Czy idealny rodzic naprawdę nie istnieje? Kamil Nowak – Blog Ojciec

Czy idealny rodzic naprawdę nie istnieje?
Dlaczego klapsy nie są najlepszą metodą wychowawczą?
I czego jako rodzice możemy nauczyć się od pokolenia naszych własnych rodziców?

W 25. odcinku podcastu rozmawiam z Kamilem Nowakiem, szerzej znanym jako Blog Ojciec, który jest jednym z najbardziej wpływowych blogerów w Polsce i jedną z najważniejszych postaci polskiej sceny parentingowej.

Zapraszam do wysłuchania tej konkretnej, rzeczowej, ale i okraszonej humorem, rozmowy:

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Gość odcinka

Kamil Nowak

Młody ojciec odkrywający świat razem z trójką swoich dzieci. Wierzy, że tak jak dzieci uczą się wielu rzeczy od rodziców, tak rodzice mogą się nauczyć wielu rzeczy od dzieci.

   

Spis treści

Idealny rodzic nie istnieje? Transkrypcja.

Idealny rodzic nie istnieje?

Cześć Kamil!

Cześć Jarek!

Trzymam w tej chwili w rękach książkę o takim znamiennym tytule “Idealny rodzic nie istnieje” i z takim trochę mniejszym literami napisane “i wszystkie inne rzeczy, które chciałbym wiedzieć o wychowaniu dzieci zanim zostałem ojcem”. Tak jakby to że idealny rodzic nie istnieje jest to najważniejszą rzeczą, którą powinniśmy wiedzieć. Ale dlaczego? Czy nie można być idealnym rodzicem?

Znaczy na pewno można zmieniać w tym kierunku i można się starać, być coraz lepszym, ale ten idealizm widzę często, że dobija rodziców, że czują że właśnie muszą być tymi idealnymi rodzicami, bo wymaga od nich tego społeczeństwo, wymagają od nich tego rodzice, jacyś wujkowie, ciocie i każdy uważa, że jak tylko dziecko zrobi coś złego to to jest wina rodzica i oni biorą na siebie ci rodzice współcześni taką ogromną presję i później pod tą presją czasami się załamują, albo się na przykład wycofują. No i nie cieszą się tym po prostu.

Nie cieszą się rodzicielstwem, zakładali że to będzie jakaś fantastyczna przygoda, a zamiast tego jest koszmar i to właśnie bierze się z tych z tego takiego spojrzenia idealnego, że chcę być idealny, że muszę być idealny, że oczekują ode mnie że będę idealny, a ja czuję że nie jestem, bo ja popełniam błędy, bo ja czasami krzyknę, bo ja czasami stracę cierpliwość, bo moje dziecko coś zrobi, czego nie powinno i ja zamiast po prostu podejść do tego jak do sytuacji z której mogę wyciągnąć jakieś wnioski, to załamuje się i podłamuje mi to skrzydła, nie wiem co robić dalej. Brakuje jakiegoś drogowskazu, jakichś porad, które mogłyby mi rzeczywiście pomóc, a nie tylko jeszcze zwiększały moje obawy.

A to czy jest taki jakiś moment, w którym my powinniśmy odpuścić, na przykład, no bo skoro nie ma idealnego rodzica, my się takim nie staniemy, czy to nie dojdzie do takiego a nie ważne co zrobię i tak dziecko się wychowa?

No w drugą stronę przesada oczywiście też myślę, że nie jest nie jest dobra.

Tu nie chodzi o te oczekiwania rodzica względem dziecka, tylko oczekiwania z zewnątrz. Czyli odpuszczamy to czego inni od nas oczekują i skupiamy się nad tym czego my chcemy.

Najczęściej to czego rodzic chce, to żeby on był szczęśliwy, żeby dziecko było szczęśliwe. Więc jak będziemy mieli te dwa drogowskazy, to raczej sobie poradzimy i wtedy też myślę, że nie odpuścimy za bardzo, no bo jednak na szczęście i własne i swojej rodziny, no to jest coś na to trzeba pracować. To nie jest coś, co przyjdzie samo.

To jest tak samo jak z małżeństwem, tak, że to, że weźmiemy ślub to nie znaczy, że jakby poszukiwania, że poszukiwanie osoby, którą możemy kochać można powiedzieć, że są zakończone, ale poszukiwania sposobów na jakie można kochać tą osobę tak naprawdę się dopiero rozpoczęły. I to jest coś na co cały czas musimy pracować i tak samo można to przełożyć na rodzicielstwo, że tutaj też cały czas można szukać tych sposobów, w jaki sposób tą więź z dzieckiem i relacje ulepszać, wzmacniać i właśnie jak się lepiej w tym odnaleźć, jak znaleźć w tym przyjemność. Bo zakładam, że jakby każdy rodzic decyduję się na dziecko właśnie z tego powodu, żeby odnaleźć jakieś szczęście, ma jakąś wewnętrzną potrzebę, no i chce, żeby to sprawiało jakąś przyjemność, żeby dawało mu spełnienie w jakimś stopniu.

No pod warunkiem, że jest to świadoma decyzja, bo czasami to jest, no tak zwany przypadek.

To prawda. [śmiech]

Ale powiedziałeś, że współcześni rodzice, mamy, czy też mają problem, mamy chyba, mamy problem z tym, że są takie oczekiwania. Sądzisz, że nasi rodzice, czy też nasi dziadkowie, czy oni sami wobec siebie nie mieli takich oczekiwań, że powinni być idealnymi rodzicami?

No myślę, że tego kiedyś nie było, kiedyś to się wymagało, żeby dziecko było nakarmione, żeby było w miarę czyste i żeby się w miarę uczyło i to w zasadzie były trzy oczekiwania, które w ogóle wszyscy mieli wobec siebie i wobec dzieci. Dzieci raczej były wychowywane gdzieś tam z boku, one się jak tylko odrosły trochę od ziemi, nauczyły się biegać i poruszać i gdzieś tam mówić, to w zasadzie wystarczyło. Od tego momentu rola rodziców w sprowadzała się już większości do czynności obsługowych. I ja nie mówię, że to było dobre dla dzieci, ale no rodzice nie mieli jakieś presji, tak?

To jeszcze poprzednie pokolenie, to właśnie to nasze pokolenie, to było pokolenie dzieci z kluczem na szyi, tak zwane, które się wychowało same. Ja znam przypadki, gdzie sześciolatek pilnował dwulatka w domu, bo rodzice pracowali. Albo niekoniecznie pracowali, tylko poszli, na przykład, na imprezę, to akurat historie są różne, więc tak jak mówię to niekoniecznie było najlepsze dla dzieci, ale też nie było na pewno tej presji, poza tym jakby temat rodzicielski nie był wtedy medialny, no więc mieli dużo łatwiej pod tym względem, nie mieli nacisków. No a w tej chwili to naciski się tam skupiają na każdym fragmencie naszego życia. Musimy odpowiednio żywić, tam bez GMO, dziecko musi mieć tam według statystyk półtorej rodzeństwa, musi mieszkać tam na minimum 23 metrach kwadratowych, musi mieć ogródek, musi mieć dwa i pół zwierzęcia, no i ogólnie każdy po prostu aspekt jest prześwietlany.

Tam powinny być takie pieluchy, nie inne, takie mleko, nie inne, takie jedzenie, nie inne. Wszystko po prostu ma jakieś, że tak powiem, zasady, nie wiadomo tak naprawdę przez kogo ustalone czy narzucone często i nikt nie spełni tego wszystkiego. Więc myślę, że dobrze jest już na początku trochę odpuścić i nie starać się tego wszystkiego zrobić, tylko raczej skupić się gdzieś tam na tym zdrowym rozsądku, na równowadze i na tym właśnie, żeby, tak jak mówiłem wcześniej, żebyśmy my i nasze dziecko byli po prostu szczęśliwi, nawet jeżeli kiedyś pójdzie spać bez umycia zębów wieczorem, czy jakąś czekoladkę, czy dostanie coś, o mój Boże, z glutenem.

Bo tak tu mówimy dziecko, dziecko, dziecko. To możemy za mało myślimy o sobie? Wiadomo, że bardzo często się mówi egoizm jest zły, ale my rodzice, tak mi się wydaje patrząc na siebie, także i także na swoich znajomych, bardzo mocno skupiamy się na dzieciach. Może rzeczywiście więcej, niż to pokolenie naszych rodziców, ale może też powinniśmy myśleć więcej o sobie i o swoim, tak zwanym, szeroko pojętym dobrostanie.

Na pewno, bo ludzie mają taką tendencję do popadania w skrajności, co najlepiej widać po ludziach wychowywanych, kiedy na przykład nie było niczego w sklepach, to są ludzie najczęściej którzy mają teraz domy wypełnione po brzegi, bo popadli w drugą skrajność. Tak samo trochę jest z rodzicami, którzy, na przykład, byli zaniedbywani przez swoich rodziców i teraz zakładają, że muszą dać dzieciom wszystko co te dzieci tylko chcą, muszą z nimi spędzić każdą wolną chwilę. Często się na tych rodziców mówi rodzice helikoptery, czyli tak lewitują nad tym dzieckiem i chronią go przed każdym upadkiem i starają się naprawdę ponad stan.

No i pierwszy problem jak w tym się pojawia, to jest to, że takie dziecko często później ciężko sobie poradzić w życiu, bo zawsze był ktoś kto mu pomagał, kto go ochraniał, no i ono w zasadzie nigdy nie wzięło na siebie żadnej odpowiedzialności za nic. Bo jak zapomniało kanapki do szkoły, to rodzic mu przywoził, jak zapomniała zadania to rodzic mu tam pisał usprawiedliwienie i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.

Więc te dzieci później mają ciężkie zderzenie z rzeczywistością, a druga jeszcze niebezpieczna strona takiego właśnie mocnego zaangażowania, takiego poświęcenia się dla dzieci jak to się czasami określa, to jest to, że wypalamy się jako rodzice i albo to się kończy tym, że się wypalamy i dużo szybciej, na przykład, zaczynamy się denerwować, bo my jako rodzice też jesteśmy ludźmi, też mamy swoje potrzeby i kiedy nie zaspokoimy tych potrzeb, to może właśnie to się skończyć tym że będziemy dużo bardziej, nie wiem, zdenerwowani, agresywni, pobudzeni i to na pewno się nie odbije dobrze na tych dzieciach, albo popadniemy w drugą skrajność, czyli będziemy raczej oziębli, wycofani, wpadniemy w jakiś taki marazm, w depresję, bo nic nas nie będzie cieszyło, bo zakładaliśmy, że jak się skupimy na dzieciach, to wszystko się rozwiąże, a jednak okazuje się, że no my też jesteśmy ważni, to zresztą jest też pierwszy rozdział w mojej książce i trzeba o sobie pamiętać, bo żeby zadbać o kogoś innego to najpierw trzeba zadbać o siebie.

Trzeba mieć z czego dawać. Tylko szczęśliwi rodzice są w stanie wychować szczęśliwe dzieci. Jak my nie zadbamy o siebie, no to przez jakiś czas może będziemy jechać na tam półpełnym baku, ale to się w pewnym momencie skończy i musimy najpierw napełnić nasz zbiornik, żeby móc później pomóc dziecku.

Najlepszy sposób wychowywania dzieci

Nie ma idealnych rodziców. Nie ma, jak wiemy, chyba każdy rodzic wie, że nie ma idealnego dziecka. To czy może jest jakaś idealna droga rodzicielska, idealny sposób na wychowanie dzieci? W tej chwili mamy dość dużo możliwości wyboru, jest rodzicielstwo bliskości, są self regi, jest rodzicielstwo RIE, jest wychowanie wspierające, bardzo dużo tych wszystkich typów wychowania. Czy jest jakiś idealne?

Ja przyznam, że ja nawet nie znam tych wszystkich które wymieniłeś, a jeszcze mógłbym dorzucić wychowanie w porozumieniu bez przemocy, czy chociażby rodzicielstwo przez zabawę. Więc idealnego na pewno nie ma. Trzeba szukać, na przykład są ludzie bardziej aktywni, który na przykład rodzicielstwo przez zabawę to jest idealna droga dla nich, tak, bo wszystko tam są w stanie zamienić w zabawę, każdą sytuację trudną w lekcję poprzez zabawę i pokazać wtedy w takiej formie, że na przykład, to zachowanie jest nieadekwatne, a można na przykład zachować inaczej, a są też ludzie spokojniejsi, którzy właśnie dużo bardziej skorzystają z tego typowego rodzicielstwa bliskości, rozmów o emocjach, czy właśnie wychowania w porozumieniu bez przemocy. Także trzeba znaleźć to, co nam odpowiada.

Są też na przykład osoby, które zapoznały się właśnie z tym porozumieniem bez przemocy i stwierdziły, że dla nich to jest zbyt sztuczne, taka rozmowa. Bo tam jest taki bardzo konkretny sposób, w jaki należy rozmawiać i oni się czują źle z tym, kiedy z tego korzystają i szukają dalej. I jeszcze tutaj widzę, że na przykład jest pozytywna dyscyplina. Jakby w zasadzie, sposobów jest mnóstwo, one w bardzo wielu częściach się zazębiają.

To jest jakby trochę tak, że one wszystkie zmierzają w tym samym kierunku, no tylko jedna droga jest bardziej kręta, druga jest z jakimś objazdem, trzecia ma most i każda się czymś różni, ale wydaje mi się że, te akurat wszystkie, które wymieniliśmy są wartościowe i warto sobie je sprawdzić i zobaczyć która nam jak rodzicom i naszym dzieciom najbardziej odpowiada i też sprawdzić która zadziała, bo to też nie jest tak, że na konkretne dziecko zadziała każda metoda, bo dzieci są indywidualne, mają swoje potrzeby i mogą po prostu na jedną metodę zareagować dużo lepiej niż inną.

Myślę, że jeżeli się skupimy na tym, żeby się po prostu do naszego dziecka zbliżyć, żeby go lepiej poznać, to nieważne którą metodę wybierzemy, na pewno uda nam się wzmocnić tą relacje i przetrwa ona te lata, szczególnie nastoletnie, bo w tych latach, z tego co słyszę, jest najciężej i tutaj już nie zależnie od wybranej metody.

No bo już nie ma tego uroczego bobasa, który się ładnie uśmiecha, tylko jest no prawie dorosły, albo uważający się za dorosłego człowiek, który zresztą pamiętając to samo o sobie, no nie zawsze zgadza się z rodzicami.

To jest podobno bardzo ważny moment w życiu każdego człowieka, żeby się odłączyć, tą pępowinę, żeby właśnie się sprzeciwić, żeby nauczyć się budować i to jest podobno kluczowe.

No ważny to moment, ale trudny. I chyba dla wszystkich, tak naprawdę, dla dziecka też, ale ja tak widzę pewne niebezpieczeństwo w tych metodach, tych różnych które wymieniliśmy wspólnie, bo ktoś może przeczytać na przykład jakąś książkę, nieważne, przypuśćmy Rodzicielstwo z bliska, niech będzie i będzie się trzymał tego kurczowo, to znaczy do tego okej, ma być tak, no a dziecko nie przeczytało tej książki i ono będzie trochę szło w inną stronę, będzie inaczej reagowało. I teraz ktoś się może zastosować, że u niego to nie działa. Z drugiej strony będzie się bał, że okej, teraz spróbuję czegoś innego, że to już będzie eksperymentowanie na dziecku. Czy nie można tak po prostu wychowywać dziecka na czują, że chcę robić dobrze, więc będę wychowywał dziecko tak, jak uważam?

To znaczy ja bardzo mocno do tego zachęcam, ja uważam, że do książek, jak ktoś ma potrzebę, to śmiało niech sięga, ale jeżeli ktoś ma intuicję i ma swoją wrodzoną gdzieś tam jakieś zasady, system wartości, który uważa za dobry i będzie z niego korzystał i dla niego i dla dziecka to będzie dobre, to pozostaje mi tak naprawdę tylko pogratulować. Bo ja do tego właśnie zachęcam, zaufajcie sobie rodzice drodzy, zaufajcie sobie temu co wy czujecie, a nie temu co gdzieś tam właśnie ktoś inny radzi czy pokazuje i dopiero w momencie, kiedy traficie na jakiś taki problem, że wy robicie, a dziecko robi be i nie jesteście w stanie się tutaj zgrać, bo no nie pasuje wam reakcja waszego dziecka, czy na przykład ona zachowuje się w jakiś sposób, którego wy nie rozumiecie i nie wiecie, jak mu pomóc, to dopiero wtedy poszukajcie pomocy. Oczywiście można też szukać jakby do przodu. Może się ktoś chce przygotować.

Ale nawet jeżeli ktoś sięgnie po jakąś książkę, ja uwielbiam właśnie to co Małgorzata Musiał napisała w swojej książce – “Skrzynka z narzędziami”, że to jej książka i w zasadzie każda inna książka jest tylko właśnie taką skrzynkę z narzędziami. Jeżeli jakieś narzędzie ci pasuje, śmiało bierz. Ale nie traktuj tego jako jakąś taką encyklopedie i najważniejsze pismo swoim życiu i nie stosuj tego od a do z, jeżeli czujesz, że coś ci tam nie gra. W każdej książce myślę, że coś będzie pasowało, coś nie. Wyciągajmy to co nam pasuje, to co nam odpowiada, co się zgadza z naszym wewnętrznym ja, a całą resztę śmiało gdzieś tam może zostawmy na jakieś bocznej półce, może się kiedyś przyda, może nie. Ale nie traktujmy pojedynczej książki, czy nawet jakiegoś zestawu książek, jako wyroczni i jak nie mamy potrzeby, to ja nikogo chyba nigdy nie nakłaniałem do tego, żeby kupił książkę, jak nie ma takiej potrzeby i uważa się za dobrego rodzica i odnajduje się w tym co robi.

Klapsy. Przemoc. Patologia.

Nie wspomnieliśmy o jeszcze jednej metodzie wychowania, jaką jest tak zwane wychowanie bezstresowe, o ile ona w ogóle istnieje, natomiast jeśli często stawia w kontraście, czy też w opozycji do dawania klapsów, czy też do przemocy wobec dzieci, czy też bicia dzieci. Ty na swoim blogu bardzo mocno eksploatowałeś, chyba dalej jest ten temat bardzo żywy na twoim blogu, na twoim fanpage’u. Dlaczego, tak naprawdę, nie powinniśmy stosować przemocy wobec dzieci?

Z klapsami to ja uważam, że jedyny sposób na danie klapsa jest ten, który ty pokazałeś w swoim filmie, mam nadzieję, że go gdzieś tam wrzucisz pod koniec naszej rozmowy, bo go uwielbiam.

Z przemocą wobec dzieci jest trochę tak jak z piciem alkoholu w ciąży. Nie istnieje minimalna bezpieczna dawka.

Bo są osoby właśnie, które mówią, że ja oberwałem i nic mi nie jest, więc dam mojemu dziecku tam parę razy klapsa jak będzie potrzebowało, niech wie za co dostało, ale to nie jest przemoc i przemocy nie popieram, a już szczególnie patologii.

I to jest właśnie takie, według niektórych katalogowanie, że najpierw jest klaps, potem jest przemoc a potem jest patologia. No tylko problem jest klapsem taki, że jak klaps nie zadziała, to trzeba użyć tego silniejszego, więc używa się później właśnie silniejszego klapsa, który jest według no już nawet ich kategoryzowania przemocą, a jak przemoc nie zadziała to się używa jeszcze silniej, czyli już się popada w stronę patologii, więc to jest wszystko ta sama strona i tak jak mówię nie istnieje minimalna dawka przemocy.

Bo nie da się kogoś stwierdzić, że się kogoś tylko lekko skrzywdziło, więc to nie jest przemoc. Tutaj to już jest jakieś takie słownikowe podejście, a nie o to nam chodzi. I jak pokazuje się to właśnie, jako że jak nie ma przemocy, to zaraz jest bezstresowe wychowanie, czyli dzieci wchodzą na głowę, nie słuchają, bo ludziom się wydaje, że jak się odbierze rodzicom klapsa czy formy inne stosowania przemocy, to dzieci nie znają granic, że dzieci po prostu, wiecie skaczą po domu, nie wiem, malują ściany, cały czas się drą i w ogóle jest tragedia. Ja nie widzę na przykład osobiście problemu z tym, żeby dzieciom ustalić jasne zasady i tych zasad pilnować, przestrzegać, jednocześnie ich nie bijąc. To jest wykonalne i to nawet bez kar.

Po prostu jestem w stanie dzieci przekonać, że niektóre zachowania są akceptowalne, a niektóre nie. Bo inaczej jakbym przekonał, nie wiem, na przykład dorosłego człowieka, który wchodzi, nie wiem, do mnie do domu, żeby ściągnął buty. On może już wie, że trzeba, ale jakby był na przykład obcokrajowcem, no to może nie wiedzieć i jak, skoro jestem w stanie jemu wytłumaczyć, to tak samo jestem w stanie wytłumaczyć mojemu dziecku, więc jeżeli jestem w stanie mu wytłumaczyć, no to po co bić?

A jeżeli nie jestem w stanie wytłumaczyć, bo na przykład dziecko jest jeszcze za małe, to jest też za małe na to, żeby zrozumiało po tym jak dostanie klapsa.

Nasz mózg się uczy wtedy, kiedy jest w tej fazie, takiej bezpiecznej, kiedy się czuje dobrze, kiedy jest zadowolony. Wtedy nasz organizm jest w stanie się czegoś nauczyć. Jeżeli natomiast jest przerażony, jeżeli jest wystraszony, to on się wycofuje i wszystkie te wyższe formy odpowiedzialne właśnie między innymi za naukę są wyłączane. Więc jakby zakładanie, że klaps czegoś nauczy jest niezgodne chociażby z tego biologicznego punktu widzenia.

Tak już czysto wchodząc na takie naukowe uzasadnienie czemu to nie ma sensu.

Ale często można spotkać się z taką argumentacją, ja sam ostatnio zresztą rozmawiając na takich warsztatach z rodzicami się spotkałem, że ojciec przywalił kilka razy i był spokój, ja wiedziałem, że czegoś nie mogę robić i jakoś nie wyrosłem na patologicznego człowieka, jestem normalny. Jak z tym dyskutować?

Wielu ludzi tak uważa, mamy w tej chwili niecałe 40 milionów Polaków w naszym kraju, z czego 8 milionów ma mniejsze lub większe problemy natury psychicznej, zaburzenia psychiczne, więc to, że ktoś mówi, że on wyrósł na dobrego człowieka, czy na porządnego człowieka, to z jednej strony może nawet do mieć rację, bo mogło mu się udać, pomimo tego czego doświadczył, ale z drugiej strony pomija tych wszystkich, którym się nie udało.

To jest tak samo jak mówić, że ja jeździłem na kuligu za samochodami tam przywiązany i mi się udało i w ogóle super, nikt nie zginął. Albo na przykład ja skakałem w nieoznaczonych miejscach do wody i nic mi się nie stało. No i bardzo fajnie, tylko, że zapomina o tym, że w tym miejscu, gdzie ją skakał to tam 20 innych osób zginęło, na przykład, albo jest trwale okaleczonych. Więc opierają się na swoim przykładzie – jasne ma rację, ale wszyscy ci ludzie, którzy mogliby zaświadczyć, że jednak to jest niebezpieczne, najczęściej nie żyją.

W przypadku klapsów dochodzi jeszcze coś w rodzaju takiego lekkiego syndromu sztokholmskiego, czyli w momencie, kiedy człowiek przyznaje, że klasy to nie jest coś dobrego, to musi się pogodzić z tym, musi jakby sobie to uświadomić, że to co zrobili mu rodzice, to nie było najlepsze. I to jest czasami ciężkie, żeby sobie uświadomić, że rodzice go skrzywdzili. 

Teraz ja nie mówię, że oni to zrobili świadomie, bo w czasach naszych rodziców to była najlepsza forma wychowania i oni naprawdę chcieli dla nas jak najlepiej. Ale teraz minęło parędziesiąt lat od tego czasu, pojawiły się nowe informacje, mamy lepsze metody, tak, nie jedziemy już na nie wiem konno, na przykład, tylko jeździmy samochodami, nie idziemy bez pasów, tylko jedziemy z pasami, mamy różne nowe technologie i korzystamy z nich, bo pozyskaliśmy wiedzę w różnych tematach. Więc w temacie rodzicielstwa też pozyskaliśmy nową wiedzę, więc dlaczego z niej nie skorzystać?

Ja ogólnie jestem bardzo pro temu, żeby brać pod uwagę różne badania naukowe, może nie bez żadnej tam krytyki, bez krytycznego spojrzenia, ale jeżeli jest 1, 2, 3, 5, 100 badanie i one wszystkie potwierdzają to samo i ona się opierają na dziesiątkach tysięcy przypadków na przełomie kilku dekad, a jest takie badanie właśnie na 160 tysiącach dzieci na przełomie pięciu dekad, które pokazuje, że klaps jako klaps nie ma żadnego pozytywnego skutku. Żadnego. Natomiast tam może spowodować w stopniu dzieci, które otrzymywały klapsy są podatne na właśnie rożne zaburzenia, mają mniejszą pewność siebie, mają kompleksy, mogą mieć depresję, nie radzą sobie z silnymi emocjami, nie panuję nad emocjami, no i jeszcze ileś tam konkretnych cech, które się z tym wiążą.

Więc patrząc na jakby na fakty, też nie ma nic po stronie klapsów, co by przemawiało za tym, poza, bo mi zawsze to robili i tak było dobrze, no. Kiedyś właśnie, na przykład, dzieciom się podawało spirytus, żeby spały, też uważali, że to było dobre. Kiedyś na jak nie wiem zraniło się w nogę to się przykładowo zioło i też było dobrze. Żyliśmy po 40 lat i też było dobrze. To jest jakby taka argumentacja, bez żadnego powodu, tylko odwoływanie się do jakiejś źle rozumianej tradycji.

Patrząc na to z drugiej strony, chcę być dobrym rodzicem, staram się wychowywać dziecko z szacunkiem, mądrze, jakoś tam odpowiedzialnie, z miłością. Ale przychodzi jakiś taki moment, w którym wszystko nagle się złoży, a ja jestem przemęczony, niewyspany, bo mi młodsze dziecko na przykład płacze, w pracy jest ciężko, nie wysypiamy się, duże ciśnienie, stres, dziecko nagle zaczyna wyć i dam mu klapsa. Czy żałuję, czy nie to już jest odrębna sprawa, tak myślę, ale nie, załóżmy, że żałuję, żałuję tego, że dałem, czy ja już mu zryłem psychikę? Czy można, wiesz powiedzieć tak że okej, dałem mu jednego klapsa, czy to mnie przekreśla jako rodzica i automatycznie powoduje, że ja skrzywdziłem moje dziecko na całe życie?

Trzeba dzwonić po MOPS, nie ma wyjścia. Tak na poważnie, ja na samym początku też dawałem swoim dzieciom klapsy, nie uważam, że zryłem im psychikę tym, ale uważam, że pewne ich zachowania, które później się pojawiały i były trudne, no mogły wynikać właśnie z tego, jak moje dzieci były traktowane na początku w twoich tych najwcześniejszej latach i o tym pisałem też zresztą na blogu parę razy, więc od jednego klapsa myślę, że ta psychika nie będzie zryta, ale każda dawka może spowodować później jakieś trudności w komunikacji z nami, w tym jak nas dzieci będą traktować, w tym jak będą spoglądać.

Znam sytuację, że rzeczywiście jeden klaps zrył psychikę, bo na przykład to nie był klaps dany tam dwulatkowi, tylko na przykład 12 czy 13 latkowi, albo trzynastolatce i ona później po prostu już całe życie inaczej patrzyła, na przykład na ojca albo na matkę, bo zawsze jej się wydawało, że to jest taka bezpieczna, ten dom taka Bezpieczna przystań, a jak oberwała, to przestała i to na kilka tam lat najbliższych i tych dość istotnych w życiu, naznaczyło ją. Więc tutaj nie da się jakby ostatecznie stwierdzić, że jeden klaps przeżyje, jeden klaps no to już straszna trauma, ale też trzeba spojrzeć na to, co zrobimy po tym jak to damy. Czy zamieciemy sprawę pod dywan, będziemy udawać, że nic się nie stało, czy na przykład jesteśmy gotowi przyznać się do błędu, przyjść do dziecka, porozmawiać z nim, jeżeli oczywiście jest już na tyle duże, że zrozumie nasze tłumaczenia i na przykład powiedzieć słowo przepraszam.

Ja myślę, że to też będzie miało ogromne znaczenie. Jak będziemy udawali, że nic się nie stało, no to to jest takie rozwiązanie, powiedziałbym, średnio dojrzałe. A jeżeli potrafimy się przyznać do błędu, to jest też dla dziecka nauka, właśnie, co ona ma zrobić, jak ono popełni błąd, pokazuje dziecku, że przepraszanie to jest normalna czynność i rodzice też to robią i ono też się wtedy uczy przepraszać. Bo na przykład nas uczono mówienia przepraszam, ale to było przepraszam nieszczere, to było kłamstwo, tak naprawdę, mówiliśmy przepraszam, żeby nam wszyscy dali spokój i tak się działo. Teraz wreszcie widzę dzieciaki, które mówią przepraszam i rzeczywiście to czują, co mówią, bo zostali tego nauczeni przez swoich rodziców, którzy też potrafili ich przeprosić. Także to też jest tutaj, myślę duża różnica w tym jak podejdziemy po takim błędzie, do tego co zrobiliśmy.

Ale też samo słowo przepraszam, tak naprawdę, czasami się można spotkać z tym, że uczymy dzieci, żeby powiedziały przepraszam, właśnie, żeby się nauczyło, takie na siłę. Naucz się mówić przepraszam, jak coś komuś źle zrobisz, no bo to jest jednak pewna kultura, pewne zachowania społeczne, czy dając takiemu trzylatkowi, na przykład, czy tam 5 latkowi, niech będzie, powiedz przepraszam, bo trzeba, tak trochę trzylatek trochę za mały, powiedz przepraszam, on powie nie, to powinniśmy na to pozwolić? Tak naprawdę to jest tak trochę sprzeczne z życiem społecznym, z jakimś normami.

No ja myślę, że powinniśmy, bo jeżeli ona nie czuję, że ma przepraszać, to przeprosi na siłę, to skłamie, więc w takiej sytuacji powinniśmy się dowiedzieć czemu nie chce przeprosić, bo na przykład często jest tak, że rodzic wejdzie w jakąś sytuację, tak bawi się dwójka dzieci, jedno jego i jedno jakiegoś sąsiada, na przykład, no i widzi, na przykład, że tamto drugie płacze i wie, że to jego uderzyło, ale nie wie co się stało zaraz przed.

Skąd wiemy, że na przykład tam to nie rzuciło w nim czymś, nie zniszczyło mu zabawki, nie uderzyło go również, czasami widzimy tylko efekt, więc warto się najpierw dowiedzieć. Ja też takiej sytuacji bym nie chciał przeprosić.

I to nie jest jakby zachowanie tutaj, powiedziałbym społeczne, to jest coś czego się oczekuje tylko od dzieci i teraz pytanie, dlaczego tego oczekujemy od dzieci, skoro nie oczekujemy tego od dorosłych? Dorośli mogą przepraszać tylko wtedy, kiedy czują, że ta druga osoba zasłużyła na przeprosiny, bo zrobili coś złego. Więc czemu nie zastosować tych samych standardów do dzieci? Czasami dziecko może nie wiedzieć, że to co zrobiło było czymś złym.

Tak, że na przykład ono zabrało komuś zabawkę i no nie wiedziała, że to jest coś złego. Więc w tym momencie możemy wytłumaczyć, dlaczego ta osoba się czuję źle i jak wytłumaczymy to najczęściej nasze dziecko jakby to zrozumie i może, nie wiem, powie, że mu jest przykro, że nie chciało, że nie wiedziało. Dla mnie to tak samo dobre jak przepraszam, samo to słowo. Wystarczy, że powie dziecko na przykład wtedy, że jest mu przykro, że nie chciało, że więcej tak nie zrobi. Ja już naprawdę nie muszę tego konkretnego słowa, bo z tymi magicznymi słowami to właśnie jest tak, że ja mam wrażenie, że całe nasze pokolenie było wszystkich tych trzech słów tak wyuczone po prostu trochę bezmyślnie.

Proszę, dziękuję, przepraszam. I jeszcze dzień dobry.

Dokładnie. Dzień dobry to jeszcze pół biedy. Dzień dobry lubię, ale “proszę”? Nienawidzę tego słowa. Nienawidzę tego słowa szczerym uczuciem, bo uważam, że ono nigdy nie znaczy tego, co ma znaczyć, bo na przykład jak mówię proszę podaj mi talerz, to to jest tryb z języka polskiego rozkazujący. Jak zapytam, Czy mógłbyś mi podać talerz, to daje tej drugiej osobie wybór. Jeżeli ona mi poda, no to dla mnie to jest jakby przyjemność. Jak mówię proszę, no to ona już nie może powiedzieć nie mam ochoty. Bo nie dajemy tego wyboru.Jak ma mi powiedzieć, że mi nie poda, to od razu rodzi się między nami konflikt.

Dlatego ja do słowa tam jak ktoś jeszcze ewentualnie w takim kontekście, że ktoś mówi dziękuję, ktoś mówi proszę, jak najbardziej. Ale w tym kontekście właśnie proszę zrób coś, albo proszę wynieść coś, to zupełnie źle rozumiemy to słowo i mamy właśnie inaczej nas uczono niż to, jakie w rzeczywistości ma znaczenie. Ja bardzo nie lubiłem jak ktoś mi kazał, dlatego właśnie ja sam przez całe swoje dzieciństwo do wszystkich mówiłem, czy mógłbyś, czy mogłabyś i widziałem, że dużo chętnie ludzie ze mną współpracują, więc to samo stosuje w stosunku do moich dzieci.

Czego możemy nauczyć się od naszych rodziców?

A co my, obecnie rodzice żyjący w XXI wieku, możemy zaczerpnąć od naszych rodziców? Czy możemy żyć takim przeświadczeniu, że wszystko co wtedy zrobili te 30 lat temu to było nie tak, czy jednak są jakieś dobre rzeczy, które, my możemy zastosować z korzyścią dla naszych dzieci?

Cieszę się, że pytasz, bo tak naprawdę jest mnóstwo rzeczy, których możemy zaczerpnąć, które możemy zaczerpnąć z tego naszego dzieciństwa i wierzę, że tam było naprawdę wspaniałych i współczesne dzieci są tego pozbawione. Tak jak właśnie wcześniej mówiłem o tych rodzicach helikopterach, to jeżeli do tego dołączyć całe otoczenie jakie mamy, to na przykład dzieci praktycznie w tej chwili bardzo mało mają takiej wolnej zabawy, tak jak my mieliśmy że szliśmy do lasu, nawet z siekierą czasami szło się, coś się ścinało, coś się budowało, w tej chwili tego nie ma, w tej chwili się prowadzi dziecko na plac zabaw, jak ona widzi drabinkę to ta drabinka służy do jednej rzeczy, jak widzi zjeżdżalnie to ta zjeżdżalnia służy do jednej rzeczy i brakuje tej kreatywnej zabawy i jest nawet taka świetna książka teraz już nie pamiętam, “30 albo 50 niebezpiecznych rzeczy, które każdy rodzic powinien pozwolić zrobić swoim dzieciom” i tam są takie rzeczy proste, od wchodzenia na drzewo, przez już takie ciekawsze,

Bombę z saletry?

pomysłowe. Właśnie tak. Znaczy tam bomby z saletry są. No rozpalanie ogniska, chociażby, tak? Jest wiele dzieci współcześnie, które w ogóle nawet zapałki nie potrafi zapalić, a chodzi już do szkoły podstawowej, nie mówiąc właśnie o rozpalanie ogniska, czy posługiwanie się narzędziami, czy próba zrobienia jakiegoś tam spadochronu i skoku z niewielkiej wysokości, wszystkie te fajne rzeczy które my robiliśmy jako dzieci, teraz to gdzieś tam troszkę zapomnieliśmy o tym, jakby wielu rodziców się boi, od wielu rodziców często słyszę, że o matko, gdyby moje dziecko robiło dzisiaj to co ja robiłem to bym chyba zszedł albo zeszła na zawał. No i to jest trochę moim zdaniem smutne, bo te dzieci też powinny tego spróbować.

Poza tym jak to dziecko teraz wejdzie na drzewo, w wieku tych nie wiem 8 lat, czy przejdzie po jakiś właśnie, nie wiem, po jakiejś kłodzie w lesie to ono się nauczy tej równowagi, nauczy się wspinaczki, no a potem, jak będzie miał 15 i do 15 roku życia tego nie zrobi, to potem się już raczej nie odważy. Im jesteśmy starsi, tym ciężej znam próbować nowych rzeczy. Tym gorsza wtedy jest dziecka koordynacja, gorsze umiejętności, więc naprawdę jest mnóstwo rzeczy.

Trzeba sobie przypomnieć co my robiliśmy jako dzieci i pokazać  to naszym dzieciom.

Ja ostatnio zrobiłem właśnie tą bombę tylko akurat nie z saletry, tylko tam prostszą, no że tam jest soda oczyszczona i woda, w Kinder niespodziance, w opakowanie po Kinder niespodziance. To właśnie robiłem, przy czym u nas w dzieciństwie to była zabawa na zasadzie, że wstrząsaliśmy tym i rzucaliśmy do siebie w kółku, u kogo wybuchło to odpadał.

Jak widać nigdy nie odpadłeś.

Nie no to po prostu się było brudnym, to nie ten to nie był granat. To też nie była saletra, właśnie, to po prostu wybuchało i było brudne. Co prawda moim dzieciom jeszcze tego nie pokazałem, ale no były zachwycone, że po prostu takie coś prostego można zrobić z tak naprawdę jakieś tam zabawki byle jakiej, no bo to chodzi o puste pudełko. Także są fajne rzeczy, które my robiliśmy, warto, żeby je wprowadzić do dzieciństwa naszych dzieci i trochę przywrócić tego dzieciństwa właśnie na łonie natury, z tymi otwartymi przestrzeniami, gdzie dzieci mogły robić to co chcą, a nie to co producent zabawek na placu zabaw im pozwolił zrobić zgodnie z regulaminem i postanowieniami Unii Europejskiej.

No jest coś takiego jak syndrom braku natury, który było opisany, syndrom deficytu natury i to jest opisane w książce “Ostatnie dziecko lasu” i po przeczytaniu tej książki, zacząłem częściej chodzić z naszymi dziećmi do lasu i nawet potem jeszcze moja żona wpadła na taki fajny pomysł, że kupiła książkę “Sekretne życie drzew” i my sobie szliśmy lasem i te książki czytaliśmy. I po prostu patrzyliśmy, wow, rzeczywiście tu pewne rzeczy tak wyglądają. Patrzyliśmy w górę, też dzieci zachęcałem, powiem ci, dziwnie się czułem, tej książki, o której ty mówiłeś nie czytałem, ale na pewno do niej zerknę, ale zachęcając moje dzieci do chodzenia na drzewo, żeby weszły, czułem się dziwnie, bo uświadomiłem sobie, że mnie rodzice nie zachęcali do chodzenia na drzewo, a wprost przeciwnie, już było zejdź, bo już jesteś za wysoko. Rzeczywiście to dzieciństwo jest zupełnie inne teraz, ale też dzieci robią rzeczy, których my nie robiliśmy. Są angielskie, hiszpańskie, robotyki, programowanie, zajęcia dodatkowe, których my nie mieliśmy szansy. I teraz pytanie, czy rozwój dziecka, akurat taki naukowy, jest czymś złym w tym wieku? Czy dajmy zabiera rzeczywiście dzieciństwo, czy sprawi, że jako dorośli będą na przykład więcej umieli, no i będą szczęśliwszymi dorosłymi?

Zacząć trzeba od tego, że my kończyliśmy szkoły o 12, 13, o 14:30 mieliśmy skończone zadanie i zjedzony obiad, szliśmy na zewnątrz i siedzieliśmy do wieczora. Współcześnie dzieci kończą szkołę często o 16, są w domu o 17, bo trzeba policzyć dojazdy i jak i jeszcze się im dorzuci zadania, jakieś tam zajęcia dodatkowe, które naprawdę nie są jakąś tam, wiecie, efektem jakiejś pasji mega, to moim zdaniem naprawdę to nie jest potrzebne. Ja w ogóle mam, wychodzę z założenia, że jakieś tam dodatkowe angielskie, hiszpańskie, języka się człowiek jest w stanie nauczyć od 3 do 6 miesięcy, tak, naprawdę nie ma potrzeby uczyć dziecka i tych języków przez 10 lat szkoły.

Niech już ten angielski zostanie, bo to jest język jednak potrzebny, ale jakieś dodatkowe języki, kursy, cuda, no to nie jest jakiś tam taniec czy śpiew, który tam trzeba szkolić i kombinować, bo podstawowego języka naprawdę człowiek się szybko jest w stanie nauczyć, a dzieciństwo ma się tylko raz. I uważam, że dla dziecka i dla rozwoju jego umiejętności takich społecznych, dlatego żeby dziecko w życiu później było szczęśliwe, 100 razy ważniejsze jest to, że spędzało czas na zewnątrz niż żeby spędzało czas w zamkniętym pomieszczeniu z opłaconym nauczycielem, który będzie uczył go rzeczy, które najprawdopodobniej mu się nigdy w życiu nie przydadzą.

No z tymi 3-6 miesięcy, to jest być może kwestia też indywidualna, natomiast wydaje mi się, że na pewno byliby jacyś neurodydaktycy, czy też specjaliści z takiej dziedziny, którzy powiedzieliby ci, że no okres dziecięcy, to jest najlepszy moment na przyswajanie wiedzy, że to jeśli dziecko się nauczy akcentu, samo z siebie słuchając, tak dalej, to jest w stanie nauczyć się więcej i szybciej niż dorosły i czasami się nawet zdarza, że słyszymy o nawet my dorośli tak mamy, czasami po Facebooku to że w ogóle latają takie obrazki, gdybym ja to wiedział, gdy byłem mały, albo gdyby ktoś mnie tego nauczył w dzieciństwie. Więc mamy jakąś taką tęsknotę za tymi rzeczami, których nie umiemy.

Tylko najczęściej to dotyczy umiejętności praktycznych, bo właśnie na przykład tego angielskiego większość z nas się uczyło przez całą szkołę podstawową, później, jeżeli ktoś był na to gimnazjum, liceum i wychodziło ze szkoły i nie potrafią się odezwać. To była plaga w roku tam po roku 2000, jak wszyscy zaczęli jechać do Anglii i się okazało, że 98% ludzi nie potrafi się odezwać, mimo tego że jest pod tam 12 latach angielskiego w szkole i nawet jeżeli się już potrafi odezwać, to często zna inne nazwy bo się okazuje że my się w szkole uczymy tak naprawdę angielskiego amerykańskiego, a angielski ten angielski jest inny, brytyjski tak, tam są inne słowa na tak na przykład w Stanach Truck to jest ciężarówka, a w Wielkiej Brytanii to jest Lorry, więc no później się właśnie okazuje

Ja osobiście wolałbym w dzieciństwie się nauczyć rzeczy typu gotowanie, czy na przykład umiejętności majsterkowania, czy jakieś podstawy elektryki, żeby później sobie w domu móc to ogarnąć, niż kolejnych wzorów chemicznych, fizycznych, których nigdy w życiu nie użyłem i  których kompletnie nie pamiętam.

Ta wiedza jest jakby już przepadła, bo to nie jest tak, że jak ja bym siadł, to o wrócę, przypomnę sobie i jest mnóstwo takich rzeczy, które uważam, że rzeczywiście bardzo bym chciał je znać i umieć, ale to nie są w większości te przedmioty szkolne. Nie mówiąc o tych podstawowych, tam znajomość lektur czy jakieś tam, postawa logicznego rozumowania czy matematyka, tak, bo to są takie rzeczy, które się rzeczywiście w życiu przydają. Ale z tych które myślę, że ludzie żałują, że się nie nauczyli jak byli młodsi, to zdecydowanie więcej jest tych rzeczy praktycznych, niż tego, że ktoś im nie powiedział, że tam plankton albo nawet, nie wiem, coś robi, albo jaka jest budowa, po prostu pantofelka.

Właśnie no.

Parzydełka i nibynóżki i w ogóle.

Rozpoznawalność blogera parentingowego

Jesteś jednym z najbardziej znanych blogerów i jesteś w czołówce tych blogerów parentingowych, w mocno zdominowanej przez kobiety, jesteś facetem, który tak naprawdę no mówi o wychowaniu dzieci. Czy zdarza ci się, że ta rozpoznawalność sprawia, że kiedy wychodzisz gdzieś z dziećmi u siebie w mieście, bądź gdzie indziej na wakacjach, ktoś się patrzy mówi o to idzie blog ojciec, zobaczymy czy rzeczywiście wychowuje dzieci i jest taki mądry i miły, jak sam o tym pisze?

Raz kiedyś jeden miałem taką sytuację. Ja ogólnie mieszkam że tak powiem na wsi w okolicach Bielska-Białej, więc to nie jest tak, że ta rozpoznawalność mnie jakoś tutaj przygniata, jak pojadę czasem do Warszawy, to zdarza się że tam w drodze na spotkanie, spotkam 3 czy 4 osoby które mnie rozpoznają, ale w Bielsku to jest może jedna osoba na miesiąc, czy na kwartał, więc nie mam tutaj aż takiego problemu, ale zdarzyło mi się kiedyś, po tym jak mój syn tam w szkole ktoś zrobił, że jeden z rodziców mi powiedział, że takie mądre rzeczy pan pisze na blogu, a ona dziecko tak się zachowało. Więc zdarzyło się, że mi się oberwało za to, że piszę bloga, co prawda w tamtej sytuacji to było dużo bardziej skomplikowane niż ten rodzic wtedy to widział, to jak później się okazało, więc tak naprawdę poza tą pojedynczą sytuacją nie miałem takiego problemu, raczej spotykam się z pozytywnymi reakcjami i no raczej ludzie po prostu przychodzą się przywitać, pogadać chwilę niż gdzieś tam właśnie krytykować. Myślę, że ci którzy by chcieli krytykować to niekoniecznie śledzą mojego bloga, bo raczej staram się pisać do takich właśnie otwartych, świadomych rodziców, którzy raczej nie oceniają innych, bo wiedzą, że nie znają całej historii.

Ale też zdarza ci się wyrzucać ludzi ze swojego fanpage’a, więc nie jest tak, że jesteś taki superpotulny i zapraszasz wszystkich.

Tak, tak, to zdecydowanie, bo jeżeli ktoś promuje jakieś postawy sprzeczne z prawem, zdrowiem, czy zdrowym rozsądkiem, to ja się ich pozbywam po prostu, dlatego, żeby te dyskusje mogły się toczyć w takim rozsądnym nurcie. Niestety internet spowodował, że osoba z jakimś tam mega wykształceniem i osoba, która ma jakieś nie wiem, doktoraty, a osoba, która cały dzień siedzi i nic nie robi, popija piwo, one w internecie mają wrażenie, że są równe. Więc czasami w komentarzach, jak takie osoby się spotkają, no to społeczeństwo może odebrać, że ta druga osoba ma rację, bo na przykład zapisze to w tak manipulacyjny sposób, jest cała erystyka, tak, która powoduje, że nawet jeżeli ktoś nie ma racji, ale jest wyszkolony erystycznie, to może pokonać przeciwnika. Mimo tego, że jego poglądy w ogóle się nie zgadzają z faktami, z niczym.

Ja bardzo nie lubię chwytów erystycznych, czyli tam AD Personam i innych i ja się skupiam na rozmowie o faktach. Jeżeli ktoś tylko traktuje drugą osobę z szacunkiem, to ja nie mam problemu i wszystkich zostawiam, ale jeżeli ktoś pisze, że no w sumie to masz rację, ale wiesz tam jesteś dupkiem, to na przykład jakiegoś tam innego komentatora, to ja nie widzę potrzeby, żeby ta osoba została, bo ona to zrobi teraz do jednego, do drugiego, do trzeciego na ich niechęci do tego, żeby tam zostali, no i później da też jakby zachętę innym, żeby też takie postawy promowali. Więc jakby zakładam, że skoro ja mam pewną gdzieś tam kulturę i staram się szanować innych i poglądy innych, no to tego samego wymagam od ludzi, którzy obracają się w moim towarzystwie.

Jak ktoś by mi przyszedł, na przykład do mojego domu i zachowywał się w sposób niekulturalny, to tak samo bym go wyrzucił. Więc tutaj stosuję tę samą zasadę, mimo że wielu ludzi którzy są na moim blogu, nie zgadzam się z nimi, oni się ze mną nie zgadzają we wszystkich jakby, że nie we wszystkim się ze mną zgadzają, że tylko w części, ale potrafią to napisać w bardzo kulturalny i spokojny sposób, na przykład, że ja to próbowałem, u mnie nie zadziałało, albo rozumiem twoje argumenty, ale wydaje mi się, że to może jednak nie być takie fajne jak piszesz, spokojnie żaden problem takie wypowiedzi jak najbardziej zostają. Ale jeżeli tak jak mówię, ktoś to pisze w sposób obraźliwy, atakujący, marnuje tak naprawdę mój czas, jego czas i po co to komu? Trzeba szukać szczęścia w życiu i otaczać się pozytywnymi ludźmi.

Książki dla młodych rodziców

Wspomnieliśmy już parę książek podczas naszej dzisiejszej rozmowy, czy jest jakaś jedna, którą poleciłbyś, czy polecisz swoim dzieciom, kiedy one same staną się rodzicami?

To jest dobre pytanie, bo ja na swojej półce mam ze 40 książek. W sumie są dwie takie książki, które lubię, bo bardzo łatwo i prosto, i przyjemnie mi się je czytało, a jednocześnie nie mówią o wychowaniu w taki sposób strasznie ogólny i tylko i wyłącznie o tym jak rozumieć to dziecko, ale też się skupiają na takich elementach praktycznych. Jedna z nich to jest książka “Tata komandos”, ona się bodajże nazywa. Jest napisana przez byłego wojskowego, który ma trójkę dzieci i ogólnie opisuje to właśnie z takiej perspektywy, bo taki reżim wojskowy trochę jest w tej książce, że się bardzo dobrze to czyta, przy okazji jest też odpowiedni humor i raz, że podobne wartości do tych, które ja wyznaję, czyli traktujemy dziecko z szacunkiem, a z drugiej strony jest to co na przykład tam krok po kroku jak przewinąć dziecko.

Procedura.

Taka procedura, tak, dokładnie. A druga książka, którą uwielbiam i którą przeczytałem w 2 dni, co jest chyba moim rekordem, jeśli chodzi o przeczytane książki poradnikowe, bo potrafię w 2 dni nawet całą trylogią Władcy Pierścieni przeczytać, ale z poradnikami to potrafię się męczyć po 3 miesiące. Na przykład Cohen jak dla mnie po prostu autorem, który pisze świetne książki, ale jest bardzo ciężki i tutaj właśnie to jest mój rekord, to są “Złe matki są najlepsze”.

I to jest z kolei jakby też takie fajne dwie książki, bo jedna jest z perspektywy mamy, druga z perspektywy taty i te złe matki są najlepsze też właśnie opisuje bardzo konkretnie jak podejść do dziecka, zarówno jeśli chodzi o tą sferę taką uczuciową, jak i obsługę samą na samym początku. Jak sobie nie dać wejść na głowę, bo jak ja słyszę, że na przykład młode matki słyszą, że nie wiem, że nie mają pokarmu, że muszę dokarmiać, albo że mają już tam samą, nie wiem, albo siarę, albo wodę, albo cokolwiek, albo na przykład, że jak dziecko tam straciło 50 g, to już w ogóle jest tragedia, to praktycznie każde dziecko na początku tam tą wagę traci.

Zwłaszcza przy pierwszym dziecku się człowiek bardzo tym stresuje, jak w szpitalu cię nastraszą, że jak zejdzie poniżej 10%, to już trzeba dokarmiać. U nas w stanie tak było, nie.

Że często to ten spadek jest dużo mniejszy niż 10%, bo tam wezmę 50 g to jest mniej niż 2%, w zasadzie jak masz 3 kg dziecko, a już straszą i też właśnie ta książka pomaga nie dać sobie wejść na głowę i zarówno w szpitalu wiedzieć jak się postawić, to jest taka, myślę, która wzbudzi takie poczucie pewności u młodej matki, więc dlatego bardzo ją lubię i dlatego też właśnie ostatnio to jest książka, którą razem ze swoją posłałem do kuzynki, bo uważam że i powiedziałem przeczytaj najpierw tą od Matyldy Kozakiewicz “Złe matki są najlepsze”, bo to jest książka, której po prostu każda młoda matka jak nie ma obok siebie całej rodziny dużej, rozbudowanej, mam, babć i tak dalej, które jakimś tam doświadczeniem mogą się podzielić, to to jest książka od której trzeba w ogóle zacząć. Takie jest moje zdanie, więc myślę, że to są takie właśnie dwie książki, które bardzo lubię i bardzo często polecam innym.

I na koniec jakbyś mógł powiedzieć, gdzie można ciebie znaleźć w sieci?

Mnie można znaleźć przede wszystkim na Facebooku, fanpage Blog Ojciec, bo tam jestem najczęściej. Można mnie też znaleźć na Instagramie też Blog Ojciec, mam też bloga, jak wskazuje nazwa, chociaż pamiętam do dzisiaj, że była taka historia, że ktoś był zdziwiony, że blog ojciec ma bloga, po tym jak od roku mnie śledził na fanpage’u. Na blogu poruszam jakieś takie bardziej rozbudowane tematy, mam też książkę, książka jest dostępna na idealnyrodzicnieistnieje.pl i prowadzę też kurs, do kursu też link pewnie będzie pod podcastem, kurs dla rodziców, którzy właśnie natrafili na taką przeszkodę i potrzebują wsparcia, a jednocześnie na przykład odbili się od psychologów, którzy niekoniecznie ich rady się zgadzały, z tym co ci to co ci rodzice wierzą, bo też takie przypadki niestety właśnie są, że ktoś jest psychologiem od 50 lat i dalej stosuje to co było 50 lat temu i gdzieś tam z tym postępem do przodu niestety nie poszedł. Więc sam kurs jest taką trochę odpowiedział na to.

I jeszcze jest grupa na Facebooku, przy czym grupa jest tylko dla ojców, grupa nazywa się “Jestem tatą”. Tam w tej chwili jest ponad 20000 osób i jeżeli słuchasz tego, jesteś ojcem to bardzo cię serdecznie zapraszam, bo jest to miejsce trochę inne niż wszystkie inne w sieci, takie mam wrażenie i takie wrażenie ma wielu ojców w tej grupie. Te tematy są dużo bardziej emocjonalne i dużo bardziej, czasami nawet wzruszające i trochę inne niż to, jaki obraz jest, taki standardowy mężczyzny ogólnie na świecie. Serdecznie zapraszam, jeżeli jesteś ojcem albo będziesz ojcem, do dołączenia. Wszystkie te linki do tych miejsc, które właśnie wymieniłeś będą w notatkach do podcastu, także każdy będzie mógł tam wejść, ale myślę też, że jak się wpisze Blog Ojciec w Googlach, to momentalnie to wszystko wyskoczy, bo jednak jesteś bardzo, bardzo rozpoznawalny. Dziękuję ci serdecznie za tą rozmowę.

Również dziękuję za zaproszenie.

Było bardzo miło i wszystkiego dobrego, do usłyszenia i do zobaczenia mam nadzieję, że w końcu uda mi się wybrać na jakiś blogerski zlot, wtedy w końcu nam się uda spotkać.

Również mam nadzieję, że nam się uda, bo też bardzo szanuję to co robisz i bardzo się cieszę, że takie miejsca jak twoje jest w sieci także do zobaczenia.

Dzięki, dzięki serdeczne.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Gość odcinka

Kamil Nowak

Młody ojciec odkrywający świat razem z trójką swoich dzieci. Wierzy, że tak jak dzieci uczą się wielu rzeczy od rodziców, tak rodzice mogą się nauczyć wielu rzeczy od dzieci.

   

Książki dla rodzica

Napisana przez Kamila

Idealny rodzic nie istnieje

Polecane przez Kamila

Małgorzata Musiał

Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny.

Gever Tulley, Julie Spiegler

50 niebezpiecznych zabaw, których nie powinieneś zabraniać dziecku

Neil Sinclair

Tata Komandos. Szkolenie podstawowe

Matylda Kozakiewicz

Złe matki są najlepsze

Spis treści

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉