Jak wspierać emocje dziecka w czasie pandemii i nauki zdalnej. Joanna Kalembka

Jak nauczanie zdalne wpływa na stan emocjonalny naszych dzieci?

Jak pomóc im radzić sobie z negatywnymi emocjami?

I kiedy warto szukać w tym temacie pomocy u psychologa?

Gościem dzisiejszego odcinka jest Joanna Steinke-Kalembka, która jako psycholog i psychoterapeuta pomaga dzieciom, młodzieży i ich rodzicom radzić sobie z trudnościami z jakimi się spotykają, koncentrując się na pracy nad emocjami.

Z Joanną wspólnie zasiadamy w Radzie Programowej Heroo Mobile, nowej sieci telefonii komórkowej tworzonej z myślą o bezpieczeństwie dzieci, o której miałeś już okazję słyszeć w kilku poprzednich podcastach.

Poniżej znajdziesz odtwarzacz, transkrypcję oraz wersję video podcastu z nszego lajwa na fanpejdżu Ojcowskiej Strony Mocy.

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Jak pomagać dzieciom radzić sobie z emocjami

Joanna przygotowała dla słuchaczy ebook z praktycznymi poradami

Pobierz prezent

Dołącz do newslettera Ojcowskiej Strony Mocy, a już za chwilę otrzymasz go na swojego mejla

.

Kim jest Joanna Kalembka

Cześć, Asiu.

Cześć, Jarku.

Bardzo miło mi Cię tutaj powitać, na tym livie, na którym będziemy rozmawiać o ważnej rzeczy, jaką są emocje naszych dzieci w kontekście tego trudnego czasu pandemii oraz nauki zdalnej. Zanim przejdziemy do tematu, czy mogłabyś przedstawić się, żeby wszyscy wiedzieli kim jesteś, czym się zajmujesz.

Ja mam ja mam na imię Joanna Steinke-Kalembka. Jestem psychologiem, psychoterapeutką. Głównie teraz pracuję już tylko w gabinecie prywatnym z dziećmi, młodzieżą i ich rodzicami. W dużej mierze nad regulacją też emocji, nad wsparciem emocjonalnym. Poza tym od kilku lat – bo to chyba już 6 – prowadzę blog edukowisko.pl.

Zaczęłam go prowadzić po narodzinach mojej drugiej córki z taką myślą – że wtedy jeszcze 6 lat temu to w ogóle świat blogów, a w ogóle blogów psychologicznych, to było ich tam garstka – i miałam taką myśl, że fajnie by było stworzyć takie miejsca w sieci, gdzie można znaleźć taką rzetelną wiedzę, najnowszą z dziedziny psychologii, i taki cel nadal mi przyświeca, więc jak zajrzycie na edukowisko, to tam znajdziecie już ponad setkę pewnie – jak nie więcej-artykułów i o emocjach, i o motywacji, i o rozwoju dzieci w kontekście też rodzinnym i szkolnym więc bardzo zapraszam.

Prywatnie jestem mamą trójki dzieci. W wieku szkolno-wczesnoszkolno-przedszkolno-żłobkowym. Mam trójkę dzieci, więc to jest taki przekrój. Więc testuję też w domu na dzieci wiele teorii psychologicznych.

Czym są emocje?

No to tak jak ja. Też mam trójkę w wieku od 12 do 4 więc jest pełen przekrój a zaczyna się wiek nastoletni, więc będzie jeszcze weselej. Tak naprawdę zacznijmy od podstaw. Zanim zaczniemy mówić jak regulować emocje, jak nad nimi panować, wyjaśnijmy sobie czym są emocje.

No właśnie jak padło to pytania, czym są emocje to też można powiedzieć, że to pytanie niby takie proste a bardzo trudne. I psycholodzy, ale pewnie nie tylko psycholodzy, właściwie mają różne pomysły, jak zdefiniować czym jest emocja. Pewnie moglibyśmy tutaj cały ten nasz live, w ogóle poświęcić tym różnym koncepcjom ale to nie o to chodzi

Mi jakoś najbardziej bliskie spostrzeganie emocji, jako takich informacji, które pojawiają się w nas, w naszym ciele, informacji o tym jak nam jest w świecie, jak nam jest z nami, jak nam jest z naszymi potrzebami, więc to są takie ważne informacje.

Emocje przynoszą nam informacje o naszej relacji do świata, naszych potrzeb i samych siebie

To, co też pewnie jakoś ważne i jakoś mocno też zauważam w swojej pracy, że chociaż emocje to jest taka część nas, to właściwie nikt nas nie uczy obsługiwać się naszymi emocjami, naszą emocjonalnością. Jakoś tak się stało, że ta matematyka, fizyka i inne rzeczy, które są ważne ale właściwie wychodzi na to, że jakoś zupełnie zapominamy o tym właśnie, co jest w nas i o takim też czytaniu siebie.

Więc tak jak mówiłam, podsumowując to ja postrzegam emocje, jako takie informacje, które się w nas pojawiają, które też warto żebyśmy nauczyli się czytać, bo to tak trochę jak – ja czasem lubię porównać emocje do konstrukcji samochodu i tego jak działa samochód.

Warto uczyć się odczytywania emocji, tak jak uczymy się matematyki

Wszyscy ci, którzy kierują to wiedzą, że tam czasem wyświetlają się na stacyjce różne rzeczy. Jak się coś wyświetla no to fajnie wiedzieć, co się wyświetla i czy to jest coś, czym należy się jakoś przejmować, jakoś zaopiekować czy można jechać dalej.

No bo kiedy to się będzie świecić a my będziemy jechać dalej i tak nie będziemy się tym przejmować, to może się podziać tak – i pewnie się po dzieje – że w pewnym momencie staniemy, bo na przykład zabraknie nam benzyny.

Z emocjami jest podobnie. One się gdzieś, tam pojawiają, wyświetlają a gdy my jakoś tak, udajemy na przykład, że ich nie ma albo ich nie zauważamy, to w pewnym momencie one tak mocno się dobijają, że metaforycznie można powiedzieć, że jakoś grzęźniemy i nie możemy jechać dalej, bo jest już ich po prostu tak dużo.

Gdy długo będziemy udawać, że nie dostrzegamy emocji, to one z czasem zaczną się do nas mocno dobijać.

Fajne porównanie jest z tą deską rozdzielczą od samochodu. Ja sobie próbuję tak teraz przypomnieć mają. U mnie cały czas świeci ta pomarańczowa check engine. Kiedyś przez miesiąc jej nie miałem i byłem zaniepokojony, bo straciłem przyjaciela. Natomiast, rzeczywiście są pomarańczowe i są czerwone, które wiesz przy czerwonych jak ci się zaświeci akumulator, olej, czy – nie wiem czy paliwo jest czerwone, ale pewnie też, bo nigdy mi się nie zapaliło – to trzeba się zatrzymać, bo jest stop. Przy pomarańczowych trzeba jak najszybciej się ogarnąć. Więc czy idąc taką analogią, są takie emocje czy też takie nasze reakcje, które wymagają natychmiastowego zaopiekowania się nimi?

Zaraz odpowiem na to pytanie, ale też chciałam uderzyć w coś takiego ważnego, co powiedziałeś, że ważną umiejętnością jest odczytywanie kolorów ze stacyjek na przykład.

Czy to jest pomarańcz, czy to jest czerwień, czy to jest coś, co należy zaopiekować się tym na tu i teraz, czy można zostawić na potem, bo też jakoś mam taką myśl w głowie, że my często przez to, że nie zauważamy tych pomarańczowych świateł i się jakoś nimi nie zajmujemy, no to one urastają do tych czerwonych i po prostu samochód sto,i i jest popsuty albo nie może jechać.

Jedną z takich głównych rzeczy, którą warto byłoby robić, jeśli chodzi na przykład o regulację emocji, to jest zauważanie tych pomarańczy, czyli tych emocji, które jeszcze nie są tak intensywne, ale już się pojawiają.

Żeby nie zajmować się tylko tymi pożarami ale, żeby zauważać, kiedy coś się w ogóle pojawia, bo dzięki temu często nie będziemy musieli się tymi pożarami prostu zajmować.

Warto nauczyć się zauważać emocje na wczesnym etapie rozwoju, kiedy zajęcie się nimi nie wymaga od nas dużego wysiłku

A wracając do tego pytania czy są takie emocje, którymi trzeba by się zajmować od razu, to emocje też mają swoje funkcje i po to je mamy, bo one są po coś. To są takie informacje na przykład o tym, co się dzieje w świecie i podejrzewam, że taki wielki strach, który nam się pojawia, bo właśnie do pokoju wchodzi nam tygrys szablozębny, to jest informacja, którą należy się zająć od razu i zapewne nawet nie będziemy musieli się tym zajmować na poziomie świadomym, bo nasze ciało jest tak skonstruowane, że jak u ciebie by się pojawił tygrys w przedpokoju, albo u mnie za drzwiami, to nie myśląc nasze ciało by tak spowodowało, żebyśmy po prostu jakoś zareagowali. Uciekając czy walcząc.

Pewnie bardziej uciekając, bo nasz mózg też by od razu stwierdził, że właściwie walka tu nie ma sensu, jedyne co możemy zrobić to jakoś uciec czy nie wiem, udawać trupa powiedzmy. To by się zadziało natychmiastowo i właściwie bez naszej świadomości. Myślę, że to też jest super sprawa, jaką my w sobie też tak naprawdę mamy, bo emocje mocno też pomagają nam przetrwać i po to też głównie je mamy, żeby móc przetrwać w tym świecie.

Emocje pomagają nam przetrwać

Czy emocje mogą być dobre i złe

Tygrysa szablozębnego się tutaj nie spodziewam, natomiast nadaję z pokoju córek i co jakiś czas rzeczywiście słyszę „Tata”, to wtedy wiadomo, że albo pająk gdzieś się za pałętał, więc trzeba przyjść na ratunek. A druga rzecz jaką słyszę, kiedy jest krzyk tata w domu i to jeśli słyszę go nagle ze wszystkich trzech stron, w ciągu dnia to znaczy, że brakło WiFi i też trzeba przyjść na ratunek, bo ani żona, ani dwójka dzieci też nie może korzystać z sieci. Więc to jest tak naprawdę, teraz patrząc z tej strony no bardzo dobre, że mamy te emocje, bo dzięki niemu możemy albo sami się uratować, albo kogoś poprosić o pomoc, czyli tak naprawdę przeżyć, funkcjonować, żyć. To w takim razie jeszcze takie ostatnie teoretyczne pytania bym chciał zadać. Czy są emocje dobre i złe, pozytywne, negatywne, jak wygląda ten podział? Czy możemy w ogóle coś takiego określić?

Pomyślałam sobie, że fajnie, że się pojawiło takie podsumowanie z twojej strony – czy konkluzja – że właśnie te emocje dobrze mieć, bo z jednej strony dzięki nim możemy w ogóle przetrwać ale one nas też czynią ludźmi, bo mi w takich momentach pojawia się film Star Trek i ten Data, który był Androidem.

Wyglądał jak człowiek ale nie miał tych programów emocjonalnych, tylko cały ten intelekt, i jak z boku się patrzyło na jego działanie, to często było ono zupełnie nielogiczne i irracjonalne, ale pod względem intelektu to ono było spójne, ale brakowało tam tych emocji, więc patrząc z boku on nie działał rozumnie.

Po to są emocje, żeby też nas jakoś prowadzić, motywować, kierunkować, więc to jest też jeden klucz wszystkiego.

Bez emocji bylibyśmy jak roboty. One czynią nas ludźmi.

A wracając do pytania, czy są emocje dobre i złe, pozytywne czy negatywne, to faktycznie jest tak, że w psychologii jest taki podział, nawet podręcznikach, na emocje pozytywne i negatywne. On ma też swoje zadanie tylko, coś takiego się stało nam społecznie, że my trochę przez to pozytywne rozumiemy – dobre i fajne a przez negatywne rozumiemy – złe, „ble” i nie chcę takich mieć.

Nieprzyjemne.

Nieprzyjemne, tak. Nieprzyjemne, jakby równa się w naszej głowie – złe, czyli do wykasowania. Jak się one pojawiają to coś jest nie halo. Trochę też takie coś się właściwie mocno pojawia w tym zachodnim społeczeństwie, że smutek jest zły, jest „be”, no bo to zaraz depresja i wiadomo, że to już jest choroba i to nie jest fajne.

Jak jest złość, to też jest „ble” i okropne, niedobre, no bo mogę stracić kontrolę i zrobić komuś krzywdę. Jak jest strach i lęk, to też jest „ble”, no bo przecież trzeba być odważnym i pewnym siebie a nie być tchórzem. Nam się od razu w głowie załączają takie lampki, jak się takie emocje pojawiają, że to trzeba wykasować, że to nie jest dobre, jak się we mnie pojawia, że jak się we mnie pojawia, to coś jest nie tak ze mną na przykład.

Emocje negatywne, jak na przykład złość, nie są złe. One odgrywają w naszym życiu ważną rolę.

Jak pandemia wpłynęła na nasz stan emocjonalny?

Zatem, czy możemy stwierdzić – teraz przechodząc do tematu, o którym chcemy rozmawiać – że ten okres pandemii, który trwa już w sumie rok – prawie rok, bo mamy luty za chwilę a w lutym się wszystko zaczęło te wszystkie nasze zamknięcia, lockdowny pierwsze i pierwsze fale – czy on jakoś wpłynął mocniej na to, że te emocje negatywne typu, nie wiem smutek się zwiększyły? Znaczy ja czuję po sobie, że się zwiększyły ale czy możemy tak stwierdzić globalnie, że to wpłynęło na nas i na nasze rodziny w jakiś negatywny sposób?

No właśnie. Z jednej strony to rok, więc może się wydawać, że to już kupa czasu. Z drugiej strony, dla badań takich psychologicznych czy długoterminowych, rok to jest właściwie jeszcze bardzo krótko.

Pojawiają się już badania, które zajmują się tą kwestią, jak to wygląda globalnie, jak to wygląda w Polsce, jak to wygląda w różnych grupach wiekowych ta jakość życia emocjonalnego podczas pandemii. Ja w te badania jeszcze mocno się nie zagłębiałam, ale patrząc na tym, co jakoś doświadczam w gabinecie podczas rozmów z rodzicami, z dziećmi, czytając na forach, rozmawiając z kolegami po fachu, to jakoś mocno widać, że ten czas pandemii nie jest łatwym czasem dla nas, i tych emocji jest bardzo dużo.

Takich też trudnych emocji – jak mówiłeś – złości i lęku, i smutku, i to jest całkiem naturalne, że te emocje się pojawiają, no bo to jednak jest ogromna zmiana dla nas wszystkich. Też taka zmiana, która jakoś otwiera wiele takich lęków – w ogóle myślę sobie czysto ludzkich – jakie w sobie mamy przed stratą, przed śmiercią, przed chorobą, więc to są takie lęki, które po prostu mamy, a ten czas powoduje, że one się po prostu otwierają i jakoś sobie trzeba z nimi wszystkimi poradzić.

Czas pandemii sprzyja powstawaniu negatywnych emocji

Choćby nawet lęk przed bezrobociem, przed utratą pracy, to są takie mocne lęki, które są w nas i tak jak mówię, widać, że tego jest coraz więcej i że nam jest z tym trudno. Myślę sobie, że też pewnie pojawiają się głosy – też czasem czytam – że ja jakoś nie czuję, żeby mnie ta pandemia dotknęła, bo ja jestem introwertykiem, więc lubię siedzieć w domu, więc to jest fajne, że można sobie posiedzieć w domu.

My nie jesteśmy bańkami, tylko żyjemy w sieci społecznej i być może my jesteśmy introwertykami i to jest dla nas fajne siedzieć w domu, ale mamy też swoje rodziny, swoje dzieci, jesteśmy w jakiejś sieci społecznej, i te sieci generują jakiś poziom lęku i napięcia, które my – chcąc, nie chcąc – przechwytujemy i też musimy sobie z tym radzić, więc podejrzewam, że nie ma osoby, której ta pandemia nie dotyka, na bardziej świadomym czy nieświadomym poziomie.

Wszyscy, także introwertycy, żyjemy w sieci społecznej i izolacja dotyka nas na bardziej świadomym lub nieświadomym poziomie.

Jak pomóc dzieciom radzić sobie z emocjami?

Poruszyłaś bardzo fajną rzecz, tego właśnie lęku bezrobocia, czyli nasze dorosłe lęki. Dzieci raczej tego lęku nie mają, one się innych rzeczy mogą bać i za chwilę do tego przejdę, ale w przypadku tej pandemii, którą teraz mamy i w przypadku tych emocji, które nam się pojawiają, czy najpierw powinniśmy zająć się naszymi emocjami – rodziców, dorosłych które później jakoś promieniują na nasze dzieci, czy najpierw jednak zaopiekować się emocjami naszych dzieci?

To jest trudne pytanie. Dość złożone. Ja wychodzę jednak z tego założenia, że nasze dzieci, ponieważ u nich ten mózg się dopiero buduje i zwłaszcza buduje się ta kora czołowa i przedczołowa, która odpowiada za takie dojrzałe regulacje emocji, to my dla naszych dzieci jesteśmy takim trochę – nie wiem czy maszyneria to dobra określenie – ale jesteśmy takim, jakby rusztowaniem dla ich emocji.

Jako rodzice pełnimy rolę rusztowania dla emocji naszych dzieci

Rusztowaniem pod tym względem, że tak to natura wymyśliła, że ponieważ ten mózg naszych dzieci tak długo się rozwija i zwłaszcza te kory odpowiadające za dojrzałe regulowanie emocji, to nasze dzieci trochę regulują emocje przez nas. My jesteśmy taką szafą, kontenerem tych ich emocji i my trochę mamy te emocje zbierać, radzić sobie z nimi i oddawać w takiej, jakby paczuszce dla naszych dzieci i w ten sposób też jakby uczyć je regulować swoje emocje. Jakby nie ma regulacji emocji bez koregulacji, kiedy byliśmy dziećmi.

Czyli trudno mówić osobie, która nie będzie umiała radzić sobie z emocjami, jeśli na poziomie bycia dzieckiem nie miała takiej osoby, która jakby pomagała jej radzić sobie z emocjami, czy tak to regulować te emocje i nie tylko na takim poznawczym względzie czyli jakby mówiąc, ucząc, czytając bajki ale też takim zupełnie emocjonalnym, takim trochę nawet nieświadomym bym powiedziała, że ona była, że ona jakoś akceptowała, że to dziecko wiedziało, że ma wsparcie, akceptację, że to jest coś takie bardzo ważne i często dziejące się bardzo tak biologicznie i podprogowo.

Naszym zadaniem jest pomóc dzieciom radzić sobie z emocjami, których one nie potrafią jeszcze przetworzyć

Więc trochę jest tak, że kiedy nam trudno radzić sobie z własnymi emocjami i w tym naszym kubeczku zasobów jest bardzo niewiele i my sami z sobą jakoś, trudno nam dojść do porozumienia, to w takim momencie też trudno mówić o tym, że my będziemy w stanie tym naszym dzieciom pomóc z tymi emocjami, że znajdziemy w sobie takie pokłady cierpliwości czy miejsca w tej szafie, żeby poukładać te emocje naszych dzieci i im oddać w takiej zgrabnej paczce, jak tam my mamy pełno zawalonych własnych przestrzeni własną emocjonalnością, czy tymi trudnymi emocjami, że tam po prostu już więcej się nie mieści.

Stąd pewnie tak ważne jest żeby umieć najpierw poukładać sobie w tej szafie, najpierw zaopiekować się sobą, bo dzięki temu tam będzie miejsce też na te emocje naszych dzieci, które się szczególnie w tym czasie pojawiają.

Tu jest taka podwójna trudność. Z jednej strony to jest ciężki czas dla nas dorosłych a z drugiej strony to jest czas, który też się mocno odbija na naszych dzieciach. Odbija, bo one same mają naukę zdalną, jest dużo wyzwań, dużo zmian, ale też one bardzo mocno obserwują i wyczuwają to co się dzieje z nami i ze światem dorosłych.

Nie nauczymy dzieci radzić sobie z emocjami, jeśli wpierw sami się tego nie nauczymy

Ja się czasem śmieję, że dzieci to są takie papierki lakmusowe rodziny. Jak u nich ten kolor się zmienia i coś się zaczyna dziać to najczęściej to jest odbicie tego, co się dzieje w ogóle w rodzinie, że tam się zaczynają jakieś trudności. Dziecko jest takim papierkiem lakmusowym, które najczęściej po prostu jako pierwszy zaczyna się świecić i pokazywać jakiego potrzebuje na przykład wsparcia albo potrzebuje zmiany, potrzebujemy zaopiekować się tym wszystkim, co się dzieje.

Na zachowanie dzieci oraz ich emocje ma wpływa sytuacja w całej rodzinie

Jak pracować nad swoimi emocjami

Ale co ciekawe, to nie tylko dziecko, wtedy potrzebuję wsparcia ale cała rodzina czy też dorośli, bo na dzieci to przechodzi. Jak możemy te emocje najpierw w takim razie – jak doszliśmy do takiego wniosku –u siebie wyregulować?

To jest takie pytanie gigant.

Na 10 godzin. Albo na pracę doktorską.

Na 10 godzin i na pracę doktorską, jeśli nie habilitację i to jest też bardzo trudne pytanie, dlatego że ono jest mocno indywidualne.

Kiedy pojawi się na przykład pacjent w gabinecie my pracujemy nad jego emocjami, to ta praca zawsze wygląda trochę inaczej. Nie ma czegoś takiego, że przyjdzie pacjent, ja mam złotą książkę czy złoty protokół i krok po kroku robimy różne rzeczy i potem pacjent, za ileś tam czasu już wie jak to się robi i jest super.

Nie, to zawsze ta praca wygląda inaczej, bo zawsze są inne rejony, którymi się trzeba przyjrzeć, trochę też się po zastanawiać, co się takiego dzieje, że te moje emocje teraz są takie rozregulowane, bo wracając do tego, że jeśli traktujemy emocje jako informacje o tym, co się dzieje jak nam jest, to pierwszym krokiem, żeby coś robić to w ogóle najpierw obejrzeć, co te emocje, jaką informację chcą nam przekazać.

Nie ma jednego przepisu na radzenie sobie z emocjami, który będzie działał u każdego

Dlaczego się właściwie pojawiły teraz, co chcą mi przekazać. Te informacje są różne, to są czasem informacje o tym, że gdzieś gubimy swoje potrzeby, że gdzieś dajemy sobie wchodzić w nasze granice, które jakoś są dla nas ważne, że nie realizujemy rzeczy, które były dla nas wartościowe, że tych informacji, które chcą nam przekazać emocje może być bardzo dużo i czasem połowa sukcesu – jeśli nie więcej – to jest w ogóle rozwikłanie tego, co za tym stoi.

Czasem to jest największa robota i też najtrudniejsza bo, znowu wracamy do tego, że nikt nas nie uczył w życiu odczytywania tych informacji, więc to jest trochę jak nauka chińskiego czy tam japońskiego. Nauczyć się w ogóle zauważać, kiedy pojawiają się emocje i co chcą nam przekazać, chociaż to jest piękna wiedza i ważna. Warto podjąć wyzwanie i zacząć się jej uczyć.

Pracy nad własnymi emocjami można się nauczyć

Na początku ważne jest to, żeby się jakoś zatrzymać, kiedy się to pojawi. Zatrzymać się – tak trochę ja to porównuje – zaprosić tych naszych emocjonalnych gości na kawę i herbatę. Nie zamykać przed nimi drzwi i udawać, że nas nie ma tylko powiedzieć no dobra…

Zaakceptować?

Tak.

– Lęku, złości, smutku jesteś to siadaj, pogadamy po co ty tu właściwie jesteś. Pogadamy, chociaż za tobą nie przepadam i w ogóle jak jesteś, to nie jest miło, bo mam jakieś napięcie w ciele i jestem drażliwa, i multum innych rzeczy za sobą niesiesz, ale trochę niesiesz też dlatego, żebym ja w ogóle zauważyła, że ty jesteś.

No bo jak inaczej ta emocja miałaby o sobie dać znać.

Pierwszym krokiem w pracy nad emocjami jest zatrzymanie się i zaakceptowanie, że te konkretne emocje się u nas pojawiły

Więc zapraszamy tą naszą emocję na kawę, herbatę. Dajemy jej taką przestrzeń, żeby sobie tu posiedziała i wciskamy ten stop, i patrzymy co się takiego w naszym życiu może dzieje, w nas samych, że ta emocja się pojawia, że jest jej na przykład tak dużo. To jest pierwszy, tak naprawdę najważniejszy krok.

Też ważne jest to o czym mówiłam na początku, żebyśmy zauważali te nasze emocje, kiedy one tak po prostu pukają do naszych drzwi, czyli są jeszcze takie, bym powiedziała grzeczne i jeszcze nie takie intensywne, pukają i wtedy je wpuszczajmy, jak są takie pomarańczowe, bo jak tego nie zrobimy to one po prostu z intensyfikują się, będą wielkie, czerwone i prędzej czy później te drzwi nam wyważą, bo tak to działa.

Trochę tak jest, że my najbardziej się interesujemy naszymi emocjami, kiedy one nam właśnie te drzwi wyważyły i już są takie „AAA”, i trudno ich nie zauważyć, i wtedy najczęściej szukamy recept co zrobić z tymi emocjami. Czy to u siebie, czy u naszego dziecka.

Nie uciekajmy przed trudnymi emocjami. Im wcześniej zaczniemy nad nimi pracować, tym łatwiej nam będzie sobie z nimi poradzić

Wtedy też szukamy pomocy, czytamy podręczniki, szukamy często jakiejś pomocy na forum, bo te pytania „co zrobić jak moje dziecko się złości”, albo robi to i to, to są takie pytania bardzo częste, na które my też byśmy chcieli, takich gotowych recept, komunikatów, reakcji, które spowodują, że ta emocja po prostu zniknie, ale to niestety tak nie działa, bo kiedy ta emocja już jest taka wielka i intensywna, i właśnie nam wyważyła drzwi, to najczęściej jedyne, co możemy zrobić, to poczekać i uzbroić się w cierpliwość, żeby ona po prostu się wykrzyczała i trochę spuściła z tonu.

Nie ma gotowych recept na trudne emocje naszych dzieci

Czy psycholog może nam pomóc radzić sobie z emocjami?

Kilka myśli mi się pojawiło podczas tego, co mówiłaś, bo to był naprawdę fajne. Mam nadzieję, że wszystko mi się uda zapamiętać.

Na końcu to, co powiedziałaś, że szukamy jakichś porad jak szybko coś zrobić, nie? Jak pomóc sobie czy dziecku. Tak mi się skojarzyło, że szybko, to można zrobić jajecznicę. A tak naprawdę pracując nad emocjami, naszą psychiką trzeba czasu, nie? Więc to trzeba się uzbroić w cierpliwość – tak jak powiedziałaś na końcu.

Druga rzecz to, że emocje traktujemy jako informację zwrotną, że coś się dzieje i trzeba się zatrzymać, co jest bardzo trudne, bo wymaga od nas pracy i zatrzymania się w tym pędzącym świecie.

A trzecia rzecz, powiedziałaś o tym, żeby pomimo, że nie lubimy tych emocji, pomimo że nie są przyjemne i fajne, żeby się zatrzymać i z nimi zaprzyjaźnić, wziąć ich na kawę i herbatę, i pogadać.

Ja na przykład tak miałem ze sobą, że stwierdziłem kiedyś, że nie będę przy dzieciach okazywał, że jestem zły, złościł się. Żeby one też się nie złościły, i zaczęło to powodować, kiedy na przykład były jakieś rzeczy, które mnie złościły – im dzieci starsze, tym jest ich więcej – to zaczęły się one kumulować we mnie i w pewnym momencie okazało się, że dzieci widzą, że jestem wkurzony, że coś się we mnie gotuje, a ja udaję, że wszystko jest ok.

W związku z tym zrobiłem coś zupełnie odwrotnego, bo nagle okazało się, że ja uczę dzieci udawania, że jest ok. Zamiast powiedzenie, że jest coś złego, zamiast powiedzenie, że coś mnie denerwuje i w związku z tym jestem zły, to ja uczę ich udawania. Po jakimś dłuższym zatrzymaniu się nad sobą, przemyśleniu, przedyskutowaniu też tych rzeczy – mi to żona o tym powiedziała – że w sumie Jarek źle robisz. Ogarnij się, bo dajesz im złe sygnały.

Zacząłem to mówić, słuchajcie, jestem w tej chwili zły dlatego, bo coś tam się wydarzyło, przejdzie mi to. Pewnie mi to przejdzie, natomiast w tej chwili mogę być troszkę niemiły, mogę być podirytowany, a zdenerwowało mnie to i to, co możemy na przykład zrobić, żeby tego nie było w przyszłości.

To jest taka moja recepta, mój sposób na to, żeby po pierwsze samemu radzić sobie ze swoją emocją, która jest ta zła, negatywna, której nie lubię, ale też, żeby pomagać dzieciom na zasadzie – pokazuję im, że my dorośli też odczuwamy emocje, że to nie jest coś dziecięcego, typu nie złość się, nie mazgaj się, nie przystoi dziesięciolatkowi, zachowuj się jako dorosły.

Natomiast, wspomniałaś kwestię wizyty u specjalisty. I tu mam takie pytanie. Kiedy w ogóle można rozważyć to, żeby pójść czy z sobą, czy z dzieckiem do psychologa, żeby ogarnąć kwestię emocji? Kiedy porady z książek czy nasze zatrzymanie się jest już niewystarczające? Kiedy możemy stwierdzić okej, dobra muszę poradzić się kogoś, kto zna się na rzeczy?

Ja jestem zwolennikiem odczarowywania zawodu psychologa czy psychoterapeuty. To się powoli dzieje, ale jednak często jest jeszcze nadal tak, że jak się idzie do psychologa i psychoterapeuty, no to już sobie kompletnie nie radzimy, albo coś jest z nami nie tak i to jest jakaś porażka. Trochę, myślę sobie, że pewnie psycholog i psychoterapeuta, jest trochę jak stomatolog czy dentysta albo fizjoterapeuta.

Czyli to są takie osoby, takie zawody, do których czasem udajemy się, no bo faktycznie nas coś boli, a czasem udajemy się, żeby po prostu sprawdzić, czy wszystko jest ok. Tak kontrolnie.

Do psychologa można wybrać się jak do dentysty – kontrolnie, by sprawdzić czy wszystko jest z nami OK.

Myślę sobie, że takie kontrolne wizyty też są, jak najbardziej fajne i wartościowe, że czasem lepiej pójść na zaś, bo mam poczucie, że sobie z czymś nie radzę, albo chciałbym się czegoś dowiedzieć, tylko dlatego, żeby na przykład poznać kim jest ten psycholog.

Na czym ta jego praca polega, żeby się tak trochę nie bać i wiedzieć, że taka osoba jest i może mi dać wsparcie, bo potem, kiedy coś naprawdę będzie się działo, ja wiem, że mogę wrócić i taką pomoc mogę uzyskać.

I takie odczarowywanie tego zawodu – mam taką myśl w głowie – że jest potrzebne, żeby pójścia do psychologa nie traktować właśnie jako porażkę czy coś mi nie idzie, tylko wprost przeciwnie – jako taki krok, żeby zadbać o siebie. Jakoś tak w ogóle, ostatnio mam takie przemyślenia, że zawód psychologa i psychoterapeuty to właściwie jest taki zawód, który uczy dbać o siebie.

I tak naprawdę obojętnie nad czym pracujemy, nad złością, nad depresją, nad jakimiś zaburzeniami lękowymi czy innymi rzeczami, to my zawsze w jakiś sposób uczymy pacjentów dbać o siebie. Na różnych poziomach i to jest piękne, że takie wsparcie możemy dawać, ale też – wracając do tego twojego pytania, bo mam wrażenie, że się trochę tak zakręciłam w tym – to z jednej strony nie bałabym się pójścia do psychologa, nawet jeśli mam poczucie, że może jeszcze poczekać, że może to nie jest aż taki problem.

Jeśli dla nas jest coś problemem i trudnością, i to jakoś zaburza nasze funkcjonowanie, to ja uważam, że to już jest taki moment, kiedy warto by iść i się skonsultować, albo żeby się uspokoić i stwierdzić właściwie ok, to jest taki czas rozwojowy i trzeba to przeżyć, albo żeby się dowiedzieć, że faktycznie tutaj się można temu bardziej przyjrzeć, jakoś zadbać o siebie .

Psycholog pomoże Ci nauczyć dbać o siebie

A czy jest jakiś nurt psychoterapii, który najbardziej się nadaje do prac nad emocjami? Nie wiem na przykład systemowa czy jakaś inna? Jakiej szukać pomocy?

Tak jak powiedziałeś, tych nurtów jest dużo. Te nurty też maja różne założenia pracy z emocjami. Jakkolwiek, to na czym bazują wszystkie nurty to jest właściwie relacja terapeutyczna. Czyli ważne jest znaleźć też taką osobę, z którą my po prostu złapiemy kontakt czy chemię i czasem to jest najważniejsze w tym wszystkim, żeby to była taka osoba, której zaufamy, złapiemy chemię, będziemy wiedzieć, że to jest taka osoba z którą chciałbym jakoś pracować nad takimi często trudnymi, intymnymi rzeczami.

Jeśli chodzi o nurty to ani nie będę chwaliła swojego, ani nie będę deprecjonowała innych, bo też prawda jest taka, że jak się długo pracuje w tym zawodzie i poznaje się różnych specjalistów, pracuje pod różnymi super wizjami – czyli takimi spotkaniami z mądrzejszymi od siebie psychologami czy terapeutami, którzy też pomagają zrozumieć różne rzeczy jeśli chodzi o twoją pracę – to mam takie przemyślenia, że właściwie na takim głębokim poziomie to chociaż te nurty z wierzchu wyglądają inaczej, ale jak tak psycholodzy czy psychoterapeuci usiądą ze sobą z tych różnych nurtów i porozmawiają, to te wnioski i tak są bardzo podobne.

Czasem inne narzędzia stosować, mówić trochę innym językiem, taki koncept wizualizacji, jak oni to widzą, ale w gruncie rzeczy, jak tak wejdą w taki głęboki poziom, to i tak będą widzieć podobne rzeczy.

Czy można to porównać do ostatnio – co się wydarzyło na K2 weszli po raz pierwsi zimą ludzie – czy można to porównać? Powiedzmy szczyt jest tym, co chcemy osiągnąć czyli na przykład spokój, szczęście, wyregulowanie emocji w tym przypadku. A do tego możemy dojść różnymi drogami? Czyli na przykład różnymi zkonceptualizowanymi ścieżkami i nurtami psychologicznymi?

Tak. Myślę, że to jest ciekawe porównanie. Zastanawiam się czy tak do końca jest, ale to jest też ważne, że na ten moment mogę wybrać taki nurt, bo on mi będzie bardziej pasował. Na przykład na ten moment wybiorę nurt poznawczo-behawioralny, bo on jest ukierunkowany faktycznie stricte na pracy z danym problemem i zaburzeniem, i to jest taki nurt, który daje dużo narzędzi i metod.

Być może skończę pracę z tym terapeutą, dojdę w jakieś miejsce, do którego chciałbym dojść, ale za jakiś czas pojawi się coś innego i wybiorę terapeutę innej modalności, powiedzmy bardziej psychodynamicznej, z którym bardziej będę pracować nad takimi trudnościami w relacjach, które być może mają swoje podłoże jeszcze w czasach dzieciństwa.

Chociaż w poznawczo-behawioralnym też się to dzieje ale w psychodynamicznym robią to trochę inaczej i wybiorę takiego terapeutę na dalszą część drogi, bo też trochę przyjęło się tak – mam wrażenie – że psychoterapia czy w ogóle spotkania z psychologiem i psychoterapia to jest coś, na co ja pójdę, pochodzę trochę i potem moje życie będzie wyglądać zupełnie inaczej. Na zawsze.

Tak jest na filmach.

Tak jest na filmach. I trochę by trzeba było to odczarować, bo ja wolę na to patrzeć tak, że ja idę do terapeuty, my pracujemy nad jakąś zmianą, nad jakąś poprawą jakości mojego życia, nad dojściem do jakiegoś punkty, do którego na ten moment chciałbym dojść i się tam jakoś rozgościć, i tam pobyć.

Ale może za kilka lat, czy nawet za kilkanaście miesięcy, za kilkanaście lat, się okaże, że ja znowu potrzebuję jakiegoś przejścia do innego punktu, coś się takiego podzieje, i ja znowu pójdę na terapię. I nie traktuję tego jako porażki, tylko traktuję to jako to, że wiem, że jest taka osoba, która może mi jakoś pomóc zadbać o sobie w tej podróży i potowarzyszyć w tej podróży. To trochę podobne jak życie.

Dopóki trwa życie to może trwać jakiś mój proces terapeutyczny z różnymi osobami, ale to nigdy nie jest tak, że jak my raz pójdziemy na terapię, to ona nam pozałatwia wszystko i to już będzie koniec. Tylko zawsze bycie człowiekiem polega na tym, że te nowe trudności się po prostu pojawiają i nowe rzeczy wychodzą. Na niektóre jesteśmy gotowi a na niektóre będziemy gotowi za jakiś czas. Tak to po prostu wygląda. Więc też taka ciekawość i otwartość na swoją życiową podróż i samego siebie, i to że my nigdy nie będziemy tacy idealni.

Bycie człowiekiem polega na tym, że pojawiają się nowe trudności, na które nie zawsze jesteśmy przygotowani.

Nawet jak pójdziemy na najdroższą i najlepszą terapię. Wprost przeciwnie, raczej będziemy się na tej terapii uczyć trochę ukochiwać te nasze wrażliwe miejsca a nie dążyć do ideału, akceptować samego siebie, to jest w tym wszystkim najważniejsze, tak też patrzeć na terapię.

Wszystkim, którzy się zastanawiają, albo mają jakieś lęki, tutaj przytoczę wypowiedź Katarzyny, która napisała, że przyjść można zawsze. Czasami kontakt zakończy się konsultacją a czasem terapią. Pozdrawiam, Katarzyna Mućko, psychoterapeuta. Także nie bójmy się. U nas w domu kiedyś mieliśmy pewne problemy z lękami u dzieci, więc mieliśmy też wizytę psychologa w domu u nas. Ja sam też ze sobą byłem u psychologa, co też bardzo polecam, bo też pewne rzeczy da się zobaczyć, da się wyprostować, da się trochę nabrać nowego spojrzenia na swoje życie i troszkę zacząć działać w inną stronę. Tych, którzy chcą się wybrać do psychologa – zachęcamy.

Przeciążenie technologiczne

Przejdźmy do dzieci, zwłaszcza tych, które źle znoszą okres pandemii. Tak wyraźnie źle, w sensie są oddzielone od swoich przyjaciół i znajomych z klasy. Teraz dzieciaki 1-3 wróciły, ale starsze nie. Spędzają mnóstwo czasu dziennie, 6-8 godzin.

Mam znajomych, których syn w siódmej klasie podstawówki zaczyna o 8 a kończy o 17. Pracuje dłużej przed komputerem niż człowiek, który ma pracę zdalną, 40 godzinny tryb pracy. A potem jeszcze praca domowa znowu na komputerze. To jest dramat. Więc w jaki sposób my możemy pomóc dzieciom odciążyć się czy to w sposób fizyczny, czy psychiczny też od tych negatywnych rzeczy, które są wywołane przez tę naukę zdalną?

Może najpierw zacznijmy od tego, co ta nauka zdalna wywołuje w dzieciach? W sensie to przeciążenie technologiczne.

Pojawia się we mnie, że z jednej strony jest to przeciążenie technologiczne. Ta praca z ekranem i te wszystkie stresory technologiczne, które z tego wynikają, no bo już wiemy, że to światło emitowane przez monitory czy światło niebieskie, to patrzenie ciągle w ten jeden punkt, gdzie nie ma tej akomodacji oka, to siedzenie ciągle w tym samym miejscu, to jest coś, co bardzo biologicznie wpływa na nasz organizm i na nasze emocje.

Z jednej strony to ta technologia, która jakoś zaburza naszą biologię, która jest nastawiona na poruszanie się, na patrzenie w dalekie przestrzenie a nie na gapienie się w ekran. Tu już jest bardzo dużo takich stresorów biologicznych, które działają na nasze ciało, te dzieci biologicznie nie są na to przygotowane.

Nasz organizm i nasze ciało są zaprogramowane przez ewolucję na inne rzeczy niż na gapienie się w ekran i to już jest potworny stresor dla naszych dzieci. Z drugiej strony jest ta izolacja, o której mówiłeś, która jest mocno związana z nauką zdalną i w ogóle całą tą pandemią, że my trochę wymagamy od naszych dzieci, żeby one były z dala – takiego fizycznego – od swoich rówieśników. Miały ich tylko na przykład na ekranie, a te kontakty na ekranie są innymi kontaktami i są po prostu trudniejsze.

Nasz organizm i nasze ciało są zaprogramowane przez ewolucję na inne rzeczy niż na gapienie się w ekran i to już jest potworny stresor dla naszych dzieci.

Nie wiemy jeszcze jako to wpłynie na to pokolenie i na nasz dzieci, ale ja widzę i po swoich dzieciach, i po swoich pacjentach w gabinecie, i po rozmowach z innymi specjalistami, że to jest bardzo trudne dla dzieciaków. Ta izolacja jest bardzo trudna. Też dlatego, że my jesteśmy – znowu patrząc na ewolucję – zwierzętami społecznymi. Nam ci ludzie inni są bardzo potrzebni a dzieci, które są w takiej fazie rozwojowej, gdzie one naturalnie dążą do bycia w grupie, na bycie wśród rówieśników, na uczenie się tych kontaktów i umiejętności społecznych, które robią w grupie, nagle zostają od tego odcięte i to jest dla nich bardzo trudne.

Z jednej strony widzimy takie nasilenie tych problemów emocjonalnych, które były wcześniej, jakichś depresyjnych, lękowych, ale widzimy też dużo takich nowych, które się pojawiają, które są taką trochę reakcją na tą sytuację, w której te dzieci i młodzież się znalazły.

Dla dzieci, które uczą się umiejętności społecznych, izolacja od rówieśników jest trudnym doświadczeniem

Jak pomóc dzieciom w edukacji zdalnej

To w takim razie ja się za chwilę podzielę jednym ze sposobów, które ja mam u siebie w domu, na to, żeby dzieci troszkę odciążyć. Jeżeli słuchacze, oglądacze, widzowie macie też jakieś swoje patenty to podzielcie się nimi w komentarzu, żeby zainspirować innych. Ja mam taki patent prosty i opierający się na naszej fizyczności – nie psychiczny – natomiast, robię dzieciom przerwy.

Na zasadzie takiej, jak jest przerwa w lekcji 8.00-8.45 potem 8.55 – jest te 10 minut przerwy, to ja im robię przerwy. Mówię wstawać od komputera, ruszać się. Mam ten luksus, że w tej chwili pracuję też w domu, więc mam tę możliwość. Gdyby mnie nie było, no to nie byłbym w stanie tego dopilnować pewnie. Natomiast, każe im się ruszać, bo zauważyłem, że to było tak, że jak siadali o tej 8.00 czy też kładli się na łóżku, gdziekolwiek tam robią lekcje, no to jeżeli nie trzeba było iść się napić, albo potem iść do toalety, no to mogły siedzieć kilka godzin bez ruchu. Więc te 10 minut staram się je rozruszać.

Dobra, chodźcie, ruszamy się. Jakieś tak drobne aktywności. Czy to nawet zwykłe przebranie się, bo moje dzieci często zaczynały lekcje w piżamach. Więc to już też pomaga się poruszać. A potem po lekcjach, kiedy są skończone, wychodzimy z domu. Jeśli tylko pogoda pozwala, czyli nie ma tornada. Deszcz też jest wporzo, to wychodzimy z domu. Po pierwsze, żeby się przewietrzyć, po drugie, żeby się znowu poruszać, jakieś tam kroki zrobić, żeby nasz organizm zaczął pracować, bo zauważyłem, że u moich dzieci taki jeden dzień bez ruchu – zdarzały się takie – powodował, że drugi dzień zaczynał się już źle.

Zaczynał się z takim nastawieniem, że już wszystko je denerwowało , drażniło, wszystko było „be”, więc wychodzę naprzeciw, prewencyjnie. Po prostu nie ma bata, idziemy się ruszać. Niestety na basen teraz nie możemy chodzić, bo są zamknięte. Tak to jeszcze chodziliśmy na basen. Inny sport, który dziewczyny uprawiały, też jest w tej chwili nie czynny. Więc ta codzienna aktywność fizyczna jest potrzebna. Czy jakieś inne – ja sobie zaraz przypomnę, mamy też jakieś formy rozmów z dziewczynami o tym, co się dzieje – ale czy jakieś inne porady możesz tutaj dać? W jaki sposób możemy pomagać dzieciom troszkę ulżyć w tym czasie edukacji?

Ja w ogóle chciałam złapać to, co powiedziałeś, bo powiedziałeś właśnie taką bardzo kluczową rzecz, że my trochę nie doceniamy takich małych rzeczy, na przykład tego ruchu. Nam się wydaje aaa co to tam ruch, to nie ma takiego znaczenia i jak coś zmienia, to to musi być takie bardzo mądre, a nie takie zwykłe i banalne jak ruch. Dzisiaj bardzo dobrze wiemy, że ten ruch i te zadbanie o swoją biologię, jest kluczowe, jeśli mówię na przykład o prewencji, czyli zapobieganiu depresji.

To na co się bardzo stawia w pracy z pacjentami depresyjnymi, to takie właśnie aktywizacje ich. Czyli na tym, żeby oni zaczęli się poruszać, bo my wiemy, że ten ruch też powoduje wydzielanie endorfin w naszym mózgu i tych innych neuroprzekaźników, i to co ty powiedziałeś, że czasem wystarczy pójść na spacer i się zmęczyć, i my wracamy i ta głowa już zupełnie inaczej myśli. Mamy zupełnie inne nastawienie, zupełnie inne emocje.

Ruch wzmaga wydzielania endorfin, dzięki którym mamy zupełnie inne nastawienie do problemów i inne emocje

A my takich rzeczy zupełnie nie doceniamy. Takich zwykłych. Jak właśnie, żeby zdrowo się odżywiać, żeby uprawiać sport, żeby dać się tym dzieciom wybiegać, bo jak one będą tak siedzieć przed komputerami, to nie ma bata, ta energia, to napięcie będzie z nich uchodzić i tych emocji będzie jeszcze więcej.

Ruch też jest takim naturalnym, budowanym w nas, modulatorem tego spuszczania napięcia i tej pary. To, że nasze dzieci biegają, ruszają, to one naturalnie powodują, że to napięcie jest wyregulowane. Dzięki temu nie ma takich wybuchów albo minimalizujemy to, że będzie taki wybuch, bo to ciało się samo, jakby zregulowało.

Ruch jest naturalnym sposobem regulowania napięcia w nas

Kiedy my im to zabieramy i nic nie dajemy w zamian, to te emocje po prostu rosną, rosną, rosną i nie mają tego swojego ujścia, nie mają tej regulacji. Też wracając do tego, twojego pytania, co właściwie robić, to dużo jest takich rzeczy, które warto robić na zimno. Czyli nie wtedy, kiedy te emocje już walą, tylko przez takie codzienne dbanie o taką naszą kondycję i zasoby psychiczne, i emocjonalne.

Z jednej strony wracam do tego ruchu, który jest naprawdę kluczowy i to regulowanie emocji po przez ciało, żeby o to zadbać. Ważny jest też taki czas zabawy po prostu, bo zabawa też jest świetną rzeczą na wyregulowanie naszych emocji a my często, kiedy jest tych emocji dużo i jest trudno, to my w ogóle nie mamy takiej przestrzeni na zabawę i sobie odbieramy tą przestrzeń na zabawę a dzieci z jednej strony są stworzone do zabawy i to nie bez kozery.

Wiemy, że w tej zabawie one naturalnie uczą się regulować swoje emocje i bez zabawy będzie to bardzo trudne dla nich. Więc taka zabawa czy to z rówieśnikami – jeśli dziecko się spotyka z jakimiś rówieśnikami teraz, no bo często jest tak, że ma jakichś swoich kolegów, z którymi się widuje, przynajmniej w niektórych domach tak jest – ale też zabawa z rodzicami.

To jest ważne, bo myślę sobie, że to, co teraz mocno robimy, jakoś ja mocno to zauważam – to z jednej strony jest teraz bardzo trudny czas pandemii a my jakoś zamiast zaopiekować się w tym wszystkim sobą czy sobie odpuścić pewne rzeczy, to my próbujemy realizować te cele, które były postawione, kiedy tego trudnego czasu nie było. Nawet bym powiedziała, próbujemy realizować cele za 2 lata z góry czy rok z góry.

Dzieci są stworzone do zabawy. I ta zabawa także pomaga im regulować emocje. Więc pozwólmy im się bawić. I bawmy się także z nimi.

Za ten stracony czas też.

Tak. Jak już dzieci nie miały tego pół roku w szkole i teraz nie wiadomo, kiedy wrócą albo wróciły w klasie 1-3, to trzeba nadrobić to, co było i nadrobić jeszcze to, co będzie, bo nie wiadomo, kiedy nas znowu zamkną. Nie dość, że tym dzieciom jest już bardzo trudno to my jeszcze je zasypujemy oczekiwaniami, stopniami, egzaminami, tym, że nie będą umieć, a tak sobie myślę, że to w tej całej sytuacji nie jest najważniejsze.

To, czy te dzieci to nadrobią, czy nie, to nie jest kluczowe, bo też tak patrząc na to zupełnie z boku to cały świat ma ten rok czy dwa do nadrobienie. Nie tylko my tutaj w Polsce, tylko wszyscy będziemy mieć ten rok w tył. Wszyscy będziemy wchodzić z tej samej pozycji a to czy nasze dziecko teraz będzie umieć, nie wiem, ułamki w matematyce czy nauczy się tego za rok, to pewnie patrząc na całe jego życie, to nie jest jakaś kluczowa umiejętność.

A to czy teraz będzie mu tak trudno emocjonalnie, że to się będzie potem za nim ciągnąć przez lata, to już być może będzie trudniej odkręcić, niż te ułamki, których i tak trudno się uczyć, kiedy my emocjonalnie nie mamy w ogóle takiej możliwości przestrzeni, bo ta nasza nowa kora, jest po prostu zamknięta, kiedy tych emocji trudnych jest bardzo dużo. Wtedy myślimy o przetrwaniu ewolucyjnie a nie o tym, żeby się uczyć matematyki. Tak to działa. Mówimy ta matematyka jest najważniejsza. Zupełnie nie zwracając uwagi na to, co się dzieje w tle.

Czyli najpierw wyregulować emocje i nasze samopoczucie a potem wymagać, żeby ktoś się czegoś nauczył?

Mhm.

To jest rzeczywiście dobry argument na to, żeby rzeczywiście najpierw zadbać o te emocje a nie cisnąć, cisnąć, cisnąć i w zasadzie jakoś to będzie. To co powiedziałaś o tym, że wszyscy będziemy mieli rok, dwa w plecy, to też wydaje mi się bardzo, po pierwsze uświadomić sobie, że po pierwsze wszyscy jedziemy na tym samym wózku, dwa – też może troszkę zmienić perspektywę i spróbować skupiać się bardziej, co nam ten czas może dać i jak my możemy go wykorzystać, zamiast patrzeć na niego z kategorii straty. Rzeczywiście dużo planów nam się pozawalało. Wakacje, wyjazdy, siedzenie w domu, strata pracy.

Rzeczywiście, czasami są to rzeczy bardzo, bardzo, bardzo bolesne. Natomiast, spróbujmy znaleźć to, co możemy. Czyli na przykład to, że możemy pospać dłużej, bo moje dzieci wstają teraz do szkoły za pięć ósma a nie za pięć siódma, więc maja godzinę dłużej, co na przykład wydaje mi się, że jest na plus. Jeden taki mały plusik. Natomiast, co to zabawy. Bardzo fajną rzecz powiedziałaś, że dzieci są stworzone do zabawy. Myślę, że powinniśmy rzeczywiście bawić się z dziećmi. Też zaplanować ten czas w ciągu dnia na zabawę, ile to dziecko potrzebuje, zależnie od wieku. Pół godziny, godzinę, takiej nieprzerywanej zabawy z dzieckiem, co jest bardzo trudne, bo wszyscy mamy swoje obowiązki, praca, potem zadania domowe.

Natomiast, zastanówmy się czy nie wpadamy w taką pułapkę, że po tej pracy zdalnej naszej lub nie, ale po edukacji zdalnej dzieci, my nie idziemy się na przykład wspólnie zresetować czy przy Netflixie, czy przy oglądaniu jakichś bajek, filmów, czy nie powinniśmy raczej spróbować po bawić się w coś, co będzie bardziej mogło nasz mózg rozruszać. Jakieś kreatywne zabawy, klocki, gry planszowe, też rzeczy offline, które wspomogą budowę tych naszych relacji po pierwsze, a dwa – będą też odpoczynkiem od ekranu.

Odpoczywanie przy ekranie po całym dniu pracy czy nauki zdalnej wcale nam nie pomaga

Świetne są takie zabawy, które wymagają właśnie ruchu, siły, jakieś siłowanki, bitwy na poduszki, to są też takie świetne zabawy, które z jednej strony wymagają od nas ruchu a nie znowu siedzenia, ale też ta energia schodzi w taki fajny, pozytywny sposób, budując nam te relacje i regulując emocje

Faktycznie trochę tak jest, jak ty mówisz, że nasze ciało też jest tak skonstruowane, że szybko wchodzi w taki tryb jak nie muszę się męczyć, to się nie będę męczyć. Jak mówisz mi, że mogę sobie siedzieć całe dnie, to będę sobie siedział, po co mam tą energię trwonić i marnować na jakieś inne rzeczy? Więc jak mówisz mi, że po pracy zdalnej mam iść oglądać Netflixa – spoko, to wybiorę. Trudność polega na tym, że my wiemy, że to o czym mówiłam, nasze ciało jest stworzone do ruchu.

Nasze ciało jest stworzone do ruchu. I choć po dłuższej przerwie trudno się do niego zmusić, to gdy to zrobimy, będziemy sami sobie wdzięczni

Ta droga trudniejsza, czyli pójście na spacer, zabawa taka aktywna, finalnie i dla naszej neurochemii w mózgu i dla naszego ciała i emocji będzie lepsza, niż to siedzenie przy Netflixie.

To spowoduje, że i tych emocji będzie więcej, i nam się coraz mniej będzie chciało. Na tym to polega, to zamknięte koło, że jak siedzę, no to jeszcze bardziej chce mi się siedzieć i trudniej wstać. Przełamanie tego na początku może być bolesne, tak jak na przykład decyzja, żeby pójść na siłownie albo na spacer, na początku może być bolesna, ale kiedy już z tego spaceru wracamy, to się okazuje, że kurcze jest zupełnie inna energia, i zupełnie inne spojrzenie na wszystko.

Trochę – myślę sobie – że te nasze dzieci też warto powyciągać z domu, bo – właśnie to o czym mówiłeś – że z jednej strony nasz organizm jak dajemy mu możliwość siedzenia, no to on siedzi, co będzie trwonił swoje zapasy energetyczne. Pamiętajmy, że na Sawannie te zapasy energetyczne to by była sprawa życia i śmierci, jak można było usiąść to było wow, bo tam trzeba się było ciągle ruszać, żeby przeżyć.

To z jednej strony, ale z drugiej strony też te wszystkie media społecznościowe – a nie ukrywajmy, że z jednej strony jest nauka zdalna a z drugiej strony są media społecznościowe, przez które nasze dzieci się komunikują i mają tu rozrywkę, i to jest taki mocno ich świat – one trochę są też zbudowane tak – i tu znowu pijemy do tego, jak nasz mózg jest skonstruowany – że one uderzają w takie programy, które mówią ja chcę więcej, ja chcę więcej, ja chcę więcej.

Cały Facebook i inne rzeczy, tutaj jesteśmy na Facebooku, ale tak to działa, to jest tak skonstruowane, żeby nie było, że my coś sprawdzimy i odłożymy telefon, tylko żebyśmy scrollowali tą tablicę, bo nasz mózg się aktywuje. On chce więcej, chce więcej, chce więcej.

Co by było nam bardzo potrzebne na Sawannie, bo dzięki temu przeżyliśmy i się rozwijaliśmy jako gatunek ale jeśli chodzi o media społecznościowe to jest coś, co pewnie mocno nam ten nasz mózg rozprogramowuje i powoduje, że mi finalnie po scrollowaniu przez pół dnia tego Facebooka mamy poczucie, kurde no, co się stało z tym czasem. Wcale nie czuję się bardziej szczęśliwy czy nie mam większej satysfakcji z życia.

Nieustanne przeglądanie mediów społecznościowych sprawia, że jesteśmy mniej szczęśliwi

W książce „Więź” czytałem kiedyś taki cytat o mediach społecznościowych, że ich fenomenem – to było właśnie w kontekście Facebooka – że ich fenomenem jest to, i dlatego tak mocno wciągają, bo nie działają. Dają nam obietnice tego, że będzie fajniej i że nawiążemy z kimś relację, i wieź i bliskość, a tak naprawdę nie dają tego uczucia, więc cały czas do tego wracamy i szukamy.

Sposobem jeszcze, który my mamy u siebie w domu – i to właśnie nawiązując do tych mediów społecznościowych, o których wspominałaś – są domowe zasady ekranowe, które wprowadziliśmy. Czyli odkładanie telefonów w stałe miejsce, żeby po tych lekcjach zdalnych, gdzie dzieci czasami korzystały z telefonów, tabletu – odłożyć, nie korzystamy. W sypialni nie ma telefonów, po to żeby w nocy nie korciło, żeby nie oglądać, żeby znów nie było tego patrzenia na ekran i innych takich pokus. Warto też na przykład wyznaczyć sobie godziny offline w domu. Czyli czas, kiedy dorośli i dzieci nie korzystają z telefonów. Telefon wyciszony. Ktokolwiek by dzwonił, pisał, nie ma nic. Każdy robi, co chce.

Możemy robić coś razem, możemy robić coś osobno ale ważne jest, żeby sobie taki detox rodzinny zafundować. Można też wyjść na spacer i to jest bardzo fajne doświadczenie, wyjść na spacer czy na wycieczkę rodzinną bez telefonu. Wtedy to takie odkrywcze, że patrzę o kurka, chcę zrobić zdjęcie, sprawdzić kiedy autobus, a co to jest, mamy, mamy – szukamy a okazuje się, że nie, więc ćwiczymy też troszkę uważność i też odpoczywamy, bo ok można wyjść w taką pułapkę, że wychodzimy codziennie na spacer, ale siedzimy cały czas w smartfonie. Więc też nie do końca o to chodzi. Więc domowe zasady ekranowe, bardzo mocno polecam. Więcej na moim blogu o tym też znajdziecie, także też odsyłam.

Jak Heroo Mobile może pomóc w regulacji emocji u dzieci?

Tak, jak wspomniałem wam na początku razem z Asią działamy w Radzie Programowej Heroo Mobile czyli Bezpieczne Sieci Komórkowe dla dzieci, która powstała we wrześniu ubiegłego roku. Więc jak byś jeszcze Asiu mogła powiedzieć, jak byśmy mogli sobie jeszcze tą chwilę wspomnieć, w jaki sposób Heroo, który oferuję dzieciom, może pomóc w regulacji emocji i odciąganiu od tego ekranu.

To co mi się jakoś podoba w tej całej koncepcji Heroo, to jest to, że z jednej strony jakoś mocno – mam takie przeświadczenie – że ten świat mediów społecznościowych, elektroniki, telefonów, to jest coś przed czym my nie uciekniemy.

I to też jakoś mocno widzę u mnie w gabinecie, że nasze dzieci już wychowują się w tym świecie. Te telefony są częścią tego świata i pewnie zabranie dziecku telefonu i powiedzenie dobra nie ma tego telefonu, jest trochę odcinaniem go też od jego plemienia.

Czyli jego grupy rówieśniczej, gdzie jakby to komunikowanie się, dzielenie różnymi rzeczami przez telefony i w sieci, jakby jest tak naturalne, jak dla nas oddychanie. Odcięcie ich od tych, pewnie może mieć konsekwencje, no niezbyt dobre dla tego dziecka, że to co jakoś jest cenniejsze, to uczyć nasze dzieci obsługiwania się tymi rzeczami.

Naszym celem nie powinno być odcięcie dzieci od kontaktów z kolegami przez internet, ale nauczenie ich korzystania z tej formy komunikacji

Telefon i media społecznościowe to są narzędzia tak jak młotek czy nożyczki. Narzędzia, które mogą być fajne, bo to są narzędzia do budowania relacji, rozwijania zainteresowań, zdobywania wiedzy o świecie. Mnóstwo jest właściwie tych plusów i w ogóle dróg, które nam otwierają telefony i bycie w sieci. To nie o to chodzi, żeby tego dzieci pozbawiać, iść w takie myślenie czarno-białe albo masz, albo nie masz – tylko żeby uczyć je mądrego korzystania z tego.

Telefon i internet to narzędzia. Tak jak młotek czy nożyczki. I naszą rolą jest nauczenie posługiwania się nimi.

To co jakoś mi się podoba w Heroo, to jest to, że jest bardzo duże nastawienie właśnie na naukę bycia i online, i offline, że tu jest wiele takich programów, bonusów, kiedy nasze dzieci świeci online, przypominają mu, że ten świat online jest właściwe po to, żeby rozwijać ten świat offline, ale to, co naprawdę takiego wartościowego i kluczowego, i najcenniejszego dzieje się właśnie poza telefonem.

Telefon jest tylko narzędziem, on ci może pomóc i fajnie, że go wykorzystujesz, ale hallo, tu jest świat poza tym i pamiętaj o nim. I to mnie jakoś w tym urzeka, w tej całej koncepcji, bo myślę sobie, że jakoś nikt do tej pory tego nie robił, a jeśli robił to tak na pół gwizdka, a tu to jest faktycznie ten główny cel tej telefonii komórkowej i myślę sobie, że to jest dobre, że coś takiego się pojawia. Podejrzewam, że to jest fajna baza, którą możemy dać dzieciom na przyszłość. Na tu i teraz i na przyszłość.

Świat Heroo pokazuje, że pomimo tego, że świat online jest atrakcyjny, to to, co naprawdę kluczowe i najcenniejsze, dzieje się poza telefonem

Z mojej perspektywy to jest tak, że to co mówisz, że to nie jest takie oddzielanie mechaniczne twarde, dobra koniec, nie korzystasz już, czyli odcięcie na przykład o 20.00 czy 19.00 – czy jakie tam kto sobie ustali zasady – tylko, że pokazanie okej, odcinamy bo…, kończymy korzystać bo…. Jest to powód na przykład wyjdź w świat i spotykaj się, spędź czas z rodziną, pobaw się, obowiązki domowe jakieś wykonaj, takie uczenie odpowiedzialności właśnie przez telefon, po to, żeby wyciągać dziecko z tego świata.

Także działając w Radzie mamy nadzieję, że jak najwięcej osób będzie mogło skorzystać z tego. Także odsyłam na Heroo.pl, jeśli jesteście zainteresowani zobaczeniem czym tak telefonia komórkowa dla dzieci jest. Można już ją dla swojego dziecka zakupić, przetestować i mam nadzieję, że się spodoba.

Joanna Kalembka Edukowisko

A teraz tutaj przechodzę do ostatniego pytania dzisiejszego dnia. Asiu, powiedz, gdzie można Cię znaleźć, gdyby ktoś chciał Cię złapać, a jak widać już takie osoby są.

Tak jak mówiłam na początku – prowadzę bloga od kilku lat, który nazywa się edukowisko.pl. Pewnie najłatwiej trafić na mnie poprzez tego bloga, czyli www.edukowisko.pl. Na tym blogu są zakładki do fanpage na Facebooku i do konta na Instagramie, jakiś kontakt mailowy, też tam jest zakładka sklep, bo od jakiegoś czasu edukowisko wydaje różne pomoce pomagające też radzić sobie z emocjami czy budować pozytywną motywację, więc to też polecam.

Najbardziej polecam bloga, bo tam jak mówiłam on już ma kilka lat, więc tam tych artykułów takich mięsistych jest kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset i bardzo polecam, bo myślę, że tam naprawdę można dostać dużo bezpłatnej i rzetelnej wiedzy też z odnośnikami, gdzie szukać dalej.

Super. Dziękuję Ci Asiu serdecznie za to spotkanie i za to, że też dzisiaj podzieliłaś się z nami tą rzetelną i konkretną wiedzą. Mam nadzieję, że nie tylko wiedza ale też te praktyczne informacje, które tu dorzuciliśmy – pomogą wam i waszym dzieciom jakoś przetrwać ten czas pandemii i radzić sobie z emocjami własnymi, w rodzinie i wyjść na prostą, i być w dobrym stanie, kiedy już ta epidemia, mamy nadzieję jak najszybciej się już skończy, po to, żebyśmy mogli wszyscy w dobrych nastrojach ruszyć.A lato już za niedługo, bo w końcu jest zima, czyli lato przed nami. Dziękuję Ci serdecznie.

Wszystkich zainteresowanych odsyłam na edukowisko.pl, tam znajdziecie więcej informacji od Asi. Dziękuję za rozmowę Tobie. Dziękuję za obecność wszystkim Paniom. Panom i wszystkim, którzy nas słuchali. Dzięki, cześć.

Ja również dziękuję.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

Twoje dziecko ma już telefon? A może dopiero planujesz taki zakup? Dołącz do specjalnej grupy dla rodziców:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Gość odcinka

Joanna Kalembka

Psycholog i psychoterapeuta. Pomaga dzieciom, młodzieży i rodzicom radzić sobie z ich trudnościami. Mama trójki dzieci.

  

Spis treści

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Poznaj 6 zaskakujących sposobów, by Twoje dziecko mniej korzystało z telefonu.

Podaj swój adres email i już dziś zacznij zmieniać technologiczne nawyki w swojej rodzinie.

Udało się! Zgadnij kto właśnie napisał do Ciebie mejla ;)