Ale jesteś zdolny…

Szybko się poddaję.

Właśnie minął tydzień od czasu opublikowania ostatniego tekstu na blogu. W ciągu tych kilku dni chciałem już go rzucić.

Codzienny wybór: dom czy blog jest cięższy niż dylematy Antygony. Teksty nie wychodzą mi spod klawiatury jak fraszki Kochanowskiemu, a oglądanie półmartwych wykresów Google Analytics jest nudniejsze niż podglądanie pantofelka na lekcjach biologii.

No i nie dostałem jeszcze nominacji do nagrody Blog roku. Jak to?

Szybko się poddaję.

Z resztą nie od dziś. Zaczęło się gdzieś w liceum, potem przyszły studia i praca, gdzie tendencje się nasiliły, ale nauczyłem się je też dobrze maskować.

Bardzo lubię próbować nowych rzeczy. Ale gdy minie pierwsza fascynacja i efekt nie zgrywa się z moją fantastyczną pierwotną wizją, to często się poddaję.

Jako dorosły facet uczę się pracowitości, wytrwałości i konsekwencji.

Zdolny, ale leniwy

W podstawówce często słyszałem o sobie „Zdolny, ale leniwy”. Największe pochwały zdobywałem za sprawdziany z matematyki, których rozwiązywanie przychodziło mi z łatwością. Moja zasługa była w tym niewielka – miałem zdolności matematyczne i kartkówki były dla mnie przyjemnością.

„Zdolny, ale leniwy”. To zdanie wbiło mi się w głowę. I utwierdziło, że taki jestem. Kropka. Albo coś umiem. Albo nie.

I z całego serca pragnę, by dziewczyny po mnie tego nie odziedziczyły.

Ale jak to zrobić, skoro sam nie potrafię?

Co robić, by dzieci nie osiadały na laurach, ale nauczyły się tego, czego mi tak bardzo brakuje: pracowitości, wytrwałości i konsekwencji?

Pomoc nadeszła niespodziewanie ze strony dwóch sympatycznych pań: Claudii Mueller oraz Carol Dweck. W roku 1998, w dalekim Nowym Jorku, przeprowadziły one eksperyment na 412 piątoklasistach. Postanowiły sprawdzić czy to w jaki sposób chwalimy dzieci, wpływa na ich osiągnięcia.

Czytając opis eksperymentu poczułem się jak jeden z badanych dzieciaków.

A studiując wnioski dowiedziałem się jak uniknąć błędów w podejściu do moich dzieci, by one też nie musiały wygrzebywać się z lenistwa za dwadzieścia lat.

Metody chwalenia dzieci

Eksperyment zaczął się od testu, który musiały rozwiązać wszystkie dzieci. Niezależnie od wyniku, wszystkich pochwalono za dobry rezultat, ale:

Połowie powiedziano:

„Świetnie Ci poszło, jesteś uzdolniony w tym temacie”

A drugiej połowie:

„Świetnie Ci poszło, włożyłeś w to dużo pracy i wysiłku”

W pierwszym, jak i w drugim przypadku, dzieci zostały pochwalone i docenione. Czy dostrzegasz jednak różnicę?

Pierwsza grupa została doceniona za zdolności, talent – coś niezależnego od nich, dar z niebios. Czy się będą starać, czy nie, i tak będą go mieć. Albo nie.

Druga połowa zyskała uznanie za swój wysiłek i pracę – za to, co sami zrobili i co osiągnęli dzięki swoim staraniom.

Konsekwencje chwalenia dzieci

W dalszym przebiegu eksperymentu ta drobna różnica doprowadziła do kilku ciekawych rozstrzygnięć:

  1. W kolejnej próbie, mając do wyboru test łatwiejszy i trudniejszy, dzieci z grupy uznanej za zdolną w większości wybrały test łatwiejszy, podczas gdy dzieci pracowite – trudniejszy.
  2. W kolejnych testach, grupa zdolna otrzymała średnio słabsze wyniki, w porównaniu z grupą, którą pochwalono za pracowitość.
  3. Dzieciom chwalonym za zdolności bardziej zależało na utrzymaniu wyniku niż na faktycznym nauczeniu się zagadnienia.
  4. Po porażce, dzieci z grupy zdolnej szybciej się poddawały, miały mniej przyjemności z wykonywania zadań i wykonywały polecenia wolniej niż dzieci pracowite.
  5. Dzieci chwalone za uzdolnienia zyskały przeświadczenie, że nie mogą nic zrobić, by osiągnąć lepszy rezultat, natomiast dzieci chwalone za wysiłek, wiedziały, że mogą się poprawić, bo zależy to od ich pracy.

Czy domyślasz się, w której grupie się odnalazłem? Lektura wyników była jak czytanie historii mojej edukacji – znalazłem u siebie prawie wszystkie symptomy grupy, którą chwalono za zdolności.

Nie było to przyjemne doświadczenie.

Dużo ważniejsze są jednak wnioski, jakie każdy z nas może wyciągnąć z tego eksperymentu dla swoich dzieci.

A wszystkie można zamknąć w jednym zdaniu:

Chwal dziecko za włożony wysiłek, nie za zdolności

Co zrobiłeś, gdy Twój maluch postawił pierwszy krok? Podejrzewam, że wzruszony i szczęśliwy biłeś brawo gratulując mu tego niesamowitego osiągnięcia.

Liczyłeś ile razy wcześniej pielucha musiała amortyzować pupę przed solidnym obiciem o podłogę? Próby chodzenia można liczyć w setkach razy i raczej nikt z nas nie mówi, że dziecko ma zdolności do chodzenia. Uczy się tego i już. I to właśnie ten wysiłek zostaje nagrodzony brawami.

Z wiekiem zaczyna się to jednak zmieniać. Pierwsze gryzmoły zwane szumnie obrazkami, nieokiełznane zbiorowisko dźwięków nazywane piosenkami, ukończenie przedszkola, pierwsze świadectwo nieustannie wywołują wachlarz pochwał ze strony rodziców i dziadków.

Łatwo wpaść tutaj w zachwyt nad dzieckiem rozsławiając jego talent i zdolności i do pewnego wieku nie ma w tym nic zdrożnego. Mając jednak świadomość różnic w skutkach chwalenia, warto wspominać dziecku o tym, że coś wyszło mu ładnie bo dużo się napracowało.

Ważne jednak, aby w okresie, gdy u dziecka świadomość własnych możliwości zaczyna odgrywać coraz większą rolę, jak najszybciej zmienić metodę chwalenia – ze zdolności przerzucić się na wysiłek i pracę.

Dzięki temu:

  • oszczędzisz dziecku wielu frustracji i myślenia o sobie, że jest głupie, gdy coś mu nie wychodzi,
  • pomożesz mu osiągnąć lepsze wyniki,
  • wzmocnisz wiarę w swoje możliwości,
  • ułatwisz podniesienie się po porażce,
  • pokażesz, że mogą stawać się jeszcze lepsze w tym co robią,
  • zmotywujesz do pokonywania „braku talentu” konsekwentną pracą,
  • dasz mu umiejętności potrzebne przez całe życie.

Jak dobrze chwalić dzieci?

Od czasu, gdy wyniki eksperymentu stały się dla mnie objawieniem, zmieniłem słowa, w jakich zwracam się do dziewczyn.

Bycie zdolnym przestało być już dla mnie argumentem. Jeśli będą coraz lepsze w tym, co robią to na pewno nieraz usłyszą z różnych źródeł, że mają talent. Dlatego tym ważniejsze jest, aby w domu wzmacniać to, że sukces ma swoje źródło w pracowitości.

Oto przykładowe zdania, którymi chwalimy w domu nasze dzieci:

Świetnie ci poszło, włożyłaś w to dużo wysiłku. Gratuluję.

Wow. Widać efekty ćwiczeń. Jest o wiele lepiej niż tydzień temu.

Gratuluję, widać, że się napracowałaś.

Brawo. Pamiętasz jak nie umiałaś tego miesiąc temu? Dzięki ćwiczeniom zrobiłaś to świetnie.

Godziny ćwiczeń zostały wynagrodzone. Super.

Na początku myślałaś, że Ci się nie uda, a teraz zobacz jak Ci poszło. Dobra robota.

Widzisz, dobrze, że się nie poddałaś. Wyszło pięknie.

Dzięki wysiłkowi Twój talent jest jeszcze mocniejszy.

Zapracowałaś na to, by wygrać.

Oprócz tego staram się tak rozmawiać z dziewczynami, żeby same potrafiły przyznać się, że ich osiągnięcia są efektem włożonego wysiłku. Najłatwiej naprowadzić jest je pytaniem:

– Świetnie Ci poszło.

– Dziękuję.

– Jak myślisz dlaczego?

– Bo ćwiczyłam!?

– Zgadza się. Jeśli będziesz ćwiczyć, możesz nauczyć się każdej rzeczy.

I gorąco zachęcam Ciebie, byś, jeśli jeszcze tego nie robisz, zaczął chwalić swoje dzieci mądrze – nie za zdolności, ale za wysiłek, który włożyły w osiągnięcie efektu. Zrobisz im przysługę na całe życie. Jeśli nie wiesz jak zacząć, to na początku możesz używać przykładów, które napisałem powyżej. Praktyka czyni mistrza i szybko złapiesz wprawę i wypracujecie własny system.

Pomimo tego, że w pierwszej chwili wnioski płynące z eksperymentu nie były dla mnie przyjemne, to zapaliły światełko w moim ciemnym tunelu. Łatwiej mi teraz przełamać objawy zdolnoaleleniowości, chociaż niełatwo jest wykorzenić wieloletnie nawyki.

I choć wciąż szybko się poddaję, to ostatnio wektor rezygnacji nieco zmalał. Czekam więc z niecierpliwością, aż będę mógł przenieść się do drugiej grupy z eksperymentu i powiedzieć sobie

Świetnie Ci poszło, włożyłeś w to dużo pracy i wysiłku. Gratuluję

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉