Co się stanie gdy odłączysz się od Facebooka?

Na początku czerwca postanowiłem wylogować się z Facebooka. Nie miałem zamiaru całkowicie usuwać konta prywatnego ani fanpejdża, ale chciałem trochę odpocząć i zaplanowałem nieobecność na 3 tygodnie. Ostatecznie moja abstynencja trwała chwilę dłużej, bo nie korzystałem z Facebooka przez 5 tygodni.

Podejrzewam, że dziesięć, a może nawet pięć lat temu lat temu takie stwierdzenie zapewne wywołałoby uśmiech niezrozumienia lub politowania. No bo co to za problem nie wchodzić na jakąś tam stronę w internecie.

Natomiast dziś, w Polsce 2019 roku, gdy pisałem lub mówiłem znajomym, że wylogowałem się z Facebooka na kilka tygodni najczęstszą reakcją było:

Zazdroszczę

Czy naprawdę tak trudno dobrowolnie odciąć się od mediów społecznościowych na okres kilkunastu lub kilkudziesięciu dni? W dzisiejszym odcinku podcastu dzielę się moimi spostrzeżeniami z okresu fejsbukowej abstynencji.

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Jak żyć bez Facebooka. Transkrypcja

Odejście z Facebooka. Powody.

Głównym powodem wstrzymania mojej fejsbukowej aktywności był postępujący brak czas na rzeczy ważne, a więc na wspólne chwile spędzone z żoną i dziećmi, na tworzenie nowych treści na blogu, a także na realizację planów, które leżały odłogiem od dłuższego czasu

Jeśli w Twojej głowie pojawia się pytanie, w jaki sposób wylogowanie się z FB miałoby mi pomóc w realizacji powyższych treści, to spieszę z wyjaśnieniem.

Parę miesięcy wcześniej zainstalowałem sobie na telefonie aplikację do monitorowania aktywności. Takich aplikacji w Google Play jest dostępnych wiele. Ja korzystałem z tej o nazwie YourHour, ale wystarczy że w wyszukiwarce Google Play wpiszesz monitor czasu ekranu lub screen time, to wyskoczy Ci mnóstwo propozycji.

Z kolei jeśli masz iPhone’a to z tego co słyszałem, te najnowsze model mają wbudowany licznik i monitor czasu ekranu i informują gdy za dużo czasu spędzasz korzystając z telefonu.

Głównym zadaniem apki jest zliczanie czasu, jaki poświęcasz na aktywne korzystanie z innych zainstalowanych aplikacji. Dodatkowo zlicza też dzienną ilość odblokowań ekranu, a w niektórych można też ustawić sobie cele i ostrzeżenia, np. że za 5 minut przekroczysz planowany dzienny czas korzystania z przeglądarki lub innej wybranej aplikacji.

No i YourHour sukcesywnie pokazywało mi, że na fejsbuku spędzam między 60 a 90 minut dziennie. Tylko na telefonie. Nie licząc komputera.

Czy to dużo?

Zważywszy ze doba ma 24h to chyb raczej tak.

I gdyby ktoś inny wcześniej mi powiedział, że sam tyle czasu spędza na fejsbuku, to doradziłbym mu wyluzowanie i spędzanie maksymalnie 15-20 minut dziennie, bo solidnie przesadza.

A czemu akurat tyle?

Bo tak właśnie o sobie myślałem. Byłem pewien, że nie poświęcam mediom społecznościowym więcej niż 30 minut na dobę. Dopiero aplikacja monitorująca aktywność na telefonie uświadomiła mi jak dużo czasu przelatywało mi przez palce.

W mediach społecznościowych spędzamy więcej czasu niż nam się wydaje, dlatego warto zmierzyć tę ilość odpowiednią aplikacją

Połączenie tych dwóch faktów i zauważenie, że jednym z powodów braku czasu na rzeczy ważne w życiu jest nadużywanie mediów społecznościowych, stało się motorem do podjęcia decyzji o czasowym odłączeniu się od Facebooka.

Ale żeby nie było tak kolorowo, to musimy z kolei pamiętać o tym, że Fanpejdż jest jednym z kanałów Ojcowskiej Strony Mocy, którym komunikuję się z odbiorcami, więc jest to poniekąd konieczne, bym był aktywnym użytkownikiem i tam także dodawał treści.

Pojawienie się genialnej w swej prostocie myśli o odstawieniu fejsa, przyciągnęło drugą, nieco bardziej niepokojącą myśl, a mianowicie:

przecież na fanpejdżu jest ponad 23000 osób, nie mogę tak po prostu zniknąć, bo ponad rok pracy pójdzie na marne

I gdy odwlekałem tę decyzję, zacząłem się zastanawiać, czy to fejsbuk jest problemem, czy mój sposób korzystania z niego, a co za tym idzie dysproporcja czasu spędzanego na tworzeniu treści na blogu, w podcaście czy filmach a na FB. Błękitny portal po prostu pochłonął mnie na maksa i musiałem znaleźć jakieś rozwiązanie, bo czułem, że stanąłem z moją twórczością w miejscu.

I co z tego, że będę wrzucał obrazki, memy, cytaty na Facebookową ścianę, skoro przestaję robić to, na czym naprawdę mi zależy.

Problemem nie jest sam Facebook, ale mój sposób korzystania z niego

Gdy zatem wytłumaczyłem sobie zasadność mojej decyzji w sferze działalności blogowej jak i rodzinnej wystarczyło tylko wcisnąć przycisk wyloguj.

Wylogowanie z Facebooka

W poniedziałek 10 czerwca, przed wyjazdem do pracy zapuściłem na fanpejdżu film, w którym zapowiedziałem moją 3-tygodniową absencję przedstawiając z grubsza jej powody. I by utwierdzić się w tej decyzji, chwilę później, by nie sprawdzać już komentarzy ani innych statystyk, usunąłem aplikację z telefonu, a tego samego dnia wylogowałem się z konta na komputerze, zaraz po odpaleniu przeglądarki.

Proste.

Ale co ciekawe, nawyki jednak pozostały i przez kilka dni, po odblokowaniu telefonu, kciuk automatycznie wędrował tam, gdzie wcześniej znajdowało się błękitne F. Podobnie było z komputerem – po odpaleniu przeglądarki, palce automatycznie wystukiwały FA na klawiaturze bez jakiegokolwiek świadomego udziału z mojej strony.

Dlatego tak ważne jest, by podejmując decyzję o odpoczynku z Facebooka czy tak naprawdę jakiejkolwiek innej aplikacji, od razu uniemożliwić sobie powtórne jej odpalenie pod byle pretekstem, bo tak naprawdę wcale o to nie trudno. To się stanie zwyczajnie samo.

Objawy odstawienia Facebooka

Na szczęście po około czterech dniach mózg odzyskał kontrolę nad palcami i przestały one już bezwiednie błądzić w poszukiwaniu słowa na literę F, ale w zamian za to pojawiło się kilka innych ciekawych objawów:

Zorientowałem się, że biorę telefon do ręki zupełnie bez żadnej potrzeby. Nudząc się chwilę, nie zajmując się pracą, robieniem obiadu czy jakąkolwiek angażującą czynnością, brałem telefon do ręki, a jako że nie miałem jak odpalić fejsa to po chwili go odkładałem.

Uświadomiło mi to, że tak naprawdę media społecznościowe są tym, co w głównej mierze przytrzymuje nas przy ekranach smartfonów. Oczywiście czasem sprawdzałem pocztę, szukałem czegoś w przeglądarce, czy odtwarzałem podcasty, ale mnóstwo razy łapałem telefon tylko po to, by przeskrolować walla i zobaczyć co tam się dzieje.

No i ponieważ nie było już jak odpalić fejsbuka, to po około tygodniu, jakoś tak znowu bezwiednie znalazłem sobie zamienniki. Zacząłem wchodzić na dwa portale, które karmiły moją ciekawość tego, co się dzieje w otaczającym mnie świecie, a mianowicie regionalny portal trojmiasto.pl oraz wykop, na którym mam konto i sporadycznie się udzielałem.

Media społecznościowe są głównym magnesem przywiązującym nas do smartfonów

I dopóki nie przyłapałem się na czytaniu komentarzy pod artykułami (czego nie robiłem od czasów gimnazjum, do którego nigdy nie chodziłem) to nie widziałem w tym surfowaniu niczego niepokojącego.

Ale właśnie wejście w sekcję komentarzy na trojmiasto.pl uświadomiło mi z kolei, że to nie tylko Facebook jest problemem. To moje podejście do internetu jest kluczowe, bowiem najprawdopodobniej są to objawy FOMO.

Co to jest FOMO?

FOMO, z angielskiego Fear Of Missing Out to po polsku lęk przed pominięciem. W kontekście mediów cyfrowych jest to zjawisko, syndrom występujący u użytkowników mediów społecznościowych, który objawia się lękiem, obawą, niepokojem, że oto coś ciekawego mnie ominie.

Że właśnie w tej chwili dzieje się coś ważnego, co powinienem wiedzieć. Że czegoś się nie dowiem i będę stratny. Że ktoś właśnie zapostował wiadomość na którą muszę odpowiedzieć, że ktoś na kim mi zależy chce się ze mną skontaktować. I tak dalej, i tak dalej.

I dlatego też bezwiednie śledzimy smartfony, bo szukamy tej ważnej informacji. I znów, problemem jest nasze, moje własne podejście do mediów cyfrowych. Kiedyś, jeszcze nie tak dawno, bo kilkanaście lat temu wiadomości rozchodziły się powoli. W tej chwili, czego niedawno mogliśmy być świadkami, możemy oglądać na żywo zamachy terrorystyczne z drugiego końca świata.

Świat się zmienia bardzo szybko, ale my i nasze umysły za tymi zmianami nie nadążamy. Kiedyś, gdy jakaś informacja pojawiła się w gazecie, to była ona albo znacząca, albo ważna dla nas jako społeczności lokalnej. W tej chwili portale internetowe i media społecznościowe wypluwają newsy z prędkością nadświetlną.

A my podświadomie wciąż uważamy, że one są ważne. Ale im szybciej wytłumaczymy naszym umysłom, że tak nie jest, tym lepiej dla nas.

FOMO to lęk przed tym, że coś mnie ominie i obawa przed tym, że będę stratny nie wiedząc tego, co wiedzą inni

Ta fejsbukowa przerwa przypomniała mi o kilku prawdach, m.in. że w kwestiach rodzinnych w większości sprawdza się powiedzenie, że brak wiadomości to dobra wiadomość. Że jeśli ktoś chce się z Tobą skontaktować, to znajdzie sposób. Oraz że większość tego, co miga nam na paskach w TV, na sliderach portali internetowych czy na feedzie mediów społecznościowych, jest zwyczajnie niepotrzebna i może zostać uznana za śmieci.

To naszym zadaniem, choć przyznam że niezwykle trudnym, jest samodzielne odsiewanie ziaren od plew w wirtualnej rzeczywistości i ustalenie co jest dla nas ważne, a co możemy bez wyrzutów sumienia pominąć.

I gdy po pięciu tygodniach zapytałem na fanpejdżu czy coś mnie ominęło, to wśród szału na postarzającą aplikację FaceApp, wyzwania do odkręcania korka od butelek nogą oraz szturmu na amerykańskie Area 51 pojawiły się także odpowiedzi, że nie. Nic mnie ominęło.

Tym bardziej więc się cieszę że taką przerwę sobie zafundowałem i tym bardzie polecam Ci ją jeśli o czymś takim myślisz.

Większość tego, co miga nam na paskach w TV, na sliderach portali internetowych czy na feedzie mediów społecznościowych, jest zwyczajnie niepotrzebna i może zostać uznana za śmieci.

FOMO ma także drugą stronę. Nie tylko ja miałem poczucie, że coś mnie omija, ale oto właśnie cały świat (a przynajmniej te dwadzieścia parę tysięcy fanów Ojcowskiej Strony Mocy) nie dowiedziało się, że u mnie też były okropnie silne burze i że dzieci bały się grzmotów i piorunów w nocy. Nikt nie dowiedział się, że nam też zaczęły się wakacje albo że znów jechałem sam pociągiem bez rodziny i jakie to wspaniałe doświadczenie.

Nikt się o tym nie dowiedział. Nikt nie miał szansy skomentowania. Bo tym właśnie często żyją fanpejdże, w tym także mój. Informacjami, bez których można się spokojnie obejść.

Gdy pewnego razu wpadłem na pomysł genialnego mema związanego z burzą, a nie mogłem wśród tych błysków i grzmotów go zapuścić, to nawet wyobrażałem sobie jakie teraz dyskusje lecą na innych fanpejdżach.

Ale okazało się, że i bez zapuszczenia takich informacji da się przeżyć. Dlatego też, jako twórca internetowy, też powinienem umieć oddzielić ziarno od plew i jak najmniej zaśmiecać feed moich odbiorców, czyli być może także Twój.

Jedną z głównych umiejętności niezbędnych w internecie jest zdolność odróżnienia ziaren od plew.

Po historii z komentarzami na trojmiasto.pl zacząłem się pilnować i okazało się, że naprawdę użytkowanie telefonu zmalało znacząco.

Wtedy jednak niespodziewanie do gry wkroczyła moja żona, która z czasem stała się moim oknem na świat i bez mojej specjalnej zachęty zaczęła mi mówić – a słyszałeś, a widziałeś, a czy wiesz że…. i tutaj możecie wpisać dowolną sytuację czy to ze świata czy z życia naszych znajomych.

I któregoś dnia, po około dwóch tygodniach, gdy zaczynałem już odczuwać pozytywne efekty odstawienie mediów społecznościowych, po raz pierwszy w życiu użyłem w rozmowie opowiastki znanej jako trzy sita Sokratesa

Trzy sita Sokratesa

Nie wiem, czy rzeczywiście stworzył ją Sokrates czy też jakiś jego uczeń, albo czy jest to tylko urban legend, którą postać znanego filozofa miała uwiarygodnić, niemniej jednak nie postać bohatera, a przesłanie jest tutaj ważne.

Otóż pewnego dnia do Sokratesa przybył pewien człowiek, który bardzo pilnie chciał przekazać filozofowi ciekawą historię dotyczącą jego przyjaciela.

Zanim jednak ów jegomość zdążył wyjawić swoją opowieść, Sokrates spytał, czy ta informacja została przesiana przez trzy sita.

Gdy rozmówca nie do końca wiedział o co biega, Sokrates wyjaśnił.

Zanim podzielisz się informacją z inną osobą, przesiej ją przez trzy sita – sito prawdy, sito dobra i sito pożyteczności.

Po pierwsze zatem – czy ta historia jest prawdziwa?

No nie wiem w 100% – odrzekł rozmówca

Dobrze, zatem powiedz mi czy ta historia jest dobra i czy może wnieść dobro w życie moje lub mojego przyjaciela?

No nie bardzo – rzekł nieco już zrezygnowany rozmówca

Dobrze, na koniec więc sprawdźmy czy ta historia jest pożyteczna? Czy wiedza o niej może pomóc mi lub komuś innemu?

W sumie to nie do końca.

Zatem jeśli to co chcesz mi powiedzieć – skwitował filozof – nie jest ani dobre, ani prawdziwe, ani pożyteczne, to nie mów mi tego wcale.

W ten oto prosty sposób oznajmiłem żonie, że moja rezygnacja z mediów społecznościowych to nie tylko niewchodzenie na fejsa, ale także coś głębszego. To świadome odrzucenie nadmiaru informacji, które w większości nie są mi do niczego potrzebne.

Pozytywne strony odstawienia mediów społecznościowych

Po trzech tygodniach, gdy nadszedł planowany czas mojego powrotu do na facebooka, ze zdziwieniem odkryłem, że nie do końca chcę to zrobić, że nie jestem jeszcze gotowy i zresetowanie mojego podejścia do mediów społecznościowych jeszcze się nie zakończyło.

Poza tym – byłem dość zajęty.

Rezygnacja z mediów społecznościowych to coś więcej niż tylko niewchodzenie na Facebooka. To świadome odrzucenie nadmiaru informacji.

Realnie odzyskałem bowiem 8-10 godzin tygodniowo, które mogłem przeznaczyć na to, co wcześniej uznałem za ważne i co było motorem mojej decyzji, a więc spędzanie czasu z rodziną, praca na blogu oraz realizacja dawnych planów.

Te dwa ostatnie połączyłem i z wielką radością przystąpiłem do planowanej już od ponad pół roku zmiany wyglądu i struktury bloga. Zauważyłem, że trudno przebić się przez gąszcz stu artykułów do tych, które w mojej ocenie, a także w ocenie czytelników są najbardziej wartościowe. Zmieniłem zatem stronę główną, wygląd, szablon, a jak się rozkręciłem to także i logo. Efekty tej pracy, która zajęła mi dłużej niż planowałem możesz już zobaczyć. Wprowadziłem bowiem już około 90% planowanych zmian. Mam nadzieję, że nowy wygląd i funkcjonalność Ci się spodoba.

Wylogowując się z mediów społecznościowych odzyskałem ponad 8 godzin w tygodniu.

Zacząłem znów spędzać więcej czasu z dziećmi, czy to na graniu, czy na czytaniu, czy letniej aktywności poza domem, ale naszą najnowszą zajawką, którą wymyśliliśmy wspólnie jest zupełnie nowy projekt, który chyba też opiszę na blogu, bo póki co przynosi świetne efekty.

Jest nim odwrócona edukacja domowa. Czyli to nie ja, a dzieci uczą mnie czegoś, co one umieją a ja nie. Ponieważ obie moje córki uczęszczają do szkoły muzycznej, a moim cichym, niespełnionym marzeniem z dzieciństwa było bycie gwiazdą rocka, to korzystając ze swojego podręcznika z klasy pierwszej, organizują mi zajęcia kształcenia słuchu i rytmiki. Wkrótce planuję też wrócić do ćwiczeń z gitarą.

W każdym razie te domowe lekcje są świetnie spędzonym czasem, który wzmacnia naszą relację w zupełnie nowy sposób i buduje kolejną łączącą nas nić, bo zamiast interesować się tym, co dzieje się u osób będących daleko, skupiam się tych, którzy są blisko.

Budujmy relację z tymi, którzy są blisko, zamiast szukać nowości u tych, którzy są daleko.

Zaskakującym pozytywem jest z kolei zmniejszenie problemów ze snem. Abstrahując w tym momencie do tego, że niestety nasza najmłodsza córka ciągle czasem budzi się w nocy, to jednak nawet gdy przesypiała nocki, ja pomimo dużego zmęczenia nie mogłem zasnąć i budziłem się w nocy.

Problem zniknął, nieco jak za dotknięciem magicznej różdżki, gdy przestałem przed snem korzystać z telefonu. Wcześniej, dość często korzystałem z fejsa by odpowiedzieć na komentarze, zaplanować publikację lub przejrzeć statystyki. Teraz, gdy ogólnie mniej korzystam ze smartfona, przed snem zacząłem czytać książkę. I naprawdę – uwierzcie mi, że pomogło mi to ze snem.

Jeśli masz podobne problemy ze snem, odstawiaj telefon, tablet czy komputer 30 minut przed pójściem do łóżka. U mnie zadziałało, więc jeśli nie masz jakichś poważniejszych problemów zdrowotnych wpływających na kwestie snu, to być może taki prosty trik rozwiąże też Twoje problemy.

A skoro już o książkach mowa, to przez 5 tygodni przeczytałem 6 książek, które wcześniej leżały odłogiem i zaczynały tworzyć niebezpiecznie smutną górkę książek nieprzeczytanych.

Odłożenie telefonu na 30 minut przed pójściem spać rozwiązało moje problemy ze snem.

Uwolnienie umysły od śmieciowych wiadomości i puszczenie go wolno, i to w podwójnym tego słowa znaczeniu, sprawiło, że pojawiło się w mojej głowie dużo nowych pomysłów. Jeśli napiszę choć jedną z trzech książek, do których napisałem już spis treści, to będzie to nieodzowna zasługa tego pięciotygodniowego okresu.

No i jeśli zostanę gwiazdą rocka, to też.

Wnioski po powrocie

Gdy po 37 dniach abstynencji odpaliłem fejsa, od razu pochłonął mnie wir informacji, filmów i zdjęć. Po takim okresie naprawdę gołym okiem widać, że serwis jest zaprojektowany tak, byśmy nie chcieli przestać skrolować.

Twórcy, inżynierowie i pracujący nad rozwojem interfejsu użytkownika i algorytmów to geniusze behawiorystyki, psychologii poznawczej i marketingu, którzy dokładnie wiedzą jak nas przytrzymać.

Dzięki dostępowi do najnowszych badań i analizie danych, które sami im dostarczamy są kilka kroków przed nami i robią co w ich mocy, byśmy jak najwięcej czasu spędzali w serwisie, bo Facebook zarabia wtedy, gdy spędzamy na nim czas, dlatego też coraz silniej utrudnia nam wyjście na zewnątrz.

Dlatego tak ważna jest świadomość, którą niestety łatwo stracić, że w internecie, a szczególnie na facebooku i innych darmowych portalach społecznościowych, to my jesteśmy produktami, na nas się zarabia.

Dla niektórych może być to powód do odrzucenia i kompletnej rezygnacja z korzystania i ponoć taki trend się pojawia, ale póki co ja tego nie planuję.

Co jakiś czas po prostu będę sobie przypominał to, o czym dziś tu powiedziałem, czego doświadczyłem i raz w roku zorganizuję sobie taki właśnie post od mediów społecznościowych, by pomóc umysłowi wrócić na dobre tory.

Facebook zarabia wtedy, gdy spędzamy na nim czas, dlatego też coraz silniej utrudnia nam wyjście na zewnątrz.

Inną obserwacją, może nieco oderwaną od dzisiejszych realiów jest to, że Facebook kiedyś przestanie istnieć, bo da się bez niego żyć, tak jak znikały już serwisy, które gromadziły rzesze użytkowników czy to globalnie, czy to w danym kraju.

Oczywiście przyroda nie lubi pustki i na jego miejscu pojawi się coś nowego, coś bardziej wciągającego, coś czego my teraz jeszcze sobie nie wyobrażamy. Ale póki co, to pieśń przyszłości.

Moim osobistym wnioskiem jest też to, że utwierdziłem się w tym, że nie zakładam Instagrama. Do dotychczasowego powodu jakim jest słaby aparat w telefonie doszedł ten, że Instagram byłby kolejnym medium, które zabierałoby mi czas. A ja już wiem, na co mój czas chcę przeznaczyć.

W świecie, w którym ktoś co chwila chce zabrać Ci kilka minut Twojego życia, umiejętność eliminowania jest kluczowa.

O wiele bardzie chcę się skupić na rozwoju podcastu, bloga i życia w świecie realnym, które jest tym, co prawdziwe.

I na sam koniec chyba najważniejsza obserwacja.

Mianowicie odcięcie się od FB i pomogło mi uprzątnąć umysł i spojrzeć na życie, na siebie, na rodzinę bez cyfrowych okularów.

Własnymi oczami.

Bez pośpiechu.

Naturalnie

I to jest piękne.

I tego życzę też Tobie.

W świecie, w którym ktoś co chwila chce zabrać Ci kilka minut Twojego życia, umiejętność eliminowania staje się kluczowa.

Jak zrezygnować z Facebooka

Jeśli więc czujesz lub wiesz że media społecznościowe zabierają za dużo czasu z Twego życia. Nie bój się ich odstawić na kilka tygodni. Świat się nie zawali, a wprost przeciwnie, pomożesz sobie go uporządkować. I nie musisz czekać na jakieś specjalne wydarzenie, typu postanowienie noworoczne albo Wielki Post. Możesz to zrobić w każdym momencie, tylko poinformuje swoich znajomych, że przez jakiś czas Cię nie będzie.

Po pierwsze by nie niepokoili się Twoją nieobecnością i nie wysyłali Ci wiadomości, których i tak nie odczytasz. Po drugie, nie zapomnij wylogować się na każdym urządzeniu, którego używasz.

Zapewniam Cię, że gdy spędzisz kilka tygodni poza wirtualną społecznością, Twoje życie zmieni się tylko i wyłącznie na plus.

I z tym przesłaniem Cię zostawiam, dziękując Ci za uwagę i życząc byś każdego dnia stawał się lepszym rodzicem, lepszym człowiekiem, i byś zawsze wywoływał uśmiech na twarzach swoich dzieci.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Spis treści

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉