Odwrócona edukacja domowa

Czy zastanawiałeś się kiedyś, czy dzieci mogą Cię czegoś nauczyć?

Rodzic i dziecko to relacja, w której umiejętności, wiedza i doświadczenie automatycznie przekazywane są pionowo w dół. I jest to jak najbardziej naturalne.

A gdyby ją tak odwrócić?

Słyszałeś kiedyś o edukacji domowej? W dużym skrócie polega to na tym, że dzieci realizują obowiązek szkolny w domu nie uczęszczając na zajęcia do szkoły. 

W te wakacje postanowiliśmy zrobić mały eksperyment  i wprowadziliśmy pod nasz dach edukację domową, ale w odwróconej formie. To dzieci miały uczyć mnie.

Mistrz i uczeń zamienili się miejscami i najstarsze córki wcieliły się w rolę nauczycielek muzyki realizując ze mną materiał z podręcznika I klasy szkoły muzycznej. Róża odpowiedzialna za kształcenie słuchu została mianowana Różą Kształcącą, a Berenika, która wzięła odpowiedzialność za zajęcia z rytmiki zmieniła się w Panią Berytmikę.

O naszych doświadczeniach oraz o tym jak odwrócona edukacja domowa może przydać się Tobie i Twoim dzieciom, opowiadam w poniższym podcaście:

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Zeszyt do nauki muzyki

Test końcowy

Ocena postępów na wywiadówce 😉

Zajęcia z kształcenia słuchu

Zajęcia z rytmiki

Nauka to nie tylko szkoła, a uczymy się przez całe życie

Czy potrafisz sobie przypomnieć kiedy po raz ostatni, z własnej woli czegoś się nauczyłeś?

Bo jak wieść gminna niesie, to przecież człowiek uczy się przez całe życie.

Podejrzewam, że tak jak i ja, słyszałeś ten banał wiele razy w życiu, ba, być może nawet sam go już do swoich dzieci mówiłeś. Ale wydaje mi się, że  częściej używamy go raczej jako pocieszenie w razie niepowodzenia, z którego musimy wyciągnąć jakieś wnioski niż optymistyczną wiadomość, że oto będę się uczył czegoś nowego.

Czemu tak jest?

Być może niezbyt ekscytujące wspomnienia ze szkoły powodują, że na słowo nauka reagujemy alergicznie, może to po prostu zmęczenie, które sprawia, że nie mamy już siły na dodatkowe aktywności, a może hasło „uczymy się przez całe życie” to po prostu pusty slogan?

A uczenie się nowych rzeczy, i to takie intencjonalne, a nie na zasadzie nauki na błędach, jest dla nas po prostu bardzo dobre. I podam tu tylko trzy powody:

Po pierwsze we wciąż zmieniającym się świecie, co rusz musimy nabywać nowych kompetencji (chociażby w pracy lub obsłudze codziennych urządzeń i programów), więc jest szansa, że ucząc się czegoś co lubimy, co nas kręci, łatwiej będzie nam nauczyć się czegoś, co będzie nam potrzebne na przykład w pracy, a nie będzie zbyt pasjonujące.

Po drugie, nauka nowych rzeczy trwale wzmacnia naszą pamięć. Neurobiolog, Dr Denise Park, przeprowadziła na Uniwersytecie w Dallas badania na grupie dwustu starszych osób, których celem było zbadanie wpływu nauki na procesy pamięciowe.

Przez trzy miesiące część badanych spędzała czas mało aktywnie, oglądając filmy i dzieląc się wspomnieniami z młodości w swojej grupie. Druga grupa spędzała czas aktywnie wykonując znane im dotychczas czynności, jak rozwiązywanie puzzli i łamigłówek.

Natomiast trzecia grupa uczyła się zupełnie nowych rzeczy, takich jak szycie, fotografia cyfrowa czy obsługa Photoshopa.

Wyniki badań, opublikowane w czasopiśmie Psychological Science, jednoznacznie wskazały, że to właśnie u grupy, która uczyła się nowych rzeczy, nastąpiła znacząca poprawa pamięci, która utrzymała się po roku, kiedy to zostały wykonane badania kontrolne.

Jeśli zatem chcesz zachować swój mózg w dobrej formie – ucz się czegoś nowego – zwiększasz tym samym swoją szansę na doczekanie się wnuków w dobrej kondycji.

A po trzecie, i co chyba najważniejsze w kwestii rodzicielskiej, ucząc się czegoś nowego, pokazujemy dzieciom, że nauka to nie tylko szkoła i że rzeczywiście w życiu nie uczymy się dla ocen. A prawdziwą szkołą jest nasze życie i aktywne podejście do zdobywania nowych umiejętności.

Ucząc się nowych rzeczy pomagasz utrzymać swój umysł w dobrej formie

Rodzice nie wiedzieli wszystkiego od zawsze i też musieli się uczyć

Czasem tak sobie myślę, że do pewnego wieku, dla dzieci jesteśmy bogami. Duzi, silni, wszystko umiejący, znający odpowiedzi na prawie wszystkie pytania. Jeśli trudno Ci w to uwierzyć, to zastanów się jak postrzegałeś kiedyś swoich rodziców, kiedy byłeś małym dzieckiem.

Ale i my, i nasi rodzice, przecież też kiedyś byliśmy dziećmi i też zaczynaliśmy jak one, od moczenia pieluch i krzyczenia po nocach.

I nie staliśmy się herosami, jakimi jesteśmy dzisiaj, z dnia na dzień. To powolny proces wzrostu, nauki nowych rzeczy sprawił, że dziś jesteśmy inżynierami, artystami czy sportowcami.

Dlatego warto mówić i pokazywać dzieciom, że jeśli chcą w przyszłości być tacy jak my, to nauka nowych umiejętności jest nieodłącznym i koniecznym procesem, do tego by nie tylko nam dorównać, ale i przerosnąć.

Pomocne w tym może być pokazanie na własnym przykładzie, że coś czego wcześniej nie umieliśmy, np. schemat tworzenia gam durowych, którego nauczyły mnie dziewczyny już nie jest dla nas tajemnicą, po tym jak się go nauczyłem, a potem przećwiczyłem.

Przypominasz sobie jak to jest czegoś nie wiedzieć, co pomaga w zrozumieniu dziecka

Czy zdarzyło Ci się tłumaczyć dziecku kiedyś jakieś zagadnienia ze szkoły, a ono nic nie zrozumiało?

Wyłożyłeś wszystko jak krowie na granicy przy dzieleniu pisemnym, użyłeś najlepszych w swojej ocenie porównań przy wykładzie z historii i sięgnąłeś do źródeł angielskiej gramatyki wyjaśniając różnicę między have i have got, a ono dalej nie kumało?

Jeśli porzucając wszelką nadzieję zastanawiałeś się jak to możliwe, że Twoje dziecko nie rozumie takich oczywistych rzeczy, to witaj w klubie. Padłeś ofiarą klątwy wiedzy.

A klątwa wiedzy to trudność wyobrażenia sobie tego jak to jest, gdy ktoś nie wie tego, co wiemy my. Żeby ją pokonać, trzeba wykonać wysiłek postawienia się w sytuacji drugiej osoby, która tej wiedzy nie posiada.

Taka empatyzacja nie jest łatwa, ale możliwa – więcej o tym mówiłem w drugim odcinku podcastu “Klątwa wiedzy w rodzinie, czyli dlaczego dzieci nas nie rozumieją“. Jest tam też taki ciekawy eksperyment, który możesz przeprowadzić ze swoimi dziećmi w domu, więc zachęcam Cię do wysłuchania tego odcinka.

Gdy dziewczyny uczyły mnie struktury gamy, śpiewania, rozpoznawania interwałów, a ja się myliłem, to wtedy doświadczyłem na nowo, jak to jest czegoś nie wiedzieć i jak to jest stresować się, że ktoś mi tłumaczy, a ja nie kumam.

To było bardzo ważne doświadczenie dla mnie, bo teraz, tłumacząc im rzeczy, których nie zrozumiały w szkole, mam trochę więcej cierpliwości i próbuję postawić się w ich sytuacji i tłumaczyć im wszystko ich językiem, z ich perspektywy.

Klątwa wiedzy to trudność wyobrażenia sobie tego jak to jest, gdy ktoś nie wie tego, co wiemy my

Dzieci uczą się umiejętności przekazywania wiedzy

Osobiście zawsze miałem problemy z przekazywaniem wiedzy. Zwłaszcza w obszarach, które nie wymagały ode mnie wysiłku, czyli na przykład w matematyce, w której działania arytmetyczne, po prostu widziałem, a kiedy się nudziłem, to mnożyłem sobie w głowie, przez co wyniki same pojawiały mi się przed oczami. Gdy kiedyś w podstawówce, czy w liceum, miałem komuś to wytłumaczyć, to stawałem przed ogromnym problemem – jak ktoś może czegoś nie zrozumieć? Przecież to widać.

No i w takiej sytuacji właśnie stanęły moje dziewczyny. Będąc nieświadomymi ofiarami klątwy wiedzy, o której przed chwilą wspomniałem, tłumaczyły mi teorię muzyki, tak jakbym  już ją znał. Dopiero kilkukrotne i wyraźne protesty z mojej strony

– Ale ja tego nie rozumiem, wytłumacz mi to inaczej,

spowodowały, że zaczęły szukać nowych dróg do wytłumaczenia mi tych oczywistych dla nich rzeczy.

Myślę, że dzięki doświadczeniu odwróconej edukacji domowej, zobaczyły, że przekazywanie wiedzy nie jest takim łatwym zadaniem, bo wymaga wysiłku z obu stron i zrobiły pierwszy krok w nauce tej umiejętności.

Dzieci utrwalają swoją wiedzę

Podstawy muzyki, będące przedmiotem pierwszej klasy szkoły muzycznej, dziewczyny miały dwa i cztery lata wcześniej. W tej chwili uczą się już bardziej zaawansowanych, trudniejszych rzeczy, więc wydawać by się mogło, że podstawy będą lekkie, łatwe i przyjemne.

Wbrew pozorom, nie zawsze tak jednak było.

Zejście do kompletnych podstaw i przekazanie mi wiedzy nie tylko w zrozumiały, ale też pozbawiony błędów sposób, spowodowało, że musiały się do lekcji przygotować. Przeczytać jeszcze raz co było w podręczniku, a następnie wytłumaczyć mi na naszej domowej lekcji.

Sama powtórka materiału wykonana w ten na pewno pomogła im utrwalić wiedzę i zrozumieć wcześniej opanowany materiał. Ale jest coś jeszcze.

I w tym miejscu jeszcze raz posłużę się badaniami – otóż profesor Victor Boucher z Uniwersytetu w Montrealu, wykazał w swoim badaniu, że powtarzanie informacji na głos drugiej osobie sprawia, że zapamiętujemy i utrwalamy w głowie wiadomości lepiej, w porównaniu do powtarzania w myślach, bądź mówienia w samotności. To obecność drugiego człowieka wpływa pozytywnie na procesy pamięciowe.

Warto więc pytać dzieci o to, by opowiedziały nam własnymi słowami czego się uczyły w szkole, a samemu również mówić dzieciom lub małżonkowi o rzeczach, które chcemy zapamiętać.

Powtarzając komuś na głos informację zwiększasz szansę jej zapamiętania

Nie bój się pytać, gdy czegoś nie rozumiesz

Wyobraź sobie na chwilę, że znów jesteś uczniem i siedzisz w klasie. Nauczyciel tłumaczy jakieś zagadnienie, którego nie rozumiesz. Po twarzach widać, że temat przelatuje gdzieś obok umysłów wszystkich Twoich kolegów, ale wszyscy trzymają fason. Nikt się nie odezwie, nikt nie poprosi o wytłumaczenie, bo każdy boi się ośmieszenia.

Gdy na koniec prowadzący zapyta

– Czy wszystko jasne? Czy są jakieś pytania?,

to nikt nie przyzna się, że nie zrozumiał, bo na światło dzienne wyjdzie fakt, że czegoś nie wie. I może jeszcze dostanie jedynkę.

A po zajęciach wszyscy do siebie mówią, jakie to było beznadziejne i że nikt nic nie rozumie.

Znasz to może ze swojego  doświadczenia? Ja tak.

I z perspektywy czasu widzę, jak takie podejście jest absurdalne. Po pierwsze tracisz czas nie rozumiejąc o czymś ktoś mówi, po drugie nie uczysz się niczego nowego i się męczysz, po trzecie prowadzący zakłada, że wszyscy rozumieją, więc ciśnie dalej.

Nikt nie poszedł naprzód, nie nastąpiła żadna wymiana wiedzy. Czas każdego uczestnika tego błędnego koła został bezpowrotnie stracony.

A być może wystarczyłby jeden głos

– Przepraszam, ja tego nie rozumiem, czy mógłbym prosić o wytłumaczenie,

a życie wszystkich dookoła stałoby się prostsze.

I właśnie podczas naszych domowych lekcji, zdarzało mi się wstrzymać lekcję albo po jej zakończeniu zapytać jeszcze raz o to, czego nie zrozumiałem. Tłumaczyłem potem córkom, że pytam dlatego, bo mi zależy i chcę się nauczyć.

A potem mówiłem im żeby pamiętały, że jeśli chcą się czegoś dowiedzieć, to przyznanie się do niewiedzy jest pierwszym krokiem, a drugim zapytanie kogoś kto wie. Bez lęku i wstydu, że ten ktoś pomyśli, że jesteś głupi. Nie ma w tym nic złego.

Wprost przeciwnie – skoro pytasz, to znaczy że chcesz wiedzieć, chcesz się rozwijać, co jest raczej powodem do uznania, bo tylko głupi twierdzi że wszystko wie i nie potrzebuje już niczego.

Stawianie pytań nie świadczy o głupocie, ale o chęci zrozumienia tematu

Słyszysz siebie w ustach dzieci

Jednym z najwspanialszych momentów naszej domowej edukacji był dzień, kiedy ćwiczyliśmy piosenki w rytmie ¾ razem z klaskaniem. Nijak mi to nie wychodziło i powiedziałem wówczas moim nauczycielkom, nieco zrezygnowany, że może to nie ma sensu, że ja jednak nie mam sił i talentu, by się tego nauczyć.

I wówczas usłyszałem słowa, którymi sam wcześniej karmiłem moje dzieci:

  • Tato, nie poddawaj się. Zobacz, idzie Ci już lepiej niż tydzień temu

  • Już dużo się nauczyłeś, idzie Ci coraz lepiej, więc nie rezygnuj.

  • Zobaczysz, jutro będzie Ci już łatwiej.

I wtedy zdałem sobie sprawę, że wszystko to, co wysyłamy do dzieci, prędzej czy później do nas wróci. Sposób w jaki mówimy do dziecka kształtuje jego osobowość, jego podejście do problemów i wyzwań.

Dlatego warto pamiętać, i ja co jakiś czas sobie to powtarzam – nawet jeśli nie widzę efektów moich słów kierowanych do dzieci, to pozostaję wierny wartościom, które wyznaję. Bo dzieci nie tylko nas słuchają, ale też obserwują nasze reakcje, spójność naszych słów z czynami i naszą wytrwałość.

I wyciągając wnioski z naszego postępowania, budują swoją osobowość.

Słowa, które mówimy do dzieci będą tymi, którymi one będą się zwracać do nas

Budowanie relacji na zupełnie innym poziomie

I to wydarzenie, które wspomniałem przed chwilą pokazało mi też, że oto nasz relacja, którą przeciez budujemy każdego dnia, dostaje solidnego wzmacniającego kopa. Wznosi się na nowy poziom. 

Rozmawiając czasem z rodzicami słyszę, że chcą budować relację, ale nie wiedzą jak. A odpowiedź leży na wyciągnięcie ręki – spędzajcie wspólnie czas i róbcie coś razem.

U nas zamiana roli mistrz-uczeń pomogła otworzyć nowe nici porozumienia, dała nam nowe doświadczenia, do których na pewno będziemy wracać. Nauczyliśmy się lepiej empatyzować, traktować się wzajemnie z cierpliwością i doceniać swoje wysiłki.

A dlaczego budowanie relacji jest takie ważne? O tym, że jest to kluczowy czynnik przy wychowaniu dzieci mówią niemal wszyscy goście mojego podcastu na co dzień współpracujący z młodzieżą i rodzicami.

Bo nie zakazami, nie nie autorytarnym stylem zarządzania, ale silną relacja opartą na zaufaniu możemy pomóc naszym dzieciom wejść w dorosłość w wymagającym XXI wieku. gdzie świat zewnętrzny nie wspiera już roli rodzica z automatu – na zaufanie musimy sobie zapracować.

W sposobie, w jaki dzieci nas traktują możemy przejrzeć się jak w lustrze

Uczysz się czegoś nowego i spełniasz marzenia

I jak tak patrzę na tę listę, którą sobie w ściągawce przygotowałem, to wszystko jest tak naprawdę o dzieciach. A to przecież ja się uczyłem, a nie dzieci. Czy zatem wszystko co robimy, musi być tylko dla nich?

Jak się zapewne domyślasz – nie.

Nauka nowych rzeczy, opanowanie nowych umiejętności, to prosty sposób na poszerzenie własnych horyzontów, stawanie się ciekawszym człowiekiem, ale co ważne, a może i najważniejsze, może być drogą do spełniania marzeń.

Jakie więc zatem było moje marzenie?

Every little boy wants to learn to play guitar

So he can pick up all the chicks and be a rock’n’roll star

Blame it on the love of rock and roll

 Usłyszałem tę piosenkę Bon Jovi jak miałem z 12 lat  i oczami wyobraźni widziałem siebie śpiewającego i grającego na gitarze przed wielotysięcznym tłumem.

Ale jak widać  moje drogi życiowe potoczyły się zupełnie inaczej. Chyba nigdy nie uwierzyłem w to marzenie, a nikt nie popchnął mnie, bym się wziął do pracy, a sam nie miałem po prostu odwagi.

Owszem, odróżniam całą nutę od ósemki, znam podstawowe akordy na gitarze i potrafię zagrać Whisky Dżemu, ale trudno powiedzieć, bym mógł zostać gwiazdą ogniska, a co dopiero estrady. A wiedzy o muzyce nie mam niemal żadnej.

I pewnego dnia stwierdziłem, że czas to zmienić. Nigdy nie jest za późno, by znów stać się dzieckiem, a mając w domu dwie dziewczyny, uczęszczające do szkoły muzycznej podepnę się pod nie i ruszę drogą, na którą nie wszedłem lata temu. Postanowiłem nauczyć się muzyki.

W sześć wakacyjnych tygodni przerobiliśmy wspólnie podręcznik do I klasy szkoły muzycznej. Róża Kształcąca i Pani Berytmika wzięły mnie w obroty i lekko nie było. Miałem zeszyt w pięciolinię, sprawdziany, oceny, a moja żona musiała nawet iść na wywiadówkę.

A gdy na koniec roku zaliczyłem śpiewająco utwór razem z wymyślonym przez siebie ostinato, przyszedł czas na ostatnią korzyść nauki nowych rzeczy:

Okazja do świętowania

Jeszcze w połowie naszego semestru dziewczyny wypatrzyły w jednej z gdyńskich lodziarni shaki lodowe, które miały być dla nich nagrodą na zakończenie roku za bycie nauczycielkami i po ostatnich zajęciach wybraliśmy się na cukrową ucztę.

A co z nagrodą dla ucznia?

Nagrodą dla mnie, którą ufundowałem sam sobie za podjęcie wysiłku i wytrwanie jest pierwsza w życiu gitara akustyczna. Fender Malibu Player w pięknym kolorze Candy Apple Red.

A co dalej?

Kolejnymi krokami będzie zatem kontynuacja teorii, tym razem z drugiej klasy oraz nauka gry na gitarze i to, co na chwilę obecną najbardziej mnie przeraża – nauka śpiewu, żebym umiał zaintonować to co gram, bo w chwili obecnej jestem w stanie zaśpiewać każdą piosenkę w każdej tonacji naraz, co jak się domyślacie brzmi okrutnie i powoduje, że moje usta zamykają się szybciej niż się otwierają.

Moje dziewczyny dalej będa kontynuować teorię, ale gitary i śpiewu już mnie nie nauczą, będe więc szukał śmiałków, którzy się tego podejmą, a póki co podglądam Youtubowe kanały dla gitarzystów, by opanować gamy, ćwiczyć palce i uczyć się jeździć po gryfie, by pewnego dnia wydać pierwsze dźwięki z elektrycznego wiosła.

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

Dołącz do rodzicielskiej grupy na FB

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Spis treści

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

t

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Poznaj 6 zaskakujących sposobów, by Twoje dziecko mniej korzystało z telefonu.

Podaj swój adres email i już dziś zacznij zmieniać technologiczne nawyki w swojej rodzinie.

Udało się! Zgadnij kto właśnie napisał do Ciebie mejla ;)