4 niewidoczne zagrożenia pracy i nauki zdalnej

Jednym z największych plusów pracy i nauki zdalnej jest to, że można dzięki nim dłużej pospać z rana. Ale życie online posiada też niestety swoje gorsze strony, które czyhają na nas niczym czterej jeźdźcy apokalipsy zdalnego życia.

A są nimi:

  1. siedzący tryb życia,
  2. przeciążenie cyfrowe,
  3. izolacja społeczna
  4. i zanieczyszczenie powietrza.

Na szczęście każdego z nich da się przechytrzyć, i w dzisiejszym podcaście, wspólnie z Partnerem odcinka – Dyson Polska, pokażemy Wam kilka sposobów, które sprawdziły się w naszej rodzinie i które, mam nadzieję, sprawdzą się także w Twojej.

Od którego z nich zaczniesz?

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Jeździec pierwszy: Siedzący tryb życia

Zacznijmy od odważnej tezy, mówiącej, że człowiek, w swoim dzisiejszym kształcie, nie został zaprojektowany do siedzenia. Ze smutkiem jednak musimy stwierdzić, że tak niestety wygląda obecnie codzienność wielu rodzin. Praca na siedząco. Nauka na siedząco.

Wielu dzieciom brakuje nawet tak podstawowego ruchu jakim było dojście do szkoły, nie wspominając już o lekcjach WF czy o ganianiu się z kolegami. Zresztą podobna sytuacja tyczy się także wielu dorosłych. Pamiętam, gdy rok temu, podczas pierwszego lockdownu, pracowałem jeszcze na stoczni, to wyjście do pracy i przejazd opustoszałym miastem były dla mnie realną atrakcją i dziękowałem za tę możliwość, zwłaszcza, gdy po powrocie widziałem jak moje dziewczyny męczyły się realizując hasztag #zostańwdomu

Naszym zamkniętym w czterech ścianach ciałom nie pomagają także warunki, w jakich przychodzi nam funkcjonować. Wielu z nas pracuje czy też uczy się korzystając często ze stołów, krzeseł czy łóżek, które z ergonomią nie mają zbyt wiele wspólnego. I nie ma co ukrywać, że nie jest to obojętne ani dla naszych mięśni, ani dla naszego umysłu.

Nie jesteśmy stworzeni do siedzenia przez pół dnia przed ekranem

Pierwszą z brzegu rzeczą, którą możemy zauważyć jest pogorszenie się naszej kondycji. Zaryzykowałbym nawet postawienie znaku równości pomiędzy długotrwałą pracą i nauką zdalną, a spadkiem naszej formy i ogólnego stanu fizycznego.

Związane jest to ze wspomnianym już wcześniej niewychodzeniem z domu, które powoduje, że często brakuje nam nawet tych kilkunastu minut spaceru dziennie, nie mówiąc już o bardziej intensywnym wysiłku kardio.

A o tym, że nawet krótki, ale regularny wysiłek jest dla nas ważny, przypominają chociażby rekomendacje Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz Światowej Organizacji Zdrowia. Mówią one, że względu na poprawną wydolność serca należy ćwiczyć umiarkowanie intensywnie przez 150 minut lub energicznie przez 75 minut tygodniowo. To jest kilkanaście minut spaceru dziennie.

Warto do tego dodać, że ruch wpływa nie tylko pozytywnie na naszą kondycję fizyczną, ale także psychiczną. Intensywny wysiłek zwiększa bowiem w naszym organizmie produkcję endorfin, które pomagają w wywołaniu dobrego samopoczucia, stanu euforii czy też zadowolenia z siebie i dlatego zwane są także hormonami szczęścia.

Aktywność fizyczna wpływa pozytywnie na nasze ciało i na naszą psychikę

Dodatkowo, ograniczając naszą aktywność fizyczną, nie tylko odbieramy sobie szansę na podniesienie poziomu szczęścia, ale podnosimy jednocześnie prawdopodobieństwo zwiększenia wartości liczb, które pokażą się nam po wejściu na wagę.

Zmiana na siedzący tryb życia zmniejsza nasze zapotrzebowanie kaloryczne i jeśli nie pociągnie ona za sobą zmiany nawyków żywieniowych, to istnieje spora szansa, że szybko i niepostrzeżenie zaczniemy zyskiwać na wadze, a kontynuując taki styl życia, wprowadzimy nasz organizm w stan nadwagi lub otyłości.

Oczywiście nie stanie się to z dnia na dzień, ale jak pokazują statystyki, podczas pandemii przytyliśmy średnio około 0,5 kg miesięcznie. I bazując na własnym doświadczeniu mogę zaświadczyć, że dopóki nie wziąłem się za siebie bardziej świadomie, to uśredniony wynik wyniósł u mnie więcej niż te 500 g.

A niestety, nadwaga jest jednym z tych czynników, który bardzo mocno niweluje nasze szanse na długie i zdrowe życie. Nie tak dawno rozmawialiśmy o tym temacie wspólnie z Łukaszem Osowskim w 66. odcinku podcastu, podkreślając również, że przekazując takie wzorce naszym dzieciom, możemy przyczynić się także do ich problemów zdrowotnych w przyszłości. Powinniśmy zatem pamiętać, że nasz styl życia, nie jest już tylko nasz, bo zawsze mamy dodatkowe pary oczu, które na nas patrzą.

Dzieci przejmują tryb życia rodziców, więc warto być dla nich dobrym wzorem

Wracając teraz do początkowej tezy, w której mówiłem, że człowiek nie został zaprojektowany do ciągłego siedzenia, ze smutkiem muszę stwierdzić, że nie możemy w tej kwestii liczyć na poprawę sytuacji. Ani dziś, ani za naszego życia, ani zapewne nawet za życia naszych dzieci. Ewolucja nie działa tak szybko jakbyśmy czasem chcieli i nie przystosuje nas do siedzącego trybu życia w mgnieniu oka.

Jeśli więc nie chcemy sapać i stękać podczas wchodzenia po schodach lub łapać się za lędźwie przy każdym większym wysiłku czy nawet mocniejszym kichnięciu, to warto wziąć sprawy w swoje ręce i nie czekać na moment zmiany z homo sapiens na homo sedentarius.

Co zatem możemy zrobić?

Odpowiedzieć jest dość prosta. Mniej siedzieć, a więcej się ruszać.

I odpowiedź może i jest prosta, ale wykonanie, jak wiemy, już nie zawsze takim jest, choć sposobów na to jest zapewne mnóstwo. Za chwilę opiszę kilka z tych, które stosujemy u siebie w rodzinie, a ponieważ każdy ma nieco inną sytuację, to polecam, jak zresztą zawsze, dopasować opcje do własnych możliwości.

Aktywność fizyczna podczas pracy i nauki zdalnej

Zmiany w trybie życia zacząłbym od określenia punktu wyjścia, a następnie wybrania drobnych zmian, które wprowadzimy w naszą codzienność. Drobnych, ale konsekwentnych.

Jako punkt wyjścia rozumiem w tym momencie rzeczywistą ilość czasu, który spędzamy aktywnie. Bo z jednej strony może nam się wydawać , że ruszamy się więcej niż cała drużyna piłkarska razem wzięta, a prawda może okazać się bolesna. Z drugiej strony, możemy się biczować i myśleć, że w ogóle się nie ruszamy, a nasz zsumowany wysiłek okaże się całkiem spory. Dlatego też nie ma co bazować na przypuszczeniach, a na twardych danych.

Zmiany warto zacząć od małych rzeczy

Pod koniec roku, gdy zacząłem pracę nad wydłużeniem mojego życia w zdrowiu z aplikacją Vika, zainstalowałem sobie także Google Fit, który liczy moje kroki i czas aktywności fizycznej. Jest to bardzo prosta apka, niewymagająca żadnej aktywności, a jedynie przeglądu na przykład raz na tydzień, dzięki czemu możemy sprawdzić, ile rzeczywiście się ruszamy.

Zamiast aplikacji można wyposażyć się w opaskę fit lub smartwatcha, ale ponieważ nie korzystałem z tych urządzeń to wiele tu zbytnio tu nie pomogę, Z kolei niektóre modele telefonów są wyposażone we wbudowane krokomierze, więc wystarczy taką opcję aktywować, jak to ma miejsce np. w iPhonach.

W aplikacji można sobie ustawić cele, czyli ile kroków czy też punktów kardio chcemy zrobić dziennie lub tygodniowo i sprawdzać czy nam się to udaje. Jeśli tak, to super, można na tym poprzestać lub pomyśleć o podkręceniu wyzwania, ale jeśli nie spełniamy nawet minimalnych założeń, to może być znak, że warto ruszyć się z miejsca i zaplanować spacery o konkretnej porze dnia lub częstsze korzystanie z nóg lub roweru zamiast samochodu, jeśli tylko mamy taką możliwość.

Używaj roweru lub nóg zamiast samochodu

Następnie warto przyjrzeć się też naszemu trybowi dnia. Pewnego razu zdałem sobie sprawę, że każdego poranka moje dwie najstarsze córki znikały. Będąc na edukacji zdalnej, po śniadaniu brały komputer, tablet i wyłaniały się ze swoich gawr dopiero na obiad.

Cztery, pięć, a czasem nawet sześć godzin bez ruchu. Stwierdziłem wówczas, że skoro maja lekcje w domu, to również w domu powinny mieć przerwy. Wygrzebałem z szafy dzwonek, którego używam przebierając się w grudniu za Mikołaja i gdy wypadał czas przerwy międzylekcyjnej, to tym dzwonkiem je aktywizowałem.

Teraz już nie potrzebujemy dzwonka, bo dziewczyny same doceniły, że warto się poruszać, choć nie zawsze aktywność jest wymarzona, bo czasem jest to po prostu opróżnienie zmywarki. Można też się poganiać, połaskotać lub wykonać jakiś zestaw prostych ćwiczeń albo wybrać się na wycieczkę do paczkomatu. Zawsze lepsze to, niż nic.

Rób regularne przerwy podczas pracy przy komputerze

A po lekcjach i po pracy warto zaplanować wspólny ruch. Nie musi być on każdego dnia, ale jeśli wszyscy doświadczacie siedzącego trybu życia, to im częściej tym lepiej. Nie warto jednak na początku przesadzać z planami, których się potem nie zrealizuje, ale dwa wspólne wyjścia tygodniowo – na plac zabaw, do lasu, na spacer – jedno w tygodniu, drugie w weekend, powinno dać radę. Zwłaszcza, że za oknami widać już wiosnę.

I tutaj, również na przykładzie naszej rodziny mogę powiedzieć, że wspólne aktywności fizyczne, bez ekranów, pozytywnie wpływają na atmosferę w domu. Jest mnie złości, mniej agresji, mniej takiego znudzenio-zmęczenia, które męczy zarówno tego kogo to dotyka, jak i tego, kto ogląda osobę, która wije się na wersalce z grymasem znudzenia.

Wspólna aktywność fizyczna zmniejsza napięcia w rodzinie

Kolejną rzeczą, której warto się przyjrzeć są posiłki – ich pora oraz skład. Może się bowiem zdarzyć, ze oprócz śniadania czy obiadu, dużą rolę w domowym menu odgrywają niewidzialne przegryzki, przekąski czy inne podjadki, które nawet jeśli w teorii są zdrowe, jak np. orzechy, to jednak zsumowane mogą przynieść nam dużo kalorii, których potem nie zużyjemy.

Kolejną sprawą jest picie. Jeśli założymy sobie, że na każdą godzinę pijemy szklankę wody (ale wody a nie coli czy kolejnej kawy), to będzie także okazja do tego, by wstać od komputera, a przy okazji się nawodnimy. Same plusy.

Wszystkie te sprawy, które opisałem wyżej, tak naprawdę dotyczą naszego stylu życia. Dlatego jeszcze raz zachęcam Cię do wysłuchania 66. odcinka podcastu, o tym jak drobne zmiany, mogą wydłużyć nasze życie w zdrowiu, a jeśli chcesz upewnić się dlaczego warto to robić, to pomogą Ci podcasty 68 i 69, w których opowiadam o tym ile wspólnego czasu zostało nam z rodziną oraz dlaczego warto tworzyć rodzinne wspomnienia.

Jeździec drugi: Przeciążenie cyfrowe

Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu byłem fanem ucyfrawiania wszystkiego co się da i przenoszenia wielu aktywności do sieci. Dziś, po roku od przeniesienia naszego życia przed ekrany wiem, że nie jest idealny pomysł na rozwiązanie wszystkich naszych problemów i coraz mocniej tęsknię za bezpośrednim kontaktem z drugim człowiekiem. Takim twarzą w twarz.

Ostatnie miesiące przyczyniły się także do powstania nowych pojęć, jak zoom fatigue czy spopularyzowania już istniejących jak dobrostan cyfrowy czy domowe zasady ekranowe.

Widać więc, że jako społeczeństwo coraz mocniej zdajemy więc sobie sprawę, iż czas spędzony przed ekranami nie jest dla nas obojętny i że godziny wysiedziane przy komputerze w ramach pracy czy też nauki zwyczajnie nas męczą, w efekcie czego otrzymujemy solidny miks objawów fizycznych i psychicznych.

Długotrwałe, codzienne korzystanie z urządzeń elektronicznych męczy nas fizycznie i psychicznie

Takim chyba podstawowym jest zmęczenie połączone z bólem oczu, głowy oraz mięśni. Te dwa pierwsze wynikają w dużej mierze z z tego, że tak jak my nie zostaliśmy stworzeni do siedzenia, tak samo ewolucja nie przygotowała jeszcze naszych oczu do wielogodzinnego wpatrywania się ekran.

Człowiek mruga przeciętnie 15 razy na minutę, jednak podczas pracy przed monitorem, ta częstotliwość spada często o połowę, a czasem nawet do 5 razy na minutę. W wyniku tego oczy są po prostu suche, szybciej się męczą i nie regenerują tak sprawnie, jak powinny.

Patrząc w ekrany rzadziej mrugamy, co negatywnie wpływa na oczy i powoduje bóle głowy oraz zmęczenie

Z kolei bóle mięśni wynikają z nieodpowiedniej postawy i nieergonomicznych mebli, których używamy do pracy czy nauki w domu. I muszę przyznać, że o ile łatwiej mi zagonić dzieci do przerw, jak już to wspomniałem w poprzednim punkcie, o tyle ciągłe pilnowanie postawy na krzesłach jest już raczej niewykonalne. Sam po sobie widzę też, że jet to bardzo trudne zadanie.

Zoom fatigue

Ogólne zmęczenie i nerwowość mogą być także objawami wspomnianego na początku zoom fatigue, czyli zmęczenia zoomem. Określenie to wzięło swoją nazwę od komunikatora internetowego, który w czasie pandemii szturmem zdobył rynek na całym chyba świecie. Do powszechnego użytku wchodzi także określenie „spotkamy się na zoomie”, nawet jeśli do połączenia korzystamy z dużo popularniejszego wcześniej skype czy teams.

Ale ostatecznie nie chodzi tu o nazwę, bo to nie aplikacja jest winna naszemu zmęczeniu, a to że nie jesteśmy jeszcze cyborgami, które potrafią bez szwanku funkcjonować równolegle w świecie cyfrowym i analogowym.

Okazuje się, że ewolucja znów nas nie przygotowała do roku 2021, bo rozmowa przez komunikatory, nawet z użyciem kamery, jest dużo bardziej wymagająca dla naszego mózgu niż rozmowa bezpośrednia.

Można nawet powiedzieć, że niepełna komunikacja online jest dla nas swoistym dysonansem poznawczym, bo widzimy kogoś, słyszymy go, ale nie ma go obok nas. Nasz mózg zupełnie inaczej odbiera sygnały niewerbalne, takie jak mimika, ton głosu, gestykulacja, które są spłaszczone przez kamery i stłumione przez mikrofony.

Wideorozmowy, pomimo swojej wygody, nie są dla nas czymś naturalnym

Sytuacji nie poprawia fakt, ze zakłócenia, przerwy czy opóźnienia w transmisji powodują, że rozmówcy wzajemnie oceniają się gorzej, a jeśli trudności pojawiają się po naszej stronie, to mamy wyrzuty sumienia, nawet jeśli obiektywnie nie możemy nic poradzić na jakość naszego łącza internetowego.

Większość z nas nie lubi także być ciągle obserwowana, a włączenie kamerki sprawia, że widzą nas wszyscy rozmówcy. Musimy zatem bardziej niż wcześniej pilnować naszych reakcji jak ziewanie, utrzymywanie uśmiechu czy nawet dłubanie w nosie.

Problemy z łączem internetowym i jakością połączenia wpływają negatywnie na nasze samopoczucie

Jeśli dodamy do tego, że w każdej chwili ktoś może nam zrobić skrina lub że możemy być podczas spotkań nagrywani, nawet pomimo braku naszej zgody, to to wszystko razem wzięte powoduje duży stres i zmęczenie. I to dużo większe i dużo szybciej niż w przypadku spotkań tradycyjnych, sprzed ery covidowej.

I o ile jedno, dwa połączenia pewne nie zrobią na nas wrażenia, o tyle codzienne kontakty online już robią swoje, gdyż mamy tutaj do czynienia z efektem skali oraz ciągłością wystawienia na stresujące sytuacje.

Przeciążenie informacyjne

Kolejną rzeczą, o której chciałbym wspomnieć, która mocno negatywnie odbija się na naszym dobrostanie cyfrowym jest przeciążenia informacyjne.

Oznacza ono sytuację, w której występuje zbyt wielka ilość informacji, by móc podjąć decyzję lub wyłuskać sens danego tematu. Sytuacji nie ułatwiają ogrom informacji do przetworzenia, przyrost nowo pojawiających się informacji, sprzeczności między poszczególnymi informacjami oraz niemożność lub trudność w ocenie, która z informacji jest prawdziwa i której możemy wierzyć.

Przeciążenie informacyjne występuje wtedy, gdy zbyt duża ilość informacji utrudnia nam podejmowanie decyzji

I choć amerykański futurolog Alvin Toffler ukuł ten termin już ponad 50 lat temu, to wydaje mi się, że dziś występuje ono częściej niż kiedykolwiek. Telewizja, gazety, książki, czasopisma, a nade wszystko internet i media społecznościowe, od których ciężko nam się odłączyć, bo są w naszej kieszeni, są z nami w sypialni i toalecie, wszystkie te media bombardują nas informacjami, z których zdecydowana większość, o czym często nie chcemy zdawać sobie sprawy, jest dla nas zbędna.

W fantastycznej książce „Esencjalista” Greg McKeown pokazuje, że żyjemy w ciągłym konflikcie – co chwila ktoś inny poluje na naszą uwagę i chce ją wykorzystać do swoich celów. A naszym zadaniem, jeśli oczywiście chcemy przetrwać w informacyjnym chaosie, jest odrzucenie tego co zbędne i skoncentrowanie się na tym, co ważne. Nie – robić więcej, a usuwać więcej, by robić mniej, ale lepiej.

Rób mniej. Ale lepiej.

I myślę, że to jest dobry punkt startowy do rozpoczęcia poszukiwań sposobów na pokonanie przeciążenia cyfrowego. Podobnie jak w przypadku siedzącego trybu życia zaczęliśmy od punktu wyjścia, tak w tym wypadku warto przyjrzeć się temu co czytamy, czym się karmimy w sieci i jak spędzamy czas w internecie.

Wejdź w historię swojej przeglądarki, czy historię na telefonie i sprawdź z jakich portali korzystałeś. Co czytałeś. I przy każdej ze stron odpowiedz sobie na pytanie – czy było mi to do rzeczywiście potrzebne i zastanów się, czy musisz zaglądać na ten portal ponownie. Jeśli nie, to wymaż go całego z historii, żeby uniknąć podpowiedzi w pasku przeglądarki, a gdy przypadkiem wjedziesz, bo takie zmiany nie działają od razu, to po prostu wyjdź i pamiętaj o tym, co sobie powiedziałeś.

Większość stron internetowych, z których korzystamy, nie jest nam potrzebna

Jeśli nigdy nie liczyłeś ile czasu spędzasz w internecie, to bardzo gorąco polecam skorzystać z aplikacji, która zlicza taki czas, najlepiej z podziałem na typy aplikacji, jak biznesowe, rozrywkowe czy media społecznościowe. Aby osiągnąć lepszy efekt zapisz sobie wpierw swoje przypuszczenia odnośnie tego czasu, a potem swój wynik.ożesz się zaskoczyć. Niektóre telefony mają wbudowane takie aplikacje, jak natomiast korzystam z darmowej wersji „Screen time”, która podaje mi proste i przejrzyste statystyki.

Jeśli po porównaniu wyników dojdziesz do wniosku, że chcesz ten czas zmniejszyć, to masz kilka możliwości: od prostych, jak odinstalowanie aplikacji z telefonu i korzystanie z serwisów tylko na komputerze, usunięcie ikon z ekranu telefonu, założenie blokady czasowej na aplikacji, na przykład przy użyciu apki „Screen time”. Gdy zaczniesz się starać, to zobaczysz jak trudne jest to zadanie, ale jak bardzo wartościowe.

Świadomość ile czasu spędzamy korzystając z telefonu może być dla nas szokująca

Jeśli temat detoksu cyfrowego jest dla Ciebie kuszący, to polecam 31. odcinek podcastu, w którym opowiadam co się stanie, gdy odłączysz się od Facebooka.

Ale nawet jeśli odetniemy się od mediów społecznościowych, gier czy innych cyfrowych rozrywek, to jednak pozostają takie rzeczy jak praca, czy w przypadku naszych dzieci, nauka, z których zrezygnować nie za bardzo się da. Co zrobić wówczas?

Domowe Zasady Ekranowe

Na początek polecam wprowadzenie domowych zasad ekranowych, o których już chyba wielokrotnie wspominałem w różnych odcinkach podcastu, na lajwach a także na występach gościnnych.

Czym są domowe zasady ekranowe? Mówiąc krótko, to reguły, którymi kierujemy się w korzystaniu z urządzeń cyfrowych, jak TV, smartfon, komputer, tablet, konsola w naszym domu. I tak naprawdę, to każdy w domu takie zasady posiada, tak samo jak ma zasady korzystania z lamp, drzwi i prysznica, ale różnica polega na tym, że są to zasady, które wypracowały się same. Nie zostały omówione, przedyskutowane, a działają z automatu. Taka inercja.

Domowe Zasady Ekranowe to reguły korzystania z urządzeń elektronicznych z domu

I o ile w przypadku prysznica nie musimy długo dyskutować nad korzystaniem z niego, o tyle w przypadku urządzeń cyfrowych, jeśli nie podejmiemy prób ich okiełznania, to one zaczną przejmować kontrolę nad naszym dniem.

Podstawowe zasady ekranowe w domu to:

  • stworzenia bazy, czyli stałego miejsca do odkładania telefonów przez wszystkich domowników,
  • niekorzystanie z telefonu podczas posiłków,
  • niekorzystanie z telefonu w sypialni,
  • ustalenie limitów czasu korzystania z urządzeń cyfrowych oraz godzin, w których z nich nie korzystamy,
  • wspólne ustalanie planu dnia,
  • wspólne spędzanie czasu offline, bez ekranów, całą rodziną.

Więcej o domowych zasadach ekranowych dowiesz się z podcastu nr 50, do odsłuchania którego również Cię zachęcam

Domowe Zasady Ekranowe tworzą się samoistnie, ale by mieć kontrolę nad czasem ekranowym, warto ustalić je świadomie.

Jeśli wspólnie z dziećmi omówicie reguły korzystania z urządzeń cyfrowych w ciągu dnia, to zwiększacie szansę na to, że po pracy i nauce będziecie mieć więcej czasu na regenerację i odzyskanie sił, a przy okazji spędzicie więcej czasu ze sobą.

A żeby zmniejszyć zmęczenie w czasie samej pracy czy też nauki, to podobnie jak w przypadku siedzącego trybu życia, polecam gorąco robić sobie przerwy co 45 minut. Ruch, też pozytywnie wpłynie na nasze zmęczenie, nie tylko na wagę.

Tak naprawdę, to polecam, by naszym oczom robić przerwy nawet częściej. Niedawno zacząłem u siebie stosować zasadę 20-20-20 czyli 20 minut, 20 sekund i 20 stóp (czyli 7 metrów). W skrócie chodzi o to, by co 20 minut pracy przy ekranie patrzeć przez 20 sekund na obiekt, który jest oddalony od nas co najmniej 7 metrów, czyli daleko, nawet za oknem. Pomoże to zregenerować się oczom, dzięki czemu będą mniej zmęczone, a jeśli połączysz to ćwiczenie z wypiciem szklanki wody, to dodatkowo się nawodnisz.

Co 20 minut pracy przy komputerze wpatruj się przez 20 sekund w daleki punkt

I zachęcam też do tego, by ograniczyć użycie kamer internetowych i odbywanie rozmów online i lekcji zdalnych bez włączonego wideo jeśli tylko istnieje taka możliwość. Sam po sobie zauważyłem, że bez korzystania z kamer jestem mniej spięty i po rozmowie, w której jest tylko audio jestem mniej zmęczony.

Jeśli koledzy z pracy lub nauczyciele Twoich dzieci nie będą optymistycznie nastawieni do Twojej wyłączonej kamerki, to opowiedz im o zoom fatigue i że właśnie próbujesz się z niego wyleczyć. Powinni to zrozumieć. A przy okazji, możesz też polecić im ten odcinek podcastu

Jeździec numer 3: Izolacja społeczna

Gdy rok temu pojawił się hasztag #ZostańWDomu, chyba wszyscy myśleliśmy, że jego panowanie będzie krótkie. Sam zresztą nagrałem z dziećmi piosenkę zachęcającą do pozostania w domu, ale muszę przyznać, że po 12 miesiącach pandemii, brak częstego kontaktu z rodziną i znajomymi daje mi się coraz bardziej we znaki.

Trzykrotna kwarantanna, przechorowanie covidu oraz lockdowny i samoizolacje różnej intensywności sprawiły, że pomimo mojej wrodzonej introwertyczności zaczynam tęsknić za przestrzenią wypełnioną ludźmi. Za beztroską. Za koncertami, za konferencjami. Za widokiem tłumów bez maseczek, za ludźmi, którzy nie muszą pilnować dystansu społecznego.

Przymusowe zamknięcie w domu i zmniejszona liczba interakcji społecznych nie wpływają na nas najlepiej. Brak kontaktów ze znajomymi, brak rozrywek poza domem, atmosfera zagrożenia ściśnięcie w domu sprawiają, że jest w nas dużo lęku i nieufności. Szybciej się irytujemy, wpadamy w złość, jesteśmy bardziej nerwowi.

Nadmierne korzystanie z urządzeń ekranowych i przeniesienie życia do internetu, o których wspominałem przed chwilą, dopełniają smutny obraz 2021 roku.

Brak regularnych, osobistych kontaktów z bliskimi i znajomymi źle na nas wpływa

I patrząc na nasze rodzinne zmagania z tym tematem, zauważyłem, że nic nam nie robi tak dobrze, jak właśnie wyjście z domu. I do takiego bezpiecznego wychodzenia z domu chciałbym Cię zachęcić.

Pomysły, które przedstawię, każdy powinien samodzielnie przemyśleć i dostosować do swojej sytuacji i do panujących przepisów, bo nie dość że sytuacja w kraju jest dynamiczna, to dodatkowo każdy z nas ma inne podejście do zagrożeń, niektórzy są już zaszczepieni, niektórzy przechorowali już covid.

Dlatego też każdy samodzielnie musi ocenić, na ile chce i na ile może sobie pozwolić.

Na początek, tak jak mówiłem wcześniej, zachęcam Cię po prostu do spacerów. Czy to samodzielnych, czy w rodzinnym gronie. Wpłyną one pozytywnie na Twój stan fizyczny, jak i psychiczny.

Aby uatrakcyjnić sobie wyjścia, możecie wybierać się do nowych miejsc w okolicy. Poszukajcie na mapie rezerwatów przyrody, szlaków turystycznych czy miejsc, w których jest coś ciekawego poza miastem, żeby móc odetchnąć pełną piersią.

Poszukajcie na mapie ciekawych miejsc w okolicy,w których jeszcze nie byliście i wybierzcie się tam na wycieczkę

My sami zaskoczyliśmy się, że niedaleko nas, w odległości kilku kilometrów znaleźliśmy żeremia i tamy zbudowane przez bobry. Przyroda ma dla nas mnóstwo niespodzianek. Czasem wystarczy chęć wyjścia jej na spotkanie.

Gdy idziemy do sklepu, mijamy dużo obcych ludzi. Co zatem stoi na przeszkodzie, aby na taki spacer po lesie zaprosić znajomą rodzinę? Ekspozycja nie powinna być bardziej ryzykowna niż przy kasie w markecie, a będziecie mieć możliwość porozmawiania i spędzenia czasu w sposób zbliżony do dawnej normalności.

Możecie umówić się na spacer także z rodzinami z klasy Waszych dzieci, żeby dzieci mogły wspólnie spędzić czas, jeśli spędzają całe dnie na edukacji zdalnej.

Umów się ze znajomymi na spacer do lasu. Możecie tam zachować dystans, ale wspólnie spędzony czas dobrze Wam zrobi.

Ważną rzeczą jest także zaplanowanie w miarę możliwości czasu dla siebie i dla każdego członka rodziny osobno. Każdy z nas ma inne potrzeby, inny punkt graniczny, inną wytrzymałość i czasem po prostu potrzeba nam odpocząć od rodziny. Warto o takich rzeczach mówić, w przeciwnym razie mogą nagromadzić się w nas solidne pokłady frustracji, które w końcu znajdą ujście w burzliwej kłótni i niepotrzebnych pretensjach.

Jeśli więc czujesz, że potrzebujesz odpoczynku, to ustalcie dni, w których wyjdziesz sam z domu, pobiegasz, zamkniesz się w pokoju w ciszy, by poczytać książkę, pomedytujesz. I tak samo każdy z domowników.

Pamiętajmy, że dbanie o siebie i powiedzenie „Nie” jest czasem potrzebne po to, by później móc świadomie powiedzieć „Tak”

Dbaj o czas tylko dla siebie

Jeździec numer 4: Zanieczyszczenie powietrza

Czwartym jeźdźcą apokalipsy, który czyha na nas w ukryciu podczas zdalnego życia, a na którego chciałbym Ci dziś zwrócić uwagę jest zanieczyszczenie powietrza.

Przyznam się, że długo nie zdawałem sobie sprawy z wagi tematu i zwyczajnie go nie zauważałem i ignorowałem. Nawet jeśli byłem w stanie zauważyć negatywy siedzącego trybu życia, cyfrowego przeciążenia czy izolacji społecznej, to powietrze jest jednak czymś tak nieuchwytnym, że zupełnie nie brałem go pod uwagę.

Moje oczy otworzyły się po lekturze fascynującej, choć równie przerażającej książki „Uduszeni”. Beth Gardiner szuka w niej odpowiedzi na pytania, na które niewielu chce głośno odpowiadać. Jak to możliwe, że dopuściliśmy do tego, że rocznie siedem milionów ludzi umiera z przyczyn powiązanych z zanieczyszczeniem powietrza.

Jak to się stało, że polityka i ekonomia nie chcą widzieć problemu w tym, że dla wielu mieszkańców ziemi, każdy oddech to powolne zatruwanie się dwutlenkiem azotu, ozonem, tlenkiem węgla, pyłami zawieszonymi i rozlicznymi lotnymi związkami organicznymi.

7 mln ludzi rocznie umiera z przyczyn powiązanych z zanieczyszczeniem powietrza

Autorka odwiedza kilka miejsc, które szczególnie wydają się ignorować problem. Chiny. Indie. USA oraz Polska, której miłość do węgla można określić mianem syndromu sztokholmskiego.

Od 12 lat mieszkam w Gdyni i gdy moi rodzice przyjeżdżają w odwiedziny z rodzinnej Częstochowy, to za każdym razem mówią „Jarek, ale tu dzisiaj wieje” Z uśmiechem na ustach mówię im, że dziś to jest spokojnie, wczoraj to było sztormowo.

I rzeczywiście, silne i częste wiatry sprawiają, że mamy całkiem dobre powietrze, zwłaszcza jeśli popatrzymy na smogową mapę Polski. Ale gdy biegam zimową porą, to zdarza mi się wciągnąć dym, którego zapach jednoznacznie wskazuje, że nie nie pochodzi z rzeczy, które powinny być spalane.

A przecież, to co czujemy nosem poza domem, to tylko wierzchołek góry lodowej.

Nieprzyjemny zapach powietrza to jedynie wierzchołek góry lodowej

Wspólne Centrum Badawcze Komisji Europejskiej opublikowało raport, w którym wskazało źródła zanieczyszczenia powietrza w pomieszczeniach – domach, mieszkaniach, szkołach. Są nimi:

  • dym tytoniowy i to nawet jeśli nie palimy w domu, bo może on trafić przez okno, a w starych budynkach w nieszczelnościach w szybach wentylacyjnych czy szachtach technicznych,
  • Alergeny, w tym sezonowe pyłki,
  • pył zawieszony o różnych frakcjach, pochodzący z systemów grzewczych i pojazdów oraz smogu,
  • tlenek węgla i dwutlenek azotu pochodzące z samochodów,
  • wilgoć i związane z nią zanieczyszczenia mykologiczne, czyli pleśnie,
  • chemikalia i ich opary
  • oraz radon, bezwonny radioaktywny gaz szlachetny, który może wnikać do domów np. przez nieodpowiednio zabezpieczone, fundamenty.

Jak więc widzicie, trochę tego jest, a ponieważ ostatni rok wymusił na nas długotrwałe spędzanie czasu w domu, to podobnie jak w przypadku poprzednich zagadnień, które wspomniałem, warto zainteresować się tematem i zadbać o jakość powietrza w swoim domu, zwłaszcza jeśli alerty smogowe pokazują, że za oknem nie jest tak przyjaźnie jak byśmy tego mogli oczekiwać.

Zwłaszcza jeśli zdamy sobie sprawę, że ten niewidzialny wróg może być odpowiedzialny za: nasilenie astmy, osłabienie czynności płuc, nowotwory płuc, gardła i krtani, zaburzenia rytmu serca, zapalenie naczyń krwionośnych, miażdżycę, niższą masą urodzeniową dziecka i problemy z oddychaniem, gdy było ono narażone na kontakt z pyłami w trakcie rozwoju płodowego.

Nie mówiąc już o notorycznym kaszlu, bólu głowy i poczuciu zmęczenia.

Zanieczyszczone powietrze wpływa na nas negatywnie zarówno krótkofalowo, jak i długofalowo

Oczyszczacz powietrza Dyson HP04

Metod na poprawienie jakości powietrza, którym oddychamy może być kilka i zaczną od tej nieoczywistej, która jest wynikiem lektury „Uduszonych” – zacznijmy naciskać na rządzących by nie udawali że problemu nie ma, by zaczęli realne, przemyślane zmiany mające na celu ograniczenie korzystania z węgla. I choć może żądam zbyt wiele, to mam nadzieję, ze nasze dzieci i wnuki nie będą oddychały powietrzem rodem z filmów katastroficznych, ale rześkim i przyjaznym dla człowieka.

Póki co jednak musimy sobie radzić inaczej. Dobrym pomysłem, choć bardzo trudnym do zrealizowanie jest przeprowadzka do domku bez adresu, gdzieś wśród szczytów gór. Jeśli jednak to nie wchodzi w rachubę, a tak jest właśnie w naszym przypadku, to można często wietrzyć okna.

I to jest słuszny kierunek, ale też ma kilka minusów. Z jednej strony bowiem wpuszczamy nowe powietrze do domu, ale z drugiej strony, może się zdarzyć, że jest ono gorszej jakości niż to, które już posiadamy w środku.

Jeśli nie możesz przenieść się w miejsce z super czystym powietrzem, to oczyść powietrze które masz dookoła siebie

Tak jak mówiłem, we wstępie, od kilku tygodni korzystamy z jeszcze innego rozwiązania, jakim jest oczyszczacz powietrza Dyson HP04. Urządzenie, które, jak sama nazwa wskazuje, zajmuje się pilnowaniem, by nasze powietrze w domu było czyste, to znaczy wolne od pyłków, pyłu zawieszonego, tlenku węgla, dwutlenku azotu, które mają negatywny wpływ na nasze zdrowie długofalowo, ale też krótkofalowo wywołując kaszel czy łzawienie z oczu.

Najfajniejszą funkcją oczyszczacza powietrza jest to, że jest on bezobsługowy, to znaczy że jeśli raz go postawisz i włączysz w tryb auto, to możesz zapomnieć, że go masz, bo czujniki same wykryją zanieczyszczenie i przyspieszą filtrowanie powietrza, gdy zajdzie taka potrzeba.

Nasz oczyszczacz stoi w centralnym miejscu domu, ale na szczęście, dzięki technologii Air Multiplier, zasięg ma dość spory, bo gdy smażymy w kuchni, która znajduje się w innym pomieszczeniu, to przyspiesza, a wyświetlacz pokazuje, ze trochę przesadziliśmy, bo stężenie pyłów mocno przekracza standardy.

Oczyszczacz powietrza niemal całkowicie bezobsługowo dba o nasze płuca i o nasze samopoczucie

I muszę przyznać, ze zupełnie sobie z tego wcześniej nie zdawałem sprawy, że smażenie aż tak zanieczyszcza powietrze w domu, więc nawet jeśli za oknem jest pięknie, to w środku możemy sami sobie zagęścić atmosferę.

Wyświetlacz, o którym wspomniałem, a także aplikacja do sterowania oczyszczaczem pokazują nam na bieżąco jakie mamy zanieczyszczenie w domu, dzięki czemu możemy na bieżąco monitorować sytuację w domu, a także dowiedzieć się, kiedy nadejdzie czas wymiany filtrów.

Dużym testem dla nas będzie nadchodzące lato i czas pylenia, bo mamy w domu problemy z alergiami, ale jestem dobrej myśli, bo już teraz moja córka i jak wstajemy z mniejszym katarem, więc pyłków jest w powietrzu realnie mniej.

Oczyszczacz powietrza może być dobrym rozwiązaniem dla alergików

Ciekawy też jestem jak sprawdzi się opcja chłodzenia, gdyż pełna nazwa urządzenia to Dyson Pure Hot+Cool. Grzanie sprawdziliśmy i rzeczywiście działa. Mam zatem nadzieję, że gorące lato będzie nam się dawało teraz mniej we znaki.

Firma Dyson użyczyła mi swoje urządzenie do testów, ale tak naprawdę Ty też możesz je przetestować, bo oczyszczacze są objęte 30-dniową gwarancją satysfakcji lub zwrotu pieniędzy. Jeśli więc stwierdzicie, że urządzenie nie spełnia Waszych oczekiwań, to będziecie mogli zamówić kuriera, który je od Was odbierze, ale patrząc na to jak sprawdza się u nas, myślę, że do takiej sytuacji raczej nie dojdzie.

Nie bój się szukać pomocy

I to by było tyle na dziś. Ma nadzieję, że udało mi się zachęcić Cię do przyjrzenia się swoim codziennym nawykom i środowisku pracy i nauki w domu. Czasy się zmieniają i my również musimy nauczyć się reagować na zmieniające się czynniki, by przetrwać tę pandemię oraz kolejne lata w zdrowiu zarówno psychicznym, jak i fizycznym.

Powyższa lista, którą Ci przedstawiłem, zdecydowanie nie jest pełna. Wymieniłem tu aktywności, które przerabiamy u siebie w domu i które u nas zdają egzamin. Zachęcam Cię też do tego, że jeśli czujesz się źle, czy to fizycznie czy psychicznie, to czasem warto udać się po pomoc do specjalisty.

W sprawach fizycznych pomóc może fizjoterapeuta lub osteopata, a w kwestiach psychicznych dobry psycholog. To nie wstyd szukać pomocy, gdy jej potrzebujemy, to przejaw naszej dojrzałości.

Szukanie pomocy u specjalisty to nie wstyd, to przejaw naszej dojrzałości

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

Twoje dziecko ma już telefon? A może dopiero planujesz taki zakup? Dołącz do specjalnej grupy dla rodziców:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Spis treści

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Poznaj 6 zaskakujących sposobów, by Twoje dziecko mniej korzystało z telefonu.

Podaj swój adres email i już dziś zacznij zmieniać technologiczne nawyki w swojej rodzinie.

Udało się! Zgadnij kto właśnie napisał do Ciebie mejla ;)