Dzieci w świecie ekranów. Edukacja cyfrowa w domu i szkole

Jak przygotować dziecko do bezpiecznego korzystania ze smartfona?

Czy każdy musi umieć programować?

I jakszkoła może pomóc naszym dzieciom zdobywać cyfrowe kompetencje?

Na te pytania odpowiedzą Tosia Bojanowska oraz Magda Mierzwińska, działające na co dzień na styku edukacji oraz technologii, które są gośćmi 72. odcinka podcastu.

Partnerem tego odcinka jest Fundacja Orange, w ramach której Magda i Tosia tworzą programy MegaMisja oraz #SuperKoderzy, których celem jest:

  • zapewnienie jak najszerszego dostępu do edukacji cyfrowej w Polsce,
  • przekazywanie zasad bezpiecznego poruszania się po świecie cyfrowym,
  • a także zachęcanie do twórczego oraz etycznego wykorzystywania nowych technologii w codziennym życiu, nauce oraz w przyszłej pracy.

A ponieważ już za niedługo, bo już za kilkanaście lat, to właśnie nasze dzieci będą tworzyć rzeczywistość, w której przyjdzie nam żyć, to dbając o nie dziś, dbamy również o siebie samych.

Do 10 maja 2021 na stronie Fundacji Orange trwają zapisy do bezpłatnych programów edukacyjnych – zobacz co trzeba zrobić, by zgłosić swoją szkołę i wysłuchaj podcastu, by dowiedzieć się co możecie dzięki nim zyskać.

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Goście odcinka

Tosia Bojanowska

W Fundacji Orange zajmuje się komunikacją. Z wykształcenia socjolożka, która wierzy w społeczną zmianę poprzez edukację. Mama kreatywnego czterolatka.

Magda Mierzwińska

Wierzy w naturalną chęć dzieci do rozwoju. Angażuje się w życie szkoły, bo czuje, że rodzice mają wpływ na szkolną społeczność, a przy okazji pokazują dzieciom, że warto działać i zmieniać świat. Jest mamą Ali i Olka i dzięki nim każdego dnia chce jej się więcej.

Spis treści

Więcej w temacie

Kiedy zaczyna się edukacja cyfrowa?

Dzisiaj w podcaście mamy bardzo wesołą grupą, bo jest nas aż troje. Zanim zaczniemy rozmawiać o tym temacie technologicznym i rodzicielskim, który nas tutaj połączył, chciałbym, żebyście się dziewczyny przedstawiły, powiedziały kim tak naprawdę jesteście i czym się zajmujecie?

Tosia: Ja się nazywam Tosia Bojanowska. W Fundacji Orange pracuję już ponad 10 lat, a w ogóle z sektorem społecznym, organizacji społecznych i programami edukacyjnymi jestem związana już od 2006 roku. Z wykształcenia jestem socjolożką, więc to jest fajne miejsce pracy dla mnie, bo po prostu wierzę w to co robimy i wierzę, że edukacją możemy zmieniać naszą rzeczywistość na lepsze. Jestem też mamą 4-latka.

Magda: Witam wszystkich, ja nazywam się Magda Mierzwińska i w odróżnieniu od Tosi, w Fundacji Orange pracuję od roku, ale tematami edukacyjnymi zajmuję się od 10 lat. Pracowałam wcześniej też w dużej organizacji pozarządowej, więc tematy edukacyjne, szkolne są mi bliskie i zawodowo, ale też prywatnie. Jestem mamą uczennicy drugiej klasy i mam teraz ten moment, kiedy łączę teorię z praktyką i widzę jak niektóre rzeczy działają w polskiej szkole.

Mam na ten temat dużo do powiedzenia, dużo przemyśleń, ale też wierzę w zmianę, w edukację naszych dzieci. Wierzę, że dzieci mają ogromny potencjał do rozwoju. Czasami z bólami, ale towarzyszę moim dzieciom w tym rozwoju i w tym, żeby iść do przodu i nie zwariować w tym wszystkim.

To jest chyba takie bardzo ważne w tym momencie, żeby towarzyszyć naszym dzieciom w rozwoju pomimo, że czasami tak jak mówisz jest ten ból, bo od roku jesteśmy pozamykani w różnych konstelacjach, w domach, z różnymi okresami i urządzenia cyfrowe w tym wszystkim nam towarzyszą niemalże niezmiennie, bo dzieci korzystają korzystają z telefonów i komputerów.

I skoro już to hasło „edukacji” zostało wywołane, które dzisiaj też się będzie przewijało to chciałbym zapytać Was na początek: czy my możemy pomóc w jakiś sposób dzieciom, nauczyć się korzystanie z telefonów? Czy my możemy je wyedukować czy raczej to jest tak, że one już same wszystko umieją, a my tylko możemy patrzeć i towarzyszyć?

Tosia: Ja myślę, że na pewno warto im towarzyszyć, szczególnie na początku w tych pierwszych kontaktach, pierwszych relacjach. A tak naprawdę, ta edukacja cyfrowa zaczyna się jeszcze wcześniej. Przygotowanie dziecka do korzystania ze smartfona czy z technologii, odbywa się bez smartfona i bez technologii w dużej mierze moim zdaniem.

Chcę powiedzieć coś takiego, że kiedy myślę sobie o tym jak my dorośli możemy wspierać w tym dzieciaki to myślę sobie, że to najpierw my jako dorośli powinniśmy przygotować siebie, tzn. w ogóle przemyśleć ten temat, zainteresować się tym – różnymi zjawiskami, które dotyczą dzieci w Internecie.

Warto zgłębiać pojęcia typu limit czasu przed ekranem, oznaczenia PEGI na grach, kontrola rodzicielska, patostream, sharenting. To są naprawdę ważne rzeczy, które warto wiedzieć po to, żeby wspierać nasze dzieci w ich przygodzie z technologami.

Edukacja cyfrowa ma miejsce na długo zanim dziecko otrzyma swój pierwszy smartfon

Myślę, że to co też jest ważne, a nie dotyczy właśnie takiej stricte technicznej strony to jest w ogóle poznać potrzeby rozwojowe naszych dzieci, na jakim etapie oni są, co jest specyficzne dla danego wieku po to, żeby umiejętnie dbać o ten rozwój cyfrowy i każdy inny.

Ale to co powiedziałam wcześniej, wydaje mi się, że warto zrozumieć, że to przygotowanie dziecka do korzystania ze smartfonów, technologii odbywa się w dużej mierze bez smartfona. Często w rozmowach z rodzicami słyszę (swoją drogą słuszne) zachwyty, wyrazy dumy, że:

„Wow, moje dziecko umie tak obsługiwać smartfona. Tu mi zainstalowało aplikację. Moja córka mi pomogła ustawić Google Maps. Nie wiedziałam jak ustawić zestaw głośnomówiący w samochodzie, mój syn 6 lat rozpykał to w 5 minut”.

Zachwyty, że dzieciaki bardzo dobrze sobie radzą w tej technicznej stronie. Robią to dosyć intuicyjnie i ten zachwyt jest zasłużony, natomiast wydaje mi się, że często poprzez to, że widzimy właśnie jak dzieciaki sobie super radzą technicznie ze smartfonami, aplikacjami to jest uśpiona taka nasza czujność, czyli to może być po prostu mylące.

W tym sensie, że moim zdaniem i zdaniem naszej fundacji, kompetencje cyfrowe to więcej niż sprawne klikanie, więcej niż sprawna obsługa smartfona i aplikacji. Chodzi po prostu o zdrowe nawyki cyfrowe, o wiedzę na temat bezpieczeństwa w Internecie, o to ile czasu i jak spędzamy z technologią, o świadomość, że nie wszystko w Internecie jest prawdą.

Kompetencje cyfrowe to coś więcej niż sprawna obsługa aplikacji i urządzeń cyfrowych

Uwierzcie mi, dzieci w wieku wczesnoszkolnym, a nawet nastolatki, nie mają po prostu tej świadomości o tym, że warto zweryfikować treści, że są jakieś prawa autorskie w Internecie, jakaś kultura wypowiedzi, która prowadzi do tego, żeby nie wychować hejtera. To są takie rzeczy, które nie są związane z taką techniczną stroną – sprawną obsługą aplikacji, z tym, że to dziecko na smartfonie, w grach itd. świetnie sobie daje radę.

To jest zupełnie coś innego. To jest bardziej kwestia postaw, nawyków i takiej mentalnej strony związanej z używaniem technologii i takiego odpowiedzialnego podejścia do tego. I w tym sensie ta edukacja odbywa się bez smartfona. To nie jest tak, że zabieramy dziecko na szkolenie i ja teraz jako mama pokażę Ci jak obsługiwać smartfon i po tym szkoleniu, kupię Ci smartfona i dasz sobie radę. To trochę nie jest tak.

Tym bardziej, że warto też z rodzicielskiej perspektywy, po prostu przyjrzeć się temu jak my używamy technologii, jaki my mamy kontakt z tym światem, do czego one nam służą, jak ich używamy dlatego, że po pierwsze warto zadbać o swoje nawyki dla swojego zdrowia, a po drugie dlatego, że dzieci nas obserwują i widzą to jak my korzystamy z technologii i do czego one nam służą. Więc myślę sobie, że to przygotowanie do tego jak korzystać ze smartfonów, technologii, odbywa się na wielu płaszczyznach, niekoniecznie związanych z techniczną stroną obsługową dotyczącą urządzeń.

Przygotowanie do bezpiecznego korzystania ze smartfonów odbywa się na wielu płaszczyznach – nie tylko technicznych

Mi się zresztą wydaje, że tak naprawdę dzieci uczą się korzystania z telefonu niemalże od pierwszych dni życia, kiedy widzą nas i obserwują jak my korzystamy. W związku z tym, jak my możemy zrobić to, żeby one nie uczyły się tych złych rzeczy, a właśnie tak jak mówiła Tosia, uczyły się dobrych nawyków cyfrowych?

Magda: Przede wszystkim musimy spojrzeć na siebie oczami dziecka. Ja pamiętam, że w przedszkolu mojego syna była taka wywieszona karteczka przed jakimiś świętami, gdzie przychodziliśmy na Jasełka, żeby rodzice starali się nie używać telefonów, bo dzieci wtedy widzą nie rodzica obserwującego Jasełka, tylko po prostu telefon, który obserwuje Jasełka. Więc to jest pokazanie, że warto spojrzeć na siebie samego oczami dziecka.

Dzieci uczą się kompetencji cyfrowych patrząc na nasze korzystanie z technologii

Moim ulubionym przykładem, który jest też problemem w moim domu, jest telefon i sprzęt przy stole. Obecnie mój mąż i ja pracujemy zdalnie, często mój mąż jest porozrzucany po różnych pomieszczeniach – raz pracuje u dzieci, raz pracuje w salonie przy stole i ja np. bardzo nie lubię, gdy jemy i na stole są sprzęty, gdy on odbiera telefon, gdy coś odpisuje, bo mówi, że musi szybko. Ja mówię dzieciom, że tak nie robimy i że to nie jest fajne, że teraz jemy, a nie zajmujemy się sprzętami, a jednocześnie tata robi kompletnie coś odwrotnego.

Czyli dzieciaki dostają sprzeczny komunikat. To na różnych polach wychowania dziecka jest niefajne, jeżeli my mówimy coś innego, że dziecko ma tak nie robić, a sami to robimy. To już lepiej w ogóle nie tłumaczmy, żeby tak nie robić i po prostu się tego trzymajmy, a nie mówimy jedno, robimy drugie. Więc tutaj ten przykład ze sprzętem przy stole jest dla mnie bardzo ważny.

Druga rzecz, że nie używamy telefonu przed zasypianiem, bo wiemy, że to też wpływa na jakość naszego snu to sami też tego nie róbmy. Jak usypiamy dziecko to nie scrollujmy na telefonie, bo mi się zdarzyło tak robić albo odpowiadać na jakieś wiadomości, a moje dziecko mówiło: „Mamo, świeci mi”. Wtedy dla rodzica to jest bardzo jasny komunikat. Dziecko nas cały czas widzi. Nawet jak nam o tym nie mówi, oni cały czas nas widzą.

Oni są z nami od roku w domu, widzą co my robimy, więc szczególnie teraz, gdy my jesteśmy w tych technologiach bardzo, musimy zadbać i pokazać dzieciom, że jest ten czas pracy, kiedy te urządzenia są nam fizycznie potrzebne, ale miejmy też ten czas, kiedy te urządzenia są odłożone i one sobie leżą spokojnie, gdzieś z dala od naszej rodziny.

Tosia: A propos tego Magda co powiedziałaś, ja mam takie powiedzenie w domu, że dziecko nawet jak nie patrzy to widzi. To znaczy on się bawi, teoretycznie go nie ma z nami mentalnie, bo jest w jakimś swoim świecie, a nagle jakaś jedna rzecz i on nagle: „A dlaczego to powiedziałaś?”. Okazuje się, że on jest cały czas na radarze.

Dziecko, nawet jak nie patrzy, to widzi

Magda: Ja robię taki test jak moje dzieci o coś proszę i jest zero reakcji – wołam: „Czekolada”. Zawsze działa. Zawsze okazuje się, że jednak słyszą.

Tosia: Było takie badanie robione na placu zabaw (na przedszkolnych dzieciach i ich rodzicach), w którym okazało się, że dzieci spoglądają kątem oka na rodziców średnio co 20 sekund. Ty sobie siedzisz na ławce, myślisz, że dziecko się bawi, a on co 20 sekund potrzebuje jakiejś takiej aprobaty, łypnięcia czy mama i tata są ze mną.

Też takie zapewnienie poczucia bezpieczeństwa.

Tak i te: „Mamo zobacz, tato zobacz”. Mi się przykro patrzy osobiście jak często na placu zabaw dzieci biegają, a rodzice jednak w tym smartfonie szukają innej rzeczywistości.

Badania wykazują, że dzieci podczas zabawy na placu zerkają na nas średnio co 20 sekund

Tosia: Ale ja tego nie oceniam, bo nigdy nie znam kontekstu. Ja sobie myślę, że może to jest jedyny moment w jego życiu, kiedy może popłacić rachunki. Może to jest moment, że kupuje dziecku prezent urodzinowy i naprawdę nie ma kiedy tego zrobić, bo miał koszmarną noc, bo coś zawali. Widzimy tylko jakiś kawałek, a jednocześnie to może być bardzo uważny, bardzo zaangażowany rodzic, który w domu i w jakimkolwiek innym kontekście poza tą sytuacją jest naprawdę w porządku.

Więc ja też na początku miałam takie refleksje, szczególnie kiedy mój syn był mały, a dzisiaj wiem, że te sytuacje mają tyle odcieni i nie wiemy co jest w tle, co tam się dzieje i jaka jest ta rodzina.

Magda: Też staram się nie oceniać, bo po prostu sama też czasami tak robiłam. Szczególnie jak były jakieś ważne rzeczy z pracy – zdarzało mi się odbierać telefony albo właśnie czegoś szukać. Więc ja nawet mówiąc, że coś jest dla mnie problemem to często też po prostu uczestniczę w tym problemie. Absolutnie nie chcę się wybielać, bo ja też w tym świecie jestem i to co właśnie powiedziało mi dziecko: „Mamo, świeci mi wieczorem” – ja też scrolluję czasami telefon usypiając dzieci.

Uważność cyfrowa

Właśnie, bo my czasami mamy taką tendencję do obserwowania rzeczywistości. Czy to na placu zabaw patrzymy, że inni rodzice patrzą telefon, nie zajmują się dzieckiem – my jesteśmy fajniejsi, my tego w tej chwili nie robimy. Ale tak naprawdę wydaje mi się, że dużo więcej naszym dzieciom, a też światu dookoła pomogłoby jakbyśmy zaczęli jednak patrzeć w siebie.

To co powiedziałaś Magda: dziecko mi powiedziało, że mu świeci to ja coś z tym robię. Robię sobie remanent mojej rzeczywistości, przegląd, że może jednak odstawie ten telefon przy usypianiu i będę z dzieckiem. Te 5 minut (czasami 20) mnie nie zbawi i jednak to może poczekać. Z mojej perspektywy to było też wywalenie wielu rzeczy, które ja robiłem.

Uświadomienie sobie, że większość rzeczy typu śledzenie, scrollowanie, pisanie, czytanie artykułów, wchodzenie na różne portale – w większości nie są mi do niczego potrzebne. Takie usunięcie przeciążenia informacyjnego, które jest bardzo kuszącą rzeczą, bo my chcemy wiedzieć co się dzieje. Teraz jeszcze koronawirus, więc patrzymy co jest tu napisane, jakie obostrzenia, ile zakażeń, jakie statystyki. Powiedziałem w pewnym momencie STOP – nie obchodzi mnie to.

Tosia: Totalnie się zgadzam. To jest taka uważność w naszych aktywnościach cyfrowych – co ja teraz robię? Czemu to służy, po co ja to robię, czy to jest tak, jak ja chcę spędzać czas z technologiami? Bo tych pokus w Internecie jest mnóstwa. Algorytmy podpowiadają. Raz kupisz buty, pojawi się 20 reklam innych butów. To jest ciągle kuszące do tego, żeby zostać tam i klikać.

Więc w pewnym momencie zadanie sobie pytania: co ja teraz robię? Czy to mi jest potrzebne? Czy ten czas jest naprawdę wartościowy w tej chwili czy jest coś np. ważniejszego w tym momencie? To dotyczy też z naszej perspektywy jako rodziców, takiego skrętu w tę stronę: aha, a co robi moje dziecko, może ten czas lepiej spędzić z nim?

Nie bójmy się zadawać sobie pytań „Czy to co robię w sieci jest mi potrzebne?”

Ale myślę sobie, że wracając trochę do tego jak przygotować dzieci do korzystania z technologii, czy im towarzyszyć i jak? Ja myślę, że kluczowe w ogóle jest nasze zainteresowanie tym tematem. To znaczy nie zostawiajmy ich z technologiami samych. Zapytajmy, dowiadujmy się, co robią, jak tego używają, co je ciekawi.

Ja sobie tak myślę – nie mam jeszcze dziecka w szkole, ale jako dziecko ja słyszałam często pytanie: „Jak tam było w szkole?”. Może warto pytać: „Jak było szkole, a co tam w Internecie?”. Myślę sobie, że też warto pamiętać, że w tym czasie ekranowym dzieci realizują ważne dla nich potrzeby – od kontaktów z rówieśnikami przez jakieś poczucie sprawstwa. Nabierają obycia z technologiami, które będą im towarzyszyć w tym życiu w ich pracy, w ich codziennych czynnościach.

Natomiast badania pokazują i tu się mogę powołać np. na EU Kids Online z 2018 r. (publikowane w 2019 r. więc jeszcze przed pandemią), ale okazuje się, że 50% rodziców nie rozmawia z dzieciakami w ogóle o ich cyfrowej aktywności.

W większości (i to też wynika z badań) kontrolują czas jaki dziecko spędza przed ekranem i nie chce tego bagatelizować – to jest bardzo istotne. Natomiast mniej interesują się tym co dziecko w tym czasie robi przed ekranem. Jeżeli rozwija swoje zainteresowania, uczy się, publikuje wartościowe treści to nawet dłuższy czas może nie stanowić problemu, natomiast jeżeli robi rzeczy ryzykowne, jeżeli trafia na treści nieadekwatne do jego wieku, niebezpieczne to jest to już inna bajka.

50% rodziców nie rozmawia z dziećmi o ich cyfrowej aktywności i skupia się jedynie na kontrolowaniu czasu

Wydaje mi się, że klucz tkwi w zainteresowaniu, uważności, nie zostawianiu dzieciaków samych z technologiami i w rozmowie o Internecie, o ich cyfrowych aktywnościach. O tych złych stronach, ale o tych dobrych również, bo warto pokazywać dzieciakom pozytywne treści, serwisy, aplikacje.

Wspólnie z nimi to robić. Można oczywiście też w rodzinie zastanowić się nad domowymi zasadami ekranowymi. Można spróbować ustalić wspólnie w domu takie domowe zasady ekranowe. Umówić się po prostu na to ile czasu spędzamy z technologiami, w jakich momentach naszego rodzinnego życia.

Czy są takie momenty, gdzie umawiamy się na to, że nie chcemy, żeby teraz technologie nam towarzyszyły, chcemy być razem bez technologii, bez pośredników, bez rozpraszania? To może być posiłek, wspólny spacer i różne inne rzeczy. Możemy się umówić, że na godzinę przed snem nikt z nas nie używa smartfona po to, żeby zadbać o jakość naszego snu, a badania coraz częściej pokazują, że to światło emitowane przez smartfon zaburza zdrowy sen.

Ale przede wszystkim rozmawiać z dzieciakami o tym. Myślę sobie też, że warto, żeby to była rozmowa partnerska, tzn. wysłuchajmy też dzieci, tego co one potrzebują, co robią przy użyciu technologii, zamiast po prostu zamykać im te drogę, bo realizują tam ważne potrzeby rozwojowe.

Na pewno w tych pierwszych latach czy po prostu przy młodszych dzieciach, warto się zastanowić na temat kontroli rodzicielskiej, a przede wszystkim towarzyszyć dzieciom w tym czasie. Im starsze dziecko tym pewnie będzie nas mniej. I może to dobrze, bo dzieci mają wtedy potrzebę swojej prywatności. Natomiast nie tracić po prostu z oczu tego co się dzieje.

Rozmawiajmy z dziećmi o pozytywnych i negatywnych aspektach korzystania z technologii

Domowe Zasady Ekranowe

Patrząc na moje dziewczyny widzę jak to ważne, żeby to zrobić jak najszybciej. Bo im później zaczniemy wprowadzać domowe zasady ekranowe, jak nasze dzieci będą miały już naście lat tym będzie to trudniejsze, bo już te nawyki będą ukształtowane. Więc jeśli zaczniemy to robić w wieku 8, 9 lat czy tuż przed tym jak dziecko dostanie telefon – będzie nam to o wiele łatwiej zrobić.

Tosia: To prawda. W ogóle warto, żeby taka rozmowa o domowych zasadach ekranowych odbyła się nie po jakiejś kłótni tylko, żeby to się odbyła w bezpiecznych, spokojnych warunkach. Dobre są jakieś takie przełomowe momenty, typu np. zaczyna się rok szkolny, więc pewnie to jest taki moment, gdzie w domu się ustala różne aktywności, też pozaszkolne, więc można wtedy też o tym pogadać.

Rozmowa o domowych zasadach ekranowych powinna się odbyć w spokojnych i bezpiecznych warunkach a nie przy okazji kłótni

Myślę, że jeszcze dwie rzeczy są ważne. Pierwsza – żeby to dotyczyło wszystkich domowników. To nie jest tak, że to są dla dzieci, to są zasady dla nas wszystkich – dla dzieci, dla dorosłych i dla psa i chomika. Myślę sobie drugą też rzecz, że to nie są zasady ustalone na zawsze. To są zasady, do których warto wracać, bo te potrzeby się zmieniają i warto po prostu te rozmowę co jakiś czas odnawiać i sprawdzać czy jest nam dobrze z tym, na co się umówiliśmy czy może warto coś skorygować.

Domowe Zasady Ekranowe powinny dotyczyć wszystkich domowników

Oczywiście przy młodszych dzieciach, są pewne limity czasu rekomendowane np. przez Światową Organizację Zdrowia, których po prostu warto przestrzegać z powodów zdrowotnych. Tutaj wkracza pandemia w nasze życie, która jest bezlitosna w tej kwestii i wiemy, że ta rozmowa o balansie i limitach czasu przed ekranem jest po prostu dzisiaj inna sytuacja zupełnie niż wtedy, kiedy takie zalecenia były wydawane. Nie mniej, wydaje mi się, że po pandemii czy teraz z powodu pandemii to jest dobry moment, żeby tym bardziej zainteresować się czasem ekranowym, naszym kontaktem z technologiami i podjąć ten temat w naszych domach.

Są takie rodziny, w których domowe zasady ekranowe są wprowadzane. My jesteśmy jedną z nich i znam też osoby, które o tym rozmawiają i nawet mają spisane zasady. Myślę, że będzie to coraz bardziej popularne w rodzinach, bo ta potrzeba będzie po prostu rosła i rodzice są bardziej świadomi. Natomiast będą też rodzice, którzy z powodu swojej niechęci albo niewiedzy, albo braku widzenia tej konieczności – ten temat zostawią. Czy szkoła jako takie drugie środowisko, w którym dzieci spędzają najwięcej czasu i najwięcej się uczą poza domem, nie powinna pełnić także takiej roli propagatora, edukatora cyfrowego? Jeśli tak to jak to zrobić, żeby w szkole też dzieci mogły się nauczyć zdrowych nawyków, a nie tylko jak Fortnite cisnąć na przerwie, żeby nauczyciele nie widzieli.

Magda: Zdecydowanie szkoła powinna być tutaj sojusznikiem rodziny w tym temacie, bo tak jak w domu mamy urządzenia i z nich korzystamy, tak też w szkole namawiamy nawet do tego, żeby nauczyciele korzystali nie z samych urządzeń, ale z treści, które są dostępne w Internecie i z możliwości, które daje nam technologia. Więc naturalne się wydaje, że szkoła, nauczyciele powinni ten temat zaopiekować i tak się dzieje, bo w podstawie programowej, naszej czy w innych krajach europejskich, mamy przecież te elementy dotyczące edukacji cyfrowej. One są realizowane na bardzo różnym poziomie i w różny sposób.

Ja wczoraj sprawdzałam jeszcze aktualne badania w wszystkich krajach Unii Europejskiej, robione przez Komisję Europejską z 2019 r. (czyli też sprzed pandemii – pewnie teraz nie były takie robione). Mniej więcej w połowie krajów europejskich wygląda to tak, że ta edukacja cyfrowa nie jest oddzielnym przedmiotem, ale jest wplatana w różne inne przedmioty. Są też takie kraje, gdzie jest ten przedmiot oddzielny albo takie, gdzie jest 2w1 czyli przedmiot i przeplatanie, co wydaje mi się najlepszym pomysłem z możliwych.

Rodzice i szkoła powinni wzajemnie wspierać się w edukacji cyfrowej dzieci

MegaMisja dla klas I-III

W Polsce jednym z takich sposobów na upowszechnianie edukacji cyfrowej w szkole jest program MegaMisja prowadzony przez Fundację Orange. Czy możesz nakreślić pokrótce czym jest ten program i jakie korzyści przynosi on dzieciom, rodzicom oraz nauczycielom?

Magda: MegaMisja to jest program dla szkół podstawowych dla klas 1-3 (czyli tych najmłodszych dzieciaków). Jego założeniem jest przygotowanie dzieciaków do korzystania z technologii. Nie uczymy tam jak obsługiwać sprzęt, tylko jak mądrze, bezpiecznie, rozważnie z niego korzystać. MegaMisja jest pomyślana w ten sposób (ponieważ mamy tutaj najmłodsze dzieciaki), żeby dzieciaki uczyły się przede wszystkim przez zabawę.

Wtedy uczymy się zdecydowanie lepiej. Jeżeli coś nam sprawia fan, zostaje w naszej głowie o wiele więcej. Dzieciaki towarzyszą bohaterom bajki. Tam jest Julka, Kuba i Psotnik, mają swoje przygody. Dzieci uczestniczą w tej bajce, w tych przygodach, rozwiązują pewne problemy i ich zadaniem właśnie jest dochodzenie do rozwiązań samemu, w grupie, w klasie, razem z nauczycielem, ale też właśnie w podgrupach, co wydaje mi się jest świetnym pomysłem, żeby w dzieciach ta wiedza została.

To nie jest wiedza podawana na zasadzie – to wolno robić w Internecie, a po tej stronie nie wolno robić w Internecie. Pokazujemy dzieciakom różne sytuacje i dzieciaki dochodzą do wniosków same. Dzięki temu w ich głowach ta wiedza zostaje.

MegaMisja uczy dzieci bezpiecznego korzystania z technologii

Ostatnio nam nauczycielka opowiadała, że robiła z dzieciakami w poprzednim roku czy 2 lata wcześniej MegaMisję i teraz obserwuje, że dzieci nawet po roku czy dwóch, pytają się:

„Proszę Pani, a czy te zdjęcie z Internetu to możemy wziąć?”

. Czyli mają już tą refleksję, że nie wszystko co w Internecie jest wspólne, że są jakieś prawa autorskie, że nie wszystko też jest prawdą. Myślę, że to jest ogromny problem, że małe dzieciaki nie uczone tego, że coś jest prawdziwe, a coś jest wymyślone albo ktoś tak tylko napisał, bo w Internecie zdarzają się różne rzeczy. Dla nich to jest duże niebezpieczeństwo.

Ale też takie rzeczy bardziej przyziemne, tj. zabezpieczanie swojego sprzętu, to, że mamy hasło, którym się nie dzielimy ze wszystkimi koleżankami w klasie. To jest ta wiedza dla tych dzieci, która z nimi zostaje i idzie z nimi przez kolejne lata i też lata ich życia cyfrowego (nie tylko szkolnego).

W MegaMisji dzieci same dochodzą do wniosków, więc wiedza zostaje z nimi na dłużej

Ten program wydaje mi się, że jest bardzo przystępny dla nauczycieli, ponieważ nauczyciele dostają od nas gotowe scenariusze zajęć, pomoce. Dzieciaki bardzo dużo rysują, naklejają, wycinają, odchodzą od ławek, więc to już w ogóle dla dzieci jest fajne. Wszyscy mamy małe dzieciaki, więc wiemy, że też uwielbiają postacie bajkowe. Pamiętam jak zaczynałam pracę, przyniosłam pendrive z Psotnikiem i moje dziecko nie wiedziało co to jest, ale zobaczyło jakiegoś Psotnika i chciało go poznać. Więc to są takie elementy, które te dzieciaki nakręcają i one chcą w tej MegaMisji uczestniczyć.

Więc z naszego odsłuchu, żeby to nie zabrzmiało, że my się tutaj super chwalimy, ale nauczyciele mówią, że dzieciaki uwielbiają MegaMisję. Nauczyciele też, bo dostają konkretnie narzędzia, konkretne pomysły na lekcje i od ich zaangażowania, ich woli zależy jak to z dzieciakami przeprowadzą i zrealizują.

MegaMisja dostarcza nauczycielom konkretne rozwiązania i narzędzia do prowadzenia lekcji

Tak mi się wydaje z mojej rodzicielskiej perspektywy, jak słucham tego co Magda mówisz to fajne jest to, że jeśli mamy klasę czyli tych 15-25 uczniów, oni idą ze sobą te 8 lat w tej chwili.

Jeżeli my im damy wspólną bazę, wspólną wiedzę to one będą też wzajemnie siebie wspierać. Tak jak mówiłaś, dzieci się pytają nauczyciela czy mogą wykorzystać zdjęcie, ale one też wspólnie będą wiedziały co to jest hejt. Nie będzie tak, że jedno będzie poza wiedzą i ono będzie atakować innych. Oczywiście może się to zdarzyć, ale inni będą bardziej wyedukowani, bardziej świadomi.

Te kompetencje będą w nich rozwinięte, więc tak naprawdę takie zajęcia dadzą szansę, że przez te 8 lat te dzieci będą się rozwijać w bardziej bezpiecznym środowisku cyfrowym wzajemnie ze sobą.

Będą się też lepiej ze sobą kontaktować, bo kiedy ktoś np. na whatsappowej grupie czy na Messengerze zacznie po kimś jechać to inni być może powiedzą: „Ej, tak nie robimy”. Więc to jest dla mnie super, że dajemy dzieciom takie środowisko. Pomagamy im tworzyć środowisko bezpieczne. Zatem tu moje pytanie, bo MegaMisja nie jest ogólnie dostępna we wszystkich szkołach: w jaki sposób można do niej dołączyć i czy rodzice również mogą jakiś krok zrobić ku temu, żeby np. klasa mojego dziecka wzięła udział w tym programie?

Magda: Rodzice mogą zrobić taki krok, że opowiedzą o MegaMisji nauczycielowi. Sam rodzic jako rodzic, niestety nie może zgłosić klasy ani szkoły. Może kiedyś zrobimy taką rodzinną MegaMisję, ale na ten moment nie. Natomiast zdecydowanie może opowiedzieć nauczycielowi, że jest taki program, że słyszał i żeby nauczyciel sobie poczytać i jeżeli mu się spodoba, też się zdecydował. Wszystkie informacje są dostępne na naszej stronie fundacyjnej Fundacji Orange, gdzie prowadzimy rekrutację.

Szkoła zgłaszając się musi przygotować tylko taką pracę zgłoszeniową razem z uczniami. To jest prosta praca zgłoszeniowa dostosowana do warunków nauczania zdalnego, gdzie uczniowie mają z nauczycielem zaprosić MegaMisję do swojej szkoły. Oczywiście Komisja bierze pod uwagę przede wszystkim pomysł, ale też wykorzystanie narzędzi technicznych – czy tam będzie filmik, zdjęcia, czy to będzie jakaś prezentacja.

Ale generalnie to na co Komisja wybierając szkoły do MegaMisji zwraca szczególną uwagę to przede wszystkim pomysł, zaangażowanie i motywację szkoły do bycia w naszym programie.

Czyli reasumując: rodzice nie mogą sami bezpośrednio zgłosić się do Fundacji, ale mogą prosić nauczyciela, żeby on to wziął pod swoją pieczę i po prostu wysłał.

Dokładnie. Ja jestem takim rodzicem, który właśnie nauczycielowi często podsyła różne rzeczy. Jeszcze nigdy nie dostałam za to po głowie. Raczej nauczyciele są otwarci i przyjmują to z radością, że jakiś rodzic się angażuje. Jest to raczej dobrze widziane niż źle w moim przypadku.

Także zachęcam rodziców w tym momencie do tego, żeby zerknęli i zastanowili się czy w Waszej szkole można coś takiego zrobić. A jeśli słuchają nas nauczyciele to także, żeby zerknęli, być może także wykazali się tą inicjatywą i swoim wychowankom taką MegaMisję zapewnili.

MegaMisja jest bezpłatnym programem, do którego mogą zgłaszać się szkoły z całej Polski

Program #SuperKoderzy dla klas IV-VIII

Ale teraz moje takie pytanie, bo mówimy o dzieciach 1-3: co ze starszakami? Czy spisujemy już ich na straty czy ich też jeszcze można czegoś nauczyć?

Tosia: Dla starszych klas 4-8, nasza fundacja prowadzi program #SuperKoderzy. Też trwa właśnie nabór do tego programu na bardzo podobnych zasadach jak do MegaMisji. O co w tym chodzi? #SuperKoderzy to jest nauka podstaw programowania i robotyki. Brzmi bardzo poważnie, ale tak naprawdę chodzi o to, że różne przedmioty szkolne: matematyka, fizyka, język polski, przyroda, historia, języki obce – mamy takie scenariusze zajęć dzięki, którym te przedmioty szkolne można urozmaicić.

Wtrącając tam wątki związane z robotami, programowaniem po to, żeby po prostu te lekcje były ciekawsze. Dziecko uczy się tego co normalnie uczy się na przyrodzie, a przy okazji ma ciekawy, dobry, wartościowy kontakt z technologiami, bo uczy się programowania. Czyli np. na przyrodzie dzieciaki budują stacje pogodowe, pierwsze proste strony internetowe. Na muzyce okazuje się, że komponowanie muzyki ma dużo wspólnego z programowaniem – robią takie szacher-macher, że okazuje się, że na koniec grają na bananach czy innych owocach.

Więc to jest super, uwielbiają to. Nauczyciel zadowolony, ponieważ robi ciekawą lekcję, dzieciaki uczą się programowania w jakimś kontekście. To jest po coś – to nie jest tak, że ja teraz siedzę i mam szkolenie i będę programować, tylko robią to w jakimś kontekście, co jest tutaj bardzo istotne.

Programowanie jest umiejętnością, którą można wykorzystać do nauki innych przedmiotów i zdobywania wiedzy

Czy wszyscy muszą być programistami?

Jest taki hype na to programowanie. Wszyscy, żeby byli programistami. Ale jak wszyscy będziemy programistami to nikt nam chleba nie upiecze.

Sam się upiecze, sztuczna inteligencja go upiecze.

Myślę sobie, że nie każdy musi umieć programować, ale chyba w dzisiejszych czasach warto, żeby każdy poznał ten świat, spróbował o co w tym chodzi. Nie po to, żeby być programistą, bo nie każdy będzie programistą i to jest ok. Potrzeba nam też tego chleba. Ale wydaje mi się, że dla dzieci z perspektywy naszej fundacji to są dwie rzeczy.

Dla nas to jest ten wartościowy kontakt z technologiami, tzn. to nie jest ta bierna konsumpcja gier i filmików w necie, która w sumie niewiele wnosi w życie naszych dzieci, oprócz tego, że stanowi jakąś rozrywkę i tego też nie chcę negować, bo to też jest istotne. Ale tutaj, kiedy uczę się programowania to robię coś wartościowego, coś fajnego.

Programowanie to jest nauka logicznego myślenia. Programowanie to jest rozwój kreatywności, to jest tzw. problem solving, bo mamy jakiś kłopot i musimy coś wspólnie wymyślić, żeby ten problem rozwiązać. Według mnie, programowanie to jest też nauka precyzyjnej komunikacji.

Nauka programowania to także nauka logicznego myślenia

Na takich warsztatach, które mamy to najpierw trener ma dojść z punktu A do punktu B i dzieci mają go przeprowadzić za pomocą różnych komend. Dzieci wydają te komendy i np. mówią: „No to skręć w prawo”. To trener skręca w prawo, ale kręci się cały czas w to prawo. Dzieci wtedy widzą, że muszą go zatrzymać. Więc to jest też pewna logika, która za tym stoi, wydawania takich komend, żeby one z tego punktu A do punktu B nas doprowadziły. Mi się wydaje, że to jest bardzo cenna nauka dla dzieciaków.

No i po prostu wybuch kreatywności, jaki towarzyszy nauce programowania to jest coś niesamowitego. My kiedyś w fundacji zaprosiliśmy dzieciaki superkoderów i superkoderki do tego, żeby zrobiły animowane kartki świąteczne.

To co przyszło do fundacji to nie wiedzieliśmy co wybrać. To nie było idealne, nie wyglądało jak zaprojektowane przez artystę czy agencję kreatywną, ale tam było widać taką dziecięcą radość tworzenia. Tu jedzie Mikołaj z reniferami, spuszcza prezenty, prezenty wpadają do domku, ten domek się zatrząsł, tu nagle płatki śniegu. Po prostu widać w tym taką dziecięcą radość tworzenia, kreatywność, że to jest coś niesamowitego.

Dobrze prowadzone zajęcia z programowania wspierają rozwój kreatywności u dzieci

Więc myślę sobie, że nie każdy pewnie będzie programistą i to jest ok, ale fajnie, żeby dzieciaki spędzały czas w sposób wartościowy z technologiami, rozwojowy i też poznawały ten świat technologii od strony tworzenia, bo kiedyś zderzą się z tym, że nasz świat jest pełen algorytmów, pełen aplikacji, że to stworzył człowiek, że to nie jest tak, że jest jakiś osobny świat, który tworzy takie rzeczy. Im częściej zajrzą do bebechów, co jest po drugiej stronie tego wszystkiego, tym lepiej będą rozumiały świat, w którym funkcjonują.

Takie jest przynajmniej nasze podejście do sprawy.

#Superkoderzy to jest 10-miesięczny kurs. Nauczyciel dostaje gotowe scenariusze zajęć dostosowane do danego przedmiotu szkolnego. Wystarczy godzina w tygodniu na takie zajęcia związane z #Superkoderami.

My mamy bardzo dobry odsłuch, nauczyciele są zadowoleni, dzieciaki bardzo lubią te zajęcia, czekają na nie. To co też jest ważne – to, że nauczyciel nie musi być geekiem technologicznym z doliny krzemowej. To może być naprawdę nauczyciel, który umie włączyć komputer i na tym STOP. Szkolimy nauczycieli, przygotowujemy ich do tego, mają kompleksową wiedzę jak te zajęcia prowadzić i naprawdę nie muszą być programistami i nie muszą pracować w Orange.

Odpowiedziałaś na pytanie, które miałem na końcu języka. Czy nauczyciel musi być biegły w informatyce, bo to może być taka bariera lęku, że ktoś jest nauczycielem biologii, chemii, polskiego i mówi: „Nie, nie chcę się w to angażować, bo np. mogę się ośmieszyć przed uczniami, którzy dużo więcej wiedzą ode mnie”. Ale tak jak mówiłaś o tym, że nie każdy będzie programistą, ale warto to umieć to taka analogia mi się nasunęła, że nie każdy będzie matematykiem, ale warto umieć liczyć. Nie każdy będzie polonistą, ale też warto się umieć wysławiać.

To prawda. Ja też sobie tak myślę. Kiedyś nasi rodzice dbali o to, żebyśmy się uczyli angielskiego. To nie znaczy, że ja będę anglistką i to nie znaczy, że będę publikować językoznawcze wywody naukowe, ale dogadam się w knajpie, zrozumiem kawałek filmu po angielsku, mogę jechać w świat i czuć się w miarę swobodnie. Wydaje mi się, że ten świat, który się zbliża jest jednak światem mocno cyfrowym i po prostu warto ten język programowania, nawet jeśli nie umieć to troszkę rozumieć i mieć z nim kontakt, żeby wiedzieć po prostu w czym się poruszamy.

Nie każdy musi być programistą, ale warto nauczyć się podstaw programowania, by lepiej zrozumieć współczesny świat

Odnośnie nauczycieli to ważny wątek poruszyłeś. To jest rzeczywiście istotne, bo te technologie mogą przerażać. Jestem nauczycielką, mam 50 lat, mam już swoje utarte metody, swoje utarte sposoby nauczania i teraz po co mi te technologie na lekcji? Wydaje mi się, że drobna otwartość na to nie zaszkodzi, nawet jeżeli tego nie wiem i nie umiem dlatego, że to jest świat dzieciaków. One w tym są, to je kręci, to je jara, one tym żyją.

Myślę sobie, że dzisiaj lekcja będzie dla nich tym bardziej atrakcyjna im bardziej weźmiemy to w ogóle pod uwagę, że technologie je kręcą i że tak naprawdę, dzięki temu, że przyprowadzę roboty na lekcję to ta lekcja może być ciekawsze. Nie chodzi o te roboty i nie chodzi o programowanie, tylko dzieci po prostu się zaangażują, bo przychodzi coś co jest ważne w ich świecie.

Roboty na lekcji pomagają dzieciom zaangażować się w zdobywanie wiedzy

Magda: Dla mnie świetnym przykładem jest to, że np. o dynastii Piastów można się uczyć w ten sposób, że dzieciaki programują grę i robią grę o Piastach. Zastanówmy się ile w ich głowie zostaje po takiej grze, a ile jeżeli przeczytają rozdział w książce od historii. Ten poziom zaangażowania w tworzenie własnej gry o Piastach, a przeczytanie rozdziału to jest w ogóle nie do porównania. Więc jakby to co zostaje w głowie i też pokazuje im, że technologii można używać do fajnego uczenia się, można poznawać świat, że to nie są tylko gry, filmy itd. (co też nie jest złe), tylko to jest dużo więcej. Nagle odkrywają, że są jakieś aplikacje, dzięki którym mogą zmontować filmik, pojawiają się efekty.

To jest dla mnie wszystko bardzo wartościowe w całym procesie uczenia, bo jeżeli spojrzymy, że uczymy się globalnie – dzieciaki moim zdaniem potrzebują tego wszystkiego dookoła, nie samej tylko książki i tego podawczego sposobu nauki, tylko właśnie fajnie im to pokażmy. To czasami właśnie nie wymaga w ogóle dużo pracy ze strony nauczyciela, tylko właśnie jakiegoś otwarcia nowych drzwi i pokazania, że tam jest też świat i że możemy uczyć się nie tylko patrząc w książkę, ale programując grę czy używając robotów.

Pamiętam, jak byłam w podstawówce i moja wychowawczyni jak omawialiśmy jakąś lekturę to później odgrywaliśmy z niej scenki. Dzięki temu, ja np. do tej pory (mimo, że w podstawówce byłam milion lat temu) – pamiętam niektóre lektury. Jeżeli my dzieciakom mamy ścieżkę taką na językach obcych, gdzie mamy właśnie lektury i robimy widowisko, gdzie aktorami są roboty i mamy je zaprogramować, żeby one właśnie były aktorami w tych opowiadaniu, tym widowisku to wydaje mi się, że to na lata zostanie z dziećmi, że w ogóle była taka lektura, o czym ona była i że wtedy programowały roboty, które jeździły, wydawały dźwięki. Zupełnie inne doświadczenie edukacyjne dla mnie.

Czytanie książki nie jest jedynym sposobem zdobywania wiedzy

Tosia: Dzieci dzisiaj uczą się zupełnie inaczej. W związku z tym, że dostęp do wiedzy mają na wyciągnięcie jednego kciuka, one nie potrzebują takich zajęć podawczych, gdzie my Ci powiemy co się wydarzyło w tym roku – takiego transferu wiedzy. One są w stanie sobie to znaleźć w sekundę za pomocą asystenta czy wyszukiwarki.

Natomiast dzisiaj potrzebują czuć sprawczość, potrzebują mieć wpływ na to co się dzieje i przez to się uczyć – przez doświadczenie. To co też będzie chyba bardziej istotne to właśnie nie tyle ten transfer czy dostęp do wiedzy, tylko umiejętność weryfikowania co jest ok, a co nie jest ok, bo tych treści w Internecie jest mnóstwo. Natomiast jak wiadomo, nie wszystkie są prawdziwe. To chyba będzie jakaś duża umiejętność potrzebna teraz dzieciakom, żeby umieć to zweryfikować. Więc wydaje mi się, że dzieci dzisiaj są inaczej zupełnie stymulowane. Nagle wjazd robotów na lekcję to to jest to co je zaciekawia.

Magda: Też fajnie jest wtedy odbierany nauczyciel, który wjeżdża z robotami.

Nasze dzieci będą tworzyć przyszłość, w której my będziemy żyć

Myślę, że to się tak komponuje, że jeżeli młodszych dzieci uczymy kompetencji cyfrowych, tego żeby wiedzieli jak się bezpiecznie poruszać, a potem pokazujemy im jak wykorzystywać te umiejętności, żeby tworzyć ten świat to jest szansa, że ten świat cyfrowy, który (jeżeli nie będzie żadnych wybuchów na słońcu energetycznych, które nas tu wypalą) będzie dominował i będzie coraz większą rolę odgrywał w naszym życiu.

Więc myślę, że warto też zadbać o tych twórców przyszłych (czyli naszych dzieci obecnych), żeby one ten świat tworzyły dobry, żeby tam były dobre, wartościowe, przemyślane i mądre treści. Myślę, że takie programy mogą właśnie w tym pomóc.

Tosia: Jarek, ciarki mi przechodzą, kiedy to mówisz, bo dokładnie o to chodzi. Te dzieciaki kiedyś będą urządzać nam świat, więc warto, żeby robiły to etycznie, odpowiedzialnie. To one będą projektować rozwiązania sztucznej inteligencji, to one będą programować aplikacje. Wydaje mi się, że też te kwestie etyczne i odpowiedzialne podejście do tego jest tu w tym kontekście niezbędne.

My akurat głęboko wierzymy w to, że to po prostu ma taki sens, że ten wartościowy kontakt z technologiami rzutuje na przyszłość nas wszystkich, bo po prostu dzieciaki to przyszłość. Będą projektować, więc kiedy obmyślamy nasze programy to z tyłu głowy mamy troskę z tym związaną.

Ja zawsze sobie myślę na takiej MegaMisji: Ok, mamy tysiące szkół w naszych programach, dziesiątki tysięcy dzieci, które już przeszły te zajęcia – niech 50 z nich nie będzie w przyszłości hejterami, niech się zastanowi zanim kogoś obrazi, niech 30 z tych dzieci zadba o swoją prywatność, nie złapie się na jakieś nieprzyjazne kontakty w sieci, niech zastanowi się komu warto, a komu nie warto powierzać swoje tajemnice (bo taki też scenariusz w MegaMisji mamy).

Niech to będzie 30-50 dzieci to już zrobiliśmy kawał dobrej roboty. Przypuszczam, że więcej, ale taka myśl nam po prostu towarzyszy. Jedni z tego coś wyniosą, inni nie, ja sobie z tego zdaję sprawę.

Oczywiście im więcej tym lepiej, dlatego zapraszamy. Zgłaszajcie swoje szkoły, mówcie im o tym z taką troską o przyszłość, o te dzieciaki i o nas samych. Jest w MegaMisji taki jeden scenariusz, który mówi o zakupach online. Nie znam rodzica, który nie stracił co najmniej 50 zł na zakupach onlinowych, bo gdzieś tam podpiął swoją kartę: „Mamo, mamo mogę kupić tą różdżkę? Tylko 1 zł”. Nie znam rodzica, który tego nie przerobił. W MegaMisji też mamy scenariusz z tym związany, więc zadbajmy też o siebie w tym kontekście i swoje wydatki.

Umiejętność bezpiecznego i etycznego korzystania z technologii cyfrowych już dziś wpływa na przyszłe życie dziecka

Tak. Mi się wydaje, że warto patrzeć na edukację cyfrową w kontekście nie tylko nauki klikania, że dzieci dość szybko to załapią, bo te aplikacje, telefony są tak UX-owo porobione, że to właśnie jest po to, żeby szybko to załapać. Ale o wiele trudniej załapać te zasady. Tak jak przechodzenie przez jezdnię, tak jak kupno biletu na pociąg i przejechanie na drugi koniec kraju też nie jest takie proste obecnie.

Także myślę, że musimy się na tym skupić i tak na to patrzeć, że to nie tylko, żeby dzieci siedziały i klikały tylko, żeby robiły to mądrze, bezpiecznie i być może, żeby też wiedziały kiedy nie klikać, kiedy ten telefon odłożyć, kiedy warto skupić się na życiu, które mamy tutaj obok.

Tosia: W tym kontekście myślę sobie, że warto, żeby rodzice pozbyli się kompleksów, że nie są geekami technologicznymi i że nie radzą sobie być może tak super z aplikacjami, smartfonami jak dzieciaki, bo to jest dokładnie to, co mogą dzieciom zaproponować, tzn. te rzeczy poza techniczną obsługą.

Z tym sobie być może dzieci świetnie dadzą radę i nie będą nas potrzebować, ale ten drugi aspekt ostrożności, rozwagi, krytycznego podejścia, szacunku w Internecie i nie tylko to są takie rzeczy, do których techniczne umiejętności nie są potrzebne, a to jest dokładnie coś, co mogą zaproponować dzieciakom rodzice, nauczyciele, dziadkowie, bo ta edukacja cyfrowa jest po prostu szersza niż tylko związana z kwestiami technicznymi.

To jest wszystko w ogóle dla mnie takie bardzo optymistyczne, że my mamy wpływ na to jak będzie tworzyła się nasza przyszłość, rzeczywistość i możemy pomagać naszym dzieciom w taki realny sposobów. Też, żeby one potem pomagały, być może nam, bo one będą nas później wprowadzać w rzeczy, których my już nie będziemy rozumieć i które będą dla nas bardziej skomplikowane.

Jak dołączyć do programu MegaMisja i #SuperKoderzy

Zatem kończąc już naszą rozmowę, jeśli ktoś będzie chciał zachęcić swoich nauczycieli albo dołączyć swoją klasę do jednego z tych dwóch programów czyli MegaMisja dla klas 1-3 lub #SuperKoderzy dla klas 4-8, gdzie powinien się udać i skierować swoje kroki?

Magda: Powinien udać się na naszą stronę internetową czyli stronę Fundacji Orange fundacja.orange.pl i tam znajdzie informacje i możliwość zgłoszenia się do naszych programów. Czekamy na wszystkie szkoły z Polski, są to programy bezpłatne, szkoła nie ponosi żadnych koszt co jest też bardzo ważne, a o tym nie wspominałyśmy.

Czekamy do 10 maja na zgłoszenia od szkół, natomiast programy rozpoczną się już we wrześniu. Miejmy nadzieję, że już w normalnym roku szkolnym, w klasach za którymi tęsknimy. Zapraszamy wszystkich do wspólnej przygody z nami.

Tego wszystkim życzę, żeby ten nowy rok szkolny, który zacznie się już za 4 miesiące był normalny, tak jak to kiedyś bywało. Żebyśmy już nie musieli walczyć z tymi wszystkimi przeciwnościami.

Wam dziewczyny dziękuję bardzo za rozmowę i też życzę, żeby tych dzieci, które nie zostaną hejterami, które będą wiedziały jak się poruszać w sieci, które być może uratujemy od jakiś niefortunnych, mniej lub bardziej niebezpiecznych wpadek, żeby było jak najwięcej.

Bardzo dziękujemy. Cześć.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

Twoje dziecko ma już telefon? A może dopiero planujesz taki zakup? Dołącz do specjalnej grupy dla rodziców:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Goście odcinka

Tosia Bojanowska

W Fundacji Orange zajmuje się komunikacją. Z wykształcenia socjolożka, która wierzy w społeczną zmianę poprzez edukację. Mama kreatywnego czterolatka.

Magda Mierzwińska

Wierzy w naturalną chęć dzieci do rozwoju. Angażuje się w życie szkoły, bo czuje, że rodzice mają wpływ na szkolną społeczność, a przy okazji pokazują dzieciom, że warto działać i zmieniać świat. Jest mamą Ali i Olka i dzięki nim każdego dnia chce jej się więcej.

Spis treści

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Poznaj 6 zaskakujących sposobów, by Twoje dziecko mniej korzystało z telefonu.

Podaj swój adres email i już dziś zacznij zmieniać technologiczne nawyki w swojej rodzinie.

Udało się! Zgadnij kto właśnie napisał do Ciebie mejla ;)