego, kiedy mu rosną zęby, kończąc na jego potrzebach psychicznych. Takie po prostu narzędzie. I jak już masz coś takiego to jesteś spokojniejszy, naprawdę. 

Tylko problem jest taki, że nasze dzieci nie czytają tych książek.

Ale nasze dzieci nie muszą czytać tych książek.

I one się nie wychowują według tych książek.

Jeżeli wiesz co się dzieje z twoim dzieckiem rozwojowo, to jesteś w stanie zrozumieć wszystkie inne rzeczy.

Bo jeżeli ty przeczytasz w takiej książce, że 2-latek zaczyna, z jednej strony odrywa się, to znaczy to jest dziecko, które zaczyna chodzić, więc odrywa się od rodzica i zaczyna poznawać świat, i z drugiej strony to jest dziecko, które jeszcze się dobrze nie komunikuje z tobą i nie rozumie wielu rzeczy i to jest dziecko które nie jest w stanie sobie wyobrazić zagrożeń i przewidzieć swoich czynów i jeszcze do tego zaczyna rozumieć, że dzieją się z nim różne emocje, z tym że nie umie tych emocji nazwać, określić, więc on czuje, że coś się z nim dzieje, ale tak naprawdę nie wie co się z nim dzieje. Jeżeli ty to wszystko przeczytasz i będziesz to wiedział i patrzysz na tego dwulatka, to naprawdę możesz powiedzieć “Luz, damy radę.

Wiem, że nie wiesz o co teraz chodzi, dlatego leżysz na tej podłodze w hipermarkecie, ale ja tu jestem i sobie spokojnie przez to przejdziemy”. Druga książka, którą, znaczy książka, no jakby taka porada, którą bym podpowiedziała właśnie w kontekście rodziców, to jest poszukanie jakiejkolwiek książki, która mówi o tym, że na świecie dzieci wychowuje się w bardzo różny sposób. To naprawdę może uspokoić skołatane nerwy rodzica. Bo to, że my mamy takie ciśnienie, żeby kłaść dzieci nie wiem, tam po godzinie 20:00.

Bo do 00:00 tylko rosną.

Tak. I uważam, że to jest bardzo fajne i ogólnie starałam się zawsze tak robić, ale to nie znaczy, że w Hiszpanii dzieci również się kładzie o 20:00, bo tam się o 20:00 wiesz, idzie jeść kolację i dopiero życie się zaczyna, więc te dzieci się kładą, jak padną i tyle. I też to jest w porządku. Więc mając taką świadomość, nie wiem czy tylko mi to pomaga, ale nie, nie tylko mi, bo od wielu rodziców słyszę, że to właśnie pomaga.

Mając taką świadomość, że nie ma jednej dobrej drogi, już tak trochę wrzucasz na luz. Że okej, no że ja nie muszę po prostu. Trzecia sprawa, to poradziłabym wypisać się ze wszystkich właśnie tego rodzaju forów internetowych i różnych takich grup społecznościowych, gdzie cokolwiek powiesz, zawsze będzie źle, bo jakby, rodzicielstwo w mediach społecznościowych to ja myślę, że to jest w ogóle temat na osobną, na osobne spotkanie, na osobne bardzo długie rozmowy, bo to jest szkodliwe, to jest po prostu szkodliwe.

My nie jesteśmy na to przygotowani, bo nie mieliśmy szansy się na to przygotować, bo media społecznościowe to jest bardzo nowy element naszego życia. Nasi rodzice nie byli w stanie nas do tego przygotować, więc wszyscy się tego uczymy i naprawdę mocno się ślizgamy. Ciężko jest, jest ciężko, więc ja bym wróciła do takich podstaw. Jak masz podstawy to mniej więcej ogarniesz swoją rzeczywistość. 

Trudne tematy dla mamy i taty

Nasi rodzice wychowywali nas w zupełnie inny sposób niż my wychowujemy nasze dzieci. Ciekawe jak nasze dzieci zareagują na nasze pomysły wychowawcze za 20, czy też 30 lat, bo nawet w swojej książce “Trudne tematy mamy i taty” piszesz o tym, że jest to już kolejne wydanie i przez te kilka lat, nie pamiętam już 8 czy 10, system się zmienił. Zmieniło się podejście do wychowania i tak naprawdę książka jest w dużej części uzupełniana bądź napisana na nowo. Więc jaką mamy pewność, że wybierzemy jakąś metodę wychowawczą, ona jest dobra?

 No nie mamy takiej pewności. Znaczy ja bym szła za taką intuicją, że wybierajmy taką metodę, która jest naszym zdaniem dobra dla naszej rodziny tu i teraz. I nic więcej nie jesteś w stanie zrobić. Oczywiście bardzo fajnie jest myśleć przyszłościowo, no ale to też, jak myślisz o swoim dziecku, jak ono będzie dorastać, jakie chcesz mu spróbować zapewnić życie, co też różnie bywa i to naszej wyobraźni to wszystko pozostanie. Ja bym się raczej skupiła na tym co jest dobre tu i teraz. Jeżeli mamy dostęp do badań różnego rodzaju naukowych, to sięgajmy.

Sięgajmy do nich i czytajmy i dowiadujemy się, w ogóle dowiadujemy się najróżniejszych rzeczy, ale od tej właśnie takiej naukowej perspektywy. Nie na zasadzie “a podpowiedzcie mi, może ktoś ma jakiś pomysł”, bo założę się, że ktoś ma jakiś pomysł, co nie znaczy, że ten pomysł jest dobry dla naszego dziecka, czy tam dla naszej rodziny. Więc faktycznie no nie wiem, jak ocenią to co robimy nasze dzieci. Ja jestem gotowa założyć się o dużą fajną czekoladę, że ocenią nas krytycznie. To znaczy właśnie to, co wspomniałeś, na podstawie tej książki właśnie myślę tak, że ocenią nas krytycznie, dlatego że sama wzięłam do ręki coś, co napisałam 10 lat temu i w wielu momentach łapałam się za głowę. I jak to pisałam wtedy, pisałam to z najlepszą wiedzą jaką miałam, robiąc najlepszy research jaki mogłam zrobić wtedy, 10 lat temu

 Od tego czasu zmieniło się tyle, że faktycznie tak jak mówisz, napisałam połowy książki od nowa. Bo nie chciałam, żeby ona wyglądała tak, bo mam inne doświadczenia, mam inną wiedzę, mam inne informacje, mam dostęp do kolejnych rzeczy, więc chciałam żeby ona była współczesna i nie mam wątpliwości, że za 10 lat, gdybym miała jeszcze kolejny raz wznawiać to wydanie, ona będzie wyglądała zupełnie inaczej i nie mam też wątpliwości, że nasze dzieci ocenią ogólnie, znaczy może nie nasze, personalnie nasze, ale ogólnie pokolenie, oceni to co my dzisiaj robimy bardzo krytycznie, bo takie jest przywilej zmiany pokoleń.

Więc będą w ogóle zdziwieni, że mieliśmy w domu telewizory i że pozwalaliśmy im przez tyle czasu oglądać bajki i w ogóle, w ogóle będą zdziwieni, że pozwalaliśmy, że nie zachęcaliśmy ich bardziej do tego, żeby dbali o przyrodę, że nie zrobiliśmy wszystkiego, żeby szkoła wyglądała inaczej. Będą mieli o to pretensje, jestem o tym przekonana, przygotujmy się na to. 

Ojej, to już jestem przerażony.

A ty tak nie uważasz? Nie myślisz, że tak będzie?

Myślę, myślę, że pewnie tak będzie. Że zaczną nam wytykać, znaczy może nie no, ja tak sobie myślę na przykładzie moim, że widzę jakie rzeczy pewne moi rodzice mogli zrobić lepiej, ale wiem, że oni chcieli jak najlepiej dla mnie. Jestem tego niemalże pewien i myślę, że dzieci, mam nadzieję, że nasze dzieci też spojrzą “no, tu schrzaniliście, tu mogliście być bardziej empatyczni, tu mogliście nam dać więcej luzu, tu mogliście nam czegoś zabronić”, no ale no wiecie, wy nie wiedzieliście tego co wiemy teraz my. 

Dokładnie, dokładnie tak będzie, a też wspomniałam o tym, że może personalnie nam dzieci nie wytkną, no bo zdarzają się też i takie relacje między dorosłymi dziećmi, a właśnie rodzicami, że dzieci są zachwycone zadowolone i mówią miałam cudowne dzieciństwo, nie ma się do czego przyczepić. Natomiast ogólnie w kontekście pokolenia, zmiany warty, to jednak się przyczepią, to jednak będzie się do czego przyczepić.

To już się dzieje od kilku tysięcy lat więc tym się nie ma co martwić.

No właśnie, więc nie mam wątpliwości, że tak będzie i trudno, trudno, ale faktycznie to, że tak będzie nie upoważnia nas dzisiaj do tego, żebyśmy powiedzieli a i tak się przyczepią, olejmy to, nie musimy się starać, prawda? Bo to nie o to chodzi z tym wspieraniu i w tej odpowiedzialności. No ale no nie oszukujmy się, pewnie też tam coś tam wytkną.

Może ustawmy im po prostu wysoko poprzeczkę.

O! Bardzo dobry pomysł, niech przeskoczą.

Mam takie pytanie na koniec, do moich gości, zawsze w podcaście, jaką książkę polecą swojemu dziecku, kiedy to dziecko samo stanie się mamą, tatą, rodzicem. Taką jakąś książkę, która najbardziej twoim przypadku, na przykład, wpłynęła na twoje, na twoje podejście do rodzicielstwa. 

Polecę książkę, która wcale nie jest poradnikiem, a mimo to wpływa na moje podejście do rodzicielstwa i to jest książka pod tytułem Obsesja piękna i to jest taka nowa książka, nawet nie wiem w którym roku została wydana, ale jestem przekonana, że jeżeli nie znajdę innej, która pobije to co znalazłam w tej książce, jestem przekonana, że mojemu dziecku polecę właśnie tę książkę. Dlatego, że uważam, że to jest ogromne wsparcie usłyszeć, czy tam przeczytać, te wszystkie informacje, które są w niej zawarte

 A jest w niej pokazany obraz kobiety na przestrzeni wielu, wielu lat i takiej kobiety, która właśnie wspiera drugą kobietę i w ogóle jest wspierana i jest traktowana z szacunkiem i oczywiście nie mówię, że dzisiaj współczesne kobiety wszystkie są traktowane bez szacunku, bo wiadomo, że to się zmienia, ale faktycznie ta książka otwiera oczy na mnóstwo spraw i tytuł Obsesja piękna może wskazywać na to, że tam będziemy mówić tylko o tym, żeby tam być może chodzić bez makijażu, prawda, bo teraz skręćmy właśnie w taką stronę, poniekąd o tym też mówimy, ale mówimy o tym, żeby czuć się dobrze w swojej skórze i to jest dla mnie klucz.

Jeżeli moje dziecko, jako rodzic w sumie, już przyszły, nie będzie się dobrze czuło ze sobą, nie będzie rozumiało siebie, a ta książka pozwala zrozumieć siebie, no to nie da rady, no to będzie w stałym konflikcie ze sobą, to jak ma być pogodzona z całą resztą świata, nie da się tego zrobić i też niech cię nie zmyli tytuł, czy tam treść, że to jest o kobietach i ogólnie o wizerunku kobiety i o zrozumieniu kobiet.

Mężczyźni też ją mogą przeczytać? Czy to jest ta mityczna książka jak zrozumieć kobiety?

Jak najbardziej. Ale nie, takiej nie ma i nie będzie nigdy. Może będzie. W każdym razie ona naprawdę, powiem ci, że przeczytałam ją i zbieram szczękę z podłogi przez 3 dni, a rzadko kiedy zdarza się taka książka, która aż tak mocno na mnie działa, a drugą jeszcze którą bym jej poleciła, zresztą każdemu, to jest no znana, no bestseller, Sapiens, czyli od zwierząt do bogów.

Pewnie o niej słyszałeś, bo bardzo dużo się o niej teraz mówi i faktycznie super, mam nadzieję, że bardzo dużo osób o niej usłyszy, bo to jest z kolei książka, która odziera nas takiej pychy, jako wiesz, człowiek, coś takiego najwyższego, najważniejszego, my wszystko wiemy, my ingerujemy w genetykę, my naprawdę wymyśliliśmy lot w kosmos i tak dalej. I to jest wszystko prawda, natomiast ta książka tak cudownie tłumaczy i sprowadza człowieka do zwierzęcia, tak naprawdę i tak bardzo pomaga ułożyć sobie głowie, to co jest ważne na świecie, ogólnie i że nie ja jestem pępkiem świata, że faktycznie przydałaby się, mam wrażenie, większej części ludzkości.

Mam nadzieję, że przeczyta ją większa część ludzkości.

Super, dziękuję ci za te pomysły, a już tak na koniec powiedz mi, gdzie można cię znaleźć w sieci, gdyby ktoś chciał z twoją twórczością i działalnością się zapoznać?

Gdyby ktoś chciał mnie znaleźć, to zapraszam. Jestem na blogu Tylko dla mam. Tam właśnie bardzo, bardzo dużo piszę o różnych aspektach wychowania i bardzo często używam tego hasła wychowanie wspierające, no bo chcę żebyśmy się wspierali jako rodzice. Jestem też na Instagramie, tam z kolei trochę więcej mówię, pod tą samą nazwą Tylko dla mam, ale tam z kolei trochę więcej mówię o książkach właśnie i to książkach głównie dla dzieci, ale również, że dla dorosłych ostatnio staram się podrzucać się mnóstwo rzeczy.

A tak najbardziej aktywnie ostatnio działam w grupie aktywne czytanie, gdzie rozmawiamy o książkach dla dzieci i zauważyłam, że to jest po prostu super, super miejsce, gdzie wiele osób właśnie znajduje wsparcie w najróżniejszych problemach wychowawczych, mimo tego, że ja się staram bardzo mocno pilnować żebyśmy rozmawiali tylko o książkach dla dzieci, to jakoś tam się odnajdujemy i jakoś tam się wspieramy.

Więc w tych trzech miejscach obecnie działam najmocniej. Wszystkie te miejsca podlinkujemy w notatkach do tego odcinka, a tymczasem, no dziękuję ci bardzo, bardzo serdecznie za rozmowę i życzę no wszystkiego dobrego i jak najlepszego rozwoju twojej działalności w sieci i nie tylko.

Dziękuję ci bardzo i też życzę ci wszystkiego dobrego.

Dzięki, pa.

Pa.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Gość odcinka

Anna Jankowska

Pedagożka, autorka książek dla dzieci i rodziców. Prowadzi blog TylkoDlaMam.pl. Tam mówi o wychowaniu i aktywnym czytaniu, polecając wartościowe książki dla dzieci. Nagrywa podcasty tematyczne. „Aktywne czytanie – książki dla dzieci” i drugi, „Tylko dla Mam”, gdzie rozkłada na czynniki pierwsze rodzicielskie potyczki i problemy.  

     

Książka dla rodzica

Napisana przez Anię

Trudne tematy dla mamy i taty, czyli jak wychować dziecko na człowieka

Książki dla rodzica

Polecane przez Anię

dr Renee Engeln

Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety

Yuval Noah Harari

Sapiens. Od zwierząt do bogów.

Spis treści

Więcej w temacie

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Jak uchronić dziecko przed depresją? – Lucyna Kicińska

Jak uchronić dziecko przed depresją? – Lucyna Kicińska

w 2018 roku 97 chłopców i dziewcząt poniżej 18. roku życia popełniło w Polsce samobójstwo. To tak jakby w ciągu roku zniknęły 4 25-osobowe klasy w szkole.

Do tego aktu rozpaczy bardzo często doprowadza depresja. Niezdiagnozowana. Niezauważona. Zbagatelizowana przez nas. Dorosłych.

Statystyki byłyby zapewne wyższe gdyby nie Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży 116111, który od 10 lat bywa ostatnim miejscem, gdzie dzieci i młodzież znajdują zrozumienie i pomoc.

W 26. odcinku podcastu Ojcowska Strona Mocy zapraszam Cię do wysłuchania rozmowy z kordynatorką Programu Pomocy Telefonicznej, Lucyną Kicińską z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, która odbyła tysiące rozmów z dziećmi i na podstawie tych doświadczeń ma nam, rodzicom, kilka ważnych rzeczy do przekazania:

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Objawy depresji u dzieci i nastolatków

Dla słuchaczy podcastu Lucyna przygotowała broszurę pomagającą rozpoznać symptomy depresji u dzieci i młodzieży

Pobierz prezent

Dołącz do newslettera Ojcowskiej Strony Mocy, a już za chwilę otrzymasz go na swojego mejla

Gość odcinka

Lucyna Kicińska

Koordynatorki Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 oraz Telefonu dla Rodziców i Nauczycieli w sprawie Bezpieczeństwa Dzieci 800 100 100. Członkini Polskiego Towarzystwa Suiscydologicznego. Autorka narzędzi edukacyjnych dotyczących bezpieczeństwa dzieci i młodzieży.

    

Spis treści

Jak uchronić dziecko przed depresją. Transkrypcja

Dlaczego rodzice nie zauważają depresji u swoich dzieci?

Jarek Kania: Cześć Lucyna!

Lucyna Kicińska: Cześć!

Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży, 116 111. Średnio w roku otrzymujecie 14 wiadomości dziennie, dotyczących myśli i prób samobójczych dzieci. Ja sobie to przeliczyłem i daje mi to ilość ponad 5 tysięcy rocznie. To brzmi trochę przerażająco. Jak i dlaczego, tak naprawdę, dzieci nie mogą porozmawiać z kimś bliskim, z rodzicami, z rodzeństwem, ze znajomymi? Przecież do mamy tylu znajomych na Facebooku, żyjemy w świecie bardzo społecznym obecnie. Dlaczego musimy szukać pomocy u kogoś obcego?

No rzeczywiście, tak wyglądają nasze statystyki, natomiast obawiam się, że one mogłyby wyglądać jeszcze bardziej przerażająco, gdybyśmy my mieli możliwość odebrania wszystkich połączeń od dzieci i nastolatków, które takiej rozmowy potrzebują.

Niestety mimo tego, że w 2018 roku odebraliśmy blisko 100 tysięcy telefonów, wiemy, że tych połączeń było o wiele więcej. Też niestety domyślamy się, że dzieci które mają myśli samobójcze, które mają depresję, obniżony nastrój, mogą nie próbować dodzwonić się, jeśli usłyszą, że w tej chwili wszyscy konsultanci prowadzą rozmowę, no bo ten stan psychologiczny, w którym one się znajdują właśnie będzie im to utrudniał, więc o tyle o ile to są przerażające statystyki, to one rzeczywiście rosną, to wydaje mi się, że obraz tego zjawiska jest jeszcze bardziej niepokojący i to trochę potwierdzają badania, które prowadzi nasza fundacja.

Bo na koniec 2018 roku publikowaliśmy takie duże badanie Ogólnopolska diagnoza problemu krzywdzenia i wiktymizacji dzieci i młodzieży i w tej diagnozie pytaliśmy też o to, ile młodych osób z grupy wiekowej od 11 do 17 roku życia podejmowało próby samobójcze i 7% zadeklarowało. Dla próby reprezentatywnej to jest 210 tysięcy przypadków. Więc te 5 tysięcy dzieci, które do nas się z myślami i próbami samobójczymi zgłasza, to rzeczywiście jest wierzchołek góry lodowej. No i teraz odpowiadając na to twoje pytanie, dlaczego młode osoby szukają pomocy w telefonie zaufania dla dzieci i młodzieży, a nie w rodzinie, w szkole, wśród przyjaciół i znajomych, tutaj odpowiedź jest bardzo prosta, na podstawie 10 lat działania telefonu 116 111 możemy powiedzieć, że teraz dzieci i nastolatki bardzo poważnie mylą samotność z samodzielnością.

Wydaje im się, że jeżeli będą same ze swoimi problemami, będą starały się je rozwiązywać nie mówiąc o tym nikomu, to że będą samodzielne, a tej samodzielności wszyscy od nich oczekują. Ten świat, o którym mówiłeś, że jest światem społecznym, to ja go tak nie widzę.

To jest świat, który jest przepełniony kontaktami, natomiast nie rozmową. Przepełniony znajomymi na Facebooku, natomiast nie przyjaciółmi. Przepełniony takim myśleniem ze strony rodziców, że gdyby coś się działo, to moje dziecko na pewno do mnie przyjdzie, natomiast to jest świat pusty o te komunikaty. Rodzice nie mówią swoim dzieciom, jeżeli coś się będzie działo, to możesz na mnie liczyć, nie mówią, że życie składa się z dobrych i złych chwil, z sukcesów i z porażek, myślą, że dzieci będą to wiedziały.

Czasami się zastanawiam skąd w rodzicach, w nauczycielach takie przeświadczenie, że nagle jakaś przeświadczona, bardzo ważna wiedza pojawia się w głowach dzieci czy nastolatków tak po prostu. Wszystko co dzieci i nastolatki wiedzą o świecie, co my jako dorośli wiemy o świecie, bierze się z tego, że ktoś inny nam powiedział albo pokazał. Jeżeli nie będziemy mówić do dzieci, do nastolatków, jeżeli coś się będzie działo to do mnie przyjdź, możesz na mnie liczyć, mogę nie znać rozwiązania, ale będę jego razem z tobą szukał, nie zostawię cię samego, jesteś dla mnie ważny, to dziecko czy nastolatek takiej wiedzy w głowie nie będzie miało.

Jak nie będzie miało tej wiedzy w głowie, to w sytuacji wystąpienia problemu w relacjach rówieśniczych, stresu czy napięcia związanego ze szkołą, stresu czy napięcia związanego z relacjami z nami, że swoimi rodzicami, to ono może zacząć ukrywać ten problem. Może myśleć, że to nie jest coś o czym dorośli chcielibyśmy słyszeć. Może pomyśleć, że my oczekujemy, że sobie poradzi samo. Może nie chcieć dokładać nam problemów, ponieważ my mówimy o problemach, ale o swoich problemach.

Nie mówiąc o tym dziecku, że ono też może mieć problemy, jesteśmy gotowi je wspierać i razem z nim rozwiązywać te problemy. Może być tak, że dziecko myśli, że oczekujemy od niego tego, że będzie idealne i bezproblemowe, tylko dlatego może tak myśleć, że widzi w swoim otoczeniu bezproblemowych ludzi, uśmiechniętych, szczęśliwych, zadowolonych z życia.

Widzi ich w tym społecznym świecie, tak jak to nazwałeś, czyli widzi tylko ludzi w internecie, na Instagramie, na Snapchacie, widzi w serialach, widzi w mediach. Nie pokazujemy problemów, nie lansujemy takiej kultury rozwiązywania tych problemów, pokazujemy, że wszystko się innym udaje. Nie mówimy przy tym, że to jest tylko wycinek życia, że żeby zrobić jedno fajne zdjęcie na Instagramie trzeba mieć sztab fotografów i spędzić pół dnia na planie.

Nie mówimy o tym, że gwiazdy, aktorzy też cierpią na zaburzenia psychiczne, że towarzyszy im często depresja, niskie poczucie własnej wartości. No i w takim świecie, jeżeli dziecko, nastolatek jest pozostawiony samo sobie, to ono stara się tymi swoimi dostępnymi środkami jakoś przetrwać. Natomiast dziecko bez rodzica czy opiekuna, ma niewielkie możliwości poradzenia sobie w trudnych sytuacjach. To problemy się nawarstwiają.

Od problemów z nieśmiałością możemy dojść do doświadczenia odrzucania rówieśniczego i przemocy. Pojawia się cyberprzemoc, pojawia się poczucie zagrożenia, niskie poczucie własnej wartości, myśli rezygnacyjne, myśli depresyjne i mogą pojawić się myśli samobójcze. I tak naprawdę to, że tak wiele dzieci do nas w tej chwili dzwoni i pisze z już takim najtrudniejszym problemem, czyli z tymi myślami samobójczymi, czy po próbach samobójczych, jest to związane z tym, że one kiedyś, dwa miesiące, trzy miesiące, rok temu, nie dostały troski czy zainteresowania, że nikt nie rozpoznał tego, że pojawia się jakiś problem, albo jeżeli zostało to rozpoznane, albo jeżeli idzie to samo powiedziało, to że ta pomoc, której chcieliśmy udzielić, była nieskuteczna.

Mam na myśli takie sytuacje w których dziecko mówi o tym, że na przykład, no nie wiem, czuje się nieakceptowane w klasie i słyszy, to spróbuj się bardziej otworzyć. Kiedy dziecko mówi, że, no nie wiem, jakoś jest przezywane, wyśmiewane, to słyszy ignoruj ich. To które słyszy musisz się bardziej postarać, albo przestań się lenić, w momencie, kiedy dziecko opuszcza się w nauce w związku z tym, że pojawia się u niego depresja. I te wszystkie komunikaty, które przytoczyłam, ja rozumiem ich intencję, one są po to, żeby jakoś dziecko zmotywować, żeby no nie wiem ono sobie jakoś poradziło z tym problemem, wydaje nam się, że to będzie skuteczne.

Natomiast to nie będzie skuteczne i taki prosty sposób na rozpoznanie przez rodzica, co będzie skuteczne dla dziecka, a co będzie nieskuteczne dla dziecka, jest to, żeby pomyśleć sobie, czy jak ja bym, mając problemy, coś takiego usłyszał, usłyszała, to czy to by było dla mnie pomocne?

Czyli jeżeli powiedziałabym do mojego męża albo partnera, słuchaj, bo ja mam takie poczucie, że w moim zespole to się na mnie uwzięli i że oni mnie wyśmiewają i co ja nie zrobię to oni tylko śmichy-chichy. I czy dla mnie byłoby skuteczne, jeżeli mój mąż albo partner powiedziałby do mnie: spróbuj to ignorować. Albo jeżeli bym powiedziała, że właśnie mam poczucie, że mnie niesprawiedliwie szef traktuje, to czy skuteczne byłoby dla mnie to, żeby usłyszeć: wiesz co, no postaraj się myśleć o czymś innym jak jesteś w pracy. No nie byłoby to wszystko skuteczne.

A natomiast bardzo często, kiedy dzieci do nas przychodzą z problemami i nam o tym mówią, to z jednej strony wchodzimy w taką rolę osoby, która w ogóle musi teraz ten problem rozwiązać i natychmiast dać jakąś gotową radę, a z drugiej strony bardzo często mamy taką tendencję do tego, żeby uznawać, że te nasze dobre rady to one są w ogóle rozwiązaniem i remedium na całe zło, bo te problemy dziecka to one nie są tak poważne, jak te nasze dorosłych problemy.

 I to są dwa niestety takie pójścia na skróty rodzicielskie, 

bo bardzo często, jeżeli zapytamy dziecko czego od nas oczekuje, to ono może tylko powiedzieć: no chciałam ci tylko o tym opowiedzieć, chcę żebyś wiedziała co się dzieje, albo może dziecko powiedzieć: chcę żebyś poszła do szkoły i coś z tym zrobiła, a nie żebyś powiedziała mi: weź się w garść, spróbuj ignorować.

I niestety, jeżeli pójdziemy tak na skróty, kiedy dziecko ma jakiś relatywnie mały problem, to ono może mieć już o wiele niższe zaufanie dla nas, jako dla osób, które mogą pomóc, bo może mieć takie wspomnienie bycia niezrozumianym, bycia dla rodzica nieważnym, bycia osobą, którą się bagatelizuje. I to może sprawić, że kiedy to problemy się nawarstwią, to nie będzie miało tej gotowości, żeby nam o tym powiedzieć.

Z drugiej strony też, jeżeli już ten problem jest bardzo złożony, jeżeli są myśli depresyjne, rezygnacyjne, to dziecko w obawie przed tym, że zostanie zbagatelizowane czy odtrącone, nie powie nam o tym wprost, nie usiądzie przed nami, nie powie mamo, tato, bo ja nie chcę już żyć. Tylko powie nam taka ostatnio jestem smutna, nic mi się nie chce, tak straciłam do wszystkiego motywację.

I jeżeli w tym momencie my naszą znaną technikę zastosujemy, czyli postawimy się w roli osoby, która natychmiast daje gotowe rozwiązanie, daje jakąś poradę i powiemy do dziecka, ah, no to jak taka jesteś smutna to może idź do kina, spotkaj się ze znajomymi, albo idź pobiegać, to to dziecko powie nam aha, wróci do pokoju, rozpłacze się i zadzwoni do telefonu 116 111 i powie, bo ja nie mam siły żyć a moi rodzice nie chcą mi pomóc.

Oczywiście trudno jest oczekiwać, że rodzic przy każdym taka jestem smutna będzie zakładał, że są te myśli samobójcze, bo to nie o to chodzi żebyśmy my zakładali i czytali dzieciom w myślach. Ważne jest to, żebyśmy zapytali co się dzieje, na czym to polega, od czego to się wzięło, kiedy się zaczęły te myśli, od kiedy one występują, czy dziecko już próbowało czegoś zrobić, czyli żebyśmy zabrali trochę taki wywiad, żebyśmy się dowiedzieli, czy to jest tak że dziecko jest smutne, bo coś się wydarzyło w jego relacjach rówieśniczych, czy to jest tak, że ten komunikat jestem taki smutny, to jest komunikat sprawdzający tą reakcję rodzica.

Czyli to jest tak, z tego co mówisz w dużym dość skrócie, jakbym miał zebrać to co powiedziałaś, to jest po prostu brak codziennej, zwyczajnej rozmowy. W dużym, dużym skrócie oczywiście, bo tego się nie da tak zgeneralizować, ale tak jakby między nami w domach brakowało takiego normalnego rodzinnego kontaktu.

Pewnie w dużym skrócie, ale na pewno bardzo jest celne to co powiedziałeś, bo rzeczywiście wszystko zaczyna się od rozmowy i od wspólnie spędzonego czasu. I to nie jest tak, że powinniśmy zacząć się zastanawiać, nie wiem, jak dziecko ma 12 lat, czy ono przypadkiem nie ma depresji i zastanawiać się jak możemy to rozpoznać, tylko takie budowanie więzi i relacji z dzieckiem, no ona się zaczyna od pierwszego dnia dziecka, od tego, że jestem kontakt skóra-skóra, że śpiewamy dziecku, nosimy je na rękach, że czytamy mu bajki, że bawimy się z nim, że spędzamy z nim czas.

I jeżeli nie zawiążemy tej pierwotnej więzi z dzieckiem, to ono nie będzie miało poczucia ważności, poczucia bezpieczeństwa i zaufania do nas, jako do swoich rodziców. I w momencie kryzysowym może nie pomyśleć o nas jako osobach dla siebie bezpiecznych.

Natomiast mam może być później trudno zwracać uwagę na charakterystyczne objawy depresyjne u dziecka, jeżeli my nie znamy takiego typowego wzorca zachowania naszego dziecka.

Że się zmienia.

Jeżeli my nie wiemy, tak, że no nie zauważymy zmiany, jeżeli my nie wiemy, jak dziecko funkcjonuje, z kim się przyjaźni, jakie ma pasje, co jest dla niego ważne, jeżeli my po prostu dziecku nie towarzyszymy w życiu. No bo trudno jest zauważyć, że dziecku towarzyszy smutek, przygnębienie i płaczliwość, jeżeli dziecko widzimy 20 minut w ciągu dnia, kiedy ono zabiera kanapki z blatu w kuchni i potem, jeżeli wieczorem jakoś bierze te kanapki, które mu zrobimy na kolację i idzie do swojego pokoju.

Trudno jest zauważyć, że dziecko jest zobojętniałe, że no nie wiem jest w apatii, albo że wycofało się z życia towarzyskiego, jeżeli my nie wiemy z kim ono się przyjaźni, jeżeli my nie wiemy, jak dziecko spędza czas, co jest dla niego ważne, jakie ma hobby. To my nie zauważymy, że ono to wszystko porzuciło.

Różnica między przemęczeniem a depresją

Wspomniałaś o 20 minutach w ciągu dnia i no to jest tak że dzieci mają dużo zajęć szkolnych, teraz jeszcze doszła ta reforma, która powoduje, że 7- 8-klasiści mają dołożonych tych godzin, w liceum pewnie jest ich jeszcze więcej, mówię pewnie, bo nie mam jeszcze takich doświadczeń, natomiast dochodzą jeszcze zajęcia dodatkowe, jakieś korepetycje, nie ma czasu odpocząć, nie ma czasu się wyluzować często. My też jesteśmy przemęczeni jako dorośli pracą, obowiązkami rodzinnymi. Więc jak zauważyć różnice między zmęczeniem, takim zwyczajnym ludzkim zmęczeniem, a tym, że zaczynają się jakieś zmiany, które prowadzą już w pewną niepokojącą stronę, czyli depresję?

Przede wszystkim ja bym jakoś jasno chciała to przekazać rodzicom, bo ja często słyszę te argumenty.

My nie jesteśmy niewolnikami życia, tylko jesteśmy kreatorami naszego życia. I to, że mamy tak mało czasu jest bardzo często związane z tym, że się na to godzimy.

I to od nas zależy, czy będziemy przynosić pracę do domu, czy będziemy wybierać aerobik, czy siedzenie z komórką, czy przed komputerem jak jesteśmy już w domu, czy będziemy ten czas spędzać razem z naszym dzieckiem.

W tym całym dokładaniu zajęć dodatkowych, korepetycji ogólnorozwojowych dziecku, rzeczywiście możemy dziecko bardzo przeciążyć. Czego efektem też może być pojawienie się depresji. Więc to już nawet nie chodzi o to, że my dokładamy dziecku i sobie różnych zadań i obowiązków i to dziecko tylko i wyłącznie przytłacza i przeciąża i sprawia, że ono jest zmęczone, ale już sam fakt, że to robimy może doprowadzić do depresji.

Bo dziecko może mieć poczucie utraty kontroli nad swoim życiem, to że ono nie ma, kiedy odpocząć, to że jest taka ogromna presja, żeby ono było najlepsze, żeby potrafiło, umiało, że ono nie ma wytchnienia od tej nauki, natomiast im więcej się dziecko będzie uczyło, im więcej będzie miało obowiązków, to efekt może być gorszy. I to wiadomo od dziesiątek lat, że aby się móc nauczyć, trzeba mieć dobry sen, trzeba być odpoczynek, trzeba mieć też no po prostu przestrzeń na to, żeby nie wiem się rozerwać, popatrzeć w ścianę.

Natomiast my jakoś dokładamy tak bardzo często bezmyślnie nawet można powiedzieć, ale tak no po prostu bez zastanowienia dzieciom różnych zadań i to rzeczywiście może być bezskuteczne. Dokładamy też sobie różnych zadań, które sprawiają, że nie spędzamy czasu z dzieckiem.

Może część tego czasu, który poświęcamy na własną rozrywkę, moglibyśmy poświęcić na rozrywkę razem z dzieckiem i to pozwoliłoby nam na to, żebyśmy zobaczyli co się z dzieckiem dzieje, jak ona się zachowuje, jak ona funkcjonuje czy jest coś co nas rzeczywiście nie niepokoi.

Natomiast jeżeli pojawia nam się taka myśl, że o to tylko zmęczenie, to to jest w ogóle taki dzwonek ostrzegawczy, bo to znaczy, że my dziecko męczymy.

I to jest coś czemu powinniśmy w ogóle przeciwdziałać, zaprzestać. Znaczy też tak że my tylko męczymy dziecko i to może doprowadzić do depresji, czy może dziecko tak funkcjonować, bo ma już depresję. To co to jest naprawdę nieważne, ważne jest to żebyśmy przestali, żebyśmy pozwolili dziecku być dzieckiem, w ogóle człowiekiem który ma też odrobinę czasu wolnego, czasu na odpoczynek, na relaks.

Oczywiście to brzmi naprawdę świetnie, ale patrząc z takiej perspektywy, że no dajemy dzieciom te zajęcia dodatkowe, żeby miał lepszą przyszłość, więc no jest to pewnego rodzaju inwestycja i rodzica i pewnie dziecka, w przypadku dziecka jeszcze dosyć nieświadoma, bądź nawet niechętna, po to, żeby ono, kiedy dorośnie, no to lepiej zarabiało, było szczęśliwsze, to to nie jest takie pędzenie w kozi róg, że my próbując to zapewnić im szczęśliwsza przyszłość, możemy ich jej całkowicie pozbawić?

No trochę niestety tak jest. Nie rozpoznając potrzeb dziecka, nie rozpoznając problemów jakie występują w jego życiu, dokładanie takie imię lepszej przyszłości zadań dodatkowych, to może być niestety przeciw skuteczne. Dziecko nie jest w stanie się nauczyć 3 języka albo poprawić ocenę z matematyki na korepetycjach, jeżeli ma myśli samobójcze. To jest po prostu niemożliwe.

Jeżeli dziecko ma niskie poczucie własnej wartości, jeżeli ma niską samoocenę, jeżeli ma poczucie, że nic nie potrafi, nic nie umie, jeżeli całą jego taką poznawczą możliwość zajmuje myślenie o tym, żeby nikt się tylko nie dowiedział jaki jestem beznadziejny, jaka jestem beznadziejna, to naprawdę te nasze zajęcia dodatkowe do niczego nie doprowadzą.
A jak daleko jest od myśli, które się zaczną pojawiać typu “mam już dość, nie chcę żyć” do realizacji tego?

Jest to w ogóle kwestia indywidualna. I na każdy taki komentarz “Mam dość”, “nie mam już siły”, “nic mi się nie chce”, powinniśmy zareagować, natomiast nie jest tak że powinniśmy natychmiast, nie wiem, powiedzieć dziecku natychmiast jedziemy do szpitala w tej chwili, ubieraj się, ponieważ no takie myśli rezygnacyjne, depresyjne mogą występować u 20 nawet 30% nastolatków i ważne jest to, żeby porozmawiać z dzieckiem o tym co się dzieje, co znaczą te myśli, zapytać jak długo występują, czego od nas potrzebuje, co jest dla niego najtrudniejsze i co sprawia że te myśli się pojawiają.

Jeżeli w tej rozmowie coś nas będzie niepokoiło, to warto jest poszukać dla siebie jako dla rodzica rozmowy ze specjalistą o tym, co nas zaniepokoiło, jak to wygląda, zdobyć więcej informacji, nie stawiać się w roli psychiatry czy psychologa, bo to naprawdę nie jest nasza rola, żeby zewaluować stan psychologiczny dziecka. Poszukać trzeba dla siebie takiego wsparcia, takiej konsultacji, no i dla dziecka również warto poszukać takiej pomocy, zapewnić możliwość kontaktu z psychologiem, z terapeutą, żeby dziecko zobaczyło, że jak ona nam zgłasza problem, to my tego nie bagatelizujemy.

Ja bardzo dużo rozmawiam też z rodzicami na temat stanu psychologicznego dzieci, tego właśnie czy reagować, czy nie reagować na różne trudne sytuacje w życiu dziecka i to co mnie bardzo niepokoi to to, że rodzice często stawiają się w roli właśnie specjalistów od zdrowia psychicznego, nie mając do tego odpowiedniego przygotowania. Jest to dla mnie o tyle niepokojące, że jeżeli dziecko ma zapalenie płuc, łamie sobie rękę, bądź ma anginę, to rodzić idzie do specjalisty, do lekarza, do lekarza pierwszego kontaktu, do laryngologa, albo do chirurga ortopedy i oddaje twoje dziecko domu specjaliści który poświęcił wiele lat swojego życia, żeby zdobyć kompetencje do pomocy temu dziecku. Do nastawiania kości i włożenia ich w gips, do sprawdzenia czy to jest zapalenie płuc czy oskrzeli i podanie odpowiednich leków, dalszej kontroli.

Natomiast w momencie, kiedy chodzi o zdrowie psychiczne, to nagle ci specjaliści, którzy poświęcili wiele lat swojego życia na to, żeby zdobyć te kompetencje jakby nie są jakoś w takim bardzo dużym zaufaniu tego rodzica. No i rodzic często mówi a nie, to jest tylko, to minie. Albo to ona chce zwrócić na siebie uwagę, to nic, nie potrzebne są leki, niepotrzebny jest pobyt w szpitalu i psychoterapia. Ona musi po prostu wziąć się w garść.

Czy rodzice mogą rozwiązać wszystkie problemy swoich dzieci?

Znaczy ja bym widział trzy powody takiego postępowania. Pierwsze częściowo to o czym mówi, że no rodzic wie lepiej, bo w końcu my na przykład też byliśmy nastolatkami, też się zakochaliśmy, mieliśmy swoje problemy, doły, zwyżki, więc no poradzimy sobie, to wszystko przechodzi. Drugi to jednak jest też kwestia taka, że jest w świadomości społecznej trochę wstyd iść do psychologa, no bo to jednak okazuje się, że powiesz jesteśmy słabi, a może jesteśmy nienormalni. I trzecia rzecz, no z dostępnością też jest problem. Specjalistów w dziedzinie psychologii czy też psychiatrii, z tego co czytałem, no to dość długo się czeka na taką wizytę, a specjalistów jest bardzo mało. Więc to jest trochę takie zamknięte koło.

Trochę tak, tylko że podnoszenie takiego tego ostatniego argumentu dotyczącego tego no nie idę, bo nie ma do kogo, to jest trochę takie wprost zakłamywanie tego, że ta pomoc jest potrzebna. Bo tak samo jest trudno się dostać do dermatologa, tak samo trudno jest dostać się do neurologa, czy do jakiegokolwiek innego lekarza, nie wiem, reumatologów też jest bardzo mało, natomiast nie poddajemy się, tylko ustawiamy się grzecznie w kolejce, tak na konsultacje okulistyczne trzeba czekać prawie rok.

I nie dzieje się tak, że nagle umówimy okej, no nie korzystam z tej pomocy, ona jest potrzebna, ale jednak uznaję, że moje dziecko może tracić wzrok, no bo jest tak mało i nie będziemy tak długo czekać. Nie robimy tego, prawda? Więc bardzo bym zachęcała do tego, żeby jak się pojawia nam taka myśl no nie szukam tej pomocy, bo jest trudno o tą pomoc, to żebyśmy się zastanowili jako rodzice, czy na pewno byśmy zrobili to samo, jeżeli byłoby tak, że dotyczy to jakiegoś schorzenia takiego natury fizycznej.

Rzeczywiście jest tak, że może pojawić się takie myślenie związane ze wstydem, czy co inni powiedzą. Natomiast trochę nie do końca się to dzieje tak jak ty powiedziałeś, że ojej, co ludzie pomyślą? Że może ja jestem nienormalny. Częściej ja się spotykam z takim myśleniem ze strony rodziców, ludzie pomyślą, że ja nie jestem dobrym rodzicem.
I nie radzę sobie.

Że ja sobie nie radzę, albo że nam się takie dziecko właśnie tu przytrafiło i dalej jest tak, że ja się zastanawiam jak to się dzieje, że jeżeli u dziecka się pojawia depresja, która jest chorobą, to jest bardzo trudno przyznać się do tego, że dziecko choruje na depresję, a nie jest jakoś trudno przyznać się do tego, że nie dopilnowaliśmy dziecka i ono się przewróciło i złamało sobie rękę, albo taki bardzo klasyczny przykład, niedopilnowania takiego mówiąc oczywiście w cudzysłowie, że bardzo małe dziecko ściąga na siebie kubek z zalaną herbatą, to znaczy z taką wrzącą prawie wodą i się parzy.

Żaden rodzic nie siedzi z tym dzieckiem w domu, bo co pomyślą inni, że ja nie dopilnowałem, tylko natychmiast wzywane jest pogotowie, tak i dziecku jest zapewniana pomoc i opiekujemy się tym, żeby dziecko jak najszybciej powróciło do tego swojego stanu zdrowia na tyle na ile jest to możliwe wyjściowego.

I nikt nie pomyśli o tym, że nie powiadamiajmy nikogo, bo sąsiedzi powiedzą, że myśmy nie dopilnowali i dziecko się zalało wrzątkiem. Natomiast kiedy u dziecka się pojawia depresja, która jest chorobą, to nagle pojawia się takie myślenie, a ktoś pomyśli, że nie dopilnowaliśmy.

Jest to skąd inąd takie trudne do zaakceptowania w ogóle dla każdego rodzica, że właśnie w momencie jak jest naruszone zdrowie fizyczne to, że nie reagujemy, no i bardzo przykre jest to, że kiedy stan zdrowia psychicznego dziecka się pogarsza, to pojawiają się te myśli na nie, no może jeszcze nie.

Też mówiłeś o tym, że czasem pojawia się to myślenie o tym, że no ja też kiedyś byłem młody i też kiedyś miałem jakieś problemy i to przeszło i nie ma się co przejmować. Pamiętajmy o tym, że każdy człowiek jest inny, że to z czym my sobie jakoś poradziliśmy, to może być nie do przejścia dla innych osób i nasze dziecko nie jest naszym klonem, nie ma naszych umiejętności, nie ma naszego temperamentu, cech charakteru i to co dla nas było czymś czego w ogóle nie zauważyliśmy będąc dziećmi, czy nastolatkami, może być dla naszego dziecka trudne, może być dla niego kłopotliwe, może nie wiedzieć jak sobie z tym poradzić też dlatego, że pamiętajmy o tym, czasy się bardzo zmieniły, to nie jest teraz tak, jak to było 10, 15, 20 czy 30 lat temu.

 

Teraz presja, która jest nakładana na dzieci i nastolatki jest nieporównywalnie większa. Presja płynie z internetu, presja płynie z telewizji, presja płynie od rówieśników i presja płynie od rodziców i ze szkoły.

I to często jest taki rodzaj presji, która nie jest nakładana wprost, natomiast to bombardowanie informacjami, do których nie mieliśmy dostępu my, aktualni rodzice dzieci kilku czy kilkunastoletnich, to jest coś czego po prostu my nie będziemy w stanie w tej chwili zrozumieć i nie można przekładać swoich doświadczeń do tego, jakie teraz mają dzieci doświadczenia.

Bo też do tego dochodzi ten brak spędzania razem czasu, brak poczucia bezpieczeństwa w relacji z rodzicem, jeżeli jest także no ta więź nie została zawiązana. Wcześniej tej więzi nie widzieliśmy w sposób, że tak powiem taki nie robiliśmy tego specjalnie, tak nasi rodzice zapewnili nam poczucie bezpieczeństwa i poczucie własnej wartości, poczucie znaczenia rodziny przez sam fakt, że się bardzo dużo czasu spędzało w rodzinie.

Te rodziny były też liczniejsze i poziomo, i pionowo.

Tak i też po prostu było tak, że no, nie wiem, nie było tych wszystkich zajęć dodatkowych, na których my teraz dzieci wysyłamy, tylko dziecko siedziało w domu i odrabiało lekcje albo samo albo z nami, było angażowane do różnych takich sytuacji domowych, nie wiem, sprzątanie, gotowanie, majsterkowanie, prasowanie. To był czas, w którym byliśmy w jednym pokoju i po prostu ze sobą rozmawialiśmy.

Teraz nawet jak jesteśmy w jednym pokoju, to każdy siedzi ze swoją komórką, albo oglądamy telewizję, co też nie jest takim sposobem na, no nie wiem, transmisje wartości czy budowanie poczucia bezpieczeństwa, czy znaczenia. Teraz zdarza się tak, że na przykład dzieci słuchają audiobooków, tak, znaczy, że bajki czytają aktorzy i aktorki, bo rodzic mówi, no to jest takie, o wiele lepiej oni to zrobią niż ja. No natomiast to nie jest dalej głos matki.

Ja jestem wielką fanką takiej książki Dzieci z Bullerbyn i ostatnio ściągnęłam sobie audiobooka i Edyta Jungowska czyta, no i ona rzeczywiście super czyta pod względem aktorskim, natomiast wątpię, żeby to aktorstwo było w stanie zastąpić któremukolwiek dziecku to, że on o przerwie mamie, kiedy ona czyta i zacznij rozmawiać o tym co mama przeczytała. Że zada pytanie o to, bo nie zrozumiało tego co się wydarzyło, że będzie mogła podzielić się ten co mu się przypomniało, albo co przeżyło w przedszkolu, albo w szkole podstawowej.

A my często myślimy, że to będzie lepiej jak puścimy tego audiobooka. Nie będzie lepiej, oczywiście tutaj nie chciałabym robić złej prasy audiobookom, możemy słuchać razem z dzieckiem audiobooka i o tym rozmawiać, a nie zostawiać dziecko samo w pokoju, żeby ona sobie słuchało bajki.

U nas audiobooki też są obecne, też ich słuchamy, przy czym jednak głównie przy podróży samochodem, na przykład, jedziemy sobie na wakacje i słuchamy sobie Mikołajka i wszyscy się razem śmiejemy, sobie to opowiadamy potem, natomiast w domu rzeczywiście czytamy głównie książki i moje córki w tej chwili mają 10, 8 i 2 lata i to co mnie naprawdę niezwykle cieszy, to to że dalej chcą żebym ja im czytał i dalej to cieszy i kiedy wieczorem przychodzę do pokoju i sobie czytamy jakąś książkę, czy to jest lektura, czy to nie lektura, czy to jest coś co już przeczytaliśmy kiedyś, te wspomniane Dzieci z Bullerbyn także już mamy za sobą, to muszę przyznać że to czytanie naprawdę robi niesamowitą robotę, bo to buduje naprawdę silną więź, uspokaja trochę przed spaniem, buduje relacje i jest potem o czym rozmawiać, także taki wniosek dla mnie płynie z tego, że ta praca rodzicielska, którą my musimy włożyć, to tak naprawdę nie zaczyna się w momencie, kiedy zaczynają się jakieś problemy, kiedy dziecko dorasta jako nastolatek, czy kiedy idzie do szkoły podstawowej, tylko no od małego i jeśli od małego zaczniemy budować relacje z dzieckiem, to to później będziemy zbierać tego owoce.

Mhm. W ogóle za pojawienie się depresji nie odpowiada jakaś jedna grupa czynników, tylko współdziałanie takich trzech najważniejszych grup czynników i ta grupa o której teraz powiedziałeś, czyli ta praca od pierwszych chwil życia dziecka nad budowaniem jego wysokiego poczucia własnej wartości, jego umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach, jego poczucia bezpieczeństwa, to są tak zwane czynniki psychogenne, a one są związane z taką indywidualną konstrukcją psychiczną, tym czy pojawiają się czy nie depresyjne schematy myślenia, czy jest taka u dziecka skłonność do automatycznego interpretowania faktów i wydarzeń na swoją niekorzyść, czy jest wręcz przeciwnie to dziecko wynosi z relacji z rodzicem i to też możemy zmienić w relacji rodzic-dziecko.

Czyli jeżeli widzimy, że dziecko ma taką tendencję, żeby właśnie nie umniejszać swoim dokonaniom, żeby właśnie cały czas się spodziewać, że wszystko nie wyjdzie, to możemy dziecku pokazywać, że jest inaczej, tak jakby zmieniać do niego depresyjny schemat myślenia, możemy wpływać na jego umiejętności radzenia sobie w stresujących sytuacjach, czy słabe umiejętności społeczne.

Więc jeżeli te czynniki psychogenne będą na niskim poziomie, bo dziecko będzie pod względem konstruktu psychicznego swojego silne, to ono może się nie poddać temu, że te czynniki biologiczne, czyli uwarunkowania genetyczne czy nieprawidłowe działanie neuroprzekaźników, że one nie będą tak znaczące. Bo my wszyscy mamy mniejsze bądź większe uwarunkowanie do zachorowania na depresję i jeżeli te nasze czynniki biologiczne nie zostaną aktywowane tymi psychogennymi albo środowiskowymi, to po prostu nie zachorujemy.

Natomiast jeżeli będziemy mieć tą tendencję biologiczną do tego będziemy mieć niskie poczucie własnej wartości, depresyjne schematy myślenia, nieumiejętność radzenia sobie w sytuacjach stresujących i do tego wystąpił jakiś środowiskowe trudności, na przykład trudna sytuacja w rodzinie, nie wiem, śmierć bliskiej osoby, rozwód rodziców, wyjazd rodzica za granicę za pracą, problemy szkolne, doświadczenie przemocy czy odrzucenie przez grupę rówieśniczą no to wtedy za depresja się pojawi.

Natomiast my możemy na przynajmniej jedną z tych grup, czyli na te psychogenne oddziaływać. Oczywiście możemy na te środowiskowe też oddziaływać jako rodzice w sytuacji kłótni czy rozwodu, czy konieczności wyjazdu za granicę, możemy też zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa. Natomiast jak my rozmawiamy z dziećmi o trudnych sytuacjach właśnie w rodzinie, to okazuje się, że to często jest tak, że rodzice uznają, że to trudna sytuacja nie dotyczy dziecka, czyli że oni się kłócą, ale niczego nie wyjaśniają dziecku, nie zapewniają o tym, że dalej oboje je kochają, że to dziecko jest ważne, że rodzice mogą się rozejść, albo jedno musi wyjechać za granicę, ale dalej dziecko jest dla niego ważne, tylko że to jest tak jakby to nie dotyczy ciebie, to jest takie odcięte. I to nie jest tak, że my jesteśmy w stanie odciąć dziecko od naszych problemów jako rodziców i ja nie mówię żebyśmy całkowicie dziecko zapraszali do omawiania tych problemów, natomiast pozwólmy dziecku być dalej naszym dzieckiem wspólnym.

Nawet jak się rozchodzimy, kłócimy albo jeżeli jedno z rodziców musi wyjechać za granicę. Tak samo możemy oddziaływać na te czynniki środowiskowe, przez to, że wiemy o tym, że dziecko doświadczyło przemocy rówieśniczej, bądź odrzucenia rówieśniczego, bo dziecko nam o tym mówi, albo sami zauważamy. Natomiast żebyśmy zauważyli znowu wracamy do początku naszej rozmowy, to my musimy nasze dziecko znać. My musimy wiedzieć, jak ono funkcjonuje, z kim się przyjaźni i jak ono zachowuje, żeby zauważyć zmianę niezbędne jest dla nas znajomość wzorca zachowania dziecka.

Dzieci szukają pomocy na telefonie zaufania dla dzieci i młodzieży, bo nie znajduje jej w domu. Ale część dzieci też może szukać gdzie indziej i czy na przykład takie sceny, czy historia jak z filmu Sala Samobójców to jest prawda? Są takie miejsca, są takie fora dla dzieci młodzieży, które opisują sposób popełnia samobójstw, bądź radzenia sobie z depresją w sposób taki, no nie do końca dobry?

Rzeczywiście, jeżeli dziecko nie ma możliwości uzyskania pomocy, bądź nie widzi tej możliwości, bo ona tam jest, tylko dziecko nie widzi w rodzicu takiego oparcia, to będzie szukało gdzie indziej. No i prawdopodobniej nie odważy się na szukanie wśród swoich rówieśników, ponieważ pewnie się już od nich odcięło, oddaliło, a być może oni są źródłem pojawienia się tych myśli depresyjnych czy samobójczych, do szkoły nie pójdzie bo

44% polskich szkół nie ma psychologa ani pedagoga szkolnego, więc takie oczekiwanie, że tam jest ktoś kto zauważy, że jest jakiś problem u naszego dziecka, no też jest trochę takim myśleniem magicznym,

bo to jest po prostu fizycznie niemożliwe w części szkół, a tam gdzie są, no to jest jeden pedagog na 400 dzieci, blisko 500 i 1 psycholog na 2000 dzieci.

No i to jest po prostu fizycznie niemożliwe, alby ktoś zauważył, ale też, żeby się nawet nasze dziecko samo gdzieś tam do kogoś dostało. No i zostaje internet i internet jest oczywiście oknem na świat i bardzo fajnym narzędziem zdobywania informacji, uczenia się, rozwijania pasji, natomiast jest też miejscem, w którym znajduje się bardzo dużo szkodliwych treści i nawołujących do samobójstwa, promujących samookaleczenia, pokazujących, że jeżeli masz problemy to znaczy, że nie powinieneś żyć, że powinniśmy wyeliminować twoje geny z puli genetycznej.

To jest cytat, który ja ostatnio znalazłam pod rozmową o działaniu telefonu zaufania i rzeczywiście może być tak, że młoda osoba, która będzie szukała dla siebie informacji jak poradzić sobie z depresją, znajdzie zachęta do tego, żeby się samo okaleczać jako sposób na rozładowanie napięcia, oderwanie się od tych depresyjnych myśli.

Czyli na przykład cięcie żyletkami?

Tak, może być to cięcie żyletkami, może być to przypalanie, może być to wyrywanie włosów, może być to trzymanie w rękach kostek lodu, drapanie się do krwi, wbijanie pod paznokciem cyrkla, uderzanie głową…

To już jak tortury brzmi.

Jak tortury, natomiast osoba, która się samo okalecza która podejmuje takie zachowanie autodestrukcyjne, ona w momencie kiedy to robi to jest tak silnie zajęta swoim stanem emocjonalnym, że ona nie czuje tego bólu, natomiast ona oczywiście czuję później ten ból, kiedy napięcie spada, rany po cięciach bolą, siniaki się oczywiście pojawiają, tutaj nie ma żadnego że tak powiem to nie jest tak że dzieci czy nastolatki, które się samo okaleczają że ona mają upośledzone receptory bólu, nie, nic bardziej mylnego.

Tylko po prostu nie są wychwytywane przez mózg te sygnały. One są wychwytywane po jakimś czasie, w momencie, kiedy osoba samo okalecza bądź podejmuje inne działanie autodestrukcyjne, to po prostu tego przekazu nie ma, to to jest też takie charakterystyczne na przykład jak jest wypadek samochodowy, tak, znaczy ktoś ma złamaną rękę i tego nie zauważa, bo jest na takiej adrenalinie, że dopiero po jakimś czasie ten ból się pojawia. Przecież ból był od samego początku, tak, to nie jest tak że ręka złamana nie boli przez pierwsze 15 minut, boli cały czas. Natomiast po prostu jest coś ważniejszego i akurat przy samookaleczeniach jest ważniejsza ta ulga, która się pojawia w związku z podjęciem tego zachowania autodestrukcyjnego.

No natomiast samookaleczanie się nie jest sposobem na rozwiązywanie problemów, ono jest sposobem na chwilową ulgę. Problemy są takie, jakie były. Samookaleczenia są też oczywiście bardzo niebezpieczne, bo można nie chcąc popełnić samobójstwa je popełnić i znane są takie niestety przypadki, no i to coś trzecią sprawą taką negatywną mówiąc o zachowaniach autodestrukcyjnych to one uzależniają.

Czyli to jest tak, że młoda osoba ma depresję, bardzo duże napięcie, smutek, chce zagłuszyć myśli samobójcze i sięga po samookaleczenia, natomiast z biegiem czasu musi sięgnąć po samookaleczenie, ponieważ sam fakt, że ona się nie samo okalecza wywołuje tak silne napięcie. Jeżeli mówimy o takim w ogóle klasycznym rozróżnieniu między podejmowaniem prób samobójczych a podejmowaniem samookaleczeń, to samookaleczenie są po to, żeby przeżyć, czyli żeby sobie ulżyć w tym cierpieniu na tu i teraz i móc dalej funkcjonować, natomiast próba samobójcza jest po to, żeby już niczego nie czuć.

Żeby się uwolnić od tego co się dzieje w życiu młodej osoby. Natomiast na oba i na samookaleczenia, i na próby samobójcze, na oba te dwa zjawiska trzeba oczywiście reagować. Reagować w taki sposób, że zapewniamy dziecku pomoc specjalistów. Psychologów, terapeutów, lekarzy psychiatrów. Nie jest sposobem na samookaleczenia powiedzenie dziecku, jeżeli jeszcze raz to zrobisz, to pójdziesz do psychologa. Bo to właśnie trzeba pójść do psychologa.

My mamy takie sygnały od dzieci, które dzwonią do nas na 116 111, że one ujawniły to, że się samo okaleczają psychologowi bądź pedagogowi szkolnemu i usłyszały obiecaj mi, że więcej tego nie zrobisz, bo jak jeszcze raz to zobaczę albo do mnie z tym jeszcze raz przyjdziesz, to powiem twojej mamie. No właśnie trzeba powiedzieć mamie o tym, że dziecko się samo okalecza, trzeba powiedzieć co powinno zostać zrobione dla dziecka i trzeba dalej dziecko wspierać i je przede wszystkim obserwować.

I tak samo niestety dzieje się, jeżeli dziecko mówi o myślach samobójczych, słyszy, żeby obiecało, że już nie będzie tak myślało.

Myśli samobójcze to są takie myśli, nad którymi nie da się zapanować. One nie są przez nas wymyślane. To nie jest tak, że wstajemy rano i sobie myślimy: A dzisiaj sobie pomyślę o tym, że chcę się zabić, tylko to są takie myśli nieintencjonalne. One po prostu z nami są i dziecko nie może obiecać dorosłemu tak, już nie będę tak myśleć. Ponieważ jeżeli dorosły mu mówi obiecaj mi to, to znaczy, że mu mówi nie chcę ci pomóc.

I dziecko nie będzie brnęło i walczyło o siebie, dziecko, które ma depresję, obniżony nastrój, które ma myśli samobójcze, one nie będzie przekonywało tego dorosłego, że on powinien zrobić coś innego, bo ona po prostu nie ma na to siły. I jeszcze jedną rzecz chciałam powiedzieć, bo często się dzieje tak, że dziecko, które podejmuje próbę samobójczą która jest próbą nieudaną, szczęśliwie, czyli dziecko przeżyło, że ona nie dostaje pomocy psychologicznej, bo jest taki komunikat ze strony otoczenia dziecka no, przecież nic się nie stało, no bo ona żyje.

Trudno byłoby cokolwiek robić, gdyby jednak coś się stało, bo dziecko, mówiąc bardzo brutalnie, by już nie żyło. Natomiast to, że dziecko podjęło próbę samobójczą, to znaczy, że ono jest już po takiej stronie, że ono już nie żyje, dla siebie ono już nie żyje. Ono już pokonało tą barierę związaną z tym, że jesteśmy ludźmi i nie dążymy do autodestrukcji, że ona już się poddało, ono już nie ma siły walczyć i jeżeli my mówimy: No przecież nic się nie stało, bo przecież sobie nic nie zrobiła, no to to jest bardzo złe myślenie.

Myślenie takie, no ale to jest nic poważnego, bo ona tylko próbuje zwrócić na siebie uwagę, to też jest złe myślenie. Bo to jest fajna diagnoza, dziecko rzeczywiście stara się zwrócić uwagę na swój problem, ono krzyczy i woła: pomóż mi. I w momencie, kiedy my bagatelizujemy to, mówiąc jednocześnie, bo ona chce zwrócić na siebie uwagę to jest trochę tak jakbyśmy popełniali taki bardzo poważny błąd logiczny, bo diagnozę to mamy świetną.

Bo dziecko potrzebuje naszej uwagi, a my mu nie dajemy tej uwagi, tylko mówimy przestań na siebie zwracać uwagę. No to nie jest w porządku, bo to my dorośli jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby dziecku pomagać, żeby je wspierać, żeby zapewniać mu pomoc. I jak znowu taką analogie powiedzmy do jakiego zdrowia fizycznego. Jeżeli dziecko przychodzi nam i mówi, że go boli ząb, to my nie mówimy oj ich starasz się na siebie zwrócić uwagę, że cię boli ząb. Tylko idziemy do dentysty. A kiedy dziecko otwarcie, bądź różnymi swoimi objawami, czy zachowaniami ryzykownymi pokazuje nam, że coś złego dzieje się u niego w życiu, to my mówimy, okej stara się zwrócić na siebie uwagę i koniec. Nie rozpoznajemy co się takiego wydarzyło, że dziecko zaczęło wagarować, że opuściły się oceny, że sięga po narkotyki, że nie wychodzi z pokoju tylko gra całe noce w gry i całe dnie w gry, tylko mówimy no próbuje na siebie w ten sposób zwrócić uwagę. No to dajmy dziecku tą uwagę. Świetnie, że to zauważyliśmy.

Do dzieła.

Zgadza się.

Pomoc psychologiczna dla rodziców i nauczycieli

Rozmawialiśmy o dzieciach i wyobrażam sobie, że wiesz, że dla rodzica, który no kocha swoje dziecko fakt odkrycia samookaleczania, czy też próby samobójczej nieudanej, to musi być dramat, to musi być szok, niedowierzanie i no, dlaczego, dlaczego ja, dlaczego my. Gdzie taki rodzic, któremu takie coś się przydarzyło może szukać pomocy?

No rzeczywiście, to jest na pewno bardzo szokujące, przerażające i wywołujące bardzo dużo takich myśli, gdzie popełniłem błąd, jak mogłem zostawić moje dziecko tak długo same, czy jestem dobrym czy złym rodzicem?

To jest ważne, żebyśmy w tym momencie, kiedy to się dzieje, kiedy to odkrywamy, kiedy widzimy albo dziecko nam ujawnia, żebyśmy nie pogrążyli się w tych myślach o sobie, tylko żebyśmy starali się zrobić wszystko dla dziecka, żeby zobaczyło w nas takiego przyjaciela, osobę godną zaufania osobę silną, osobę potrafiącą poradzić sobie z tymi problemami. Natomiast nie zaprzeczajmy temu, że jesteśmy przerażeni, że nie wiemy co mamy z tym zrobić, że zastanawiamy się nad tym, gdzie popełniliśmy błąd.

Warto wtedy szukać dla siebie pomocy, czy to pomoc bezpośrednio konsultacji psychologicznej takiej twarzą w twarz, ale można też zadzwonić do naszej fundacji na telefon 800 100 100, to jest telefon dla rodziców i nauczycieli w sprawie bezpieczeństwa dzieci, żeby z jednej strony uzyskać dla siebie wsparcie emocjonalne, ale też dowiedzieć się co jest najlepsze, najbardziej adekwatne w sytuacji, która się nam i naszemu dziecku przytrafiła.

Czyli żeby upewnić się i zmotywować do tego, żeby zapewnić dziecku pomoc psychologiczną, żeby samemu też się otworzyć na taką pomoc psychologiczną, bo to naprawdę jest tak, że może nas ta sytuacja całkowicie przerażać. To, że nasze dziecko ma depresję, że się samo okalecza, to nie jest związane z tym, że my jesteśmy złym rodzicem, że nie zrobiliśmy wielu rzeczy dla dziecka, bo możemy robić dla dziecka wszystko, a ono może i tak doświadczyć przemocy, wykorzystania. Może aktywować się u niego ta pula czynników biologicznych związanych z większym prawdopodobieństwem pojawienia się depresji.

Czyli my możemy wspierać dziecko, możemy mieć z nim bardzo dobry kontakt, możemy zapewnić mu możliwość rozwoju, okazywać mu wsparcie, a dalej ono może doświadczyć przemocy rówieśniczej i może sięgnąć po samookaleczenia. Nie dlatego że my dla niego nie zrobiliśmy wszystkiego, tylko dlatego że ono bało się, wstydziło opowiedzieć o swoim problemie. Że nie chciało nam dokładać.

 

To, że dzieci  dzwonią do telefonu zaufania nie oznacza, że rodzice nie chcą im pomagać. Pamiętajmy, że to jest po prostu ważne, żeby dziecko mogło wybrać, czy chce rozmawiać w tej chwili z nami rodzicami, czy chce zadzwonić do telefonu zaufania. My nie konkurujemy nigdy z rodzicami, nauczycielami. Nie zastępujemy ich.

Bardzo często my jesteśmy taką drogą dla dziecka czy nastolatka do zdobycia motywacji do ujawnienia swojego problemu właśnie rodzicowi. Czasem te nasze rozmowy zaczynają się od tego, że dzieje się u mnie coś takiego, co ja tak nie do końca wiem, czy to jest już problem czy nie. I czy mam już o tym mówić mamie, czy nie, więc może mi pani pomoże zrozumieć, czy to jest ten moment, że już mam mówić mamie, czy jeszcze nie? I najczęściej jest tak, że to jest ten moment.

Natomiast jeżeli dziecko nie mogłoby się do nas dodzwonić, albo by pomyślało, że to nie jest dla mnie ten telefon zaufania, to ono mogłoby zostać tym swoim problemem i zacząć budować wokół tego problemu taki mur i w pewnym momencie może nie mówić nam rodzicom o swoich problemach, dlatego że myśli sobie tak długo ukrywałem to przed rodzicami, że teraz jak im powiem, to usłyszę albo pomyślę sobie, że ich zawiodłem, bo ich oszukiwałem tak długo.

Czar pryśnie, że nie jestem idealny.

Tak, znaczy czar pryśnie, że nie jestem idealny, rodzice będą mieć pretensje, że mogłem wcześniej przyjść i powiedzieć o tych moich kłopotach, albo mogę usłyszeć, że to wcale nie jest kłopot. Więc są bardzo różne te myśli dzieci, które przeżywają różne problemy i kłopoty. Jeżeli nie rozmawiamy z dziećmi o problemach, kłopotach, nie pokazujemy im w jaki sposób możemy sobie z nimi radzić, nie pokazujemy różnych opcji kontaktu, że jestem ja, są inne osoby w naszej rodzinie, jest telefon zaufania, gdzie też możesz zadzwonić i nie poczuje, nie pomyślę, że coś jest nie tak z naszej relacji, skoro nie wybierasz mnie tylko wybierasz telefon zaufania.

To to będzie sprawiało, że dziecko będzie miało taki szeroki wachlarz i osób i miejsc do których może się zwracać, kiedy ma kłopoty. Natomiast też nie jest naszą rolą jako rodziców takie bierne czekanie, aż dziecko przyjdzie i nam powie, że coś się dzieje, tylko żebyśmy też sami rozmawiali z dzieckiem interesowali się tym na bieżąco co się u niego dzieje, no bo to nam pozwoli zobaczyć, że dziecko nie chce na przykład na jakiś temat z nami rozmawiać, albo że w ogóle nie wiem właśnie jest coraz bardziej apatyczne, nic go nie cieszy, nic go nie interesuje.

I wtedy musimy przejąć kontrolę jako osoby dorosłe, tak jak dzieje się to, kiedy dziecko boli ząb. Tak dziecko może się bać pójścia do dentysty, może nie chcieć tego, no ale to każdy rodzic wie, że jednak trzeba jakoś wziąć, że tak powiem dziecko pod pachę i poprowadzić po prostu do dentysty, bo udawanie, że ząb nie boli nie sprawia, że on nie będzie bolał.

Telefon zaufania dla dzieci działa od 12:00 do 2:00 w nocy i czy to nie jest tak że powinien działać całą dobę, że dzieci tak naprawdę no problemy nie mają tylko w tym w tym czasie wyznaczonym?

Rzeczywiście jest tak, że telefon zaufania dla dzieci i młodzieży powinien działać 24 godziny na dobę. My działamy już 10 lat i ta nasza oferta przez te 10 lat znacząco się rozszerzyła, bo kiedy uruchomiliśmy linie w 2008 roku ona była dostępna 5 dni w tygodniu od 12:00 do 20:00. Mieliśmy 2 jednocześnie dostępne stanowiska.

I już pierwszego dnia 6 listopada 2008 roku okazało się, że to jest za mało. I zaczęliśmy rozszerzać działanie o kolejne dni, o kolejne godziny i o kolejne stanowiska. I w tej chwili działamy od 12:00 w południe do 2:00 w nocy mamy maksymalnie 5 dostępnych stanowisk w ciągu dnia, a w nocy trzy stanowiska. Świadczymy też pomoc online od 9:00 do 2:00 w nocy, natomiast my cały czas wiemy, że to jest za mało, bo codziennie są dzieci, które wybierając numer 116 111 słyszą w tej chwili wszystkie linie są zajęte.

Bardzo byśmy chcieli mieć możliwość otworzenia kolejnych stanowisk konsultanckich i pracy 24 godziny na dobę nie tylko dlatego, że bardzo lubimy tą pracę i wierzymy w jej sens, ale dlatego, że my po prostu codziennie to słyszymy od dzieci, dlaczego jest tak trudno się do was dodzwonić, że codziennie dostajemy wiadomości, próbowałem dzisiaj do was się dodzwonić przez dwie godziny i cały czas wszystkie linie są zajęte, więc piszę do was wiadomość, ale wolałbym, wolałabym porozmawiać.

Z tego powodu wystartowaliśmy z kampanią Wspieraj Telefon. To jest taka kampania, w której zwracamy uwagę rodziców, babć, dziadków, cioć, wujków, wszystkich na to, jak ważną rolę dla nas, nie tylko dla dzieci, pełni telefon 116 111.

Bo to jest bardzo ważne, żeby w tym świecie, w którym tak strasznie pędzimy i w którym na wszystko brakuje nam czasu, w którym może być nam trudno zauważyć, że coś złego dzieje się z naszym dzieckiem, że jest takie miejsce, do którego dziecko zawsze może się zwrócić o pomoc i dzięki temu zmotywować się do rozmowy z nami. Przygotować się do tego, żeby powiedzieć o jakim w swoim kłopocie czy trudności, żeby po prostu dostać możliwość rozmowy zawsze wtedy, kiedy dziecko tego potrzebuje.

I na stronie wspierajtelefon.pl można przekazywać darowiznę, indywidualne albo cykliczne na działanie telefonu 116 111, można przekazać też 1% podatku Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, która prowadzi telefon 116 111, tak żeby zapewnić dzieciom i nastolatkom ten kontakt zawsze wtedy, kiedy tego potrzebują. Bo to jest nasza wspólna odpowiedzialność, to nie jest odpowiedzialność tylko fundacji Dajemy dzieciom siłę, która podjęła się prowadzenia tego telefonu.

My niestety od 2016 roku nie mamy możliwości uzyskania środków z budżetu państwa, ponieważ nie są ogłaszane konkursy na zapewnienie dzieciom możliwości anonimowego i bezpłatnego kontaktu z telefonami zaufania, tak jak mówiłam taka wiara w to, że dziecko uzyska pomoc w szkole, od psychologa bądź pedagoga szkolnego jest niestety nieprawdziwa. Trochę myli nam ten obraz, bo w szkołach po prostu nie ma takich specjalistów, a jeżeli są, to jest ich za mało w stosunku do liczby dzieci, które potrzebują tej pomocy.

Kontakt z naszym telefonem jest anonimowy i całkowicie bezpłatny dla dzieci i dla wielu z nich to jest jedyna szansa na podzielenie się swoim smutkiem, na opowiedzenie o swojej złości, ale też na to, żeby poszerzyć swoją perspektywę widzenia sytuacji i zobaczyć w tej perspektywie rodzica, nauczyciela, sąsiadkę, matkę chrzestną, osoby które są gotowe do tego, żeby pomoc i wspierać w trudnej sytuacji.

Natomiast wiemy, że bez rozmowy z konsultantami 116 111 dzieci nie zobaczą takich osób, bo mówią nam o tym na początku rozmowy, mówią o tym, że są kompletnie sami, pozostawieni sami sobie, że próbowali już wszystkiego, że nikt nie chce im pomóc. Natomiast jeżeli zajmiemy się stanem emocjonalnym dziecka, przeanalizujemy jego sytuację, zobaczymy co jest dla niego najtrudniejsze, przywrócimy jego wiarę w świat dorosłych, to okazuje się bardzo często, że tam są ci dorośli, tylko dziecku było trudno te osoby zobaczyć.

Książki o depresji dla rodziców i nastolatków

Te linki do tych miejsc, które wspomniałaś w sprawie telefon fundacji, będą umieszczone w notatkach do tego podcastu, także gorąco zachęcam słuchaczy do tego, żeby wesprzeć te akcję, bo ona jest tak naprawdę dla no dla dobra naszych dzieci, ale tak jak mówisz nie tylko, to jest tak naprawdę dla wszystkich. I na koniec chciałbym cię zapytać jeszcze o taką rzecz, gdyby ktoś chciał zgłębić temat, o którym dzisiaj rozmawialiśmy, czy są jakieś książki, które rodzic mógłby poczytać, które mogłyby go jakoś otworzyć oczy, bądź też zapewnić, że no że trzyma rękę na pulsie i w razie czego będzie przygotowane na jakiś wydarzenia które mogą się wydarzyć?

Oczywiście, ja polecam zawsze zgłębianie, szukanie tych informacji, czy to w internecie można wejść na stronę fundacji rodzice.fdds.pl albo 800100100.pl. No i zachęcam też, że jeżeli chodzi o osiągnięcie na przykład po jakieś książki, to są dwie bardzo fajne pozycje Gdańskiego wydawnictwa psychologicznego, “Depresja nastolatków jak ją rozpoznać, zrozumieć i pokonać” to są dwie książki autorstwa Konrada Ambroziaka, Artura Kołakowskiego i Klaudii Siwek. Bardzo Zachęcam do sięgnięcia, bo pokazują i rodzicowi co się dzieje z nastolatkiem, ale też są do posunięcia nastolatkowi, żeby on bardziej zobaczył co się z nim dzieje, żeby zrozumiał różne objawy i zobaczył też w jaki sposób może sobie z nimi radzić, ponieważ jedna część to jest taka bardziej część wiedzowa, a druga część to jest taki praktyczny poradnik dla rodziców i młodzieży jak wspierać nastolatka w depresji, jak sam nastolatek może sobie z nią radzić.

Jeżeli interesują rodziców problemy dotyczące, takie najbardziej charakterystyczne problemy dotyczące dzieci i nastolatków, to też zachęcam do sięgnięcia po książki wydawnictwa Zielona Sowa autorstwa Eve Ainsworth książka “7 dni” to jest książka pokazująca zjawisko przemocy rówieśniczej z perspektyw różnych osób, które są w tą przemoc uwikłane, pokazujące o tym że nic nie jest czarno-białe i że dzieciom jest też trudno zobaczyć osoby dorosłe w swoim otoczeniu, które mogłyby im pomóc, mimo tego że my na przykład zachęcamy, prosimy, pokazujemy siebie, to pokazują też dlaczego dzieciom jest trudno nas zobaczyć czy nam zaufać.

Jest też książka o samookaleczeniach “Krzywda, historia moich blizn” tej samej autorki Eve Ainsworth “Zadurzenie” książka o tym w jaki sposób młoda osoby wikłają się w związki, takie partnerskie jak są manipulowane w tych związkach, bardzo fajne są te książki, ponieważ one pokazują w jaki sposób dzieci przetwarzają tą rzeczywistość, czyli nie tak jak my często sobie myślimy ah, co to takiego, też kiedyś byłem nastolatkiem i byłem zakochany, tylko bo jakby pozwalają nam wrócić do tego momentu, kiedy rzeczywiście my byliśmy tym zakochanym nastolatkiem, kiedy byliśmy tym nastolatkiem niepewnym, z niskim poczuciem własnej wartości. Bardzo zachęcam do sięgania po te pozycje.

Dziękuję, dziękuję ci serdecznie za rozmowę. Życzę, żeby telefon zaufania otrzymał jak najwięcej tych dotacji, żeby mógł funkcjonować. Ale z drugiej strony może to trochę przewrotne, ale życzy, żeby kiedyś powinno tego, że będzie działał 24 na dobę, żeby pojawił się taki dzień, żeby on nigdy nie zadzwonił, żeby nie było takiej potrzeby wśród naszych dzieci, wśród naszych wnuków później, że będą takie rzeczy potrzebne.

Bardzo za to dziękuję, wydaje mi się, że to drugie życzenie jest w bardzo dużej sferze marzeń, oczywiście dążymy do takiego świata, ale też pamiętajmy o tym, że dzieci mają prawo do szukania pomocy tam, gdzie chcą i telefon zaufania nie jest tu żadną dla nikogo konkurencją, jest po prostu jednym z miejsc, gdzie można uzyskać pomoc, rozmowę wsparcie, motywację.

Dziękuję serdecznie.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Gość odcinka

Lucyna Kicińska

Koordynatorki Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 oraz Telefonu dla Rodziców i Nauczycieli w sprawie Bezpieczeństwa Dzieci 800 100 100. Członkini Polskiego Towarzystwa Suiscydologicznego. Autorka narzędzi edukacyjnych dotyczących bezpieczeństwa dzieci i młodzieży.

    

Książki dla rodzica

Polecone przez Lucynę

Konrad Ambroziak, Artur Kołakowski, Klaudia Siwek

Depresja nastolatków. Jak ją rozpoznać, zrozumieć i pokonać

Dla rodzica i młodzieży

Polecone przez Lucynę

Eve Ainsworth

7 dni

Eve Ainsworth

Krzywda. Historia moich blizn

Eve Ainsworth

Zadurzenie

Spis treści

Więcej w temacie

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Czy idealny rodzic naprawdę nie istnieje? Kamil Nowak – Blog Ojciec

Czy idealny rodzic naprawdę nie istnieje? Kamil Nowak – Blog Ojciec

Czy idealny rodzic naprawdę nie istnieje?
Dlaczego klapsy nie są najlepszą metodą wychowawczą?
I czego jako rodzice możemy nauczyć się od pokolenia naszych własnych rodziców?

W 25. odcinku podcastu rozmawiam z Kamilem Nowakiem, szerzej znanym jako Blog Ojciec, który jest jednym z najbardziej wpływowych blogerów w Polsce i jedną z najważniejszych postaci polskiej sceny parentingowej.

Zapraszam do wysłuchania tej konkretnej, rzeczowej, ale i okraszonej humorem, rozmowy:

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Gość odcinka

Kamil Nowak

Młody ojciec odkrywający świat razem z trójką swoich dzieci. Wierzy, że tak jak dzieci uczą się wielu rzeczy od rodziców, tak rodzice mogą się nauczyć wielu rzeczy od dzieci.

   

Spis treści

Idealny rodzic nie istnieje? Transkrypcja.

Idealny rodzic nie istnieje?

Cześć Kamil!

Cześć Jarek!

Trzymam w tej chwili w rękach książkę o takim znamiennym tytule “Idealny rodzic nie istnieje” i z takim trochę mniejszym literami napisane “i wszystkie inne rzeczy, które chciałbym wiedzieć o wychowaniu dzieci zanim zostałem ojcem”. Tak jakby to że idealny rodzic nie istnieje jest to najważniejszą rzeczą, którą powinniśmy wiedzieć. Ale dlaczego? Czy nie można być idealnym rodzicem?

Znaczy na pewno można zmieniać w tym kierunku i można się starać, być coraz lepszym, ale ten idealizm widzę często, że dobija rodziców, że czują że właśnie muszą być tymi idealnymi rodzicami, bo wymaga od nich tego społeczeństwo, wymagają od nich tego rodzice, jacyś wujkowie, ciocie i każdy uważa, że jak tylko dziecko zrobi coś złego to to jest wina rodzica i oni biorą na siebie ci rodzice współcześni taką ogromną presję i później pod tą presją czasami się załamują, albo się na przykład wycofują. No i nie cieszą się tym po prostu.

Nie cieszą się rodzicielstwem, zakładali że to będzie jakaś fantastyczna przygoda, a zamiast tego jest koszmar i to właśnie bierze się z tych z tego takiego spojrzenia idealnego, że chcę być idealny, że muszę być idealny, że oczekują ode mnie że będę idealny, a ja czuję że nie jestem, bo ja popełniam błędy, bo ja czasami krzyknę, bo ja czasami stracę cierpliwość, bo moje dziecko coś zrobi, czego nie powinno i ja zamiast po prostu podejść do tego jak do sytuacji z której mogę wyciągnąć jakieś wnioski, to załamuje się i podłamuje mi to skrzydła, nie wiem co robić dalej. Brakuje jakiegoś drogowskazu, jakichś porad, które mogłyby mi rzeczywiście pomóc, a nie tylko jeszcze zwiększały moje obawy.

A to czy jest taki jakiś moment, w którym my powinniśmy odpuścić, na przykład, no bo skoro nie ma idealnego rodzica, my się takim nie staniemy, czy to nie dojdzie do takiego a nie ważne co zrobię i tak dziecko się wychowa?

No w drugą stronę przesada oczywiście też myślę, że nie jest nie jest dobra.

Tu nie chodzi o te oczekiwania rodzica względem dziecka, tylko oczekiwania z zewnątrz. Czyli odpuszczamy to czego inni od nas oczekują i skupiamy się nad tym czego my chcemy.

Najczęściej to czego rodzic chce, to żeby on był szczęśliwy, żeby dziecko było szczęśliwe. Więc jak będziemy mieli te dwa drogowskazy, to raczej sobie poradzimy i wtedy też myślę, że nie odpuścimy za bardzo, no bo jednak na szczęście i własne i swojej rodziny, no to jest coś na to trzeba pracować. To nie jest coś, co przyjdzie samo.

To jest tak samo jak z małżeństwem, tak, że to, że weźmiemy ślub to nie znaczy, że jakby poszukiwania, że poszukiwanie osoby, którą możemy kochać można powiedzieć, że są zakończone, ale poszukiwania sposobów na jakie można kochać tą osobę tak naprawdę się dopiero rozpoczęły. I to jest coś na co cały czas musimy pracować i tak samo można to przełożyć na rodzicielstwo, że tutaj też cały czas można szukać tych sposobów, w jaki sposób tą więź z dzieckiem i relacje ulepszać, wzmacniać i właśnie jak się lepiej w tym odnaleźć, jak znaleźć w tym przyjemność. Bo zakładam, że jakby każdy rodzic decyduję się na dziecko właśnie z tego powodu, żeby odnaleźć jakieś szczęście, ma jakąś wewnętrzną potrzebę, no i chce, żeby to sprawiało jakąś przyjemność, żeby dawało mu spełnienie w jakimś stopniu.

No pod warunkiem, że jest to świadoma decyzja, bo czasami to jest, no tak zwany przypadek.

To prawda. [śmiech]

Ale powiedziałeś, że współcześni rodzice, mamy, czy też mają problem, mamy chyba, mamy problem z tym, że są takie oczekiwania. Sądzisz, że nasi rodzice, czy też nasi dziadkowie, czy oni sami wobec siebie nie mieli takich oczekiwań, że powinni być idealnymi rodzicami?

No myślę, że tego kiedyś nie było, kiedyś to się wymagało, żeby dziecko było nakarmione, żeby było w miarę czyste i żeby się w miarę uczyło i to w zasadzie były trzy oczekiwania, które w ogóle wszyscy mieli wobec siebie i wobec dzieci. Dzieci raczej były wychowywane gdzieś tam z boku, one się jak tylko odrosły trochę od ziemi, nauczyły się biegać i poruszać i gdzieś tam mówić, to w zasadzie wystarczyło. Od tego momentu rola rodziców w sprowadzała się już większości do czynności obsługowych. I ja nie mówię, że to było dobre dla dzieci, ale no rodzice nie mieli jakieś presji, tak?

To jeszcze poprzednie pokolenie, to właśnie to nasze pokolenie, to było pokolenie dzieci z kluczem na szyi, tak zwane, które się wychowało same. Ja znam przypadki, gdzie sześciolatek pilnował dwulatka w domu, bo rodzice pracowali. Albo niekoniecznie pracowali, tylko poszli, na przykład, na imprezę, to akurat historie są różne, więc tak jak mówię to niekoniecznie było najlepsze dla dzieci, ale też nie było na pewno tej presji, poza tym jakby temat rodzicielski nie był wtedy medialny, no więc mieli dużo łatwiej pod tym względem, nie mieli nacisków. No a w tej chwili to naciski się tam skupiają na każdym fragmencie naszego życia. Musimy odpowiednio żywić, tam bez GMO, dziecko musi mieć tam według statystyk półtorej rodzeństwa, musi mieszkać tam na minimum 23 metrach kwadratowych, musi mieć ogródek, musi mieć dwa i pół zwierzęcia, no i ogólnie każdy po prostu aspekt jest prześwietlany.

Tam powinny być takie pieluchy, nie inne, takie mleko, nie inne, takie jedzenie, nie inne. Wszystko po prostu ma jakieś, że tak powiem, zasady, nie wiadomo tak naprawdę przez kogo ustalone czy narzucone często i nikt nie spełni tego wszystkiego. Więc myślę, że dobrze jest już na początku trochę odpuścić i nie starać się tego wszystkiego zrobić, tylko raczej skupić się gdzieś tam na tym zdrowym rozsądku, na równowadze i na tym właśnie, żeby, tak jak mówiłem wcześniej, żebyśmy my i nasze dziecko byli po prostu szczęśliwi, nawet jeżeli kiedyś pójdzie spać bez umycia zębów wieczorem, czy jakąś czekoladkę, czy dostanie coś, o mój Boże, z glutenem.

Bo tak tu mówimy dziecko, dziecko, dziecko. To możemy za mało myślimy o sobie? Wiadomo, że bardzo często się mówi egoizm jest zły, ale my rodzice, tak mi się wydaje patrząc na siebie, także i także na swoich znajomych, bardzo mocno skupiamy się na dzieciach. Może rzeczywiście więcej, niż to pokolenie naszych rodziców, ale może też powinniśmy myśleć więcej o sobie i o swoim, tak zwanym, szeroko pojętym dobrostanie.

Na pewno, bo ludzie mają taką tendencję do popadania w skrajności, co najlepiej widać po ludziach wychowywanych, kiedy na przykład nie było niczego w sklepach, to są ludzie najczęściej którzy mają teraz domy wypełnione po brzegi, bo popadli w drugą skrajność. Tak samo trochę jest z rodzicami, którzy, na przykład, byli zaniedbywani przez swoich rodziców i teraz zakładają, że muszą dać dzieciom wszystko co te dzieci tylko chcą, muszą z nimi spędzić każdą wolną chwilę. Często się na tych rodziców mówi rodzice helikoptery, czyli tak lewitują nad tym dzieckiem i chronią go przed każdym upadkiem i starają się naprawdę ponad stan.

No i pierwszy problem jak w tym się pojawia, to jest to, że takie dziecko często później ciężko sobie poradzić w życiu, bo zawsze był ktoś kto mu pomagał, kto go ochraniał, no i ono w zasadzie nigdy nie wzięło na siebie żadnej odpowiedzialności za nic. Bo jak zapomniało kanapki do szkoły, to rodzic mu przywoził, jak zapomniała zadania to rodzic mu tam pisał usprawiedliwienie i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.

Więc te dzieci później mają ciężkie zderzenie z rzeczywistością, a druga jeszcze niebezpieczna strona takiego właśnie mocnego zaangażowania, takiego poświęcenia się dla dzieci jak to się czasami określa, to jest to, że wypalamy się jako rodzice i albo to się kończy tym, że się wypalamy i dużo szybciej, na przykład, zaczynamy się denerwować, bo my jako rodzice też jesteśmy ludźmi, też mamy swoje potrzeby i kiedy nie zaspokoimy tych potrzeb, to może właśnie to się skończyć tym że będziemy dużo bardziej, nie wiem, zdenerwowani, agresywni, pobudzeni i to na pewno się nie odbije dobrze na tych dzieciach, albo popadniemy w drugą skrajność, czyli będziemy raczej oziębli, wycofani, wpadniemy w jakiś taki marazm, w depresję, bo nic nas nie będzie cieszyło, bo zakładaliśmy, że jak się skupimy na dzieciach, to wszystko się rozwiąże, a jednak okazuje się, że no my też jesteśmy ważni, to zresztą jest też pierwszy rozdział w mojej książce i trzeba o sobie pamiętać, bo żeby zadbać o kogoś innego to najpierw trzeba zadbać o siebie.

Trzeba mieć z czego dawać. Tylko szczęśliwi rodzice są w stanie wychować szczęśliwe dzieci. Jak my nie zadbamy o siebie, no to przez jakiś czas może będziemy jechać na tam półpełnym baku, ale to się w pewnym momencie skończy i musimy najpierw napełnić nasz zbiornik, żeby móc później pomóc dziecku.

Najlepszy sposób wychowywania dzieci

Nie ma idealnych rodziców. Nie ma, jak wiemy, chyba każdy rodzic wie, że nie ma idealnego dziecka. To czy może jest jakaś idealna droga rodzicielska, idealny sposób na wychowanie dzieci? W tej chwili mamy dość dużo możliwości wyboru, jest rodzicielstwo bliskości, są self regi, jest rodzicielstwo RIE, jest wychowanie wspierające, bardzo dużo tych wszystkich typów wychowania. Czy jest jakiś idealne?

Ja przyznam, że ja nawet nie znam tych wszystkich które wymieniłeś, a jeszcze mógłbym dorzucić wychowanie w porozumieniu bez przemocy, czy chociażby rodzicielstwo przez zabawę. Więc idealnego na pewno nie ma. Trzeba szukać, na przykład są ludzie bardziej aktywni, który na przykład rodzicielstwo przez zabawę to jest idealna droga dla nich, tak, bo wszystko tam są w stanie zamienić w zabawę, każdą sytuację trudną w lekcję poprzez zabawę i pokazać wtedy w takiej formie, że na przykład, to zachowanie jest nieadekwatne, a można na przykład zachować inaczej, a są też ludzie spokojniejsi, którzy właśnie dużo bardziej skorzystają z tego typowego rodzicielstwa bliskości, rozmów o emocjach, czy właśnie wychowania w porozumieniu bez przemocy. Także trzeba znaleźć to, co nam odpowiada.

Są też na przykład osoby, które zapoznały się właśnie z tym porozumieniem bez przemocy i stwierdziły, że dla nich to jest zbyt sztuczne, taka rozmowa. Bo tam jest taki bardzo konkretny sposób, w jaki należy rozmawiać i oni się czują źle z tym, kiedy z tego korzystają i szukają dalej. I jeszcze tutaj widzę, że na przykład jest pozytywna dyscyplina. Jakby w zasadzie, sposobów jest mnóstwo, one w bardzo wielu częściach się zazębiają.

To jest jakby trochę tak, że one wszystkie zmierzają w tym samym kierunku, no tylko jedna droga jest bardziej kręta, druga jest z jakimś objazdem, trzecia ma most i każda się czymś różni, ale wydaje mi się że, te akurat wszystkie, które wymieniliśmy są wartościowe i warto sobie je sprawdzić i zobaczyć która nam jak rodzicom i naszym dzieciom najbardziej odpowiada i też sprawdzić która zadziała, bo to też nie jest tak, że na konkretne dziecko zadziała każda metoda, bo dzieci są indywidualne, mają swoje potrzeby i mogą po prostu na jedną metodę zareagować dużo lepiej niż inną.

Myślę, że jeżeli się skupimy na tym, żeby się po prostu do naszego dziecka zbliżyć, żeby go lepiej poznać, to nieważne którą metodę wybierzemy, na pewno uda nam się wzmocnić tą relacje i przetrwa ona te lata, szczególnie nastoletnie, bo w tych latach, z tego co słyszę, jest najciężej i tutaj już nie zależnie od wybranej metody.

No bo już nie ma tego uroczego bobasa, który się ładnie uśmiecha, tylko jest no prawie dorosły, albo uważający się za dorosłego człowiek, który zresztą pamiętając to samo o sobie, no nie zawsze zgadza się z rodzicami.

To jest podobno bardzo ważny moment w życiu każdego człowieka, żeby się odłączyć, tą pępowinę, żeby właśnie się sprzeciwić, żeby nauczyć się budować i to jest podobno kluczowe.

No ważny to moment, ale trudny. I chyba dla wszystkich, tak naprawdę, dla dziecka też, ale ja tak widzę pewne niebezpieczeństwo w tych metodach, tych różnych które wymieniliśmy wspólnie, bo ktoś może przeczytać na przykład jakąś książkę, nieważne, przypuśćmy Rodzicielstwo z bliska, niech będzie i będzie się trzymał tego kurczowo, to znaczy do tego okej, ma być tak, no a dziecko nie przeczytało tej książki i ono będzie trochę szło w inną stronę, będzie inaczej reagowało. I teraz ktoś się może zastosować, że u niego to nie działa. Z drugiej strony będzie się bał, że okej, teraz spróbuję czegoś innego, że to już będzie eksperymentowanie na dziecku. Czy nie można tak po prostu wychowywać dziecka na czują, że chcę robić dobrze, więc będę wychowywał dziecko tak, jak uważam?

To znaczy ja bardzo mocno do tego zachęcam, ja uważam, że do książek, jak ktoś ma potrzebę, to śmiało niech sięga, ale jeżeli ktoś ma intuicję i ma swoją wrodzoną gdzieś tam jakieś zasady, system wartości, który uważa za dobry i będzie z niego korzystał i dla niego i dla dziecka to będzie dobre, to pozostaje mi tak naprawdę tylko pogratulować. Bo ja do tego właśnie zachęcam, zaufajcie sobie rodzice drodzy, zaufajcie sobie temu co wy czujecie, a nie temu co gdzieś tam właśnie ktoś inny radzi czy pokazuje i dopiero w momencie, kiedy traficie na jakiś taki problem, że wy robicie, a dziecko robi be i nie jesteście w stanie się tutaj zgrać, bo no nie pasuje wam reakcja waszego dziecka, czy na przykład ona zachowuje się w jakiś sposób, którego wy nie rozumiecie i nie wiecie, jak mu pomóc, to dopiero wtedy poszukajcie pomocy. Oczywiście można też szukać jakby do przodu. Może się ktoś chce przygotować.

Ale nawet jeżeli ktoś sięgnie po jakąś książkę, ja uwielbiam właśnie to co Małgorzata Musiał napisała w swojej książce – “Skrzynka z narzędziami”, że to jej książka i w zasadzie każda inna książka jest tylko właśnie taką skrzynkę z narzędziami. Jeżeli jakieś narzędzie ci pasuje, śmiało bierz. Ale nie traktuj tego jako jakąś taką encyklopedie i najważniejsze pismo swoim życiu i nie stosuj tego od a do z, jeżeli czujesz, że coś ci tam nie gra. W każdej książce myślę, że coś będzie pasowało, coś nie. Wyciągajmy to co nam pasuje, to co nam odpowiada, co się zgadza z naszym wewnętrznym ja, a całą resztę śmiało gdzieś tam może zostawmy na jakieś bocznej półce, może się kiedyś przyda, może nie. Ale nie traktujmy pojedynczej książki, czy nawet jakiegoś zestawu książek, jako wyroczni i jak nie mamy potrzeby, to ja nikogo chyba nigdy nie nakłaniałem do tego, żeby kupił książkę, jak nie ma takiej potrzeby i uważa się za dobrego rodzica i odnajduje się w tym co robi.

Klapsy. Przemoc. Patologia.

Nie wspomnieliśmy o jeszcze jednej metodzie wychowania, jaką jest tak zwane wychowanie bezstresowe, o ile ona w ogóle istnieje, natomiast jeśli często stawia w kontraście, czy też w opozycji do dawania klapsów, czy też do przemocy wobec dzieci, czy też bicia dzieci. Ty na swoim blogu bardzo mocno eksploatowałeś, chyba dalej jest ten temat bardzo żywy na twoim blogu, na twoim fanpage’u. Dlaczego, tak naprawdę, nie powinniśmy stosować przemocy wobec dzieci?

Z klapsami to ja uważam, że jedyny sposób na danie klapsa jest ten, który ty pokazałeś w swoim filmie, mam nadzieję, że go gdzieś tam wrzucisz pod koniec naszej rozmowy, bo go uwielbiam.

Z przemocą wobec dzieci jest trochę tak jak z piciem alkoholu w ciąży. Nie istnieje minimalna bezpieczna dawka.

Bo są osoby właśnie, które mówią, że ja oberwałem i nic mi nie jest, więc dam mojemu dziecku tam parę razy klapsa jak będzie potrzebowało, niech wie za co dostało, ale to nie jest przemoc i przemocy nie popieram, a już szczególnie patologii.

I to jest właśnie takie, według niektórych katalogowanie, że najpierw jest klaps, potem jest przemoc a potem jest patologia. No tylko problem jest klapsem taki, że jak klaps nie zadziała, to trzeba użyć tego silniejszego, więc używa się później właśnie silniejszego klapsa, który jest według no już nawet ich kategoryzowania przemocą, a jak przemoc nie zadziała to się używa jeszcze silniej, czyli już się popada w stronę patologii, więc to jest wszystko ta sama strona i tak jak mówię nie istnieje minimalna dawka przemocy.

Bo nie da się kogoś stwierdzić, że się kogoś tylko lekko skrzywdziło, więc to nie jest przemoc. Tutaj to już jest jakieś takie słownikowe podejście, a nie o to nam chodzi. I jak pokazuje się to właśnie, jako że jak nie ma przemocy, to zaraz jest bezstresowe wychowanie, czyli dzieci wchodzą na głowę, nie słuchają, bo ludziom się wydaje, że jak się odbierze rodzicom klapsa czy formy inne stosowania przemocy, to dzieci nie znają granic, że dzieci po prostu, wiecie skaczą po domu, nie wiem, malują ściany, cały czas się drą i w ogóle jest tragedia. Ja nie widzę na przykład osobiście problemu z tym, żeby dzieciom ustalić jasne zasady i tych zasad pilnować, przestrzegać, jednocześnie ich nie bijąc. To jest wykonalne i to nawet bez kar.

Po prostu jestem w stanie dzieci przekonać, że niektóre zachowania są akceptowalne, a niektóre nie. Bo inaczej jakbym przekonał, nie wiem, na przykład dorosłego człowieka, który wchodzi, nie wiem, do mnie do domu, żeby ściągnął buty. On może już wie, że trzeba, ale jakby był na przykład obcokrajowcem, no to może nie wiedzieć i jak, skoro jestem w stanie jemu wytłumaczyć, to tak samo jestem w stanie wytłumaczyć mojemu dziecku, więc jeżeli jestem w stanie mu wytłumaczyć, no to po co bić?

A jeżeli nie jestem w stanie wytłumaczyć, bo na przykład dziecko jest jeszcze za małe, to jest też za małe na to, żeby zrozumiało po tym jak dostanie klapsa.

Nasz mózg się uczy wtedy, kiedy jest w tej fazie, takiej bezpiecznej, kiedy się czuje dobrze, kiedy jest zadowolony. Wtedy nasz organizm jest w stanie się czegoś nauczyć. Jeżeli natomiast jest przerażony, jeżeli jest wystraszony, to on się wycofuje i wszystkie te wyższe formy odpowiedzialne właśnie między innymi za naukę są wyłączane. Więc jakby zakładanie, że klaps czegoś nauczy jest niezgodne chociażby z tego biologicznego punktu widzenia.

Tak już czysto wchodząc na takie naukowe uzasadnienie czemu to nie ma sensu.

Ale często można spotkać się z taką argumentacją, ja sam ostatnio zresztą rozmawiając na takich warsztatach z rodzicami się spotkałem, że ojciec przywalił kilka razy i był spokój, ja wiedziałem, że czegoś nie mogę robić i jakoś nie wyrosłem na patologicznego człowieka, jestem normalny. Jak z tym dyskutować?

Wielu ludzi tak uważa, mamy w tej chwili niecałe 40 milionów Polaków w naszym kraju, z czego 8 milionów ma mniejsze lub większe problemy natury psychicznej, zaburzenia psychiczne, więc to, że ktoś mówi, że on wyrósł na dobrego człowieka, czy na porządnego człowieka, to z jednej strony może nawet do mieć rację, bo mogło mu się udać, pomimo tego czego doświadczył, ale z drugiej strony pomija tych wszystkich, którym się nie udało.

To jest tak samo jak mówić, że ja jeździłem na kuligu za samochodami tam przywiązany i mi się udało i w ogóle super, nikt nie zginął. Albo na przykład ja skakałem w nieoznaczonych miejscach do wody i nic mi się nie stało. No i bardzo fajnie, tylko, że zapomina o tym, że w tym miejscu, gdzie ją skakał to tam 20 innych osób zginęło, na przykład, albo jest trwale okaleczonych. Więc opierają się na swoim przykładzie – jasne ma rację, ale wszyscy ci ludzie, którzy mogliby zaświadczyć, że jednak to jest niebezpieczne, najczęściej nie żyją.

W przypadku klapsów dochodzi jeszcze coś w rodzaju takiego lekkiego syndromu sztokholmskiego, czyli w momencie, kiedy człowiek przyznaje, że klasy to nie jest coś dobrego, to musi się pogodzić z tym, musi jakby sobie to uświadomić, że to co zrobili mu rodzice, to nie było najlepsze. I to jest czasami ciężkie, żeby sobie uświadomić, że rodzice go skrzywdzili. 

Teraz ja nie mówię, że oni to zrobili świadomie, bo w czasach naszych rodziców to była najlepsza forma wychowania i oni naprawdę chcieli dla nas jak najlepiej. Ale teraz minęło parędziesiąt lat od tego czasu, pojawiły się nowe informacje, mamy lepsze metody, tak, nie jedziemy już na nie wiem konno, na przykład, tylko jeździmy samochodami, nie idziemy bez pasów, tylko jedziemy z pasami, mamy różne nowe technologie i korzystamy z nich, bo pozyskaliśmy wiedzę w różnych tematach. Więc w temacie rodzicielstwa też pozyskaliśmy nową wiedzę, więc dlaczego z niej nie skorzystać?

Ja ogólnie jestem bardzo pro temu, żeby brać pod uwagę różne badania naukowe, może nie bez żadnej tam krytyki, bez krytycznego spojrzenia, ale jeżeli jest 1, 2, 3, 5, 100 badanie i one wszystkie potwierdzają to samo i ona się opierają na dziesiątkach tysięcy przypadków na przełomie kilku dekad, a jest takie badanie właśnie na 160 tysiącach dzieci na przełomie pięciu dekad, które pokazuje, że klaps jako klaps nie ma żadnego pozytywnego skutku. Żadnego. Natomiast tam może spowodować w stopniu dzieci, które otrzymywały klapsy są podatne na właśnie rożne zaburzenia, mają mniejszą pewność siebie, mają kompleksy, mogą mieć depresję, nie radzą sobie z silnymi emocjami, nie panuję nad emocjami, no i jeszcze ileś tam konkretnych cech, które się z tym wiążą.

Więc patrząc na jakby na fakty, też nie ma nic po stronie klapsów, co by przemawiało za tym, poza, bo mi zawsze to robili i tak było dobrze, no. Kiedyś właśnie, na przykład, dzieciom się podawało spirytus, żeby spały, też uważali, że to było dobre. Kiedyś na jak nie wiem zraniło się w nogę to się przykładowo zioło i też było dobrze. Żyliśmy po 40 lat i też było dobrze. To jest jakby taka argumentacja, bez żadnego powodu, tylko odwoływanie się do jakiejś źle rozumianej tradycji.

Patrząc na to z drugiej strony, chcę być dobrym rodzicem, staram się wychowywać dziecko z szacunkiem, mądrze, jakoś tam odpowiedzialnie, z miłością. Ale przychodzi jakiś taki moment, w którym wszystko nagle się złoży, a ja jestem przemęczony, niewyspany, bo mi młodsze dziecko na przykład płacze, w pracy jest ciężko, nie wysypiamy się, duże ciśnienie, stres, dziecko nagle zaczyna wyć i dam mu klapsa. Czy żałuję, czy nie to już jest odrębna sprawa, tak myślę, ale nie, załóżmy, że żałuję, żałuję tego, że dałem, czy ja już mu zryłem psychikę? Czy można, wiesz powiedzieć tak że okej, dałem mu jednego klapsa, czy to mnie przekreśla jako rodzica i automatycznie powoduje, że ja skrzywdziłem moje dziecko na całe życie?

Trzeba dzwonić po MOPS, nie ma wyjścia. Tak na poważnie, ja na samym początku też dawałem swoim dzieciom klapsy, nie uważam, że zryłem im psychikę tym, ale uważam, że pewne ich zachowania, które później się pojawiały i były trudne, no mogły wynikać właśnie z tego, jak moje dzieci były traktowane na początku w twoich tych najwcześniejszej latach i o tym pisałem też zresztą na blogu parę razy, więc od jednego klapsa myślę, że ta psychika nie będzie zryta, ale każda dawka może spowodować później jakieś trudności w komunikacji z nami, w tym jak nas dzieci będą traktować, w tym jak będą spoglądać.

Znam sytuację, że rzeczywiście jeden klaps zrył psychikę, bo na przykład to nie był klaps dany tam dwulatkowi, tylko na przykład 12 czy 13 latkowi, albo trzynastolatce i ona później po prostu już całe życie inaczej patrzyła, na przykład na ojca albo na matkę, bo zawsze jej się wydawało, że to jest taka bezpieczna, ten dom taka Bezpieczna przystań, a jak oberwała, to przestała i to na kilka tam lat najbliższych i tych dość istotnych w życiu, naznaczyło ją. Więc tutaj nie da się jakby ostatecznie stwierdzić, że jeden klaps przeżyje, jeden klaps no to już straszna trauma, ale też trzeba spojrzeć na to, co zrobimy po tym jak to damy. Czy zamieciemy sprawę pod dywan, będziemy udawać, że nic się nie stało, czy na przykład jesteśmy gotowi przyznać się do błędu, przyjść do dziecka, porozmawiać z nim, jeżeli oczywiście jest już na tyle duże, że zrozumie nasze tłumaczenia i na przykład powiedzieć słowo przepraszam.

Ja myślę, że to też będzie miało ogromne znaczenie. Jak będziemy udawali, że nic się nie stało, no to to jest takie rozwiązanie, powiedziałbym, średnio dojrzałe. A jeżeli potrafimy się przyznać do błędu, to jest też dla dziecka nauka, właśnie, co ona ma zrobić, jak ono popełni błąd, pokazuje dziecku, że przepraszanie to jest normalna czynność i rodzice też to robią i ono też się wtedy uczy przepraszać. Bo na przykład nas uczono mówienia przepraszam, ale to było przepraszam nieszczere, to było kłamstwo, tak naprawdę, mówiliśmy przepraszam, żeby nam wszyscy dali spokój i tak się działo. Teraz wreszcie widzę dzieciaki, które mówią przepraszam i rzeczywiście to czują, co mówią, bo zostali tego nauczeni przez swoich rodziców, którzy też potrafili ich przeprosić. Także to też jest tutaj, myślę duża różnica w tym jak podejdziemy po takim błędzie, do tego co zrobiliśmy.

Ale też samo słowo przepraszam, tak naprawdę, czasami się można spotkać z tym, że uczymy dzieci, żeby powiedziały przepraszam, właśnie, żeby się nauczyło, takie na siłę. Naucz się mówić przepraszam, jak coś komuś źle zrobisz, no bo to jest jednak pewna kultura, pewne zachowania społeczne, czy dając takiemu trzylatkowi, na przykład, czy tam 5 latkowi, niech będzie, powiedz przepraszam, bo trzeba, tak trochę trzylatek trochę za mały, powiedz przepraszam, on powie nie, to powinniśmy na to pozwolić? Tak naprawdę to jest tak trochę sprzeczne z życiem społecznym, z jakimś normami.

No ja myślę, że powinniśmy, bo jeżeli ona nie czuję, że ma przepraszać, to przeprosi na siłę, to skłamie, więc w takiej sytuacji powinniśmy się dowiedzieć czemu nie chce przeprosić, bo na przykład często jest tak, że rodzic wejdzie w jakąś sytuację, tak bawi się dwójka dzieci, jedno jego i jedno jakiegoś sąsiada, na przykład, no i widzi, na przykład, że tamto drugie płacze i wie, że to jego uderzyło, ale nie wie co się stało zaraz przed.

Skąd wiemy, że na przykład tam to nie rzuciło w nim czymś, nie zniszczyło mu zabawki, nie uderzyło go również, czasami widzimy tylko efekt, więc warto się najpierw dowiedzieć. Ja też takiej sytuacji bym nie chciał przeprosić.

I to nie jest jakby zachowanie tutaj, powiedziałbym społeczne, to jest coś czego się oczekuje tylko od dzieci i teraz pytanie, dlaczego tego oczekujemy od dzieci, skoro nie oczekujemy tego od dorosłych? Dorośli mogą przepraszać tylko wtedy, kiedy czują, że ta druga osoba zasłużyła na przeprosiny, bo zrobili coś złego. Więc czemu nie zastosować tych samych standardów do dzieci? Czasami dziecko może nie wiedzieć, że to co zrobiło było czymś złym.

Tak, że na przykład ono zabrało komuś zabawkę i no nie wiedziała, że to jest coś złego. Więc w tym momencie możemy wytłumaczyć, dlaczego ta osoba się czuję źle i jak wytłumaczymy to najczęściej nasze dziecko jakby to zrozumie i może, nie wiem, powie, że mu jest przykro, że nie chciało, że nie wiedziało. Dla mnie to tak samo dobre jak przepraszam, samo to słowo. Wystarczy, że powie dziecko na przykład wtedy, że jest mu przykro, że nie chciało, że więcej tak nie zrobi. Ja już naprawdę nie muszę tego konkretnego słowa, bo z tymi magicznymi słowami to właśnie jest tak, że ja mam wrażenie, że całe nasze pokolenie było wszystkich tych trzech słów tak wyuczone po prostu trochę bezmyślnie.

Proszę, dziękuję, przepraszam. I jeszcze dzień dobry.

Dokładnie. Dzień dobry to jeszcze pół biedy. Dzień dobry lubię, ale “proszę”? Nienawidzę tego słowa. Nienawidzę tego słowa szczerym uczuciem, bo uważam, że ono nigdy nie znaczy tego, co ma znaczyć, bo na przykład jak mówię proszę podaj mi talerz, to to jest tryb z języka polskiego rozkazujący. Jak zapytam, Czy mógłbyś mi podać talerz, to daje tej drugiej osobie wybór. Jeżeli ona mi poda, no to dla mnie to jest jakby przyjemność. Jak mówię proszę, no to ona już nie może powiedzieć nie mam ochoty. Bo nie dajemy tego wyboru.Jak ma mi powiedzieć, że mi nie poda, to od razu rodzi się między nami konflikt.

Dlatego ja do słowa tam jak ktoś jeszcze ewentualnie w takim kontekście, że ktoś mówi dziękuję, ktoś mówi proszę, jak najbardziej. Ale w tym kontekście właśnie proszę zrób coś, albo proszę wynieść coś, to zupełnie źle rozumiemy to słowo i mamy właśnie inaczej nas uczono niż to, jakie w rzeczywistości ma znaczenie. Ja bardzo nie lubiłem jak ktoś mi kazał, dlatego właśnie ja sam przez całe swoje dzieciństwo do wszystkich mówiłem, czy mógłbyś, czy mogłabyś i widziałem, że dużo chętnie ludzie ze mną współpracują, więc to samo stosuje w stosunku do moich dzieci.

Czego możemy nauczyć się od naszych rodziców?

A co my, obecnie rodzice żyjący w XXI wieku, możemy zaczerpnąć od naszych rodziców? Czy możemy żyć takim przeświadczeniu, że wszystko co wtedy zrobili te 30 lat temu to było nie tak, czy jednak są jakieś dobre rzeczy, które, my możemy zastosować z korzyścią dla naszych dzieci?

Cieszę się, że pytasz, bo tak naprawdę jest mnóstwo rzeczy, których możemy zaczerpnąć, które możemy zaczerpnąć z tego naszego dzieciństwa i wierzę, że tam było naprawdę wspaniałych i współczesne dzieci są tego pozbawione. Tak jak właśnie wcześniej mówiłem o tych rodzicach helikopterach, to jeżeli do tego dołączyć całe otoczenie jakie mamy, to na przykład dzieci praktycznie w tej chwili bardzo mało mają takiej wolnej zabawy, tak jak my mieliśmy że szliśmy do lasu, nawet z siekierą czasami szło się, coś się ścinało, coś się budowało, w tej chwili tego nie ma, w tej chwili się prowadzi dziecko na plac zabaw, jak ona widzi drabinkę to ta drabinka służy do jednej rzeczy, jak widzi zjeżdżalnie to ta zjeżdżalnia służy do jednej rzeczy i brakuje tej kreatywnej zabawy i jest nawet taka świetna książka teraz już nie pamiętam, “30 albo 50 niebezpiecznych rzeczy, które każdy rodzic powinien pozwolić zrobić swoim dzieciom” i tam są takie rzeczy proste, od wchodzenia na drzewo, przez już takie ciekawsze,

Bombę z saletry?

pomysłowe. Właśnie tak. Znaczy tam bomby z saletry są. No rozpalanie ogniska, chociażby, tak? Jest wiele dzieci współcześnie, które w ogóle nawet zapałki nie potrafi zapalić, a chodzi już do szkoły podstawowej, nie mówiąc właśnie o rozpalanie ogniska, czy posługiwanie się narzędziami, czy próba zrobienia jakiegoś tam spadochronu i skoku z niewielkiej wysokości, wszystkie te fajne rzeczy które my robiliśmy jako dzieci, teraz to gdzieś tam troszkę zapomnieliśmy o tym, jakby wielu rodziców się boi, od wielu rodziców często słyszę, że o matko, gdyby moje dziecko robiło dzisiaj to co ja robiłem to bym chyba zszedł albo zeszła na zawał. No i to jest trochę moim zdaniem smutne, bo te dzieci też powinny tego spróbować.

Poza tym jak to dziecko teraz wejdzie na drzewo, w wieku tych nie wiem 8 lat, czy przejdzie po jakiś właśnie, nie wiem, po jakiejś kłodzie w lesie to ono się nauczy tej równowagi, nauczy się wspinaczki, no a potem, jak będzie miał 15 i do 15 roku życia tego nie zrobi, to potem się już raczej nie odważy. Im jesteśmy starsi, tym ciężej znam próbować nowych rzeczy. Tym gorsza wtedy jest dziecka koordynacja, gorsze umiejętności, więc naprawdę jest mnóstwo rzeczy.

Trzeba sobie przypomnieć co my robiliśmy jako dzieci i pokazać  to naszym dzieciom.

Ja ostatnio zrobiłem właśnie tą bombę tylko akurat nie z saletry, tylko tam prostszą, no że tam jest soda oczyszczona i woda, w Kinder niespodziance, w opakowanie po Kinder niespodziance. To właśnie robiłem, przy czym u nas w dzieciństwie to była zabawa na zasadzie, że wstrząsaliśmy tym i rzucaliśmy do siebie w kółku, u kogo wybuchło to odpadał.

Jak widać nigdy nie odpadłeś.

Nie no to po prostu się było brudnym, to nie ten to nie był granat. To też nie była saletra, właśnie, to po prostu wybuchało i było brudne. Co prawda moim dzieciom jeszcze tego nie pokazałem, ale no były zachwycone, że po prostu takie coś prostego można zrobić z tak naprawdę jakieś tam zabawki byle jakiej, no bo to chodzi o puste pudełko. Także są fajne rzeczy, które my robiliśmy, warto, żeby je wprowadzić do dzieciństwa naszych dzieci i trochę przywrócić tego dzieciństwa właśnie na łonie natury, z tymi otwartymi przestrzeniami, gdzie dzieci mogły robić to co chcą, a nie to co producent zabawek na placu zabaw im pozwolił zrobić zgodnie z regulaminem i postanowieniami Unii Europejskiej.

No jest coś takiego jak syndrom braku natury, który było opisany, syndrom deficytu natury i to jest opisane w książce “Ostatnie dziecko lasu” i po przeczytaniu tej książki, zacząłem częściej chodzić z naszymi dziećmi do lasu i nawet potem jeszcze moja żona wpadła na taki fajny pomysł, że kupiła książkę “Sekretne życie drzew” i my sobie szliśmy lasem i te książki czytaliśmy. I po prostu patrzyliśmy, wow, rzeczywiście tu pewne rzeczy tak wyglądają. Patrzyliśmy w górę, też dzieci zachęcałem, powiem ci, dziwnie się czułem, tej książki, o której ty mówiłeś nie czytałem, ale na pewno do niej zerknę, ale zachęcając moje dzieci do chodzenia na drzewo, żeby weszły, czułem się dziwnie, bo uświadomiłem sobie, że mnie rodzice nie zachęcali do chodzenia na drzewo, a wprost przeciwnie, już było zejdź, bo już jesteś za wysoko. Rzeczywiście to dzieciństwo jest zupełnie inne teraz, ale też dzieci robią rzeczy, których my nie robiliśmy. Są angielskie, hiszpańskie, robotyki, programowanie, zajęcia dodatkowe, których my nie mieliśmy szansy. I teraz pytanie, czy rozwój dziecka, akurat taki naukowy, jest czymś złym w tym wieku? Czy dajmy zabiera rzeczywiście dzieciństwo, czy sprawi, że jako dorośli będą na przykład więcej umieli, no i będą szczęśliwszymi dorosłymi?

Zacząć trzeba od tego, że my kończyliśmy szkoły o 12, 13, o 14:30 mieliśmy skończone zadanie i zjedzony obiad, szliśmy na zewnątrz i siedzieliśmy do wieczora. Współcześnie dzieci kończą szkołę często o 16, są w domu o 17, bo trzeba policzyć dojazdy i jak i jeszcze się im dorzuci zadania, jakieś tam zajęcia dodatkowe, które naprawdę nie są jakąś tam, wiecie, efektem jakiejś pasji mega, to moim zdaniem naprawdę to nie jest potrzebne. Ja w ogóle mam, wychodzę z założenia, że jakieś tam dodatkowe angielskie, hiszpańskie, języka się człowiek jest w stanie nauczyć od 3 do 6 miesięcy, tak, naprawdę nie ma potrzeby uczyć dziecka i tych języków przez 10 lat szkoły.

Niech już ten angielski zostanie, bo to jest język jednak potrzebny, ale jakieś dodatkowe języki, kursy, cuda, no to nie jest jakiś tam taniec czy śpiew, który tam trzeba szkolić i kombinować, bo podstawowego języka naprawdę człowiek się szybko jest w stanie nauczyć, a dzieciństwo ma się tylko raz. I uważam, że dla dziecka i dla rozwoju jego umiejętności takich społecznych, dlatego żeby dziecko w życiu później było szczęśliwe, 100 razy ważniejsze jest to, że spędzało czas na zewnątrz niż żeby spędzało czas w zamkniętym pomieszczeniu z opłaconym nauczycielem, który będzie uczył go rzeczy, które najprawdopodobniej mu się nigdy w życiu nie przydadzą.

No z tymi 3-6 miesięcy, to jest być może kwestia też indywidualna, natomiast wydaje mi się, że na pewno byliby jacyś neurodydaktycy, czy też specjaliści z takiej dziedziny, którzy powiedzieliby ci, że no okres dziecięcy, to jest najlepszy moment na przyswajanie wiedzy, że to jeśli dziecko się nauczy akcentu, samo z siebie słuchając, tak dalej, to jest w stanie nauczyć się więcej i szybciej niż dorosły i czasami się nawet zdarza, że słyszymy o nawet my dorośli tak mamy, czasami po Facebooku to że w ogóle latają takie obrazki, gdybym ja to wiedział, gdy byłem mały, albo gdyby ktoś mnie tego nauczył w dzieciństwie. Więc mamy jakąś taką tęsknotę za tymi rzeczami, których nie umiemy.

Tylko najczęściej to dotyczy umiejętności praktycznych, bo właśnie na przykład tego angielskiego większość z nas się uczyło przez całą szkołę podstawową, później, jeżeli ktoś był na to gimnazjum, liceum i wychodziło ze szkoły i nie potrafią się odezwać. To była plaga w roku tam po roku 2000, jak wszyscy zaczęli jechać do Anglii i się okazało, że 98% ludzi nie potrafi się odezwać, mimo tego że jest pod tam 12 latach angielskiego w szkole i nawet jeżeli się już potrafi odezwać, to często zna inne nazwy bo się okazuje że my się w szkole uczymy tak naprawdę angielskiego amerykańskiego, a angielski ten angielski jest inny, brytyjski tak, tam są inne słowa na tak na przykład w Stanach Truck to jest ciężarówka, a w Wielkiej Brytanii to jest Lorry, więc no później się właśnie okazuje

Ja osobiście wolałbym w dzieciństwie się nauczyć rzeczy typu gotowanie, czy na przykład umiejętności majsterkowania, czy jakieś podstawy elektryki, żeby później sobie w domu móc to ogarnąć, niż kolejnych wzorów chemicznych, fizycznych, których nigdy w życiu nie użyłem i  których kompletnie nie pamiętam.

Ta wiedza jest jakby już przepadła, bo to nie jest tak, że jak ja bym siadł, to o wrócę, przypomnę sobie i jest mnóstwo takich rzeczy, które uważam, że rzeczywiście bardzo bym chciał je znać i umieć, ale to nie są w większości te przedmioty szkolne. Nie mówiąc o tych podstawowych, tam znajomość lektur czy jakieś tam, postawa logicznego rozumowania czy matematyka, tak, bo to są takie rzeczy, które się rzeczywiście w życiu przydają. Ale z tych które myślę, że ludzie żałują, że się nie nauczyli jak byli młodsi, to zdecydowanie więcej jest tych rzeczy praktycznych, niż tego, że ktoś im nie powiedział, że tam plankton albo nawet, nie wiem, coś robi, albo jaka jest budowa, po prostu pantofelka.

Właśnie no.

Parzydełka i nibynóżki i w ogóle.

Rozpoznawalność blogera parentingowego

Jesteś jednym z najbardziej znanych blogerów i jesteś w czołówce tych blogerów parentingowych, w mocno zdominowanej przez kobiety, jesteś facetem, który tak naprawdę no mówi o wychowaniu dzieci. Czy zdarza ci się, że ta rozpoznawalność sprawia, że kiedy wychodzisz gdzieś z dziećmi u siebie w mieście, bądź gdzie indziej na wakacjach, ktoś się patrzy mówi o to idzie blog ojciec, zobaczymy czy rzeczywiście wychowuje dzieci i jest taki mądry i miły, jak sam o tym pisze?

Raz kiedyś jeden miałem taką sytuację. Ja ogólnie mieszkam że tak powiem na wsi w okolicach Bielska-Białej, więc to nie jest tak, że ta rozpoznawalność mnie jakoś tutaj przygniata, jak pojadę czasem do Warszawy, to zdarza się że tam w drodze na spotkanie, spotkam 3 czy 4 osoby które mnie rozpoznają, ale w Bielsku to jest może jedna osoba na miesiąc, czy na kwartał, więc nie mam tutaj aż takiego problemu, ale zdarzyło mi się kiedyś, po tym jak mój syn tam w szkole ktoś zrobił, że jeden z rodziców mi powiedział, że takie mądre rzeczy pan pisze na blogu, a ona dziecko tak się zachowało. Więc zdarzyło się, że mi się oberwało za to, że piszę bloga, co prawda w tamtej sytuacji to było dużo bardziej skomplikowane niż ten rodzic wtedy to widział, to jak później się okazało, więc tak naprawdę poza tą pojedynczą sytuacją nie miałem takiego problemu, raczej spotykam się z pozytywnymi reakcjami i no raczej ludzie po prostu przychodzą się przywitać, pogadać chwilę niż gdzieś tam właśnie krytykować. Myślę, że ci którzy by chcieli krytykować to niekoniecznie śledzą mojego bloga, bo raczej staram się pisać do takich właśnie otwartych, świadomych rodziców, którzy raczej nie oceniają innych, bo wiedzą, że nie znają całej historii.

Ale też zdarza ci się wyrzucać ludzi ze swojego fanpage’a, więc nie jest tak, że jesteś taki superpotulny i zapraszasz wszystkich.

Tak, tak, to zdecydowanie, bo jeżeli ktoś promuje jakieś postawy sprzeczne z prawem, zdrowiem, czy zdrowym rozsądkiem, to ja się ich pozbywam po prostu, dlatego, żeby te dyskusje mogły się toczyć w takim rozsądnym nurcie. Niestety internet spowodował, że osoba z jakimś tam mega wykształceniem i osoba, która ma jakieś nie wiem, doktoraty, a osoba, która cały dzień siedzi i nic nie robi, popija piwo, one w internecie mają wrażenie, że są równe. Więc czasami w komentarzach, jak takie osoby się spotkają, no to społeczeństwo może odebrać, że ta druga osoba ma rację, bo na przykład zapisze to w tak manipulacyjny sposób, jest cała erystyka, tak, która powoduje, że nawet jeżeli ktoś nie ma racji, ale jest wyszkolony erystycznie, to może pokonać przeciwnika. Mimo tego, że jego poglądy w ogóle się nie zgadzają z faktami, z niczym.

Ja bardzo nie lubię chwytów erystycznych, czyli tam AD Personam i innych i ja się skupiam na rozmowie o faktach. Jeżeli ktoś tylko traktuje drugą osobę z szacunkiem, to ja nie mam problemu i wszystkich zostawiam, ale jeżeli ktoś pisze, że no w sumie to masz rację, ale wiesz tam jesteś dupkiem, to na przykład jakiegoś tam innego komentatora, to ja nie widzę potrzeby, żeby ta osoba została, bo ona to zrobi teraz do jednego, do drugiego, do trzeciego na ich niechęci do tego, żeby tam zostali, no i później da też jakby zachętę innym, żeby też takie postawy promowali. Więc jakby zakładam, że skoro ja mam pewną gdzieś tam kulturę i staram się szanować innych i poglądy innych, no to tego samego wymagam od ludzi, którzy obracają się w moim towarzystwie.

Jak ktoś by mi przyszedł, na przykład do mojego domu i zachowywał się w sposób niekulturalny, to tak samo bym go wyrzucił. Więc tutaj stosuję tę samą zasadę, mimo że wielu ludzi którzy są na moim blogu, nie zgadzam się z nimi, oni się ze mną nie zgadzają we wszystkich jakby, że nie we wszystkim się ze mną zgadzają, że tylko w części, ale potrafią to napisać w bardzo kulturalny i spokojny sposób, na przykład, że ja to próbowałem, u mnie nie zadziałało, albo rozumiem twoje argumenty, ale wydaje mi się, że to może jednak nie być takie fajne jak piszesz, spokojnie żaden problem takie wypowiedzi jak najbardziej zostają. Ale jeżeli tak jak mówię, ktoś to pisze w sposób obraźliwy, atakujący, marnuje tak naprawdę mój czas, jego czas i po co to komu? Trzeba szukać szczęścia w życiu i otaczać się pozytywnymi ludźmi.

Książki dla młodych rodziców

Wspomnieliśmy już parę książek podczas naszej dzisiejszej rozmowy, czy jest jakaś jedna, którą poleciłbyś, czy polecisz swoim dzieciom, kiedy one same staną się rodzicami?

To jest dobre pytanie, bo ja na swojej półce mam ze 40 książek. W sumie są dwie takie książki, które lubię, bo bardzo łatwo i prosto, i przyjemnie mi się je czytało, a jednocześnie nie mówią o wychowaniu w taki sposób strasznie ogólny i tylko i wyłącznie o tym jak rozumieć to dziecko, ale też się skupiają na takich elementach praktycznych. Jedna z nich to jest książka “Tata komandos”, ona się bodajże nazywa. Jest napisana przez byłego wojskowego, który ma trójkę dzieci i ogólnie opisuje to właśnie z takiej perspektywy, bo taki reżim wojskowy trochę jest w tej książce, że się bardzo dobrze to czyta, przy okazji jest też odpowiedni humor i raz, że podobne wartości do tych, które ja wyznaję, czyli traktujemy dziecko z szacunkiem, a z drugiej strony jest to co na przykład tam krok po kroku jak przewinąć dziecko.

Procedura.

Taka procedura, tak, dokładnie. A druga książka, którą uwielbiam i którą przeczytałem w 2 dni, co jest chyba moim rekordem, jeśli chodzi o przeczytane książki poradnikowe, bo potrafię w 2 dni nawet całą trylogią Władcy Pierścieni przeczytać, ale z poradnikami to potrafię się męczyć po 3 miesiące. Na przykład Cohen jak dla mnie po prostu autorem, który pisze świetne książki, ale jest bardzo ciężki i tutaj właśnie to jest mój rekord, to są “Złe matki są najlepsze”.

I to jest z kolei jakby też takie fajne dwie książki, bo jedna jest z perspektywy mamy, druga z perspektywy taty i te złe matki są najlepsze też właśnie opisuje bardzo konkretnie jak podejść do dziecka, zarówno jeśli chodzi o tą sferę taką uczuciową, jak i obsługę samą na samym początku. Jak sobie nie dać wejść na głowę, bo jak ja słyszę, że na przykład młode matki słyszą, że nie wiem, że nie mają pokarmu, że muszę dokarmiać, albo że mają już tam samą, nie wiem, albo siarę, albo wodę, albo cokolwiek, albo na przykład, że jak dziecko tam straciło 50 g, to już w ogóle jest tragedia, to praktycznie każde dziecko na początku tam tą wagę traci.

Zwłaszcza przy pierwszym dziecku się człowiek bardzo tym stresuje, jak w szpitalu cię nastraszą, że jak zejdzie poniżej 10%, to już trzeba dokarmiać. U nas w stanie tak było, nie.

Że często to ten spadek jest dużo mniejszy niż 10%, bo tam wezmę 50 g to jest mniej niż 2%, w zasadzie jak masz 3 kg dziecko, a już straszą i też właśnie ta książka pomaga nie dać sobie wejść na głowę i zarówno w szpitalu wiedzieć jak się postawić, to jest taka, myślę, która wzbudzi takie poczucie pewności u młodej matki, więc dlatego bardzo ją lubię i dlatego też właśnie ostatnio to jest książka, którą razem ze swoją posłałem do kuzynki, bo uważam że i powiedziałem przeczytaj najpierw tą od Matyldy Kozakiewicz “Złe matki są najlepsze”, bo to jest książka, której po prostu każda młoda matka jak nie ma obok siebie całej rodziny dużej, rozbudowanej, mam, babć i tak dalej, które jakimś tam doświadczeniem mogą się podzielić, to to jest książka od której trzeba w ogóle zacząć. Takie jest moje zdanie, więc myślę, że to są takie właśnie dwie książki, które bardzo lubię i bardzo często polecam innym.

I na koniec jakbyś mógł powiedzieć, gdzie można ciebie znaleźć w sieci?

Mnie można znaleźć przede wszystkim na Facebooku, fanpage Blog Ojciec, bo tam jestem najczęściej. Można mnie też znaleźć na Instagramie też Blog Ojciec, mam też bloga, jak wskazuje nazwa, chociaż pamiętam do dzisiaj, że była taka historia, że ktoś był zdziwiony, że blog ojciec ma bloga, po tym jak od roku mnie śledził na fanpage’u. Na blogu poruszam jakieś takie bardziej rozbudowane tematy, mam też książkę, książka jest dostępna na idealnyrodzicnieistnieje.pl i prowadzę też kurs, do kursu też link pewnie będzie pod podcastem, kurs dla rodziców, którzy właśnie natrafili na taką przeszkodę i potrzebują wsparcia, a jednocześnie na przykład odbili się od psychologów, którzy niekoniecznie ich rady się zgadzały, z tym co ci to co ci rodzice wierzą, bo też takie przypadki niestety właśnie są, że ktoś jest psychologiem od 50 lat i dalej stosuje to co było 50 lat temu i gdzieś tam z tym postępem do przodu niestety nie poszedł. Więc sam kurs jest taką trochę odpowiedział na to.

I jeszcze jest grupa na Facebooku, przy czym grupa jest tylko dla ojców, grupa nazywa się “Jestem tatą”. Tam w tej chwili jest ponad 20000 osób i jeżeli słuchasz tego, jesteś ojcem to bardzo cię serdecznie zapraszam, bo jest to miejsce trochę inne niż wszystkie inne w sieci, takie mam wrażenie i takie wrażenie ma wielu ojców w tej grupie. Te tematy są dużo bardziej emocjonalne i dużo bardziej, czasami nawet wzruszające i trochę inne niż to, jaki obraz jest, taki standardowy mężczyzny ogólnie na świecie. Serdecznie zapraszam, jeżeli jesteś ojcem albo będziesz ojcem, do dołączenia. Wszystkie te linki do tych miejsc, które właśnie wymieniłeś będą w notatkach do podcastu, także każdy będzie mógł tam wejść, ale myślę też, że jak się wpisze Blog Ojciec w Googlach, to momentalnie to wszystko wyskoczy, bo jednak jesteś bardzo, bardzo rozpoznawalny. Dziękuję ci serdecznie za tą rozmowę.

Również dziękuję za zaproszenie.

Było bardzo miło i wszystkiego dobrego, do usłyszenia i do zobaczenia mam nadzieję, że w końcu uda mi się wybrać na jakiś blogerski zlot, wtedy w końcu nam się uda spotkać.

Również mam nadzieję, że nam się uda, bo też bardzo szanuję to co robisz i bardzo się cieszę, że takie miejsca jak twoje jest w sieci także do zobaczenia.

Dzięki, dzięki serdeczne.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Gość odcinka

Kamil Nowak

Młody ojciec odkrywający świat razem z trójką swoich dzieci. Wierzy, że tak jak dzieci uczą się wielu rzeczy od rodziców, tak rodzice mogą się nauczyć wielu rzeczy od dzieci.

   

Książki dla rodzica

Napisana przez Kamila

Idealny rodzic nie istnieje

Polecane przez Kamila

Małgorzata Musiał

Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny.

Gever Tulley, Julie Spiegler

50 niebezpiecznych zabaw, których nie powinieneś zabraniać dziecku

Neil Sinclair

Tata Komandos. Szkolenie podstawowe

Matylda Kozakiewicz

Złe matki są najlepsze

Spis treści

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Jak pogodzić triathlon z życiem rodzinnym? – Marcin Hinz

Jak pogodzić triathlon z życiem rodzinnym? – Marcin Hinz

Sumienne przygotowanie się do triathlonu wymaga wielu godzin treningu – w końcu musimy doskonalić pływanie, jazdę na rowerze i bieganie.
Czy styl życia wymagający codziennych kilkugodzinnych treningów da się pogodzić z życiem rodzinnym? Jak zaangażowanie w poprawianie wyników sportowych wpływa na relację z dziećmi i współmałżonkiem? I czy wiek dzieci ma dla triathlonisty znaczenie?

W dzisiejszym odcinku rozmawiam z Marcinem Hinzem – triathlonistą, podcasterem, blogerem, vlogerem… ale także (a może przede wszystkim) mężem i ojcem dwóch synów. Marcin dzieli się z nami swoimi doświadczeniami z 5 ostatnich lat swojego życia, podczas których pokonał wiele kilometrów i sukcesywnie zbliża się do startu w pełnym IronManie.

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Co zabrać na triathlon

Jeśli tak jak ja, planujesz pierwszy w życiu triathlon, z pewnością przyda Ci się lista, którą przygotował Marcin

Pobierz prezent

Dołącz do newslettera Ojcowskiej Strony Mocy, a już za chwilę otrzymasz go na swojego mejla

Gość odcinka

Marcin Hinz

Ojciec, mąż, edytor audio i video, triathlonista. Pływam, jeżdżę na rowerze, biegam, nagrywam podcast i vloguję, a to wszystko w przerwie między obowiązkami rodzinnymi i pracą.

         

Spis treści

Jak pogodzić triathlon z życiem rodzinnym? Transkrypcja

Triathlon a rodzina

Jarek Kania: Cześć Marcin.

Marcin Hinz: Cześć Jarek

Słuchaj, triathlon się robi coraz bardziej popularny i coraz więcej ludzi go uprawia, coraz więcej zawodów w Polsce się odbywa. Co takiego jest w tym sporcie, że tak wielu ludzi się do niego garnie?

Wiesz co to jest tak zwykle, jak ja nasłuchałem się różnych historii, to jest zwykle tak, że ktoś jeździł na rowerze, albo biegał, albo pływał, no i zapragnął czegoś więcej. Może nie chodzi na o wrażenie, czy coś takiego, ale żeby coś dodać do tego, jakieś wyzwanie dodatkowe zbudować w sobie. No i tak jak wiele osób z mojego kręgu, że tak powiem biegało i chcieli czegoś więcej, no i z biegania wyszedł ten triathlon. Tak samo było w moim przypadku.

No i potem to wciąga, bo przez to, że to jest na tyle trudne logistycznie na początku, że są jakieś tam strefy zmian i tak dalej, to na początku to jest jakaś czarna magia, mimo że to po prostu trzeba się szybko przebrać i tyle, ale cała ta magia strefy zmian i zawodów, w których zmieniamy dyscypliny i wszystko się dzieje na raz, po prostu jakoś tak wciąga. Nie ma to jakiejś tej magii, ale jednak to mega wciąga przez tą różnorodność.

No tak to częściowo u mnie wygląda z triathlonem, bo no zapisałem się po raz pierwszy w tym roku, ogólnie nigdy nie byłem zbytnio człowiekiem sportowym, natomiast od dwóch lat zacząłem biegać. To częściowo się wynikło z mojej motywacji do tego, żeby moje córki miały tatę, który jest trochę w formie. Od roku też pływam i jakoś tak zacząłem brać udział w zawodach biegowych tu w Gdyni, w dziesiątkach tych, Grand Prix.

I na koniec roku, po dwóch biegania, wziąłem udział w półmaratonie, to był mój plan, żeby zwieńczyć te dwa lata takim jakimś większym wysiłkiem. Udało się, przebiegłem wtedy ze Sztumu do Malborka, taki półmaraton dwóch zamków. I wtedy narodziła się taka “hmm, to może by właśnie spróbować czegoś więcej”.

No i zapisałem się w takim jakimś szale i w sierpniu stanę na starcie sprintu, czyli tego najkrótszego dystansu triathlonowego, ale zacząłem się potem zastanawiać jak ja to wszystko pogodzę z życiem, bo przygotowując się do półmaratonu biegałem trzy razy w tygodniu, no i oprócz tego pływanie raz w tygodniu, kiedy chodzę z córką razem na zajęcia. I z tego co słyszałem i tak jak czytam i tak jak słucham też twojego podcastu, no to trening triathlonisty nie jest nawet 7 razy w tygodniu, tylko częściej. Jak pogodzić takie no dalej amatorskie uprawianie sportu z życiem rodzinnym?

 Pierwsza sprawa to faktycznie w triathlonie powstał jakiś taki mit nie mit, jakaś taka aura, że triathloniści to jakieś takie cyborgi, jeśli chodzi właśnie o te godziny treningowe, bo faktycznie jakby amatorzy 20 godzin stricte treningowych, gdzie tam jest jeszcze jakieś przygotowanie do treningu, potem po treningu jakieś rozciąganie, z czego nagle wychodzi 25 godzin i tak w ogóle wszyscy trenują. Nie wszyscy trenują, tak bardzo niewiele osób trenuje tak naprawdę moim zdaniem, natomiast do każdej dyscypliny w ten sposób można podejść, bo biegać też można dwa razy dziennie, tak? Można trzy treningi dziennie biegając robić, tylko że jeden mocniejszy, jeden luźniejszy, krótki, a trzeci to na przykład siłownia czy jakiś trening taki ogólnorozwojowy.

Więc no każdą dyscyplinę da się tak zaawansowanie trenować, mimo że to cały czas jesteśmy amatorami, natomiast z uwagi na to, że są trzy dyscypliny jest taki żart, że triathlonista ma bieg trenować jak biegacz, kolarstwo jak kolarz, a pływanie jak pływak, co oczywiście biorąc pod uwagę styl planu treningowego, no to tak nie jest, ale że tyle godzin. Jeżeli kolarz tam jedzie, nie wiem, 20 godzin tygodniowo, to powinniśmy 15 godzin na rowerze wysiedzieć w tygodniu. No nie bardzo, znaczy okej, niektórzy tak robią, ale mówię, jeżeli ktoś na lajcie chce do tego podchodzić, tak mój szef Michał Śliwiński w Nozbe, on sobie wychodzi trzy, cztery, pięć razy w tygodniu, no bardziej cztery pewnie niż pięć razy w tygodniu na wszystkie dyscypliny, na trzy dyscypliny w triathlonie no i robi sukcesem olimpijki, tylko właśnie dla kogo czym jest ten sukces?

Dla niego sukcesem jest to, że jest w formie, trzyma wagę i dobrze się bawi na tych imprezach. Natomiast chyba pytałeś o tę inwestycję czasową.

 Jest to trochę przerażające dla mnie no na chwilę obecną, jak pogodzę to, że no będę musiał się ruszyć trochę więcej, w tej chwili biegam dwa razy w tygodniu, staram się, nie zawsze mi wychodzi a aura nie zachęca plus jeden raz basen, to jest na stałe, a tak na wiosnę będzie tego więcej. I jak pogodzić pracę, rodzinę, no oprócz tego to moje blogowanie, które robię tak wieczorami i po nocach to jest w ogóle abstrakcja, więc jak zacząć, jak rozpocząć przygotowanie do triathlonu, żeby nie zwariować i się nie wypalić, nie wiem, po miesiącu.

No właśnie trzeba być świadomym tego naginania struny. Trzeba mieć uszy i oczy otwarte i czujne, bo faktycznie ja miałem poprzedni rok, że naprawdę ależ byłem zadowolony, wszystko tak ładnie szło, znaczy wszystko, czyli treningi, tak. I dopiero dzieci jak za trzecim razem mi powiedziały, że tata, bo ty albo praca, albo trening. Mimo że pracuję w domu, więc powiedzmy jestem obecny, ale to jest taka pseudo obecność. To tak sobie argumentuję, że jestem w domu no to jestem. No ale nie jestem, bo albo pracuję, nie ma tego czasu jakościowego z dziećmi.

No nie.

Więc jeśli wchodzi się w to “jak zacząć?” to zacząć na lajcie, tak jak ty to robisz, nie trzeba tam mieć 15 czy nawet 10 godzin tygodniowo wypracowanych, żeby ukończyć ten dystans z nienajgorszym czasem, tak. Ja obecnie trenuję, nie wiem, 7 godzin tygodniowo, 6 treningów tygodniowo, no i co? No i tyle. Na tym będę starał się pojechać później sezon, bo mi się nie chcę, prawdę mówiąc i nie będę naginał się, żeby właśnie tej struny nie zerwać.

I jak to pogodzić, pracę i tak dalej? No ja jestem w tej komfortowej sytuacji, że pracuję w domu, mniej komfortowej, że pracuję dodatkowo i jako freelancer i dodatkowo prowadzę też swój podcast, vlog i tak dalej. I jak to pogodzić? No triathloniści, myślę, że mają dyplom po dwóch, trzech latach treningów, może i po roku mają dyplom z produktywności, bo

Piąta rano basen, szósta rano śniadanie w domu z dziećmi, zawieźć ich do szkoły, do pracy, potem od razu rower i bieganie wieczorem. To tak wygląda właśnie, że to jest cały czas w ruchu i cały czas aktywność.

Ale śmieję się, bo kupę historii takich się słyszy typu, tak jak ja, dziecko idzie, ma zajęcia w szkole, wraca ze szkoły i potem mam je zawieźć do szkoły muzycznej. Mamy blisko, więc jeździmy czasami rowerem, więc jak sobie wymyślę, że ma rytmikę, ma słuch, zajęcia indywidualne tak wszystko na raz spakowane, to akurat jest fajne, bo w jeden dzień jakby odbębnia trzy zajęcia, które by miał normalnie przez 3 dni w tygodniu. No ale jeśli to jest na przykład 1,5 godziny, czy 1h 45′, no to jedziemy rowerami no i mam 1h 45′ dla siebie.

No to zamiast wrócić do domu i tam nie wiem postękać, sprzątnąć, coś dobrego zrobić, to wtedy nie masz tego powrotu do domu i z powrotem do szkoły, czyli już masz 15 minut w zapasie. Ogólnie masz gdzieś tam 1h 45′ tego treningu rowerowego. Inna sprawa, tak jak ty powiedziałeś, jak ty robisz, że nie wiem czy przed podcastem, albo podczas nagrania, ale że córka idzie na basen no i ty przy okazji możesz wejść do wody.

No my razem, zresztą mamy, chodzimy razem do jednego nauczyciela. Mamy jeden tor, w dwie rodziny sobie tak, właśnie to jest kolega, z którym chodzimy też właśnie triathlony od zeszłego roku uprawia, tylko on w tym roku połówkę robi w Gdyni, a dzień wcześniej sprint. W dwie rodziny mamy wykupiony tor, instruktor każdemu z nas daje swoje zadanie. Jest nas tam pięć, w porywach sześć osób, nie? Także ja się podciągnąłem przez rok tak naprawdę w pływaniu dzięki córce. Żeby nie siedzieć bezproduktywnie to zacząłem pływać razem z nią.

 Ja zaczynałem jako osoba, miałem 28/29 lat kilka lat temu i poszedłem normalnie do szkółki dla dorosłych, byliśmy też tam w kilka osób na torze, instruktor, no tam najpierw bariera psychiczna, psychologiczna, jeżeli chodzi o mnie i wodę, natomiast później jak już samemu kształciłem się w pływaniu, to później tak było faktycznie, że syn chodził na zajęcia, gdzie były na basenie dwa tory zamknięte dla szkółek, a kilka torów dla wejść ogólnych. No to jak on miał swoje zabawy czy naukę, to ja mogłem swoje popływać.

Teraz czasami chodzimy z kolei do Kossakowa, no to tam już jest o tyle gorzej dla mnie, chociaż to brutalnie zabrzmi, że oni mogą siedzieć sobie na basenie obok jest taki jakiś bicze wodne, piłka plażowa, więc oni sobie tam rzucają, a ja mogę sobie zrobić trening. Ale to już znowu jest takie wiesz, niby optymalizacja, ale oni zajmują się sami ze sobą, a nie że ja poświęcam im czas, bo ja robię swoje rzeczy. Natomiast w szkółce pływania ja tak czy inaczej w tych zajęciach nie biorę udziału, więc tutaj jakby moralnie jestem bardziej zwolniony z uczestnictwa czy jakiegoś takiego kontaktu z dzieckiem.

Wiadomo, że czasami się człowiek obróci z ciekawości co tam robią, ale tak. No mówię, kupa jest takich historii śmiesznych jak ludzie gdzieś wychodzą 40 minut szybciej do pracy, bo po drodze mają pływalnie, tutaj prysznic.

To jest jakby Alchemia w Trójmieście takim miejscem, gdzie ludzie z rana często przebywają, tam w Olivii, nawet kolega mój, który na Facebooku puścił zdjęcie jak mu się wigilia rozpoczęła 24 grudnia, był sam z dwoma ratownikami o 6 rano i było po prostu płasko i zrobił sobie po prostu trening.

No także teraz tak na szybko sobie nie przypomnę, ale jest faktycznie jest kilka takich śmiesznych historyjek jak triathloniści rozmawiają między sobą i nagle wychodzą jakieś takie kwiatki, jak naginamy trochę rzeczywistość pod takim względem, żeby znaleźć ten czas na trening. Są jakieś takie sytuacje zupełnie absurdalne, typu, że ktoś zaczyna trenując pod dystans długi, gdzie faktycznie tych godzin trzeba dużo wyrobić to nie jest trening ciężki intensywnością, ale ciężki godzinowo, żeby znaleźć na to czas. No i są takie ekstrema, że ktoś zaczyna o 22 taki trening pięciogodzinny, gdzie ma trzy godziny roweru, o 1 kończy w piwnicy, przebiera się i idzie na dwie godziny biegu na miasto od 1 do 3.

Doby się nie rozciągnie.

No dokładnie, a wiesz też małe dziecko, no w ogóle kwestia małego dziecka, myślę, że zaraz do tego przejdziemy, ale jest wiek dzieci, w którym nie powinno się po prostu tego długiego dystansu robić, ponieważ przygotowania są tak czasochłonne.

Zresztą w jednym z twych odcinków podcastu miałeś rozmowę z małżeństwem, czy też z parą, którzy właśnie razem mają małe dzieci i ten triathlon uprawiają, ale w twoim przypadku, ty zacząłeś ten triathlon uprawiać, kiedy?

Ja? No już z 5 lat temu, wiesz, tak ten czas już sporo minął.

Czyli chłopaki twoi wtedy byli przedszkole/szkoła?

Mhm, dokładnie. Tutaj a propos wieku dzieci, to jest coś takiego, że ostatnio miałem rozmowę, już nie pamiętam z kim, ale ktoś dosyć szybko się rzucił na ten pełen dystans, szybko w sensie, że tam to jest kwestia kilku lat, żeby jednak potrenować, żeby te stawy, żeby te wszystkie nasze kości się przyzwyczaiły do wysiłku. I ja mówię “ale czemu teraz? Mogłeś za rok albo za dwa.” No właśnie nie, bo teraz mogłem, a za 4 miesiące rodzi mi się dziecko i wtedy już nie chciałem poświęcać się temu triathlonowi.

Ja chciałem, po prostu postawiłem teraz na sport, tak, kupę czasu na to poszło, pieniędzy ewentualnie, ale no chciałem to wykorzystać. Teraz jakby, żeby zrobić swoje no i faktycznie jak te dzieci są takie może do roku, do dwóch, to no nie wiem, może źle mówię, niewychowawczo jakoś, ale wtedy faktycznie, moim zdaniem, jest nawet czas na taki trening. Ale tu też kwestia, ile wtedy dociążamy małżonkę, partnerkę obowiązkami, no bo tak jakby też insza inszość. Ale moim zdaniem w triathlonie jest taki Marcin Konieczny u nas, zresztą mistrz świata w swojej kategorii wiekowej amatorów na dystansie długimi i no on mówi, że tam dzieci, jeśli mamy do x lat, chyba do 10 czy do 12, to nie powinniśmy przygotować się do dystansu długiego.

Długiego, czyli do połówki, czy do całości?

Do całości, do całości, czyli tam 10 czy 15 godzin wysiłku. No i ja to trochę rozszerzę, no bo wtedy mam dzieci w wieku 9 i 12 lat i no nie wiem, ten syn w wieku 12-13 lat nadal chce ze mną rozmawiać, nadal szuka tego czasu ze mną, więc moim zdaniem ja bym nawet nagiął może nie do 12 lat, tylko powiedzmy, od 3, czyli nie od samych narodzin, mówię, tak naginam, tak, ale od 3 już do 14, bo myślę, że po 14 roku życia ten syn faktycznie tam gdzieś “tata spadaj ja tam chcę z kolegami”.

Ja tak patrzyłem na twoją stronę, tam masz wypisane wszystkie swoje starty, wszystkie swoje życiówki, no i tej ostatniej ci brakuje, in progres, czyli pełen Iron Man i tam właśnie 2020-2021, czyli no jeszcze to ten młodszy jeszcze będzie miał wtedy 11.

Wiesz co? Bo ta tabelka, mam taką tabelkę faktycznie na stronie, gdzie jest tabelka z różnymi dystansami i życiówki moje na różnych dystansach. Jakbyś spojrzał na tę tabelkę 2 lata temu, bo ona chyba już tam była, to w rzędzie z pełnym dystansem nie było lat 2020 – 2021, tylko lata 2018 na przykład. I ja co roku się śmieję sam z siebie, że co roku to odsuwam dalej, bo niespieszno mi. Wiele osób tak z bieganiem pewnie też znasz trochę ich historii, może ktoś ze słuchaczy się w tym odnajdzie, że zaczynam biegać, 5 przebiegłem, 10, o udało mi się dychę, to jutro się zapisuję na półmaraton, albo najlepiej na maraton, nie? Że jest, wiesz, jakiś taki wabik, że ten o królewski dystans! Kurczę, no to pobiegnę, sprawdzę się. Ale warto poczekać, warto się przygotować, mówię do tego maratonu, żeby sobie z 3 lata pobiegać. Nie mówię, żeby przygotowywać z 3 lata takiego treningu ostrego, tylko jeśli biegamy lajtowo, to biegajmy lajtowo, ale po prostu dajmy czas organizmowi się przystosować. Wiesz, tak samo jest w triathlonie. Rozmawia dwóch triathlonistów:

-Co ty robisz za dystans?

-No sprint.

-A ja pełny.

No to nieważne, że ten pełny tam umiera i robi to w 16 godzin, a ten sprint ociera się o pudło i robi w 1h.10, 1h.08. Większym mocarzem jest ten co robi pełny, nie?

No w końcu jest full iron man wtedy.

No właśnie, więc to jest takie, no tak samo jak pogadasz, wiesz, ktoś biega maraton w 5 godzin, a ktoś biega 5-kę w 17 minut, nie? Do czego jest łatwiej się przygotować? Ktoś nieświadomy powie, że no łatwiej jest do 5-ki, no bo prawie każdy przebiegnie 5-kę.

Ale wyciągnąć taki czas, to jest wyczyn.No ja, swojego czasu, w zeszłym roku właśnie stwierdziłem, że chcę krótkiego, skrócić dystans, bo brakuje mi intensywności na treningach i po kilku miesiącach już bylem wypalony, bo stwierdziłem, że pierdzielę ten trening, ni wychodzę. To było takie jakby wyjście z mojej strefy komfortu, że za ciężko było. Znaczy no myśl o treningu, że Jezus Maria znowu będę tam słaniał się na nogach, to stwierdziłem, że już mi się nie chce. Więc szacun dla tych co ciągną tam dystans średni na przykład, jak no Polacy są akurat mocni w tym jak tam na 800, 1000, 500 metrów biegają, no to naprawdę szacun, że latami wiesz tam ktoś po 6 latach robi życiówkę na 1500m, a 6 lat tyrał na to.

Jak przekonać małżonka do swojej sportowej pasji?

Mówiliśmy o dzieciach, wspomnieliśmy też nieco o żonie i partnerce i tu jest moje kolejne pytanie, życie rodzinne, tu jeszcze trzeba żonie powiedzieć, słuchaj kochanie, znikam na 4 godziny treningu, no i jak to się odbija na życiu tym z małżonką, na tej kwestii?

Znaczy pierwsza rada, to jest tak jak z treningiem, trzeba wchodzić w tę objętość etapami, więc nie mogę powiedzieć małżonce, że wychodzę na 4 godziny czy na 5, tylko najpierw na godzinę idę pobiegać, tak minie tydzień, miesiąc, potem na 2 godziny, czy tam na 1.5, więc to trzeba robić etapami, żeby jakby nie naginać tej struny. Śmieję się, ale no tak samo jakby w moim przypadku, taką spowiedź jakby zrobię, w moim przypadku ja jak miałem ten czas ograniczony, to jak już wracałem to jakoś bardziej tak naprawdę poświęcałem go dzieciom, bo żona sobie poradzi tak brutalnie mówiąc, ale no dzieci teraz jest ten wiek, że warto jest im poświęcić czas, bo one się wręcz wypytują, kiedy będę miał czas dla nich.

Więc tak, no tak jak mówisz, doby nie nagniemy, więc nie wiem jak to jest powiedzieć wychodzę na 4 godziny, wiem jak to jest powiedzieć wychodzę na 2 godziny, albo na 2.5, no i tak, jeśli to jest jednorazowa sytuacja, to jakby to jest chyba luz, ale jeśli codziennie wychodzimy na trening, powiedzmy na godzinę, a w weekend chcemy na trzy, no to trzeba przegadać z żoną wcześniej jakie mamy plany, ile to nas będzie kosztowało czasu, dlaczego chcemy to robić, czy my chcemy na rok, czy do końca życia się na to pisać? I czy małżonka też się na to pisze?

Ja tak jak rozmawiam w swoim podcascie, to raz miałem taką sytuację, gdzie faktycznie małżeństwo trenuje razem, zresztą Bio Mama, Ola Korulczyk, też blogerka, razem z mężem trenują i tam jest dopiero naginanie kalendarza, jedno gdzieś tam z dzieckiem zostaje, drugie idzie biegać, przy tym taki mają dziki czas pracy, ponieważ są gdzieś tam instruktorami snowboardingu, ona prowadzi gdzieś tam sklep internetowy, więc tam jest dopiero naginanie. Ale wreszcie nie odpowiedziałem na twoje pytanie, no nie wiem, jak powiedzieć żonie, żeby to zadziałało. Ale etapami, myślę, że to co powiedziałeś, że etapami i po prostu też rozmawiać, przegadać.

Przegadać, przegadać trzeba wcześniej dużo. Jakie są nasze cele? No jakby ja teraz trenuję mało, bo mi się nie chce, ale codziennie jednak staram się coś robić. Więc dla kogoś mało, dla kogoś dużo. Ktoś idzie 4 razy pobiegać, ja idę 6 zrobić jakiś trening i mało, no bo wiesz, zasada kontrastu, ile się robiło.

Tylko czasami też może być tak, że na początku mówimy ok, na przykład: będę, robię kochanie tylko sprint, ale na przykład po tym sprincie, do którego jesteś w stanie, wydaje mi się, nie wiem, to jest takie moje optymistyczne założenie przygotować w ciągu 8 miesięcy, to potem mówisz takie wow, to jest to, to chcę robić. No i wchodzisz w olimpijkę, w połówkę i nagle cię kilka lat nie ma, a na początku obgadaliśmy, że to ma być tylko rok. No wtedy mogą się zacząć robić problemy. Mąż, czy to żona, bo kobiety oczywiście też uprawiają triathlon, więc to w obie strony może iść, że tam jedno z tych małżonków po prostu znika, żeni się z rowerem i znika na trasę.

No ja myślę, że przez tam ileś lat to jeszcze rozmawiają ze sobą, o, wiesz plany się nie zmieniają, więc chyba to nie jest tak, że raz ustalone i już dalej tylko rośnie.

Jeszcze na chwilę wracając do dzieci, czasami jest tak, że na przykład moja żona studiuje, a moje córki mówią, że nienawidzę studiów, nigdy nie pójdę na uczelnię, bo Jola często znika na weekendy, czy takie coś i też słyszałem u innych dzieci, że nie cierpię pracy mojego taty, bo jego nigdy nie ma. I czy takie coś myślisz, może się pojawić, że twoi synowie stwierdzą, że nigdy w życiu nie będę uprawiał sportu, albo nie zostanę triathlonistą, bo mojego taty np. nie było? Czy coś takiego może się pojawić, czy raczej pójdą w twoje ślady, że zaszczepisz w nich wow, mój tata to jest jednak iron man.

U mnie o dziwo, tak gdzieś podpytuję w ogóle ludzi, jak to zrobić, żeby te dzieci gdzieś tam łyknęły bakcyla, u mnie to nie za bardzo działa, co prawda syn starszy tam trochę pływał, no ale zmieniła mu się szkoła, był w klasie pływackie, trochę górnolotnie to brzmi, ale no pływał, no pływał po prostu, nie jakoś zawodowo, ale sporo pływał, ale no nie, jakoś nie specjalnie. Oni jakoś tam piłka nożna, to co ich tam jara, to to sobie robią i ja staram się w tym nie przeszkadzać, tylko wspierać. Młodszy gdzieś tam szkoła muzyczna, więc no są żywi i tacy rozbrykani, natomiast nie mają ciągot w kierunku sportu, żeby coś faktycznie mocniej porobić. Czy można złapać taką nienawiść? Ja to rozumiem, bo dziecko obserwuje, no dzieci są najlepszymi obserwatorami, jak patrzymy później na dzieci i widzimy siebie, te swoje wszystkie błędy, to jest super sprawa dla rodzica, znaczy super – nie super.

Zależy jak duże te błędy są, niestety.

No, ale widzą co robimy, więc jeśli obserwują sobie i pytają nas 100 razy, my pewnie nie zwracamy uwagi. My niby słyszymy, ale nie wiemy jak ważne dla dziecka to pytanie jest w tym momencie, że co robisz i my odpowiadamy, że jesteśmy w pracy, albo idziemy na trening, albo nie wiem, chodzimy wieczorem na jakąś jogę, czy spotkania biznesowe, czy cokolwiek, no to, nie wiem, myślę, że dziecko umie się przystosować do tego, że od 8 do 16 czy 9-17 rodzic pracuje, bo dziecko ma wtedy ten czas w szkole, natomiast, no ten czas wolny tu jednak bardziej narażone są aktywności rodzica, na to żeby zostać znienawidzonym czy to przez partnera, partnerkę, czy to właśnie przez dzieci, bo to jest ten czas, kiedy no podświadomie jakoś mówimy, że to jest ten czas wolny i ja czas wolny wykorzystam, teraz pójdę wiesz na 6 godzin na rower. I wtedy faktycznie, znaczy to jest dobre, że dziecko chce z nami rozmawiać, że chce ten nasz czas, więc też chyba trzeba sobie wbić do głowy, że to jest dobra rzecz, a z dobrej rzeczy warto skorzystać.

Ale trening sam się nie zrobi.

No tak.

I tu wtedy wchodzimy też w taki dylemat, no bo też teraz dość mocno się promuje to, że no my jako dorośli też musimy mieć te swoje potrzeby, musimy też nie poświęcać się całkowicie dla dziecka, tylko też realizować siebie, czy to sport, czy też praca, studia, no jest to jakaś tam pasja. No i tu jest, wydaje mi się, taki bardzo, no jeżeli chcesz się rozwijać bardzo mocno, ty jako dorosły człowiek, a jednocześnie chcesz czas poświęcać dzieciom, no to jest megatrudne znaleźć to rozgraniczenie. Kiedy już powiedzieć ok, ten czas co ci poświęciłem, a teraz ja muszę zająć się sobą.

Znaczy też, na wszystko myślę, jest pewien czas w życiu, no można wziąć przykład z jakiegoś Steve’a Jobsa, czy Elona Muska, którzy pracowali dużo, odtrącali gdzieś tam rodziny, no wielcy ludzie na piedestałach, ale znowu czas nie jest z gumy i pewne rzeczy trzeba było wręcz odrzucić, tak, odciąć się, żeby skupić się na czymś innym. No i tak jak mowie, każdy okres w życiu, jest czas na konkretne rzeczy, no to też nie patrzmy zero-jedynkowo, że okej, dziecko do lat 12, to ja będę siedział w domu i tylko robił z nim lekcje, nie będę miał czasu, a jak tylko skończy 13 lat, to w ogóle wyjeżdżam do Tajlandii na 3 lata, zostawiam żonę, czy tam żona wyjeżdża, wiesz do Stanów Zjednoczonych, czy do Kanady, czy do Finlandii, bo lubi jeździć na nartach, a mąż niech sobie tutaj kilka lat teraz ten, bo to jest jej czas.

Kiedyś słyszałem coś a propos balansu życiowego, że jeśli mamy w tym balansie życiowym, znaczy jest czas dla rodziny, jest czas na jakieś rozwój osobisty, jest czas na pracę, to że nie powinniśmy tego balansu szukać w ciągu dnia, czy nawet w ciągu tygodnia, ale w ciągu roku, w ciągu kwartału, w takich dłuższych okresach czasu, czyli jeśli, na przykład był taki okres czasu półroczny, gdzie naprawdę sporo trenowałem, jakoś to tam sobie czasowo organizowałem, no to później był ten czas, że mniej trenowałem, a więcej czasu spędzałem jakby odnawiałem te relacje np. w rodzinie. U mnie gdzieś tam na przykład relacje ze znajomymi, to w ogóle umarły jakby śmiercią naturalną, bo zupełnie na to uwagi nie poświęcałem, bo jeśli ten czas był, no to praca, sport, rodzina lub praca, rodzina, sport, albo w dowolnej konfiguracji, ale te 3 elementy.

I jakby relacje z ludźmi z zewnątrz już, czy nawet z rodziną, ale jakby tą dalszą, no po prostu umarły. Później to trudno jest odbudować, ale jakby no to jest, akurat u mnie to był dość świadomy wybór, że poświęciłem to i no trudno, jakieś tam życiowe wybory podejmujemy, mądrzejsze lub głupsze, ale mówię, jeżeli chodzi o ten balans życiowy, to też nie szukajmy tak, że teraz w ciągu dnia godzina musi być z dzieckiem, znaczy fajnie jak jest taki stały termin, ale to może być właśnie ten okres, kiedy dla tych dzieci więcej czasu poświęcamy.

Jak uprawianie sportu wpływa na ojcostwo?

Czy uprawianie triathlonu, ten cały wysiłek wkładany, te godziny treningów, później ten sukces, radość na mecie, czy cały ten proces, który tak długo, długo trwa, nas jakoś kształtuje, czy w twojej ocenie, czy też w twoim doświadczeniu on wpływa na to, jakim jesteś ojcem?

Tak, myślę, że zdecydowanie. Ale myślę też, że o większości rzeczy, które robimy można tak powiedzieć, jeśli te rzeczy nas czegoś uczą. Od takiej negatywnej strony zaczynając, to przez to, że tak obciążyłem się treningiem, w pewnym okresie czasu i usłyszałem kilka razy, że tato, znowu praca lub trening, tak proszę też źle nie zrozumieć, że to była jakaś patologia, tak. Ale po prostu kilka razy dziecko stwierdziło, że mi tak powie, no to wtedy otwiera gdzieś tam człowiek oczy, więc tam od strony negatywnej mówię, uczymy się, nie?

Jeśli jesteśmy świadomi, no bo jak się ma klapki na oczach, to nic do nas nie dociera. Natomiast od pozytywnej strony to ta logistyka czasowa. Jeżeli mamy w dobę wsadzić tyle rzeczy, a później nam się pewny czas zwalnia, no to jakoś umiemy nadal zagospodarować ten czas, może innymi rzeczami, może inwestując ten czas w dzieci, natomiast myślę, że ta zła strona triathlonu, jeżeli już taki temat poruszamy, to jest to, że przez to, że to jest sport indywidualny, to nie wiem czy to jest norma, ale wiem, że wiele osób tak ma, z moich rozmów gdzieś tam z ludźmi, z tego co tam słyszę, że szczególnie mężczyźni na to chorują, że łatwo odciąć się, może to nie tylko triathlon, ale łatwo odciąć się od tego, co nas otacza i skupić się na sobie tak egoistycznie, ale myśląc sobie, że inwestujemy w nasz rozwój, jeśli inwestujemy w nasz rozwój, jeśli rozwijamy naszą działalność, jakąś firmę, że inwestujemy czas w firmę, ale to jest przecież dla rodziny, tak, no bo będziemy tam milionerami, to rodzina będzie miała lepiej, ale tutaj znowu, bardziej pytanie niż odpowiedź, czy ta inwestycja, to jest dobry czas na to, czy nie przeginamy struny z tym inwestowaniem, jakby 100% swojego czasu w działalność, argumentując sobie, że to przecież dla rodziny.

Ze sportem myślę trudniej tak powiedzieć, bo jednak czy sport jest dla rodziny? Można powiedzieć, że ja tego nie widzę po sobie, że wiesz, dajesz dzieciom taki przykład, że żeby do czegoś dojść, to potrzeba troszkę czasu, że to się nie dzieję tak, że to się w 1.5 godziny się wszystko zrobi, tylko tak, że mija pół roku, rok, dwa, trzy lata i wtedy się zatrzymujesz i pokazujesz dzieciom, że tam 3 lata biegłem x czasu na dychę, a teraz biegnę 15 minut szybciej i wtedy śmieszne, że 3 lata i 15 minut szybciej, co ty ojciec robisz? Ale ci co biegają będą wiedzieli o co chodzi.

I gdzieś tam, no nie wiem, pod tym względem się zastanawiałem, żeby wyłowić coś takiego pozytywnego bardzo, ale nie że nie ma rzeczy pozytywnych, no bo to na pewno buduje charakter i tak dalej, ale czy ten charakt3er i to wszystko, twardego psycha, czy to ma wszystko jakieś później przełożenie na dzieci? No ma na 100%, ale żeby tak bezpośrednio to jakoś łączyć, to nie potrafię tak tego spiąć.

Książki, które powinny przeczytać moje dzieci

I na zakończenie chciałbym cię poprosić, jak proszę moich gości od pewnego czasu, jaką książkę mógłbyś polecić swoim dzieciom, kiedy one już staną się rodzicami?

Ooo, nieprzygotowany jestem. Widzisz, nie słuchałem poprzednich odcinków i teraz wychodzi moje nieprzygotowanie, ale moment, jeśli chodzi o taką książkę, która jest mocno związana z tematyką tego podcastu, no już nie pamiętam tej książki, ale fajny taki sposób, mała taka książeczka była napisana, “Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły?”

Tak, jest taka.

Słuchałem ją, znaczy czytałem ją jak dzieci były małe i nawet tam chyba na końcu każdego rozdziału są takie dobre rady, takie podsumowania rozdziałów, sobie nawet je przepisałem wszystkie, sobie przepisałem, wydrukowałem i powiesiłem na lodówkę swego czasu, takie fajne rzeczy, mówię, krótka, bardzo fajne punkty ma spisane, szczególnie jeśli mamy małe dzieci i te punkty będziemy wprowadzać tak chamsko, że dzieci się nie skapną, że próbujemy jakieś psychologiczne sztuczki na nich robić i jeszcze dzieci nie nabiorą za dużo negatywnych naszych naleciałości, to fajnie działało, a później, jak my się nauczymy tych trików, jakby swobodniej korzystać i to będzie naturalniej z nas wychodziło i dzieci będą w tym czasie starsze, to będzie w tym czasie działać. To tak, jeśli chodzi o co bym polecił swoim dzieciom, żeby jakby lepiej rozmawiały ze swoimi dziećmi, ale jakby nie miały dzieci, miałbym im polecić taką książkę ogólną, z ogólnej tematyki, z różnorodnej, to bym polecił co innego.

A co?

Wydaje mi się, że “Finansowy Ninja” Michała Szafrańskiego, tak w sumie bliska postać mi, ale faktycznie no jak tak patrzę na to jak te moje dzieci wydają pieniądze, to wydaje mi się, że to była by dobra lektura, ale nawet jak widzę swoich znajomych w swoim wieku, 3 dychy ludzie mają na karku, totalnie nie ogarniają co się dzieje z ich pieniędzmi i tak dalej.

No niestety nas nikt takich rzeczy nie uczył.

No dokładnie, no pieniądze niby tam szczęścia nie dają, ale warto jakby wiedzieć co się z nimi dzieje. Nie chodzi nawet o to, żeby zarabiać te miliony, ale żeby z x pieniędzy, które mamy gdzieś tam w ciągu miesiąca, przez ręce nam przechodzą, żebyśmy je dobrze sobie na te swoje kubeczki rozdzielili, żeby nie mieć tych problemów w życiu.

Skoro jesteśmy przy finansach, takie ostatnie pytanie, no jak sobie radzić z tym, że jednak triathlon nie jest sportem najtańszym. Kiedyś widziałem właśnie taką grafikę odnośnie rowerowych wymagań i tam dochodziło do jakichś tytanowych kół, że jednak ten sprzęt, żeby tam przyspieszać, żeby było szybciej, to jakieś tam rowery, kaski, buty, pianki, to wszystko kosztuje. Czy warto się tak doinwestowywać?

To jest chyba bardziej kwestia tego jak wsiąkniesz w to całe środowisko, bo no wiesz, ja swój pierwszy start miałem na rowerze mtb, w sprincie na rowerze już wielo, wieloletnim, nastoletnim wtedy już. Na następnych startach już jeździłem po szosie, już kupiłem lemondkę, czyli taką przystawkę, żeby móc się tam położyć na kierownicy, kolejne 4 lata w ten sposób startowałem. Niektórzy ludzie może mają więcej pieniędzy, może jakoś inaczej do tego podchodzą i od razu kupują sobie rower czasowy i na nim jeżdżą, podejścia są różne, można w triathlon bawić się, może nie bez kosztowo, bo te wejścia jakby codzienne koszty są pewne, czyli jakieś buty biegowe raz na ileś miesięcy, wejścia na pływalnie, no myślę, że ta pływalnia bardziej kosztuje niż te buty raz na rok, gdzieś tam jakiś nie wiem, gumę się złapie na rowerze, ale można do triathlonu podejść tak nisko kosztowo, w sensie no jakąś tam nawet szosę kupić tanią, używaną piankę jakąś i reszty nie potrzebujemy, no w butach pobiegniemy, rower już mamy, a w piance popłyniemy.

Czepek dostaniemy od organizatora, no jakieś tam okularki, tak, ale okularki drogie nie są, więc można tanio zacząć i myślę, że wiele osób, przynajmniej z moich znajomych jakieś tam też motywowałem ich, to w ten sposób właśnie startowali, właśnie tam szukali po kosztach, ja zresztą tak samo, nie wiedziałem, czy mi się to spodoba, więc jak sobie pomyślałem, że jeny, jeden start, a ja tu mam piankę za 1000 zł kupić, no wtedy też nie było wielu tańszych opcji, to się łapałem za głowę, ale można się w to tanio bawić, i tak naprawdę z biegiem czasu wsiąkać to, lub nie wsiąkać może. Wiesz, ja niby wsiąkłem, ale też sobie stwierdziłem, że będę na tej szosie jechał, nie będę się jakoś tam nastawiał psychicznie na kupno czasowego roweru, bo nie umiem sobie usprawiedliwić, albo nie umiałem sobie usprawiedliwić wydania tam, nie wiem, 8, 10 czy 15 tysięcy na rower. Mimo że szosy też są tam po 40 tysięcy, ale czasówki są po prostu droższe, bo też no zwykle są już na karbonowych ramach raczej. No a to kosztuje.

No inna sprawa, że też taki żart chodzi w środowisku, że można kupić bidon dla kolarza, albo bidon dla gościa co chodzi siłowo ćwiczyć i będzie ten bidon kosztować 8 zł, a można kupić bidon dla triathlonisty w sklepie dla triathlonisty i będzie kosztować 5 dych, mimo że to będzie dokładnie ten sam produkt. I tak prawdę powiedziawszy nie jest to do końca kawał, bo to co się dzieje, jak są, nie wiem, na przykład takie bidony na kierownicę, że poziomo się je kładzie i z nich słomka wystaje z boku. To wiesz, bidon ze słomką, bidon kupujesz za nie wiem, 40 złotych, jakiś z dobrego plastiku, żeby tam grzyb za 2 miesiące nie osiadł się, ale 4 dychy, tak, nie wiem, słomka, coś takiego. Nie wiem, niech to kosztuje nawet 8 dych, no ale nie, 4 stówy taki bidon będzie kosztował, bo to jest dla triathlonisty. Aż strzelam cenę, tam na pewno są tańsze, za 250, ale tak czy inaczej, no jest szajba, wszyscy trochę żerują na tym. No to, że żerują to brzydkie słowo, ale no jak jest rynek, to sobie kiśniemy

Zresztą teraz to nie tylko w triathlonie, Intel na przykład z procesorami tak ma, że nie wyrabiają się z produkcją, wyszła fajna, nowa generacja proców i też trochę pojechali z ceną, tam przemnożyli razy dwa, na przykład, to co im wyszło i za tyle sprzedają i ludzie to kupują.

Więc skoro ludzie kupują, to nie można być na nich złym, że taką cenę dają.

No właśnie, właśnie, więc ja mówię, no ja teraz się tam zęby już ostrzę na rower czasowy, no ale tam kilka lat już siedzę. No piąty rok startów czy szósty już będzie w tym roku, więc mogę sobie to uargumentować już trochę, trochę w tym siedzę i już może te czasy się poprawią, ale tak jak teraz patrzę, że już mam mniej trenować, ale nadrabiać sprzętem, to nie jest moje podejście. Na przykład w pewnym momencie ja i znajomy kupowaliśmy tam mieliśmy pewną kwotę do wydania, tam 2-2,5 tysiąca i znajomy kupił koła, czyli coś, co go przyspiesza, a ja kupiłem pomiar mocy, czyli coś co mnie nie przyspieszy, ale będę mógł realizować jakby lepiej treningi. No i teraz znowu, czy inwestujesz w sprzęt, czy inwestujesz w silnik, czyli w siebie.

No to takie tam rozkminy, że ja stwierdziłem oczywiście cały zadowolony z siebie, że będę inwestował w silnik, a jak kiedyś sprzęt wymienię to jakby będę gdzieś tam krok do przodu. Nie namawiam do zakupu, warto się pobawić, na krótkich dystansach można startować na jakichkolwiek rowerach, tak naprawdę. I jeśli wystartujecie na jakimś Romecie, nie na jakimś mtb, który jest już nowożytni, tylko na jakimś takim składaku, to najwięcej uśmiechów zdobędziecie, największy fun jest z tego, będziecie pozdrawiani gdzieś tam, jak będziecie dublowani, ale będziecie pozdrawiani przez wszystkich i tak naprawdę wtedy te zawody z większym bananem na twarzy przebyć.

To chyba idę poszukać jakiejś Wigry 3, żeby ulice Gdyni zdobyć w sierpniu.

No fajnie, fajnie. Jeszcze jakiś różowy strój dla faceta, tak, albo inny żartobliwy dla kobiety i naprawdę można się świetnie bawić, do tego zachęcam, bo nawet jak gdzieś tam lecimy na wynik, to żeby nie zagryzać zębów, tylko gdzieś tam uśmiechnąć się i no ja najlepsze wyniki nie wiem w maratonie, to najlepszy wynik jaki osiągnąłem to na siłę, jakby świadomie, ale na siłę, jak każda grupka kibiców była, to po prostu śmiałem się, jakbym najlepszy kawał usłyszał. Uśmiechałem się do tych ludzi, oni się wtedy też tam gdzieś śmiali, cieszyli, to jest takie trochę głupie, ale gdzieś tam pozwala nam po pierwsze odwrócić uwagę od wysiłku, a po drugie gdzieś tam lepiej znosimy ten ból, który gdzieś tam nam towarzyszy. I zachęcam, żeby to robić, może najpierw na siłę, może potem wejdzie to nam w nawyk i naprawdę wiele fajnie nam będzie i to szło i lepsze podejście będziemy mieli do tego sportu.

Dziękuję ci serdecznie za rozmowę, życzę ci wielu sukcesów, no i zrobienia tego pełnego dystansu, tak żeby cię żona z uśmiechem i z synami również uśmiechniętymi, na mecie mogli oczekiwać.

Super, dzięki Jarek! Trzymaj się!

Dzięki i do zobaczenia na trasie!

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Gość odcinka

Marcin Hinz

Ojciec, mąż, edytor audio i video, triathlonista. Pływam, jeżdżę na rowerze, biegam, nagrywam podcast i vloguję, a to wszystko w przerwie między obowiązkami rodzinnymi i pracą.

         

Książki dla rodzica

Polecone przez Marcina

Adele Faber, Elaine Mazlish

Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały? Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły?

Michał Szafrański

Finansowy Ninja

Spis treści

Więcej w temacie

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Survival dla ojca z dzieckiem: Michał Grzesiak

Survival dla ojca z dzieckiem: Michał Grzesiak

Dlaczego wspólne ekstremalne przeżycia ojca i dziecka pozytywnie wpływają na wzajemną relację?

Jak rodzinne obozy survivalowe pomagają budować silną więź?

Czy takie zajęcia są dla każdego?

W dzisiejszym odcinku rozmawiam z Michałem Grzesiakiem – pomysłodawcą i założycielem Centrum Przygody – firmy w ramach której organizuje warsztaty i wyjazdy szkoły dla ojców z dziećmi oparte na formule szkoły przetrwania. Rozmowę nagraliśmy po rozpaleniu ogniska i przygotowaniu noclegu pod gołym niebem w grudniową noc na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Momentami przeszkadzał nam wiatr i deszcz, ale myślę, że pomimo problemów technicznych wyciągniesz z tej rozmowy dużo ciekawych informacji dla siebie:

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Ojcowski survival

Specjalnie dla słuchaczy podcastu Michał nagrał w terenie krótki film, na którym pokazuje czego możesz doświadczyć podczas ojcowskich wyjazdów w skały.

Pobierz prezent

Dołącz do newslettera Ojcowskiej Strony Mocy, a już za chwilę  będziesz mógł go zobaczyć.

Gość odcinka

Michał Grzesiak

Instruktor survivalu, trener wspinaczki skalnej,
certyfikowany trener zmiany, certyfikowany trener programu “Spadochron”,
certyfikowany trener tato.net, prezes Fundacji Centrum Przygody.

Spis treści

Survival dla ojca z dzieckiem. Transkrypcja

Jak ekstremalne przeżycia wpływają na relację ojciec-dziecko?

Jest godzina w pół do 12. Dobry wieczór państwu. Jesteśmy w lesie gdzieś na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Po 3 godzinach udało nam się rozpalić ognisko, bo wszystko było mokre. Jestem tu z Michałem, który ojców z dziećmi zabiera do lasu i każe im przeżyć tam razem. W jaki sposób taki survival pomaga budować relacje między ojcem i dzieckiem?

Witajcie. Przede wszystkim mam na imię Michał. Jestem instruktorem survival i trenerem zmiany. W jaki sposób to pomaga budować relacje między ojcem a dzieckiem. Myślę, że w dużej mierze to bycie razem w takim terenie, który jest trudny w naturalnym środowisku. I to, co my robimy wyzwala takie emocje i pokazuje pewne zachowania, których, na co dzień nie da się tak łatwo zobaczyć w takich codziennych czynnościach życia codziennego, kiedy mamy też więcej dzieciaków.

Wiem to z doświadczenia, bo sam mam 4 córki. Ciężko jest dostrzec indywidualne cechy dziecka, jego zdolności, umiejętności i zobaczyć to, co gdzieś tam głęboko w sobie skrywa. Natomiast odpowiednio prowadzone zajęcia outdoorowe w terenie, survivalowe są takim miejscem, gdzie ojciec może to odkryć, zobaczyć. Może zbliżyć się do tego dziecka. Bardziej go poznać, zrozumieć i nawiązać głębszą relację.

Na co dzień nie tak łatwo jest dostrzec indywidualne cechy dziecka, jego zdolności, umiejętności i zobaczyć to, co gdzieś tam głęboko w sobie skrywa. Odpowiednio prowadzone zajęcia outdoorowe, są takim miejscem, gdzie ojciec może to odkryć, zobaczyć i zbliżyć się do dziecka. Oboje mogą bardziej się poznać, zrozumieć i nawiązać głębszą relację.

A powiedziałeś odpowiednie zajęcia outdoorowe. To dawaj jakiś przykład.

Odpowiednie. Odpowiednie w zależności do wieku. Może tak powiem, bo prowadzę zajęcia, które są w zasadzie w 3 różnych grupach. Pierwsza rupa to są dzieciaki w wieku takim wczesnoszkolnym, między 7-9 lat. Druga między 10-13 i 3 najstarsza, która dotyczy nastolatków powyżej 14 roku życia i ojców.

I w sumie ta grupa jest dosyć ciekawa, ponieważ tutaj wydaje się, że nastolatki nie bardzo chcą robić coś z ojcami w tym wieku i w ogóle z rodzicami. Kwestionują autorytety. Dużo się o tym mówi, natomiast okazuje się, że survival może być takim miejscem połączenia. Może być takim punktem stycznym dla nich i te zajęcia, które są tam akurat są bardzo mocno ekstremalne, są bardzo mocno nastawione na sprawdzenie się czasem, deprywację różnych potrzeb, mniejszej ilości snu, głód, pragnienie.

Bardzo duże nastawienie na współpracę, gdzie tak na prawdę od tego jak współpracują razem. Jak czytają mapę? Jak poruszają się w terenie? Kogo wyznacza do pokonania, na przykład jaskini, w której największą trudnością jest zjazd 30 metrów w dół, a potem wejście 30 metrów po linie. To jak oni się dogadają, kto to będzie robił, jak to wykona, od tego zależy jak im potem będzie się dalej szło. I od tego zależy relacja też między nimi. Czyli na przykład frustracja z tego powodu, że ktoś zawiódł, nie dał rady i teraz muszą się w tym kontekście dogadać. Jest taki pewien konflikt też oczekiwań.

Dużo też wtedy wychodzi rzeczy związanych z osobowością i ojca i dziecka i tego, jakie mają oczekiwania wobec siebie.

A powiedziałeś jeszcze. Jest frustracja, że komuś coś nie wyszło. Czyli mogło coś nie wyjść. Czyli takie zajęcie mogło doprowadzić, że zamiast tego, żeby było lepiej, będzie gorzej po takim pobycie po takim obozie survivalowym dla rodzica z dzieckiem?

Czy będzie gorzej? Myślę, że raczej jest to mało prawdopodobne, ponieważ te osoby, które to przyjeżdżają ojcowie, którzy przyjeżdżają do mnie na zajęcia to są ludzie, którzy są świadomi, którzy chcą czegoś więcej. Także tutaj gorzej raczej nie będzie, ponieważ też, jeżeli chodzi o tą grupę duży nacisk kładę na takie omówienia metodą coaching.

Gdzie jestem w stanie wydobyć z tych ludzi poszczególnych, co się działo? Jak to wyglądało? Dlaczego to się działo? Jak to na nich oddziałuje? Co to robi w ich relacji? I oni mają szanse jakby te emocje, które się wytworzą jakoś rozładować i wyjaśnić to wszystko, także nie zostawią ludzi w fazie jakby konfliktu. I w fazie takiej jakby spornej tylko raczej staram się tutaj w taki sposób poprowadzić to, żeby to miało taki właśnie głębszy sens. W ogóle te zajęcia, które są realizowane, one są nastawione na dużo głębsze rzeczy.

Czyli nie chodzi nam o to, żeby kogoś sponiewierać, albo żeby po prostu on zmarzł, albo całą noc musiał coś robić. Tylko, żeby on mógł zobaczyć coś więcej, co za tym stoi, żeby mógł zobaczyć, jak się zachowuje. Kiedy jest głodny, kiedy chce mu się pić, kiedy bolą go nogi, bo musiał iść długi dystans gdzieś tam w trudnym terenie?

I to wszystko jest takim doświadczeniem, które bardzo fajnie pokazuje też prawdę o tym, kim jesteśmy. Często się okazuje, że synowie są dużo mocniejsi niż ojcowie. Córki również, nie? Bo córki też jeżdżą na takie wyjazdy.

 

Tu nie chodzi o to, by kogoś sponiewierać, ale by każdy mógł dostrzec co kryje się za jego zachowaniem, gdy jest zmęczony i pozbawiony podstawowych wygód. Takie doświadczenie pomaga nam dostrzec prawdę o nas samych i często okazuje się wówczas, że synowie i córki są mocniejsi niż ojcowie.

Czyli taki powiedzmy obok dla nastolatków, bo o nastolatkach zaczęliśmy mówić. Ile dni trwa i jak to wygląda. Jaki jest plan zarys?

Obóz. Wiesz, co to też ciężko nazwać obozem, bo te zajęcia, które organizuję są pewnym procesem i trwają. To nie jest tak, że ktoś może się zapisać na jeden wyjazd i po tym wyjeździe odkryje mało rzeczy. Znaczy dużo fajnych rzeczy albo po prostu jakoś tam jego relacja się bardzo nie zmieni. Te zajęcia, o których mówię to są zajęcia cykliczne, czyli one się zaczynają w październiku, kończą się w czerwcu i to jest jakby jeden weekend. Sobota, niedziela, na który taki ojciec z takim nastolatkiem przyjeżdżają.

Ale jeden weekend w miesiącu?

Jeden weekend w miesiącu tak. Mają konkretne jakby wtedy wyzwania, ale to też się nie kończy na tym weekendzie, ale tu też jest pewna rzecz związana z tym, że mają swoja taką grupę, gdzie też trenują wspólnie i to też jest jakiś tam dużym sukcesem, że jestem w stanie w taki sposób zadziałać, że ojcowie, którzy zasiedzieli się przed komputerem są w stanie zacząć biegać, trenować metodą crossfit ze swoim synem i wspólnie się motywować do takich rzeczy. To jest taki kompleksowy program.

To podczas takiego weekendu, co robią?

Podczas takiego weekendu, co robią? Tutaj jest tak na prawdę dużo różnych możliwości. To zależy od tego, jaka jest grupa, co potrafi, jaka jest pogoda, jakie są warunki. Każdy wyjazd ma pewien schemat. Czyli w każdym wyjeździe muszą być takie elementy jak nawigacja, orientacja w terenie, pozyskiwanie pożywienia, pozyskiwanie wody, budowanie schronienia, ale to wszystko jest w takiej formie realnej.

Czyli to nie jest instruktaż, który polega na tym, że jesteśmy zawsze w jednym miejscu. Tutaj budujemy szałas i w tym szałasie śpimy. Takie rzeczy się dzieją, ale to raczej w młodszych grupach. Średniej i tej dla dzieciaków natomiast w tej najstarszej grupie oni muszą dostosować się do warunków, czyli idąc przez teren muszą umieć odnaleźć odpowiednie miejsce w danych warunkach. Kiedy na przykład leje albo kiedy jest śnieg, kiedy jest mróz? Muszą wiedzieć, jakie schronienie zbudować i muszą w tym schronieniu przetrwać całą noc. Czyli jest to realne doświadczenie.

I to jest kilka powiedzmy rodzin czy też powiedzmy ojców z nastolatkami czy z dziećmi na raz czy to jest indywidualne?

To jest grupa. To jest grupa ojców z nastolatkami, kto jest grupa koło tam ośmiu dziesięciu zespołów, czyli powiedzmy 16-20 osób.

I z jednym dzieckiem każdy ojciec? Czy jak ma dwójkę to przyjeżdża z dwójką?

Tak. Każdy ojciec jest z jednym dzieckiem. I to jest też tak, że każdy ojciec jest gdzieś z dzieckiem przez cały rok, czyli przechodzi przez ten program z jednym dzieckiem. Najczęściej wraca potem z drugim dzieckiem do innej grupy, bo chce z nim jakby budować tą relację, bo każda grupa ma inne nastawienie. Grupa na przykład z dzieciakami 7-9 jest nastawiona na budowanie nawyków takich, które są wam też potrzebne.

Ojcom są potrzebne w życiu codziennym, w ogóle rodzinom. Czyli uczenie takiej samodzielności, odpowiedzialności w życiu, wypełniania obowiązków. Mamy też swoje narzędzia, które właśnie pomagają kształtować te nawyki w Dzieciakach na zasadzie pewnej takiej grywalizacji, o tak to ujmę. Bo trochę się chłodno robi.

Jak przygotować się do wyjazdu na rodzinną szkołę przetrwania?

Jest 27 grudnia. Jest około 4 stopni. Rozpaliliśmy w ognisku, więc myślę, że nie zamarzniemy.

Co byś zaproponował? Mam, najstarsza moja córka 10 lat, gdyby chciał uczestniczyć i oczywiście byłoby miejsce w twoich grupach. Jak się powinienem przygotować do takich warsztatów i czego byśmy się nauczyli?

Przykro mi Jarek, ale nie ma miejsca.

Proszę.

Dobra dobra dobra. Słuchaj dla ciebie może jakieś jedno znajdę. Co mógłbym wam zaproponować? Jeżeli ma 10 lat to najprawdopodobniej byłaby to grupa średnia, w której poziom wyzwań jest już taki bardziej realny, czyli tutaj dzieciaki mają troszkę taryfę ulgową.

Natomiast w starszej grupie są trudniejsze zajęcia. Na przykład jaskiniach trudniejsze technicznie jaskinie, trudniejsze zajęcia w lesie jakbyś się miał przygotować do tego? W zasadzie to nie potrzebujesz żadnego sprzętu do survivalu czy zajęć specjalistycznych. Potrzebujecie tylko karimaty, śpiworów i jakiejś odzieży butów w teren to tyle.

Rozumiem, że zapewniasz pełen dostęp do Internetu w trakcie dnia? Dla takiego typowego mieszczucha?

To zależy, gdzie jesteśmy. W jakich warunkach, ale raczej u nas jest taka zasada na zajęciach, że staramy się wyciąć całkowicie z sieci, czyli nawet, jeżeli zajęcia odbywają się na jurze krakowsko częstochowskiej z racji tego, że ludzie, którzy przyjeżdżają są z całej Polski. Czyli no od powiedzmy Wrocławia, Warszawy, Łodzi, aż po Gdańsk, bo też z Gdańska ludzie przyjeżdżają. Z Rzeszowa nawet ostatnio na ten rok.

Także staramy się odciąć i staramy się skupić na tym, co się dzieje i skupić na sobie nawzajem i to wtedy bardzo fajnie działa także sieć nawet, jeżeli jest staram się, żeby Tutaj jakoś to nie działała.

A oprócz tych weekendowych powiedzmy raz w miesiącu. No i jest też tydzień w wakacje taki spotkań tak?

Tak. W wakacje mamy takie obozy i to może tutaj te obozy są przede wszystkim dla tych ludzi, którzy by chcieli jakoś tam świętować to, co wypracowali sobie i co fajnego się wydarzyło się między nimi podczas roku tych zajęć, bo te zajęcia też są jakimś tam wyzwaniem. Ja sam teraz tego doświadczam, bo jeżdżę z moją córką, która ma 7 lat skończone. Już jeżdżę na zajęcia i widzę jak dużo też to wymaga takiego uważania na to, co ona robi. Takiej jakby pracy z nią i tak samo w terenie, i w domu z wykorzystaniem różnych narzędzi, których używamy.

Natomiast w wakacje mamy wyjazd właśnie dla tych ludzi z ciągu roku. Czasami ktoś dołącza, kto chce spróbować zobaczyć, jak wygląda grupa, co się dzieje, co to może dać, jak to może zadziałać. Tak na prawdę ci ludzie, którzy jeżdżą mogą najwięcej powiedzieć. Także mamy wyjazd w Bieszczady 6 dniowy gdzie tak na prawdę przemieszczamy się w terenie konno na oklep na huculskich koniach i codzienne śpimy gdzie indziej.

Tam gdzie konie poniosą?

No w zależności, gdzie. Tutaj ustaliliśmy z organizatorem, ale śpimy w różnych terenach spotykamy różne zwierzęta duże małe i jest to bardzo fajna przygoda i jednak dla takich dzieciaków powiedzmy od 12 roku życia, więc ta średnia i najstarsza grupa. Mamy wyjazd w Sudety, który jest takim wyjazdem połączeniem wspinaczki, survivalu i takich zajęć linowo jaskiniowych. I to też jest taka grupa raczej starsza. W tym roku też będzie pewnie jeden wyjazd dla młodszej grupy tych dzieciaków małych.

I to wszystko gdzieś tam w ciągu roku decyduje w ciągu roku jak to wygląda a w wakacje te osoby, które, gdzie są tam z nami jeżdżą lub są zainteresowane dostają informację i mogą działać także na stronie tego nie znajdziecie, o czym teraz mówię. Wszystko jest ściśle tajne, ponieważ z racji tego, że nie ma nas za dużo nie jesteśmy w stanie przyjąć za dużo uczestników także nie zapraszam, ale zachęcam jednocześnie.

No dobra. Nie zapraszasz, ale zachęcasz, ale gdyby ktoś na prawdę chciał dołączyć do takiej ekipy i chciałby spróbować zsurvivalować się z dzieckiem to, gdzie można cię znaleźć?

Naprawdę jesteś bardzo powiedziałbym upierdliwy, ale myślę, że to można nazwać taką wytrwałością, nie wiem, jak to nazwać.

Tego nie wytnę 😉

Czego uczą się ojcowie w Centrum Przygody?

Ognisko jest podtrzymane, potwierdzam. Gdyby ktoś chciał dołączyć pomimo tego, że nie zachęcasz. A nie. Zachęcasz, ale nie zapraszasz to, gdzie można cię znaleźć w sieci?

W sieci można znaleźć mnie na stronie centrumprzygody.com 

Ale działa? Bo ostatnio nie działała. 

Nie no działa strona. Działa w zasadzie.

Bo jeżeli nie to Facebook.

Facebook też. Na Facebooku też jesteśmy na centrumprzygody.com coś tam można zawsze zobaczyć, czasem coś wrzucam jak mam czas. bo wiecie, jak jest Facebookiem. Z Facebookiem mam wrażenie, że jest tak, że jak ktoś ma dużo czasu to dużo wrzuca, a jak ma mało to nie wrzuca. ja jestem z tych, co dużo robią mało wrzucają.

Ale mądrość życiowa.

Tak. Natomiast no nie wiem czy to tak jest. Natomiast tak to u mnie jest, więc zapraszam na stronę. można do mnie wysłać jakiegoś maila, jeżeli ktoś będzie chciał i coś tam ponegocjujemy.

No dobra. To ja mam takie pytanie czy dzieci czy też dorośli bardziej się uczą na tych twoich wyjazdach warsztatach, czy też obozach jakkolwiek to nazwiemy survivalu czy bardziej się uczą relacji i emocji wzajemnych?

No to jest ciekawe pytanie myślę, że to dużo zależy od ojca. Od tego jak on poprowadzi te zajęcia, bo ja traktuję te zajęcia trochę w takiej formie, że uczę ojców, w jaki sposób to robić. i oni mogą sami dużo wyciągnąć. Dużo samemu przepracować, jeżeli chcą mogą te emocje przepracować. mogą się na tym skupić, jeżeli nie chcą, mogą skupić się na umiejętnościach. Jakby jest też dużo wolności w tym wszystkim. ja oczywiście ich stymuluję do tego, żeby się zastanawiać. I kiedy widzę różne sytuacje to je omawiam i daję feedback po każdym wyjeździe ojcowie otrzymują feedback od Instruktora i trenera prowadzącego, ale też otrzymują feedback do instruktorów, którzy prowadzą zajęcia dla dzieci, bo podczas takiego wyjazdu do lasu udało mi się połączyć dwie rzeczy.

To, że jakby robimy fajne rzeczy w terenie,  trudne rzeczy, uczymy się fajnych umiejętności wspólnie razem z dzieckiem, ale jednocześnie też jest taki czas, gdzie można sobie po prostu pobyć razem z ojcami i na przykład przerobić taki temat komunikacji. przerobić go warsztatowo. nie przegadać teoretycznie, ale zrobić fajnie w formie nowoczesnych narzędzi, nawet w lesie a dzieciaki mają swoje zajęcia w tym czasie z instruktorami, także dostają feedback ojcowie potem tego jak instruktor widzi dziecko, co dziecko robi na zajęciach, a zajęcia też mają pewien charakter. mają sens i ćwiczenia są tak przygotowane, żeby zobaczyć to, czego dziecko potrzebuje.

Jakie ma w sobie pragnienia, i żeby dać taką informację ojcu także jest feedback od instruktora, jest feedback od trenera głównego, czyli ode mnie, i mogą wtedy ojcowie podjąć taki plan? Zastanowić się , co chcą robić dalej, nie? Czy na tych zajęciach chcą się skupić na tym, czy bardziej na tym innym? No i mają też dostęp do tego, że mogą zawsze na mnie liczyć, że gdzieś tam mogę pomóc, gdzieś tam wdrożyć jakiś plan działania, czy wskazówki podrzucić jak to wszystko powinno czy  może wyglądać w trakcje wyjazdu.

Na survivalu zdobywamy nie tylko fajne umiejętności, ale uczymy się także jak  odkrywać potrzeby oraz pragnienia dziecka i jak się wzajemnie komunikować.

Czy rodzinny survival jest dla każdego?

Wracamy po przerwie na rozdmuchanie ogniska i mam takie pytanie.Cczy wyjazd na survival z dziećmi, czyli na taką przygodę w lesie, gdzie na prawdę nie ma wygód, nie ma zaspokojenia tych pierwszych podstawowych potrzeb, które mamy w mieście, czy też w domu? Czy taki wyjazd jest dla każdego? Czy każdy rodzic, czy też każde dziecko się do tego nadaje?

Z tego, co gdzieś tam obserwujemy na przestrzeni 6 lat takiej pracy właśnie warsztatowej z ojcami i dzieciakami to tutaj widzę, że więcej barier jest w ojcach, w mężczyznach, niż w dzieciakach. Dzieciaki nawet te najmniejsze są w stanie, jakby nie mają świadomości pewnych zagrożeń pewnych sytuacji czynników zewnętrznych i one po prostu idą spać, bo są zmęczone nie przeszkadza im, że jest -15 na dworze.

I dziki grasują dookoła.

I zbudowaliśmy właśnie tipi, w którym będziemy spali i w którym trzeba będzie podtrzymać ogień. także dzieciaki tego jakoś tam nie przetwarzają, tak natomiast ojcowie mają obawy jakieś tam, co do zajęć i większe bariery są u nich. natomiast zauważyłem, że kiedy oni wchodzą w to coraz dalej i jadą pierwszy wyjazd, drugi wyjazd, trzeci wyjazd to wtedy gdzieś tam w nich następuje taka przemiana. oni dużo bardziej wchodzą w te rzeczy szczególnie

To się dzieje  po tym wyjeździe, kiedy jest w styczniu, gdzie dziele grupę na dwie części i tak na prawdę i ojcowie i dzieciaki są rozdzielone na 4 dni to jest taki jeden dłuższy wyjazd w ciągu całego roku, gdzie jakby jest taki czas gdzie mężczyźni mogą podjąć ważne tematy związane z tożsamością mężczyzny w dzisiejszym okresie XXI wieku z balansem w życiu rodzinnym i z tego typu sprawami, a jednocześnie daję im konkretne wyzwanie, które jest mocno survivalowe, które dotyka gdzieś tam ich głębokich, jakby takich słabości.

Też czasem pokazuje im prawdę o nich. pozwala im się zmierzyć ze samym sobą i sprawdzić się i  po tym czasie już tak na prawdę gdzieś tam oni są gotowi na wszystko, jeżeli to przejdą ten wyjazd styczniowy, to później już mogę powiedzieć, że bez problemu to działa. Zdarzały się czasem jakieś rezygnacje ludzi bardziej w kontekście tego, że mieli oczekiwania, że będzie to jakby coś bardzo komercyjnego. będą w czymś komercyjnym, gdzie wszystko będzie podane na tacy, natomiast nastawienie tutaj jest takie, że czym też uczymy też pracy i wytrwałości i czasem trzeba iść długo, czasem trzeba coś przenieść, ponieść. czasem jest ciężko.

Nie jest to tak, że jest to dane na zasadzie, przyjechałem, było wszystko rozłożone. ja się zabawiłem i wróciłem, tylko uczymy też tego, że ojciec ma pokazać dziecku, że życie to nie jest tylko zabawa sama, tylko żeby do tej zabawy dojść trzeba też coś zrobić. życie składa się z pracy i zabawy,  różnych elementów, i to jest też takie pole, żeby uczyć dziecka no takiego prawdziwego życia. odnajdywania się potem w świecie. tak naprawdę to, co się dzieje w lesie, w skałach, jaskiniach, na rzece, nad jeziorem jest czymś, co gdzieś można bardzo fajnie przełożyć na życie codzienne.

Na wyjazdach podejmujemy także tematy związane z tożsamością mężczyzny w XXI wieku i pomagamy zmierzyć się ze sobą. Pokazujemy dzieciom, że życie to nie tylko zabawa, ale że w życiu wpierw trzeba umieć się odnaleźć.

To potwierdzam, że nic nie jest przygotowane, bo kiedy umówiliśmy się dzisiaj na spotkanie w lesie, przyjechałem samochodem, zaparkowałem. to nie dość, że musiałem wszystko nieść na swoich plecach, to potem jeszcze dwumetrowy kawał drzewa musieliśmy przynieść. musiałem potem, szukaliśmy jakiegoś kawałku suchego drewna do tego, żeby rozpalić ognisko i jeszcze musiałem sam sobie łózko pościelić, więc nic nie jest przygotowane.

Nie chcę Jarek wiedzieć, co ty w domu masz, jak to wygląda u ciebie, ale twoja żona musi mieć ciężko.

Nie jest to na pewno 5 gwiazdkowy hotel, ale jest na pewno hotel pod tysiącem gwiazd, bo jesteśmy na wolnym powietrzu i to jest mega doświadczenie, a co największe wrażenie robi? Jaskinie las czy skały na uczestnikach?

Co robi największe wrażenie? Ja myślę, że najbardziej takim środowiskiem niedostępnym i nowym dla wszystkich są jaskinie. najbardziej takim trudnym też psychicznie szczególnie dla ojców, bo jaskinie, które my zwiedzamy są w pełni bezpieczne, ale jednocześnie no mają różny stopień trudności. i jest ta m też często tak, że trzeba się czołgać. pojawiają się zaciski.

Zacisk jest to takie zwężenie w jaskini, w której no żeby się przecisnąć, to już jest tak ciężko i tutaj dużo działa psychika, jeżeli człowiek jest po prostu słaby psychicznie, spanikuje w takim zacisku to trzeba go wyciągnąć, ponieważ będzie mu ciężko, żeby przeszedł.

A ktoś może mieć klaustrofobię, niekoniecznie jest słaby psychicznie. To jest po prostu taki stan, jaki ma.

Może mieć klaustrofobię, ale klaustrofobia jest czymś takim, co od razu widać, że ktoś ją ma i tak na prawdę nie ma tutaj dyskusji z tym, co się dzieje. jeżeli ktoś już wchodzi w te tunele to widać, czy on ma klaustrofobię czy to jest po prostu tak, że on się boi i ma pewien opór w sobie. i to jest dla mnie też niesamowite, że mam takiego ojca z synami dwoma, który jeździ ze mną już od 5 lat, tak. pozdrawiam Artura, mojego idola i generalnie Artur przeszedł, to nie był zacisk, ale było takie ciasne miejsce w jednej jaskini. próbował tam chyba dwa lata przejść i cały czas miał blokadę, barierę. i w zeszłym roku udało mu się przejść. jeszcze wtedy akurat była tam woda, więc w wodzie do brody przeszedł przez to wyjście. No to było niesamowite. Jak on się cieszy z tego?

Pokonał siebie.

Tak pokonał siebie i jakby doszedł do tego. dojrzał także. to zawsze jest czas na to, nie ma takiego przymusu, ale warto jest pamiętać, że jakby dziecko też patrzy i obserwuje ojca w sytuacjach kryzysowych. widzi jak się ten ojciec zachowuje. czy można na niego liczyć? czy nie bardzo? fajne jest też to, że w grupie nastolatków no, bo te dzieciaki młodsze patrzą na ojca, jako na bohatera, kto jest autorytetem.

U nastolatków?

Nie, nie mówię o tych młodszych 7, 9, 10 i wzwyż., natomiast nastolatki już tak nie patrzą. Patrzą krytycznie. Tutaj wykorzystujemy bardzo partnerstwo, czy się komuś tutaj podoba nie wiem, ale działamy partnersko i często się okazuje tak, że zajęcia tak projektujemy i że to ojciec nie daje rady i tylko dzięki temu, że syn albo córka mu pomogą jest w stanie wykonać jakieś zadanie do końca. Dzięki temu cały zespół dokończy i to jest doświadczenie, żeby ojciec mógł też zobaczyć siłę swojego dziecka,  też zdać się na nie, zaufać mu i trochę odwrócić role,  otworzyć się trochę na niego w innej formie.

Nie z perspektywy jestem kimś wyższym, większym, mądrzejszym, a ty jesteś kimś niższym. tylko jesteśmy, powiedzmy na równi. i takie traktowanie, no generalnie jest szokujące. to jak to bardzo fajnie działa. nawet kojarzę przykład człowieka, który zgłosił się do mnie z dzieckiem, które miało już kuratora. bardzo dużo problemów w szkole i po jeżdżeniu na zajęcia pół roku, w szkole wszystkie problemy ustały. Człowiek ten, dzieciak stał się najlepszym tam uczniem. panie na nim mogły polegać. stał się bardziej odpowiedzialny i w ogóle zmiana, która nastąpiła jest kolosalna.

Ale sądzisz, że to było bardziej to, że był kontakt z naturą czy jednak wzywania czy relacje z ojcem?

Myślę, że to jest relacja też z ojcem. zobaczenie tego, kim on jest, jaki jest ten chłopak, jakie on ma cechy, bo też dużo działamy na bazie osobowości dziecka i dotykamy różnych aspektów takich indywidualnych jego. przez co jakby ten ojciec zobaczył, dlaczego w szkole on ma problemy. z czego to wynika. był w stanie łatwiej dojść do rozwiązana. te wyjazdy pomogły mu budować tą relację partnerską i pomogły mu jakby docenić też tego syna w kontekście tego, jaki on jest silny, jaki jest konkretny i odpowiedzialny, bo to jest chłopak, który na prawdę w sytuacji, której pamiętam padał śnieg i była temperatura na minusie.

Pewne zespoły nie dawały sobie rady z rozpaleniem ogniska godzinę albo więcej. to ten chłopak potrafił chodzić, rąbać dla nich drewno szukać, podnosić, pomagać im we wszystkich czynnościach. nie patrząc nawet na to czy on coś zrobił coś dla siebie. Czy zjadł coś? Czy się napił? W ogóle niesamowity człowiek, tylko trzeba było w nim to odkryć, zobaczyć, a on to wiedząc już, znając swoją wartość, był w stanie przejść do szkoły. I jakoś tam te problemy ustały i oni do tej pory gdzieś tam z nami są.

Gdyby ktoś chciał pojechać z wami na ten cykl spotkań. jaki wydatek musi się liczyć? Nocleg pod gołym niebem jest darmowy.

Tak. Nocleg jest darmowy, chyba że tutaj wchodzą inne koszty, które ja muszę pokryć. na przykład terenu prywatnego w czasie takich zajęć to się często zdarza, ale jeżeli chodzi o zajęcia to mamy taki koszt miesięczny zajęć dla dwóch osób. to jest 450 zł i to jest za każdy miesiąc, a jednocześnie w tej cenie jest sam wyjazd plus warsztaty dla ojców, warsztaty dla dzieciaków dwugodzinne, w trakcie tego wyjazdu jeden… Dla ojców, które są realizowane na warsztatach i takim, dwa, indywidualnym trochę wsparciem dla danej grupy. czyli mamy grupę załóżmy nastolatków z rodzicami albo średnią grupę i ojcowie z tej grupy spotykają się ze mną o określonej godzinie określonego dnia. mają do mnie, nie wiem ileś pytań, które wcześniej im wysłałem. ja im odpowiadam bardzo konkretnie i pomagam im wypracować metody, albo jakoś tam przetworzyć to, co się działo między nimi. czyli to jest taki indywidualny trochę coaching gdzieś tam dodatkowy. No i tyle.

Różnica między warsztatami terenowymi a stacjonarnymi

Gdyby ktoś się zastanawiał, czy iść na warsztaty stacjonarne. czy też pójść, na właśnie taki do lasu do jaskini, w skały, na wysiłek, gdzie będzie trochę brudno, trochę deszczowo nie wiadomo, jaka będzie pogoda, nie wiadomo, czego się spodziewać to, w jaki sposób byś przekonał kogoś, że takie zajęcia są lepsze niż te, które odbędą się w sali ładnej, klimatyzowanej i dostaniemy wszystkie materiały? bylibyśmy szczęśliwi.

Mówisz o warsztatach dla ojców samych czy dla ojców z dziećmi?

Dla ojców.

Bo nie słyszałem o warsztatach dla ojców z dziećmi na sali.

Nie ma takich?

Żadne dzieci by chyba nie przyszły, ale możesz Jarek zrobić pierwszy takie warsztaty.

Po takiej reklamie chyba już nie zrobię.

E tam nie zrobisz. Jeżeli chodzi tutaj o warsztaty stacjonarne dla ojców. wiecie, co no ja myślę z mojego doświadczenia w takiej pracy z dużą organizacją, która zajmuje się ojcostwem w Polsce i robieniem warsztatów, jako trener tej organizacji w sali warsztatowej, bo takie warsztaty prowadziłem wielokrotnie i jednocześnie, jako ktoś, kto prowadzi warsztaty w terenie. to nie da się tego zupełnie porównać. to jest coś takiego, że tak na prawdę tylko połączenie tych dwóch rzeczy, czyli połączenie outdooru, który generuje prawdziwe zachowania, emocje, doświadczenia, połączenie tego z jakimiś elementami warsztatowymi pozwala ludziom jakby dostać więcej i wykorzystać. ojcowie z mojej obserwacji tych kilku lat, ponad chyba 1200. kiedyś liczyłem ojców.

Z ponad 1200 ojcami spędziłem jakieś kilka godzin, dziesięć godzin warsztatowych. takich typowo merytorycznych, ale w terenie po 5 dni minimum widać było tutaj, że jakby oni nie są zainteresowani tylko siedzeniem i gadaniem. faceci bez względu na to czy to są osoby, które są bardziej introwertyczne czy ekstrawertyczne, oni chcą coś sensownego zrobić, oni chcą też działać. oni nie chcą gadać tylko chcą coś robić i teraz wykorzystując to działanie w terenie mamy szanse zawiązać grupę i otworzyć pewne relacje otwartości, w których można pewne rzeczy przepracować. natomiast siedząc na sali z doświadczenia mojego trenerskiego widzę, że zanim ci ludzie się otworzą, zejdą w dół wszystkie maski, staną się prawdziwi to mija bardzo dużo czasu i żadne ćwiczenia w sali nie są w stanie zdemaskować ludzi jak odpowiednio przeprowadzone zajęcia w terenie, które od raz ściągają to, kto co myśli.

Weryfikują wszystko.

Tak. Weryfikują wszystko, co kto myśli. Jak podchodzi do życia? Do wszystkiego. do komfortu no i też do relacji ze swoim dzieckiem także myślę, że to jest coś, co bym powiedział o tym.

A czy sądzisz, że to jest dobry pomysł? Mam 10 latka, 12 latka, 14 latka chłopca czy dziewczynkę nie ma znaczenia i stwierdzam. okej chcę z nim spędzić kontakt z naturą, wejść w survival i po prostu kupuję sobie namiot, kupuję sobie jakieś krzesiwo i idziemy do lasu bez kursu, bez szkolenia, bez płacenia nikomu za to, żeby nas prowadził. czy to się może udać, czy raczej jest to droga do tego, żeby się bardziej ze sobą pokłócić?

To jest taka prawda chyba indywidualna sprawa. nie mogę powiedzieć ani tak ani nie mogę powiedzieć, jaką wartość ma tutaj jakby to, co czym ja się zajmuję to jest wartość grup w dużej mierze. czyli wartość grupy zarówno tych ojców, którzy są razem i grupy dzieci, które są razem i też integracji, że dzieciaki mogą obserwować ojców razem, którzy robią różne rzeczy. jak oni się zachowują, jakie relacje są między nimi to jest coś, czego też, co jest trudno zaobserwować, bo dziecko widzi tylko swojego ojca, ale nie widzi jak mężczyźni się między sobą zachowują? Jak sobie radzą z kryzysami i z różnymi rzeczami i to jest coś, co jest tam gdzieś ogromną wartością.

Pamiętam takie fajne doświadczenie z jednego spływu pontonem na rzece Poprad, kiedy był duży stan wody i pamiętam, że gdzieś tam płynęliśmy pod mostem? na pokładzie pontonu takiego małego pontonu było dwóch ojców dwóch synów i ja, jako sternik i jakoś tak się złożyło , że wpłynęliśmy na kamień, którego nie było widać i ten ponton się zatrzymał na tym kamieniu. No i fale z każdej strony otaczały nas. rwało ten ponton, ale jednocześnie nie byliśmy się w stanie ruszyć. Dzieciaki zaczęły być w lekkim chaosie.

Ja stwierdziłem, że dobra to ja spróbuję wypchnąć ten ponton. wyszedłem do wody. Woda była mniej więcej do piersi. próbowałem go wepchnąć gdzieś tam dalej, ale nie było to możliwe, bo za duży był ciężar na pontonie, więc powiedziałem, że ktoś musi mi pomóc i nastała taka cisza.

Które dziecko pozwoli tacie wyjść na zewnątrz?

Cisza trwała i nagle usłyszałem pewnego gościa, który powiedział. dobra to ja wyjdę. no i próbując wyjść Darek, bo tak miał na imię z tego, co kojarzę. nie wiem jak tutaj Rodo się na to zapatruje. Darek, nazwiska nie podam, bo nie pamiętam. Darek wychodząc poślizgnął się gdzieś przez burtę i wypadł i cały się zanurzył w takiej brei brązowej. wyszedł z tego pontonu i zaczęliśmy razem przepychać ten ponton. udało nam się go wypchnąć. on wskoczył, ja wskoczyłem i popłynęliśmy dalej i wyjście z tego do tego płynęliśmy już potem rzeką kawałek dalej i ja słyszałem jak później ojciec, jak syn powiedział do tego swojego ojca no coś takiego, że z takim podziwem. “tato jestem z ciebie dumny” a ten syn miał może 10 lat i to było dla mnie niesamowite doświadczenie.

Jakby wydaje mi się ciężko jest samemu zorganizować takie zajęcia, żeby móc doświadczyć takich emocji i takich sytuacji, w których faktycznie tata może się sprawdzić. Takie wyjazdy są fajne i wielu ojców, którzy już wtedy ze mną wtedy jeździli kultywują sobie wyjazdy jeżdżąc z synem indywidualnie, gdzieś tam do lasu, ale to już nigdy nie jest jakby to samo, co w takiej grupie to po prostu tak jest.

W grupie są większe możliwości, a jednak w parze masz większą intymność.

Dokładnie, ale jednocześnie te zajęcia, które robimy nie są też takie wiecie, masowe, nie, że one są w tej jednej grupie i cały czas jak każdy robi schronienie to każdy zespół robi schronienie w innym miejscu. ja nawet daję takie zasady, że nie możecie być bliżej od siebie, niż na przykład 30 czy 50 metrów i wtedy jakby jest dostatecznie daleko, żeby była ta intymność. każdy pracuje sam i jest dużo pracy indywidualnej, ale też jest praca grupowa, bo to są dwa elementy w życiu, że jednocześnie pracujemy w małych zespołach, dużych zespołach i dzieciaki muszą się tego uczyć.

Wyjazdy dla całych rodzin

Wracamy do nagrania po kolejnym rozdmuchiwaniu ogniska. Cały czas mówimy o ojcach i dzieciach, ale czy matki też, matki mają też jakąś nadzieję, żeby wziąć udział w takiej przygodzie ze swoimi dziećmi?

Następuje głębokie milczenie. Nie, jeżeli chodzi o matki to tutaj zdarzyły mi się zapytania, że ktoś chciałby jeździć z synem, córką. Zapytania właśnie kobiet, które by chciały coś takiego zrobić i w zasadzie no ja odpowiadam tak, że zajmuję się przede wszystkim ojcami, bo na tym się znam, bo sam jestem ojcem. To czuję, to rozumiem, to jest jakaś tam moja misja. Nie jestem kobietą, matką. Jest mi ciężko wejść w tą rolę kobiety i cały czas mam to w głowie i chciałbym, żeby powstała jakaś.

Może jakieś kobiety będą chciały zrobić takie rzeczy i będą czuły, będą wiedziały, jak to poprowadzić, w jaki sposób ja tego do końca nie czuję. Natomiast mamy mają jak najbardziej możliwość dostępu do takich zajęć i realizowania takich. Budowania takich relacji z całą rodziną, ponieważ robimy takie wyjazdy dla rodzin, których obecnie nie znajdziecie na stronie, ale one są i były. Odbywały się przez ostatnie lata regularnie. To jest tak zwana rodzinna akademia przyrody, gdzie zarówno ojciec jak i mama jak i cała rodzina z dzieciakami w zasadzie od najmniejszych może się wybrać na wyjazd rodzinny, podczas którego tak na prawdę jest czas na wszystko. Czy czas właśnie na wspólnotą przygodę rodzinną?

Gdzie zadania są tak zrobione, że zarówno dzieciaki, które są małe jak i dzieciaki, które są nastolatkami mają swoją misję? Mają swoją funkcję, swoje wyzwania i rodzice też w tym wszystkim mają swoje role, ale też tam jest czas warsztatowy taki dla małżonków. Osobne zajęcia dla dzieciaków, które mogą też poprzebywać, razem pobawić się. Czegoś fajnego dowiedzieć się. Także taki rodzinny dobry czas, który ma budować relacje na wszystkich poziomach. Zarówno między mężem, a żoną, a jednocześnie między rodzicami, a dziećmi i między dziećmi osobno. I to jest taki projekt, który gdzieś tam się odbywa. No mamy go wakacyjnie trwa tydzień. Także można gdzieś tam też się zdobyć.

I to jest tydzień stacjonarny.

Tydzień stacjonarny. W jednym miejscu tak jednorazowo.

Mówiąc jednorodzinny, bo wcześniejsze te akcje są dla jednego ojca i jednego dziecka a tutaj w rodzinnym, jeżeli ktoś ma dwójkę, trójkę czy więcej dzieci to jest dla całości.

Nawet ósemkę niektórzy przywożą. Znaczy ośmioosobowa rodzina, tak.

Dobra, ponieważ na stronie tak jak Michał mówił tych informacji może nie być to trzeba się przez Facebooka pewnie kontaktować.

Albo napisz stronę przez formularz. Jeżeli strona działa, a pewnie działa, bo ostatnio sprawdziłem i działała, to przez formularz możecie pisać, bo na Facebooku może być różnie.

Osobowość plus. Florence Littauer

Dobra ostatnie pytanie, jakie mam do ciebie to pytam moich gości o jedną książkę, którą mieliby polecić swoim dzieciom, kiedy dorosną. Jaka w twoim przypadku byłaby to książka?

Kiedy dorosną?

Kiedy sami staną się rodzicami.

Kiedy sami staną się rodzicami myślę, że poleciłbym książkę Osobowość plus dla rodziców autorstwa bodajże Florence Littauer. To jest książka, która dotyczy osobowości temperamentów dzieci.

To jest książka, która dużo bardzo zmieniła u mnie, w moim podejściu do dzieciaków, ale też w podejściu ojców i w ogóle rodzin, które jeździły na wyjazdy do ich dzieci. Ona dotyka kwestie osobowości tego, że każde dziecko jest jakby indywidualne, ale jednocześnie ma pewnie pewną taką część swoją, która jest łatwo określana i z tej części też wynikają na pewno potrzeby dziecka, które, jeżeli są zaspokajane i że rodzice widzą te potrzeby, i umieją na nie reagować odpowiednio, to jakby wszystkie konflikty są dosyć łatwo zażegnywane.

Natomiast, jeżeli nie rozumieją tego, nie rozumieją różnic między dziećmi. Różnic między swoim temperamentem, a temperamentem na przykład dziecka, no to wówczas powodują się różnie konflikty, które gdzieś tam utrudniają funkcjonowanie. Książka jest bardzo krótka konkretna i ma dużo fajnych wskazówek. Pokazuje jak dane typy, jakby tych temperamentów, są w stanie funkcjonować z innymi typami.  Na przykład rodziców i to jest wszystko fajnie scharakteryzowane. Co wskazuje na to jak można dobrze to rozwiązać?

Każde dziecko jest odrębnym człowiekiem ze swoim własnym temperamentem i charakterem. Jako rodzice powinniśmy poznać i zaakceptować różnice między dzieckiam a nami, by szybciej zażegnywać powstające konflikty.

Oczywiście nie wszystko jest takie, wiecie, nie wszystko działa u wszystkich, ale no powiem szczerze bardzo dużo to ułatwia i dużo to może na prawdę wspomóc, jeżeli chodzi o wychowanie i zrozumienie dziecka.

Dziękuję ci serdecznie za rozmowę, a teraz czas chyba podmuchać trochę w ognisko.

Dzięki Jarek. Bardzo było miło i zajmijmy się naszą główną robotą.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Gość odcinka

Michał Grzesiak

Instruktor survivalu, trener wspinaczki skalnej,
certyfikowany trener zmiany, certyfikowany trener programu “Spadochron”,
certyfikowany trener tato.net, prezes Fundacji Centrum Przygody.

Książka dla rodzica

Polecona przez Michała

Florence Littauer

Osobowość plus

Spis treści

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Jak pomóc sobie w realizacji postanowień (nie tylko) noworocznych

Jak pomóc sobie w realizacji postanowień (nie tylko) noworocznych

Czy zdarzyło Ci się kiedyś nie dotrzymać postanowienia noworocznego?

Czy zastanawiałeś się dlaczego tak się stało?

Zrzuciłeś wszystko na brak silnej woli czy przeszło Ci przez myśl, że to może postanowienie było źle sformułowane?

W dzisiejszym odcinku, na własnym przykładzie, pokazuję jak podejść do postanowień, by zwiększyć szansę ich realizacji. I tyczy się to nie tylko tych noworocznych, ale wszystkich które podejmujemy, gdyż sposób ich działania jest praktycznie taki sam.

Wierzę, że jeśli zastosujesz tych kilka pomysłów, najbliższe Twoje postanowienie zakończy się sukcesem 😉

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Postanowienia noworoczne w wersji SMART

Przygotowałem dla Ciebie arkusz, dzięki któremu zwiększysz szanse realizacji swoich postanowień

Pobierz prezent

Dołącz do newslettera Ojcowskiej Strony Mocy, a już za chwilę otrzymasz go na swojego mejla

Postanowienia noworoczne w ersji SMART. Transkrypcja

Blue Monday

Za oknem sypie śnieg, a już za parę dni Święta Bożego Narodzenia, więc w domu panuje stan lekkiego napięcia przedświątecznego, który apogeum osiągnie w poniedziałek 24 grudnia gdy w domach rozgości się zapach gotowanego barszczu, przyprawianych na setki sposobów ryb, aromat suszu owocowego i ciast, który przemiesza się z pełnym lasu zapachem choinki i ciepłym, rozgrzewającym aromatem pierników.

Taaak. Wigilia to zdecydowanie jeden z najwspanialszych momentów życia rodzinnego i mam nadzieję, że udało CI się ją spędzić w rodzinnej, spokojnej i niespiesznej atmosferze. Tak jak już wspomniałem, gdy to nagrywam, do świąt jeszcze kilka dni, a odcinek ten opublikuję w przerwie świątecznej, jeszcze przed pierwszym stycznia, ponieważ dotyczy on tematu, na punkcie którego już za chwilę oszaleje mnóstwo ludzi.

Postanowienia noworoczne, czyli mniej lub bardziej realne plany schudnięcia, podróżowania, czytania, uprawiania sportu, znalezienia nowej miłości, spędzania więcej czasu z przyjaciółmi czy też rodziną.

Ile ludzi, tyle pomysłów na noworoczne postanowienia i niestety prawie tyle samo niezrealizowanych postanowień kończących się kolejnym postanowieniem że za rok znów się za siebie wezmę i tym razem na pewno będzie inaczej.

Jeśli więc do tej pory z dotrzymywaniem postanowień było u Ciebie różnie, a być może nawet słabo, to nie jesteś sam. 15 lat temu został ukuty nawet pseudonaukowy termin Blue Monday, określany najbardziej depresyjnym dniem roku, który przypada na trzeci poniedziałek stycznia, a w 2019 będzie to 21 stycznia.

Jednym z powodów, dla których, pomimo początkowego entuzjazmu towarzyszącemu sylwestrowym fajerwerkom, tak szybko dopada nas dół, jest właśnie niedotrzymanie postanowień noworocznych.

Dlatego dziś opowiem Ci dlaczego postanowienia noworoczne nie są najlepszym pomysłem, co jest od nich lepszego i co możesz zrobić wzmocnić i zwiększyć szansę na sukces przy realizacji postanowienia. I do tego przyda Ci się także prezent, który jest do tego odcinka dołączony.

Ale po kolei

Postanowienia a emocje

Ponad dwa lata temu, gdy urodziła się Sara, nasza trzecia córka, przy wzroście 165cm ważyłem 94kg.Nigdy nie byłem specjalnie szczupły ani wysportowany więc nie do końca mi to przeszkadzało, ale całe to emocjonalne uniesienie wywołane narodzinami córki spowodowało, że patrząc w lustro, a także łapiąc zadyszkę na schodach doszedłem do wniosku, że chyba nadszedł czas coś ze sobą zrobić.

Po pierwsze żeby lepiej się czuć, a po drugie żeby moje córki jak najdłużej mogły cieszyć się zdrowym tatą.

W miesiąc po narodzinach, czyli w październiku 2016 wrzuciłem sobie dietę, a w listopadzie rozpocząłem bieganie. Na początku były to krótkie, 2 kilometrowe przebieżki. Przez cały miesiąc, dwa, trzy razy w tygodniu wychodziłem wieczorem by przebiec się kilometr tam i kilometr z powrotem.

I już wtedy postanowiłem sobie, ze w lutym, czyli po trzech miesiącach przebiegnę pierwsze 10km. Tak narodził się cel Od grudnia zacząłem więc zwiększać stopniowe dystanse, tak by pierwsza dyszka wypadła podczas Biegu Urodzinowego w Gdyni, który odbywa się zawsze w okolicach 10 lutego.

I gdy nadszedł ten dzień byłem bardzo, bardzo podekscytowany. Trzy miesiące przygotowań minęły bardzo szybko i okazało się, że stopniowe podnoszenie dystansu nie odbiera mi oddechu, a zrzucenie 10kg sprawiło, że czułem się o wiele wiele lepiej.

Bieg ten zakończył się sukcesem, z czasem 55.44 przekroczyłem linię mety, i od tamtego dnia stanąłem na starcie 9 biegów na 10km, a po 2 latach od pierwszego kroku przebyłem trasę półmaratonu podczas Biegu Dwóch Zamków ze Sztumu do Malborka.

I jestem niemal pewien,  że nic z tego by się nie wydarzyło, gdyby nie narodziny Sary. Moja decyzja o zmianie trybu życia, zrzuceniu zbędnych kilogramów i rozpoczęciu biegania jest nierozerwalnie złączona z chwilą, gdy trzymałem ją na rękach w szpitalu. Wyryła się we mnie emocjonalnie. Jest we mnie cały czas obecna i choć musze sobie co jakiś czas odświeżać tamten moment, to za każdym razem, gdy zakładam buty do biegania i ruszam na Bulwar wiem po co i dlaczego to robię.

I to jest właśnie podstawowa różnica między moim postanowieniem, a postanowieniem noworocznym – emocje.

Nowy Rok, czy tez Sylwester to jest tylko data. Ktoś kiedyś ustalił, że oto tego dnia będziemy zmieniać kolejny numer roku w kalendarzu, ale umówmy się, równie dobrze mogłoby to się dziać tydzień wcześniej, w przesilenie zimowe, ale również dwa tygodnie czy 100 dni później.

Zwykła data, bez bagażu emocjonalnego sprawia, że postanowienia podjęte na jej podstawie nie są tak naprawdę „nasze”. Dodatkowo jakiś społeczny pęd, czy też przekonanie o tym, że oto w nowy rok trzeba wejść z postanowieniem sprawia, że są one podejmowane pod presją.

I żeby było jasne – jak najbardziej jestem za tym, by się zmieniać, by stawiać sobie cele, by pracować nad sobą, ale być może zamiast łączyć to z datą w kalendarzu, lepiej zrobić to z jakichś osobistych powodów. Takich, które będą nas motywować wtedy gdy zapał z dnia podjęcia postanowienia już opadnie.

I żeby nie było, że jest to tylko mój wymysł, to zastanów się czy słyszałeś o ludziach, którzy rzucili palenie po ciężkim zapaleniu płuc albo zawale. A może sam takich znasz?

Albo o osobach, które zmieniły swoje podeście do życia, wznowiły kontakty z rodziną lub zaczęły spełniać marzenia pod wpływem śmierci kogoś bliskiego lub wypadku, w którym sami uczestniczyli.

Znów pojawiają się tutaj emocje.

Przy czym emocje, mają to do siebie, że prędzej czy później nas opuszczą. Mają charakter nagły i gwałtowny i od nas zależy czy będziemy umieli dalej je wykorzystać pracując nad sobą i realizując zmianę przypominając sobie to wydarzenie i odnawiając je w swojej głowie.

Czy więc trzeba przeżyć silne wydarzenie pełne emocji, by zrealizować postanowienie? Nie, można zacząć każdego dnia, ale żeby uświadomić sobie dlaczego chcemy coś zrobić warto odpowiedzieć sobie na pytanie „Dlaczego chcę to zrobić” W pięciu punktach, pięciu krótkich zdaniach.

To dość proste ćwiczenie może wywołać u nas pewne emocje, które będą nam przypominać dlaczego chcemy coś osiągnąć. Najlepiej też gdyby każda z kolejnych odpowiedzi była coraz bardziej konkretna i szczegółowa.

SMART lekarstwem na zbyt ogólne postanowienia

Drugim powodem dla którego większość postanowień się nie realizuje jest ich zbytnia ogólność i nieoznaczoność.

Będę się zdrowiej odżywiał. Będę spędzał więcej czasu z rodziną. Schudnę. Zacznę podróżować.

To są wszystko postanowienia tak ogólne, że można pod nie podciągnąć bardzo dużo i jednocześnie szybko je zakończyć, bo nie jesteśmy w stanie określić czy udało nam się je zrealizować czy jeszcze nie.

No bo jeśli postanowimy schudnąć, to czy chodzi nam o 1kg czy 10kg? Czy postanowienie o spełnianiu marzeń o podróżach można uznac za zrealizowane po jednym wypadzie na domek na Kaszuby, na weekend do Londynu czy też dopiero po 6 wyprawach na każdy kontnent?

I tutaj, ogromną pomocą jest analityczne podejście do naszego postanowienia.

Na pozór zabija ono romantyzm całej idei, ale trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie – czy chcesz, żeby było fajnie, czy skutecznie?

W tym celu należy rozebrać  postanowienie na części pierwsze, określić co ono dla nas oznacza i skąd będziemy wiedzieć, ze jesteśmy na dobrej drodze do jego spełnienia lub że w końcu że udało nam się je zrealizować

Narzędziem, które jest w tym miejscu przydatne jest metoda czy też podejście SMART. Słowo to po angielsku oznacza sprytny i od razu oznacza że nasze postanowienie, nasz cel ma takie być.

Ale SMART rozwija się też jako akronim, gdzie każda litera w języku angielskim oznacza jego część składową. I idąc po kolei

  • S –  jak Specific, czyli określone, dokładne, sprecyzowane
  • M – Measurable, czyli mierzalne, takie którego efekt da się policzyć czy też określić
  • A – Achievable, czyli osiągalne
  • R – Relevant, czyli ważne
  • T – Time Bound czyli określone w czasie.

W jaki sposób można przystawić taką miarę do naszych postanowień? Weźmy przykład mojego biegania.

  • S – Specific – zacznę biegać 2 razy w tygodniu,
  • M – Measurable – biegając i przechodząc na dietę schudnę 10kg i przebiegnę 10km,
  • A – Achievable – mam 35 lat, nie mam większych problemów zdrowotnych, więc przy odpowiednim nastawieniu i pracy jestem w stanie to zrobić,
  • R – Relevant – jest to dla mnie ważne, bo chcę by moje córki miały zdrowego tatę,
  • T – Time bound – za 3 miesiące jest urodzinowa dyszka, więc muszę się sprężać.

Jak już wiesz z wcześniejszej części mojej opowieści – cel został osiągnięty. Pojawia się wówczas pytanie: i co dalej?

Co robić po tych trzech miesiącach? Na bazie zrealizowanego celu stworzyłem kolejny jakim było wzięcie udział w całym cyklu Grand Prix Gdyni co udało mi się rok później. W październiku pokonałem też dystans półmaratonu.

Idąc za ciosem czas podnieść sobie poprzeczkę. Co więc szykuję w tym roku z tej dziedziny?

Zejść poniżej 50 minut na 10km w Biegu Niepodległości w listopadzie (póki co życiówka to 54minuty), zejść z powrotem do 80kg do czerwca, bo znów nieco mi brzuch podskoczył przez dietę bogatoresztkową oraz zbytnią miłość do słodyczy. Pod koniec roku przebiec półmaraton w czasie poniżej 2h – obecnie jest to 2h i 03 minuty  i chyba największe wyzwanie – wziąć po raz pierwszy udział i ukończyć  triathlonowy sprint w sierpniu w Gdyni.

Triatlonowy sprint to 750m pływania w wodach Zatoki (czyli inaczej mówiąc 30 basenów, a następnie 20km na rowerze i 5km biegania po ulicach Gdyni. Pływanie może nam zająć maksymalnie 30 minut, a rower i bieganie 90 minut.

Jak więc widzisz, wszystkie te postanowienia spełniają założenia SMART. Są Konkretne, Mierzalne, Osiągalne, Ważne i określone w czasie. Biorę się więc do roboty.

Dlatego też jeśli planujesz podjąć jakieś postanowienie, czy to z okazji Nowego Roku czy innego wydarzenia to zastanów się jak je sformułować, by móc powiedzieć za rok – tak udało mi się lub zobaczyć czego się nie udało zrobić, by podjąć wyzwanie być może jeszcze raz, ale mądrzej.

O wiele lepiej jednak rozbić je na krótsze okresy. Na przykład postanowienie schudnę można zamienić na : do 1 czerwca zrzucę 5kg, a do 1 grudnia 10kg i na bal sylwestrowy wybiorę się w sukience lub garniturze, w który teraz nie jesteś w stanie wejść.

Zamiast: będę więcej czasu spędzać z rodziną można powiedzieć: Przez cały rok raz w miesiącu będziemy chodzić na 2h spacery do lasu, w każda niedzielę będziemy grać w planszówkę, przez miesiąc będę codziennie czytał na dobranoc (a po miesiącu sprawdzisz czy dajecie radę i czy warto kontynuować (a na pewno warto)).

I tak dalej, i tak dalej. Zobaczysz, że do takiego postanowienia podchodzi się zupełnie inaczej. I jak wielką zmianę i radość wywoła realizacja tak ujętego postanowienia

Trzymanie postanowień w tajemnicy

Trzecim powodem, dla którego spora część postanowień nie wypala jest to, ze jest trzymana w tajemnicy. Nie mówimy o nich nikomu i zatrzymujemy je dla siebie. I ja to doskonale rozumiem, bo sam jestem taką osobą, która nie lubi chwalić się swoimi planami. I nie wiem czy to bardziej z powodu, że nie chcę ludziom zawracać głowy moimi sprawami, czy też boję się zapeszyć. A może boję się porażki. To co powiedziałem przed chwilą o planach sportowych naprawdę mnie trochę kosztowało i wiem, że będę musiał się z tego rozliczyć.

Trzymanie postanowień w  tajemnicy zwiększa szansę ich niepowodzenia. Po pierwsze w razie problemów z ich realizacją, spadkiem motywacji nasi bliscy nie są w stanie nas motywować, bo nie wiedzą do czego.

Dwa, być może nieświadomie będą nam to utrudniać. Dajmy na to postanowisz, że do 21 marca nie zjesz żadnych słodyczy, a tu co chwila żona, mąż, dzieci, koledzy z pracy podtykają Ci ciasteczka. Odmawiasz, denerwujesz się, oni nie wiedzą o co chodzi. I w końcu się poddajesz.

Dlatego powiedz swoim bliskim o postanowieniu , a uzyskasz więcej wsparcia i pomocy ze strony bliskich.

Nagradzanie siebie

Dobrym pomysłem na zwiększenie szansy na realizację postanowienia jest wyznaczenie sobie nagrody jaką sobie wręczymy gdy uda nam się zrealizować postanowienie. Czasem wejście we wspomnianą wcześniej sukienkę lub garnitur jest nagrodą, ale można to połączyć z tym, że na przykład udam się na bal lub imprezę, na którą w tej chwili się nie wybiorę, bo głupio mi pokazać się z opiętym.

Ale mogą być też inne nagrody, jak wyjście na koncert, dobra kolacja, jakiś zakup – coś specjalnego co pomoże Ci podtrzymać się w postanowieniu, gdy emocje już opadną. A te opadną na pewno. Nie ma się co łudzić.

Spisanie postanowień

Ostatnim pomocnym sposobem, do którego chciałbym Cię dziś zachęcić jest spisanie postanowienia i jeśli to możliwe powieszenie sobie w widocznym miejscu np. na lodówce lub schowanie tak, byś często miał do niego dostęp, np. w kalendarzu jeśli takiego używasz lub książce, którą czytasz.

Forma pisemna z założenia jest dla nas ważniejsza. Spisując coś i podpisując się pod tym aprobujemy to i traktujemy poważniej niż słowa, które łatwo rzucić na wiatr. A słowo spisane przypomni się. Gdy emocje opadną, to i nasze postanowienie, i jego analiza, i powody, dla których chcemy to robić będą trwać, pod warunkiem, że będą miały formę fizyczną.

I do tego bardzo gorąco Cię zachęcam – spisz swoje postanowienie.

Korzystając z linku góry strony możesz ściągnąć gotowy formularz w PDF, który możesz wypełnić i zacząć realizować choćby dziś.

Żeby jeszcze bardziej oddać moje intencje i rzeczy, które osobiście uważam za ważne, podzieliłem postanowienia na  trzy typy: jedno dla siebie, jedno dla żony, męża i jedno dla dzieci. Czemu tak? Bo każdemu w rodzinie należy się szacunek, nad każdym trzeba popracować i nie można zaniedbywać siebie kosztem innych ani relacji małżeńskiej kosztem dzieci.

Jest tam też miejsce na wpisanie cech tego postanowienia według metody SMART, a wiec przypomnę Konkretne, Mierzalne, Osiągalne, Ważne i Określone w czasie.

Na początek polecam wpisać krótki okres – ja w moim wpisałem do pierwszego dnia wiosny. Wtedy to, po 21 marca zobaczę jak mi idzie i podejmę decyzję co dalej, bo po 70 dniach postanowienie być może będzie zrealizowane i nie będzie już potrzebne a może trzeba je będzie zmodyfikować.

Co więc wybrałem – jeśli chodzi o dzieci, to postanawiam czytać im codziennie Trochę się z tym zaniedbałem, a czytanie zawsze sprawiało mi dużo frajdy. Tak wiec codziennie będę czytał dzieciom po 10 minut na dobranoc.

Jeśli chodzi o sprawy małżeński, to raz w tygodniu, najlepiej w niedzielę wieczorem zrobimy sobie z Jolą czas zarezerwowany dla nas – spotkanie Zarządu rodzinnego czy też dialog, rozmowę małżeńską. I wtedy omówimy na spokojnie, bez krzyków i hałasów, bo dzieci będą już spać, sprawy na nadchodzący tydzień, żeby mieć świadomość co kto ma do zrobienia, gdzie musi się pojawić i jak sobie wzajemnie pomóc. Ale oprócz tego, po rozdzieleniu zadań, załatwieniu planów i logistyki, które za cel mają ułatwienie codziennego funkcjonowania,  porozmawiamy też o naszych uczuciach, emocjach, pomysłach. Na spokojnie, bez konieczności przekrzykiwania się przez walczące o uwagę dzieci. Przypomnimy sobie czas, gdy jeszcze jako narzeczeni albo chłopak i dziewczyna mieliśmy czas, by po prostu ze sobą rozmawiać.

A co dla siebie? Odczuwam dużą potrzebę powrotu do przyrody, więc raz w miesiącu spędzę jedną noc poza domem, na łonie przyrody. Zdaje sobie sprawę, że styczeń w naszym klimacie nie jest najlepszą porą na rozpoczynanie takich historii, ale nie chcę zwlekać, bo potem znajdę pewnie inną wymówkę

Jak więc widzisz, nie wpisałem na tę listę niczego o czym wspomniałem wcześniej jeśli chodzi o bieganie. Można mieć wiele celów, czasem wzajemnie się uzupełniających, związanych z życiem zawodowym, duchowym, fizycznym czy rodzinnym, ale w tym formularzu jest miejsce na jedno. I to najlepiej takie, które wpływa pozytywnie na naszą rodzinę i nasze relacje.

A tymczasem dziękuję CI za wysłuchanie tego docinka, zachęcam do podzielenia się nim z innymi oraz do wystawienia recenzji w itunes, ale przede wszystkim życzę Ci udanego 2019 roku, byś jak najwięcej czasu mógł spędzić z rodziną, byś mógł rozwijać swoje pasje, realizować marzenia i byś zawsze, każdego dnia wywoływał uśmiech na twarzach swoich dzieci.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Spis treści

Więcej w temacie

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Miłość i szacunek. X Forum Tato.Net

Miłość i szacunek. X Forum Tato.Net

Miłość i szacunek. W jaki sposób rozwijać w sobie te dwie wartości by stawać się lepszym ojcem?

Na to pytanie próbowali znaleźć odpowiedź mężczyźni zgromadzeni na X Międzynarodowym Forum Tato.Net, które odbyło się 17 listopada 2018 roku w Warszawie. Biorąc udział w tym licznym (ponad 550 uczestników) wydarzeniu, postanowiłem spytać prelegentów o ich podejście do miłości i szacunku w ojcostwie i drodze do stawania się coraz lepszy tatą.

Oto, czym się ze mną podzielili:

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Czym jest dla Ciebie miłość i szacunek?

Przygotowałem dla Ciebie krótki formularz w PDF, który pomoże Ci określić jak możesz okazywac miłość i szacunek w swojej rodzinie.

Pobierz prezent

Dołącz do newslettera Ojcowskiej Strony Mocy, a już za chwilę otrzymasz go na swojego mejla

Miłość i szacunek w ojcostwie. Transkrypcja

1. Dariusz Cupiał.

Pomysłodawca i założyciel Tato.Net

Tematem dziesiątego, międzynarodowego Forum Tato.Net jest miłość i szacunek. Skąd pomysł na akurat te dwie wartości?

Dariusz Cupiał: Inicjatywa Tato.Net od kilkunastu już lat zbiera mężczyzn, którzy do ojcostwa chcą podchodzić jako do ważnej albo najważniejszej roli swojego życia. Tacy mężczyźni spotykają się, by się wzajemnie inspirować, by się wzajemnie ubogacać swoimi doświadczeniami i wiedzą.

Jest to niezwykły czas, niezwykła siła, kiedy to właśnie patrzymy w tym samym kierunku, właśnie lepszego ojcostwa, to jest taka prawdziwa przyjaźń się rodzi. Męska przyjaźń. Mój ulubiony pisarz kiedyś mówił, że przyjaźń to nie patrzeć na siebie, ale w tym samym kierunku. I to jest chyba ta męska przyjaźń.

A co mogę powiedzieć o temacie naszego forum? No corocznie z wielu spotkań inicjatywy tato.net to jest najważniejsze spotkanie, które gromadzi setki, jak widzieliśmy tutaj, setki mężczyzn, którzy z wypiekami na twarzy poszukują spełnienia się w ojcostwie. Naszym obszarem, który podpowiadamy są ważne wartości, w męstwie, w ojcostwie takie jak wolność, jak odwaga, jak rozwaga, jak dyscyplina, jak przywództwo, słuchanie.

Tym razem wybraliśmy temat miłości i szacunku. Dlaczego ten temat? To jest temat fundamentalny, podstawowy. Tak naprawdę na pytanie jak być lepszym ojcem nie ma lepszej odpowiedzi jak ta, gdy mówimy: kochać.

Na pytanie jak ojciec może swoja wieź ojcowska budować, także w ta druga stronę, jak może być traktowany, żeby był jeszcze lepszym ojcem, to jest szacunek. Szacunek do siebie, do innych, do bliskich, ale do wszystkich także. Także do tych, którzy myślą inaczej, także do wrogów. I tego szacunku ojcowie uczą swoich dzieci, swoje rodziny. Szacunek jest fundamentem prawdziwej miłości, której każde dziecko naprawdę potrzebuje.

2. Kazimierz Korab

Męska i ojcowska miłość, której potrzebujemy. Dlaczego miłość bez szacunku nie może przetrwać?

Jedną z głównych myśli Pana wystąpienia było, że miłość bez szacunku nie może przetrwać. Jak mamy to rozumieć?

Kazmierze Korab: No weźmy pod uwagę konkretną sytuację: zakochali się, to jest ślub i zaczynają życie. Pełna miłość. Ale zgodnie z pewnym modelem, jaki w mediach występuje i tak dalej, okładają się różnymi wyrażeniami. I to niby jest dowcipne, ale w pewnym momencie może zaboleć. Raz, drugi i rodzi się nieufność. Miłość jest, tu nic się nie zmieniło.

No więc albo wtedy taka żona do koleżanek powie on mnie nie szanuje, ja mam tego dosyć. Odchodzę. Więc miłość bez szacunku w jednej sytuacji może być taka, że żona odchodzi, a druga sytuacja może być formą uzależnienia i będzie jego niewolnicą. Idę o zakład, naprawdę, nawet o milion złotych, bo wiem, że wygram, że jeżeli nie ma miłości, przepraszam, nie ma szacunku, na którym miłość jest budowana, to taka miłość musi uschnąć. Takie małżeństwo musi się skończyć.

Ja porównuję szacunek do skały, na której się buduje dom. To jest ewangeliczne porównanie. Jeżeli na piaskach, czyli nie wiadomo na uczuciach, bo tu piasek będzie odpowiednikiem uczuć, jeżeli na uczuciach, na fascynacji chwilowej zbuduje się, to no siłą rzeczy takie są nasze uczucia – wygaśnie i koniec. Porównuję też do, no każdy w domu ma doniczkę, kwiaty i jeżeli piasek się tam wsypie, to nie będzie rósł żaden kwiat. Musi być dobra ziemia. Dlatego szacunek jest takim odpowiednikiem dobrej gleby, na której dopiero miłość rośnie.

W okresie międzywojennym Władysław Grabski, ten od złotówki jak to się mówi, on robił badania w dworkach szlacheckich i na wsi. I też stwierdził, że całe środowiska trzymały się tego, że nawet jeśli miłości nie było, to dramatu nie było. Ale jeżeli szacunku nie było, to był ostracyzm społeczny, to znaczy całe środowisko, czy wiejskie w stosunku do jakiegoś pana, co nie szanował żony, to była zdecydowana krytyka, rozliczano, tak samo w dworkach szlacheckich, rozliczano ludzi z szacunku. I to było bardzo mądre, rzeczywiście wiele małżeństw było kojarzonych na różnych zasadach, więc miłości niekoniecznie było od początku, ale szacunek w związku z tym był warunkiem, od którego nie było odstępstwa, to znaczy było potępienie moralne i jeżeli szacunku brakowało.

Szacunek to jest to minimum absolutne, które zastępuje nawet wszystkie prawa człowieka razem wzięte, dlatego że to jest wtedy fundament, ochrona dla godności człowieka, dla godności kobiecej. Wydaje mi się, że największym przestępstwem mężczyzny jest brak szacunku dla kobiecości. Ty, jako kobieta, jesteś, prawda ten argument, dlatego że jest kobietą to ona robi różne wg niego złe rzeczy. To jest niedopuszczalne. To jest taki grzech, chyba pierworodny w zakresie braku szacunku.

Jeżelibym radził mężczyznom zwrócenie uwagi na taka rzecz podstawową, to nigdy nie powinno paść oskarżenie, że żona coś robi niedobrego, dlatego że jest kobietą. Taka prawdziwa miłość oparta na szacunku to jest wtedy, kiedy mężczyzna przeżyje zachwyt nad kobiecością. Od zachwytu nad kobiecością, właśnie kobiecością, która jest inna, zupełnie inna od nas i potrafi być wspaniała. I dopiero wtedy stajemy się mężczyznami, takimi prawdziwymi, kiedy przeżyjemy ten zachwyt nad kobiecością. To wtedy ja jestem spokojny o szacunek dla kobiecości, dla kobiety. Potem to już się układają inne rzeczy dobrze.

Miłość bez szacunku nie ma szans. To już kwestia tylko obliczenia dobrze, czy to będzie rok, dwa czy trzy, to się musi skończyć.

3. Krzysztof Filarski.

Jak dbać o swoją ojcowską formę? Przemyślenia taty-maratończyka.

W swoim wystąpieniu mówiłeś, że budowanie szacunku w rodzinie, w ojcostwie należy zacząć od siebie. Dlaczego?

Krzysztof Filarski: Bo chyba nie ma innej drogi. Najprostsza odpowiedź. Mogę ją rozwinąć, natomiast no nie dasz rady, jak się mówi, zapalać kogoś do działania. No to, jeżeli nie płoniesz, no to nie zapalisz nikogo do działania, tak.

Inspiruj, no jeżeli nie jesteś zainspirowanym człowiekiem, nie dasz tego co nie masz. W związku z tym bardzo fajny kierunek, w takich dwóch mocnych strefach, tak. Szacunek do siebie, szanuję innych, kiedy szanuję siebie. Miłość, mamy dwa tematy naszego forum, kochamy siebie, więc wtedy kochamy dojrzale innych.

No to jest kierunek zacznij od siebie a potem pójdzie dalej. To to bardzo jestem co do tego przekonany i akurat wyjątkowo precyzyjnie mówiłem o tym, czy o sferze ojciec w formie, więc jakby zadbaj o swoją formę, swój taki energetyczny power, a wtedy będziesz miał energię dla innych. No więc to był ten kierunek, dlatego mówię zacznij od siebie.

Dużo biegasz, robisz maratony. Mówiłeś o 7 maratonach. W jaki sposób uprawianie sportu jest w stanie podnieść Twój poziom ojcostwa?

Opowiadałem i opowiadam w ogóle dalej chętnie ojcom o takich powodach dość strukturalnych, tak. Pierwsze, że zadbania o tą strefę biegania czy to może być rower, może być pływanie, czy w ogóle strefy ciała, czyni cię w ogóle ciekawe facetem. No facet, który mówi słuchaj tu jest córko mój medal, zobacz, jak go zdobyłem, czyli z ciekawym facetem.

W tym znaczeniu ciekawy ojciec jest, może być w obszarze sportu ojcem, na którego syn, córka mogą się porównywać i to jest tak jakby pewniak. Także akurat sport w dzisiejszych bezpiecznych nam czasach bardzo, jest takim obszarem, w którym się ojciec może sprawdzić i pokazać innym, na przykład swoim dzieciom, czy swojej rodzinie, samemu sobie, robię coś więcej, mam ciekawe osiągnięcia.

Druga bardzo ważna rzecz w sporcie jest to, że on zmusza do nawyku. Samo bieganie, akurat ja jestem jego zwolennikiem, porządkuję różne sfery życia, no mało biegaczy pali i mało biegaczy się źle odżywia, bo mam porządkuje tę strefę ciała. Więc no panowie, no bierzemy się za siebie, najnormalniej w świecie jesteśmy to winni dzieciakom i sobie samym. Mówiłem o tym, że trochę to ciało, które mamy dzisiaj, trochę niesiemy w przyszłość dzieciom, więc to słowo, które powiedziałem na forum, że jeżeli będziesz ty dobrze traktował swoje ciało przez pierwsze 40 lat życia, ono cię będzie dobrze traktowało przez drugie 40 lat życia.

To jest motto dla ojców, bo to drugie 40 lat życia naszego, ojcowskiego, po prostu życia człowieka, ono będzie już bardziej, będziemy już zdani bardziej na dzieciaki nasze, więc dajmy je, to ciało, w dobrym stanie. Zadbajmy o nie dzisiaj. Jesteśmy przyspawani do trzech foteli. Do trzech foteli, dosłownie, czyli wielu z nas po prostu spędza życie w fotelu samochodu, w fotelu przy biurku, w pracy i w fotelu przed telewizorem. I to nie jest dobre życie, to wiemy, wyczuwamy, trzeba się od tego odspawać, też pokazać dzieciom, że potrafimy się oderwać od telewizora, od komputera, od samochodu, wsiąść na rower, iść na spacer. Jesteśmy też to winni dzieciom.

Badania mówią, że nasze dzieciaki są po prostu kondycyjnie o 30-40% słabsze niż pokazanie wcześniejsze, z przyczyn różnych, no komunikacja, samochody, mniej pracy fizycznej. Więc dajemy dobry przykład i też jesteśmy ciekawymi towarzyszami. No po prostu technicznie możemy z tymi dziećmi zdążyć, przebiec. Biegam ze swoją córką, robię pompki z moją córką na 100 dla Niepodległej, więc po prostu możemy być towarzyszami dla naszych młodych dzieciaków i dawać przykład, że życie zrównoważone to też życie takie właśnie sportowe, aktywne.

4. Grzegorz Grochowski

Wyzwanie ojca: kochać siebie, takiego, jakim jestem. Dlaczego akceptacja to punkt startu efektywnego ojcostwa?

Mówił pan, na swoim wystąpieniu, o samoakceptacji. Dlaczego ona jest tak ważna, żeby być dobrym, efektywnym ojcem?

Grzegorz Grochowski: Dlatego, że będziemy aktywnym ojcem, gdy będziemy ojcem realnym. Ojciec realny to jest ktoś, kto po prostu istnieje. A ojciec jaki sobie wyobrażamy, że nim jesteśmy, no po prostu ponosi porażkę, bo jest fantomem, nie istnieje, jest urojony.

I dlatego zachęcam siebie przede wszystkim, bo to jest nauka przez cale zżycie, żeby znosić, po prostu, najpierw lapach kontakt, a potem dźwigać, zwłaszcza to, co jest trudne, bo to jest ten warsztat, na którym pracujemy, to są te zasoby które posiadamy. I jeżeli zaakceptujemy ten punkt wyjścia w jakim jesteśmy, to możemy robić jakieś kroki w samorozwoje.

Od czego zacząć te próby drogi do samoakceptacji?

Na pewno od poznania siebie. Poznajemy siebie nie poprzez zwykle zaprogramowany proces, ale przy okazji. Czyli życie stawia nas w takich sytuacjach, w których sami siebie zaskakujemy niejednokrotnie na plus, ale także na minus. Możemy odkrywać w sobie jakieś niespożyte siły, zasoby, możemy tez widzieć, że upadamy tak nisko, jakbyśmy się tego nie spodziewali.

W obu wypadkach i na górze i na dole, jest istotne, żeby zachować ogląd i uznać, zdecydować ze uznajemy, że właśnie w takich czasami niespodziewanych ekstremach jesteśmy w stanie operować i możemy z nimi mieć kontakt i ze one nie są tak naprawdę takie groźne, jak mówi ludowe przysłowie, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Po prostu gdy przyjrzymy się temu co w nas jest, nawet trudnego, będziemy mieli te odwagę, zobaczymy, że nie jest tak aż źle.

I tak na koniec, jakby Pan miał jedną radę dla człowieka, który jest ojcem tak jak ja, tak jak wielu tutaj obecnych, jak z dnia na dzień stawać się lepszym tatą?

Nie wiem, tak westchnąłem trochę, bo nie wiem, czy to jest możliwe z dnia na dzień stawać się lepszym tata. Można robić kroki i się z tych kroków cieszyć, ale czasami ich nie widać. I one i nie zawsze to co się robi przynosi taka radość i satysfakcje od razu. A więc chyba tym co mógłbym poradzić sobie i innym ojcom, to jest po prostu wytrwałość i trzymanie się drogi, nawet wtedy, kiedy wydaje się, że jest to droga w tunelu.

5. Paweł Sopkowski

Ojcowski coaching. Narzędzia dla lidera w rodzinie.

Co to znaczy, że ojciec może być coachem w swojej rodzinie?

Paweł Sopkowski: Niestety trzeba zacząć od tego, żeby zdefiniować pojęcie w ogóle rolę coacha, bo my mamy z języka angielskiego dwa takie rozumienia, coach to jest taki trener jak w koszykówce, który ustawia zespół, dobiera, po polsku byśmy byli selekcjoner, dobiera zespół tak, żeby osiągnął maksimum swojego potencjału no i no nie gra za tych zawodników. No on ma taką rolę, żeby to jakoś tak ułożyć, tak doradzić, tak wesprzeć, żeby to wszystko miało dobry skutek.

Ten coaching, o którym ja mówię, to jest jeszcze troszeczkę co innego, bo to jest nawet nie bycie na boisku razem z zawodnikami, to jest praca trochę offline, tak, czyli prowadzenie osoby czy wspieranie osoby nad tym, żeby ona coraz bardziej świadomie funkcjonowała. Czyli żeby miała swoją mapę terenu i nie działa po omacku, a z drugiej strony, żeby umiała coraz bardziej wziąć odpowiedzialność za to, co się wokół niej w jakich łatwych, trudnych tematach dzieje, nie. Czyli odpowiedzialność i świadomość, nawet na samym końcu o to chodzi.

Świat coachingu to jest 25 lat doświadczeń, tam jest bardzo dużo wiedzy zebranej na temat tego, jak aktywnie wspierać ludzi i jeden na jeden w tym, żeby oni żyli świadome i odpowiedzialny życie, nie. Tam szkół coachingu w całej Polsce jest pewnie setka w tej chwili. Większość uczelni wyższych ma studia podyplomowe, to jest bardzo bogate środowisko, jak we wszystkim jest sporo dobrych rzeczy, wiarygodnych, zweryfikowanych, no i jest jak we wszystkim, są też różne inne rzeczy. Natomiast jakby wziąć ten trzon, tych dobrych rzeczy, tych 25 lat dorobku coachingu globalnie, bo my jesteśmy ośrodkiem współpracującym i kształcącym coachów według globalnych standardów, a oprócz tego mamy całą grupę ogólnopolską, zespół taki który pracuje nad różnymi ogólnie biznesowymi tematami

Jakby to skroplić w takie trzy tematy z punktu widzenia roli ojca, czyli roli ojca, który ma doprowadzić dziecko swoje dziecko od niesamodzielności do samodzielności. Ja nawet nie wiem jak ten stan, kiedy dziecko się rodzi nazwać, bo nie umiem go nazwać, więc powiem od zera do oficera, nie. Jakby do momentu, w którym ten dzieciak już jest w stanie samodzielnie kreować cele, mobilizować zasoby, planować, przychodzi do działania, przeżywać porażki i sukcesy, uczyć się z tego, mieć rację z ludźmi i tak dalej, i tak dalej

Jeżeli to jest naszym celem, to z tych coachingowych lekcji można ściągnąć co najmniej trzy takie główne i o tym mówimy na Tato.Net, trzy takie główne konkluzje.

Pierwsza konkluzja jest taka, takie rady, to jakby są grube rady, to jest troszeczkę tak jakbyś miał przed sobą dziurkę od klucza, przez tą dziurkę niewiele widać z zewnątrz, ale jak się przejdzie na drugą stronę tam jest bardzo dużo. Więc pierwsze dziurka od klucza, to jest umiejętność rozdzielenia efektów, rezultatów, wyników tego co dziecko robi, od tego kim ono jest. I jaką drogą do tego doszło. Przykład, przychodzi dzieciak dostaje ocenę x z przedmiotu. I można wiedzieć dobrze, niedobrze, fajnie, cieszę się, nie cieszę. Trik polega nie na tym, żeby wyrazić aprobatę lub dezaprobatę dla tego co się stało realnie.

Nie dla stopnia.

Nie dla stopnia albo nie tylko dla stopnia, ale powiedzieć:

Hej, kim ty jesteś?

Jak ci to wyszło?

Co zastosowałeś?

Jaką drogą doszedłeś do tego, że byłeś tu, gdzie byłeś?

I co z tego bierzesz dalej?

Co chcesz wzmacniać?

A co trzeba zostawić, albo zapomnieć, albo na inną okazję, po prostu wziąłeś nie to narzędzie co trzeba, chciałeś narysować, ale wziąłeś pędzel, no i właśnie się nie udało. W związku z tym, właśnie jak tak podejdziesz do relacji z dzieciakiem, wiesz, wyniki są ważne, ale pytanie jest takie, co on robi, czego nie robi, że wychodzi tak wychodzi, to wtedy uczysz dziecko świadomości, on wtedy jakby poznawczo, on buduje tą mapę terenu, rozumie, że są czynniki na które oddziałując w sobie i w otoczeniu, jest w stanie wywoływać określone skutki. I to jest jakby jedna rzecz.

Druga rzecz, o której tutaj mówiliśmy na tato.net, to to, że dzieciom nie trzeba mówić jak bardzo są niedobre i jak im nie wychodzi, dlatego że świat zasadniczo się tym zajmie. My czasem mówimy: nie trzeba ludziom mówić, jak są do dupy, bo oni się o tym dowiedzą, jak się nie dowiedzą o tym na skrzyżowaniu, bo ktoś ich otrąbi, to się dowiedzą od policjanta, w pracy, często w kościele się dowiadują jacy są bardzo niedobrzy, znaczy w kościołach.

No generalnie mamy takie środowisko, które jest dosyć nieprzyjazne, tak byśmy powiedzieli. Więc my jako rodzice, jako ojcowie, matki też zresztą, my możemy się zupełnie zwolnić z tej odpowiedzialności. I dziecko ma prawo wiedzieć, że jak przyjdzie do domu to nie będzie wiesz przecież III Rzeczpospolitej, w sensie, że wszystko dobrze i wspaniale, propaganda sukcesu, nie. Ale my umiemy w tym dziecku dostrzec to co jest dobre. I umiemy też dostrzec to co jest niedobre.

I być z nim w tym, co się udaje, co się nie udaje. Ale generalnie z naszej strony on ma pewne oparcie, nie w tym sensie, że pomożemy, zrobimy za niego, tylko po prostu kibicujemy, gramy na niego, to jest ten dobry trener koszykówki, od którego zaczęliśmy, który jest na tej linii, mówi dawaj, dawaj, nie kretynie! Znowu ci nie wyszło! To jest taka postawa, to jest defacto postawa przywódcza, wynika z wiary, z przyjętego pewnego założenia, nie że ci wyjdzie cokolwiek założysz, nie o to chodzi, żeby teraz, na przykład, zamierza polecieć na księżyc, bo wiesz, bo nie o to chodzi.

A ten rodzic ma stać i mówić: Tak, tak! Dajesz, dajesz! Tak na pewno to osiągniesz. Jakby nie o to chodzi, nie?

Ale chodzi o to, żeby umieć zobaczyć wysiłki tego młodego człowieka niezależnie od wyników. Umieć zobaczyć wtedy, kiedy on też nie wkłada wysiłku i też mu powiedzieć: Hej, wkładasz mniej niż możesz, co się dzieje? To jest taka umiejętność coachingowa, byśmy powiedzieli, że się nazywa curiosity, czyli ciekawość i zamiast oceny, ewaluacji włączasz ciekawość.

Nie pościeliłeś łóżka, jak to się stało, że nie pościeliłeś łóżka? Przecież wiesz, że łóżko jest dobrze pościelić, bo A to, to, to, to, to, poczucie dyscypliny i tak dalej. Ty to wiesz, a mimo to nie zrobiłeś.

Czyli ja nie przychodzę do ciebie, żeby ci mówić, wiesz, z lewej czy z prawej, tak, nie robię ci awantury, nie mówię: a jesteś leniwy, nie, czyli jakby przyjmuję tę negatywną optykę, tylko mówię z ciekawości, no jak to się stało?

Powiedz. Ja wiem, że jak ty mnie szanujesz, ja szanuję ciebie, ty wiesz, że to jest twój obowiązek, wiesz, że ogólnie to ci dobrze robi. To co się dzieje? To jest ta dziurka od klucza numer 2.

Dziurka od klucza numer 3 to jest kreowanie rozwiązań. Chodzi o samodzielne kreowanie rozwiązań. Nie umiesz rozwiązać butów, okej, ja ci pokażę, ty przy ćwiczysz, nauczysz się sam. Czyli najpierw demonstracja, potem ćwiczenie, potem sam

A może zrobić odwrotnie, jaki byłby twój pomysł? Znajdź swoją drogę, porozmawiajmy o tym jak można byłoby to zrobić? Skąd uzyskać dostęp do, na przykład, wiedzy na temat tego jak to zrobić? I dzieci dzisiaj wiedzą, że jest internet i tak dalej.

Jeżeli widzę, że gdzieś dochodzisz do ściany, to wtedy siądźmy nad tym razem, to zastanówmy, ale zastanówmy się razem, a dopiero na koniec, jak to nie wychodzi, to dopiero, no ja bym ci sugerował spróbuj w ten sposób. Czyli najpierw od ty, twoje rozwiązania, potem my, wspólne rozwiązania, a na samym końcu ja.

Takie, byśmy powiedzieli, są trzy główne rzeczy jak myślimy o coachingu w odniesieniu do roli ojca, nie. Oczywiście tam w szczegółach jest dużo, dużo, dużo więcej. Każda z tych rzeczy, jak się wejdzie w głąb, bo ona, żeby móc faktycznie ją robić, trzeba trochę poprzestawiać swoje własne schematy, trochę nagiąć swój charakter, na przykład mieć więcej cierpliwości, nie. Niektórzy by nawet powiedzieli, że trzeba byłoby się z Duchem Świętym, jakoś podobno, podobno cierpliwość jest owocem Ducha Świętego.

Więc jakby jedni to robią właśnie dyscyplinują, drudzy się modlą, tak czy inaczej jest potrzebna cierpliwość. No i są potrzebne też umiejętności, po prostu świadomość taka czysta, interpersonalna, też ja coś mówię i widzę, że to wywołało jakiś efekt. Umiem ten efekt odczytać.

Obserwuję, zadaję pytanie, wiem, czy dostałem odpowiedź na pytanie, czy nie. Umiem przeczytać to, co jest w liniach, w słowach, to co jest pomiędzy liniami. Umiem też zobaczyć mowę ciała tego dzieciaka, co on, jak on reaguje siadając do polskiego i matematyki. Czy to jest jakaś różnica, jeżeli jest to, gdzie jest ta różnica. Czyli ogólnie jakbyśmy powiedzieli większa uważność, nie?

6. Shane P. Barkley

Aktywne słuchanie: klucz do miłości i szacunku w relacjach rodzinnych.

Shane, co oznacza bycie aktywnym słuchaczem w rodzinie?

Shane: To oznacza nie spieszyć się i pokazywać dzieciom i żonie, że zależy nam na nich koncentrując się na tym co mówią i nie ulegając wówczas rozproszeniom.

I dlaczego jest to takie ważne?

Jest to ważne, ponieważ jeśli oni nie widzą, że Ci na nich zależy, to nie zależy im, żebyś ich wysłuchał. Więc potrzebujemy, by nasza rodzina wiedziała, że nam na niej zależy i właśnie jednym z najlepszych sposobów na pokazanie żonie, że ją kochasz, jest słuchanie.

Jeśli Twoja żona ma jakiś problem, to nie musisz od razu znajdować dla niego rozwiązania, to czego ona potrzebuje, to byś ją wysłuchał.

Bazując na Twoim międzynarodowym doświadczeniu, czy dostrzegasz różnicę w podejściu do ojcostwa w Stanach Zjednoczonych i Polsce lub szerzej patrząc w Europie?

Generalnie patrząc, ojcowie w Polsce są bardzo dobrzy. Myślę, że największym wyzwaniem jest to, że patrząc przez pryzmat historii ojcowie szli do pracy, a to matki zostawały w domu opiekując się dziećmi.

I ojcowie, tak samo w Polsce i w Stanach, byli o wiele mniej zaangażowani w życie dzieci niż by chcieli. Czy to z powodu braku czasu, czy z powodu kultury tego, że to matka głównie zajmuje się dziećmi, a ojcowie nie są zaangażowani.

I myślę, że to właśnie musimy zmienić, aby ojcowie byli mocno zaangażowani w życie swoich dzieci i by mogli w ich życiu być obecni.

Masz trzy córki, ja również, choć moje córki są młodsze niż Twoje. Jaką największą rzecz możesz przekazać córkom jako ojciec?

Bezpieczeństwo. Córki odnajdują swoją tożsamość przez ojca. Jeśli ojciec będzie je kochał, wówczas nie będą szukać tej miłości gdzie indziej.

7. Janusz Wardak

Dlaczego mężczyzna w domu bywa bezradny, choć w pracy nigdy do tego nie dopuszcza? Metody na wzmocnienie ojcowskiego autorytetu

Dlaczego ojcowie, którzy tak często w firmach dokonują wielkich rzeczy, w domu czują się zagubieni?

Tak, to jest takie zjawisko ciekawe, które ja od pewnego czasu obserwuję właściwie nawet że jest coraz większy rozjazd, to znaczy kompetencji, kompetencji takich sprawczości, sprawności zawodowej praktycznej i kompetencji rodzicielskich, bo mamy kompetencji rodzicielskich sporo teoretycznych i na pewno wiemy dzisiaj, kiedy więcej niż nasi ojcowie, ale obawiam się, że z praktyką jest gorzej.

Więc myślę, że przyczyn jest kilka. Jedną z nich jest to, że błędnie rozumiemy pojęcie work-life balance, czy work-family balance. Rozumiemy to w taki sposób, że to są dwa zupełnie rozdzielne obszary życia, które nie powinny się stykać i w rezultacie trochę zaczynamy prowadzić podwójne życie i nie myślimy o tym, brakuje nam takiej refleksji, że sporo kompetencji, które wydają się tylko zawodowe, po prostu się przydają w naszym życiu.

To znaczy brakuje takiej wizji jedności życia, że jak ja jestem sprawny w komunikacji z klientami to również jestem sprawny, albo mam potencjał bycia sprawnym w komunikacji z żoną i z dziećmi. Jeśli potrafię negocjować, to potrafię też przeprowadzać skuteczne rozmowy z dziećmi. Jeśli potrafię zarządzać projektami, to w domu też są małe projekty, które trzeba przeprowadzić i ta moja sprawność może się przydać.

Także zachęcam do takiego, do takiej zmiany myślenia, to znaczy, że możemy myślisz w taki sposób, że jestem dobrym pracownikiem w wykwalifikowanym sprawnym, o ile w jaki sposób możemy to pomóc być lepszym ojcem.

Posiadasz razem ze swoją żoną 10 dzieci w wieku od 2 do 22 lat. Naprawdę robi to wrażenie. Czy rodzina jest takim małym przedsiębiorstwem?

Oczywiście, myślę, że rodzina zawsze jest małym, zawsze jest przedsiębiorstwem, bo nawet jeżeli to jest małżeństwo czy rodzina z jednym dzieckiem, to jednak trzeba zarządzić jakimś budżetem, jakimś czasem jest jakaś logistyka, jakieś zasoby, prawda.

I tutaj znowu jest kwestia tego, że my czasami pozostawiamy to, niektórzy nawet mówią w taki sposób, od planowania jest praca, a w domu to ja odpoczywam.

Tylko efekt jest słaby, to znaczy, jeżeli nawet chociażby tak, planowanie czasu, czas rodzinny wymaga planowania, oczywiście nie tak restrykcyjnego, to nie o to chodzi.

Ja mogę wstać później niż w dzień roboczy w weekend, ale jeżeli wstaję o 12 no to już tracę dużą szansę, żeby coś efektywnego zrobić z dziećmi. Więc ten czas trzeba zaplanować, trzeba zapanować nad budżetem domowym, nad pewnymi rzeczami, nad pewnymi projektami które się dzieją

Czasami w domu proste rzeczy, nie wiem chociażby to po stronie ojców często jest, jakieś proste naprawy domowe są odkładane miesiącami, no bo to nie jest takie ważne.

Nie trzeba co pół roku przypominać.

No tak tak. Właśnie wtedy tak jak w tym powiedzeniu, że jak mąż powiedział, że zrobi, to zrobi nie trzeba co pół roku przypominać, prawda. I tu możemy się śmiać, ale jeżeli takie rzeczy się gromadzi wiele, tak że to to nie zrobione, to nie zrobione.

Ale w pracy no trzeba, dość rzadko mamy takie rzeczy, takie trupy trochę mamy pewnie, tak. Ale takie zbyt wiele trupów w szafie kończy się bardzo źle i też jest szybko weryfikowane. Tutaj kłopot polega na tym, że rodzina jest bardzo cierpliwa i efekty naszych błędów ojcowskich i też małżeńskich dopiero widać czasami po latach i one często już nie są do skorygowania, bo są bardzo trudne do skorygowania.

A w pracy to następuje szybka weryfikacja. Więc po prostu myśl bardziej proaktywnie, czy to jak działamy w tej chwili jak ojcowie i mężowie, czy to dobrze, czy to pomaga naszej rodzinie, czy to pomaga, żeby ona była lepsza

8. Joaquin Molina

Kim jest mężczyzna?

Dziś w Warszawie mówimy o miłości i szacunku ojców. Jak mądrze okazywać je naszym dzieciom?

Joaquin: Na długo zanim człowiek nauczy komunikować się przez słowa, to zachowanie jest tym, co przemawia. Dziecko zaczyna mówić swoimi słowami dopiero w wieku 2, 3 lat. Jeśli chcemy przetłumaczyć czym jest miłość i szacunek, to właśnie jest nim zachowanie, o wiele bardziej niż słowa.

Pochodzisz z Kuby. Czy widzisz jakąś różnicę między ojcostwem tutaj i na Karaibach?

Wyzwania ojców na całym świecie są takie same, ponieważ nasza egoistyczna natura jest taka sama wszędzie – w Indiach, w Afryce, w Europie, w Stanach Zjednoczonych.

Napisałeś książkę „What is a man”. O czym ona jest?

„Kim jest mężczyzna” ma swoje korzenie w moim życiu prywatnym. Mój ojciec jest neurochirurgiem, zajmuje się otwieraniem mózgu, usuwaniem guzów, ale nie wiedział co to znaczy kochać. Nie wiedział co to znaczy służyć swojej żonie i dzieciom.

Obserwowałem go przez 20 lat życia i doszedłem do wniosku, że nie chcę być taki jak on.

Był osobą zgorzkniałą, złą, gniewną i zmęczoną życiem. Miał problemy małżeńskie i problemy z dziećmi. Patrząc na to wszystko zacząłem się zastanawiać kim jest mężczyzna?

I poszedłem do mojego o 5 lat starszego brata i on powiedział mi „Chodź Joaquin, ja Ci pokażę” i zabrał mnie do domu publicznego.

Jakże smutne.

Jakże smutne, że jego koncepcją męskości jest odbywanie stosunków seksualnych z kobietą. Więc powiedziałem mu „Nie dziękuję. Dziś wiem już dwie rzeczy – tata nic nie wie i Ty też nie.”

I przez 32 lata poszukiwałem odpowiedzi na pytanie kim, w swojej istocie, jest mężczyzna. I zdałem sobie sprawę, że mężczyzna jest dziełem Boga.

Na początku Bóg mówi „uczyńmy człowieka na nasz obraz i podobieństwo” i to jest prawdziwy człowiek. To osoba, która potrafi żyć według przymiotów boskich: zamiast bycia egoistą, być kochającym, zamiast bycia skąpcem, być hojnym.

Wiele osób przybyło tu dziś by znaleźć odpowiedź na pytania jak być lepszym ojcem. Gdybyś miał dać jedną poradę w tym temacie?

Słowo ojciec (padre) pochodzi od słowa wzór, przykład (angielskie pattern). Bądź przykładem, aby Twoje dziecko mogło obserwować Twoje życie.

Moje dzieci, a mam ich czworo, zawsze podpatrują co myślę, co mówię, jak się zachowuję i jak stawiam czoła trudom i przeciwnościom.

Dwa lata temu piorun spalił nasz dom i zostałem z niczym. Dzieci obserwowały. „Wow, nie wściekł się, nie zasmucił, jeszcze mocniej zaufał Bogu i zachował pokój.”

Będąc świadkami kryzysu, który spadł na moje życie, w odpowiedzi zobaczyli postawę pełną pokoju, nadziei i miłości. I to właśnie znaczy być mężczyzną.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Goście odcinka

Prelegenci X Forum Tato.Net

Ojcowie z różnych krajów i środowisk,  wspólnie zachęcający  do aktywnego angażowania się w ojcostwo.

    

Spis treści

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉