Jak pogodzić triathlon z życiem rodzinnym? – Marcin Hinz

Sumienne przygotowanie się do triathlonu wymaga wielu godzin treningu – w końcu musimy doskonalić pływanie, jazdę na rowerze i bieganie.
Czy styl życia wymagający codziennych kilkugodzinnych treningów da się pogodzić z życiem rodzinnym? Jak zaangażowanie w poprawianie wyników sportowych wpływa na relację z dziećmi i współmałżonkiem? I czy wiek dzieci ma dla triathlonisty znaczenie?

W dzisiejszym odcinku rozmawiam z Marcinem Hinzem – triathlonistą, podcasterem, blogerem, vlogerem… ale także (a może przede wszystkim) mężem i ojcem dwóch synów. Marcin dzieli się z nami swoimi doświadczeniami z 5 ostatnich lat swojego życia, podczas których pokonał wiele kilometrów i sukcesywnie zbliża się do startu w pełnym IronManie.

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Co zabrać na triathlon

Jeśli tak jak ja, planujesz pierwszy w życiu triathlon, z pewnością przyda Ci się lista, którą przygotował Marcin

Pobierz prezent

Dołącz do newslettera Ojcowskiej Strony Mocy, a już za chwilę otrzymasz go na swojego mejla

Gość odcinka

Marcin Hinz

Ojciec, mąż, edytor audio i video, triathlonista. Pływam, jeżdżę na rowerze, biegam, nagrywam podcast i vloguję, a to wszystko w przerwie między obowiązkami rodzinnymi i pracą.

         

Spis treści

Jak pogodzić triathlon z życiem rodzinnym? Transkrypcja

Triathlon a rodzina

Jarek Kania: Cześć Marcin.

Marcin Hinz: Cześć Jarek

Słuchaj, triathlon się robi coraz bardziej popularny i coraz więcej ludzi go uprawia, coraz więcej zawodów w Polsce się odbywa. Co takiego jest w tym sporcie, że tak wielu ludzi się do niego garnie?

Wiesz co to jest tak zwykle, jak ja nasłuchałem się różnych historii, to jest zwykle tak, że ktoś jeździł na rowerze, albo biegał, albo pływał, no i zapragnął czegoś więcej. Może nie chodzi na o wrażenie, czy coś takiego, ale żeby coś dodać do tego, jakieś wyzwanie dodatkowe zbudować w sobie. No i tak jak wiele osób z mojego kręgu, że tak powiem biegało i chcieli czegoś więcej, no i z biegania wyszedł ten triathlon. Tak samo było w moim przypadku.

No i potem to wciąga, bo przez to, że to jest na tyle trudne logistycznie na początku, że są jakieś tam strefy zmian i tak dalej, to na początku to jest jakaś czarna magia, mimo że to po prostu trzeba się szybko przebrać i tyle, ale cała ta magia strefy zmian i zawodów, w których zmieniamy dyscypliny i wszystko się dzieje na raz, po prostu jakoś tak wciąga. Nie ma to jakiejś tej magii, ale jednak to mega wciąga przez tą różnorodność.

No tak to częściowo u mnie wygląda z triathlonem, bo no zapisałem się po raz pierwszy w tym roku, ogólnie nigdy nie byłem zbytnio człowiekiem sportowym, natomiast od dwóch lat zacząłem biegać. To częściowo się wynikło z mojej motywacji do tego, żeby moje córki miały tatę, który jest trochę w formie. Od roku też pływam i jakoś tak zacząłem brać udział w zawodach biegowych tu w Gdyni, w dziesiątkach tych, Grand Prix.

I na koniec roku, po dwóch biegania, wziąłem udział w półmaratonie, to był mój plan, żeby zwieńczyć te dwa lata takim jakimś większym wysiłkiem. Udało się, przebiegłem wtedy ze Sztumu do Malborka, taki półmaraton dwóch zamków. I wtedy narodziła się taka “hmm, to może by właśnie spróbować czegoś więcej”.

No i zapisałem się w takim jakimś szale i w sierpniu stanę na starcie sprintu, czyli tego najkrótszego dystansu triathlonowego, ale zacząłem się potem zastanawiać jak ja to wszystko pogodzę z życiem, bo przygotowując się do półmaratonu biegałem trzy razy w tygodniu, no i oprócz tego pływanie raz w tygodniu, kiedy chodzę z córką razem na zajęcia. I z tego co słyszałem i tak jak czytam i tak jak słucham też twojego podcastu, no to trening triathlonisty nie jest nawet 7 razy w tygodniu, tylko częściej. Jak pogodzić takie no dalej amatorskie uprawianie sportu z życiem rodzinnym?

 Pierwsza sprawa to faktycznie w triathlonie powstał jakiś taki mit nie mit, jakaś taka aura, że triathloniści to jakieś takie cyborgi, jeśli chodzi właśnie o te godziny treningowe, bo faktycznie jakby amatorzy 20 godzin stricte treningowych, gdzie tam jest jeszcze jakieś przygotowanie do treningu, potem po treningu jakieś rozciąganie, z czego nagle wychodzi 25 godzin i tak w ogóle wszyscy trenują. Nie wszyscy trenują, tak bardzo niewiele osób trenuje tak naprawdę moim zdaniem, natomiast do każdej dyscypliny w ten sposób można podejść, bo biegać też można dwa razy dziennie, tak? Można trzy treningi dziennie biegając robić, tylko że jeden mocniejszy, jeden luźniejszy, krótki, a trzeci to na przykład siłownia czy jakiś trening taki ogólnorozwojowy.

Więc no każdą dyscyplinę da się tak zaawansowanie trenować, mimo że to cały czas jesteśmy amatorami, natomiast z uwagi na to, że są trzy dyscypliny jest taki żart, że triathlonista ma bieg trenować jak biegacz, kolarstwo jak kolarz, a pływanie jak pływak, co oczywiście biorąc pod uwagę styl planu treningowego, no to tak nie jest, ale że tyle godzin. Jeżeli kolarz tam jedzie, nie wiem, 20 godzin tygodniowo, to powinniśmy 15 godzin na rowerze wysiedzieć w tygodniu. No nie bardzo, znaczy okej, niektórzy tak robią, ale mówię, jeżeli ktoś na lajcie chce do tego podchodzić, tak mój szef Michał Śliwiński w Nozbe, on sobie wychodzi trzy, cztery, pięć razy w tygodniu, no bardziej cztery pewnie niż pięć razy w tygodniu na wszystkie dyscypliny, na trzy dyscypliny w triathlonie no i robi sukcesem olimpijki, tylko właśnie dla kogo czym jest ten sukces?

Dla niego sukcesem jest to, że jest w formie, trzyma wagę i dobrze się bawi na tych imprezach. Natomiast chyba pytałeś o tę inwestycję czasową.

 Jest to trochę przerażające dla mnie no na chwilę obecną, jak pogodzę to, że no będę musiał się ruszyć trochę więcej, w tej chwili biegam dwa razy w tygodniu, staram się, nie zawsze mi wychodzi a aura nie zachęca plus jeden raz basen, to jest na stałe, a tak na wiosnę będzie tego więcej. I jak pogodzić pracę, rodzinę, no oprócz tego to moje blogowanie, które robię tak wieczorami i po nocach to jest w ogóle abstrakcja, więc jak zacząć, jak rozpocząć przygotowanie do triathlonu, żeby nie zwariować i się nie wypalić, nie wiem, po miesiącu.

No właśnie trzeba być świadomym tego naginania struny. Trzeba mieć uszy i oczy otwarte i czujne, bo faktycznie ja miałem poprzedni rok, że naprawdę ależ byłem zadowolony, wszystko tak ładnie szło, znaczy wszystko, czyli treningi, tak. I dopiero dzieci jak za trzecim razem mi powiedziały, że tata, bo ty albo praca, albo trening. Mimo że pracuję w domu, więc powiedzmy jestem obecny, ale to jest taka pseudo obecność. To tak sobie argumentuję, że jestem w domu no to jestem. No ale nie jestem, bo albo pracuję, nie ma tego czasu jakościowego z dziećmi.

No nie.

Więc jeśli wchodzi się w to “jak zacząć?” to zacząć na lajcie, tak jak ty to robisz, nie trzeba tam mieć 15 czy nawet 10 godzin tygodniowo wypracowanych, żeby ukończyć ten dystans z nienajgorszym czasem, tak. Ja obecnie trenuję, nie wiem, 7 godzin tygodniowo, 6 treningów tygodniowo, no i co? No i tyle. Na tym będę starał się pojechać później sezon, bo mi się nie chcę, prawdę mówiąc i nie będę naginał się, żeby właśnie tej struny nie zerwać.

I jak to pogodzić, pracę i tak dalej? No ja jestem w tej komfortowej sytuacji, że pracuję w domu, mniej komfortowej, że pracuję dodatkowo i jako freelancer i dodatkowo prowadzę też swój podcast, vlog i tak dalej. I jak to pogodzić? No triathloniści, myślę, że mają dyplom po dwóch, trzech latach treningów, może i po roku mają dyplom z produktywności, bo

Piąta rano basen, szósta rano śniadanie w domu z dziećmi, zawieźć ich do szkoły, do pracy, potem od razu rower i bieganie wieczorem. To tak wygląda właśnie, że to jest cały czas w ruchu i cały czas aktywność.

Ale śmieję się, bo kupę historii takich się słyszy typu, tak jak ja, dziecko idzie, ma zajęcia w szkole, wraca ze szkoły i potem mam je zawieźć do szkoły muzycznej. Mamy blisko, więc jeździmy czasami rowerem, więc jak sobie wymyślę, że ma rytmikę, ma słuch, zajęcia indywidualne tak wszystko na raz spakowane, to akurat jest fajne, bo w jeden dzień jakby odbębnia trzy zajęcia, które by miał normalnie przez 3 dni w tygodniu. No ale jeśli to jest na przykład 1,5 godziny, czy 1h 45′, no to jedziemy rowerami no i mam 1h 45′ dla siebie.

No to zamiast wrócić do domu i tam nie wiem postękać, sprzątnąć, coś dobrego zrobić, to wtedy nie masz tego powrotu do domu i z powrotem do szkoły, czyli już masz 15 minut w zapasie. Ogólnie masz gdzieś tam 1h 45′ tego treningu rowerowego. Inna sprawa, tak jak ty powiedziałeś, jak ty robisz, że nie wiem czy przed podcastem, albo podczas nagrania, ale że córka idzie na basen no i ty przy okazji możesz wejść do wody.

No my razem, zresztą mamy, chodzimy razem do jednego nauczyciela. Mamy jeden tor, w dwie rodziny sobie tak, właśnie to jest kolega, z którym chodzimy też właśnie triathlony od zeszłego roku uprawia, tylko on w tym roku połówkę robi w Gdyni, a dzień wcześniej sprint. W dwie rodziny mamy wykupiony tor, instruktor każdemu z nas daje swoje zadanie. Jest nas tam pięć, w porywach sześć osób, nie? Także ja się podciągnąłem przez rok tak naprawdę w pływaniu dzięki córce. Żeby nie siedzieć bezproduktywnie to zacząłem pływać razem z nią.

 Ja zaczynałem jako osoba, miałem 28/29 lat kilka lat temu i poszedłem normalnie do szkółki dla dorosłych, byliśmy też tam w kilka osób na torze, instruktor, no tam najpierw bariera psychiczna, psychologiczna, jeżeli chodzi o mnie i wodę, natomiast później jak już samemu kształciłem się w pływaniu, to później tak było faktycznie, że syn chodził na zajęcia, gdzie były na basenie dwa tory zamknięte dla szkółek, a kilka torów dla wejść ogólnych. No to jak on miał swoje zabawy czy naukę, to ja mogłem swoje popływać.

Teraz czasami chodzimy z kolei do Kossakowa, no to tam już jest o tyle gorzej dla mnie, chociaż to brutalnie zabrzmi, że oni mogą siedzieć sobie na basenie obok jest taki jakiś bicze wodne, piłka plażowa, więc oni sobie tam rzucają, a ja mogę sobie zrobić trening. Ale to już znowu jest takie wiesz, niby optymalizacja, ale oni zajmują się sami ze sobą, a nie że ja poświęcam im czas, bo ja robię swoje rzeczy. Natomiast w szkółce pływania ja tak czy inaczej w tych zajęciach nie biorę udziału, więc tutaj jakby moralnie jestem bardziej zwolniony z uczestnictwa czy jakiegoś takiego kontaktu z dzieckiem.

Wiadomo, że czasami się człowiek obróci z ciekawości co tam robią, ale tak. No mówię, kupa jest takich historii śmiesznych jak ludzie gdzieś wychodzą 40 minut szybciej do pracy, bo po drodze mają pływalnie, tutaj prysznic.

To jest jakby Alchemia w Trójmieście takim miejscem, gdzie ludzie z rana często przebywają, tam w Olivii, nawet kolega mój, który na Facebooku puścił zdjęcie jak mu się wigilia rozpoczęła 24 grudnia, był sam z dwoma ratownikami o 6 rano i było po prostu płasko i zrobił sobie po prostu trening.

No także teraz tak na szybko sobie nie przypomnę, ale jest faktycznie jest kilka takich śmiesznych historyjek jak triathloniści rozmawiają między sobą i nagle wychodzą jakieś takie kwiatki, jak naginamy trochę rzeczywistość pod takim względem, żeby znaleźć ten czas na trening. Są jakieś takie sytuacje zupełnie absurdalne, typu, że ktoś zaczyna trenując pod dystans długi, gdzie faktycznie tych godzin trzeba dużo wyrobić to nie jest trening ciężki intensywnością, ale ciężki godzinowo, żeby znaleźć na to czas. No i są takie ekstrema, że ktoś zaczyna o 22 taki trening pięciogodzinny, gdzie ma trzy godziny roweru, o 1 kończy w piwnicy, przebiera się i idzie na dwie godziny biegu na miasto od 1 do 3.

Doby się nie rozciągnie.

No dokładnie, a wiesz też małe dziecko, no w ogóle kwestia małego dziecka, myślę, że zaraz do tego przejdziemy, ale jest wiek dzieci, w którym nie powinno się po prostu tego długiego dystansu robić, ponieważ przygotowania są tak czasochłonne.

Zresztą w jednym z twych odcinków podcastu miałeś rozmowę z małżeństwem, czy też z parą, którzy właśnie razem mają małe dzieci i ten triathlon uprawiają, ale w twoim przypadku, ty zacząłeś ten triathlon uprawiać, kiedy?

Ja? No już z 5 lat temu, wiesz, tak ten czas już sporo minął.

Czyli chłopaki twoi wtedy byli przedszkole/szkoła?

Mhm, dokładnie. Tutaj a propos wieku dzieci, to jest coś takiego, że ostatnio miałem rozmowę, już nie pamiętam z kim, ale ktoś dosyć szybko się rzucił na ten pełen dystans, szybko w sensie, że tam to jest kwestia kilku lat, żeby jednak potrenować, żeby te stawy, żeby te wszystkie nasze kości się przyzwyczaiły do wysiłku. I ja mówię “ale czemu teraz? Mogłeś za rok albo za dwa.” No właśnie nie, bo teraz mogłem, a za 4 miesiące rodzi mi się dziecko i wtedy już nie chciałem poświęcać się temu triathlonowi.

Ja chciałem, po prostu postawiłem teraz na sport, tak, kupę czasu na to poszło, pieniędzy ewentualnie, ale no chciałem to wykorzystać. Teraz jakby, żeby zrobić swoje no i faktycznie jak te dzieci są takie może do roku, do dwóch, to no nie wiem, może źle mówię, niewychowawczo jakoś, ale wtedy faktycznie, moim zdaniem, jest nawet czas na taki trening. Ale tu też kwestia, ile wtedy dociążamy małżonkę, partnerkę obowiązkami, no bo tak jakby też insza inszość. Ale moim zdaniem w triathlonie jest taki Marcin Konieczny u nas, zresztą mistrz świata w swojej kategorii wiekowej amatorów na dystansie długimi i no on mówi, że tam dzieci, jeśli mamy do x lat, chyba do 10 czy do 12, to nie powinniśmy przygotować się do dystansu długiego.

Długiego, czyli do połówki, czy do całości?

Do całości, do całości, czyli tam 10 czy 15 godzin wysiłku. No i ja to trochę rozszerzę, no bo wtedy mam dzieci w wieku 9 i 12 lat i no nie wiem, ten syn w wieku 12-13 lat nadal chce ze mną rozmawiać, nadal szuka tego czasu ze mną, więc moim zdaniem ja bym nawet nagiął może nie do 12 lat, tylko powiedzmy, od 3, czyli nie od samych narodzin, mówię, tak naginam, tak, ale od 3 już do 14, bo myślę, że po 14 roku życia ten syn faktycznie tam gdzieś “tata spadaj ja tam chcę z kolegami”.

Ja tak patrzyłem na twoją stronę, tam masz wypisane wszystkie swoje starty, wszystkie swoje życiówki, no i tej ostatniej ci brakuje, in progres, czyli pełen Iron Man i tam właśnie 2020-2021, czyli no jeszcze to ten młodszy jeszcze będzie miał wtedy 11.

Wiesz co? Bo ta tabelka, mam taką tabelkę faktycznie na stronie, gdzie jest tabelka z różnymi dystansami i życiówki moje na różnych dystansach. Jakbyś spojrzał na tę tabelkę 2 lata temu, bo ona chyba już tam była, to w rzędzie z pełnym dystansem nie było lat 2020 – 2021, tylko lata 2018 na przykład. I ja co roku się śmieję sam z siebie, że co roku to odsuwam dalej, bo niespieszno mi. Wiele osób tak z bieganiem pewnie też znasz trochę ich historii, może ktoś ze słuchaczy się w tym odnajdzie, że zaczynam biegać, 5 przebiegłem, 10, o udało mi się dychę, to jutro się zapisuję na półmaraton, albo najlepiej na maraton, nie? Że jest, wiesz, jakiś taki wabik, że ten o królewski dystans! Kurczę, no to pobiegnę, sprawdzę się. Ale warto poczekać, warto się przygotować, mówię do tego maratonu, żeby sobie z 3 lata pobiegać. Nie mówię, żeby przygotowywać z 3 lata takiego treningu ostrego, tylko jeśli biegamy lajtowo, to biegajmy lajtowo, ale po prostu dajmy czas organizmowi się przystosować. Wiesz, tak samo jest w triathlonie. Rozmawia dwóch triathlonistów:

-Co ty robisz za dystans?

-No sprint.

-A ja pełny.

No to nieważne, że ten pełny tam umiera i robi to w 16 godzin, a ten sprint ociera się o pudło i robi w 1h.10, 1h.08. Większym mocarzem jest ten co robi pełny, nie?

No w końcu jest full iron man wtedy.

No właśnie, więc to jest takie, no tak samo jak pogadasz, wiesz, ktoś biega maraton w 5 godzin, a ktoś biega 5-kę w 17 minut, nie? Do czego jest łatwiej się przygotować? Ktoś nieświadomy powie, że no łatwiej jest do 5-ki, no bo prawie każdy przebiegnie 5-kę.

Ale wyciągnąć taki czas, to jest wyczyn.No ja, swojego czasu, w zeszłym roku właśnie stwierdziłem, że chcę krótkiego, skrócić dystans, bo brakuje mi intensywności na treningach i po kilku miesiącach już bylem wypalony, bo stwierdziłem, że pierdzielę ten trening, ni wychodzę. To było takie jakby wyjście z mojej strefy komfortu, że za ciężko było. Znaczy no myśl o treningu, że Jezus Maria znowu będę tam słaniał się na nogach, to stwierdziłem, że już mi się nie chce. Więc szacun dla tych co ciągną tam dystans średni na przykład, jak no Polacy są akurat mocni w tym jak tam na 800, 1000, 500 metrów biegają, no to naprawdę szacun, że latami wiesz tam ktoś po 6 latach robi życiówkę na 1500m, a 6 lat tyrał na to.

Jak przekonać małżonka do swojej sportowej pasji?

Mówiliśmy o dzieciach, wspomnieliśmy też nieco o żonie i partnerce i tu jest moje kolejne pytanie, życie rodzinne, tu jeszcze trzeba żonie powiedzieć, słuchaj kochanie, znikam na 4 godziny treningu, no i jak to się odbija na życiu tym z małżonką, na tej kwestii?

Znaczy pierwsza rada, to jest tak jak z treningiem, trzeba wchodzić w tę objętość etapami, więc nie mogę powiedzieć małżonce, że wychodzę na 4 godziny czy na 5, tylko najpierw na godzinę idę pobiegać, tak minie tydzień, miesiąc, potem na 2 godziny, czy tam na 1.5, więc to trzeba robić etapami, żeby jakby nie naginać tej struny. Śmieję się, ale no tak samo jakby w moim przypadku, taką spowiedź jakby zrobię, w moim przypadku ja jak miałem ten czas ograniczony, to jak już wracałem to jakoś bardziej tak naprawdę poświęcałem go dzieciom, bo żona sobie poradzi tak brutalnie mówiąc, ale no dzieci teraz jest ten wiek, że warto jest im poświęcić czas, bo one się wręcz wypytują, kiedy będę miał czas dla nich.

Więc tak, no tak jak mówisz, doby nie nagniemy, więc nie wiem jak to jest powiedzieć wychodzę na 4 godziny, wiem jak to jest powiedzieć wychodzę na 2 godziny, albo na 2.5, no i tak, jeśli to jest jednorazowa sytuacja, to jakby to jest chyba luz, ale jeśli codziennie wychodzimy na trening, powiedzmy na godzinę, a w weekend chcemy na trzy, no to trzeba przegadać z żoną wcześniej jakie mamy plany, ile to nas będzie kosztowało czasu, dlaczego chcemy to robić, czy my chcemy na rok, czy do końca życia się na to pisać? I czy małżonka też się na to pisze?

Ja tak jak rozmawiam w swoim podcascie, to raz miałem taką sytuację, gdzie faktycznie małżeństwo trenuje razem, zresztą Bio Mama, Ola Korulczyk, też blogerka, razem z mężem trenują i tam jest dopiero naginanie kalendarza, jedno gdzieś tam z dzieckiem zostaje, drugie idzie biegać, przy tym taki mają dziki czas pracy, ponieważ są gdzieś tam instruktorami snowboardingu, ona prowadzi gdzieś tam sklep internetowy, więc tam jest dopiero naginanie. Ale wreszcie nie odpowiedziałem na twoje pytanie, no nie wiem, jak powiedzieć żonie, żeby to zadziałało. Ale etapami, myślę, że to co powiedziałeś, że etapami i po prostu też rozmawiać, przegadać.

Przegadać, przegadać trzeba wcześniej dużo. Jakie są nasze cele? No jakby ja teraz trenuję mało, bo mi się nie chce, ale codziennie jednak staram się coś robić. Więc dla kogoś mało, dla kogoś dużo. Ktoś idzie 4 razy pobiegać, ja idę 6 zrobić jakiś trening i mało, no bo wiesz, zasada kontrastu, ile się robiło.

Tylko czasami też może być tak, że na początku mówimy ok, na przykład: będę, robię kochanie tylko sprint, ale na przykład po tym sprincie, do którego jesteś w stanie, wydaje mi się, nie wiem, to jest takie moje optymistyczne założenie przygotować w ciągu 8 miesięcy, to potem mówisz takie wow, to jest to, to chcę robić. No i wchodzisz w olimpijkę, w połówkę i nagle cię kilka lat nie ma, a na początku obgadaliśmy, że to ma być tylko rok. No wtedy mogą się zacząć robić problemy. Mąż, czy to żona, bo kobiety oczywiście też uprawiają triathlon, więc to w obie strony może iść, że tam jedno z tych małżonków po prostu znika, żeni się z rowerem i znika na trasę.

No ja myślę, że przez tam ileś lat to jeszcze rozmawiają ze sobą, o, wiesz plany się nie zmieniają, więc chyba to nie jest tak, że raz ustalone i już dalej tylko rośnie.

Jeszcze na chwilę wracając do dzieci, czasami jest tak, że na przykład moja żona studiuje, a moje córki mówią, że nienawidzę studiów, nigdy nie pójdę na uczelnię, bo Jola często znika na weekendy, czy takie coś i też słyszałem u innych dzieci, że nie cierpię pracy mojego taty, bo jego nigdy nie ma. I czy takie coś myślisz, może się pojawić, że twoi synowie stwierdzą, że nigdy w życiu nie będę uprawiał sportu, albo nie zostanę triathlonistą, bo mojego taty np. nie było? Czy coś takiego może się pojawić, czy raczej pójdą w twoje ślady, że zaszczepisz w nich wow, mój tata to jest jednak iron man.

U mnie o dziwo, tak gdzieś podpytuję w ogóle ludzi, jak to zrobić, żeby te dzieci gdzieś tam łyknęły bakcyla, u mnie to nie za bardzo działa, co prawda syn starszy tam trochę pływał, no ale zmieniła mu się szkoła, był w klasie pływackie, trochę górnolotnie to brzmi, ale no pływał, no pływał po prostu, nie jakoś zawodowo, ale sporo pływał, ale no nie, jakoś nie specjalnie. Oni jakoś tam piłka nożna, to co ich tam jara, to to sobie robią i ja staram się w tym nie przeszkadzać, tylko wspierać. Młodszy gdzieś tam szkoła muzyczna, więc no są żywi i tacy rozbrykani, natomiast nie mają ciągot w kierunku sportu, żeby coś faktycznie mocniej porobić. Czy można złapać taką nienawiść? Ja to rozumiem, bo dziecko obserwuje, no dzieci są najlepszymi obserwatorami, jak patrzymy później na dzieci i widzimy siebie, te swoje wszystkie błędy, to jest super sprawa dla rodzica, znaczy super – nie super.

Zależy jak duże te błędy są, niestety.

No, ale widzą co robimy, więc jeśli obserwują sobie i pytają nas 100 razy, my pewnie nie zwracamy uwagi. My niby słyszymy, ale nie wiemy jak ważne dla dziecka to pytanie jest w tym momencie, że co robisz i my odpowiadamy, że jesteśmy w pracy, albo idziemy na trening, albo nie wiem, chodzimy wieczorem na jakąś jogę, czy spotkania biznesowe, czy cokolwiek, no to, nie wiem, myślę, że dziecko umie się przystosować do tego, że od 8 do 16 czy 9-17 rodzic pracuje, bo dziecko ma wtedy ten czas w szkole, natomiast, no ten czas wolny tu jednak bardziej narażone są aktywności rodzica, na to żeby zostać znienawidzonym czy to przez partnera, partnerkę, czy to właśnie przez dzieci, bo to jest ten czas, kiedy no podświadomie jakoś mówimy, że to jest ten czas wolny i ja czas wolny wykorzystam, teraz pójdę wiesz na 6 godzin na rower. I wtedy faktycznie, znaczy to jest dobre, że dziecko chce z nami rozmawiać, że chce ten nasz czas, więc też chyba trzeba sobie wbić do głowy, że to jest dobra rzecz, a z dobrej rzeczy warto skorzystać.

Ale trening sam się nie zrobi.

No tak.

I tu wtedy wchodzimy też w taki dylemat, no bo też teraz dość mocno się promuje to, że no my jako dorośli też musimy mieć te swoje potrzeby, musimy też nie poświęcać się całkowicie dla dziecka, tylko też realizować siebie, czy to sport, czy też praca, studia, no jest to jakaś tam pasja. No i tu jest, wydaje mi się, taki bardzo, no jeżeli chcesz się rozwijać bardzo mocno, ty jako dorosły człowiek, a jednocześnie chcesz czas poświęcać dzieciom, no to jest megatrudne znaleźć to rozgraniczenie. Kiedy już powiedzieć ok, ten czas co ci poświęciłem, a teraz ja muszę zająć się sobą.

Znaczy też, na wszystko myślę, jest pewien czas w życiu, no można wziąć przykład z jakiegoś Steve’a Jobsa, czy Elona Muska, którzy pracowali dużo, odtrącali gdzieś tam rodziny, no wielcy ludzie na piedestałach, ale znowu czas nie jest z gumy i pewne rzeczy trzeba było wręcz odrzucić, tak, odciąć się, żeby skupić się na czymś innym. No i tak jak mowie, każdy okres w życiu, jest czas na konkretne rzeczy, no to też nie patrzmy zero-jedynkowo, że okej, dziecko do lat 12, to ja będę siedział w domu i tylko robił z nim lekcje, nie będę miał czasu, a jak tylko skończy 13 lat, to w ogóle wyjeżdżam do Tajlandii na 3 lata, zostawiam żonę, czy tam żona wyjeżdża, wiesz do Stanów Zjednoczonych, czy do Kanady, czy do Finlandii, bo lubi jeździć na nartach, a mąż niech sobie tutaj kilka lat teraz ten, bo to jest jej czas.

Kiedyś słyszałem coś a propos balansu życiowego, że jeśli mamy w tym balansie życiowym, znaczy jest czas dla rodziny, jest czas na jakieś rozwój osobisty, jest czas na pracę, to że nie powinniśmy tego balansu szukać w ciągu dnia, czy nawet w ciągu tygodnia, ale w ciągu roku, w ciągu kwartału, w takich dłuższych okresach czasu, czyli jeśli, na przykład był taki okres czasu półroczny, gdzie naprawdę sporo trenowałem, jakoś to tam sobie czasowo organizowałem, no to później był ten czas, że mniej trenowałem, a więcej czasu spędzałem jakby odnawiałem te relacje np. w rodzinie. U mnie gdzieś tam na przykład relacje ze znajomymi, to w ogóle umarły jakby śmiercią naturalną, bo zupełnie na to uwagi nie poświęcałem, bo jeśli ten czas był, no to praca, sport, rodzina lub praca, rodzina, sport, albo w dowolnej konfiguracji, ale te 3 elementy.

I jakby relacje z ludźmi z zewnątrz już, czy nawet z rodziną, ale jakby tą dalszą, no po prostu umarły. Później to trudno jest odbudować, ale jakby no to jest, akurat u mnie to był dość świadomy wybór, że poświęciłem to i no trudno, jakieś tam życiowe wybory podejmujemy, mądrzejsze lub głupsze, ale mówię, jeżeli chodzi o ten balans życiowy, to też nie szukajmy tak, że teraz w ciągu dnia godzina musi być z dzieckiem, znaczy fajnie jak jest taki stały termin, ale to może być właśnie ten okres, kiedy dla tych dzieci więcej czasu poświęcamy.

Jak uprawianie sportu wpływa na ojcostwo?

Czy uprawianie triathlonu, ten cały wysiłek wkładany, te godziny treningów, później ten sukces, radość na mecie, czy cały ten proces, który tak długo, długo trwa, nas jakoś kształtuje, czy w twojej ocenie, czy też w twoim doświadczeniu on wpływa na to, jakim jesteś ojcem?

Tak, myślę, że zdecydowanie. Ale myślę też, że o większości rzeczy, które robimy można tak powiedzieć, jeśli te rzeczy nas czegoś uczą. Od takiej negatywnej strony zaczynając, to przez to, że tak obciążyłem się treningiem, w pewnym okresie czasu i usłyszałem kilka razy, że tato, znowu praca lub trening, tak proszę też źle nie zrozumieć, że to była jakaś patologia, tak. Ale po prostu kilka razy dziecko stwierdziło, że mi tak powie, no to wtedy otwiera gdzieś tam człowiek oczy, więc tam od strony negatywnej mówię, uczymy się, nie?

Jeśli jesteśmy świadomi, no bo jak się ma klapki na oczach, to nic do nas nie dociera. Natomiast od pozytywnej strony to ta logistyka czasowa. Jeżeli mamy w dobę wsadzić tyle rzeczy, a później nam się pewny czas zwalnia, no to jakoś umiemy nadal zagospodarować ten czas, może innymi rzeczami, może inwestując ten czas w dzieci, natomiast myślę, że ta zła strona triathlonu, jeżeli już taki temat poruszamy, to jest to, że przez to, że to jest sport indywidualny, to nie wiem czy to jest norma, ale wiem, że wiele osób tak ma, z moich rozmów gdzieś tam z ludźmi, z tego co tam słyszę, że szczególnie mężczyźni na to chorują, że łatwo odciąć się, może to nie tylko triathlon, ale łatwo odciąć się od tego, co nas otacza i skupić się na sobie tak egoistycznie, ale myśląc sobie, że inwestujemy w nasz rozwój, jeśli inwestujemy w nasz rozwój, jeśli rozwijamy naszą działalność, jakąś firmę, że inwestujemy czas w firmę, ale to jest przecież dla rodziny, tak, no bo będziemy tam milionerami, to rodzina będzie miała lepiej, ale tutaj znowu, bardziej pytanie niż odpowiedź, czy ta inwestycja, to jest dobry czas na to, czy nie przeginamy struny z tym inwestowaniem, jakby 100% swojego czasu w działalność, argumentując sobie, że to przecież dla rodziny.

Ze sportem myślę trudniej tak powiedzieć, bo jednak czy sport jest dla rodziny? Można powiedzieć, że ja tego nie widzę po sobie, że wiesz, dajesz dzieciom taki przykład, że żeby do czegoś dojść, to potrzeba troszkę czasu, że to się nie dzieję tak, że to się w 1.5 godziny się wszystko zrobi, tylko tak, że mija pół roku, rok, dwa, trzy lata i wtedy się zatrzymujesz i pokazujesz dzieciom, że tam 3 lata biegłem x czasu na dychę, a teraz biegnę 15 minut szybciej i wtedy śmieszne, że 3 lata i 15 minut szybciej, co ty ojciec robisz? Ale ci co biegają będą wiedzieli o co chodzi.

I gdzieś tam, no nie wiem, pod tym względem się zastanawiałem, żeby wyłowić coś takiego pozytywnego bardzo, ale nie że nie ma rzeczy pozytywnych, no bo to na pewno buduje charakter i tak dalej, ale czy ten charakt3er i to wszystko, twardego psycha, czy to ma wszystko jakieś później przełożenie na dzieci? No ma na 100%, ale żeby tak bezpośrednio to jakoś łączyć, to nie potrafię tak tego spiąć.

Książki, które powinny przeczytać moje dzieci

I na zakończenie chciałbym cię poprosić, jak proszę moich gości od pewnego czasu, jaką książkę mógłbyś polecić swoim dzieciom, kiedy one już staną się rodzicami?

Ooo, nieprzygotowany jestem. Widzisz, nie słuchałem poprzednich odcinków i teraz wychodzi moje nieprzygotowanie. Ale moment, jeśli chodzi o taką książkę, która jest mocno związana z tematyką tego podcastu, no już nie pamiętam tej książki, ale fajny taki sposób, mała taka książeczka była napisana, “Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły

Tak, jest taka.

Słuchałem ją, znaczy czytałem ją jak dzieci były małe i nawet tam chyba na końcu każdego rozdziału są takie dobre rady, takie podsumowania rozdziałów, sobie nawet je przepisałem wszystkie, sobie przepisałem, wydrukowałem i powiesiłem na lodówkę swego czasu, takie fajne rzeczy, mówię, krótka, bardzo fajne punkty ma spisane, szczególnie jeśli mamy małe dzieci i te punkty będziemy wprowadzać tak chamsko, że dzieci się nie skapną, że próbujemy jakieś psychologiczne sztuczki na nich robić i jeszcze dzieci nie nabiorą za dużo negatywnych naszych naleciałości, to fajnie działało, a później, jak my się nauczymy tych trików, jakby swobodniej korzystać i to będzie naturalniej z nas wychodziło i dzieci będą w tym czasie starsze, to będzie w tym czasie działać. To tak, jeśli chodzi o co bym polecił swoim dzieciom, żeby jakby lepiej rozmawiały ze swoimi dziećmi, ale jakby nie miały dzieci, miałbym im polecić taką książkę ogólną, z ogólnej tematyki, z różnorodnej, to bym polecił co innego.

A co?

Wydaje mi się, że “Finansowy Ninja” Michała Szafrańskiego, tak w sumie bliska postać mi, ale faktycznie no jak tak patrzę na to jak te moje dzieci wydają pieniądze, to wydaje mi się, że to była by dobra lektura, ale nawet jak widzę swoich znajomych w swoim wieku, 3 dychy ludzie mają na karku, totalnie nie ogarniają co się dzieje z ich pieniędzmi i tak dalej.

No niestety nas nikt takich rzeczy nie uczył.

No dokładnie, no pieniądze niby tam szczęścia nie dają, ale warto jakby wiedzieć co się z nimi dzieje. Nie chodzi nawet o to, żeby zarabiać te miliony, ale żeby z x pieniędzy, które mamy gdzieś tam w ciągu miesiąca, przez ręce nam przechodzą, żebyśmy je dobrze sobie na te swoje kubeczki rozdzielili, żeby nie mieć tych problemów w życiu.

Skoro jesteśmy przy finansach, takie ostatnie pytanie, no jak sobie radzić z tym, że jednak triathlon nie jest sportem najtańszym. Kiedyś widziałem właśnie taką grafikę odnośnie rowerowych wymagań i tam dochodziło do jakichś tytanowych kół, że jednak ten sprzęt, żeby tam przyspieszać, żeby było szybciej, to jakieś tam rowery, kaski, buty, pianki, to wszystko kosztuje. Czy warto się tak doinwestowywać?

To jest chyba bardziej kwestia tego jak wsiąkniesz w to całe środowisko, bo no wiesz, ja swój pierwszy start miałem na rowerze mtb, w sprincie na rowerze już wielo, wieloletnim, nastoletnim wtedy już. Na następnych startach już jeździłem po szosie, już kupiłem lemondkę, czyli taką przystawkę, żeby móc się tam położyć na kierownicy, kolejne 4 lata w ten sposób startowałem. Niektórzy ludzie może mają więcej pieniędzy, może jakoś inaczej do tego podchodzą i od razu kupują sobie rower czasowy i na nim jeżdżą, podejścia są różne, można w triathlon bawić się, może nie bez kosztowo, bo te wejścia jakby codzienne koszty są pewne, czyli jakieś buty biegowe raz na ileś miesięcy, wejścia na pływalnie, no myślę, że ta pływalnia bardziej kosztuje niż te buty raz na rok, gdzieś tam jakiś nie wiem, gumę się złapie na rowerze, ale można do triathlonu podejść tak nisko kosztowo, w sensie no jakąś tam nawet szosę kupić tanią, używaną piankę jakąś i reszty nie potrzebujemy, no w butach pobiegniemy, rower już mamy, a w piance popłyniemy.

Czepek dostaniemy od organizatora, no jakieś tam okularki, tak, ale okularki drogie nie są, więc można tanio zacząć i myślę, że wiele osób, przynajmniej z moich znajomych jakieś tam też motywowałem ich, to w ten sposób właśnie startowali, właśnie tam szukali po kosztach, ja zresztą tak samo, nie wiedziałem, czy mi się to spodoba, więc jak sobie pomyślałem, że jeny, jeden start, a ja tu mam piankę za 1000 zł kupić, no wtedy też nie było wielu tańszych opcji, to się łapałem za głowę, ale można się w to tanio bawić, i tak naprawdę z biegiem czasu wsiąkać to, lub nie wsiąkać może. Wiesz, ja niby wsiąkłem, ale też sobie stwierdziłem, że będę na tej szosie jechał, nie będę się jakoś tam nastawiał psychicznie na kupno czasowego roweru, bo nie umiem sobie usprawiedliwić, albo nie umiałem sobie usprawiedliwić wydania tam, nie wiem, 8, 10 czy 15 tysięcy na rower. Mimo że szosy też są tam po 40 tysięcy, ale czasówki są po prostu droższe, bo też no zwykle są już na karbonowych ramach raczej. No a to kosztuje.

No inna sprawa, że też taki żart chodzi w środowisku, że można kupić bidon dla kolarza, albo bidon dla gościa co chodzi siłowo ćwiczyć i będzie ten bidon kosztować 8 zł, a można kupić bidon dla triathlonisty w sklepie dla triathlonisty i będzie kosztować 5 dych, mimo że to będzie dokładnie ten sam produkt. I tak prawdę powiedziawszy nie jest to do końca kawał, bo to co się dzieje, jak są, nie wiem, na przykład takie bidony na kierownicę, że poziomo się je kładzie i z nich słomka wystaje z boku. To wiesz, bidon ze słomką, bidon kupujesz za nie wiem, 40 złotych, jakiś z dobrego plastiku, żeby tam grzyb za 2 miesiące nie osiadł się, ale 4 dychy, tak, nie wiem, słomka, coś takiego. Nie wiem, niech to kosztuje nawet 8 dych, no ale nie, 4 stówy taki bidon będzie kosztował, bo to jest dla triathlonisty. Aż strzelam cenę, tam na pewno są tańsze, za 250, ale tak czy inaczej, no jest szajba, wszyscy trochę żerują na tym. No to, że żerują to brzydkie słowo, ale no jak jest rynek, to sobie kiśniemy

Zresztą teraz to nie tylko w triathlonie, Intel na przykład z procesorami tak ma, że nie wyrabiają się z produkcją, wyszła fajna, nowa generacja proców i też trochę pojechali z ceną, tam przemnożyli razy dwa, na przykład, to co im wyszło i za tyle sprzedają i ludzie to kupują.

Więc skoro ludzie kupują, to nie można być na nich złym, że taką cenę dają.

No właśnie, właśnie, więc ja mówię, no ja teraz się tam zęby już ostrzę na rower czasowy, no ale tam kilka lat już siedzę. No piąty rok startów czy szósty już będzie w tym roku, więc mogę sobie to uargumentować już trochę, trochę w tym siedzę i już może te czasy się poprawią, ale tak jak teraz patrzę, że już mam mniej trenować, ale nadrabiać sprzętem, to nie jest moje podejście. Na przykład w pewnym momencie ja i znajomy kupowaliśmy tam mieliśmy pewną kwotę do wydania, tam 2-2,5 tysiąca i znajomy kupił koła, czyli coś, co go przyspiesza, a ja kupiłem pomiar mocy, czyli coś co mnie nie przyspieszy, ale będę mógł realizować jakby lepiej treningi. No i teraz znowu, czy inwestujesz w sprzęt, czy inwestujesz w silnik, czyli w siebie.

No to takie tam rozkminy, że ja stwierdziłem oczywiście cały zadowolony z siebie, że będę inwestował w silnik, a jak kiedyś sprzęt wymienię to jakby będę gdzieś tam krok do przodu. Nie namawiam do zakupu, warto się pobawić, na krótkich dystansach można startować na jakichkolwiek rowerach, tak naprawdę. I jeśli wystartujecie na jakimś Romecie, nie na jakimś mtb, który jest już nowożytni, tylko na jakimś takim składaku, to najwięcej uśmiechów zdobędziecie, największy fun jest z tego, będziecie pozdrawiani gdzieś tam, jak będziecie dublowani, ale będziecie pozdrawiani przez wszystkich i tak naprawdę wtedy te zawody z większym bananem na twarzy przebyć.

To chyba idę poszukać jakiejś Wigry 3, żeby ulice Gdyni zdobyć w sierpniu.

No fajnie, fajnie. Jeszcze jakiś różowy strój dla faceta, tak, albo inny żartobliwy dla kobiety i naprawdę można się świetnie bawić, do tego zachęcam, bo nawet jak gdzieś tam lecimy na wynik, to żeby nie zagryzać zębów, tylko gdzieś tam uśmiechnąć się i no ja najlepsze wyniki nie wiem w maratonie, to najlepszy wynik jaki osiągnąłem to na siłę, jakby świadomie, ale na siłę, jak każda grupka kibiców była, to po prostu śmiałem się, jakbym najlepszy kawał usłyszał. Uśmiechałem się do tych ludzi, oni się wtedy też tam gdzieś śmiali, cieszyli, to jest takie trochę głupie, ale gdzieś tam pozwala nam po pierwsze odwrócić uwagę od wysiłku, a po drugie gdzieś tam lepiej znosimy ten ból, który gdzieś tam nam towarzyszy. I zachęcam, żeby to robić, może najpierw na siłę, może potem wejdzie to nam w nawyk i naprawdę wiele fajnie nam będzie i to szło i lepsze podejście będziemy mieli do tego sportu.

Dziękuję ci serdecznie za rozmowę, życzę ci wielu sukcesów, no i zrobienia tego pełnego dystansu, tak żeby cię żona z uśmiechem i z synami również uśmiechniętymi, na mecie mogli oczekiwać.

Super, dzięki Jarek! Trzymaj się!

Dzięki i do zobaczenia na trasie!

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Gość odcinka

Marcin Hinz

Ojciec, mąż, edytor audio i video, triathlonista. Pływam, jeżdżę na rowerze, biegam, nagrywam podcast i vloguję, a to wszystko w przerwie między obowiązkami rodzinnymi i pracą.

         

Książki dla rodzica

Polecone przez Marcina

Adele Faber, Elaine Mazlish

Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały? Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły?

Michał Szafrański

Spis treści

Więcej w temacie

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉