Rodzicielstwo RIE i idealny wiek by zostać ojcem: Tomasz Smaczny

Na czym polega szacunek wobec dziecka według filozofii RIE?
Jak zachęcać dziecko do samodzielnej zabawy?
Czy lepiej zostać ojcem w wieku 25 czy 40 lat?

Dzisiejszym gościem jest Tomasz Smaczny – autor bloga Tasty Way of Life, będący propagatorem filozofii rodzicielskiej RIE, którą staramy się w tej rozmowie przybliżyć. Drugim naszym tematem jest natomiast różna perspektywa ojcostwa w zależności od wieku, w którym zostajemy ojcem, gdyż w naszym wypadku różnica ta wynosiła aż 15 lat.

Zapraszam do wysłuchania tego odcinka:

Aby wysłuchać podcastu na tej stronie, użyj poniższego odtwarzacza. Zobacz jak słuchać podcastów wygodniej.

Gość odcinka

Tomasz Smaczny

Tata, coach i bloger. Z córką Tosią na urlopie tacierzyńskim spędził niemal rok. Jako pierwszy w Polsce konsekwentnie promuje filozofię rodzicielską RIE (czytaj „raj”), opartą na zaufaniu oraz głębokim szacunku rodzica do dziecka i samego siebie.

    

Spis treści

Rodzicielstwo RIE. Transkrypcja

Czym jest Rodzicielstwo RIE

Cześć Tomasz!

Cześć Jarek!

Powiedz mi, co oznacza dla ciebie Smaczny Sposób na Życie?

No przede wszystkim jest to mój sposób na życie, bo nazywam się Tomasz Smaczny. Tak już będzie do końca życia, do końca moich dni. A po drugie to nazwisko pasuje mi do takiego mojego podejścia do życia, do ciekawości, do tego, że lubię smakować, odkrywać. Bardzo lubię nowe rzeczy poznawać.

W pewnym momencie, dokładnie ponad 2 lata temu, tak nową rzeczą, która mnie zafascynowała, było rodzicielstwo. Przyszło do mnie dosyć… chciałem powiedzieć, że późno, ale może wcale nie późno, ale generalnie po 40-tce.I stało się w tym momencie moim „Smacznym Sposobem na Życie”, stąd też nazwa bloga, akurat angielska tastywayoflife.com.

A na tym swoim blogu, nie zajmujesz się jedynie pokazywaniem jak życie jest smaczne, czy jak życie jest dobre, ale też w dużej mierze zajmujesz się promowaniem filozofii rodzicielskiej, filozofii RIE. Przyznam się, że dopiero pierwszy raz usłyszałem o niej właśnie z twojego bloga, nie jest ona tak powszechnie znana jak powiedzmy Rodzicielstwo Bliskości czy Porozumienie Bez Przemocy. Czy mógłbyś nam przybliżyć nieco co oznacza to RIE?

Bardzo chętnie, bo rzeczywiście nie jest to znane podejście, a wydaje mi się – mi bardzo, bardzo pomogło i wydaje mi się bardzo atrakcyjne. Natomiast też od razu zaznaczę, że nie jest to nowa rzecz, bo część z osób słuchających może pomyśleć: o, kolejna nowinka, kolejna jakaś nowa filozofia, co teraz się w ogóle wymyśla? Prawda?

Nie, ta filozofia rodzicielska, czy ten nurt, czy to podejście – zostało spisane w latach 70. poprzedniego wieku po doświadczeniach, które pani Magda Gerber – to była pedagog węgierskiego pochodzenia – zebrała tuż po II Wojnie Światowej, pracując w sierocińcach i w takich domach opieki dla dzieci, które straciły rodziców. To podejście więc ma już swoją historię, ono się rozwinęło po emigracji pani Magdy Gerber do Stanów Zjednoczonych od lat 70-tych zeszłego stulecia.

I druga taka charakterystyczna rzecz dla RIE to fakt, że ono się skupia na tym okresie od tym okresie od pierwszego dnia po urodzinach do mniej więcej trzeciego roku życia. Tu bardziej chodzi o kwestie rozwoju języka dziecka i tego jak budować z nim więź, kiedy dziecko jeszcze nie mówi, kiedy nie możemy się z nim porozumiewać.

Wydało mi się to bardzo atrakcyjne, bo wiem, że dla ojców ten okres może być znacznie trudniejszy niż dla mam. Pamiętam sam pierwsze komentarze jak wróciłem i oznajmiłem w pracy, że jestem ojcem to moi koledzy mówili: no dobrze, to twoja rola zacznie się dopiero za 2-3 lata. Jakoś nie mogłem sobie tego wyobrazić szczerze mówiąc i też może to mnie tak jeszcze bardziej skłoniło do tego, żeby zgłębiać ten temat – jak się porozumieć z dzieckiem, mimo że ono nie mówi i ćwiczyć w sobie taką właśnie empatię.

Rodzicielstwo RIE koncentruje się na budowaniu więzi z dzieckiem, gdy nie możemy się z nim łatwo porozumieć, czyli do około 3. roku życia.

3 lata to i tak jest szybciej, niż w Sparcie, bo w Sparcie ojcowie mieli kontakt z dziećmi dopiero w 7 roku życia. Synowie przechodzili od matek pod kuratelę ojcowską. Natomiast jest to trochę takie smutne dla mnie, że ktoś ma takie założenie – może mieć takie założenie, że: no przez pierwsze 2- 3 lata to ja będę tak z doskoku patrzył, czy tam – jestem ojcem, ok, ale zacznę coś budować, jakąś relację czy też zajmować się dzieckiem dopiero kiedy ono będzie większe i będzie się potrafiło dogadać w jakiś sposób. Tylko być może nie będzie o czym gadać, nie?

Tak, z jednej strony to jest smutne, a z drugiej strony, tj, starając się zrozumieć to też tak to cały czas bywa w Polsce, że to kobiety spędzają większość czasu na urlopach macierzyńskich z dzieckiem, a rolą taty jest wtedy dbanie o budżet więc naturalnie mniej czasu spędza z dzieckiem, a po drugie wydaje mi się, że to jest też kwestia takiej jakiejś obawy może nawet i też podziału obowiązków w rodzinie, bo to może nawet nie wynikać z tego, że ojciec nie chce, ale też często z moich rozmów z różnymi mamami wynika, że one też niechętnie dzielą się takim oddaniem pola w domu.

To jest też coś co się bierze z przyczyn historycznych powiedzmy, tak jak nasi ojcowie w większości nie zajmowali się raczej domem czy też dziećmi, no bo to jednak kobiety zajmowały się potomstwem a mężczyźni pracowali i to jakoś powielamy. Akurat w tej kwestii mamy podobne doświadczenia, bo obydwaj zostaliśmy w domu z dziećmi więc wiemy, że spokojnie można ten schemat przełamać.

Można przełamać i tutaj wydaje mi się właśnie, że lekiem na taką obawę ojców jak sobie nie tyle poradzić ale w ogóle znaleźć jakiś związek z dzieckiem, czy odczuwać z tego jakąś taką radość i czuć ten związek – jest właśnie ilość i jakość spędzanego czasu. No to się po prostu bierze z praktyki, tak mi się wydaje, bo wtedy zaczynamy więcej dostrzegać i widzimy, że można się z dzieckiem fajnie porozumieć i dogadać nie koniecznie za pomocą języka.

Zaciekawiło mnie to co powiedziałeś o tym, że ta filozofia RIE tak naprawdę dotyczy tego głównie okresu do 3 roku życia, więc zanim zapytam cię o to co potem, to chciałbym jeszcze, żebyśmy rozszyfrowali ten skrót – RIE, angielskie literki.

Rzeczywiście ja pominąłem może ten aspekt, bo wydaje mi się, że on nic nie wyjaśnia (śmiech). Ale dobrze R – I – E czyli Resources for Infant Educarers – można w jakiś sposób to próbować tłumaczyć na polski, ale były to strasznie koślawe tłumaczenia i dlatego wydaje mi się, że to nic nie mówi. Natomiast ja bardzo lubię fakt jak to brzmi po polsku czyli czyt: RAJ.

Kojarzy się bardzo przyjemnie

Bardzo przyjemnie się kojarzy, dokładnie.

W takim razie co wyróżnia RIE na tle innych filozofii rodzicielskich?

To co wyróżnia to kompleksowe spojrzenie na dziecko, natomiast chciałbym powiedzieć o co chodzi może – jaka jest istota.

To jest ważne.

To jest ważne, tak. W RIE są ważne dwie główne idee. I teraz powiem o co chodzi z  tym szacunkiem. Na przykład szanujemy to, że małe dziecko jest takim samym człowiekiem jak my, od pierwszego dnia po urodzinach.

I to się może przejawiać na przykład tym, że cały czas go uprzedzamy co się z nim za chwile dzieje, szanujemy to, że jest godny uwagi, szanujemy to,  że może odczuwać różne emocje i pomagamy mu je zrozumieć, a nie tłumić. Czasami się też tak zdarza, możemy to zaobserwować, że jeśli np. dziecko krzyczy albo płacze no to bywa tak, że odruchem rodziców jest tłumienie tego, tak? Nie płacz, nie krzycz, tutaj są jacyś ludzie, jakby wstydzimy się albo się czegoś boimy. W RIE mówimy o tym, żeby pomagać dzieciom to zrozumieć i to jest bardzo istotne, a nie tylko jakby ta obserwacja tego co się dzieje na zewnątrz.

Drugą ideą, taką która bardzo wypływa i jest też wyróżniająca moim zdaniem to jest zaufanie. To jest zaufanie do kompetencji, do tego, że dziecko fantastycznie się uczy i że naprawdę wiele może i tutaj rolą rodziców jest taka minimalna interwencja. Na przykład, kiedy małe dziecko próbuje nakręcić nakrętkę na słoik albo na butelkę, co jest jedną z takich pierwszych zabaw dzieci we wczesnym dzieciństwie, no to nie przeszkadzamy mu w tym, po prostu mamy zaufanie do tego, że ono się właśnie uczy, właśnie zaczyna rozumieć jak ten proces wygląda i dajemy mu czas żeby sobie nad tym popracował, zamiast do niego na przykład podejść i powiedzieć: o chcesz zakręcić słoik, to proszę, ja ci pomogę – oczywiście z najlepszymi intencjami.

W rodzicielstwie RIE szanujemy to, że małe dziecko jest takim samym człowiekiem jak my, od pierwszego dnia po urodzinach.

Pozwalamy na błędy.

Oczywiście! Jak najbardziej. Po pierwsze – bez tego trudno iść dalej w samodzielności a po drugie też tu jest bardzo ważna sprawa, żeby pokazać, że błędy są czymś zupełnie naturalnym, czy porażki. To też jest zaufanie do tego, że dziecko może sobie poradzić z porażką. A nie, że my tą porażkę jakoś przykryjemy, przyklepiemy, przytulimy.

Typowa sytuacja, w której dziecko ustawia wieżę, wyobraź sobie wiesz co – te wieże, te 10 klocków, które się ustawia od największego do najmniejszego  – no nie wiem czy miałeś taką sytuację, że widziałeś jak twoje dziecko ustawia tą wieżę i widzisz, jak już po prostu te klocki zaczynają się przechylać, bo są nierówno ustawione i już tylko następny klocek jak przechyli to rozwali całą wieżę.

A pamiętam, że się wręcz pociłem, bo  miałem ochotę podejść i przestawić tam któryś klocek, żeby zapobiec upadkowi tej wieży. Tymczasem w RIE mówimy o tym, żeby dać tej wieży upaść, tak, i dać dziecku też doświadczyć tego, przy tym powstrzymać się od komentarzy typu: ojej, co się stało – nic się nie stało takiego, po prostu wieża upadła, i co teraz?

Wiesz co, próbuję sobie teraz przywołać  pamięci jak ja się zachowywałem i wydaje mi się, że  takich komentarzy chyba raczej nie miałem, ewentualnie takie bardziej rozweselające i wesołe  typu: „wieża bam!”, albo „o patrz, przewróciło się i budujemy jeszcze raz”, natomiast wydaje mi się, że chyba chciałem znaleźć rozwiązanie, typu” „zobacz, jak położysz tu klocek, albo zrobisz większy fundament, to będzie lepiej stało”. Ale teraz jak patrzę na siebie, to już przy 3-ciej córce to już tak naprawdę nie mam też tyle czasu niestety i zasobów, by każdą jej zabawę monitorować, więc ona dużo się uczy taką metodą prób i błędów – o wiele więcej, niż starsze córki.

Aha, ok. To co powiedziałeś, ja myślę, że my mężczyźni mamy to bardzo silnie rozwinięte, czyli to doradzanie, podpowiadanie jak to zrobić – no my się w tym spełniamy. Mi też się to zdarza i czasami to też spontanicznie się dzieje, aczkolwiek ja staram się czekać, aż córka mnie poprosi o pomoc, po pierwsze, albo wcześniej – no to, że zaznaczy, że rzeczywiście dochodzi do ściany, a potem, żeby jej pomóc, żeby ona poszła dalej, żeby jednak miała poczucie sprawczości, że to ona coś zrobiła.

Czyli, że np. jak z tą zakrętką, pamiętam, że jeżeli ona była za mocno zakręcona i ona nie mogła odkręcić, to ja nie odkręcałem całej zakrętki i: proszę bardzo – masz odkręconą butelkę, tylko leciutko jakby, żeby pozwolić jej się cieszyć, że sama odkręciła zakrętkę. No ale to są wyzwania…

Tak. Trzeba się powstrzymać.

No tak, uczymy się.

A co wtedy po tym trzecim roku życia, skoro wspomniałeś, że jest to głównie zaprojektowane dla okresu 1-3, nauczymy się tego, my, jako rodzice i nagle musimy szukać nowej metody?

To jest dobre pytanie, ale ja widzę, jakby to funkcjonuje w rodzinach, której mają starsze dzieci, wydaje się że jest dużo takich ogólniejszych tematów, które pasują również do starszych dzieci, czyli na przykład radzenie sobie z emocjami, czy właśnie ta uwaga, czy zaufanie do tego, że dziecko może… w jaki sposób je motywować. Jakby same zasady się nie zmieniają, tylko potem zmienia się taktyka.

Dochodzi też język, dochodzą też inne problemy czy inna rzeczywistość, gdzie dzieci najpierw idą do przedszkola, potem do szkoły. Inna jest świadomość i poziom rozmowy. Ale wydaje mi się, że bardzo dużo można czerpać cały czas z tych takich ogólniejszych zasad, które są w RIE. Na początku były tylko w odniesieniu do tych mniejszych dzieci. Także to wiem bez praktyki z doświadczenia, bo widzę jak rodzice podchodzą do sprawy, jakie pytania zadają. One są często bardzo, bardzo podobne, a dzieci są już trochę starsze.

Czy istnieją jakieś materiały w języku polskim, skoro nie jest to taka metoda w Polsce dobrze znana, żeby ktoś mógł się zaznajomić z RIE?

Właśnie ja cały czas ubolewam, że cały czas jest tak mało materiałów w języku polskim, np. nie ma żadnej książki, ale mam nadzieję, że to wkrótce się zmieni, natomiast w tej chwili mogę polecić 3 takie źródła

Po pierwsze w programie „Pierwsze 100 dni z maluszkiem”, które jest też takim moim drugim projektem w sieci. Jest mini kurs wideo „Filozofia RIE” i to jest bardzo dobre wprowadzenie do wszystkich klasycznych 7 filarów RIE, z wyjaśnieniem teoretycznym o co tam chodzi i z praktycznymi przykładami i z praktycznymi przykładami, o których troszeczkę sobie dzisiaj powiedzieliśmy, także pierwsze100dnizmaluszkiem.pl i tam jest minikurs „Filozofia RIE”.

Drugie źródło, to „Rodzice RIE”, jak wpiszemy w wyszukiwarkę facebook’a to nam na pewno wyskoczy – i tam  jest też przewodnik po artykułach na blogu czy bloga dotyczących RIE. Tam jest dużo ciekawych merytorycznych rodziców, którzy się tą filozofia interesują, czytają dużo rzeczy w języku angielskim, jest znacznie więcej rodziców, którzy chcą trochę więcej poznać i te dyskusje są bardzo merytoryczne i bardzo konkretne.

Więc zapraszam do tej grupy, jest nas już tam ponad 1200 osób. I takim głównym źródłem, podstawowym, pierwszym jest mój blog tastywayoflife.com, gdzie mamy też zakładkę w kategorii „Rodzicielstwo RIE” i tam są już wyszczególnione tylko te artykuły, które dotyczą tego tematu. Większość z nic blogu dotyczy rodzicielstwa RIE, ale nie wszystkie, więc sobie można tam jeszcze posegregować. To są takie 3 główne źródła.

Pozwalanie na błędy pomaga dziecku rozwinąć samodzielność.

W jakim wieku najlepiej zostać ojcem?

Chciałbym teraz w naszej rozmowie przejść do innego wątku, mianowicie do tego, który łączy nas przez to, że obaj jesteśmy ojcami, natomiast różni nas trochę, bo mamy inne doświadczenia. Ty zostałeś ojcem jak sam mówiłeś w wieku 40-tu lat, ja w wieku 40-tu lat no moja córka najstarsza będzie już miała lat 14, więc różnica jest dość zasadnicza..

26 miałeś.

26 lat miałem, tak. I to nie było wcale tak, że coś uważałem, że jestem jakimś super młodym ojcem wtedy. I raczej uważałem, że to był taki dobry moment. Oczywiście w momencie, kiedy już Róża się urodziła, bo początkowa świadomość – my byliśmy w podróży poślubnej, o ciąży dowiedzieliśmy się w Australii, więc nie były to komfortowe warunki, natomiast uważam, że to był idealny moment. Teraz moje pytanie do ciebie, czy uważasz, że pierwsze dziecko w wieku 40-tu lat to jest też idealny moment?

No więc jak pytasz mnie, to ja nie mogę inaczej odpowiedzieć. Oczywiście, dla mnie to był idealny czas, nie chciałbym żeby to się zdarzyło wcześniej i też nie chciałbym, żeby to się zdarzyło później, bo to się zdarzyło dokładnie w zasadzie wtedy, kiedy podjęliśmy tą decyzję i uważam, że mieliśmy mnóstwo, mnóstwo szczęścia i łaski, że nam się to rodzicielstwo przydarzyło.

Byliśmy przygotowani na długi czas oczekiwania, a to się nam tak szybko przydarzyło i też byliśmy w podróży, w twoich okolicach mniej więcej, bo okazało się potem, że Tosia została poczęta na Vanuatu.

O Panie!

Na Pacyfiku, no i ja pamiętam te kilka nocy na Vanuatu i było bajecznie, więc wszystko ..

Wszystko się w filozofię RIE [czyt: RAJ] wpisuje! (śmiech)

(śmiech) Dokładnie, dokładnie! Tak, raj tutaj zadziałał.

No tak, moment był idealny dla nas obu, ale dzisiaj zadałem pytanie na moim fanpage’u odnośnie takiego najlepszego wieku do tego, żeby być rodzicem – zapytałem się 20,30,40? I najbardziej popularna odpowiedź w chwili obecnej to taka, zacytuję ją tutaj: „z perspektywy czasu powiem 16, miałbym teraz dorosłe dzieci  i nadal byłbym młody”. Czy patrząc ze swojej perspektywy na przykład na rodziców, którzy mają te 20 lat czy 25 nawet i mają teraz te dzieci 2-letnie to nie żałujesz czasami, że ten czas minął?

Ja myślę sobie tak, że we wszystkim są plusy i minusy. To znaczy – ja widziałem jak miałem 26 lat, czyli wtedy kiedy tobie się urodziła córka, no to ja miałem takich znajomych, widziałem jak oni żyją i z jakimi otwartymi oczami i otwartą buzią słuchali o tym co ja w tym czasie robię, czyli podróżuję, nie wiem – uprawiam jakieś sporty itd. Więc ja myślę, ze wtedy to dla mnie by było za wcześnie, nie byłem po prostu jeszcze gotowy.

Co więcej, trzeba zacząć od tego, że do tanga trzeba dwojga, więc znalezienie właściwej partnerki, z którą się chce założyć rodzinę to to jest początek w ogóle całej historii. Ja myślę, że gdyby wtedy przydarzyłoby mi się ojcostwo to mój poziom frustracji byłby tak wysoki, że to by się pewnie źle odbiło na tych pierwszych latach i pewnie wielu rzeczy bym żałował, patrząc wstecz. Także taki moment, kiedy czujemy, że to jest to i jesteśmy gotowi wydaje mi się, że to jest ważne, aczkolwiek jak ze wszystkim –  nie ma idealnego momentu, to jest zawsze jakieś ryzyko i jakieś rzucanie się na głęboką wodę.

No prawda taka, że nigdy nie wiemy tego, co się wydarzy, mnie przynajmniej ojcostwo bardzo zaskoczyło i w sumie zaskakuje za każdym razem, no bo mamy 3 córki i każda jest inna i nie jestem w stanie sobie wymyślić tego: ok, jutro będzie taki dzień albo przyjdą takie emocje, bo to jest po prostu loteria.

Jasne, a to powiedz mi Jarek, no bo zobacz, mniej więcej już wiesz dlaczego ja potrzebowałem jeszcze trochę czasu – trochę, no, kilkanaście lat – żeby spełnić swoje marzenia, żeby się nasycić różnymi rzeczami, żeby popodróżować, żeby doświadczyć, nie wiem, właśnie różnych sportów, różnych dziedzin itd. Ty miałeś córkę w wieku 26 lat – teraz powiedz mi właśnie jaki dla ciebie jest plus, tak? W tej chwili.

No jestem młodym ojcem i chyba słuchaj, mam nadzieję, że moja córka jak tego posłucha to się nie wścieknie, bo miałem 25. Ona jest bardzo pamiętliwa co do dat (śmiech), także to ja przekombinowałem i źle policzyłem – natomiast teraz widzę na przykład, że jednak trochę więcej siły człowiek ma i jest w stanie więcej napierać, jeżeli nie prześpi nocy to w pracy jest w stanie jakoś lepiej funkcjonować.

Teraz czasami, teraz w tej chwili mam, czekaj, żebym też nie przekręcił – w tej chwili mam 36. No to czasami po takich nieprzespanych nockach, których jest już coraz mniej na szczęście – Sara ma 2,5 roku, to jednak o wiele trudniej mi się jest zebrać i jakoś funkcjonować w ciągu dnia. Wcześniej to było jakoś automatyczne. Natomiast to co mówisz o tym spełnianiu się, o tych marzeniach to jak najbardziej tak, i pamiętam taki moment, my byliśmy w czasie naszej podróży poślubnej, miała ona trwać rok, bo podróż poślubna dookoła świata i w Syrii będąc na takim spotkaniu couchsurferów w jednym z hosteli i tam było pytanie takie: po co podróżujecie?

Każdy tam coś powiedział i ja, ja to pamiętam, aż się moja żona z którą byliśmy, zdziwiła się tą odpowiedzią, powiedziała, że ja podróżuję dla moich dzieci, które będę miał w przyszłości, bo jeślibym nie odbył tej podróży to później byłbym zły na nie, że przez nie nie jestem w stanie tego zrobić. Więc to było u nas świadome, że chcemy jechać jak najszybciej, spełnić to nasze marzenie, bo takie round the world był właśnie naszym marzeniem, co prawda nie w rok, tylko w 8 miesięcy, bo właśnie po drodze pojawiła się Róża, natomiast zgadzam się z tobą zdecydowanie, że te marzenia i ta nasza samorealizacja jest mega, mega ważna.

I podejrzewam – i widzę też w sumie czasami u innych, że jeżeli ktoś tego nie zrobił i pojawiły się dzieci, to ta frustracja potrafi wyjść po kilku latach takich właśnie, kiedy człowiek zaczyna dostrzegać: no kurczę, kiedyś było o wiele łatwiej to zrobić, a teraz już nie ma siły.

To jest wiesz, trudny temat, bo jakby my jako ludzie indywidualni cały czas mamy swoje marzenia, pasje itd. i teraz po prostu świadomie oddajemy część swojego czasu, rezygnujemy z tych marzeń na rzecz dzieci, które też stają się naszą pasją, w takim fajnym zdrowym układzie, ale ciągle to jest wyzwanie, prawda?

I to jest też takie wyzwanie żeby szukać, przynajmniej dla mnie, takiej równowagi na co dzień. Natomiast tak globalnie rzeczywiście mi jest o tyle łatwiej, że ja nie mam już takiego parcia, jak wspomniałeś właśnie o podróży dookoła świata – ja nigdy takiej podróży nie odbyłem, ale wiesz, odwiedziłem te 40-ci kilka krajów, byłem na wszystkich kontynentach, wiesz, byłem w dżungli, Nowej Gwinei, na Alasce itd. na Antarktydzie.

Wow, tam nas jeszcze nie było.

No właśnie (śmiech), że wiesz, mam takie poczucie, że nasyciłem się tym i że każda kolejna podróż to już jednak wiąże się z podobnymi emocjami. A rodzicielstwo było dla mnie kompletną zagadką. I też miałem takie przekonanie, że jeżeli to mnie ominie w pewnym momencie to tego będę najbardziej żałował, że nie będę w ogóle wiedział o co chodzi. No a minusem jakby tego późniejszego wieku jest to co ty odczuwasz w wieku 36 lat a ja teraz w wieku 43, mamy córki – ty masz najmłodszą córkę Sarę, o ile dobrze usłyszałem.

Tak Sarę, ma dwa i pół roku.

Dwa i pół roku to jest rówieśnicą mojej Tosi, z 2016 pewnie jesień.

Wrzesień.

No właśnie a Tosia październik. I to z jakim ja się borykam właśnie fizycznym problemem jak sobie radzić z nieprzespanymi nocami to jest dla mnie najcięższe w tym wszystkim. I również dla mojej żony. To właśnie, ta fizyczność, jest właśnie czymś co my odczuwamy jako największy trud i z tym się zgadzam, to jest też taka cena późnego rodzicielstwa. Chociaż też podejrzewam, że to jest bardzo indywidualne jak sobie ludzie radzą ze snem, np.

A jeszcze trzymając się tej pasji, no bo podobne mieliśmy pasje, czy te podróżnicze, to one się u was całkowicie zatrzymały? Bo czasami tak ludzie mówią: a, urodzi mi się dziecko to już nic nie będę robił, muszę teraz się wyszaleć, bo potem będzie koniec. Czy u was to rzeczywiście był taki spadek z wysokiego poziomu na 0, czy po prostu zmniejszenie i dostosowanie się do możliwości?

W tej chwili to zmniejszenie się na pewno, natomiast rzeczywiście chcielibyśmy trochę więcej. Tzn., wydaje mi się, że spadliśmy, tzn. no jesteśmy w momencie, w którym chcielibyśmy troszeczkę więcej, bo po prostu od początku zakładaliśmy, że od teraz będziemy realizować te nasze podróże z małym dzieckiem no i w ten sposób będziemy poznawać na nowo świat, też dostosowując może miejsca do tego, żeby to ogarniać. Ale muszę przyznać, że te pierwsze lata były takie dla nas trudne fizycznie, że odpuściliśmy parę takich dalekich wyjazdów, na rzecz zupełnie przyziemnych, może nie przyziemnych, ale takich wycieczek, wiesz, o których kiedyś w ogóle nie myśleliśmy, czyli jak to się mówi..

All inclusive.

All inclusive, tylko że w miejsca, w których nie byliśmy. Byliśmy np. na Sardynii, było bardzo ładnie, ale rzeczywiście opcja all inclusive załatwiała nam wszystkie problemy, a tam mogliśmy pożyczyć samochód i jeździć sobie na takie 1-dniówki. Ale wiesz, rzeczywiście mamy taki cały czas z tyłu głowy, taką chęć, żeby w końcu wziąć Tosię na inny kontynent i jeszcze tego nie zrealizowaliśmy, także tutaj jest to przed nami i myślę, że to w tą stronę będzie szło. Czyli chyba teraz będziemy mieli taką radość żeby nawet w nowe miejsca jechać już z nią, i już myślimy jak to zrobić, żeby to nam się też udało i żeby dla wszystkich było w miarę radosne. Czyli nowe zupełnie sposoby na spędzanie czasu.

I to jest fajne pojechać w nowe miejsce z dziećmi, bo my byliśmy 3 lata temu w Meksyku z naszymi córkami – dwiema wtedy jeszcze, czy 4 lata temu. A my byliśmy w Meksyku sami 12 lat temu. I mówiłem: zobaczcie, tam byliśmy, chodźcie tam, pokażemy wam gdzie byliśmy z mamą, tam byliśmy z mamą! I one potem miały już trochę dosyć tego pokazywania gdzie tata z mamą wcześniej byli. Więc te nowe miejsca są rzeczywiście fajne, aczkolwiek mamy jedno zdjęcie gdzie my byliśmy jeszcze przed ślubem razem na Teotihuacan na piramidach, a potem mamy w tym samym miejscu zdjęcie zrobione wspólnie w czwórkę wtedy jeszcze. Także to też jest fajne pokazywanie miejsc, gdzie się kiedyś było i odwiedzanie je na nowo z dziećmi. Także ma to swój urok, przy czym rzeczywiście bardziej uczciwie jest pojechać w nowe miejsce no i nie jest taka straszna ta podróż na inny kontynent, my już z dziewczynami z całą trójką się wybraliśmy, więc jak się to jakoś dobrze zaplanuje, ubezpiecza, doświadczenie podróżnicze macie, więc jest to na pewno do zrobienia.

No super, tak, czekamy na ten moment.

Grunt, żeby był basen, ciepłe miejsce i śniadanie. To jest najważniejsze. A w wielu miejscach są family room’y.

Czy warto polecać książki o rodzicielstwie swoim dzieciom?

A gdy Twoja córka dorośnie, czy jest jakaś książka, taka, która powiedzmy wpłynęła na ciebie jako rodzica, którą będziesz chciał jej polecić, żeby ona przeczytała zanim zostanie, albo kiedy zostanie mamą?

Wiesz co, jak usłyszałem to pytanie, to sobie pomyślałem, że tyle się zmienia, i pomyśl sobie, że ty sięgasz do książki , którą twoja mama by Ci poleciła… Wydaje mi się to mało prawdopodobne, ale z takich książek, gdyby umiała teraz czytać i chciała zostać mamą, no to niestety musiałby polecić książkę anglojęzyczną, bo to była książka, która właśnie wywarła na mnie chyba największe wrażenie i która pozwoliła mi zrozumieć czym jest RIE, to jest książka która się nazywa Elevating Child Care a autorką jest Janet Lansbury.

I Janet Lansbury to była wychowanka pani Magdy Gerber, ona się uczyła od niej osobiście na zajęciach, a teraz jest taką główną promotorką tego podejście RIE w języku angielskim, głownie w Stanach Zjednoczonych, ale pewnie też jest słuchana w innych anglojęzycznych krajach i nie tylko. I ta książka bardzo fajnie zbiera różne wątki, a tak naprawdę też jest zbiorem jej artykułów z bloga, bo ona prowadzi bloga, podcast, różne media na swojej stronie janetlansbury.com.

A tak jeszcze się spytam, pani Magda Gerber i producent żywności dla dzieci to jest zbieżność nazwisk przypadkowa czy to jest ta sama osoba czy też ta sama rodzina?

Nie, to jest kompletna zbieżność nazwisk i nie znam historii rodziny Gerberów od tych słoiczków, natomiast to tyle wiem, że ta pni Magda Gerber od RIE to z pochodzenia była węgierką, w tej chwili już nie żyje, była pedagogiem, która urodziła się na początku zeszłego wieku na Węgrzech, więc nie sądzę, żeby tu były jakieś konotacje.

No dobrze, to na koniec takie mam pytanie – gdyby ktoś chciał odszukać ciebie w sieci, bądź zgłębić trochę tej filozofii, o której nam opowiadasz, to gdzie powinien się udać w Internecie? Jaki adres?

Zapraszam przede wszystkim na swojego bloga, tastywayoflife.com, jest też fanpage o tej samej nazwie na facebooku i profil na Instagramie. Tam można podejrzeć głównie zdjęcia mojej córki (śmiech).

Drugie miejsce o którym już wspominałem, które uważam za takie fajne, centralne miejsce w tej chwili, jeśli chodzi o zaznajomienie się z podejściem RIE, to jest ta grupa facebookowa  – Rodzice RIE, jak się wpisze w wyszukiwarkę facebooka. I trzecie miejsce, gdzie można mnie znaleźć to głównie takie miejsce przeznaczone dla przyszłych rodziców, to jest kurs online pierwsze100dnizmaluszkiem.pl, które opracowałem razem z położną Moniką Wojcik.

Położna Monik Wójcik wygrała konkurs Położna Roku w 2017 roku i w ten sposób się poznaliśmy i postanowiliśmy zrobić też taki kurs, który rozwiązywałby podstawowe problemy rodziców w pierwszych 100 dniach, kiedy wracają z małym dzidziusiem ze szpitala.

W związku z tym tam mówimy o takich bardzo, bardzo podstawowych rzeczach praktycznych, o karmieniu piersią, o karmieniu również mlekiem modyfikowanym, o manewrach manualnych, o kąpaniu, o myciu, o roli ojca i tam również jest taki moduł „filozofii RIE”, który rzeczywiście można już wprowadzać w życiu już od pierwszego dnia bycia z małym dzieckiem. Także to są te 3 miejsca. Bardzo serdecznie zapraszam.

Dzięki serdecznie, dziękuję Ci też bardzo za rozmowę i życzę Ci, cóż – dalszego spełniania marzeń, tym razem w trójkę z całą rodziną!

Bardzo ci dziękuję Jarek i przede wszystkim za taką inspirację i taką energię do powrotu do podróży i tym razem właśnie rodzinnych, bo to się wydaje takim moim nowym wyzwaniem, nowym marzeniem. Także było miło tak sobie przypomnieć jak to było i już sobie planować kolejne wyprawy.

Super, powodzenia.

Dzięki Jarek 

Zgadzasz się? Chcesz coś dodać?
A może gadam bzdury?

 Podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu poniżej, napisz do mnie

i puść ten post dalej w świat:

Skoro doczytałeś do końca, to chyba Ci się podobało 😉 Pozwól zapoznać się z tym wpisem także Twoim znajomym:

Twoje dziecko ma już telefon? A może dopiero planujesz taki zakup? Dołącz do specjalnej grupy dla rodziców:

O mnie

Nazywam się Jarek Kania i pokazuję jak stać się rodzicem, jakiego sam chciałbyś mieć.

Zobacz więcej

Gość odcinka

Tomasz Smaczny

Tata, coach i bloger. Z córką Tosią na urlopie tacierzyńskim spędził niemal rok. Jako pierwszy w Polsce konsekwentnie promuje filozofię rodzicielską RIE (czytaj „raj”), opartą na zaufaniu oraz głębokim szacunku rodzica do dziecka i samego siebie.

    

Książka dla rodzica

Polecana przez Tomasza

Janet Lansbury

Elevating Child Care: A Guide to Respectful Parenting

Kup na Amazon

Zobacz więcej polecanych książek

Spis treści

Więcej w temacie

Rodzicielskie wskazówki

Nowym artykułom często towarzyszą dodatkowe materiały z rodzicielskimi wskazówkami. Mogę Ci je wysyłać bezpośrednio na mejla. Chcesz?

Na początek otrzymasz ode mnie 3 soczyste ebooki.

Polub - to nie boli

Więcej inspiracji

Lubisz niespodzianki?

Kliknięcie znaku zapytania przeniesie Cię na losowo wybrany artykuł.

Daj się zaskoczyć 😉

Poznaj 6 zaskakujących sposobów, by Twoje dziecko mniej korzystało z telefonu.

Podaj swój adres email i już dziś zacznij zmieniać technologiczne nawyki w swojej rodzinie.

Udało się! Zgadnij kto właśnie napisał do Ciebie mejla ;)